Close
Close

„Spectre”, czyli jak spieprzyć Jamesa Bonda

Skip to entry content

Jamesem Bondem jaram się odkąd skończyłem 7 lat i babcia pozwoliła mi siedzieć z nią przed telewizorem po 20:00. Nagle okazało się, że to grające pudło ma coś więcej do zaoferowania niż poranne seanse „Miłości i dyplomacji” i wieczorne „Dynastii”. Że na przykład można zobaczyć w nim Seana Connery’ego robiącego fikołki w garniturze za dwajścia baniek, z którego kurz strzepują lepsze rakiety, niż te odkrywające literki w „Kole fortuny”. Typ zrobił na mnie większe wrażenie, niż łamiąca wiadomość skąd naprawdę biorą się dzieci, więc na każdą kolejną część przygód agenta 007, czekałem jak pary stosujące metodę kalendarzykową na okres.

I ze „Spectre” było tak samo. Mimo, że wyczekiwałem tego filmu jak Macierewicz wyjścia z szafy, to okazuje się, że niepotrzebnie. Bo nowy James Bond jest słaby.

 

Agent 007 został Iron Manem

Jaka była najważniejsza różnica między brytyjskim szpiegiem, a superbohaterami z komiksów Marvela? Że ten pierwszy jak dostał gaśnicą w łeb, to leciała mu z tego łba krew i tracił przytomność, a nie napierdalał niewzruszony na przód jak Terminator. Celowo piszę o tej różnicy w czasie przeszłym, bo w „Spectre” już nie mamy śmiertelnego człowieka, tylko niezniszczalnego Irona Mana, który może przyjąć dowolną liczbę ciosów, spaść z dachu walącej się kamienicy i nawet oddech mu nie przyśpieszy. Typ najwyraźniej po tym jak był chodzącym wrakiem i pół-emerytem w „Skyfall” przeszedł jakąś terapię hormonalną albo pożyczył szkielet z adamantium od Wolverine’a, bo nawet wpychanie mu wiertła w czaszkę nie robi na nim wrażenia.

 

Laski Bonda dawno nie były tak nijakie

Monica Bellucci w roli wdowy jest tak żadna, że można by zamiast niej wstawić Kasię Cichopek i tylko Polacy by się zorientowali. Blondyna, z którą buja się przez większość filmu, ani nie jest specjalnie ładna, ani nie ma żadnego wewnętrznego uroku w sobie, a jej seksapil sprowadza się do tego, że prawie potrafi strzelać z pistoletu i czasem coś mamrocze po francusku. Co w zasadzie brzmi jakby się najebała i miała problemy z mówieniem z otwartymi ustami.

 

Przeciwnicy bardziej wydmuszkowi niż Beata Szydło

To co mnie jarało w „Doktorze No”, „Jutro nie umiera nigdy”, czy nawet nie średnio darzonym przeze mnie miłością „Skyfall”, to wczuta w sytuację bohatera. Wejście w jego świat, relacje między nim, a osobami, które chcą zawładnąć globem i odczuwalne na skórze poczucie zagrożenia. Które przechodziło na mnie z ekranu, przez to, że wiedziałem kim są przeciwnicy, co ich motywuje i jaka chora historia stoi za ich psychopactwem.

W „Spectre” niby mamy jakoś tam uzasadnionego Tego Głównego Złego, ale jest to uzasadnienie mało przekonujące. Tak mało, jak niewiele stanowi 1000 złotych becikowego przy kilkuset tysiącach, które wydaje się na dziecko, aż uzyska pełnoletniość. No mnie on niestety nie przestraszył. A szkoda, bo Tego Głównego Złego gra Christoph Waltz, który ma wszelkie predyspozycje, by wcielić się w socjopatycznego pojeba. Oprócz tego jest jeszcze Ten Zły Poboczny, który jest siejącą rozjebundę górą mięśni i mógłby być przerażającym, chorym sadystą, gdyby tylko stała za nim jakaś historia, a nie pojawiał się w fabule z dupy jak wiatr pod kołdrą.

