Close
Close

„Spectre”, czyli jak spieprzyć Jamesa Bonda

Skip to entry content

Jamesem Bondem jaram się odkąd skończyłem 7 lat i babcia pozwoliła mi siedzieć z nią przed telewizorem po 20:00. Nagle okazało się, że to grające pudło ma coś więcej do zaoferowania niż poranne seanse „Miłości i dyplomacji” i wieczorne „Dynastii”. Że na przykład można zobaczyć w nim Seana Connery’ego robiącego fikołki w garniturze za dwajścia baniek, z którego kurz strzepują lepsze rakiety, niż te odkrywające literki w „Kole fortuny”. Typ zrobił na mnie większe wrażenie, niż łamiąca wiadomość skąd naprawdę biorą się dzieci, więc na każdą kolejną część przygód agenta 007, czekałem jak pary stosujące metodę kalendarzykową na okres.

I ze „Spectre” było tak samo. Mimo, że wyczekiwałem tego filmu jak Macierewicz wyjścia z szafy, to okazuje się, że niepotrzebnie. Bo nowy James Bond jest słaby.

 

Agent 007 został Iron Manem

Jaka była najważniejsza różnica między brytyjskim szpiegiem, a superbohaterami z komiksów Marvela? Że ten pierwszy jak dostał gaśnicą w łeb, to leciała mu z tego łba krew i tracił przytomność, a nie napierdalał niewzruszony na przód jak Terminator. Celowo piszę o tej różnicy w czasie przeszłym, bo w „Spectre” już nie mamy śmiertelnego człowieka, tylko niezniszczalnego Irona Mana, który może przyjąć dowolną liczbę ciosów, spaść z dachu walącej się kamienicy i nawet oddech mu nie przyśpieszy. Typ najwyraźniej po tym jak był chodzącym wrakiem i pół-emerytem w „Skyfall” przeszedł jakąś terapię hormonalną albo pożyczył szkielet z adamantium od Wolverine’a, bo nawet wpychanie mu wiertła w czaszkę nie robi na nim wrażenia.

 

Laski Bonda dawno nie były tak nijakie

Monica Bellucci w roli wdowy jest tak żadna, że można by zamiast niej wstawić Kasię Cichopek i tylko Polacy by się zorientowali. Blondyna, z którą buja się przez większość filmu, ani nie jest specjalnie ładna, ani nie ma żadnego wewnętrznego uroku w sobie, a jej seksapil sprowadza się do tego, że prawie potrafi strzelać z pistoletu i czasem coś mamrocze po francusku. Co w zasadzie brzmi jakby się najebała i miała problemy z mówieniem z otwartymi ustami.

 

Przeciwnicy bardziej wydmuszkowi niż Beata Szydło

To co mnie jarało w „Doktorze No”, „Jutro nie umiera nigdy”, czy nawet nie średnio darzonym przeze mnie miłością „Skyfall”, to wczuta w sytuację bohatera. Wejście w jego świat, relacje między nim, a osobami, które chcą zawładnąć globem i odczuwalne na skórze poczucie zagrożenia. Które przechodziło na mnie z ekranu, przez to, że wiedziałem kim są przeciwnicy, co ich motywuje i jaka chora historia stoi za ich psychopactwem.

W „Spectre” niby mamy jakoś tam uzasadnionego Tego Głównego Złego, ale jest to uzasadnienie mało przekonujące. Tak mało, jak niewiele stanowi 1000 złotych becikowego przy kilkuset tysiącach, które wydaje się na dziecko, aż uzyska pełnoletniość. No mnie on niestety nie przestraszył. A szkoda, bo Tego Głównego Złego gra Christoph Waltz, który ma wszelkie predyspozycje, by wcielić się w socjopatycznego pojeba. Oprócz tego jest jeszcze Ten Zły Poboczny, który jest siejącą rozjebundę górą mięśni i mógłby być przerażającym, chorym sadystą, gdyby tylko stała za nim jakaś historia, a nie pojawiał się w fabule z dupy jak wiatr pod kołdrą.

