Close
Close

Jak skutecznie zepsuć pierwszą randkę?

Skip to entry content

Pierwsze wrażenie ma to do siebie, że da się je zrobić tylko raz i – jak podają amerykańscy naukowcy i kącik porad w Bravo – trwa średnio od 4 do 6 sekund. Co to znaczy? Że w ciągu jednego ziewnięcia drugi człowiek dokonuje oceny Twojej osoby. Szybko, co? Oczywiście nie jest tak, że owego wrażenia nie da się zatrzeć realnym obrazem, który krystalizuje się w toku dłuższej znajomości, tyle, że jest to dużo trudniejsze. I do tej znajomości musi w ogóle dojść. No i jak mówiła Goździkowa: lepiej zapobiegać, niż leczyć.

O ile jeszcze w przypadku nowych ludzi w pracy, czy znajomych na studiach, masz spore szanse, że krzywy początek da się naprostować, o tyle w przypadku pierwszej randki jest niemal pewne, że drugiej szansy nie będzie. Zwłaszcza, jeśli to złe pierwsze wrażenie przeciągnie się na półtorej godziny spotkania. Spotkania zamieniającego się w torturę, po której chłopak chce sobie błysnąć w oczy gadżetem Willa Smitha z „Facetów w czerni”.

Tak, w tym tekście będziemy wytykać zachowania, które oddalają Cię od założenia rodziny, zmiany nazwiska i wzięcia udziału w programie „Rodzina na swoim”. Co zrobić, żeby skutecznie zepsuć pierwszą randkę, a facet, z którym się umówiłaś myślał, że trafił na plan zdjęciowy nowej części „Piły”?

 

Spóźnij się

Najlepiej dużo.

Spóźnianie się wciąż jest w dobrym tonie i tylko brzydkie laski przychodzą punktualnie. Ewentualnie łatwe cichodajki. Im dłużej będzie na Ciebie czekał, tym bardziej doceni to, że jesteś i okazałaś mu łaskę jednak przychodząc. To wersja, którą serwuje Cosmopolitan i zawodowe utrzymanki. W rzeczywistości facet uzna, że jesteś kolejną nieogarniętą sierotką, nie znającą się na zegarku, która nie jest w stanie przewidzieć ile czasu zajmują jej codzienne czynności i przemieszczenie się z punktu A do B. Ewentualnie, że jesteś zmanierowaną Chcę Być Panią Świata.

 

Narzekaj na lokal

Że za głośno, zła muzyka, ludzie nie tacy jak powinni, fotele niewygodne, obsługa niemiła, herbata za ciepła, woda za mokra. Przy czym na każde „dobra, idziemy gdzieś indziej”, reaguj „nie, nie, zostańmy już”. Nic tak nie psuje nastroju i atmosfery do poznawania się jak nieustanne i bezsensowne czepianie się marginalnych szczegółów. Ciągle.

 

Opowiadaj o swoich kompleksach

Wyjaskrawienie wszystkich swoich wad na pierwszym spotkaniu, których facet normalnie by nie zauważył, bo spodobałaś mu się i chciał Cię poznać, jest strzałem w stopę. Półgodzinne maltretowanie go opowieściami o częściach ciała, z których nie jesteś zadowolona, strzałem w kolano. Zmuszanie do zaprzeczenia, że wcale nie masz odstających uszu i grubej dupy, strzałem w głowę.

Naprawdę nie ma powodu, dla którego komukolwiek, bez uiszczania opłaty za wizytę, chciałoby się o tym słuchać.

 

Daj do zrozumienia, że ma Ci stawiać

Tę, następną i każdą kolejną kolejkę. W końcu każdy gość marzy o tym, by być dla dziewczyny bankomatem, do którego nawet nie trzeba wklepywać pinu.

 

Nie zadawaj pytań

Absolutnie, totalnie i kompletnie ŻADNYCH. Brzmi dziwnie? Bo jest dziwne jak zjadanie łożyska po porodzie.

Zdarzyło mi się być na takiej pierwszej randce, w trakcie której przez bite 120 minut dziewczyna nie zadała mi ANI JEDNEGO pytania. Ani skąd jestem, ani czym się zajmuję, ani gdzie studiowałem, ani nawet czy płakałem na „Królu Lwie”. Nie wiem, czy była tak zestresowana pierwszym spotkaniem, czy znała mnie z bloga i wszystko o mnie wiedziała, ale było to maksymalnie beznadziejne. Czułem się jak najmniej interesująca osoba w naszym układzie planetarnym, której nawet nie warto spytać o godzinę.

