Close
Close

15 faktów o pigułce „dzień po”, które warto znać

Skip to entry content

tekst powstał na rzecz kampanii edukacyjno-informacyjnej o antykoncepcji awaryjnej www.tabletka.edu.pl

Z tabletki „dzień po” pierwszy raz korzystałem miesiąc po 18-tych urodzinach. Na papierze byłem pełnoletni i dorosły, ale mentalnie wciąż byłem małolatem chodzącym do liceum. Nie, że nieodpowiedzialnym lekkoduchem, bo regularnie starałem się używać wyobraźni, ale zdecydowanie daleko mi było do bycia głową rodziny i ojcem. A zapowiadało się właśnie, że nim zostanę, bo prezerwatywa nie wytrzymała tego co nas łączyło i pękła. O czym dowiedzieliśmy się już po.

Z jednej strony ogarnęło nas przerażenie tego CO SIĘ WŁAŚNIE STAŁO, z drugiej przerażenie, że BĘDZIE TRZEBA KOMUŚ O TYM POWIEDZIEĆ. I to kompletnie obcej osobie, która będzie wypisywała nam receptę.

Mimo, że wizja opowiadania anonimowemu człowiekowi, o tym, że właśnie UPRAWIAŁEM SEKS i konieczność wystawienia się na jego ocenę i ewentualne komentarze paraliżowała nastoletniego mnie, to podołałem zadaniu. Drżącym, szczeniackim głosem umówiłem wizytę z ginekologiem, zorganizowałem transport, czekałem wśród par spodziewających się dziecka na swoją kolej, przyjmując na klatę ich spojrzenia, gdy lekarz krzyknął ze swojego gabinetu „a teraz zapraszam pana, który dzwonił w sprawie tabletek po stosunku”, szczegółowo opowiedziałem, co się właśnie działo w moim łóżku godzinę temu, wysłuchałem uwag, odebrałem receptę, pojechałem do apteki i kupiłem pigułki.

Zdecydowanie nie był to jeden z najprzyjemniejszych momentów w moim życiu, a poziom stresu można porównać do egzaminu na prawo jazdy. I wiem, że niektórzy ze strachu przed oceną obcych ludzi, przed którymi będą musieli się zwierzyć, żeby otrzymać receptę, marginalizowali pęknięcie prezerwatywy, wmawiając sobie, że partnerka miała dni niepłodne, albo że zdążyli wyciągnąć go w porę. I żyli w nadziei, że nic się nie stanie.

Wiem, że patrząc na to z boku, takie zachowanie wydaje się skrajnie głupie, ale wyobraź sobie, że nie masz nawet tych 18 lat, a 16, robiłeś to pierwszy raz, bo wydawało Ci się, że jesteś już taki dorosły, że możesz, ale okazuje się, że jednak nie. Że jesteś tylko gówniarzem nabuzowanym hormonami, którego poniosło. A teraz, jak na spowiedzi, musisz zwierzyć się z tego komuś dużo, dużo starszemu, kogo zupełnie nie znasz. Nawet teraz, pisząc to po tylu latach, wydaje mi się to mega przerażające. Przy czym, cały czas patrzę z perspektywy chłopaka. W przypadku dziewczyny – która w naszym społeczeństwie, tracąc dziewictwo w młodym wieku, postrzegana jest, delikatnie mówiąc, negatywnie – przerażenie związane z mówieniem o tym, musi się potęgować.

Dlatego bardzo cieszę się, że od stycznia w Polsce pigułki „dzień po” są już dostępne bez recepty.

Wiem, że problem ze zdobyciem recepty, nie był jedyną przeszkodą, która nie pozwalała uniknąć wpadki. I, że wiele osób mimo, że nie chce rodzić nieplanowego dziecka, to ma dużo obaw przed korzystaniem z antykoncepcji awaryjnej i w ich głowie pojawia się sporo trudnych pytań. Dlatego, żeby obniżyć poziom stresu w tej bez wątpienia trudnej chwili, przygotowałem odpowiedzi na najczęstsze i najistotniejsze z nich.

Oto 15 faktów o pigułce „dzień po”, które warto znać.

1. Czy pigułkę „dzień po” można kupić na stacji benzynowej? W styczniu tego roku, decyzją Komisji Europejskiej, tabletki antykoncepcji po stosunku zostały wyłączone z leków na receptę, jednak można je kupić tylko w aptekach, więc sklepy monopolowe, kioski, i stacje benzynowy odpadają.