 

Agent 007 został Iron Manem podwójnie

Jaka była druga różnica między Jamesem Bondem, a Tonym Starkiem? Ten pierwszy był dżentelmenem, a ten drugi próbował być. Objawiało się to głównie tym, że w filmach z Brytyjczykiem żarty były rzucane sporadycznie, a jeśli już, to z klasą, natomiast przygody tego drugiego liczne były w barowe dowcipy, często przekraczające niebezpieczną granicę sucharów. „Spectre” niestety bardzo mocno próbuje dorównać irytującą śmieszkowatością „Avengersom”.

 

Muzyka jak dla debili

Oglądaliście kiedyś „Świat według Kiepskich” albo „Bundych”? Nie zgrywajcie ultrainteligentów, wiem, że tak. No to tam, dla rozumnych inaczej, zawsze gdy na ekranie jest „śmieszny moment” w tle lecą nagrane salwy rechotu, żeby ci mniej sprytni intelektualnie wiedzieli kiedy się śmiać. W nowym Jamesie Bondzie jest podobnie. Kiedy w filmie ma dziać się coś teoretycznie ekscytującego leci muzyka, która w zamyśle twórców w Twojej głowie powinna aktywować karteczkę z napisem „uwaga mordo, teraz masz się ekscytować!”. Kiedy dzieje się coś teoretycznie przerażającego, czy drastycznego jest podobnie – z głośników leci muzyka, która ma Cię poinformować, że powinieneś bieżącą scenę przeżywać całym ciałem, bo to jest właśnie przerażający albo drastyczny moment.

Tyle, że te wszystkie zdarzenia na ekranie dzieją się w teorii. Bo w praktyce gówno się dzieje.

 

Jeden z najmniej przekonujących romansów w historii kina

Według niezależnych badań przeprowadzonych przez mojego stażystę, który wcześniej zajmował się wróżeniem z fusów, wynika, że cała ludzkość ma tylko 5 skojarzeń związanych z agentem 007. Dupy, szpiegostwo, dupy, Martini, dupy. Powtórzę to jeszcze raz, bo nie dla wszystkich może być to czytelne: James Bond na drugie dostał „ruchacz”, a na trzecie wziął sobie do tego przedrostek „super”. To nie jest Rysiek z Klanu, który aż po apogeum prostaty kładzie się w łóżku z jedną kobietą, tylko gdy ta wcześniej zgasi światło. To jest pieprzony brytyjski agent, który rozchyla więcej nóg niż ginekolog w trakcie prozdrowotnej akcji „Pokaż papugę”.

Dla gościa włożenie penisa w nową pochwę jest jak wysypanie mąki na stolnicę dla piekarza – robi to tak odruchowo, że nawet się nad tym nie zastanawia. A w „Spectre” twórcy próbują nam wmówić, że po jednym takim przypadkowym włożeniu, największy dupcyngiel na Wyspach Brytyjskich zakochuje się i rzuca robotę. Jeszcze bym to jakoś zrozumiał, gdyby to było jakoś uzasadnione w filmie. Jakkolwiek. Gdyby ten ich romans był choć trochę istotnie pokazany. Albo pokazany w ogóle. Ale nie jest. James po prostu bierze ją jak Harnasia z półki w Żabce, przejawiając zaangażowanie tylko tym, że zapamiętał jej imię, po czym oświadcza, że odchodzi z pracy. I to ma mnie przekonać?

No kto jak kto, ale ten chłop za bardzo lubi tę robotę, żeby rzucić ją dla przypadkowej baby.

 

Główna intryga jest naiwna jak wiara w oryginalne Jordany na Allegro

Serio, tu nie ma jakiejś większej rozkminy. To nie jest tak, że dopiero, gdy lecą napisy końcowe olśniewa Cię, że ten z tym faktycznie dogadali się z tamtym, żeby pod pretekstem udupić tamtych. Tu wszystkie części układanki pasują do siebie od drugiego kwadransa filmu. Więc jedyne co możesz zrobić, to pociągnąć za spłuczkę, żeby spuścić klocki.

(niżej jest kolejny tekst)

31
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
20 Comment authors
PiotrAnna Eva BroskinajlepszewspomnienieSpectre - agent 007 jej królewskiej płytkości...Blogierka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamil Janik
Gość
Kamil Janik

Czy ja wiem czy żarty w pierwszych filmach o agencie 007 były takie z klasą..

