Close
Close

17 rzeczy, które zaskakują w Mediolanie

Skip to entry content

We Włoszech miałem okazję być w trakcie tegorocznej Wielkanocy, kiedy zabrałem mamę do Rzymu, więc ten kraj nie był już dla mnie jakąś wielką zagadką. Po wizycie w stolicy, wydawało mi się, że Włosi niczym mnie już nie zaskoczą, bo co może przebić uliczne automaty z lubrykantami i przystanki z rozkładami bez godzin odjazdów? Albo plagę sprzedawców kijów do samojebek? Okazało się, że Mediolan jednak ma do zaoferowania kilka niespodzianek, które zapadają w pamięć. Tytuł światowej stolicy mody najwyraźniej zobowiązuje.

Oto 17 rzeczy, które zaskakują w Mediolanie!

Duomo di Milano – najbardziej zabarierkowany kościół w jakim byłem

Duomo - kościół w którym nigdzie nie można wejść (1)

Duomo - kościół w którym nigdzie nie można wejść (2)

Miasto mody pod kątem zwiedzenia nadaje się na maksymalnie 2-dniową podróż – w pierwszy dzień zwiedzasz katedrę i sklepy, w drugi obżerasz się pizzą i lodami. Serio, dużo więcej do zobaczenia tam nie ma, a i pierwszy punkt mocno rozczarowuje. Mimo, że wstęp do katedry w centrum miasta jest płatny, to możesz się poruszać po jakiejś 1/5 jej powierzchni. Reszta jest szczelnie otoczona barierkami, tak byś mógł popatrzeć sobie na jej poszczególne elementy tylko z oddali. Genialne, co?

Ogromne groby!

wielkie grobowce

Albo ktoś tu ma kompleksy, albo bardzo pozazdrościł Egipcjanom, ale tak właśnie wyglądają nagrobki na Cimitero Monumentale.

Galleria Vittorio Emanuele II – ekskluzywna galeria handlowa

ekskluzywna galeria handlowa

Wygląda naprawdę mega elegancko, bez kiczu, wiochy i przypałowych szyldów. Chodząc między sklepami po podłodze błyszczącej się jak oczy proboszcza przyjmującego kopertę na kolędzie, aż w głowie sam nuci refren kawałka Kreayshawn „Gucci, Gucci, Louis, Louis, Fendi, Fendi, Prada”.

Oryginalne sposoby żebrania

oryginalne sposoby żebrania

rzeźby z marchweki

U nas szczytem pomysłowości jest przyznanie się na kawałku kartonu, że zbiera się na jabola, a nie jedzenie. Ewentualnie bierze się na żebry psa, żeby wzbudzić współczucie. W Mediolanie robi się niemal instalację artystyczną z kolorowych pasków i powietrza wydostającego się z metra albo rzeźbi się w marchewce. Szacun za kreatywność!

Po mieście jeżdżą przebierańcy na rolkach

przebierańcy na rolkach

W zasadzie nie wiem czemu, ale na pewno nie żeby napastować ludzi, czy, jak to się teraz modnie mówi, robić pranki.

Coperto

coperto

Coperto to tak zwana „opłata za nakrycie” pobierania we włoskich restauracjach, czyli sposób na zdzieranie hajsu z ludzi. W Rzymie nie spotkałem się z tym w ani jednej knajpie, ani w centrum miasta, ani na obrzeżach. W Mediolanie „za nakrycie” kasują Cię wszędzie i to średnio 2 euro od osoby, więc wcale nie mało, zwłaszcza, że ceny dań w restauracjach też nie należą do najniższych.

Mega szerokie bilety do metra

szeroki bilet do metra

3-krotnie szersze niż polskie. To znaczy warszawskie.

Krzesła na budkach telefonicznych

krzesło na budce telefonicznej

To podobno innowacyjny projekt, zachęcający mieszkańców do aktywności fizycznej. Chcesz wygodnie sobie zadzwonić z reliktu zeszłej dekady? Musisz się chwilę pogimnastykować.

Reklamy na kościołach

reklama na duomo

A konkretnie na wcześniej wspomnianej ogromnej katedrze w centrum miasta. Nie ma to jak powiesić sobie billboard promujący tureckie skóry na świątyni religii katolickiej, co? To tak, gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy Włosi są turbo wierzący.

