Close
Close

Z pewnością zdarzyło Wam się spotkać, jeśli nie na lekcji polskiego, to w domu lub na podwórku, z powiedzeniem „masło maślane”. Możliwe, że sami go użyliście, nie znając encyklopedycznej definicji tego zjawiska, ale intuicyjnie czując, że chodzi o zbitkę słów, w której oba znaczą mniej więcej to samo i tłumaczą się nawzajem. Takie sformułowanie, to błąd językowo-logiczny zwany pleonazmem.

Pleonazm – z greckiego „nadmiar” – wyrażenie, w którym jedna część wypowiedzi zawiera te same treści, które występują w drugiej części, potocznie zwane „masłem maślanym”.

Mimo, że staram się dbać o poprawność językową, zarówno w tekstach na blogu, jak i mowie codziennej, moje wypowiedzi nie są wolne od błędów i zdarza mi się walnąć byka. Czasem dość oczywistego, przez co tym bardziej mi głupio. Niekiedy jednak, błędy językowe są tak zakorzenione, że sami ich zupełnie nie widzimy i dopiero osoba trzecia jest w stanie je wyłapać. Czemu o tym piszę? Bo w dużej mierze tyczy się to pleonazmów, których uczymy się w dzieciństwie, będąc przekonany, że to zupełnie poprawne zwroty.

Poniżej najczęściej używane masła maślane, które być może sam stosujesz i nawet nie wiesz, że są błędami.

drobny detal – detal z definicji jest czymś niewielkim, więc nie ma możliwości, aby był duży.

akwen wodny – akwen to „dowolnie określony obszar wodny”, przez co epitet związany z H2O jest zupełnie zbędny.

cofać się wstecz – a można cofnąć się w przód?

płyta cd – przy tej zbitce wychodzi nieznajomość języka angielskiego i skrótu „cd”, którego rozwinięcie to „compact disc”. Czyli „płyta kompaktowa” po polsku.

okres czasu – a czegóż innego miałby być okres, jeśli nie czasu? Okres pieniędzy? Okres chleba?

poprawić na lepsze – ten zwrot nie byłby błędny, gdyby zamiast „poprawić” użyto by czasownika „zmienić”, ale poprawa zawsze, ale to zawsze jest na lepsze.

spadać w dół – czy komukolwiek poza Biszem kiedykolwiek zdarzyło się spadać w górę?

wzajemna współpraca – współpraca to „współdziałanie z innymi, umiejętność pracy w grupie na rzecz osiągania wspólnych celów”, zatem nie może być jednostronna.

podatek vat – kolejny przykład nieznajomości języka angielskiego – „vat” to „Value Added Tax”, a „tax” = „podatek”.

zabić na śmierć – nigdy nie próbowałem, ale zabić kogoś na życie byłoby raczej trudno.

fakt autentyczny – ten błąd popełniałem gdzieś do końca podstawówki i dopiero nauczycielka, w trakcie zastępstwa na historii, była w stanie mi wytłumaczyć, czemu to wyrażenie jest niepoprawne. Jeśli coś jest faktem, to znaczy, że się zdarzyło, nie jest przypuszczeniem, teorią, opinią czy tezą, tylko zweryfikowanym zdarzeniem, w związku z czym, musi być autentyczne.

artykuły agd – i znów brak znajomości skrótu – „agd” = „artykuły gospodarstwa domowego”.

w miesiącu maju – a czy można się z kimś umówić w dniu lub w roku maju?

Jeśli pominąłem jakiś oczywisty pleonazm, to dorzuć go od siebie  w komentarzach. Skorzystamy na tym wszyscy.

(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

43 komentarzy do "Co to jest pleonazm?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agata Muszyńska
Gość

Zasłyszane: „miejscowy tubylec”. :D

Jan Favre
Gość

Tego wcześniej nie słyszałem, ale niezłe.