 

Agent 007 został Iron Manem podwójnie

Jaka była druga różnica między Jamesem Bondem, a Tonym Starkiem? Ten pierwszy był dżentelmenem, a ten drugi próbował być. Objawiało się to głównie tym, że w filmach z Brytyjczykiem żarty były rzucane sporadycznie, a jeśli już, to z klasą, natomiast przygody tego drugiego liczne były w barowe dowcipy, często przekraczające niebezpieczną granicę sucharów. „Spectre” niestety bardzo mocno próbuje dorównać irytującą śmieszkowatością „Avengersom”.

 

Muzyka jak dla debili

Oglądaliście kiedyś „Świat według Kiepskich” albo „Bundych”? Nie zgrywajcie ultrainteligentów, wiem, że tak. No to tam, dla rozumnych inaczej, zawsze gdy na ekranie jest „śmieszny moment” w tle lecą nagrane salwy rechotu, żeby ci mniej sprytni intelektualnie wiedzieli kiedy się śmiać. W nowym Jamesie Bondzie jest podobnie. Kiedy w filmie ma dziać się coś teoretycznie ekscytującego leci muzyka, która w zamyśle twórców w Twojej głowie powinna aktywować karteczkę z napisem „uwaga mordo, teraz masz się ekscytować!”. Kiedy dzieje się coś teoretycznie przerażającego, czy drastycznego jest podobnie – z głośników leci muzyka, która ma Cię poinformować, że powinieneś bieżącą scenę przeżywać całym ciałem, bo to jest właśnie przerażający albo drastyczny moment.

Tyle, że te wszystkie zdarzenia na ekranie dzieją się w teorii. Bo w praktyce gówno się dzieje.

 

Jeden z najmniej przekonujących romansów w historii kina

Według niezależnych badań przeprowadzonych przez mojego stażystę, który wcześniej zajmował się wróżeniem z fusów, wynika, że cała ludzkość ma tylko 5 skojarzeń związanych z agentem 007. Dupy, szpiegostwo, dupy, Martini, dupy. Powtórzę to jeszcze raz, bo nie dla wszystkich może być to czytelne: James Bond na drugie dostał „ruchacz”, a na trzecie wziął sobie do tego przedrostek „super”. To nie jest Rysiek z Klanu, który aż po apogeum prostaty kładzie się w łóżku z jedną kobietą, tylko gdy ta wcześniej zgasi światło. To jest pieprzony brytyjski agent, który rozchyla więcej nóg niż ginekolog w trakcie prozdrowotnej akcji „Pokaż papugę”.

Dla gościa włożenie penisa w nową pochwę jest jak wysypanie mąki na stolnicę dla piekarza – robi to tak odruchowo, że nawet się nad tym nie zastanawia. A w „Spectre” twórcy próbują nam wmówić, że po jednym takim przypadkowym włożeniu, największy dupcyngiel na Wyspach Brytyjskich zakochuje się i rzuca robotę. Jeszcze bym to jakoś zrozumiał, gdyby to było jakoś uzasadnione w filmie. Jakkolwiek. Gdyby ten ich romans był choć trochę istotnie pokazany. Albo pokazany w ogóle. Ale nie jest. James po prostu bierze ją jak Harnasia z półki w Żabce, przejawiając zaangażowanie tylko tym, że zapamiętał jej imię, po czym oświadcza, że odchodzi z pracy. I to ma mnie przekonać?

No kto jak kto, ale ten chłop za bardzo lubi tę robotę, żeby rzucić ją dla przypadkowej baby.