 

Baw się telefonem

Odpisuj na smsy, gdy on Ci będzie opowiadał o sobie, sprawdzaj Fejsa kiedy zada Ci pytanie wymagające przynajmniej 5-sylabowej odpowiedzi i ogólnie wal w ten wyświetlacz jak upośledzona.

 

Zanudź go na śmierć gadaniem o pierdołach

Opowiedz mu co robi obecnie Twoja była przyjaciółka z podstawówki, jak układa się Twojej kuzynce mieszkającej w Birmingham z 14 lat starszym Anglikiem, co wczoraj było na obiad na stołówce pracowniczej i jakiego koloru koszulę miał motorniczy. Opowiedz mu wszystkie nic niewnoszące historie swoich koleżanek z pracy, kastrując je z nadziei na puentę już samym sposobem narracji. Paplaj o tym z metodycznością automatycznej sekretarki prowadząc monolog-nie-do-rozjebania. Oczywiście nie wspominając przy tym kompletnie nic o swoich zainteresowaniach, poglądach, czy czymkolwiek, co jest istotne dla faceta, który szuka osobowości, a nie aparatu mowy przytwierdzonego do sfer erogennych.

 

Opowiadaj o swoim byłym

Wciąż, i wciąż, i wciąż, i przy każdej nadarzającej się okazji, i przy każdej anegdocie, i bez okazji w sumie też, i wciąż, i wciąż, i wciąż. W końcu nie przyszedł, żeby Cię poznać, tylko posłuchać o Twoim byłym. Bo przecież nie ma lepszego tematu do rozpoczęcia nowej relacji, niż obszerna opowieść o tym, czemu poprzedni związek Ci się nie udał. Dlatego zaraz po randce blokuje Twój numer i puszcza bączka jak w ostatniej scenie „Incepcji”, licząc, że ten się nie przewróci, a spotkanie okaże się tylko złym snem.

Dziękuję za uwagę.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Shakuahi

    Można też zrobić tak, jak ja robiłam przez większość swojego życia. Nie popełniałam żadnych z powyższych błędów, byłam fajna, sympatyczna, aż do momentu, gdy się okazywało, że chłopak wiedział, że jesteśmy na randce a ja nie. Wiele lat mi się wydawało, że jak nie padła fraza „zapraszam cię na randkę” to znaczy, że jest to zwykle kumpelskie wyjście i tak się zachowywałam. Teraz jak na to patrzę z perspektywy czasu to mam ochotę się zapaść pod ziemię, bo zawsze byłam z siebie dumna, że taka ze mnie fajna dziewczyna, wiesz, która się nie spóźnia, płaci połowę rachunku, opowiada ciekawe historie i zamówi coś więcej niż liść sałaty. A potem się okazało, że dupa, bo tamte przynajmniej potrafiły odróżnić randkę od wyjścia że znajomym.

  • Madix

    Cóż, to może wersja dla facetów ;)

    1. Przejmij inicjatywę.

    Jako prawdziwy macho, musisz być pewny siebie, i zdecydowany – nie pozwól jej więc wybrać dania z karty – zamów za nią! W końcu jako przyszły Pan Domu wiesz lepiej, że kobieta ma leżeć i pachnieć, a mówić jak najmniej (chyba, że podczas seksu, wtedy ok, może otwierać usta, im szerzej tym lepiej…), bo przecież i tak wszystko wiesz lepiej i jesteś 100 x mądrzejszy…

    Nie daj jej dość do słowa – mów ciągle o sobie, przechwalając się, ile gorących lasek już zaliczyłeś, jaki przystojny i atrakcyjny jesteś (bo przecież w ogóle tego po Tobie nie widać, right?) i nie zapomnij powiedzieć, jaki to jesteś bogaty, zarabiając miliardy, szczególnie, kiedy zastosujesz się do punktu nr 2…

    2. Nie weź ze sobą żadnej kasy lub bądź sknerą.

    Żądaj, by to ona zapłaciła za Twoją herbatę za 50 gr, bo „akurat masz pusto w portfelu” no bo cóż… po prostu zapomniałeś tych milardów zabrać z domu na spotkanie ;)

    Ewentualnie zabierz ją do drogiej restauracji, sugerując, że nie musi martwić się o rachunek, wybierz kupę drogich rzeczy z karty, po czym zażądaj, byście zapłacili rachunek po połowie, wygłaszając przy okazji tyradę o tych głupich kobietach, które chcą równouprawnienia, a jednocześnie chciałyby, by nadal facet za nie płacił, bo nie potrafią na siebie zarobić, głupie siksy…

    3. Próbuj ją zmacać.

    Ewentualnie gap się bezceremonialnie na jej tyłek /cycki. Możesz też wprawić ją w zakłopotanie, pytając, czy połyka, albo czy lubi z dupy do ust… Danie jej do zrozumienia, że kręci Cię tak, iż przeleciałbyś ją tu i teraz, niezależnie od tego, czy wyraziłaby na to zgodę, zawsze śmieszne.