Karolina Pawlowska
Gość

” na dzień dzisiejszy” – kiedyś słyszałam, że to niepotrzebne mnożenie słów, powinno się powiedzieć po prostu „dzisiaj”

Wstęga Möbiusa
Gość

Wiele tego typu sformułowań wzięło się z języka prawniczego (a przynajmniej z powodzeniem tam funkcjonuje). Może chodzi o jak największą precyzję?

Pierwsza Dama
Gość

Też mi się tak wydaje. W oficjalnych pismach często to czytam i czasami nawet sama używam. Wynika to z faktu, że jednak całkiem trafne jest np.: „na dzień dzisiejszy nie poczyniono żadnych postępów w pracach”. Bo jak inaczej to napisać? „Na dzisiaj”? Niby można z datą: „na dzień dd.mm.rr (wstawić dzisiejszą) nie poczyniono żadnych postępów”, ale jeśli pismo jest tworzone tego dnia, z taką samą datą, to to już jest dla mnie trochę przesadne i wolę zostać przy „dniu dzisiejszym”. :)

Aleksandra Muszyńska
Gość
Fajne są te teksty o poprawności językowej – coś nietypowego i przydatnego. Też mówiłam „płyta CD”, kompletnie nie zwracając uwagi na to, że robię błąd. Stawiałabym jednak na pewien automatyzm i siłę przyzwyczajenia do uderzającego w nas zewsząd przekazu niż nieznajomość angielskiego. Na „okres czasu” zwróciła nam uwagę prowadząca na studiach zajęcia z poprawnej polszczyzny. Słusznie zauważyła, że okres to po prostu odcinek czasu, więc „okres czasu” to „wycinek czasu czasu” :). Mnie drażni inna przypadłość, niebędąca stosowaniem pleonazmów. Jest to nagminne używanie złej formy odmiany dat, tj. „dwunasty grudzień”, „piąty sierpień” itd. Mamy, na Boga, tylko jeden sierpień i… Czytaj więcej »
Łukasz Przechodzeń
Gość

Łatwo to wytłumaczyć mówiąc osobie, która robi błąd, że przecież jest „dwunasty DZIEŃ grudnia” i „piąty DZIEŃ sierpnia” :)

Ale odnośnie błędów, to pozwolę sobie zacytować panią poseł Krystynę Pawłowicz profesor: „A ja mówię wziąść i co mi pan zrobi?”

Aleksandra Muszyńska
Gość
Co Ja Plotę?
Gość

A mnie irytuje „Proszę panią, czy nie uważa pani…” skoro nikt mnie o nic nie prosi, to powinien powiedzieć „Proszę pani”. Oraz odmiana w 2016 (w dwutysięcznym szesnastym zamiast w dwa tysiące szesnastym) Oczywiście inne typu „półtorej” „włanczać” i „daj dla pani”… Co do pleonazmów to spotykam się czasem z łączeniem „A ty tylko knujesz i spiskujesz” co oznacza to samo. Lubię te teksty językowe :)

Aleksandra Muszyńska
Gość

Moja anglistka (nie polonistka o dziwo) skutecznie unicestwiła w mojej grupie językowej jakiekolwiek zapędy do „proszę panią” jednym celnym pytaniem:”Ale o co mnie prosisz?O rękę czy o nogę?”.Pomogło.

Dot
Gość

:D

Dot
Gość

Też zauważyłam tendencję do odmiany całego liczebnika w określeniu do roku, a nie tylko ostatniej/ostatnich cyfr.

Jan Favre
Gość

Ola, co do pleonazmów typu „podatek vat” i „płyta cd”, to tu objawia się jedno i drugie – i siła przyzwyczajenia, bo zewsząd jesteśmy atakowani niepoprawną formą, i nieznajomość angielskiego/skrótu, bo gdy już wiesz, że CD to Compact Disc, to aż nienaturalnie jest dodawać do tego „płyta”.