2. Czy trzeba mieć 18 lat, żeby ją dostać? Zgodnie z rozporządzeniem, które podpisał minister zdrowia „hormonalne środki antykoncepcyjne do stosowania wewnętrznego, posiadające kategorię dostępności OTC, wydaje się bez recepty osobie, która ukończyła 15-ty rok życia”. Tak że nie trzeba mieć 18 lat.

3. Czemu dopiero od 15-go roku życia? Bo 15 lat to w Polsce tak zwany „wiek przyzwolenia” – zgodnie z artykułem 200 kodeksu karnego, karalne jest obcowanie płciowe z małoletnim poniżej lat 15. Innymi słowy, jeśli osoba młodsza uprawiałaby seks, farmaceuta musiałby zgłosić przestępstwo i poinformować o sytuacji prawnych opiekunów.

4. Czy to to samo co tabletki wczesnoporonne? Nie, bo żeby doszło do poronienia, kobieta musiałaby być w ciąży, a antykoncepcja awaryjna, czyli pigułka „dzień po”, polega na opóźnieniu owulacji, czyli hamowaniu jajeczka, tak aby nie dotarło do jajowodu i nie doszło do zapłodnienia. Innymi słowy, te tabletki nie przerywają ciąży, tylko nie dopuszczają do niej. Tak jak każdy inny rodzaj antykoncepcji.

5. Czy powoduje aborcję? Powtórzę jeszcze raz: nie. Żeby przeprowadzić aborcję kobieta musiałaby być w ciąży, czyli męski plemnik musiałby się połączyć z żeńskim jajeczkiem. Pigułka „dzień po” nie przerywa ciąży, tylko sprawia aby do niej nie doszło, przesuwając owulację o 5 dni – udaremnia połączenie się jajeczka z plemnikiem – czyli nie dopuszcza do powstania płodu.

6. Kiedy należy ją zażyć? Im szybciej tym lepiej, żeby skuteczność opóźnienia owulacji była jak największa, ale najpóźniej do 5 dni (120 godzin) po stosunku, który odbyliście bez zabezpieczenia lub gdy owe zabezpieczenie zawiodło.

7. Czy po jej zażyciu można uprawiać seks bez prezerwatywy? Pigułka „dzień po” nie jest kodem na nieśmiertelność. Ma wpływ tylko na stosunki, które odbyły się przed jej wzięciem, tak że nie, po jej za życiu nie można uznać, że została zastosowana normalna, długoterminowa antykoncepcja i kochać się bez zabezpieczenia.

8. Czy powoduje bezpłodność? Tabletka „dzień po” może mieć skutki uboczne, takie jak bóle głowy, nudności, bóle brzucha i bolesne okresy, ale nie zaburza płodności w kolejnych cyklach miesiączkowych.

9. Czy zamiast brania tabletki nie można się po prostu umyć? Wiem, że dla niektórych to pytanie może brzmieć irracjonalnie, ale po tym co zobaczyłem w „Galeriankach” i scenie, w której lekarz oznajmia nastolatce, że jest w ciąży, na co ona reaguje hasłem „ale jak to? przecież wszystko wszystko wypłukałam pod prysznicem”, myślę, że warto na nie odpowiedzieć: nie, plemników z pochwy nie można wymyć i usunąć podczas kąpieli. To tak nie działa.

10. Czy jeśli połknęłam tabletkę, a i tak zaszłam w ciążę, to urodzę dziecko z wadami genetycznymi? Tabletka „dzień po” opóźnia owulację – umieszczanie jajeczka w jajowodzie – i nie jest tabletką wczesnoporonną, w związku z czym nie może przerwać istniejącej ciąży, ani nie ma na nią wpływu. Nie uszkodzi płodu.

11. Ile to kosztuje? Średnia cena za 1 pigułkę, do jednokrotnego zastosowania, po jednym stosunku, po którym istnieje ryzyko zajścia w niechcianą ciążę, to 120 złotych.

12. Czy można to stosować jako normalną antykoncepcję? Jak sama nazwa wskazuje, jest to antykoncepcja awaryjna, przewidziana na wyjątkowe sytuacje. W związku z czym, nie można jej traktować jak normalnego, regularnego i długoterminowego sposobu na kochanie się bez ryzyka ciąży. Głównie dlatego, że opóźnia jajeczkowanie, a więc rozregulowuje cykl miesiączkowy.

13. Co jeśli dostanę wymiotów po wzięciu tabletki? W sytuacji gdy w ciągu 3 godzin po połknięciu tabletki wystąpią wymioty, powinnaś zażyć kolejną, nową, tabletkę, ponieważ poprzednia mogła się nie wchłonąć przez organizm.