Mikro-przystanki

mikro przystanki

To z kolei akcja promująca szczupłą sylwetkę. Przesadziłeś z obiadem? Wypadasz na ulicę.

Hipsterskie toalety

toaleta

Spłukiwanie wody nogą w Rzymie okazało się za mało nietypowe, mediolańczycy postanowili pójść krok dalej i usunąć muszę klozetową, zostawiając dziurę w ziemi. Z miejscem po bokach na… właśnie nie wiem na co. Kwadrans zastanawiałem się jak z tego skorzystać.

Wolnostojące miejsca do ładowania telefonów

ładowarki w środku miasta

Znajdujące się ot tak, w przestrzeni miejskiej. Świetna sprawa. Dla osób bez banków energii oczywiście.

Zamykanie stacji metra na noc

zamykanie metra

Po przylocie do Mediolanu, dostaliśmy się busem do dworca głównego, a stamtąd nie udaliśmy się od razu do mieszkania, tylko na szamę. No bo jak długo można odkładać zjedzenie pizzy? Jak już rzuciliśmy się na włoskie specjały, skończyliśmy jakoś chwilę przed jedenastą i zorientowaliśmy się, że wypadałoby w końcu dotrzeć do miejsca, w którym będziemy spać. Chcieliśmy do niego dotrzeć metrem, ale – uwaga, uwaga – stacje metra, są na noc zamykane na kłódkę! I to nawet w momencie, kiedy metro jeszcze kursuje!

Oczojebne ruchome reklamy

oczojebne reklamy

Idziesz sobie wieczorem nad kanałem z dziewczyną, chcesz żeby było romantycznie, nawet postarałeś się i włożyłeś czystą bieliznę, a tu jeb! Dostajecie prosto w oczy kurewskim migotem jakieś cholernej reklamy! I to nie raz, a co chwilę jesteście oślepiani jakimś animowanym billboardem zupełnie psującym atmosferę. Beznadzieja.

Radiowozy rodem z lat 60-tych

dizajn radiowozów policyjnych jak z lat 60

Wordartowy napis „POLIZIA” tak piękny, że grafik płakał jak projektował.

Pełna rozkmina „Ostatniej wieczerzy”

ostatnia wieczerza (1)

ostatnia wieczerza (2)

W Mediolanie, w refektarzu klasztoru przy Santa Maria delle Grazie, znajduje się jedna z najsłynniejszych prac Leonarda da Vinci wraz z tłumaczeniem składowych. Poszczególne elementy „Ostatniej Wieczerzy” podzielone są na części i dokładnie poopisywane, przez co na obraz patrzy się bardziej jak na film. Wyjaśnienie kto jest kim na fresku, co robi i co z tego wynika, naprawdę daje do myślenia. Brawo, za ogarnięcie rozkminy!

W każdej restauracji próbują Cię przekręcić na hajs

wszedzie próbują Cię przekręcić

Pomijam już to niedżentelmeńskie doliczanie coperta, ale w niektórych lokalach, oprócz „opłaty za nakrycie”, jeszcze osobno doliczają Ci opłatę za obsługę! Więc w naszym przypadku oprócz skasowania 2 euro coperta od 7 osób, doszło jeszcze 11% ekstra z całej sumy rachunku. Czyli summa summarum, zapłaciliśmy w sumie 30 eurasków za ten zaszczyt, że w ogóle pozwolili nam zamówić u nich jedzenie. Pomysłowe, kasować ludzi za to, że dają Ci zarobić, co? Oprócz tego dochodziły bardziej wyszukane wałki w stylu doliczania do rachunku napojów, których nikt nie zamawiał. I nie widział na oczy. Albo udawanie, że coś jest już w cenie zamówienia, po czym jednak pojawiało sie osobno na paragonie.

Mediolan – miasto, gdzie nauczysz się liczyć.

Jeśli chcesz poznać inną cześć Włoch, to zajrzyj tutaj „Bolonia. Co zobaczyć? Zabytki, zwiedzanie, atrakcje, noclegi”.

