Close
Close

QUIZ: jak dobrze znasz polską blogosferę?

Skip to entry content

Czytasz blogi od 1410 i wydaje Ci się, że wiesz o nich wszystko? Dajesz lajki w ciemno i komentujesz zanim przeczytasz, bo wiesz czego można się spodziewać po danym twórcy? A może blogosferę odkryłeś przypadkiem myląc „k” z „g” przy wpisywaniu w Google „blok rysunkowy”? Albo trafiłeś tu przypadkiem od znajomego siostry szwagra mechanika pasierba stryjka kochanka Twojej żony, który powiedział Ci, że zna świetnego blogera finansowego publikującego treści pozwalające spłacić zadłużenie w Szkolnej Kasie Oszczędności?

Sprawdź ile wiesz o świecie internetowych pamiętników i czy zasługujesz na miano ignoranta, „dziennikarza” naTemat, czy psychofana!

I jak Ci poszło?

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Muszę ogarnąć tego wmówionego mi RSSa, bo aż mnie to zaciekawiło. Chociaż chwilę, nie, nadal będę subskrybowała poprzez lajkowanie fanpejdży.

  • Psychofanka yeah;)

  • Ven

    Pamiętam czasy, kiedy chodziłeś w bandażach! Serio serio!

  • agusz ka

    to jak – rozdasz te chałwy psychofanom ;)?

  • O nie, to ja tworzę treści w naTemat T.T

  • Bodzio Expert

    Hehe jestem psychofanem, zaznaczając randomowy shit

  • Drogi Janku, do śledzenia blogów tylko czytnik RSS!
    Szczególnie dla takich dinozaurów co nie mają konta na FB czy Insta, komórkę obsługują klawiszową więc Snapchat jest dla nich cielęciem dwugłowym urodzonym w Indiach z ośmioma rękami zapodzianymi przez boginię Kali.
    Serdeczne pozdrowienia od niszowej grupy czytelników, czyli 50+. Te regularne wejścia w lutym z Wietnamu na Twój blog, to my. Czytanie Twoich tekstów uratowało nas przed popadnięciem w obłęd w wietnamskiej rzeczywistości. Przeczytane zostało wszystko od pierwszego postu, i tu pozwolę sobie na emotikona, choć wiem, że nie lubisz ;-) Ale prof. Markowski mnie w tym czynie choć trochę rozgrzesza :-D
    http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,18986207,prof-markowski-o-emotikonach-podobaja-mi-sie-jako-codzienne.html

    • O kurczę, nawet nie wiesz jak bardzo mi miło! Dziękuję!

  • Psychofan! ;) Albo umiem nieźle strzelać :P ;)

  • Psychofan <3

  • O matko, jestem psychofanem!

  • Sygin

    Człowiek na bezrobociu, trochę sobie chce poczytać, a tu od razu wychodzi, że psychofan. WTF?

  • Lubię takie głupoty. Chcę więcej. :)

  • Jestem tą 8 osobą która subskrybuje przez RSSa, ale zwykle stoję za kolumną i mnie nie widać ;)

  • Same psycho siódemki :D

  • A właśnie. Faktycznie chodziłeś w bandażach :)

  • Znasz blogosferę lepiej niż bliźniak syjamski swojego brata! :D

  • Psychofan – czyli blogerka w sieci od kwietnia znająca blogosferę od podszewki :D

  • Sami psychofani, ja też. Chyba muszę się zastanowić czy nie za dużo czasu spędzam w tym świecie. :D

  • dzemeek

    heh i ja..

  • Betty Black

    sasha grey, cycki, brak snapchata i psychofan? coś nie tak z tym quizem :)

  • Coś tu z tym liczeniem do 7 nie działa. :D

  • Karolina

    haha, psychofanka :P

  • O kurwa. Czas zastanowić się nad swoim życiem.

  • dobrymjud

    Stej Flaj? Nie znam.

  • Psychofan… Czas na jakieś wakacje ;)

  • <3

  • Barbara Żurawik

    Ja faktycznie pamiętam Cię w bandażach. Matko Bosko, Panie Jeżu ileż to już czasu minęło!!!

  • Boskie :D

    • Bardzo ładny przymiotnik od mojego drugiego imienia.

  • Jestem psychofanką? Fajnie, tyle że na połowę pytań nawet nie znałam odpowiedzi :D

  • O matko, i co ja teraz mam począć?! Jestem psychofanem! Aaa, to pewnie zaraźliwe. Schowam się w szafie. Albo lepiej nie, lepiej wygooglam, co mi grozi. :D

  • Aleksandra Muszyńska

    Problem miałam tylko przy piątym – wahałam się między „Na temat” a „Na temat”.