 

Główna intryga jest naiwna jak wiara w oryginalne Jordany na Allegro

Serio, tu nie ma jakiejś większej rozkminy. To nie jest tak, że dopiero, gdy lecą napisy końcowe olśniewa Cię, że ten z tym faktycznie dogadali się z tamtym, żeby pod pretekstem udupić tamtych. Tu wszystkie części układanki pasują do siebie od drugiego kwadransa filmu. Więc jedyne co możesz zrobić, to pociągnąć za spłuczkę, żeby spuścić klocki.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Piotr

    Zgadzam się w100%, po seansie byłem jak ulubiony trunek Bonda – wstrząśnięty nie zmieszany… Dodatkowo jedyną kobietą z sexapilem i grzechu wartą jest tu panna Moneypenny, choć Evy Green nie przebije… Casino Royal było kapitalne, Skyfall – świetny, Quantum-poza kapitalną sceną otwierającą było, po prostu, a Spectre, Spectre miało swoje 15 minut jak nasza reprezentacja w piłce nożnej jeszcze nie tak dawno temu…

  • Anna Eva Broski

    Pomimo iż na każdego kolejnego Bonda zawsze czekałam jak szczeniak na michę z żarciem – nie jestem w stanie strawić Daniela jako Bonda. Agent, który zawsze walczył z typami mającymi ruskie gęby, sam tak wyglądajacy? Efekty wybuchowe rodem z painta? Laski bez charakteru wokół (chyba tylko Manypenny coś sobą reprezentuje)? Koleś (czarny charakter) nieudolnie pozowany na niezniszczalnego „buźkę”. Szkoda, że nie dorzucili tam z dupy jakiegoś Jedi. Byłaby niezła parodia. Nie, no po prostu k. no nie. Panom już podziękujemy.

  • Okey, może nie powinnam się wypowiadać, bo Bonda obejrzałam dopiero wczoraj jak bodajże leciał na TVP2 i to jakąś starszą część. Dokonałam tego z ciekawości, bo mój facet pragnie mnie uraczyć randką w kinie, gdzie mamy obejrzeć najnowszą część. Mówię „Ok. Nie oglądałam wcześniej żadnej części, więc nie będę wiedziała o co chodzi, ale chociaż posmakuję tego filmu”. Oglądam, oglądam i co chwilę prycham pod nosem… Jest dokładnie to o czym piszesz Ty, Tomczyk i inni. Czyli Bond jest supermocny, może skoczyć z wysokiego muru do małej dziurki po drugiej stronie i to celnie, zabija jakby nigdy nic, „od tak” bzyka laski i nie nawiązuje większej więzi, a swojego przyjaciela wyrzuca na śmietnik, gdy umiera i zabiera jego pieniądze. Jako fanka muzyki filmowej nie dostrzegłam tam żadnej muzyki, a wydało mi się że oglądałam z głosem… W sumie po zakończeniu filmu zapytałam „to już?” będąc pewna że akcja dopiero się rozwinie, a tu napisy końcowe. Nie oglądałam najnowszej części, ale wydaje mi się to schematycznie powielona postać i założenie filmu- zostaje taki sam od lat. Nie ma czego oczekiwać więcej, bo Bond najwidoczniej taki miał być. To widzowie mieli za duże oczekiwania, bo widzieli już wszystko po film z końcem świata od człowieka na Marsie że oczekują jeszcze większego sci-fi.

  • Pingback: Spectre - agent 007 jej królewskiej płytkości...()

  • Zacny pojazd! ;)

  • Muszę to obejrzeć.

  • Wczoraj w tv leciało Casino Royal i miałam identyczny wniosek apropo wątku miłosnego, co Ty masz po obejrzeniu Spectre.

  • Byłam o „tyle”, żeby iść ze znajomymi na Spectre, bo żaden film animowany już nie leciał w czwartkowy wieczór w Warszawie. Zdecydował zdrowy rozsądek – oni pójdą, ja poszukam mieszkania. Chwała mnie.

  • Dla mnie Spectre byl podaniem na tacy tego co dlugoletni fani Bonda lubia najbardziej. Razem z kiczem pogoni samochodowych gadzetow, pokazaniem sentymentalnej strony Jamesa i komicznych momentow specjalnie wplecionych po akcjach pelnych napiecia (jak ta w pociagu).

