Close
Close

Cotygodniowy Przegląd Internetu #51: Liroy w sejmie, życie po śmierci, internetowa sława

Skip to entry content

(autorem przepięknej ilustracji w nagłówku jest Ola z „Jak lampart pazurem”

Mijający tydzień w głównej mierze opierała się dla mnie na walce z turbo zawodną Xperią Z3 Compact, której nikomu nie polecam, i wkurwianiu się, że nie mam czym robić zdjęć w Mediolanie. A tych, które zrobiłem, nie mam jak wydobyć z telefonu. Wraz ze szkicami kilkunastu tekstów. I pomysłami na kilkanaście innych. Naprawdę, nie polecam. Mimo to, zdążyłem skontrolować, co to się w tej sieci wyrabiało.

Skąd wziął się symbol dolara? Albo procenta? Albo pacyfka? Albo znak zapytania? Albo mailowa małpa? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Ja też nie, ale i tak miło to wiedzieć.

Wywiad z Piotrem Fronczewskim: w którym wspomina czasy Franka Kimono i opisuje Sokoła i Pono jako dwóch miłych chłopców, którzy kilka lat temu zaprosili go do nagrania teledysku.

Konrad z „Moja Dziewczyna Czyta Blogi” w końcu zmienił szablon! Myślałem, że ten dzień nigdy nie nastąpi, ale i on, i K. w końcu zrezygnowali z ohydnego Blogspota. Czuję się ojcem tego sukcesu, bo bez mojego regularnego dogryzania, potrwałoby to pewnie jeszcze ze 2 lata. Tak że tego… sprawdźcie jak u nich teraz ładnie.

25 filmowych restauracji, w których bym zjadł: i podejrzewam, że Ty też, bo kto nie chciałby spróbować żeberek, którymi zajadał się Frank Underwood? Albo wypić mlecznego szejka za 5 dolarów, którego Uma Thurman sączyła w „Pulp Fiction”?

Życie nie kończy się wraz ze śmiercią organizmu? Teoria kwantowa dowodzi, że świadomość w momencie śmierci przenosi się do innego wszechświata. Czyli według tego artykułu, możemy istnieć bez fizycznej powłoki. Super!

Pierwsza wizyta Liroya w sejmie: nie myślałem, że kiedyś zalinkuję w tym „Przeglądzie” do Pudelka, ale, cholera, to trzeba po prostu zobaczyć.

Nastolatka rezygnuje z internetowej sławy: dotarło do Was info o płaczliwym wyznaniu laski z USA, która zdradziła wielką tajemnicę, że publikowanie treści w social media to jednak praca? I że ona z niej rezygnuje, bo na żywo nie wygląda tak jak na zdjęciach? I nie chce oszukiwać ludzi? Jak nie dotarło, to obejrzyjcie sobie poniżej. A tutaj przeczytajcie dlaczego naprawdę nagrała ten film i czemu zrobiła takie zamieszanie w okół siebie. Bo zdecydowanie nie po to, żeby przestać zarabiać w sieci. Wręcz przeciwnie.

Posłanka Kukiz’15 kontra dziennikarz TVNu: bardzo żałuję, że to nie jest vine, łatwiej byłoby zapętlać.

Dziennikarz w starciu z posłanką Kukiz’15 :)Dziennikarz w starciu z posłanką Kukiz’15 :)

Posted by Paweł Kukiz- Kukiz’15 on 4 listopada 2015

 

Wilk na mikrofonie, w szynach się nie mieści: arcyśmieszny blend jednego z najbardziej znanych kawałków Hemp Gru. Ulicznicy jeszcze nigdy nie byli tak zabawni.

Co robią ludzie, gdy w H&M rzucą nową dostawę ciuchów? Tratują się tak samo, gdy w spożywczaku rzucą karpie przed świętami. Tratowanie się, to chyba nasz taki mały sport narodowy.