Ogólnie co do takich popularnych błędów, to za każdym razem, gdy odkrywam któryś z nich u siebie, to zaskakuje mnie jak mało nauczyli mnie poloniści przez 12 lat edukacji.

Aleksandra Muszyńska
Gość

Grunt, że na religii złapałeś morze wiedzy. Ale to chyba temat na osobny tekst ;).

Karol
Gość

A wirus HIV (Human Immunodeficiency Virus)? Aż trudno mówić o błędzie, kiedy nawet w literaturze medycznej stosuje się to wyrażenie. Podpisuję się pod drugim zdaniem Twojego komcia, Janku, też dużo więcej nauczył mnie internet niż szkoła.

S.
Gość

Z tymi zapożyczeniami z języków obcych to nie wiem czy rzeczywiście są błędne. Anglosasi uwielbiają skróty i w zasadzie można by porozumiewać się tylko za pomocą skrótów ale to już będzie przypominać bardziej szyfr niż język.
Ale to by się jakiś Miodek musiał na ten temat wypowiedzieć chyba. Ja tam za głupi jestem ;-)

Zagnye
Gość

idę się przejść

Jan Favre
Gość

Mnie bardzo często zdarza się używać „pójdziemy tam na nogach”. No, a na czym innym, na rowerze?

Wojciech
Gość

Można chodzić na rękach :v

Jan Favre
Gość

Słuszna uwaga, punkt dla Ciebie.

Zakochana w książkach
Gość

Mnie zawsze i tak najbardziej śmieszył fakt, że przez całą szkołę każe się dzieciom „podnosić rękę do góry, jeśli chcą coś powiedzieć”. Bo czy można podnieść rękę na dół ;)

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

15 pomysłów co zrobić, żeby świat był lepszy

Skip to entry content

W chwilach, gdy jest grubo po 3-ej w nocy, a ja wciąż nie mogę zasnąć, próbuję zająć myśli jakimś abstrakcyjnym tematem, żeby odpłynąć w ocean wyobraźni i zerwać kontakt ze świadomością. W takich momentach myślę o sytuacji fok na Alasce, jak skończy się „Moda na sukces” i czym różni się myślnik od minusa i półpauzy . I oczywiście, co zrobić, żeby świat był lepszy, z kranu płynął Dom Perignon, a pracownicy ZUSu nauczyli się racjonalnie zarządzać naszymi składkami. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam dość ograniczony wpływ na otoczenie, więc owe usprawnienia staram się wymyślać zgodnie z zasadą „zmienianie rzeczywistości zacznij od zmieniania siebie”.

Co możesz wprowadzić do własnej codzienności, swoich nawyków i zachowań, żeby świat był lepszy? Oto 15 prostych pomysłów.

1. Nie spóźniaj się. Ani na spotkanie, a tym bardziej z przelewem. Zaoszczędzisz ludziom poirytowania w pierwszym przypadku i fali nienawiści płynącej w Twoją stronę w drugim.

2. Myj się lub używaj odświeżacza powietrza, gdy podróżujesz środkami masowego transportu. Zwłaszcza latem. Za każdym razem, gdy nie wali Ci spod pachy jadąc autobusem, głośność awantur w open space’ach spada o 10 decybeli.

3. Mów „cześć” sąsiadom na klatce. Jako pierwszy. Dlatego.

4. Nie wpychaj się do kolejek. Ani do kasy w kinie, ani do kibla w klubie. Mocz innych kolejkowiczów nie jest mniej ważny od Twojego, więc uszanuj, że innych też ciśnie.

5. Nie taranuj rowerzystów na jezdni. Jemu też się śpieszy. Tak jak wszystkim. A gdyby zamiast rowerem jechał samochodem, jak Ty, nawet nie mógłbyś go wyminąć.

6. Spacerując nie wchodź na ścieżki rowerowe. Bo to wkurwia.

7. Udzielaj konkretnych odpowiedzi na pytania. Lepiej usłyszeć „nie” i w inny sposób zagospodarować sobie czas, pieniądze, czy uczucia, niż tkwić w zawieszeniu po turbo zbywającym „zobaczę”, „dam znać”, „jakoś się zgadamy”.