    • Wiem, że tutaj praktycznie wszystkie odpowiedzi pasowały, ale wierzyłem, że sobie poradzisz.

    • Miałam dokładnie ten sam problem!

    • Ja jeszcze brałam pod uwagę „naTemat.pl”!

  • ha ha, fajna zabawa :)

  • Jestem psychofanem. Pytania były za proste. A jako hejter dodam: polska blogosfera małą ilością szafiarskich cycków stoi. Szafiarki – zmieńcie to!

    • Za proste, a wszyscy się skarżą, że 8 trudne i nie wiadomo co zaznaczyć :(

  • Dagmara Białek

    Janek musisz zmienić opis bo psychofanów jest więcej niż 7 :P

    • ../…..może część to zakamuflowani dziennikarze?! *przerażenie*

  • Psychofanka, ale jakaż urocza :)

  • Jetsem psychofanką i teraz nie wiem czy się wstydzić czy jednak nie.

    • Nie no co Ty, kiedyś będziesz na tym zarabiać dawać ludziom korki z historii internetu.

  • oczywiście wyszedł mi psychofan, co się zgadza! Ale po tych wszystkich komentarzach rozwiązałam jeszcze raz, co by zobaczyć czy może wyjść coś innego.
    Uprzejmie donoszę, może- Ignorant! : D

    • Rozwiązałaś test 2 razy? Jesteś podwójnym psychofanem!

  • a jednak psychofsan. Nie spodziewałem się :)

  • Ja też psychofan. Smutno mi bo się tak starałam :(

  • Zamotałem się na pytaniu o portal, z którego blągerzy toczą bekę. Jakaś podpowiedź, czy muszę strzelać?

    • Niestety, ale bez podpowiedzi, musisz ryzykować.

  • BufKaa .

    Myślałam, że prawie w ogóle się nie znam, a tu wyszło że psychofan. 3 lata studiów nie poszły na marne, wiem jak strzelać żeby trafić!

  • „To Ty jesteś jedną z tych 7 osób w Polsce, które subskrybują blogi przez RSSa.”

    Nie jestem sam! #siedmiuwspaniałych

    • Jestem drugą z siedmiu :D

      • O, to jeszcze chwila i znajdziemy wszystkich.

        • Jestem psychofanką! I również jedną z siedmiu! :o

          • PrzemekTarnawski

            piąty z siedmiu :D

          • Szósta :D

          • Dobra, ja jestem siódmy, tak że pula zamknięta!

          • Niestety nie ;) bo podobno ja też więc odpadasz ;)

          • No to ja się załapię na kolejną siódemkową rundę ;) (tylko proszę bez podtekstów i wysyłania kuriera Siódemki kurierem w folii bąbelkowej w ramach prezentów w zamian za pochwalenie się. Dziękuję, obejdzie się!). Bo nigdzie nie jest napisane ile tych „siódemek” miało by być!

          • A ja te wasze siódemki prowadzę ku światłości.
            tak wyszło ;)

          • Ewelina Kwaśniewska

            To ja jestem tym błędem statystycznym bo jestem ósma :D

            P.S. Naprawdę tak robię :)

        • Jo

          Ja też jestem jedna z siedmiu #siedmiuwspaniałych

      • Ja trzeci!

        • Kurczę, chyba coś nie tak, bo ja niby też jestem jedną z siedmiu, a tu widzę, że już nie ma dla mnie miejsca :p

          • Dla mnie też nie! To oburzające.
            A wiadomo, jako psychofan jestem w stanie posunąć się do wszystkiego. Nawet napisać do redakcji natemat.pl pełen oburzenia donos, ktory następnie opublikują jako tekst własny bez podania źrodła!

    • Ja także należę do tego profesjonalnego grona :)

    • Ja też jestem jedną z tych osób!

    • Przyznaję się do RSSa…

    • Zgłasza się szósta. :D

    • Czwarta!

    • Coś duża ta liczba 7. Myślałam, że siedem to siedem, a tu się okazuje, że matematyka wcale nie taka ścisła.

      P.S. ja też jestem pochodną liczby siedem, bang!

    • 7 albo któraś tam z iluś :P

    • Jestę #sajko #fun ;D

    • Będąc jedną z siedmiu osób, których tak naprawdę jest 77, jestem jednocześnie osobą, która w rzeczywistości nie należy do zbioru tych osób, bo nie subskrybuję blogów przez RSSa. O.o
      Ja chcę jeszcze raz! Tym razem wybiorę Pieńkowską!