(niżej jest kolejny tekst)

41
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
18 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
Podróże bez ościMartaAnonimka.plAggMariusz Głuch Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Katarzynatuitam blog
Gość

Reklamy na kościołach rozwalają – w Rzymie na kościele przy Piazza Spagna było (i pewnie nadal jest) to samo, tylko że reklama znacznie większa niż ta. A co do hipsterskiej toalety to to po bokach jak mniemam to miejsce na nogi – po to byś nie utonął w… no wiadomo w czym :)

Jan Favre
Gość

Tak, już się dowiedziałem, że to akcja promująca skoki narciarskie, zachęcająca ludzi do przyjmowania odpowiedniej postawy :)

Gosia Rutkowska
Gość
Gosia Rutkowska

Włoska toaleta budzi wspomnienia! Kilka lat temu toalety jak ta ze zdjęcia były jedynymi dostępnymi w pewnej jednostce wojskowej w północnej Polsce. Nie wiem jak we Włoszech, ale te tam nie było drzwi między toaletami. Stanęłam wówczas przed jednym z największych wyzwań w moim nastoletnim życiu:)

Jan Favre
Gość

O, byłaś w szkole wojskowej, czy odwiedzałaś kogoś?

Gosia Rutkowska
Gość
Gosia Rutkowska

Odwiedzałam

Przemek Opłocki
Gość

Najbardziej zaskoczyli mnie panowie od szoł z karmieniem gołębi przed Duomo:) Podeszli grupą, jeden złapał mnie za rękę, wcisnął garść ziaren pszenicy, kazał podrzucić je do góry i po chwili nadleciały gołębie. Niby fajnie, trzepot skrzydeł wokół ciebie, ale potem kazali sobie liczyć 2 eur. Gdy odmawialiśmy, że nie było o tym mowy wspomnieli, że „this is my job, now pay me”. Otoczyli nas ze wszystkich stron. Jedną rękę włożyliśmy do kieszeni z portfelem, drugą trzymaliśmy w pogotowiu. Na szczęście z pomocą przyszła grupa holenderskich motocyklistów i panowie od ziarna odeszli. Nie wiem, czy był to pojedynczy incydent czy też… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

To z imigrantami sprzedającymi plecione opaski na rękę było podobnie – najpierw mówili, że to prezent i wciskali mówiąc, że to za darmo, a potem kazali sobie płacić.

Magda
Gość
Magda

to dobrze, że nie znoszę gołębi i od razu grzecznie podziękowałam :)

Przemek Opłocki
Gość

W naszym przypadku to nie poskutkowało:)

Magda
Gość
Magda

najwyraźniej moja mina i ton głosu poskutkował :D

Anonimka.pl
Gość

Niestety to ich sposób na wyciąganie od ludzi pieniędzy. Wręcz na siłę dają ci do ręki garść ziaren, nie wspominając, że za chwilę będziesz musiał za to zapłacić. Nie chcesz? To wołają kolegów na pomoc…

Blogabella
Gość

Warto poświęcić trochę czasu tez na Bergamo. Tam jest mniej turystów i jest bardzo klimatycznie.

Jan Favre
Gość

My akurat wybraliśmy się na jezioro Como i było bardzo malownicze i również mniej ludzi, tak że milutko.

Karola Franieczek | Życie Me
Gość

Z „coperto” spotkałam się w Czechach. Nie wiem tylko, czy praktykowane jest we wszystkich restauracjach. W każdym razie uważam, że jest to bardzo przesadzone.

Jan Favre
Gość

O, a w jakim mieście? Bo będąc w Pradze nie spotkałem się z tym w żadnym lokalu.

Karola Franieczek | Życie Me
Gość

Raz w Pradze i raz w Brnie. I to nawet nie było ścisłe centrum, bardziej na obrzeżach.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

NOWE „GWIEZDNE WOJNY” SĄ ZAJEBISTE!

Skip to entry content

„Gwiezdne Wojny” to pierwszy film – nie animacja, a film, bo wiadomo, że pierwszy to był „Król Lew” –  w życiu na jaki mama zabrała mnie do kina, więc mam do serii OGROMNY sentyment. Mimo to, starałem się być obiektywny i podejść do kolejnej części z dystansem. A więc obiektywnie i zdystansowanie oceniam, że „Przebudzenie mocy” jest ZAJEBISTE!