    Angielskosc bije z Bonda w kazdym oddechu i wypowiedzianym slowie i za to ludzie go kochaja. Zwlasza kiedy mowi : That all sounds marvellous. Moze fabula byla zlozona troche pokracznie ale calosc przyniosla mi duzo przyjemnosci. Mysle ze nie tylko mnie sadzac po przychylnych recenzjach z UK. Zawiodl mnie Sam Smith. W porownaniu ze Skyfall theme song Spectre uwazam za latwy do zapomnienia i ogolnie slaby.

    Mam tylko nadzieje ze to nie bedzie ostatni film Craiga bo jest jednym z moich ulubionych Bondow.

    • No niestety, to był chyba ostatni film Craiga jako Bonda. Przynajmniej tak by wynikało z ostatnich fragmentów filmu.

      • Kontrakt ma podpisany na jeszcze jedną część. A powyższa recenzja, z kilkoma trafnymi uwagami, została napisana tylko po to, żeby autor mógł popisać się dowcipnymi porównaniami. Odcinki z Craigiem, począwszy od „Casino Royale” nawiązują do tych starych, jeszcze z Connerym. I stąd mamy historię z Vesper, jak i teraz pomysł na rzucenie tej roboty w cholerę. A to stwarza ciekawą opcję dla jubileuszowego odcinka.

    • Anna Eva Broski

      Ze smutkiem stwierdzam, że Sam Smith napisał do tego filmu jeden ze swoich najsłabszych kawałków.

  • Jedyny plus tego filmu to taki, ze moja Pani Matka miała wątek miłosny, bo bez wątku w kinie męczy się strasznie i nie daje rady oglądać (robi to tylko dla mnie). Jeden z wielu minusów to taki, że wątek miłosny był tak z dupy, że i tak potem mi marudziła, na co ja Ją ciągam do kina :)

  • Rebellious lady

    Po tej recenzji aż chcę obejrzeć ten film, choćby dlatego, żeby się pośmiać. Fragment o romansie – mistrzostwo!

  • Co do dup to chyba powinno Cię bardziej wkurzyć Casino niż Spectre – przecież tam Bond nawet wysłał rezygnację do M.
    Mi się film podobał ale może dlatego, że przed czytałem kilka recenzji i obniżyłem swoje oczekiwania, które były strasznie wysokie. Kilka elementów było słabych – jak dupy i końcówka ale i tak mi się dobrze oglądało. Ogólnie dla mnie Spectre to połączenie Bondów z Moorem i poprzednich 3 z Craigiem.

    • Nie no, kolego, w „Casino Royale” była Eva Green, dla niej to sam bym złożył rezygnację i wyjechał w Bieszczady.

  • Aleksandra Muszyńska

    O nieee, nie, mam iść z chłopakiem, nie czytam, nanana-nanana, nic nie widzę, na pewno kłamiesz.
    P.S. Moim skromnym zdaniem Monica Bellucci byłaby dobra i wspaniała nawet wtedy, gdyby grała drzewo. Albo kaloryfer. To po prostu Monica Bellucci, najpiękniejsza na świecie, no Janek, no!

    • Jestem z tego 1% facetów, dla których nie są najważniejsze duże cyce, tak że dopóki nie ma zmysłowości Penelopy Cruz, nie ma taryfy ulgowej.

      • Aleksandra Muszyńska

        „Duże cyce”, jak to elegancko ująłeś, to promil całokształtu atrakcji który ma ta kobieta. Zaś Penelope ma dla mnie zmysłowość starego, odurzonego narkotykami bambosza i zarówno po tym, jak i każdym innym względem, może wymieniać Monice fleki w obcasach. Zębami.

        • Jak to dobrze, że mamy zupełnie inny gust i moja narzeczona może spać spokojnie.

          • Aleksandra Muszyńska

            Hue hue :).

    • Tutaj zagrała trochę jak drzewo, więc trafiłaś :P

  • dobrymjud

    Największą atrakcją mojego seansu nowego Bonda był trailer Star Wars.