    • Aleksandra Rogala-Jacek

      to ja już chyba jestem jedenastą. z siedmiu wspaniałych. czy dwunastą.

  • Staj Flaj w bandażach? Pamiętamy.

    • O kurczę, czuję się teraz jakby ktoś powiedział, że widział moje zdjęcia z dzieciństwa :D

      • Gabriela Raczyńska

        jak to można zapomnieć? ;D

        • Oj, duże buzi :*

          • Gabriela Raczyńska

            fiu-fiu. co to się dzieje? duże buzi dla ‚psychofanki ;D ale jako psychofanka słodyczy wolę coś na słodko z mediolanu.;D

  • Aleksandra

    Mi nie wyskoczyło, kim jestem, tylko opis :(
    Ale podobają mi się takie zabawy! :3

    • Cholera, czy to znaczy, że jesteś nikim? :(

      • Aleksandra

        To bardzo nieładnie obrażać swoich czytelników :( Trochę kultury, McFly, słoiku :'(

  • lithvin

    Psychofan…ok, zgodzę się ;) Btw, dobry quiz!

  • Jako psychofan domagam się zwiększenia ilości pytań w tym teście. Był zdecydowanie za krótki, a ja dopiero się rozkręcałem :)

  • Paulina Kozubek

    psychofan

  • Psychofan. Jak trzeba odpowiadać, żeby wyszło inaczej?

  • Brzeska

    no, a jednak psychofan, mimo braku RSS

  • Przy pytaniu o YouTubera tworzącego wartościowe treści, należy odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście ważne pytanie: Czy treści wideo, są zamieszczane na Tube, czy Hubie?

    • No jak? Na Tube tylko czerwonym.

      • slodkokwasnapl

        a wlasnie czy sa juz w redtuberki?

  • Wszyscy jesteśmy psychofanami…

    • Anna S-B

      Dokładnie :) i wszyscy pamiętamy bandaże :P

  • kel

    Psychofan – wiem o nas wszystko. Proszę o pytania.

  • Psychofan, tylko kurka, nie działa mi RSS ;)

  • Kasia

    czy psychofan znaczy 10/10 czy dobre odpowiedzi nie są do końca określone?;)

    • To psychotest, tu nie ma złych odpowiedzi :D

  • Psychofan. Proste. :p

  • Jestem psychofanem i jestem z tego dumny. Bo płakać przecież nie będę.

  • Haha Ja psychofan?:D

  • Psychofan ;). Pamiętam nawet od którego wpisu zaczęłam do Ciebie zaglądać ;)

    • O, od którego?

      • Ten dzieciak we mnie. Od tego czasu jestem na bieżąco i poświęciłam kilka wieczorów na przeczytanie starszych wpisów i to były bardzo dobre godziny ;)

        • Łouł, bardzo mi miło, dziękuję!

  • Ewa Grabowska

    Psychofan. Lajfstajl podchwytliwy.

  • Miałeś bandaże?

  • Borze, jestem dziennikarzem natematu. Wszystko przez te cycki.

  • Super, ale z tym RSSem to nie przesadzaj! :)

    • Nie przesadzam, nie jestem ogrodnikiem. HEHE.

  • Jako bloger lifestylowy, padłem na pierwszym pytaniu :)

    • Padłeś, powstań (audycja nie zawiera lokowania produktu)!

  • Wynik: Psychofan

    e: pierwsza

    • Halo, halo, jak to tak szybko? Jeszcze nawet nigdzie nie zalinkowałem! Dostajesz odznakę psychofan^2!

Najgorsze co możesz zrobić, to żyć „chujowo, ale stabilnie”

Skip to entry content

Gdy ktoś pytał „co słychać?” i za bardzo nie wiadomo było co odpowiedzieć, żeby nie rozpoczynać litanii krzywd, w pokoleniu moich rodziców zbywało się rozmówcę hasłem „stara bida”, w moim pokoleniu natomiast powiedzenie to przeszło metamorfozę i brzmi „jest chujowo, ale stabilnie”.

– Jak w pracy?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

– Jak ci się układa z Krystyną?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

– Jak mieszkanie z teściami?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

– Jak życie?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

Uniwersalna odpowiedź na wszelkie drażliwe pytania, które wywołują w pytanym dyskomfort i przypominają jak źle jest mu w danej kwestii. Gdy wiesz, że praca, którą wykonujesz zupełnie Cię nie satysfakcjonuje i nie rozwija, związek, w który wpadłeś to ciepłe bagienko, a Twoje życie nie może wydostać się z zamkniętego rozdziału, rzucasz zabawne hasełko podłapane gdzieś w sieci i po sprawie. Mam wrażenie, że niektórzy obrali je sobie za ponadczasowe motto, bo mimo zmiany dat w kalendarzu, kursu dolara i sytuacji geopolitycznej, ich odpowiedź na pytanie „co słychać?” cały czas brzmi tak samo. I nie jest to „super!”.