14. Czy tabletka „dzień po” chroni przed AIDS? Antykoncepcja awaryjna pomaga uchronić się przed nieplanowaną ciążą, ale nie ma wpływu na choroby przenoszone drogą płciową. Nie jest prezerwatywą i niestety nie ochroni Cię przed AIDS, HIV ani rzeżączką.

15. Czy farmaceuta może odmówić sprzedaży tabletki? Zgodnie z tak zwaną „klauzulą sumienia”, niestety może powołać się na względy religijno-ideologiczne i powiedzieć, że Ci jej nie sprzeda. Jeśli trafisz na takiego farmaceutę, to po prostu pójdź do innej apteki i nie przejmuj się nim.

Więcej informacji o działaniu, dostępności i zażywaniu tabletek „dzień po” znajdziesz na stronie kampanii o antykoncepcji awaryjnej www.tabletka.edu.pl.

(niżej jest kolejny tekst)

57
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
44 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
Agata JeruszkatattwaMichał GóreckiMagdalena KrauzeDot Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Weronika Truszczyńska
Gość

Gdy czytam punkt piętnasty, jest mi smutno.

Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

Nie tylko istnienie tego punktu jest smutne. Fakt, że ktoś mógłby zadać np 14 też jest dość rozbrajający. Tak jakby jakaś pigułka była magicznym eliksirem.

Jan Favre
Gość

Nieświadomość jest spora nie tylko wśród nastolatków, ale także wśród osób w moim i również starszych, dlatego warto uświadamiać.

Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

Warto, pewnie że warto, ale jednak niesmak pozostaje. Ludzie najpierw krzyczą że „łe panieee, po co mi jakaś biologia jak ja do zawodówki chodze” a później słyszy się mądrości typu „pierwsze trzy razy nie można zajść” albo osławione już branie antybiotyków na grypę.

Weronika Truszczyńska
Gość

Kiedyś ktoś mnie zapytał czy przez seks analny można zajść w ciążę. Serio. Problem tylko w tym, że tych ludzi trzeba zwyczajnie wyedukować i będą mądrzejsi. Jeżeli ktoś nie sprzeda tabletki w aptece „bo bozia zakazała”, to nic nie da się z tym zrobić. Chociaż ja tam bym tych ludzi zwolniła.

Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

No cóż, każda wystarczająco skomplikowana technologia jest dla laika nieodróżnialna od magii. Wychodzi że seks też jest taką technologią.

Mafju
Gość
Mafju

Niby dlaczego smutno? Farmaceuci są zwykłymi ludźmi a nie robotami zesłanymi przez państwo do wydawania produktów. Mają prawo odmówić klientowi sprzedaży podobnie jak każdy inny sprzedawca. A Ty masz prawo kupić u kogoś innego. Tak działa wolny rynek.

dobrymjud
Gość
dobrymjud

Idąc tym tokiem rozumowania, kasjer-wegetarianin ma prawo odmówić Ci sprzedaży mięsa ;)

Jan Favre
Gość

Są zwykłymi ludźmi, ale są pracownikami. Jeśli ktoś zatrudnia się do pracy w aptece, to ze świadomością tego jak wygląda ta praca i nie od jego widzimisię powinno zależeć, czy sprzeda dany medykament, czy nie, bo równie dobrze mógłby powiedzieć, że stosowanie Gripexu jest wbrew jego wierze, bo grypa powinna przechodzić sama.

Mafju
Gość
Mafju

Ale to już jest jedynie kwestia relacji pracownik – właściciel. Oczywiście, że wegetarianin mógłby Ci odmówić sprzedania schaboszczaka tylko co z tego skoro na drugi dzień dostałby kopa w zad? Dopóki nie jest to uregulowane prawnie nie możesz twierdzić, że czyimś psim obowiązkiem jest sprzedanie Ci czegoś.

Monika Skrzypek
Gość
Monika Skrzypek

Nie jest psim obowiązkiem. Ja bym jednak bardzo chciała, by lekarz, farmaceuta, pielęgniarka postępowali wobec mnie czy moich bliskich zgodnie ze swoją wiedzą medyczną, a nie wiarą czy widzimisię, a jako priorytet traktowali moje dobro, a nie zdanie dziwnych panów, pokrzykujacych z ambony, którzy nie są dla mnie żadnym autorytetem.