8. Policz do 10 zanim obrazisz kogoś w internecie. I puknij się w czoło, że chciałeś to zrobić.

9. Nie wyżywaj się na ludziach tylko dlatego, że masz beznadziejną pracę. Jeśli bycie ekspedientką w monopolowym jest jak wysuszony oset w majtkach, to zrób coś z tym, bo to Ty jesteś za to odpowiedzialna, a nie klienci, na których odreagowujesz.

10. Częściej chwal niż krytykuj. Bo dobrze to wpływa na relacje z otoczeniem i pomaga skupić się na pozytywach.

11. Spróbuj zaakceptować, że ktoś ma inne zdanie. Nawet jeśli jest diametralnie inne od Twojego, nie oznacza to, że od razu zasługuje na śmierć, a jego matka kradnie chleb z darów dla powodzian.

12. Nie dodawaj kminku do chleba. Bo to też wkurwia.

13. Nie składaj życzeń przez Facebooka, tylko osobiście. No chyba, że chcesz doprowadzić do sytuacji, w której nikt nie chodzi na pogrzeby, bo wszyscy stawiają internetowe znicze pod statusem o śmierci.

14. Jeśli podczas obrad w toalecie zużyłeś papier, wymień rolkę na nową. Drzewa w Amazonii będą płakać, ale lepiej one, niż osoba, która wejdzie się załatwić po Tobie.

15.  Jeśli masz chłopaka nie zakładaj Tindera. Zaoszczędzisz wszystkim trzem stronom sporo nerwów, a świat będzie lepszym miejscem.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Catface27

Kilka dni temu potwierdziło się, że lider Komitetu Obrony Demokracji – Mateusz Kijowski – nie płaci alimentów na swoje dzieci. Nie płaci tak długo, że tych zaległych pieniędzy na utrzymanie trójki potomstwa, z odsetkami zebrało się 100 000 złotych. Sporo, co?

Nie będę rozwodził się nad tym, czy osoba, która omija prawo szerokim łukiem powinna stać na czele ruchu społecznego, który ma strzec przestrzegania owego prawa. Głównie dlatego, że nikt z nas, poza osobami kanonizowanymi, nie jest święty i jak mówi stare tabloidowe przysłowie: „pokaż mi człowieka, a znajdę zdjęcia, na których nie zatrzymuje się na czerwonym”. Nie planuję również przeprowadzać śledztwa, żeby ustalić, czy faktycznie utrzymuje go nowa żona, czy zarabia na czarno, czy dotują go jakieś ugrupowania.

Chcę odnieść się tylko do tego, co powiedział na ten temat Jacek Żakowski – dziennikarz i publicysta „Gazety Wyborczej”. Jego próba wytłumaczenia niepłacenia alimentów była wyjątkowo idiotyczna, a ze względu na jego popularność i autorytet, może być chętnie przyjmowaną wymówką przez innych, którym szkoda pieniędzy na własne dzieci.

bohater płaci alimenty

Jacek Żakowski, tłumacząc uchylanie się od obowiązku Mateusza Kijowskiego, w rozmowie z Super Expressem powiedział:

w Polsce od pokoleń mężczyźni zostawiają kobiety z dziećmi i idą na wojnę. Są takie sytuacje, jak Wałęsy…

oraz

Jak jest sytuacja, którą oceniamy jako wyższą konieczność, np. obrony demokracji albo wolności, to rodzina cierpi! I jeżeli człowiek decyduje się zapłacić tak ogromną cenę, by zrobić coś dla kraju jak pan Kijowski, to tym bardziej należy mu się szacunek i uznanie!