Jeśli jesteś jedną z osób, która kieruje się zasadą, że nie ma nic złego w tkwieniu w gównie, jeśli tylko to gówno jest Ci znane i przewidywalne, to ten tekst jest dla Ciebie.

Stabilizacja w długiej perspektywie nie istnieje

stabilizacja – stan równowagi; utrwalenie jakiegoś stanu, położenia, zjawiska

Pamiętam jak w 2013 byłem na jakiejś domówce i paląc fajkę na balkonie, gość, od którego wziąłem ognia, spytał mnie czym się zajmuję. Gdy powiedziałem, że piszę bloga spojrzał na mnie jak nauczyciel na uczniaka, i spytał retorycznie „no fajnie, fajnie, ale co ty będziesz robił za 5 lat, jak moda na blogi się skończy?”. Ta jego pseudo troska zdradzająca poczucie wyższości była o tyle zabawna, że on sam zajmował się montowaniem anten satelitarnych. Do telewizorów. Czyli w dobie Netflixa, HBO GO, serwisów z wideo na żądanie i szalonego rozwoju smartfonów, zajmował się montowaniem prehistorycznych urządzeń do reliktów przeszłości. Przez swoje zadufanie zupełnie nie zauważając jak świat się zmienia.

Bo świat się zmienia. Każdego dnia. Przez co nie ma czegoś takiego jak stabilizacja.

W czasach młodości mojej babci szewc to był pewny, solidny zawód. Dziś trudno mi sobie przypomnieć, czy w ciągu ostatnich 10 lat choć raz byłem u szewca. Podobnie jak nie korzysta się już z usług osób wykonujących takie profesje jak latarnik, szczurołap, mleczarz, czy telefonistka, mimo, że każdy z nich z pewnością czuł, że ma trwały fach w ręku. Galopujący postęp technologiczny sprawia, że każdego roku kolejne zawody odchodzą w zapomnienie, bo albo taniej, albo łatwiej, albo lepiej, albo szybciej jest daną pracę zlecić maszynie.

Bo wszystko się zmienia. Bo jedyną stałą jest zmiana.

Czy to w kwestii pracy, czy związków, czy polityki globalnej stabilizacja jest możliwa tylko w krótkim okresie, bo nikt z nas nie żyje w układzie izolowanym, zamkniętym na czynniki zewnętrzne. Nawet kamienna góra ulega zmianom, bo wietrzeje, jest drążona przez wodę lub przez zmiany wewnątrz naszej planety. Czy jeszcze 4 lata temu ktoś na poważnie brałby pod uwagę, że Donalnd Trump zostanie najważniejszym człowiekiem na świecie, Snapchat pozwoli twórcom zarabiać dziesiątki tysięcy złotych, a co piąty mieszkaniec dużego miasta będzie miał uczulenie na gluten?

To co się wydaje ucementowane dzisiaj, jutro jest już tylko liściem targanym na wietrze. „Panta rhei” – wszystko płynie, więc jak naiwnym trzeba być, żeby wierzyć w jakąkolwiek długoterminową stabilność?

Każdy dzień dłużej w bylejakości, to krok dalej od możliwości zmiany

Jest takie powiedzenie, że im więcej świeczek na torcie, tym trudniej cokolwiek zmienić. I jest w tym dużo prawdy.

Gdy masz 19 lat i mieszkasz z rodzicami, możesz całą swoją rzeczywistość wywracać do góry nogami pstrykając palcami. Z dnia na dzień. Bez obaw, bez konsekwencji bez wyrzutów moralnych. Gdy masz 27 lat i żyjesz na własny rachunek, łańcuchy rzeczywistości powoli zaczynają się zaciskać na Twoich nadgarstkach i coraz trudniej jest Ci wprowadzać gruntowne zmiany. Rzucenie pracy pod wpływem impulsu, już nie jest takie proste, bo rachunki same się nie zapłacą, a głodu nie zaspokoisz poczuciem bycia rebeliantem. Podobnie ze związkiem, masz dużo więcej oporów, żeby go zakończyć nawet jeśli nie jesteś z niego zadowolony, bo widzisz, że możliwości na poznanie kogoś nowego jest nieporównywalnie mniej. I przede wszystkim coraz mniej masz na to czasu. Gdy masz 35 lat czujesz się jak więzień codzienności, zniewolony przez obowiązki, więzi rodzinne, kredyty i inne, ciągle mnożące się zobowiązania. Zostawisz żonę, żeby w końcu znaleźć miłość swojego życia? Przecież macie razem dziecko. Skażesz je na wychowywanie się w rozbitej rodzinie? Pieprzniesz w cholerę tą odmóżdżającą robotą i otworzysz foodtrucka z tostami, o którym zawsze marzyłeś? A co jak nie wypali? Z czego będziesz spłacał mieszkanie? I płacił za przedszkole córki?