Tak było w Warszawie… Kolekcji Balmain już chyba nie kupicie. Inni tak o nią walczyli i odsprzedawali jeszcze przed wyjściem ze sklepu: http://goo.gl/1lXV4x #hm #balmain

Posted by Dzieje się w Warszawie on 5 listopada 2015

 

Klip tygodnia: w tym tygodniu w sieci trubo furorę zrobił Sokół z Lindą i chyba nie ma kogoś, komu ich klip nie przewinąłby się przez tablicę, dlatego to miejsce w CPI chcę przeznaczyć na bardziej niszowego artystę. Białas, raper znany głównie z mocnego braggadacio, w tym numerze pokazała się z zupełnie innej strony i ekshibicjonizmem przebił nawet Sashę Grey. Tyle, że mentalnym. Dużo emocji i autentyzmu, czyli tego co definiuje dobrą muzykę.

Fanpage tygodnia: jeśli chcecie być na bieżąco z polityczną karierą najbardziej kontrowersyjnego posła od czasu Seby z Big Brothera, to jest to profil dla Was. Zasadniczo cieszę się, że Liroy wszedł do sejmu, bo to człowiek, któremu ani nie zależy na hajsie, ani na sławie, więc ma kompletnie inną motywację niż 95% pozostałych ludzi z Wiejskiej, przez co może być naprawdę ciekawie.

https://www.youtube.com/watch?v=pby8a0xeeRwcześć świnki.

Posted by Liroy poseł na Sejm VIII kadencji – nieoficjalny fanpage on 25 październik 2015

 

Ogłoszenie parafialne: jak się okazało po zajrzeniu w głąb Google Analyticsa, a czego nie byłem świadom, ponad 43% z Was czyta bloga na urządzeniach mobilnych. I trend ten będzie postępować, w związku z czym, niedługo już tylko ja będę przeglądał Stay Fly na komputerze. Stąd pytanie do Was: czy wpadając tu z telefonu albo tableta, trafiacie na jakieś techniczne aspekty, które utrudniają Wam odbiór treści?

Jeśli jest coś, co Wam przeszkadza, to dajcie znać. Poprawimy.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Konrad z „Moja Dziewczyna Czyta Blogi” sprawił, że mnie zamurowało ;)

  • Klaudia

    Mógłbyś napisać coś więcej o z3 compact? Dlaczego jesteś z niej niezadowolony? Sama się nad nią zastanawiam i ciekawi mnie jedna z pierwszych negatywnych opinii na jej temat ;)

    • Wyświetlacz pęka przy upadku z 20cm nawet gdy ma gumowego kondoma i szkło hartowane na przodzie, a bateria, gniazdo słuchawkowe i sensor wykrywający, czy masz telefon przy uchu, psuje się ot tak. Poza tym, jest zajebista.

  • Zazwyczaj do czytania blogów używam feedly, a tam w niektórych przypadkach posty otwierają się w całosci w ich aplikacji, a w innych (np. twoim) trzeba oddzielnie kliknąć i wejść na stronę internetową). Fajnie by było, gdyby całość wyświetlała się w feedly, ale podejrzewam że wtedy pewnie nie będziesz miał tych czytelników w statystykach w Google Analytics.

    • Właśnie ze względu na to, że wtedy już zupełnie oddałbym całą treść komuś innemu (czyli Feedly), jeśli tylko będę w stanie nigdy nie zrobię tak, by były tam dostępne całe wpisy.

  • sink.zodiac

    Dzięki za kolejny dobry przegląd! :) Zaczęłam ostatnio pisać blog – https://gimmieoxygen.wordpress.com/, zajrzyj jak znajdziesz chwilę!

  • Wiśnia

    Twój blog jest moim urozmaiceniem podróży na uczelnie, więc zaobserwowalam jedną rzecz w mobilnej wersji, która mnie lekko drażni. Otóż, posty układają mi się często bardzo niechronologicznie.
    Poza tym, strona jest ładnie responsywna. No, przynajmniej niczego u mnie nie ucina.