Mafju
Gość
Mafju

To nie jest zdanie dziwnych panów, pokrzykujących z ambony, którzy nie są dla Ciebie żadnym autorytetem tylko osobiste sumienie danej osoby. Dlaczego rościsz sobie prawo do wierzenia w co tylko chcesz a innemu tego zabraniasz? Lekarzy/farmaceutów jest wielu. To nie jest żaden problem. Problem jest wtedy kiedy ten, który odmawia nie skieruje Cię do innej osoby – do czego jest zobowiązany.

Monika Skrzypek
Gość
Monika Skrzypek

Czy jeśli trafisz na pogotowie z chorym dzieckiem/żoną/matką, a dyżurujący lekarz odmówi transfuzji, bo jest świadkiem Jehowy i powoła się na klauzulę sumienia, to też będziesz taki wyrozumiały i pojedziesz szukać innego szpitala?
Rozpatrując wszystko teoretycznie, to wydaje się proste: jedziesz do innej apteki, szukasz innego lekarza itd. W praktyce często liczy sie czas. Poza tym pacjent powinien mieć bezproblemowy dostęp do leków i leczenia, a lekarz, farmaceuta działać w zgodzie z aktualną wiedzą medyczną. Jeśli jego wierzenia i przesądy mu w tym przeszkadzają, to znaczy, że zle wybrał zawód.

Mafju
Gość
Mafju

A zdajesz sobie sprawę, że wszystko regulują przepisy i oni działają zgodnie z obowiązującym prawem? Nie źle wybrał zawód, tylko zawód mu na to pozwala.

Monika Skrzypek
Gość
Monika Skrzypek

Nie znaczy to, że wszystkie przepisy są dobre i słuszne.

Martyn
Gość
Martyn

Teraz przeczysz sam sobie, bo na tej samej zasadzie farmaceuci-katolicy nie mogą korzystać z antykoncepcji, a nie sprzedawać jej innym.

Michał Górecki
Gość

A na jakiej podstawie prawnej może zrobić to aptekarz? „Klauzula sumienia farmaceuty została wpisana wyłącznie do kodeksu etyki tej grupy zawodowej. W przeciwieństwie do klauzuli sumienia lekarzy, nie ma zapisu na jej temat w żadnej ustawie regulującej czy prawo wykonywania zawodu farmaceuty czy też dotyczącej dystrybucji i sprzedaży leków. Tak więc farmaceuci odmawiający sprzedaży takich tabletek łamią prawo obowiązujące w Polsce, a osoby, które zetkną się z podobnymi przypadkami mogą zgłaszać je do Wojewódzkich Inspektoratów Farmaceutycznych czy też do RPO. Odmowa sprzedaży w takiej sytuacji może też spowodować u farmaceutów skutki cywilno- prawne. Jeśli kobieta nie zdąży na czas zażyć… Czytaj więcej »

tattwa
Gość

Nie „mają prawo”, tylko „wykorzystali lukę w prawie”. I tyle.

Mafju
Gość
Mafju

Janek apropos „Są zwykłymi ludźmi, ale są pracownikami. Jeśli ktoś zatrudnia się do pracy w aptece, to ze świadomością tego jak wygląda ta praca i nie od jego widzimisię powinno zależeć, czy sprzeda dany medykament, czy nie,”
Sam kiedyś psioczyłeś na pracowników, którzy stosują się do reguł PR stacji benzynowej i za każdym razem pytają Cię czy chcesz jeszcze dane gówno czy może inne gówno. Teraz sobie całkiem mocno przeczysz ;)

Jan Favre
Gość

Mafiju, ja pisałem o nie byciu robotem, tutaj mamy kwestię bawienia się w boga (w tej sytuacji farmaceuta jest wyrocznią, która pozwoli Ci nie mieć dziecka albo skaże na jego posiadania mimo, że tego nie chcesz), w przypadku stacji benzynowych chodziło o kwestie marketingowe (wciskanie gówna), tutaj mówimy o powołaniu na świat nowego człowieka. Między tymi kwestiami nie ma znaku równości ;)

Weronika Truszczyńska
Gość

Idąc jeszcze dalej, lekarz Świadek Jehowy ma prawo odmówić mi transfuzji krwi, bo religia mu tego zabrania? To tak jakby wegetarianin zatrudnił się w knajpie z jadłem polskim, a potem nie sprzedawał ludziom schabów, bo mu na to sumienie nie pozwala.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Adwokat, który dostaję urzędówkę podejrzanego o zabójstwo, nie może odmówić jej prowadzenia ze względu na treść piątego przykazania. Mimo, ze to ponoć wolny zawód. Jeśli kryteria wolnorynkowości mają być stosowane tak jak to proponujesz, to dziękuję, nie tańczę.