Nie wiem, czy sytuacja na Ochocie tak diametralnie różni się od tego, co dzieje się w Śródmieściu, ale nie zauważyłem, żebyśmy mieli w kraju konflikt zbrojny. Na wszelki wypadek zadzwoniłem do znajomych mieszkających poza Warszawą, ale również nie skarżyli się na czołgi za oknami, naloty bombowe, czy bezsenność z powodu egzekucji. Może wysuwam zbyt śmiały wniosek, ale wszystkie przesłanki pozwalają mi stwierdzić, że W POLSCE NIE MA WOJNY. W związku z powyższym, porównanie działania w Komitecie Obrony Demokracji do pójścia na wojnę jest tak bardzo na wyrost, jak uznanie, że jazda komunikacją miejską na gapę to walka z systemem.

Żeby nie było, nie kwestionuję ani zasadności powstania KOD, ani sposobu ich działań, ani w ogóle niczego co z nimi związane. Stwierdzam tylko, że to diametralnie co innego, niż ryzykowanie życia za kraj walcząc na froncie.

Nie uważam również, żeby komukolwiek należało się uznanie z powodu cierpienia rodziny. Bo tak jak pan Żakowski słusznie zauważył, nie cierpi – w tym przypadku – Mateusz Kijowski, tylko jego rodzina. A konkretnie jego dzieci. Przez niego. Jeśli mielibyśmy oddawać szacunek ludziom za to, że zaniedbują swoje potomstwo, to Mama Małej Madzi miałaby dzisiaj tytuł szlachecki.

W dalszej części rozmowy czytamy:

– Ale jaką cenę?! Mógł pozostać w dobrze płatnej pracy i płacić alimenty na swoje dzieci. Wybrał jednak bycie na utrzymaniu innej kobiety i wolontariat po to, by być liderem ruchu społecznego. On nie płaci żadnej ceny! Cenę płacą jego dzieci i była żona, która musi się tą trójką zająć pomimo pracy zawodowej…

– Wie pan co? Cmentarze wojenne pełne są grobów bohaterów, których dzieci zapłaciły cenę. Więc dla mnie te ckliwe kawałeczki o dzieciach, które pan teraz sprzedaje, są kompletnie nieprzekonujące. Jak moje pokolenie za Solidarności siedziało w więzieniach albo pokolenie powstańców tracących życie, to dzieci też płaciły cenę.

I wciąż nie rozumiem jak można nie dość, że usprawiedliwiać, to jeszcze robić bohatera z człowieka, który z własnej woli zrezygnował z łożenia na trójkę swoich dzieci. Po pierwsze, jakoś kilkudziesięciu tysiącom pozostałych osób, które brały udział w manifestacjach KOD, udało się połączyć pracę zawodową z udziałem w marszu. Po drugie, z tego co rozumiem, te manifestacje są po, żeby Polska była lepszym miejscem, żeby lepiej się w niej żyło i żeby budować lepszą przyszłość. To mała uwaga: nie zrobimy nad Wisłą El Dorado i nie będzie tu płynąć miód i ambrozja, jeśli będziemy zaniedbywać własnych synów i córki. Żyłoby się lepiej, jeśli miałyby środki do rozwoju teraz i tutaj, a nie za 10 lat.

Z perspektywy osoby, która miała problem z egzekwowaniem alimentów, mogę powiedzieć, że choćby mój ojciec własnymi rękami zaprzysiężył wszystkich sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wciąż nie stałby się bohaterem. Cały czas byłby dupkiem, który powołał mnie na ten świat i celowo chce pozbawić środków do życia.

Nie piszę tego, żeby dopieprzyć komuś personalnie. Piszę to, żeby uzmysłowić wszystkim, że udział w ruchach społecznych nie usprawiedliwia niepłacenia alimentów. Jeśli ktoś ma wątpliwości, to niech spyta któreś dziecko, jak czuje się z tym, że od dawna nie dostaje pieniędzy na życie, bo rodzic zamiast do pracy woli chodzić na manifestacje.

Prawdziwy bohater płaci alimenty.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Jlhopgood