    • Co do niechronologicznych postów masz na myśli wygląd strony głównej?

      • Kat

        U mnie to samo. Wchodzę i teksty nie są chronologicznie. Przeważnie jako pierwszy jest ten najnowszy, ale potem już układają się dowolnie, jakiś sprzed miesiąca, coś sprzed roku. Nie jest to wygodne, przyznaję. Dlatego też staram się wpadać przez hiperłącza na fb, bo nic nie wtedy nie ominie, a jednak wchodząc bezpośrednio na bloga zjada te najnowsze posty i można przegapić nowości. Mam nadzieję, że pomogłam ;-)

  • Robert

    U mnie na telefonie ucina zdjęcie w tle. No i nie umiałem odpalić tego testu co był w tym tygodniu. Ale to możliwe dlatego, ze jeszcze do końca nie ogarniam mojej maszyny ;)

    • Mógłbyś wrzucić zrzut ekranu z telefonu w jaki sposób wygląda to ucięcie zdjęcia w tle?

      • Martynka

        Janek, nie mogę mówić za kolegę, ale mi ucina tak:
        Mam nadzieję, że pomogłam ;)

        • To tak jak poniżej, to jest nie ucięcie, tylko dostosowanie do szerokości wyświetlacza, obróć poziomo, to będziesz mieć większy :)

  • O, dziękuję za wzmiankę. :)

  • Zrobiłem to tylko po to, żebyś przestał gadać.

  • Ada Żyta

    U mnie rozlewa się obrazek z tła, korzystam z Windows Phone jeśli to ma jakieś znaczenie.
    A co do tratowania się, jak dla mnie wygrywają Amerykanie – u nas przynajmniej nikt nie zginął zadeptany na zakupach. Jeszcze.

    • Zginął, zginął. Jak w moim rodzinnym mieście u schyłku komuny otworzono pierwszy sklep ze słodyczami to zadeptano dziecko. Jestem przekonana, że takich historii jest więcej.

      • Ada Żyta

        Aaa, no to się w takim razie głośno o tym nie mówi, jeszcze nigdy nie słyszałam o takiej śmierci w Polsce, podczas gdy http://blackfridaydeathcount.com/

    • Mogłabyś wrzucić tutaj zrzut ekranu jak to u Ciebie wygląda? Bo niestety nie mam nikogo znajomego z Windows Phonem, żeby to sprawdzić.

  • Na telefonie wszystko ładnie u mnie śmiga. :)

    No i dzięki za to, że kolejny raz doceniłeś mój tekst! Nic tak nie cieszy jak to, że to co robisz, podoba się innym. :)

    • Cieszę się, że wszystko hula, a co to tekstu, to po przeczytaniu trochę się wkurzyłem, że sam nie wpadłem na tak dobry pomysł :)

Nie odniesiesz sukcesu, jeśli nie będziesz jak założyciel McDonald’s

Skip to entry content

W latach dwutysięcznych, kiedy miałem 13 lat i szedłem do gimnazjum, ukazała się „Kinematografia” Paktofoniki i nie dało się odpędzić od kawałka „Jestem Bogiem”, a Polska przeżywała pierwszy boom na hip-hop. Na każdym osiedlu było po 5 składów, a w każdej klatce był ktoś, kto pisał teksty, składał podkłady, freestyle’ował albo chociaż robił beatbox. W tych czasach na palcach połowy ręki mogłem policzyć znajomych, którzy nie chcieli być jak Magik, Fokus albo Rahim. Co nocy w głowach śnił się ten sam sen projektowany na wewnętrznych stronach powiek – zostać gwiazdą rapu.