    4. Nie zadbaj o swój wygląd i higienę.

    Nieświeży oddech? Co to za problem… w końcu i tak będziesz się do niej nachylał, szepcząc słodkie słówka, a jak się odsunie, to znaczy, że nie jest Ciebie warta… Twoja przyszła Pani musi być twarda!

    Plamy pod pachą? Tym lepiej, w końcu to same feromony, które przyciągają laski jak magnes! Im intensywniejszy zapach wydzielasz, tym lepiej, poza tym – nie będziesz się psikał perfumą jak jakiś pedzio…

    No i najważniejsze – grunt to wygoda. Mniejsza z tym, że ona przyszła w szpilkach, eleganckiej sukience, ufryzowanych włosach i z make-upem… Ty przychodzisz w niewyprasowanym dresie, bo Twoja przyszła wybranka musi akceptować Twój styl, poza tym wiesz dobrze, że najlepsze dziunie kochają Rycerzy Ortalionu.

    5. Nie dbaj o jej komfort.

    Widzisz, że przyszła w 10 cm obcasach? Weź ją na spacer! Najlepiej po parku, tylko obowiązkowo zejdźcie z utwardzonej ścieżki, by usiąść pod drzewami, szczególnie, kiedy widzisz, że ma na sobie elegancką sukienkę, na której zielone ślady po trawie będą się elegancko prezentować… Nawet jeśli widzisz, że trzęsie się z zimna, nie zaproponuj jej kurtki, bo sam zmarzniesz, a jak ona nie umiała się ubrać, to niech cierpi. Nie będziesz płacił za bilet do kina lub żarcie w knajpie tylko dlatego, że laska nie umie obejrzeć prognozy pogody, co nie?

    A, i pamiętaj – spacery w deszczu są taaakie romantyczne, szczególnie, kiedy spłynie z niej cały makijaż, a włosy jej oklapną, dzięki czemu będziesz mógł zobaczyć jej prawdziwe oblicze ;) Naturalne jest najpiękniejsze!

    • Anita Śnieżko

      Bobrze kochany, kogo Ty spotykałaś… :O

  • BonaVonTurka (Hipis)

    Taak, teoretycznie człowiek o tym wszystkim pamięta, ale wystarczy, że usiądę z gościem na zwykłej herbatce i nagle łapię się na tym, że zdążyłam już powiedzieć mu, że nie jem mięsa, dorzucić coś na temat odchudzania się i złych ocen z anglika. I to wszystko w 10 minut, po drodze źle używając słowa „bynajmniej”! Dlatego po latach badań i doświadczeń doszłam do wniosku- zawsze trzeba zmuszać drugą osobę do gadania. Obojętnie czy to randka, herbatka, korki z matmy czy wyjazd integracyjny. Nie da się popełniać gaf podczas słuchania, na szczęście. A ludzie lubią gadać i można dowiedzieć się sporo ciekawych rzeczy o fizyce kwantowej, lotach w kosmos, grach komputerowych, muzyce rockowej, historii i temu podobnych (oczywiście gdy rozmawiasz z facetem).

  • Niektórzy mężczyźni (chłopcy udający mężczyzn) bardzo lubią wypytywać o byłych…

  • Ja się odniosę do samego piewrszego wrażenia. Jak ktoś na mnie zrobi złe piewrsze wrażenie, to graniczy z cudem bym dała mu drugą szansę. To nie jest tak, że nie chce, bo chcę i to bardzo, ale nie potrafię. Niechęć do tej osoby siedzi we mnie tak głeboko i to jest szczerze mówiąc męczące.
    Gdy próbuję się jakoś dogadać z tą osobą, uśmeichnąć do niej, polubić, to po fakcie czuję się jak wstrętna hiopokrytka, bo robiłam to wszystko, a nadal nie lubię.

  • Zaczynając czytać pomyślałam, że kusiiii… kuuuusiiiii… że zawsze kusiło mnie, żeby zrobić komuś piekło z randki :D.. ale po przeczytaniu stwierdzam, że tymi metodami nie dam rady ;-)

  • Nie wierzę, że można na randce przeglądać fejsa :o
    Aczkolwiek historii o rozmaitych eks nasłuchałam się całkiem sporo ;)

  • Zwykle nie popisuję się, że umiem czytać, ale teraz to zrobię: zjadanie łożyska <3

  • Czasem się zastanawiam, jak mężczyźni widzą kobiety. A więc tak to.