Stwierdzasz, że jest chujowo, ale stabilnie i patrzysz jak pociąg z lepszym życiem bezpowrotnie odjeżdża znikając we mgle.

Każdy dzień dłużej w bylejakości, to dzień krócej w zajebistości

Im dłużej tkwisz w życiu, którego nie chcesz, tym mniej masz czasu na życie, o którym śnisz.

Do momentu, w którym nie będziemy mieli cybernetycznych ciał, w pełni naprawialnych i wymienialnych, jak bohaterowie „Ghost in the shell”, a dusza nie będzie w stanie przemieszczać się między zewnętrznymi powłokami, do tego momentu czas jest jedynym nieodnawialnym dobrem na świecie. Godzin, dni, lat, gdy jesteś w relacji, sytuacji, czy zawodzie, który jest dla Ciebie niezadowalający, niesatysfakcjonujący, który Cię nie cieszy, który Ci nie odpowiada, nikt nie cofnie. Ten czas mija bezpowrotnie. BEZ-PO-WRO-TNIE. Nawet jeśli w wieku 40 lat, stwierdzisz, że rzucasz wszystko w pizdu i układasz świat wokół siebie tak jak miałeś na to ochotę od liceum, to nikt, powtarzam, NIKT nie zwróci Ci tych miesięcy, gdy żyłeś byle jak, w sprzeczności z samym sobą.

Życie chujowo, ale stabilnie, to skazywanie się na nieszczęście

Bo każdy dzień, gdy nie jesteś szczęśliwy, to jeden dzień mniej w Twoim życiu, gdy mógłbyś być szczęśliwy w pełni, a pozorna stabilność jest pozorna, do momentu kiedy staje się jawnym bagnem.

---> SKOMENTUJ

15 faktów o pigułce „dzień po”, które warto znać

Skip to entry content

tekst powstał na rzecz kampanii edukacyjno-informacyjnej o antykoncepcji awaryjnej www.tabletka.edu.pl

Z tabletki „dzień po” pierwszy raz korzystałem miesiąc po 18-tych urodzinach. Na papierze byłem pełnoletni i dorosły, ale mentalnie wciąż byłem małolatem chodzącym do liceum. Nie, że nieodpowiedzialnym lekkoduchem, bo regularnie starałem się używać wyobraźni, ale zdecydowanie daleko mi było do bycia głową rodziny i ojcem. A zapowiadało się właśnie, że nim zostanę, bo prezerwatywa nie wytrzymała tego co nas łączyło i pękła. O czym dowiedzieliśmy się już po.

Z jednej strony ogarnęło nas przerażenie tego CO SIĘ WŁAŚNIE STAŁO, z drugiej przerażenie, że BĘDZIE TRZEBA KOMUŚ O TYM POWIEDZIEĆ. I to kompletnie obcej osobie, która będzie wypisywała nam receptę.

Mimo, że wizja opowiadania anonimowemu człowiekowi, o tym, że właśnie UPRAWIAŁEM SEKS i konieczność wystawienia się na jego ocenę i ewentualne komentarze paraliżowała nastoletniego mnie, to podołałem zadaniu. Drżącym, szczeniackim głosem umówiłem wizytę z ginekologiem, zorganizowałem transport, czekałem wśród par spodziewających się dziecka na swoją kolej, przyjmując na klatę ich spojrzenia, gdy lekarz krzyknął ze swojego gabinetu „a teraz zapraszam pana, który dzwonił w sprawie tabletek po stosunku”, szczegółowo opowiedziałem, co się właśnie działo w moim łóżku godzinę temu, wysłuchałem uwag, odebrałem receptę, pojechałem do apteki i kupiłem pigułki.

Zdecydowanie nie był to jeden z najprzyjemniejszych momentów w moim życiu, a poziom stresu można porównać do egzaminu na prawo jazdy. I wiem, że niektórzy ze strachu przed oceną obcych ludzi, przed którymi będą musieli się zwierzyć, żeby otrzymać receptę, marginalizowali pęknięcie prezerwatywy, wmawiając sobie, że partnerka miała dni niepłodne, albo że zdążyli wyciągnąć go w porę. I żyli w nadziei, że nic się nie stanie.