Martyn
Gość
Martyn

Żaden sprzedawca nie ma prawa odmówić sprzedaży, pomijając oczywiście takie sprawy jak nieletni/nietrzeźwy próbujący kupić alkohol. Za nieuzasadnioną odmowę sprzedaży dostępnego towaru jest mandat.

Mafju
Gość
Mafju

To nie jest nieuzasadniona odmowa sprzedaży dostępnego towaru, tylko powołanie się na klauzule sumienia. Ja nie wiem w czym Wy widzicie problem. Statystycznie rzecz biorąc wystarczy iść do innej apteki/poprosić innego sprzedawcę? Robienie z igieł wideł

Martyn
Gość
Martyn

Powiedz to tym którzy nie mają innej apteki. Albo w każdej z trzech pracuje fanatyk. Dlaczego przez widzimisię księży robi się z niekatolików ludzi gorszej kategorii? Zresztą, już widzę jak każdy deklarujący się jako katolik czeka z seksem do ślubu i marzy o dziecku w dowolnym momencie… :P Debilizm zapisany w prawie nadal jest debilizmem, jak się nie podoba sprzedawanie tych tabletek to można sprzedawać bułki, nikt nie zmusza do pracy w aptece. Ja chciałbym nagłaśniać same koncerty metalowe, ale jak przypadnie mi w udziale marny kabaret to nie tupię nóżką tylko robię co do mnie należy. Dlaczego ja nie… Czytaj więcej »

Mafju
Gość
Mafju

1. co ma do tego ksiądz?

2. nikt nie zmusza do pracy w aptece jak również nikt nie zmusza do kupowania w tej aptece.

3. „ale jak przypadnie mi w udziale marny kabaret to nie tupię nóżką tylko robię co do mnie należy.” Bo musisz? Jesteś do tego zobligowany prawnie?
Jajebe żyjemy w kraju wolnym i demokratycznym, sam twierdzisz że jesteś za wolnością wyboru a chcesz narzucać farmaceucie przymus? Wtf.
Swoją drogą jeśli sądzisz, że zawód farmaceuty polega jedynie na wydawania leków to gratulacje ;)

Martyn
Gość
Martyn

1. A pod czyje dyktando jest ustalane w naszym kraju prawo faworyzujące fanatycznych katolików? Kto robi raban o antykoncepcję, in vitro, aborcję? 2. Sam przyznajesz nikt nie zmusza do pracy w aptece… 3. Co ma do tego prawo? Jak rząd wprowadzi prohibicję to temu prawu też bezrefleksyjnie przyklaśniesz? Miej choć trochę zdrowego rozsądku, jeżeli idę do określonej pracy to godzę się na określone obowiązki i mam je wypełniać bez narzekania a jak się nie podoba to nikt mnie do danego zawodu nie zmusza. Za gratulacje dziękuję i wzajemnie, gratuluję wyczytywania z moich wypowiedzi tego czego nie mówię i nawet nie… Czytaj więcej »

tattwa
Gość

Nie daj mi nigdy, Boże, trafić do farmaceuty z taką pokrętną moralnością. Bo jak nic ubrda mu się, że zapalenie płuc jest znakiem od Boga i nie powinno się go leczyć.

Dot
Gość
Dot

Robotami nie są, ale za to są wybrani właśnie do ‚wydawania produktów’.

Saga Sachnik
Gość

Luz, nie takie rzeczy się w Bravo czytało.

Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

Przeczytałem „względy religijno-idiotyczne”, tak chyba powinno być lepiej.

sochers
Gość
sochers

Problem jest jeden – z dostępnością pigułki w aptekach. Jak na 20 aptek w żadnej nie ma tej bez recepty, to wiedz, że coś się dzieje. Wówczas idzie się do lekarza, prosi o receptę i za 1/4 ceny pigułki bez recepty kupuje się pigułkę na receptę, zastosowanie analogiczne. Tadam.