    • Niestety, ale spóźniłem się na reklamy, żałuję bardzo :(

  • Mam jakąś cichą nierealną nadzieję, że negatywne teksty na temat nowego Bonda są tylko słabą modą a sam film okaże się fantastyczny…. Powiedz Stay, że tak właśnie jest, bo trochę na niego czekałem :D

    • Maja Gojtowska

      Mam tak samo! Tym bardziej, że specjalnie na okazję wyjścia z mężem do kina wynajęłam dziadków do opieki nad dzieckiem mym :) Film nie może okazać się tak zły.

      • Nie jest tak słaby, żeby nie dało się patrzeć, ale do przyjemności z seansu to mu daleko.

  • Kamil Janik

    Czy ja wiem czy żarty w pierwszych filmach o agencie 007 były takie z klasą..

Kilka szokujących liczb, które zmienią Twoje myślenie

Skip to entry content

Kilka dni temu wyemitowany został ostatni odcinek „Westworld” – genialnego serialu HBO z Anthonym Hopkinsem o ultranowoczesnym parku rozrywki stylizowanym na western, w którym główną atrakcją są roboty do złudzenia przypominające ludzi. Goście odwiedzający wesołe miasteczko przyszłości mogą uwolnić hamowane na co dzień popędy i ziścić skrywane na dnie moralności dzikie fantazje, strzelając do nich, gwałcąc je lub podbijając dziki zachód. Roboty po każdym dniu są czyszczone, naprawiane, pozbawiane wspomnień z mijającego dnia i podstawiane na swoje miejsce, aby mogły odegrać – jak jest to nazwane w serialu – swoją pętlę fabularną.

Mimo, że jest to turbo rozwinięta sztuczna inteligencja, to roboty nie zdają sobie sprawy z tego, że są tylko przedmiotem dostarczającym rozrywki ludziom, lecz są przekonane, że naprawdę żyją w drugiej połowie XIX wieku i są mieszkańcami miejscowości na zachodzie Stanów Zjednoczonych. Mimo, że każdego są mordowane przez gości parku, nie są w stanie tego dostrzec, ponieważ żyją w swoich sztywnych, narzucających postrzeganie rzeczywistości pętlach, niepozwalających dostrzec im realnego obrazu sytuacji.

Z ludźmi jest tak samo.

Rzeczywistość wpycha nas w koleiny, którymi mozolnie idziemy, nie dostrzegając co jest poza nimi. Jesteśmy wtłaczani w schematy: wstań, umyj się, zjedz śniadanie, jedź do pracy, pracuj, wróć do domu, zjedz kolację, umyj się, idź spać, powtórz. Powtórz, powtórz, powtórz. Jesteśmy w pętlach codzienności, zupełnie jak roboty w „Westworld”, myśląc, że jest to jedyna możliwa droga i nie mając pojęcia o szablonie, który odrysowujemy na kalendarzu każdego dnia.

Roboty, żeby zyskać świadomość, zauważyć role, które odgrywają i zorientować się, że są robotami potrzebowały zmiany w kodzie, która uruchomiła efekt domina. Ludzie też potrzebują aktualizacji oprogramowania, aby wywołać taki efekt. Przed Wami kilka liczb, które mam nadzieję zmienią Wasze myślenie i pozwolą wyrwać się z pętli, w których tkwicie.

100% – tylu z nas na pewno umrze

1:1 000 000 – takie jest prawdopodobieństwo, że Twoje życie się zmieni, jeśli nic w nim nie zmienisz

50% – dorosły człowiek minimum tyle czasu, w którym nie śpi poświęca na pracę

5 – tyle lat miał Mozart, gdy skomponował pierwszy utwór

11 – a tyle, gdy skomponował pierwszą operę

0% – taki odsetek osób spotkał odpowiedniego partnera tworząc z nim szczęśliwy związek, czekając w domu, aż sam zapuka do ich drzwi

193 – tyle jest państw na świecie, w których mógłbyś mieszkać, daj +1 jeśli bierzesz pod uwagę też Watykan