Wiem, że patrząc na to z boku, takie zachowanie wydaje się skrajnie głupie, ale wyobraź sobie, że nie masz nawet tych 18 lat, a 16, robiłeś to pierwszy raz, bo wydawało Ci się, że jesteś już taki dorosły, że możesz, ale okazuje się, że jednak nie. Że jesteś tylko gówniarzem nabuzowanym hormonami, którego poniosło. A teraz, jak na spowiedzi, musisz zwierzyć się z tego komuś dużo, dużo starszemu, kogo zupełnie nie znasz. Nawet teraz, pisząc to po tylu latach, wydaje mi się to mega przerażające. Przy czym, cały czas patrzę z perspektywy chłopaka. W przypadku dziewczyny – która w naszym społeczeństwie, tracąc dziewictwo w młodym wieku, postrzegana jest, delikatnie mówiąc, negatywnie – przerażenie związane z mówieniem o tym, musi się potęgować.

Dlatego bardzo cieszę się, że od stycznia w Polsce pigułki „dzień po” są już dostępne bez recepty.

Wiem, że problem ze zdobyciem recepty, nie był jedyną przeszkodą, która nie pozwalała uniknąć wpadki. I, że wiele osób mimo, że nie chce rodzić nieplanowego dziecka, to ma dużo obaw przed korzystaniem z antykoncepcji awaryjnej i w ich głowie pojawia się sporo trudnych pytań. Dlatego, żeby obniżyć poziom stresu w tej bez wątpienia trudnej chwili, przygotowałem odpowiedzi na najczęstsze i najistotniejsze z nich.

Oto 15 faktów o pigułce „dzień po”, które warto znać.

1. Czy pigułkę „dzień po” można kupić na stacji benzynowej? W styczniu tego roku, decyzją Komisji Europejskiej, tabletki antykoncepcji po stosunku zostały wyłączone z leków na receptę, jednak można je kupić tylko w aptekach, więc sklepy monopolowe, kioski, i stacje benzynowy odpadają.

2. Czy trzeba mieć 18 lat, żeby ją dostać? Zgodnie z rozporządzeniem, które podpisał minister zdrowia „hormonalne środki antykoncepcyjne do stosowania wewnętrznego, posiadające kategorię dostępności OTC, wydaje się bez recepty osobie, która ukończyła 15-ty rok życia”. Tak że nie trzeba mieć 18 lat.

3. Czemu dopiero od 15-go roku życia? Bo 15 lat to w Polsce tak zwany „wiek przyzwolenia” – zgodnie z artykułem 200 kodeksu karnego, karalne jest obcowanie płciowe z małoletnim poniżej lat 15. Innymi słowy, jeśli osoba młodsza uprawiałaby seks, farmaceuta musiałby zgłosić przestępstwo i poinformować o sytuacji prawnych opiekunów.

4. Czy to to samo co tabletki wczesnoporonne? Nie, bo żeby doszło do poronienia, kobieta musiałaby być w ciąży, a antykoncepcja awaryjna, czyli pigułka „dzień po”, polega na opóźnieniu owulacji, czyli hamowaniu jajeczka, tak aby nie dotarło do jajowodu i nie doszło do zapłodnienia. Innymi słowy, te tabletki nie przerywają ciąży, tylko nie dopuszczają do niej. Tak jak każdy inny rodzaj antykoncepcji.

5. Czy powoduje aborcję? Powtórzę jeszcze raz: nie. Żeby przeprowadzić aborcję kobieta musiałaby być w ciąży, czyli męski plemnik musiałby się połączyć z żeńskim jajeczkiem. Pigułka „dzień po” nie przerywa ciąży, tylko sprawia aby do niej nie doszło, przesuwając owulację o 5 dni – udaremnia połączenie się jajeczka z plemnikiem – czyli nie dopuszcza do powstania płodu.

6. Kiedy należy ją zażyć? Im szybciej tym lepiej, żeby skuteczność opóźnienia owulacji była jak największa, ale najpóźniej do 5 dni (120 godzin) po stosunku, który odbyliście bez zabezpieczenia lub gdy owe zabezpieczenie zawiodło.

7. Czy po jej zażyciu można uprawiać seks bez prezerwatywy? Pigułka „dzień po” nie jest kodem na nieśmiertelność. Ma wpływ tylko na stosunki, które odbyły się przed jej wzięciem, tak że nie, po jej za życiu nie można uznać, że została zastosowana normalna, długoterminowa antykoncepcja i kochać się bez zabezpieczenia.