Jan Favre
Gość

Mówisz poważnie? W jakiej miejscowości jest taki problem? Bo intuicyjnie podejrzewam, że w małej, ale 20 aptek oznacza, że to już przynajmniej miasto.

grzanka
Gość
grzanka

Pewnie ciężko Ci będzie uwierzyć ale dla mnie brakowało tabletki… w Krakowie. Jakoś w kwietniu tego roku stwierdziłam, że chcę przeżyć z chłopakiem swój pierwszy raz, pojechaliśmy na weekend do Krakowa i stało się. Wszystko fajnie tylko chłopak tak się wczuł, że doszedł we mnie. Co prawda od 2 tygodni brałam już tabletki anty ale mimo wszystko spanikowałam bo zdawałam sobie sprawę z tego, że mogły jeszcze nie zacząć odpowiednio działać. Wspólna decyzja: tabletka „po”. Byliśmy chyba w 6 czy 7 aptekach zanim miła pani farmaceutka w jednej z aptek w Galerii Krakowskiej zdecydowała się nam ją sprzedać ale warunkiem… Czytaj więcej »

sochers
Gość
sochers

Ano, mała miejscowość, może nie słyszałeś – Łódź się nazywa :)

Słyszałem (info niepotwierdzone) że niedostępność ElleOne wynika z faktu, że toto jest refundowane we Francji bodajże i tam idą dostawy. Więc u nas nie ma. A Escapelle była w 3 z 4 w których pytałem.

Asia
Gość
Asia

Mysle, ze dostepnosc, a własciwie niedostepnosc ElliOne dotyczy niewielkiego procenta aptek i na ogol apteka taka nie ma takze Escapelli dostepnej na recepte.

sochers
Gość
sochers

Hej, jak wyżej – ElleOne – 0/20, Escapelle 3/4 :)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Zasadniczo pobieżnie – to w sumie bardzo dzielny byłeś i poradziłeś sobie na poziomie z sytuacją.
Ale to, że jest potrzeba umieszczania takich tekstów i wykładania informacji w nim zawartych – to jest najlepsze świadectwo na poziom świadomości seksualnej w młodym społeczeństwie. I to jest nawet bardziej przykre, czy może – porównywalnie przykre – do farmaceutycznej klauzuli sumienia.

Ewelina Sz. | Mamspired
Gość

Zwalila mnie z nog troche ta cena. Przed zajsciem w ciaze nie myslalam ;), ale jestesmy dzis szczesliwa rodzina bez kolejnych niespodzianek, bo wnioski juz wyciagnelismy. Zgodnie wybralismy tabletki antykoncepcyjne. Lekarz, ktoremu ufalam zaproponowal mi tabletki, ktore maja wspomoc odchudzanie, bo zawsze mialam problemy z waga. Tabletki dzialaly, ale kosztowaly 30zl. Za jeden listek. Po roku kosztowaly 45zl. Ja nie pracowalam. OK. Mozna powiedziec „zmien metode”, ale ta akurat byla i jest dla mnie/ nas najbardziej komfortowa i mysle, ze dla wielu mlodych ludzi w stalych zwiazkach tak jest OK. Skad taka nastolatka ma wziac na to pieniadze? Chce byc… Czytaj więcej »

Madix
Gość
Madix

Z jednej strony jak kogoś nie stać na antykoncepcję, to na dziecko tym bardziej, więc z tej perspektywy darmowa antykoncepcja niby nie jest głupim pomysłem. Z drugiej strony jestem przeciwniczką rozdawania za darmo czegokolwiek, co jest wytworem ludzkiej pracy. Takie rozdawnictwo to najprostsza droga do braku poszanowania cudzej pracy oraz dóbr. Dorabiać legalnie można od 16 r. ż., a uprawianie seksu nie jest obowiązkowe. Uważam, że na własne przyjemności należy umieć zarobić, a nie oczekiwać, że wszystko ma być podane na tacy, „bo się należy”. Jak ktoś jest wystarczająco dorosły, by uprawiać seks, to powinien być też wystarczająco dorosły, by… Czytaj więcej »

Ewelina Sz. | Mamspired
Gość

Bardzo dobry argument. Tylko z tym rozdawaniem za darmo to tak nie do konca. Mysle ze w UK po prostu jest to w pelni refundowane, tak jak kazda recepta dla dziecka. Mysle, ze po to wlasnie sie placi podatki, ale moge sie mylic.

Madix
Gość
Madix

„Mysle ze w UK po prostu jest to w pelni refundowane, tak jak kazda recepta dla dziecka.” Szkoda, że u nas nie jest tak fajnie :) W sumie taka refundacja leków to na pewno lepsza polityka prorodzinna niż zasiłek do łapki, a refundacja antykoncepcji na pewno zwiększa jej dostępność, co pewnie w makroskali wychodzi taniej niż najlepsza nawet edukacja seksualna/zasiłki dla samotnych matek i bezpieczniej niż aborcja szemranymi metodami lub porzucanie dzieci na śmietnikach itp. … Ciężki temat ogólnie, bo teoretycznie można żyć bez seksu, a w praktyce zalicza się on jednak do potrzeb fizjologicznych. Nie zawsze też jest tak,… Czytaj więcej »

