Close
Close

Co jakiś czas dostaję maile z pytaniami o blogowanie. Czasem są to pytania o poszerzanie poruszanej tematyki, częściej o zwiększanie zasięgu, jeszcze częściej o zarabianie, a nierzadziej to prośby o całościowy audyt bloga (czyli przeanalizowanie, czemu jest tak źle, skoro jest tak zajebiście). W przypadku pojedynczych, sprecyzowanych pytań, staram się rzeczowo odpowiadać, ale to zazwyczaj skutkuje kolejnymi mailami z dopytywaniem o szczegóły. Gdy dostaję pytania ogólnikowe, typu: jak przyciągnąć czytelników? jak się wybić? jak jeść burgery i nie przytyć?, odsyłam do książek Tomka Tomczyka, bo jest tam prawie wszystko, co trzeba wiedzieć działając w tej dziedzinie.

Kiedy jednak ktoś pisze z prośbą o przejrzenie CAŁEGO bloga, wraz z profilami w mediach społecznościowych, odpisuję, że nie da rady, bo to przynajmniej 2 godziny mojego czasu. Czasu, który jak wiadomo jest jedynym nieodnawialnym zasobem, bo mimo usilnych starań osób zbliżających się do ostatecznego terminu oddania zlecenia, doby nijak nie da się poszerzyć. Innymi słowy, tych 2, 3, a czasem 4 godzin nikt mi nie odda, a często niestety nawet nie podziękuje. Za to ja ten czas chętnie oddam, ale w zamian za pieniądze.

Pieniądze, które pójdą na szczytny cel.

 

Udzielam korepetycji z blogowania w zamian za pomoc WOŚP!

----> KLIKNIJ W OBRAZEK, ŻEBY PRZEJŚĆ DO AUKCJI <---
—-> KLIKNIJ W OBRAZEK, ŻEBY PRZEJŚĆ DO AUKCJI <—

Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy wspieram odkąd pamiętam. A w zasadzie to odkąd pamięta moja mama, bo pierwsze zdjęcia z przylepionym serduszkiem do zimowej kurtki mam chyba z czasów przedszkolnych. Ogromnie szanuję Jurka Owsiaka, regularnie piszę podania o jego kanonizację i co roku jestem pod wielkim wrażeniem, jak skutecznie potrafi integrować ludzi przekazując im, dla odmiany od tego co robią politycy, pozytywną energię. I niezbędny sprzęt dla szpitali. Którego nie potrafi zapewnić państwo.

Ale wróćmy do tematu.

Akcja jest taka, że poniżej masz aukcję, która jest 4-godzinnymi korepetycjami z blogowania. Co to znaczy? Dokładnie to, że jak w podstawówce, liceum, czy na studiach, udzielam bezpośrednich, osobistych korków. Czyli spotkamy się jeden na jeden i pomagam Ci ze WSZYSTKIM związanym z blogowaniem, z czym tylko masz problem. Dodajmy jednak, że są to korki turbo exclusive premium, bo dojeżdżam w KAŻDE miejsce w Polsce (słownie: w we wszystkie jakie tylko są w obrębie granic naszego kraju). Innymi słowy, jeśli mieszkasz na Helu, w Parzygłowach Dolnych albo na Ruczaju i chcesz pogadać o rozwoju internetowych pamiętników w swoim domu, to nie ma problemu. Przyjeżdżam na Hel, na Ruczaj, czy gdziekolwiek indziej mieszkasz w obrębie naszego kraju.

—–> Wylicytuj „Korki z blogowania”! <—–

Możemy się spotkać, gdzie tylko sobie wymyślisz, jest tylko jedna sprawa: musisz wygrać aukcję przekazując hajs na dzieci i seniorów.

 

Co mogę Ci wytłumaczyć w trakcie korepetycji?

WSZYSTKO!

Prowadzę Stay Fly od ponad 4 lat, żyję tylko i wyłącznie z niego od ponad 1,5 roku, byłem na wszystkich istotnych konferencjach w tym kraju, znam wszystkie mające wpływ na tę branżę osoby osobiście i nie ma takiego aspektu blogowania, którego bym nie zgłębił. Nie żebym jakoś specjalnie miał potrzebę się przechwalać, ale najzwyczajniej w świecie, znam się na tym i chętnie Ci tę wiedzę przekażę.