8. Czy powoduje bezpłodność? Tabletka „dzień po” może mieć skutki uboczne, takie jak bóle głowy, nudności, bóle brzucha i bolesne okresy, ale nie zaburza płodności w kolejnych cyklach miesiączkowych.

9. Czy zamiast brania tabletki nie można się po prostu umyć? Wiem, że dla niektórych to pytanie może brzmieć irracjonalnie, ale po tym co zobaczyłem w „Galeriankach” i scenie, w której lekarz oznajmia nastolatce, że jest w ciąży, na co ona reaguje hasłem „ale jak to? przecież wszystko wszystko wypłukałam pod prysznicem”, myślę, że warto na nie odpowiedzieć: nie, plemników z pochwy nie można wymyć i usunąć podczas kąpieli. To tak nie działa.

10. Czy jeśli połknęłam tabletkę, a i tak zaszłam w ciążę, to urodzę dziecko z wadami genetycznymi? Tabletka „dzień po” opóźnia owulację – umieszczanie jajeczka w jajowodzie – i nie jest tabletką wczesnoporonną, w związku z czym nie może przerwać istniejącej ciąży, ani nie ma na nią wpływu. Nie uszkodzi płodu.

11. Ile to kosztuje? Średnia cena za 1 pigułkę, do jednokrotnego zastosowania, po jednym stosunku, po którym istnieje ryzyko zajścia w niechcianą ciążę, to 120 złotych.

12. Czy można to stosować jako normalną antykoncepcję? Jak sama nazwa wskazuje, jest to antykoncepcja awaryjna, przewidziana na wyjątkowe sytuacje. W związku z czym, nie można jej traktować jak normalnego, regularnego i długoterminowego sposobu na kochanie się bez ryzyka ciąży. Głównie dlatego, że opóźnia jajeczkowanie, a więc rozregulowuje cykl miesiączkowy.

13. Co jeśli dostanę wymiotów po wzięciu tabletki? W sytuacji gdy w ciągu 3 godzin po połknięciu tabletki wystąpią wymioty, powinnaś zażyć kolejną, nową, tabletkę, ponieważ poprzednia mogła się nie wchłonąć przez organizm.

14. Czy tabletka „dzień po” chroni przed AIDS? Antykoncepcja awaryjna pomaga uchronić się przed nieplanowaną ciążą, ale nie ma wpływu na choroby przenoszone drogą płciową. Nie jest prezerwatywą i niestety nie ochroni Cię przed AIDS, HIV ani rzeżączką.

15. Czy farmaceuta może odmówić sprzedaży tabletki? Zgodnie z tak zwaną „klauzulą sumienia”, niestety może powołać się na względy religijno-ideologiczne i powiedzieć, że Ci jej nie sprzeda. Jeśli trafisz na takiego farmaceutę, to po prostu pójdź do innej apteki i nie przejmuj się nim.

Więcej informacji o działaniu, dostępności i zażywaniu tabletek „dzień po” znajdziesz na stronie kampanii o antykoncepcji awaryjnej www.tabletka.edu.pl.

---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #50: Dobra Macocha, Stewardessy na meczu i Wisława Szymborska do parlamentu

Skip to entry content

Wzbijam się właśnie 11 kilometrów ponad ziemię, po to, żeby za 2 godziny wylądować w Bergamo, a stamtąd mknąć do Mediolanu. Tak że tego… na takiej wysokości pisanie nowego odcinka CPI nie należy do najłatwiejszych, dlatego znalazłem godnego zastępcę do tego zadania. A konkretnie zastępczynię, która będzie się Wami opiekować w trakcie mojej nieobecności. W tym tygodniu streszczenie życia w sieci przygotowała dla Was zawsze uśmiechnięta Judyta z Żudit.pl – bloga, na którym znajdziecie tyle samo zgrabnie podanych życiowych tematów, co ładnych zdjęć autorki.

Bądźcie grzeczni pod moją nieobecność i dajcie jej trochę miłości.

lupa

Janek to niewątpliwie genialny strateg! Już kilka tygodni temu zaplanował kolejną podniebną podróż, i przypomniał sobie, że kiedyś zgłosiłam się na zastępcę kierownika w jego CPI. Pisanie u Pana Jana to prawdziwa przyjemność! Zazdroszczę mu, że dziś bryluje w Mediolanie z cudowną Panią Korektor, której jestem fanką, ale cóż, kto bogatemu zabroni. Oczywiście tu przydałby się emotikon puszczający do Was oko, tylko że Janek zakazał mi ich używać. Zadanie z CPI miałam bardzo ułatwione, bo w tym tygodniu było już po wyborach. Dzięki Bogu, że nie musiałam relacjonować tu politycznych wydarzeń i kolejnych starć garsonek – nie znoszę tego! Dziś same przyjemne teksty i filmiki, które uczą i bawią.