0 – tyle razy średnio powtarza się niewykorzystana okazja

3 – tyle lat potrzebował Michał Szafrański, żeby zarobić milion złotych na blogu

1:13 983 816 – dokładnie tyle wynosi szansa trafienia 6 w Lotto

5,4 doby – statystycznie każdego miesiąca Polacy spędzają przed telewizorem

0,000001% – tyle wynosi ryzyko, że zjawiskowa dziewczyna, którą mijasz na ulicy da Ci w twarz, jeśli nawiążesz z nią kontakt

0,000000001% – tyle wynosi szansa, że jeśli teraz jej nie zaczepisz, to spotkasz ją drugi raz w życiu

6 – tyle kontaktów dzieli Cię od dowolnego człowieka na świecie, w tym Baracka Obamy i Krzysztofa Krawczyka

0 – o tyle centrumetrów będziesz bliżej realizacji swojego jutro, jeśli nie zaczniesz realizować go już dziś

40 – tyle lat miał założyciel KFC, gdy rozpoczął sprzedaż opiekanych kurczaków w panierce przy stacji benzynowej

10n – tyle masz możliwości na przeżycie swojego życia

1 – a tyle osób ponosi odpowiedzialność za to, którą z tych możliwości wybierzesz

autorem zdjęcia w nagłówku jest Emilio Garcia
---> SKOMENTUJ

Cotygodniowy Przegląd Internetu #51: Liroy w sejmie, życie po śmierci, internetowa sława

Skip to entry content

(autorem przepięknej ilustracji w nagłówku jest Ola z „Jak lampart pazurem”

Mijający tydzień w głównej mierze opierała się dla mnie na walce z turbo zawodną Xperią Z3 Compact, której nikomu nie polecam, i wkurwianiu się, że nie mam czym robić zdjęć w Mediolanie. A tych, które zrobiłem, nie mam jak wydobyć z telefonu. Wraz ze szkicami kilkunastu tekstów. I pomysłami na kilkanaście innych. Naprawdę, nie polecam. Mimo to, zdążyłem skontrolować, co to się w tej sieci wyrabiało.

Skąd wziął się symbol dolara? Albo procenta? Albo pacyfka? Albo znak zapytania? Albo mailowa małpa? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Ja też nie, ale i tak miło to wiedzieć.

Wywiad z Piotrem Fronczewskim: w którym wspomina czasy Franka Kimono i opisuje Sokoła i Pono jako dwóch miłych chłopców, którzy kilka lat temu zaprosili go do nagrania teledysku.

Konrad z „Moja Dziewczyna Czyta Blogi” w końcu zmienił szablon! Myślałem, że ten dzień nigdy nie nastąpi, ale i on, i K. w końcu zrezygnowali z ohydnego Blogspota. Czuję się ojcem tego sukcesu, bo bez mojego regularnego dogryzania, potrwałoby to pewnie jeszcze ze 2 lata. Tak że tego… sprawdźcie jak u nich teraz ładnie.

25 filmowych restauracji, w których bym zjadł: i podejrzewam, że Ty też, bo kto nie chciałby spróbować żeberek, którymi zajadał się Frank Underwood? Albo wypić mlecznego szejka za 5 dolarów, którego Uma Thurman sączyła w „Pulp Fiction”?

Życie nie kończy się wraz ze śmiercią organizmu? Teoria kwantowa dowodzi, że świadomość w momencie śmierci przenosi się do innego wszechświata. Czyli według tego artykułu, możemy istnieć bez fizycznej powłoki. Super!

Pierwsza wizyta Liroya w sejmie: nie myślałem, że kiedyś zalinkuję w tym „Przeglądzie” do Pudelka, ale, cholera, to trzeba po prostu zobaczyć.

Nastolatka rezygnuje z internetowej sławy: dotarło do Was info o płaczliwym wyznaniu laski z USA, która zdradziła wielką tajemnicę, że publikowanie treści w social media to jednak praca? I że ona z niej rezygnuje, bo na żywo nie wygląda tak jak na zdjęciach? I nie chce oszukiwać ludzi? Jak nie dotarło, to obejrzyjcie sobie poniżej. A tutaj przeczytajcie dlaczego naprawdę nagrała ten film i czemu zrobiła takie zamieszanie w okół siebie. Bo zdecydowanie nie po to, żeby przestać zarabiać w sieci. Wręcz przeciwnie.