Wielu moich kolegów było przekonanych do szpiku kości, że kariera muzyczna czeka na nich tuż za rogiem, ale zatrzymywali się na etapie odłożenia pieniędzy na mikrofon. Czy nauki programu do obróbki dźwięku. Albo popracowania trochę z emisją głosu. To nie były przeszkody nie do przejścia na „zasadzie nie mam nóg, ale chcę biegać w maratonach”. To były po prostu kolejne etapy, które każdy musiał przejść, jeśli faktycznie zależało mu na zajmowaniu się muzyką. Do ich pokonania potrzebny był tylko czas i praca. Tylko tyle. W świetle tych faktów zaskoczę Was, jeśli powiem, że większość z nich nigdy nie nagrała nawet pierwszej płyty demo?

W 2013 kiedy rzucałem studia, część moich znajomych z uczelni miała genialne pomysły na biznes. Swój biznes. Na którym mieli zarabiać miliony, wydawać miliardy i obracać bilionami. Do dzisiaj, z tych kilkunastu osób, do etapu założenia własnej działalności gospodarczej doszedł tylko jeden kumpel. Jeden. Reszta nawet nie spróbowała, odpadli na etapie zgooglowania frazy „jak założyć firmę”.

W tym samym roku internetowe pamiętniki przeżywały apogeum swojej popularności, a facjaty blogerów wisiały na billboardach w całym kraju. Polska dowiedziała się, że nie tylko nastolatki prowadzą swoje stronki w sieci, a ich czytelnicy, że NAPRAWDĘ da się na tym zarobić. Blogowałem wtedy drugi rok, i jeździłem po tylu konferencjach branżowych na ile pozwalało mi 1200zł, za które w tamtym czasie się utrzymywałem. Tłukłem się po kilkanaście godzin w jedną stronę śmierdzącym, nieogrzewanym PKP na drugi koniec kraju, żeby dowiedzieć się jak zrobić sobie pracę z hobby i spotykałem ludzi, którzy przyszli tam po to samo. Każdy z tych pod sceną, chciał być jak ci na scenie – zarabiać na swojej pasji. Żyć na własny rachunek, będąc samemu sobie szefem, a nie tylko trybem w machinie, chodząc do zakładu pracy.

Cześć z tych osób uprawiała odtwórczy recycling tego, co jakiś czas temu zdążyli już zrobić znani i lubiani, ale część miała naprawdę odkrywcze, nietuzinkowe pomysły i tematykę o niebo i piekło ciekawszą niż moja. Z obu tych grup, dzika liczba osób zrezygnował z planu podboju świata zaledwie po kilku, kilkunastu miesiącach.

Czemu? Bo pieniądze nie przyszły tak szybko jak się spodziewali. Bo brakowało im jednej cechy, którą miał założyciel McDonald’s.

Sylvester Stallone

Syn imigrantów, urodzony z częściowym paraliżem twarzy, wykrzywieniem dolnej wargi i  zaburzeniami mowy, które zostały mu na całe życie. Gość o ekspresji taboretu kuchennego i zdolnościach aktorskich paździerzowej półki, z sylwetki przypominający manekina w sklepie militarnym. Do 24-go roku życia jego najlepiej znaną światu umiejętnością było kasowanie biletów przy pomocy dziurkacza. Mimo to, postanowił, że zostanie aktorem. I to nie byle jakim. Oscarowym. Gwiazdą kina znaną na całym świecie.

Dziś chyba nie ma człowieka, który nie widziałbym „Rocky’ego” albo „Rambo”? Dopiął swego, mimo, że ze scenariuszem do filmu o bokserze musiał nachodzić się po studiach filmowych bardziej niż Robert Korzeniowski, bo wszyscy mówili mu, że to padaka, której nikt nie obejrzy.