Jan Favre
Gość

Może mnie pamięć zawodzić, ale takiego suchara jak pytanie Monici Bellucci „zadzwonisz do mnie?” po seksie, to wcześniej nie było.

Kamil Janik
Gość
Kamil Janik

Musiałbym zobaczyć scenę, ale styl imho podobny

https://www.youtube.com/watch?v=0t1_usmB30s

Cyniczny
Gość

Mam jakąś cichą nierealną nadzieję, że negatywne teksty na temat nowego Bonda są tylko słabą modą a sam film okaże się fantastyczny…. Powiedz Stay, że tak właśnie jest, bo trochę na niego czekałem :D

Maja Gojtowska
Gość
Maja Gojtowska

Mam tak samo! Tym bardziej, że specjalnie na okazję wyjścia z mężem do kina wynajęłam dziadków do opieki nad dzieckiem mym :) Film nie może okazać się tak zły.

Jan Favre
Gość

Nie jest tak słaby, żeby nie dało się patrzeć, ale do przyjemności z seansu to mu daleko.

dobrymjud
Gość
dobrymjud

Największą atrakcją mojego seansu nowego Bonda był trailer Star Wars.

Jan Favre
Gość

Niestety, ale spóźniłem się na reklamy, żałuję bardzo :(

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

O nieee, nie, mam iść z chłopakiem, nie czytam, nanana-nanana, nic nie widzę, na pewno kłamiesz.
P.S. Moim skromnym zdaniem Monica Bellucci byłaby dobra i wspaniała nawet wtedy, gdyby grała drzewo. Albo kaloryfer. To po prostu Monica Bellucci, najpiękniejsza na świecie, no Janek, no!

Jan Favre
Gość

Jestem z tego 1% facetów, dla których nie są najważniejsze duże cyce, tak że dopóki nie ma zmysłowości Penelopy Cruz, nie ma taryfy ulgowej.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

„Duże cyce”, jak to elegancko ująłeś, to promil całokształtu atrakcji który ma ta kobieta. Zaś Penelope ma dla mnie zmysłowość starego, odurzonego narkotykami bambosza i zarówno po tym, jak i każdym innym względem, może wymieniać Monice fleki w obcasach. Zębami.

Jan Favre
Gość

Jak to dobrze, że mamy zupełnie inny gust i moja narzeczona może spać spokojnie.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Hue hue :).

Konrad Błaszak - Kondux
Gość

Tutaj zagrała trochę jak drzewo, więc trafiłaś :P

keraM
Gość

Co do dup to chyba powinno Cię bardziej wkurzyć Casino niż Spectre – przecież tam Bond nawet wysłał rezygnację do M.
Mi się film podobał ale może dlatego, że przed czytałem kilka recenzji i obniżyłem swoje oczekiwania, które były strasznie wysokie. Kilka elementów było słabych – jak dupy i końcówka ale i tak mi się dobrze oglądało. Ogólnie dla mnie Spectre to połączenie Bondów z Moorem i poprzednich 3 z Craigiem.

Jan Favre
Gość

Nie no, kolego, w „Casino Royale” była Eva Green, dla niej to sam bym złożył rezygnację i wyjechał w Bieszczady.

11 rzeczy, których nie powinieneś robić na rozmowie o pracę

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z portalem Pracuj.pl

Wiele osób fiksuje się na tym, że jeszcze nie skończyło studiów i jest przekonanych, że przez to nie dostanie pracy, jak to się pięknie mówi, w zawodzie. Doświadczenie moje i wielu moich znajomych pokazuje, że to mit, powielany najczęściej przez rodziców, którzy wchodzili na rynek pracy w zupełnie innej rzeczywistości. I nie kumają, że trochę się zmieniło od czasów kiedy CV pisało się odręcznie na kartce i doczepiało spinaczem zdjęcie z dowodu. Pracuj.pl chce obalić kilka takich mitów i zachęcić młodych ludzi do szukania pracy zgodnej z ich zainteresowaniami trochę wcześniej, niż w dniu odbioru dyplomu magistra. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją dostali.

Ale, ale. Zanim wyruszysz w drogę musisz zebrać drużynę, a zanim zaczniesz mówić sobie z prezesem po imieniu, musisz przejść rozmowę kwalifikacyjną. Bieg z przeszkodami, który jest  jednym z bardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Zwłaszcza, jeśli doświadczasz go pierwszy raz.