  • Ania Piwowarczyk

    Góra 2 piwa! Prawda, Asia? :D

  • Aneta Stańczuk

    By the way. Jakie znowu zaznaczanie tekstu że go nie widzę?!

    • Aneta Stańczuk

      Niech żyje myślenie i ci którym ciężko myśleć. Już wiem..

  • Aleksandra Muszyńska

    Dopowiedziałabym jeszcze, że szybkie zaznajomienie go z planami rodzinnymi o treści „ślub w Bukowinie i trojaczki- Gracjanek, Adrianek i Sebastianek- koniecznie przed ukończeniem 28. roku życia”. Krótka kalkulacja sfinalizowana konkluzją, że to by tak jakoś teraz trzeba zacząć działania i wypadałoby na niego – i facet zbiera się do wyjścia, mówiąc, że przeprasza, ale właśnie spalił mu się owczarek i musi wyjść.

  • O tak, narzekać nie wolno! Szczególnie na pierwszej randce :D
    Zaznaczanie tekstu na żółto – meega! <3

    • Nic nie widzę na żółto, czy na niebiesko :c

      • Jak zaznaczysz tekst tak, jakbyś chciała skopiować to nie podświetla się na żółto? :D

  • Dot

    „Tak, w tym tekście będziemy wytykać zachowania, które oddalają Cię od założenia rodziny, zmiany nazwiska i wzięcia udziału w programie „Rodzina na swoim”.” Roześmiałam się na cały głos, kiedy to przeczytałam :D

    Spóźnij się.
    Też bym uznała, że laska jest ignorantką, gdyby się spóźniła co najmniej pół godziny. Nie pochwalam spóźniania się. Chyba że facet uprzedzi, że się spóźni i poda powód, co nie zmienia faktu, że zaakceptowałabym maksymalnie 15 min spóźnienia.

    Nie zadawaj pytań.
    Myślę, że znała się na wylot i dlatego nie miała żadnych pytań. Chociaż… zawsze można spytać o rzeczy bieżące, typu jak minął dzień, co w pracy/na uczelni, itd. Chyba że Cię śledziła, wtedy wszystko jasne ;)

    Baw się telefonem.
    O, taaak. Rób cokolwiek na telefonie i co chwilę powtarzaj: „Mów, mów, słucham Cię.” Chyba nic nie działa bardziej wkurzająco niż takie zdanie.

    Opowiadaj o swoim byłym
    Ojj, opowiadanie o byłych – najgorzej. Zdecydowanie nie polecam, strasznie się tego słucha. Mam wtedy wrażenie, że facet okropnie tęskni za byłą i tylko czeka aż powiem, że właściwie będę się już zbierać, a on może lecieć spotkać się z byłą.

    PS Efekt zaznaczania tekstu jest super :)

    • Dzięki, taka mała rzecz, a jak cieszy :)

  • Dziękuję Ci ogromnie za ten ostatni punkt. Spotykałam się niedawno z facetem, który mówił o swojej ex przez okrągły tydzień. Kiedyś nawet, na jakimś nudnym wudeżecie odebrałam od niego snapa ze zdjęciem „okropnie grubej świni M. w legginsach”. Wtedy miarka się przebrała… a on sypnął żartem o jej okropnym mejkapie z piątkowej domówki. No nigdy więcej!
    Swoją drogą, podoba mi się to żółte podświetlenie tekstu, jest mega! Jak czytałam, specjalnie zaznaczałam sobie akapity. :D

    • zgadzam się, jest czadowe!

    • Dzięki! Właśnie chciałem, żeby był efekt, takiego szkolnego zakreślacza, tak że miło, że się podoba ;)

  • Z tego miejsca chciałam serdecznie pozdrowić mężczyznę, który na pierwszej randce zapytał mnie jakiego szamponu używam :D :D :D

    • Może używał tego samego i chciał Ci sprzedać info, że w Rossmanie jest promocja :D

      • Ola Pk

        Myślę ,że trafiłeś w punkt :)

    • Dot

      Wow! Brawo dla niego za inwencję twórczą :D

    • Ania Piwowarczyk

      Kiedyś usłyszałam pytanie: czy to naturalny blond?

      • Pewnie nasłuchał się dowcipów o blondynkach i wolał chuchać na zimne.