Peja

A w zasadzie Ryszard Andrzejewski, urodzony w latach 80-tych na poznańskich Jeżycach. W epicentrum patologii i beznadziei, gdzie po zmroku nie zapuszcza się nawet policja. Gdy miał 12 lat zmarła jego mama, od tego momentu wychowywał go w pojedynkę ojciec alkoholik, którego nowotwór zabił 8 lat później. Mimo wszystkich przesłanek ku temu, by spędzić życie zbierając na wino w bramie, postanowił, że będzie muzykiem i zajmie się nieistniejącym wówczas w Polsce gatunkiem. Rapem.

Od 1995 do 2000 roku nagrał 4 albumy, które ukazały się jako legalne wydawnictwa dostępne w oficjalnej sprzedaży, jednak zupełnie nie przełożyły się na sukces komercyjny i popularność, przez co Peja dalej żył na skraju ubóstwa. Półtora roku później, cały czas dorabiając dorywczo w pracach fizycznych by mieć na podstawowe wydatki, nie poddając się, kolejny raz zmieniając wytwórnię i kolejny raz spędzając setki godzin przy tworzeniu muzyki, jako zespół Slums Attack nagrał płytę „Na legalu?”.

Płytę, która sprzedała się w ponad 100 000 egzemplarzy pokrywając się platyną i na stałe otwierając Peji drzwi do świata dobrobytu, spełnienia artystycznego i show-biznesu.

Założyciel McDonald’s

Choć jeśli miałbym być ultra dokładny, to powinienem napisać „populyzator McDonald’s”. Podwaliny pod globalną sieć barów szybkiej obsługi w rzeczywistości stworzyli dwaj bracia – Richarda i Maurice’a McDonald – zakładając mały bar w San Bernardino, ale to właśnie Ray Kroc sprawił, że ten lokalny biznes stał się globalny, rozprzestrzeniając BigMaca na cały świat.

Ray zanim stał się multimiliarderem, już na zawsze zmieniając najważniejszy punkt szkolnych wycieczek do Krakowa z Sukiennic na McDonald’s, pokonał kilka niepowodzeń i zawodów. Całe życie chciał stworzyć wielki, skalowalny interes, biznesowe imperium, które zapisze się na kartach historii, ale nie było nim ani sprzedawanie papierowych kubków, ani mleko w proszku, ani multimiksery. Żeby którymi móc handlować, jak najgorszy akwizytor z bagażnika, musiał zastawić dom i zainwestować wszystkie oszczędności.

Dopiero w wieku 52 lat, gdy większość osób bardziej myśli o emeryturze niż rozwoju zawodowym, trafił na mały lokal w Kalifornii – rewolucyjny jak na tamte czasy, bo nie było w nim kelnerek, a jedzenie podawano w papierowych torbach – który jawił mu się jako amerykański sen, będący korzeniem żyły złota. Kolejny raz, ryzykując finansowo, wywrócił swoje życie do góry nogami inwestując wszystko w rozwój McDonald’s. I tym razem trafił w dziesiątkę.

Mozolnie szukając franczyzobiorców, którzy otworzyliby kolejne lokale i walcząc z braćmi założycielami przy każdej próbie wprowadzenia zmian do interesu, nie poddając się ani razu, gdy jego pomysły były torpedowane, w końcu wepchał ten syzyfowy kamień na sam szczyt. Zamieniając nikomu nieznany, malusieńki McDonald’s w McImperium znane WSZYSTKIM.

Nie dokonałby tego, gdyby nie jedna cena cecha, o której wcielający się w niego Michael Keaton mówi pod koniec filmu.

Wytrwałość

Nic na świecie nie zastąpi wytrwałości. Nie zastąpi jej talent – nie ma nic powszechniejszego niż ludzie utalentowani, którzy nie odnoszą sukcesów. Nie uczyni niczego sam geniusz – nie nagradzany geniusz to już prawie przysłowie. Nie uczyni niczego też samo wykształcenie – świat jest pełen ludzi wykształconych, o których zapomniano. Tylko wytrwałość i determinacja są wszechmocne.

