Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #50: Dobra Macocha, Stewardessy na meczu i Wisława Szymborska do parlamentu

Skip to entry content

Wzbijam się właśnie 11 kilometrów ponad ziemię, po to, żeby za 2 godziny wylądować w Bergamo, a stamtąd mknąć do Mediolanu. Tak że tego… na takiej wysokości pisanie nowego odcinka CPI nie należy do najłatwiejszych, dlatego znalazłem godnego zastępcę do tego zadania. A konkretnie zastępczynię, która będzie się Wami opiekować w trakcie mojej nieobecności. W tym tygodniu streszczenie życia w sieci przygotowała dla Was zawsze uśmiechnięta Judyta z Żudit.pl – bloga, na którym znajdziecie tyle samo zgrabnie podanych życiowych tematów, co ładnych zdjęć autorki.

Bądźcie grzeczni pod moją nieobecność i dajcie jej trochę miłości.

lupa

Janek to niewątpliwie genialny strateg! Już kilka tygodni temu zaplanował kolejną podniebną podróż, i przypomniał sobie, że kiedyś zgłosiłam się na zastępcę kierownika w jego CPI. Pisanie u Pana Jana to prawdziwa przyjemność! Zazdroszczę mu, że dziś bryluje w Mediolanie z cudowną Panią Korektor, której jestem fanką, ale cóż, kto bogatemu zabroni. Oczywiście tu przydałby się emotikon puszczający do Was oko, tylko że Janek zakazał mi ich używać. Zadanie z CPI miałam bardzo ułatwione, bo w tym tygodniu było już po wyborach. Dzięki Bogu, że nie musiałam relacjonować tu politycznych wydarzeń i kolejnych starć garsonek – nie znoszę tego! Dziś same przyjemne teksty i filmiki, które uczą i bawią.

Po tym, jak w niedzielne wybory parlamentarne wygrywa PiS, zasmuconych tym wynikiem internautów skutecznie bawi Filip Chajzer – zdobywając sieć pocieszną rozmową z przypadkowym nastolatkiem: „-Kogo mama tam [na twojej liście głosowania] zaznaczyła, chociaż sprawdziłeś? -Tą, Szymborską chyba. -Kogo? Wisławę? -Taaa.

Jak wyglądałoby miasto bez szpetnych reklam? Zdjęcia „przed i po” zobaczycie w ciekawym wpisie o tym, jak można zastąpić billboardy klimatycznymi muralami. Na tapecie chłopaków z DailyWeb tym razem nie nowoczesne technologie, a Ostrów Wielkopolski.

Jak prawidłowo obsługiwać szalik kibica na meczu? Internety zdobywa nietypowa akcja promocyjna linii lotniczych Emirates, głównego sponsora Benfiki Lizbona. Piękne stewardessy na boisku stadionu Estádio da Luz bez tremy pokazują, jak zachowywać się w trakcie meczu w sposób znany z pokładów samolotów.

Co, kiedy kończysz wieloletni związek z facetem, a on radzi sobie bez Ciebie dobrze… za dobrze? „Czujesz nieprzyjemny mały ból. I po co tak? Dlaczego? Miało przecież nie boleć” – o trudnej sztuce odchodzenia od siebie przeczytacie u Justyny z Krótkiego poradnika jak ogarnąć życie.

Emigracja. A miało być tak pięknie – „Monika, lat 29. Pochodzi ze wsi niedaleko Rzeszowa. Wyemigrowała sama w 2009 roku. Na Wyspie poznała Andrzeja i wtedy wydawało się, iż w końcu emigracyjne życie nabrało kolorów. Andrzej robił wrażenie takiego obrotnego, zabawnego, obytego. Ba! Nawet mówi po angielsku. Po ślubie okazuje się, iż Andrzejek lubi hobbystycznie sobie wypić. Bardzo często i dużo”. Więcej na anatomiakultury.pl – coś czuję, że ten blog niedługo zawojuje całe polskie internety!

Psychologia perfum. Czy wiecie, że specjalnie zaprojektowane perfumy mogą spowodować przywołanie wspomnień u osób cierpiących na chorobę Alzheimera? O mocy pięknych zapachów bardzo ciekawie w tym tygodniu pisała Fashionelka.

Najmłodszy fotograf świata? Jego historia zaczyna się niepozornie: ojciec daje małemu synowi prosty aparat, by chłopiec nie nudził się w trakcie ich wspólnych podróży. Dziś profil Hawkeye Hueya, utalentowanego 5-latka obserwuje na Instagramie ponad 170 tys. osób. Został najmłodszym w historii fotografem National Geographic – zobaczcie, jakie zdjęcia publikuje na swoim Insta.