Co zrobić, żeby nie połamać sobie nóg, dobiec do mety i jeszcze odebrać trofeum w postaci przyjęcia do pracy? Dobrze się przygotować. I nie robić na rozmowie rekrutacyjnej niczego z poniższej listy.

1. Nie przychodź niechlujnie ubrany

Stare góralskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” niestety nie wzięło się znikąd. Da się zrobić tylko jedno pierwsze wrażenie, a rozmowa łatwiej Ci pójdzie, jeśli będzie ono dobre. Nie chodzi o to, żebyś od razu wbijał się w garnitur, ale dostosował swój wygląd do okazji. Przychodząc w wymiętej koszuli i brudnych butach, dajesz do zrozumienia, że w sumie to Ci nie zależy.

2. Nie spóźnij się, a już na pewno nie olewaj spotkania

Rozmowa kwalifikacyjna, to taka pierwsza randka z pracodawcą. Chodzi to, żeby się poznać i sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Jeśli się spóźniasz, dajesz się poznać jak ktoś, kto nie potrafi ogarnąć działania zegarka, ale to i tak lepsze, niż wystawienie drugiej strony do wiatru i w ogóle odpuszczenie spotkania. Jeśli na rozmowę wyszedłeś odpowiednio wcześnie, ale na Twojej drodze właśnie wylądował meteoryt albo oddział obcych zablokował ulicę, poinformuj o opóźnieniu osobę, która na Ciebie czeka i wytłumacz sytuację. Doceni fakt, że dałeś jej znać i wie na czym stoi.

3. Nie ściemniaj, że w wieku 20 lat masz 30 lat doświadczenia

Pamiętam jak w pewnym momencie studiów miałem jeszcze bardziej beznadziejną sytuację finansową niż zazwyczaj i uparłem się, że dostanę normalną pracę biurową choćby nie wiem co. Podrasowałem swoje CV i zadowolony z siebie, że oszukałem system, w myślach już otwierałem szampana świętując sukces, bo zaprosili mnie na rozmowę do jednej z lepiej płacących korporacji. W trakcie spotkania pani rekruterka zapytała o moje doświadczenie, które posiadałem tylko w sferze fantazji i próbując na szybko wymyślić, co mogłem robić na wyimaginowanym stanowisku, moja twarz zapłonęła czerwienią żywą jak pieczony burak.

Kłamstwo, to najgłupsze co można zrobić. Wychodzi błyskawicznie i w zasadzie permanentnie skreśla Cię w danej firmie. Za to pochwalenie się umiejętnościami zdobytymi na przykład w trakcie organizowania juwenaliów, wychodzi tylko na plus.

4. Nie daj odczuć, że nie robi Ci różnicy, czy będziesz analitykiem danych, czy panem kanapką

Gdybym prowadził serwis o pączkach i szukał kogoś do redagowania artykułów, zależałoby mi na osobie, która jest tym zajarana i nie widzi się w niczym innym. Nie na kimś, komu nie udało się dostać na aplikację radcowską i z braku laku przyszedł do mnie. Domyślam się, że jeśli stawiasz pierwsze kroki w tematach zawodowych, to nie wiesz, czy bycie HRowcem jest Twoim przeznaczeniem i związkiem na całe życie. To jasne, bo jeszcze tego nie robiłeś, więc skąd masz wiedzieć. Ale pokaż zaangażowanie w tym temacie i wytłumacz czemu akurat zdecydowałeś się aplikować na to stanowisko.

Gdyby to była randka, chciałbyś się umówić na kolejne spotkanie z kimś, kto szuka partnera, ale jest mu obojętne, czy to będziesz Ty, czy przypadkowy przechodzień?

5. Nie bój się, nie mów szeptem, nie patrz w ścianę

Ja wiem, że im bardziej zależy Ci na pracy, tym większy stres i w ogóle matura ustna nie ma nawet podjazdu, ale wchodzenie do salki konferencyjnej z wypisany na czole „nie bijcie, ja nic nie wiem!” nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Pomaga za to uśmiech, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, bycie pewnym siebie i odpowiadanie na pytania więcej niż dwoma słowami. I przede wszystkim dobre przygotowanie się.