To słowa Calvin Coolidge’a – 30-go prezydenta Stanów Zjednoczonych – które w „McImperium” powtarza Ray Kroc, a którymi kierował się i Sylwester Stallone, i Peja, i ja również podpisuję się pod nimi wszystkimi kończynami. Bo obserwując rzeczywistość i analizując życiorysy osób, które odniosły sukces, jakkolwiek byśmy go nie definiowali, nasuwa się jedna myśl.

Żeby odnieść sukces nie musisz być genialny, odkrywczy, ani nawet ładny. Wystarczy, że będziesz wytrwały.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Nate McBean

 

---> SKOMENTUJ

QUIZ: jak dobrze znasz polską blogosferę?

Skip to entry content

Czytasz blogi od 1410 i wydaje Ci się, że wiesz o nich wszystko? Dajesz lajki w ciemno i komentujesz zanim przeczytasz, bo wiesz czego można się spodziewać po danym twórcy? A może blogosferę odkryłeś przypadkiem myląc „k” z „g” przy wpisywaniu w Google „blok rysunkowy”? Albo trafiłeś tu przypadkiem od znajomego siostry szwagra mechanika pasierba stryjka kochanka Twojej żony, który powiedział Ci, że zna świetnego blogera finansowego publikującego treści pozwalające spłacić zadłużenie w Szkolnej Kasie Oszczędności?

Sprawdź ile wiesz o świecie internetowych pamiętników i czy zasługujesz na miano ignoranta, „dziennikarza” naTemat, czy psychofana!

I jak Ci poszło?

---> SKOMENTUJ

15 faktów o pigułce „dzień po”, które warto znać

Skip to entry content

tekst powstał na rzecz kampanii edukacyjno-informacyjnej o antykoncepcji awaryjnej www.tabletka.edu.pl

Z tabletki „dzień po” pierwszy raz korzystałem miesiąc po 18-tych urodzinach. Na papierze byłem pełnoletni i dorosły, ale mentalnie wciąż byłem małolatem chodzącym do liceum. Nie, że nieodpowiedzialnym lekkoduchem, bo regularnie starałem się używać wyobraźni, ale zdecydowanie daleko mi było do bycia głową rodziny i ojcem. A zapowiadało się właśnie, że nim zostanę, bo prezerwatywa nie wytrzymała tego co nas łączyło i pękła. O czym dowiedzieliśmy się już po.

Z jednej strony ogarnęło nas przerażenie tego CO SIĘ WŁAŚNIE STAŁO, z drugiej przerażenie, że BĘDZIE TRZEBA KOMUŚ O TYM POWIEDZIEĆ. I to kompletnie obcej osobie, która będzie wypisywała nam receptę.

Mimo, że wizja opowiadania anonimowemu człowiekowi, o tym, że właśnie UPRAWIAŁEM SEKS i konieczność wystawienia się na jego ocenę i ewentualne komentarze paraliżowała nastoletniego mnie, to podołałem zadaniu. Drżącym, szczeniackim głosem umówiłem wizytę z ginekologiem, zorganizowałem transport, czekałem wśród par spodziewających się dziecka na swoją kolej, przyjmując na klatę ich spojrzenia, gdy lekarz krzyknął ze swojego gabinetu „a teraz zapraszam pana, który dzwonił w sprawie tabletek po stosunku”, szczegółowo opowiedziałem, co się właśnie działo w moim łóżku godzinę temu, wysłuchałem uwag, odebrałem receptę, pojechałem do apteki i kupiłem pigułki.

Zdecydowanie nie był to jeden z najprzyjemniejszych momentów w moim życiu, a poziom stresu można porównać do egzaminu na prawo jazdy. I wiem, że niektórzy ze strachu przed oceną obcych ludzi, przed którymi będą musieli się zwierzyć, żeby otrzymać receptę, marginalizowali pęknięcie prezerwatywy, wmawiając sobie, że partnerka miała dni niepłodne, albo że zdążyli wyciągnąć go w porę. I żyli w nadziei, że nic się nie stanie.