    • A to źle?
      I jeśli źle, to czy zapytanie o perfumy tez podpada pod tę samą kategorię? ;)

    • Mnie na przykład zapytano, czy całowałam się z niższym facetem.

  • też się spóźniłeś na naszą pierwszą randkę!

    • A nasza pierwsza była super, chyba nawet postawił piwo!

    • Byłbym punktualnie, ale zagadałem się z Twoim chłopakiem. Sorka.

Ludzie, którzy weszli na szczyt, mimo że świat spychał ich na dno

Skip to entry content

W naszej kulturze często sukcesy i porażki łączymy z zewnętrznymi, nieokreślonymi czynnikami. Jeśli kolega z biurka obok awansował na team leadera, dostając tym samym dostęp do magicznego przycisku „prześlij dalej” w skrzynce mailowej, mówimy, że mu się pofarciło. Jeśli z kolei szef zorientował się, że przez większość ostatniego miesiąca symulowaliśmy pracę, oszukując system wykrywania ruchu na komputerze myszką przyklejoną do chomika, i zostaliśmy zwolnieni, mówimy, że mieliśmy pecha. Sprawczość zdarzeń globalnych, mających trwały wpływ na nasze życie, również przypisujemy sile  wyższej. Niezależnej od nas samych.

Ktoś przedwcześnie odszedł z tego świata? Bóg tak chciał. Dwójka ludzi rozstała się po roku małżeństwa? Nie byli sobie przeznaczeni. Obiecujący piłkarz zerwał ścięgna? Kariera sportowa nie była mu pisana. Dziewczyna z rozbitej rodziny skończyła na ulicy? Taki był jej los.

Wychowując się w nieciekawych warunkach społeczno-ekonomicznych, w biedzie, w rozbitej rodzinie, w miejscu, gdzie psy szczekają dupami, cytując XIX-wiecznego poetę, trudno zacząć wierzyć w siebie. Bez bliskich wzorów sukcesu do naśladowania, przekonanie o wpływie na swoje życie i możliwości decydowania o samym sobie spada do zera. A często poniżej niego.

Gdy cały świat pokazuje Ci środkowy palec, otoczenie na każdym kroku utwierdza Cię w przekonaniu, że jesteś nikim, a jedyne co dostałeś w nadmiarze, to czwarty pasek na Superstarach, myśl, że sam kreujesz swoją rzeczywistość jest ciałem obcym. Umysł je odrzuca. I przyjmuje dożylnie koncepcję woli bożej, przeznaczenia bądź losu. Lub wszystkie naraz.

Gdy rzeczywistość próbuje Cię wdeptać między płyty chodnikowe, to wielu z nas uznaje, że tak ma być. Akceptując tym samym, że nie ma wpływu na swoje życie, bo jeśli coś jest zapisane w kartach, na przykład zapicie się na śmierć i zlanie z żelbetonowym osiedlem w jedną bezbarwną masę, to nikt i nic tego nie zmieni. A już na pewno nie Ty.

Czy to słuszne podejście? Czy można oszukać przeznaczenie? Czy przeznaczenie w ogóle istnieje? Czy jeśli gwiazdy na niebie układają się w słowo „śmieć”, to jest jakiś sposób, by „m” obrócić do góry nogami?

Nie odpowiem na te pytania. Bohaterowie dzisiejszego tekstu zrobią to za mnie.

 

Quentin Tarantino – pornobileter bez szkoły

„Magister to podstawa”, „bez studiów nie znajdziesz pracy”, „żeby zarabiać dobre pieniądze, trzeba mieć dobre wykształcenie”. Słyszałeś to? Pewnie, że tak i wątpię, żeby ominęło to również uszy młodego Quentina, który mimo to, w wieku 16 lat rzucił szkołę. By rozpocząć zawrotną karierę biletera w kinie pornograficznym. Z którego i tak został wyrzucony ze względu na kłamstwo odnośnie pełnoletności.

Czy to była przyszłość, jaką chciała zapewnić mu jego matka i ojczym? Wątpię. Czy późniejsza praca jako układacz kaset w wypożyczalni filmów była szczytem ich ambicji? Kurczę, nie sadzę. Jednak bez względu na to, jak decyzje Quentina oceniłoby otoczenie, w jego skali, ta z pozoru byle jaka tyrka, była mocnym 11/10. Bo dzięki niej był blisko kina. I zaczął kręcić swój pierwszy film „My best friend’s birthday”. Który nie został ukończony, bo taśma się spaliła.

Przy kolejnych dwóch – „Wściekłe psy” i „Pulp fiction” – sprawy przyjęły nieco inny obrót, i z nikogo znikąd stał gwiazdą „Hollywood” i ikoną świata filmu.