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #50: Dobra Macocha, Stewardessy na meczu i Wisława Szymborska do parlamentu

Skip to entry content

Wzbijam się właśnie 11 kilometrów ponad ziemię, po to, żeby za 2 godziny wylądować w Bergamo, a stamtąd mknąć do Mediolanu. Tak że tego… na takiej wysokości pisanie nowego odcinka CPI nie należy do najłatwiejszych, dlatego znalazłem godnego zastępcę do tego zadania. A konkretnie zastępczynię, która będzie się Wami opiekować w trakcie mojej nieobecności. W tym tygodniu streszczenie życia w sieci przygotowała dla Was zawsze uśmiechnięta Judyta z Żudit.pl – bloga, na którym znajdziecie tyle samo zgrabnie podanych życiowych tematów, co ładnych zdjęć autorki.

Bądźcie grzeczni pod moją nieobecność i dajcie jej trochę miłości.

lupa

Janek to niewątpliwie genialny strateg! Już kilka tygodni temu zaplanował kolejną podniebną podróż, i przypomniał sobie, że kiedyś zgłosiłam się na zastępcę kierownika w jego CPI. Pisanie u Pana Jana to prawdziwa przyjemność! Zazdroszczę mu, że dziś bryluje w Mediolanie z cudowną Panią Korektor, której jestem fanką, ale cóż, kto bogatemu zabroni. Oczywiście tu przydałby się emotikon puszczający do Was oko, tylko że Janek zakazał mi ich używać. Zadanie z CPI miałam bardzo ułatwione, bo w tym tygodniu było już po wyborach. Dzięki Bogu, że nie musiałam relacjonować tu politycznych wydarzeń i kolejnych starć garsonek – nie znoszę tego! Dziś same przyjemne teksty i filmiki, które uczą i bawią.

Po tym, jak w niedzielne wybory parlamentarne wygrywa PiS, zasmuconych tym wynikiem internautów skutecznie bawi Filip Chajzer – zdobywając sieć pocieszną rozmową z przypadkowym nastolatkiem: „-Kogo mama tam [na twojej liście głosowania] zaznaczyła, chociaż sprawdziłeś? -Tą, Szymborską chyba. -Kogo? Wisławę? -Taaa.

Jak wyglądałoby miasto bez szpetnych reklam? Zdjęcia „przed i po” zobaczycie w ciekawym wpisie o tym, jak można zastąpić billboardy klimatycznymi muralami. Na tapecie chłopaków z DailyWeb tym razem nie nowoczesne technologie, a Ostrów Wielkopolski.

Jak prawidłowo obsługiwać szalik kibica na meczu? Internety zdobywa nietypowa akcja promocyjna linii lotniczych Emirates, głównego sponsora Benfiki Lizbona. Piękne stewardessy na boisku stadionu Estádio da Luz bez tremy pokazują, jak zachowywać się w trakcie meczu w sposób znany z pokładów samolotów.

Co, kiedy kończysz wieloletni związek z facetem, a on radzi sobie bez Ciebie dobrze… za dobrze? „Czujesz nieprzyjemny mały ból. I po co tak? Dlaczego? Miało przecież nie boleć” – o trudnej sztuce odchodzenia od siebie przeczytacie u Justyny z Krótkiego poradnika jak ogarnąć życie.

Emigracja. A miało być tak pięknie – „Monika, lat 29. Pochodzi ze wsi niedaleko Rzeszowa. Wyemigrowała sama w 2009 roku. Na Wyspie poznała Andrzeja i wtedy wydawało się, iż w końcu emigracyjne życie nabrało kolorów. Andrzej robił wrażenie takiego obrotnego, zabawnego, obytego. Ba! Nawet mówi po angielsku. Po ślubie okazuje się, iż Andrzejek lubi hobbystycznie sobie wypić. Bardzo często i dużo”. Więcej na anatomiakultury.pl – coś czuję, że ten blog niedługo zawojuje całe polskie internety!

Psychologia perfum. Czy wiecie, że specjalnie zaprojektowane perfumy mogą spowodować przywołanie wspomnień u osób cierpiących na chorobę Alzheimera? O mocy pięknych zapachów bardzo ciekawie w tym tygodniu pisała Fashionelka.