Wiem, że patrząc na to z boku, takie zachowanie wydaje się skrajnie głupie, ale wyobraź sobie, że nie masz nawet tych 18 lat, a 16, robiłeś to pierwszy raz, bo wydawało Ci się, że jesteś już taki dorosły, że możesz, ale okazuje się, że jednak nie. Że jesteś tylko gówniarzem nabuzowanym hormonami, którego poniosło. A teraz, jak na spowiedzi, musisz zwierzyć się z tego komuś dużo, dużo starszemu, kogo zupełnie nie znasz. Nawet teraz, pisząc to po tylu latach, wydaje mi się to mega przerażające. Przy czym, cały czas patrzę z perspektywy chłopaka. W przypadku dziewczyny – która w naszym społeczeństwie, tracąc dziewictwo w młodym wieku, postrzegana jest, delikatnie mówiąc, negatywnie – przerażenie związane z mówieniem o tym, musi się potęgować.

Dlatego bardzo cieszę się, że od stycznia w Polsce pigułki „dzień po” są już dostępne bez recepty.

Wiem, że problem ze zdobyciem recepty, nie był jedyną przeszkodą, która nie pozwalała uniknąć wpadki. I, że wiele osób mimo, że nie chce rodzić nieplanowego dziecka, to ma dużo obaw przed korzystaniem z antykoncepcji awaryjnej i w ich głowie pojawia się sporo trudnych pytań. Dlatego, żeby obniżyć poziom stresu w tej bez wątpienia trudnej chwili, przygotowałem odpowiedzi na najczęstsze i najistotniejsze z nich.

Oto 15 faktów o pigułce „dzień po”, które warto znać.

1. Czy pigułkę „dzień po” można kupić na stacji benzynowej? W styczniu tego roku, decyzją Komisji Europejskiej, tabletki antykoncepcji po stosunku zostały wyłączone z leków na receptę, jednak można je kupić tylko w aptekach, więc sklepy monopolowe, kioski, i stacje benzynowy odpadają.

2. Czy trzeba mieć 18 lat, żeby ją dostać? Zgodnie z rozporządzeniem, które podpisał minister zdrowia „hormonalne środki antykoncepcyjne do stosowania wewnętrznego, posiadające kategorię dostępności OTC, wydaje się bez recepty osobie, która ukończyła 15-ty rok życia”. Tak że nie trzeba mieć 18 lat.

3. Czemu dopiero od 15-go roku życia? Bo 15 lat to w Polsce tak zwany „wiek przyzwolenia” – zgodnie z artykułem 200 kodeksu karnego, karalne jest obcowanie płciowe z małoletnim poniżej lat 15. Innymi słowy, jeśli osoba młodsza uprawiałaby seks, farmaceuta musiałby zgłosić przestępstwo i poinformować o sytuacji prawnych opiekunów.

4. Czy to to samo co tabletki wczesnoporonne? Nie, bo żeby doszło do poronienia, kobieta musiałaby być w ciąży, a antykoncepcja awaryjna, czyli pigułka „dzień po”, polega na opóźnieniu owulacji, czyli hamowaniu jajeczka, tak aby nie dotarło do jajowodu i nie doszło do zapłodnienia. Innymi słowy, te tabletki nie przerywają ciąży, tylko nie dopuszczają do niej. Tak jak każdy inny rodzaj antykoncepcji.

5. Czy powoduje aborcję? Powtórzę jeszcze raz: nie. Żeby przeprowadzić aborcję kobieta musiałaby być w ciąży, czyli męski plemnik musiałby się połączyć z żeńskim jajeczkiem. Pigułka „dzień po” nie przerywa ciąży, tylko sprawia aby do niej nie doszło, przesuwając owulację o 5 dni – udaremnia połączenie się jajeczka z plemnikiem – czyli nie dopuszcza do powstania płodu.