 

J. K. Rowling – samotna matka z depresją

Dzisiaj to oczywiste, że seria przygód o małym czarodzieju z przekręconym logiem Opla na czole to, oprócz wciągającej historii, maszynka do robienia pieniędzy, ale w momencie, gdy autorka ją tworzyła, wcale nie było to takie oczywiste. I J. K. Rowling ostatnie o czym mogła pomyśleć, to że dzięki swojemu pisaniu zostanie milionerką. Albo chociaż będzie miała czym zapłacić czynsz.

Rowling od dziecka marzyła o byciu pisarką, ale pracując w dorosłym życiu jako sekretarka, nic nie wskazywało, żeby z powodzeniem miała się przebranżowić. Szkicowanie „Harry’ego Pottera” przerwała śmierć jej matki, którą strasznie przeżywała, więc wyjechała z Anglii do Portugalii, żeby zacząć wszystko od nowa. Tam wróciła do pisania, dopóki nie poznała w barze dziennikarza, z którym wzięła ślub i spłodziła córkę. A który okazał się damskim bokserem. Pobita, upodlona kolejny raz musiała od czegoś uciekać. I przerywać pisanie. Po przeprowadzce do Szkocji, bez pieniędzy, bez pracy, za to z małym dzieckiem na utrzymaniu, wpada w depresję i ląduje w szpitalu psychiatrycznym. W trakcie leczenia z obserwacji pacjentów i personelu czerpie inspiracje do książki, i w 1995 w końcu ją kończy. I to by było na tyle, bo 12 wydawnictw z rzędu ma jej powieść w dupie.

Wielu na tym etapie pogrzebałoby pomysł bycia pisarzem głęboko pod ziemią, ale Rowling cały czas trzymała go przy życiu. Wierzyła w niego jak w nic innego na świecie. I w 1997 ukazał się „Harry Potter i kamień filozoficzny”, który do tej pory przetłumaczono na 35 języków, a w 1998 Warner Bros kupił prawa do ekranizacji powieść. A J. K. Rowling stała milionerką. Mimo, że do tej pory była samotną, bezrobotną matką z depresją, tułającą się po świecie.

Walt Disney – porażka, porażka, porażka

Życiorys Walta Disneya przypomina trochę biblijną przypowieść o Hiobie. Jakby przeznaczenie/los/Bóg próbowało sprawdzić ile razy musi go przybić do gleby, żeby w końcu się nie podniósł.

Chodził do szkoły artystycznej, by potem kierować ambulansem w trakcie I wojny światowej. Dostał pracę jako ilustrator w gazecie, by zostać z niej zwolnionym. Założył własne studio rysunku, by od razu zbankrutować. Drugi raz założył własną firmę, by drugi raz zbankrutować i nie skończyć „Alicji w krainie czarów”, na stworzenie której się pozadłużał. Trzeci raz próbował sił w prowadzeniu studia animacji, by wspólnik ukradł mu prawa do stworzonej przez niego postaci. I pracowników. Później przeszedł załamanie nerwowe, później stworzył Myszkę Mickey, która odniosła sukces, a później chciał stworzył „Królewnę Śnieżkę”, która prawie puściła go z torbami, ale ostatecznie odniosła sukces spektakularny.

I tak, nie ulegając sprowadzaniu go przez życie do roli szmaty do podłogi, Disney stworzył imperium, które znamy dziś.

Stephen Hawking – więzień w klatce własnego ciała

Powiem krótko: gość powinien być najpopularniejszym i najlepiej opłacanym mówcą motywacyjnym na świecie.

Nie może chodzić, nie może mówić, nie może pisać. Jest przykuty do wózka, w gardle ma rurkę, a ze światem komunikuje się przez syntezator mowy, który obsługuje policzkiem. PO. LICZ. KIEM. Zgodnie z diagnozą lekarzy miał już dawno umrzeć. A napisał doktorat, napisał bestseller, jest przegenialnym fizykiem i cały czas występuje na scenie. Rzucając do tego żarcikami.

Oprah Winfrey – gwałty, pobicia i narkotyki

Lista tytułów, którymi została odznaczona jest chyba dłuższa niż ten wpis. Czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Forbesa, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Time’a, czołówka najbardziej wpływowych kobiet świata według Life’a. Trzecie miejsce najbardziej rozpoznawalnych postaci medialnych według plebiscytu telewizyjnego z 2003. Oprah znalazła się w nim tuż za Supermanem i Elvisem Presleyem. Decydowała o być albo nie być polityków, pchnęła po wygraną George’a W. Busha i Baracka Obamę.