Tutaj znajdziesz przykładowe pytania, które mogą paść w trakcie rozmowy. A imię i nazwisko osoby, z którą będziesz rozmawiać w mailu z zaproszeniem.

6. Nie śmieszkuj na siłę, rozmowa rekrutacyjna to nie stand-up

Jeden żart jest w porządku, dwa to już granica, przy trzech przechodzisz na stronę pajacowania. O ile nie starasz się o angaż w cyrku, nie zaplusujesz takim zachowaniem.

7. Nie kozacz. Jesteś gościem, a nie gospodarzem

Przesada w każdą stronę jest zła. Zarówno bycie wycofanym i schowanym w sobie jest kiepskim pomysłem, jak i spychanie z biurka rzeczy, by móc postawić na nim swoje ego. Arogancja, buta i nonszalancja, to nie są magiczne składniki, po zmieszaniu których powstanie dobre wrażenie.

8. Nie szantażuj i nie mów, że coś Ci się należy. To nie spotkanie z politykiem

Mam zarówno znajomych pracujących w korporacjach, jak i tych prowadzących własne firmy, zdecydowanie większe niż jednoosobowe, i ci drudzy często opowiadają mi o tym, jak to jest być z drugiej strony ogłoszenia o pracę. Czyli jak to jest wylistować konkretne umiejętności, które powinien mieć kandydat, a potem spotykać się na rozmowach z ludźmi, którzy jedyne co umieją, to machać kartką z pieczątką uczelni i żądać 4 000 złotych netto.

To nie jest tak, że za sam fakt posiadania dyplomu magistra z urzędu należy Ci się praca i kilka tysięcy na rękę, a pracodawca jest tylko po to, by Ci je dać. Jeśli ktoś szuka programisty, to interesuje go tylko to, czy faktycznie potrafisz obsługiwać MySQLa, a nie czy masz zaświadczenie, że na trzecim roku studiów miałeś zajęcia z baz danych. W małych firmach często w ogóle nie zwraca się uwagi na to, w którym momencie zakończyłeś edukację, tylko na projekty, które zrealizowałeś.

9. Nie mieszaj z błotem byłego pracodawcy

Nawet jeśli uważasz, że na to zasługuje.

Wymaga tego zawodowy savoir-vivre. To jak wypowiadasz się o poprzednim człowieku, który Cię zatrudniał, daje do myślenia co będziesz mówił o obecnym, kiedy kolejny raz zmienisz pracę. Jeśli padnie pytanie, czemu odszedłeś z poprzedniej firmy, nie mów, że były szef był dupkiem. Powiedz, że nie widziałeś dla siebie możliwości rozwoju.

10. Nie zdradzaj sekretów – tajemnica rzecz święta

Tak jak poprzednio: jeśli na pierwszym spotkaniu wyjawiasz poufne informacje, to jaki to daje sygnał osobie, która być może w przyszłości też przekaże Ci coś w zaufaniu?

11. Nie mów, że nie masz pytań. Wykaż zainteresowanie przyszłą pracą

Rozmowa kwalifikacyjna to dobry moment, by omówić jakie masz opcje w kwestii łączenia nauki z pracą. I przy okazji pokazać, że faktycznie zależy Ci na tym stanowisku, dopytując o jego szczegóły.

Do momentu, w którym prowadzę własną działalność gospodarczą, doszedłem od sprzedawania gazet na plaży. W trakcie zahaczając o kilkanaście zawodów z najróżniejszy branż i po drodze studiując. Dziennie. Naprawdę, wszystko da się połączyć, wystarczyć tylko zapytać, czy jest taka możliwość i wykazać trochę zainteresowania.

Gdzie szukać pracy? W apce na telefonie

Jak pisałem we wstępie, odkąd nasi rodzice dostali pierwszą wypłatę trochę się zmieniło. Zmienił się nie tylko rynek, wygląd i forma dokumentów, czy rodzaj popularnych zawodów, ale też drogi jakimi tej pracy się szuka. Przeglądanie fizycznych tablic z ogłoszeniami, czy gazet, to już mocny archaizm. Tak jak Spotify zastąpił magnetofon z kasetami, tak aplikacja Pracuj.pl zastępuje chodzenie po przedsiębiorstwach i pytanie o wolną posadę.