6. Kiedy należy ją zażyć? Im szybciej tym lepiej, żeby skuteczność opóźnienia owulacji była jak największa, ale najpóźniej do 5 dni (120 godzin) po stosunku, który odbyliście bez zabezpieczenia lub gdy owe zabezpieczenie zawiodło.

7. Czy po jej zażyciu można uprawiać seks bez prezerwatywy? Pigułka „dzień po” nie jest kodem na nieśmiertelność. Ma wpływ tylko na stosunki, które odbyły się przed jej wzięciem, tak że nie, po jej za życiu nie można uznać, że została zastosowana normalna, długoterminowa antykoncepcja i kochać się bez zabezpieczenia.

8. Czy powoduje bezpłodność? Tabletka „dzień po” może mieć skutki uboczne, takie jak bóle głowy, nudności, bóle brzucha i bolesne okresy, ale nie zaburza płodności w kolejnych cyklach miesiączkowych.

9. Czy zamiast brania tabletki nie można się po prostu umyć? Wiem, że dla niektórych to pytanie może brzmieć irracjonalnie, ale po tym co zobaczyłem w „Galeriankach” i scenie, w której lekarz oznajmia nastolatce, że jest w ciąży, na co ona reaguje hasłem „ale jak to? przecież wszystko wszystko wypłukałam pod prysznicem”, myślę, że warto na nie odpowiedzieć: nie, plemników z pochwy nie można wymyć i usunąć podczas kąpieli. To tak nie działa.

10. Czy jeśli połknęłam tabletkę, a i tak zaszłam w ciążę, to urodzę dziecko z wadami genetycznymi? Tabletka „dzień po” opóźnia owulację – umieszczanie jajeczka w jajowodzie – i nie jest tabletką wczesnoporonną, w związku z czym nie może przerwać istniejącej ciąży, ani nie ma na nią wpływu. Nie uszkodzi płodu.

11. Ile to kosztuje? Średnia cena za 1 pigułkę, do jednokrotnego zastosowania, po jednym stosunku, po którym istnieje ryzyko zajścia w niechcianą ciążę, to 120 złotych.

12. Czy można to stosować jako normalną antykoncepcję? Jak sama nazwa wskazuje, jest to antykoncepcja awaryjna, przewidziana na wyjątkowe sytuacje. W związku z czym, nie można jej traktować jak normalnego, regularnego i długoterminowego sposobu na kochanie się bez ryzyka ciąży. Głównie dlatego, że opóźnia jajeczkowanie, a więc rozregulowuje cykl miesiączkowy.

13. Co jeśli dostanę wymiotów po wzięciu tabletki? W sytuacji gdy w ciągu 3 godzin po połknięciu tabletki wystąpią wymioty, powinnaś zażyć kolejną, nową, tabletkę, ponieważ poprzednia mogła się nie wchłonąć przez organizm.

14. Czy tabletka „dzień po” chroni przed AIDS? Antykoncepcja awaryjna pomaga uchronić się przed nieplanowaną ciążą, ale nie ma wpływu na choroby przenoszone drogą płciową. Nie jest prezerwatywą i niestety nie ochroni Cię przed AIDS, HIV ani rzeżączką.

15. Czy farmaceuta może odmówić sprzedaży tabletki? Zgodnie z tak zwaną „klauzulą sumienia”, niestety może powołać się na względy religijno-ideologiczne i powiedzieć, że Ci jej nie sprzeda. Jeśli trafisz na takiego farmaceutę, to po prostu pójdź do innej apteki i nie przejmuj się nim.

Więcej informacji o działaniu, dostępności i zażywaniu tabletek „dzień po” znajdziesz na stronie kampanii o antykoncepcji awaryjnej www.tabletka.edu.pl.

---> SKOMENTUJ