Grubo, co? To teraz pomyśl, że doszła do tego po tym, jak w dzieciństwie mężczyźni w jej rodzinie ją bili i gwałcili.

Jej matka była nastoletnią robotnicą, jej ojciec żołnierzem na przepustce, a ona ich wpadką. „Rodzice” oddali ją na wychowanie dziadkom, którzy uczyli ją zasad i dyscypliny pięścią. W wieku 9 lat zgwałcił ją jej własny kuzyn, a w wieku 14 – wujek. Z którym zaszła w ciążę. Ich wspólne dziecko zmarło po dwóch tygodniach. Żeby nie skonać z bólu zaczęła pić i ćpać. Jak to piszę, to nie wierzę, że pojedynczy człowiek mógł topić się w tak głębokim oceanie gówna.

I nie utonąć, a po wyjściu z niego zacząć błyszczeć jak gwiazda. Wbrew wszystkiemu.

 

***

 

Dobrego dnia.

autorem zdjęcia jest JD Hancock
---> SKOMENTUJ

Z pewnością zdarzyło Wam się spotkać, jeśli nie na lekcji polskiego, to w domu lub na podwórku, z powiedzeniem „masło maślane”. Możliwe, że sami go użyliście, nie znając encyklopedycznej definicji tego zjawiska, ale intuicyjnie czując, że chodzi o zbitkę słów, w której oba znaczą mniej więcej to samo i tłumaczą się nawzajem. Takie sformułowanie, to błąd językowo-logiczny zwany pleonazmem.

Pleonazm – z greckiego „nadmiar” – wyrażenie, w którym jedna część wypowiedzi zawiera te same treści, które występują w drugiej części, potocznie zwane „masłem maślanym”.

Mimo, że staram się dbać o poprawność językową, zarówno w tekstach na blogu, jak i mowie codziennej, moje wypowiedzi nie są wolne od błędów i zdarza mi się walnąć byka. Czasem dość oczywistego, przez co tym bardziej mi głupio. Niekiedy jednak, błędy językowe są tak zakorzenione, że sami ich zupełnie nie widzimy i dopiero osoba trzecia jest w stanie je wyłapać. Czemu o tym piszę? Bo w dużej mierze tyczy się to pleonazmów, których uczymy się w dzieciństwie, będąc przekonany, że to zupełnie poprawne zwroty.

Poniżej najczęściej używane masła maślane, które być może sam stosujesz i nawet nie wiesz, że są błędami.

drobny detal – detal z definicji jest czymś niewielkim, więc nie ma możliwości, aby był duży.

akwen wodny – akwen to „dowolnie określony obszar wodny”, przez co epitet związany z H2O jest zupełnie zbędny.

cofać się wstecz – a można cofnąć się w przód?

płyta cd – przy tej zbitce wychodzi nieznajomość języka angielskiego i skrótu „cd”, którego rozwinięcie to „compact disc”. Czyli „płyta kompaktowa” po polsku.

okres czasu – a czegóż innego miałby być okres, jeśli nie czasu? Okres pieniędzy? Okres chleba?

poprawić na lepsze – ten zwrot nie byłby błędny, gdyby zamiast „poprawić” użyto by czasownika „zmienić”, ale poprawa zawsze, ale to zawsze jest na lepsze.

spadać w dół – czy komukolwiek poza Biszem kiedykolwiek zdarzyło się spadać w górę?

wzajemna współpraca – współpraca to „współdziałanie z innymi, umiejętność pracy w grupie na rzecz osiągania wspólnych celów”, zatem nie może być jednostronna.

podatek vat – kolejny przykład nieznajomości języka angielskiego – „vat” to „Value Added Tax”, a „tax” = „podatek”.

zabić na śmierć – nigdy nie próbowałem, ale zabić kogoś na życie byłoby raczej trudno.

fakt autentyczny – ten błąd popełniałem gdzieś do końca podstawówki i dopiero nauczycielka, w trakcie zastępstwa na historii, była w stanie mi wytłumaczyć, czemu to wyrażenie jest niepoprawne. Jeśli coś jest faktem, to znaczy, że się zdarzyło, nie jest przypuszczeniem, teorią, opinią czy tezą, tylko zweryfikowanym zdarzeniem, w związku z czym, musi być autentyczne.

artykuły agd – i znów brak znajomości skrótu – „agd” = „artykuły gospodarstwa domowego”.

w miesiącu maju – a czy można się z kimś umówić w dniu lub w roku maju?

Jeśli pominąłem jakiś oczywisty pleonazm, to dorzuć go od siebie  w komentarzach. Skorzystamy na tym wszyscy.