Pomijając oczywiste oczywistości typu: apka jest wygodna, intuicyjna, ma trylion ogłoszeń i możesz korzystać z niej w każdej chwili, bo telefon masz zawsze przy sobie, to jest coś więcej, co sprawia, że faktycznie jest zajebista.

Pierwsza rzecz, to możliwość aplikowania na dane stanowisko z poziomu telefonu. Jeśli wklepałeś wcześniej dane ze swojego CV do konta na Pracuj.pl, to robisz jeden klik i beng! Już jesteś w procesie rekrutacji.

Druga, to JobAlerty. Ustawiasz filtr jakiego typu pracy szukasz i w jakim regionie, a aplikacja wrzuca Ci powiadomienie, gdy tylko pojawi się coś nowego.

Trzecia, to opcja sprawdzenia przeciętnego wynagrodzenia na danym stanowisku. Załóżmy, że chcesz pracować jako tłumacz holenderskiego: znajdujesz ofertę, pukasz w przycisk i masz podane widełki z zarobkami na tym stanowisku w Twoim regionie. Kozak! Szczerze mówiąc, to chyba najistotniejszy powód, dla którego warto pobrać tę apkę, bo wiem, że masę osób ma problem z wycenieniem swojej pracy.

Możesz ściągnąć ją, oczywiście za friko, stąd na Androida i stąd na iPhone’a, do czego zachęcam. Nawet, jeśli w tym momencie nie szukasz pracy. Może to praca szuka Ciebie.

Cotygodniowy Przegląd Internetu #51: Liroy w sejmie, życie po śmierci, internetowa sława

Skip to entry content

(autorem przepięknej ilustracji w nagłówku jest Ola z „Jak lampart pazurem”

Mijający tydzień w głównej mierze opierała się dla mnie na walce z turbo zawodną Xperią Z3 Compact, której nikomu nie polecam, i wkurwianiu się, że nie mam czym robić zdjęć w Mediolanie. A tych, które zrobiłem, nie mam jak wydobyć z telefonu. Wraz ze szkicami kilkunastu tekstów. I pomysłami na kilkanaście innych. Naprawdę, nie polecam. Mimo to, zdążyłem skontrolować, co to się w tej sieci wyrabiało.

Skąd wziął się symbol dolara? Albo procenta? Albo pacyfka? Albo znak zapytania? Albo mailowa małpa? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Ja też nie, ale i tak miło to wiedzieć.

Wywiad z Piotrem Fronczewskim: w którym wspomina czasy Franka Kimono i opisuje Sokoła i Pono jako dwóch miłych chłopców, którzy kilka lat temu zaprosili go do nagrania teledysku.

Konrad z „Moja Dziewczyna Czyta Blogi” w końcu zmienił szablon! Myślałem, że ten dzień nigdy nie nastąpi, ale i on, i K. w końcu zrezygnowali z ohydnego Blogspota. Czuję się ojcem tego sukcesu, bo bez mojego regularnego dogryzania, potrwałoby to pewnie jeszcze ze 2 lata. Tak że tego… sprawdźcie jak u nich teraz ładnie.

25 filmowych restauracji, w których bym zjadł: i podejrzewam, że Ty też, bo kto nie chciałby spróbować żeberek, którymi zajadał się Frank Underwood? Albo wypić mlecznego szejka za 5 dolarów, którego Uma Thurman sączyła w „Pulp Fiction”?

Życie nie kończy się wraz ze śmiercią organizmu? Teoria kwantowa dowodzi, że świadomość w momencie śmierci przenosi się do innego wszechświata. Czyli według tego artykułu, możemy istnieć bez fizycznej powłoki. Super!

Pierwsza wizyta Liroya w sejmie: nie myślałem, że kiedyś zalinkuję w tym „Przeglądzie” do Pudelka, ale, cholera, to trzeba po prostu zobaczyć.

Nastolatka rezygnuje z internetowej sławy: dotarło do Was info o płaczliwym wyznaniu laski z USA, która zdradziła wielką tajemnicę, że publikowanie treści w social media to jednak praca? I że ona z niej rezygnuje, bo na żywo nie wygląda tak jak na zdjęciach? I nie chce oszukiwać ludzi? Jak nie dotarło, to obejrzyjcie sobie poniżej. A tutaj przeczytajcie dlaczego naprawdę nagrała ten film i czemu zrobiła takie zamieszanie w okół siebie. Bo zdecydowanie nie po to, żeby przestać zarabiać w sieci. Wręcz przeciwnie.