Posłanka Kukiz’15 kontra dziennikarz TVNu: bardzo żałuję, że to nie jest vine, łatwiej byłoby zapętlać.

Dziennikarz w starciu z posłanką Kukiz’15 :)Dziennikarz w starciu z posłanką Kukiz’15 :)

Posted by Paweł Kukiz- Kukiz’15 on 4 listopada 2015

 

Wilk na mikrofonie, w szynach się nie mieści: arcyśmieszny blend jednego z najbardziej znanych kawałków Hemp Gru. Ulicznicy jeszcze nigdy nie byli tak zabawni.

Co robią ludzie, gdy w H&M rzucą nową dostawę ciuchów? Tratują się tak samo, gdy w spożywczaku rzucą karpie przed świętami. Tratowanie się, to chyba nasz taki mały sport narodowy.

Tak było w Warszawie… Kolekcji Balmain już chyba nie kupicie. Inni tak o nią walczyli i odsprzedawali jeszcze przed wyjściem ze sklepu: http://goo.gl/1lXV4x #hm #balmain

Posted by Dzieje się w Warszawie on 5 listopada 2015

 

Klip tygodnia: w tym tygodniu w sieci trubo furorę zrobił Sokół z Lindą i chyba nie ma kogoś, komu ich klip nie przewinąłby się przez tablicę, dlatego to miejsce w CPI chcę przeznaczyć na bardziej niszowego artystę. Białas, raper znany głównie z mocnego braggadacio, w tym numerze pokazała się z zupełnie innej strony i ekshibicjonizmem przebił nawet Sashę Grey. Tyle, że mentalnym. Dużo emocji i autentyzmu, czyli tego co definiuje dobrą muzykę.

Fanpage tygodnia: jeśli chcecie być na bieżąco z polityczną karierą najbardziej kontrowersyjnego posła od czasu Seby z Big Brothera, to jest to profil dla Was. Zasadniczo cieszę się, że Liroy wszedł do sejmu, bo to człowiek, któremu ani nie zależy na hajsie, ani na sławie, więc ma kompletnie inną motywację niż 95% pozostałych ludzi z Wiejskiej, przez co może być naprawdę ciekawie.

https://www.youtube.com/watch?v=pby8a0xeeRwcześć świnki.

Posted by Liroy poseł na Sejm VIII kadencji – nieoficjalny fanpage on 25 październik 2015

 

Ogłoszenie parafialne: jak się okazało po zajrzeniu w głąb Google Analyticsa, a czego nie byłem świadom, ponad 43% z Was czyta bloga na urządzeniach mobilnych. I trend ten będzie postępować, w związku z czym, niedługo już tylko ja będę przeglądał Stay Fly na komputerze. Stąd pytanie do Was: czy wpadając tu z telefonu albo tableta, trafiacie na jakieś techniczne aspekty, które utrudniają Wam odbiór treści?

Jeśli jest coś, co Wam przeszkadza, to dajcie znać. Poprawimy.

---> SKOMENTUJ

QUIZ: jak dobrze znasz polską blogosferę?

Skip to entry content

Czytasz blogi od 1410 i wydaje Ci się, że wiesz o nich wszystko? Dajesz lajki w ciemno i komentujesz zanim przeczytasz, bo wiesz czego można się spodziewać po danym twórcy? A może blogosferę odkryłeś przypadkiem myląc „k” z „g” przy wpisywaniu w Google „blok rysunkowy”? Albo trafiłeś tu przypadkiem od znajomego siostry szwagra mechanika pasierba stryjka kochanka Twojej żony, który powiedział Ci, że zna świetnego blogera finansowego publikującego treści pozwalające spłacić zadłużenie w Szkolnej Kasie Oszczędności?

Sprawdź ile wiesz o świecie internetowych pamiętników i czy zasługujesz na miano ignoranta, „dziennikarza” naTemat, czy psychofana!

I jak Ci poszło?

---> SKOMENTUJ