Nie wiem czego spodziewałeś się po tym tytule, ale niezależnie, czy masz jakieś oczekiwania jak wyborcy PiSu czekający na pół tysia za dzieciaka, czy podchodzisz do tematu na chłodno jak Zbigniew Grycan, czy w ogóle nie wiesz o co kaman ze szturmowcami i rebeliantami, to ten film rozpierdala! Po prostu! To ponad 2 godziny rozrywki na poziomie wyższym niż Yao Ming, a gdy tylko się kończy, chcesz ją powtórzyć jak pierwsze kolokwium z macierzy na studiach! Wychodząc z seansu przed 3 w nocy, żałowałem, że kolejny jest dopiero o 12, bo z marszu poszedłbym na jeszcze jeden.

Nie chcę zdradzać fabuły jak Judasz Jezusa, bo zepsuję Ci zabawę, więc pozostanę przy wrażeniach.

Wrażenia są takie jakbyś wziął LSD pod język i wsiadł na kolejkę górską. Ciągle bujasz się między zaskoczeniem, ekscytacją, przerażeniem, szczęściem, smutkiem, a intrygą. I Cię to nie męczy. Tu nie ma słabych momentów, nie ma chwil zamuły, że drapiesz się po tyłku i zastanawiasz, czy jutro na obiad zjeść bigos, czy kaszankę. Jest czysty ogień, jakbyś ostatni krąg piekła wyszorował Cifem!

Stary Han Solo i stara Księżniczka Leia chwytają za serce mocniej, niż lekarz przy transplantacji. Karolak powinien się od nich uczyć jak gra się romantyczne sceny. Nowi bohaterowie są wyraziści jak ślady z węgla na śniegu i od razu zdobywają Twoją sympatię jakby Ci postawili oranżadę ze szkolnego sklepiku zaraz po wuefie. Nowy czarny charakter budzi grozę jak samotne dziecko po północy na cmentarzu i jednocześnie intryguje swoim pochodzeniem, a do tego jest młody i wkurwiony. Kozak!

A reszta? Reszta też rozpierdala!

Fabuła się klei jak ciasto na pierogi, dialogi są zabawne jak Mandaryna bez playbacku, muzyka idealnie dopełnia obraz jak plastikowe trociny w przesyłkach pocztowych, a efekty specjalne są na tyle dobre, że ich nie zauważasz. „Gwiezdne wojny: przebudzenie mocy” są PRZE-MEGA-TURBO-ZAJEBISTE!

I jest tylko jeden problem z tym filmem: CZEMU CIĘ JESZCZE NA NIM NIE MAAA??????

Do czego może doprowadzić lincz na nastolatce?

Skip to entry content

Od jakichś 2 tygodni internet nieustannie żyje sprawą 2 nastolatek z Warszawy, które pochwaliły się na Snapchacie, że uprawiały seks z muzykami z amerykańskiego zespołu. Wulgarną opowieść o tym, co dziewczyny robiły z raperami w podróżnym autobusie, ktoś wyciągnął ze Snapchata i udostępnił na YouTube, przez co zaczęła rozprzestrzeniać się wirusowo po całej sieci. I równie szybko co samo wideo, jeśli nawet nie szybciej, zaczęła rozsiewać się nienawiść do dziewczyn. Nie hejt – amerykańska nazwa, to zbyt łagodne określenie na to, co się dzieje wokół tego tematu – czysta, bezduszna, nienawiść.

Okazało się, że żyjemy w społeczeństwie strażników moralności, tylko niestety nie swojej, a cudzej. I że ci strażnicy czują się w obowiązku by pilnować jej we dnie, w nocy, i w czasie pracy, gdy szef nie widzi, że siedzą na Fejsie zamiast wykonywać obowiązki służbowe. I że najlepszą metodą obrony tych indywidualnie skompletowanych i narzuconych osobie trzeciej zasad, jest nazwanie jej

– kurwą
– jebanym lachociongiem
– zwykłym szlaufem do dymania
– slojem na sperme dla czarnuchuw
– dzidą co się z pizdą na łby pozamieniała

ewentualnie

– wrzodem na dupie ludzkości która nie powinna mieć prawa do oddychania

Tak, te określenia zdecydowanie pokazują wyraźną różnicę między zachowaniem tych niemoralnych nierządnic, a postawą nieskazitelnie czystych strażników moralności, będących wzorem cnót i wszelkiej prawości. Biorąc pod uwagę język, jakim posługują się osoby osądzające nastolatki, w pewnym momencie można mieć problem z określeniem, czyje zachowanie jest faktycznie naganne.