Posłanka Kukiz’15 kontra dziennikarz TVNu: bardzo żałuję, że to nie jest vine, łatwiej byłoby zapętlać.

Dziennikarz w starciu z posłanką Kukiz’15 :)Dziennikarz w starciu z posłanką Kukiz’15 :)

Posted by Paweł Kukiz- Kukiz’15 on 4 listopada 2015

 

Wilk na mikrofonie, w szynach się nie mieści: arcyśmieszny blend jednego z najbardziej znanych kawałków Hemp Gru. Ulicznicy jeszcze nigdy nie byli tak zabawni.

Co robią ludzie, gdy w H&M rzucą nową dostawę ciuchów? Tratują się tak samo, gdy w spożywczaku rzucą karpie przed świętami. Tratowanie się, to chyba nasz taki mały sport narodowy.

Tak było w Warszawie… Kolekcji Balmain już chyba nie kupicie. Inni tak o nią walczyli i odsprzedawali jeszcze przed wyjściem ze sklepu: http://goo.gl/1lXV4x #hm #balmain

Posted by Dzieje się w Warszawie on 5 listopada 2015

 

Klip tygodnia: w tym tygodniu w sieci trubo furorę zrobił Sokół z Lindą i chyba nie ma kogoś, komu ich klip nie przewinąłby się przez tablicę, dlatego to miejsce w CPI chcę przeznaczyć na bardziej niszowego artystę. Białas, raper znany głównie z mocnego braggadacio, w tym numerze pokazała się z zupełnie innej strony i ekshibicjonizmem przebił nawet Sashę Grey. Tyle, że mentalnym. Dużo emocji i autentyzmu, czyli tego co definiuje dobrą muzykę.

Fanpage tygodnia: jeśli chcecie być na bieżąco z polityczną karierą najbardziej kontrowersyjnego posła od czasu Seby z Big Brothera, to jest to profil dla Was. Zasadniczo cieszę się, że Liroy wszedł do sejmu, bo to człowiek, któremu ani nie zależy na hajsie, ani na sławie, więc ma kompletnie inną motywację niż 95% pozostałych ludzi z Wiejskiej, przez co może być naprawdę ciekawie.

https://www.youtube.com/watch?v=pby8a0xeeRwcześć świnki.

Posted by Liroy poseł na Sejm VIII kadencji – nieoficjalny fanpage on 25 październik 2015

 

Ogłoszenie parafialne: jak się okazało po zajrzeniu w głąb Google Analyticsa, a czego nie byłem świadom, ponad 43% z Was czyta bloga na urządzeniach mobilnych. I trend ten będzie postępować, w związku z czym, niedługo już tylko ja będę przeglądał Stay Fly na komputerze. Stąd pytanie do Was: czy wpadając tu z telefonu albo tableta, trafiacie na jakieś techniczne aspekty, które utrudniają Wam odbiór treści?

Jeśli jest coś, co Wam przeszkadza, to dajcie znać. Poprawimy.

QUIZ: jak dobrze znasz polską blogosferę?

Skip to entry content

Czytasz blogi od 1410 i wydaje Ci się, że wiesz o nich wszystko? Dajesz lajki w ciemno i komentujesz zanim przeczytasz, bo wiesz czego można się spodziewać po danym twórcy? A może blogosferę odkryłeś przypadkiem myląc „k” z „g” przy wpisywaniu w Google „blok rysunkowy”? Albo trafiłeś tu przypadkiem od znajomego siostry szwagra mechanika pasierba stryjka kochanka Twojej żony, który powiedział Ci, że zna świetnego blogera finansowego publikującego treści pozwalające spłacić zadłużenie w Szkolnej Kasie Oszczędności?

Sprawdź ile wiesz o świecie internetowych pamiętników i czy zasługujesz na miano ignoranta, „dziennikarza” naTemat, czy psychofana!

[qzzr quiz=”123678″ width=”100%” height=”auto” redirect=”true” offset=”0″]

I jak Ci poszło?