Po tym, jak w niedzielne wybory parlamentarne wygrywa PiS, zasmuconych tym wynikiem internautów skutecznie bawi Filip Chajzer – zdobywając sieć pocieszną rozmową z przypadkowym nastolatkiem: „-Kogo mama tam [na twojej liście głosowania] zaznaczyła, chociaż sprawdziłeś? -Tą, Szymborską chyba. -Kogo? Wisławę? -Taaa.

Jak wyglądałoby miasto bez szpetnych reklam? Zdjęcia „przed i po” zobaczycie w ciekawym wpisie o tym, jak można zastąpić billboardy klimatycznymi muralami. Na tapecie chłopaków z DailyWeb tym razem nie nowoczesne technologie, a Ostrów Wielkopolski.

Jak prawidłowo obsługiwać szalik kibica na meczu? Internety zdobywa nietypowa akcja promocyjna linii lotniczych Emirates, głównego sponsora Benfiki Lizbona. Piękne stewardessy na boisku stadionu Estádio da Luz bez tremy pokazują, jak zachowywać się w trakcie meczu w sposób znany z pokładów samolotów.

Co, kiedy kończysz wieloletni związek z facetem, a on radzi sobie bez Ciebie dobrze… za dobrze? „Czujesz nieprzyjemny mały ból. I po co tak? Dlaczego? Miało przecież nie boleć” – o trudnej sztuce odchodzenia od siebie przeczytacie u Justyny z Krótkiego poradnika jak ogarnąć życie.

Emigracja. A miało być tak pięknie – „Monika, lat 29. Pochodzi ze wsi niedaleko Rzeszowa. Wyemigrowała sama w 2009 roku. Na Wyspie poznała Andrzeja i wtedy wydawało się, iż w końcu emigracyjne życie nabrało kolorów. Andrzej robił wrażenie takiego obrotnego, zabawnego, obytego. Ba! Nawet mówi po angielsku. Po ślubie okazuje się, iż Andrzejek lubi hobbystycznie sobie wypić. Bardzo często i dużo”. Więcej na anatomiakultury.pl – coś czuję, że ten blog niedługo zawojuje całe polskie internety!

Psychologia perfum. Czy wiecie, że specjalnie zaprojektowane perfumy mogą spowodować przywołanie wspomnień u osób cierpiących na chorobę Alzheimera? O mocy pięknych zapachów bardzo ciekawie w tym tygodniu pisała Fashionelka.

Najmłodszy fotograf świata? Jego historia zaczyna się niepozornie: ojciec daje małemu synowi prosty aparat, by chłopiec nie nudził się w trakcie ich wspólnych podróży. Dziś profil Hawkeye Hueya, utalentowanego 5-latka obserwuje na Instagramie ponad 170 tys. osób. Został najmłodszym w historii fotografem National Geographic – zobaczcie, jakie zdjęcia publikuje na swoim Insta.

Wywiad z Matyldą Kozakiewicz: „Ponoć, gdy rodzi się dziecko, w życiu rodzica zmienia się wszystko i nie zmienia się nic. Co się zmieniło u ciebie? Segritta: Na przykład nie mogę wychodzić na wódkę, albo w ogóle – pić” Ciąg dalszy zabawnej i szczerej rozmowy.
Masturbowanie przedłuża twe trwanietekst Kasi Gandor podlinkowała mi ostatnio zachwycona koleżanka z redakcji, mówiąc: „Masz! Zobacz sobie, jak w naukowy i zarazem prosty sposób można ukazać samo dobro płynące z masturbacji”. Ważna lektura!
Klip tygodnia – coś dla fanów metalu. Black Label Society grali na ostatnim Woodstocku, na którym to z Panem Janem spotkaliśmy się po raz drugi w życiu. Zobaczcie teledysk – wprawdzie death metal to to nie jest, ale da się słuchać!

Męska stylówka tygodnia:
Dawid z secondhanddandy.pl.

Dandys-DOMODI-21-683x1024

Damska stylówka tygodnia:
Piękna mama dwóch małych chłopców: Agnieszka z buuba.pl .

agnieszka buubapl

Fanpage tygodnia (uwaga, co się tam zobaczy, już nie da się odzobaczyć):

Znalezione w sieci i wyslane przez Asia…..

Posted by Niezgodność produktu z opisem on 6 marca 2015

---> SKOMENTUJ