Zaraz po wybuchu afery broniłem dziewczyn, bo nie wydaje mi się, żeby internetowy lincz, na wzór ulicznych samosądów, był właściwą reakcją na tego typu sytuację w cywilizowanym świecie, przez co wielu strażników moralności wywnioskowało, że pochwalam zachowanie nastolatek. Otóż nie. Zupełnie nie pochwalam. Nie uważam, żeby chwalenie się z kim uprawia się seks było czymś właściwym. Nie pochwalam również traktowania przygodnych stosunków płciowych jako sposobu na zdobycie sławy. Nie wydaje mi się także, żeby wyzucie seksu z romantyzmu i emocjonalności, i sprowadzenie go do czysto fizjologicznego aktu, było dobrym pomysłem.

Tyle, że to tylko mój sposób postrzegania rzeczywistości i moja opinia. Uważam ją za najwłaściwszą, ale nie mam zamiaru zamordować każdego, kto ma inną.

Za to internetowi strażnicy cudzej moralności i kilku youtuberów omamionych zapachem przyrostu subskrypcji, chętnie przeprowadziłoby publiczną egzekucję, na, przypomnijmy jeszcze raz, nastolatkach. Dziewczynach, które może mają 19 lat i są pełnoletnie, ale równie prawdopodobne, że mają 17 i nie są. Jednak niezależnie, czy już mają dowód osobisty czy nie, są bardzo młode. To nie są 30-letnie, doświadczone, w pełni świadome kobiety, tylko dziewczyny z liceum. Nie wiem, czy wszyscy, którzy chcieliby je dla przykładu powiesić na szubienicy, już pozapominali w jakim stanie umysłowym było się w ogólniaku, ale ze swoich doświadczeń i obserwacji mogę powiedzieć, że w takim wieku – pod wpływem grupy, otoczenia, rówieśników – robiło się rzeczy skrajnie niemądre, niedumne i nieodpowiedzialne. Tyle, że nie tak spektakularne, bo nie było na tyle rozwiniętych mediów społecznościowych, żeby zapis czyjegoś przejawu nastoletniej głupoty, w ciągu doby mógł obiec całą Polskę.

Teraz może, więc 2 nastolatki są kolejny tydzień równane z ziemią.

UPSSS…

Posted by TEDE on 14 grudnia 2015

Kiedy wydawało się, że kto miał je zmieszać z błotem, w trosce o właściwe wzorce młodzieży, już to zrobił, do akcji wkroczył Tede. Prawie 40-letni, całkowicie świadomy jak działa Facebook, człowiek, który ponownie nakręcił spiralę nienawiści, publikując na swoim fanpage zdjęcie jednej z nastolatek w sytuacji seksualnej. Ktokolwiek by nie był na tym zdjęciu, to upublicznianie fotografii z nagimi ludźmi, po to żeby ich upodlić i zgnoić jest ohydne. W przypadku nieletnich, karane prawnie. A w momencie kiedy robi to stary chłop – który nieraz spotkał się z falą nienawiści i wie jak to jest być opluwanym w internecie – tylko po to, żeby się pośmiać i podżegać innych do linczu, jest nieludzkie. Rzadko się to zdarza, ale tym razem brak mi słów.

Ja – osoba, która ma obycie z siecią i jest w jakimś stopniu zahartowana na przyjmowanie wiader pomyj – po takiej serii upokorzeń i publicznym upodleniu, nie dałbym rady. Przez tak długi czas, przyjmując wyzwiska i będąc w atmosferze permanentnej nagonki na mnie, w najlepszym wypadku załamałbym się psychicznie. W najlepszym. W wersji realistycznej, będąc tak zaszczutym, stałoby się coś dużo, dużo gorszego. A teraz pomyślcie, w jakim stanie emocjonalnym musi być nastoletnia, wciąż jeszcze niedojrzała dziewczyna?

Jak myślicie, do czego może doprowadzić człowieka taki nieustanny lincz?

Do osób, które od tych 2 tygodni ją gnoją: naprawdę uważacie, że to właściwa metoda wychowawcza? Chcecie ją niszczyć psychicznie, aż nie targnie się na życie? Tak chcecie nauczać co jest właściwym zachowaniem, a co złym? Jeśli przez szykanowanie w internecie coś sobie zrobi, świat nie zmieni się na lepsze. Zmieni się na gorsze, a wy będziecie współwinni tragedii.

Weźmiecie za nią odpowiedzialność?