---> SKOMENTUJ

15 pomysłów co zrobić, żeby świat był lepszy

Skip to entry content

W chwilach, gdy jest grubo po 3-ej w nocy, a ja wciąż nie mogę zasnąć, próbuję zająć myśli jakimś abstrakcyjnym tematem, żeby odpłynąć w ocean wyobraźni i zerwać kontakt ze świadomością. W takich momentach myślę o sytuacji fok na Alasce, jak skończy się „Moda na sukces” i czym różni się myślnik od minusa i półpauzy . I oczywiście, co zrobić, żeby świat był lepszy, z kranu płynął Dom Perignon, a pracownicy ZUSu nauczyli się racjonalnie zarządzać naszymi składkami. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam dość ograniczony wpływ na otoczenie, więc owe usprawnienia staram się wymyślać zgodnie z zasadą „zmienianie rzeczywistości zacznij od zmieniania siebie”.

Co możesz wprowadzić do własnej codzienności, swoich nawyków i zachowań, żeby świat był lepszy? Oto 15 prostych pomysłów.

1. Nie spóźniaj się. Ani na spotkanie, a tym bardziej z przelewem. Zaoszczędzisz ludziom poirytowania w pierwszym przypadku i fali nienawiści płynącej w Twoją stronę w drugim.

2. Myj się lub używaj odświeżacza powietrza, gdy podróżujesz środkami masowego transportu. Zwłaszcza latem. Za każdym razem, gdy nie wali Ci spod pachy jadąc autobusem, głośność awantur w open space’ach spada o 10 decybeli.

3. Mów „cześć” sąsiadom na klatce. Jako pierwszy. Dlatego.

4. Nie wpychaj się do kolejek. Ani do kasy w kinie, ani do kibla w klubie. Mocz innych kolejkowiczów nie jest mniej ważny od Twojego, więc uszanuj, że innych też ciśnie.

5. Nie taranuj rowerzystów na jezdni. Jemu też się śpieszy. Tak jak wszystkim. A gdyby zamiast rowerem jechał samochodem, jak Ty, nawet nie mógłbyś go wyminąć.

6. Spacerując nie wchodź na ścieżki rowerowe. Bo to wkurwia.

7. Udzielaj konkretnych odpowiedzi na pytania. Lepiej usłyszeć „nie” i w inny sposób zagospodarować sobie czas, pieniądze, czy uczucia, niż tkwić w zawieszeniu po turbo zbywającym „zobaczę”, „dam znać”, „jakoś się zgadamy”.

8. Policz do 10 zanim obrazisz kogoś w internecie. I puknij się w czoło, że chciałeś to zrobić.

9. Nie wyżywaj się na ludziach tylko dlatego, że masz beznadziejną pracę. Jeśli bycie ekspedientką w monopolowym jest jak wysuszony oset w majtkach, to zrób coś z tym, bo to Ty jesteś za to odpowiedzialna, a nie klienci, na których odreagowujesz.

10. Częściej chwal niż krytykuj. Bo dobrze to wpływa na relacje z otoczeniem i pomaga skupić się na pozytywach.

11. Spróbuj zaakceptować, że ktoś ma inne zdanie. Nawet jeśli jest diametralnie inne od Twojego, nie oznacza to, że od razu zasługuje na śmierć, a jego matka kradnie chleb z darów dla powodzian.

12. Nie dodawaj kminku do chleba. Bo to też wkurwia.

13. Nie składaj życzeń przez Facebooka, tylko osobiście. No chyba, że chcesz doprowadzić do sytuacji, w której nikt nie chodzi na pogrzeby, bo wszyscy stawiają internetowe znicze pod statusem o śmierci.

14. Jeśli podczas obrad w toalecie zużyłeś papier, wymień rolkę na nową. Drzewa w Amazonii będą płakać, ale lepiej one, niż osoba, która wejdzie się załatwić po Tobie.

15. Jeśli jesteś niestabilną emocjonalnie mentalną nastolatką, która kompletnie nie wie czego chce od życia, a co dopiero do drugiej osoby, poinformuj ją o tym przed spotkaniem. A najpóźniej na początku pierwszej randki, żeby koleś, z którym umówiłaś się nie wiadomo po co, mógł wyjść i żałować, że zmarnował tylko pół godziny na dojazd, a nie dwa tygodnie, po których dowiaduje się, że jednak masz chłopaka.

Zaoszczędzisz wszystkim sporo nerwów, a świat będzie lepszym miejscem.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Catface27
---> SKOMENTUJ