Wywiad z Matyldą Kozakiewicz: „Ponoć, gdy rodzi się dziecko, w życiu rodzica zmienia się wszystko i nie zmienia się nic. Co się zmieniło u ciebie? Segritta: Na przykład nie mogę wychodzić na wódkę, albo w ogóle – pić” Ciąg dalszy zabawnej i szczerej rozmowy.
Masturbowanie przedłuża twe trwanietekst Kasi Gandor podlinkowała mi ostatnio zachwycona koleżanka z redakcji, mówiąc: „Masz! Zobacz sobie, jak w naukowy i zarazem prosty sposób można ukazać samo dobro płynące z masturbacji”. Ważna lektura!
Klip tygodnia – coś dla fanów metalu. Black Label Society grali na ostatnim Woodstocku, na którym to z Panem Janem spotkaliśmy się po raz drugi w życiu. Zobaczcie teledysk – wprawdzie death metal to to nie jest, ale da się słuchać!

Męska stylówka tygodnia:
Dawid z secondhanddandy.pl.

Dandys-DOMODI-21-683x1024

Damska stylówka tygodnia:
Piękna mama dwóch małych chłopców: Agnieszka z buuba.pl .

agnieszka buubapl

Fanpage tygodnia (uwaga, co się tam zobaczy, już nie da się odzobaczyć):

Znalezione w sieci i wyslane przez Asia…..

Posted by Niezgodność produktu z opisem on 6 marca 2015

(niżej jest kolejny tekst)

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
zudit.plBlogierkaAnia MyszkowskanajlepszewspomnienieKaśkaderka Mała Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Anielno
Gość

Byłam na polecanym fanpejdzu…moje życie nigdy już nie będzie takie samo.
Zestawienie jak najbardziej zasługuje na dodatkowy żeton na internet.

Kaśkaderka Mała
Gość
Kaśkaderka Mała

5-letni fotograf wymiata! Tak samo jak jego tata! JOŁ :D

najlepszewspomnienie
Gość
zudit.pl
Gość

to pojawiło się w piątek, nie zdążyłam, szkoda!! :D

Ania Myszkowska
Gość

Oplułam się dopiero przy polecanym fanpagu, ale za to obficie ;)
Za Dawidem i jego stylówą obejrzałabym-się-ach!
Anatomia Kultury ma nie tylko świetną nazwę. Czytam i mówię, och.
Dzięki!

zudit.pl
Gość

Anatomia Kultury to na bank przyszła finalistka Onet Blog Roku – idę o zakład!

Ania Myszkowska
Gość

W kategorii „najlepszy tekst” to na pewno.

Blogierka
Gość

Dorzucic jeszcze Fab i jest 3ka ulubionych bloggerów w 1 miejscu! ;)
Bardzo smakowite zestawienie Zudit :)
Reportaże Filipa sledze na bieżaco i po porstu uwielbiam poczucie humoru,podjescie do ludzi i obnazanie absurdów. Teraz smigam poczytać wyznania Segritty ;)

zudit.pl
Gość

:*

Blogierka
Gość

:*

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Tak dawno nie byłem w żadnej dłuższej podróży, że już prawie zapomniałem, co jest napisane na kartce z planami na ten rok. A tam, nawet nie jak byk, ale co najmniej jak pomnik Jezusa w Świebodzinie, stoi wyraźne zadanie: „Co najmniej 6 podróży za granicę”. Już za chwilę koszernie zabijane karpie i opłatki z humusu w każdym hipermarkecie, a mnie jeszcze brakuje 2 wypadów do wypełnienia misji. Żeby więc cele nie zamieniły się w cele z kratami i nie więziły mnie swoim niezrealizowaniem, pod koniec tygodnia wylatuję z kraju.

Do Mediolanu!

O Mediolanie wiem tyle, że jest światową stolicą mody, odbywa się tam jeden z istotniejszych „Fashion Weeków” i laski walą tam drzwiami, oknami i szybem wentylacyjnym, żeby otrzeć się o sukces projektantów. Albo chociaż ich samych. Wiem też, że niedaleko, nad jeziorem Como, kręcili Jamesa Bonda. Konkretnie „Casino Royale” z boską, zniewalającą, turbo zmysłową, zjawiskową i nieziemską posiadaczka najładniejszego aparatu do oddychania. Evą Green. No i wiem, że Mediolan jest we Włoszech.

W sumie to ostatnie wiem najbardziej, ale niewiele poza tym. Dlatego przyda mi się Wasza pomoc.