Najmłodszy fotograf świata? Jego historia zaczyna się niepozornie: ojciec daje małemu synowi prosty aparat, by chłopiec nie nudził się w trakcie ich wspólnych podróży. Dziś profil Hawkeye Hueya, utalentowanego 5-latka obserwuje na Instagramie ponad 170 tys. osób. Został najmłodszym w historii fotografem National Geographic – zobaczcie, jakie zdjęcia publikuje na swoim Insta.

Wywiad z Matyldą Kozakiewicz: „Ponoć, gdy rodzi się dziecko, w życiu rodzica zmienia się wszystko i nie zmienia się nic. Co się zmieniło u ciebie? Segritta: Na przykład nie mogę wychodzić na wódkę, albo w ogóle – pić” Ciąg dalszy zabawnej i szczerej rozmowy.
Masturbowanie przedłuża twe trwanietekst Kasi Gandor podlinkowała mi ostatnio zachwycona koleżanka z redakcji, mówiąc: „Masz! Zobacz sobie, jak w naukowy i zarazem prosty sposób można ukazać samo dobro płynące z masturbacji”. Ważna lektura!
Klip tygodnia – coś dla fanów metalu. Black Label Society grali na ostatnim Woodstocku, na którym to z Panem Janem spotkaliśmy się po raz drugi w życiu. Zobaczcie teledysk – wprawdzie death metal to to nie jest, ale da się słuchać!

Męska stylówka tygodnia:
Dawid z secondhanddandy.pl.

Dandys-DOMODI-21-683x1024

Damska stylówka tygodnia:
Piękna mama dwóch małych chłopców: Agnieszka z buuba.pl .

agnieszka buubapl

Fanpage tygodnia (uwaga, co się tam zobaczy, już nie da się odzobaczyć):

Znalezione w sieci i wyslane przez Asia…..

Posted by Niezgodność produktu z opisem on 6 marca 2015

Tak dawno nie byłem w żadnej dłuższej podróży, że już prawie zapomniałem, co jest napisane na kartce z planami na ten rok. A tam, nawet nie jak byk, ale co najmniej jak pomnik Jezusa w Świebodzinie, stoi wyraźne zadanie: „Co najmniej 6 podróży za granicę”. Już za chwilę koszernie zabijane karpie i opłatki z humusu w każdym hipermarkecie, a mnie jeszcze brakuje 2 wypadów do wypełnienia misji. Żeby więc cele nie zamieniły się w cele z kratami i nie więziły mnie swoim niezrealizowaniem, pod koniec tygodnia wylatuję z kraju.

Do Mediolanu!

O Mediolanie wiem tyle, że jest światową stolicą mody, odbywa się tam jeden z istotniejszych „Fashion Weeków” i laski walą tam drzwiami, oknami i szybem wentylacyjnym, żeby otrzeć się o sukces projektantów. Albo chociaż ich samych. Wiem też, że niedaleko, nad jeziorem Como, kręcili Jamesa Bonda. Konkretnie „Casino Royale” z boską, zniewalającą, turbo zmysłową, zjawiskową i nieziemską posiadaczka najładniejszego aparatu do oddychania. Evą Green. No i wiem, że Mediolan jest we Włoszech.

W sumie to ostatnie wiem najbardziej, ale niewiele poza tym. Dlatego przyda mi się Wasza pomoc.

Ten wyjazd, w odróżnieniu od kilku poprzednich, nie będzie leżakowaniem i opalaniem, tylko poznawaniem i zwiedzaniem. Chcę jak najwięcej wycisnąć z tej podróży i odkryć możliwie dużo inspirujących ciekawostek. Tak, żeby po powrocie do Polski być naładowanym pomysłami i energią. Stąd prośba do Was: dajcie znać  w komentarzach, co TRZEBA zobaczyć będąc w Mediolanie.

A konkretnie:

– jakie nietypowe miejsca warto odwiedzić?

– które place/parki/skwery mają w sobie najwięcej uroku?

– które zabytki są faktycznie warte uwagi i robią na człowieku wrażenie?

– w jakiej knajpie jest typowe lokalne jedzenie, któremu nie można się oprzeć?

– bez zobaczenia jakiego elementu lokalnego folkloru nie warto wracać do Kraju?

– jaką tajną wiedzę/aplikację trzeba posiadać, żeby poruszać się po mieście?

Będę wdzięczny za wszelkie wskazówki i rekomendacje, a jeśli podeślecie jakiś internetowy przewodnik, z którego korzystaliście, to też się nie obrażę.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Mario Mantel

3 mężczyzn, 4 kobiety, 24 godziny w Krakowie

Zapis doby wyrwanej bez znieczulenia z życia byłej stolicy. Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów.

Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy?

Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Zobacz książkę!