Ten wyjazd, w odróżnieniu od kilku poprzednich, nie będzie leżakowaniem i opalaniem, tylko poznawaniem i zwiedzaniem. Chcę jak najwięcej wycisnąć z tej podróży i odkryć możliwie dużo inspirujących ciekawostek. Tak, żeby po powrocie do Polski być naładowanym pomysłami i energią. Stąd prośba do Was: dajcie znać  w komentarzach, co TRZEBA zobaczyć będąc w Mediolanie.

A konkretnie:

– jakie nietypowe miejsca warto odwiedzić?

– które place/parki/skwery mają w sobie najwięcej uroku?

– które zabytki są faktycznie warte uwagi i robią na człowieku wrażenie?

– w jakiej knajpie jest typowe lokalne jedzenie, któremu nie można się oprzeć?

– bez zobaczenia jakiego elementu lokalnego folkloru nie warto wracać do Kraju?

– jaką tajną wiedzę/aplikację trzeba posiadać, żeby poruszać się po mieście?

Będę wdzięczny za wszelkie wskazówki i rekomendacje, a jeśli podeślecie jakiś internetowy przewodnik, z którego korzystaliście, to też się nie obrażę.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Mario Mantel

Jak reagować, gdy partia, na którą głosowałeś nie wygrała wyborów?

Skip to entry content

Stało się, marksisto-komunista, który zdobył w debacie przedwyborczej Twoje serce, nie zdobył głosu Twojej babci. Ani ziomków z jej ośki. Wygrało większe zło, przeciwko któremu głosowałeś w poprzednich wyborach, dając lajki pod demotami na Facebooku. Wzbiera w Tobie rozgoryczenie, zbyt grubo posiekana pietruszka z wczorajszego rosołu i mocz wstrzymywany na znak protestu. Prostestu przeciwko wszystkiemu, co nie jest po Twojemu. Nie za taką Polskę siedziałeś na Kwejku. Czujesz, że musisz coś z tym zrobić. Coś adekwatnego do sytuacji.

Poniżej kilka sposobów jak reagować na Facebooku, gdy partia, na którą głosowałeś nie wygrała wyborów.

1. Napisz, że wyjeżdżasz z kraju. Przy wyborach prezydenckich podziałało, więc czemu teraz taki status miałby nie zebrać wielu polubień?

2. Zadeklaruj, że będziesz na bieżąco rozliczał wygraną partię z obietnic. Pomijając, że to przydałoby się każdej partii i każdemu politykowi, który kiedykolwiek dorwał się do władzy. I na którego wcześniej głosowałeś.

3. Rzuć jakimś enigmatycznym wulgaryzmem. Na przykład „ja pierdole”, „noż kurwa” albo „i wszystko huj”. Elokwencja i ortografia to podstawa.

4. Pierdolnij jakiś wykład o ekonomii. Nieważne co z niego wynika, to zawsze daje poczucie, że jesteś ekspertem. Daje to poczucie co prawda tylko Tobie, ale czy znasz kogoś ważniejszego od Ciebie?

5. Wstaw mema z Kwaśniewskim. I co z tego, że od dawna nie jest aktywnym politykiem? Zdjęcie Olka to pewne lajki i szery.

6. Gry słowne zawsze w cenie. Nic tak nie manifestuje Twojego rozgoryczenia i prawieinteligencji jak chwytliwy neologizm. „W PiSdeczkę”, „Kaczygród” albo „Znikło Szydło z worka” powinno siąść.

7. Wrzuć piosenkę refrenem komentującą sytuację. Najlepsze typy to: Czterej Pancerni i Pies „Deszcze niespokojne”, Hey „Moja i Twoja nadzieja” albo Karramba „Pocałuj mnie w dupę”.

8. Wstaw jakiś cytat z Biblii albo chociaż z listów Jana Pawła II do lemingian. Nie tylko pokażesz, że czytasz coś poza nagłówkami w „Super Expressie”, ale od razu zakomunikujesz, że porażka opcji politycznej, z którą sympatyzujesz to wydarzenie porównywalne z otarciem się o śmierć, w którym jedyną nadzieję jest bóg.

9. Daj znać w jakikolwiek inny sposób, że wszyscy, którzy głosowali inaczej niż Ty, to debile, głąby i podludzie. Niech nie mają złudzeń, co myślisz o rodakach, których mijasz na ulicy, z którymi pracujesz w jednym biurze, jeździsz razem tramwajem i koegzystujesz od urodzenia.

10. Uznaj, że tak właśnie działa demokracja. I że jeśli chcesz żyć w kraju z takim ustrojem, to musisz akceptować, że nie zawsze będzie po Twojemu. Tylko tak jak zdecyduje większość.

Polecam ostatnie.