Podczas korków mogę powiedzieć Ci:

– jak pisać angażujące teksty
– jak wyróżnić się w Twojej kategorii tematycznej
– jak radzić sobie z hejterami
– jak zacząć zarabiać na blogu
– czy potrzebujesz Twittera
– jak podpiąć Google Analyticsa
– jak wybrać szablon odpowiedni do Twoich potrzeb
– jak prowadzić fanpage na Facebooku, żeby żył
– jak się wyceniać
– jak zachowywać prywatność, pisząc o swoim życiu
– po co blogerowi wideo
– jak odmawiać propozycji seksu czytelnikom
– czy nawet, jak założyć bloga i jakich błędów uniknąć, jeśli dopiero o tym myślisz

Spotykamy się na 4 godziny w wybranym przez Ciebie miejscu i możemy rozmawiać o wszystkim, co tylko Cię interesuje w zakresie publikowania treści w internecie.

Co ważne, nie dostajesz ogólnikowych, teoretycznych rad. Analizujemy Twojego bloga od podszewki, od dobierania miniaturek do postów, przez ich treść, po wchodzenie w dyskusję z czytelnikami, na bieżąco dostając rekomendacje, co powinieneś poprawić, co zacząć, a co absolutnie przestać robić. Tylko i wyłącznie konkrety, nie dotyczące wszystkich, a odnoszące się do Twojego indywidualnego przypadku.

 

To jak?

Chcesz rozwinąć swojego bloga i przy okazji pomóc WOŚP?

(niżej jest kolejny tekst)

57
Dodaj komentarz

avatar
28 Comment threads
29 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
31 Comment authors
Marek FrengercaresseeKasia - Po Sukces Na SzpilkachBartek | bardzokulturalnie.plwww.takuwazamja.blogspot.com Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ven
Gość

Świetna inicjatywa!

Jan Favre
Gość

Dzięki!

zudit.pl
Gość

Hahahaha Janku wzruszyłeś dziś moje serce niesamowicie! Czy mówiłam Ci już aj lowju? ♡

Jan Favre
Gość

Tak, ale nigdy nie zaszkodzi powtórzyć :D

Agnieszka Wegrzyn
Gość
Agnieszka Wegrzyn

Może to problem mojej przegladarki ale po kliknieciu „TUTAJ” na stronie allegro twojej aukcji pokazuje mi się jedynie 404.
Akcja super!

Edzia
Gość
Edzia

U mnie też, ale to dlatego, że link jest zły: http://stayfly.pl/2015/12/korki-z-blogowania/

Jan Favre
Gość

W kradł się chochlik i tworząc aukcję zalinkowałem do szkicu wpisu na blogu, który po opublikowaniu zmienił adres.

dobrymjud
Gość

A jak ktoś nie ma bloga to niech daje hajsy na dzieci i licytuje randkę ze Stej Flajem. Proste.

Jan Favre
Gość

Ej, bo wtedy nie będę mógł wytłumaczyć przedostatniego punktu.

kel
Gość

Wtedy wystarczy drobna zmiana: „jak odmawiać seksu czytelnikom twoich komentarzy”. Jakby brakowało Ci wiedzy, to polecam się jako pomoc dydaktyczna.

Edzia
Gość
Edzia

Super akcja :D Btw. jak zauważyła @agnieszkawegrzyn:disqus podałeś złego linka w aukcji na stronie Allegro i nie działa :(

Jan Favre
Gość

Tak, podawałem tam linka przed publikacją wpisu na blogu, jednak po kliknięciu przycisku „opublikuj” adres się zmienił, a przez to, że już ludzie biorą udział w aukcji nie da zmienić się jej opisu, podając właściwy adres. Jednak nie spodziewałbym się, żeby ktoś kto mnie nie zna, przypadkowo przeglądając Allegro zainteresował się tą aukcją, tak że jakoś przeżyjemy :)

Edzia
Gość
Edzia

Tak czy siak trafi na Twojego bloga i jeśli będzie chciał, znajdzie wpis o korkach ;)

Jan Favre
Gość

Dodałem dopiskę pod aukcją (na tyle pozwoliło Allegro), tak że powinno być git ;)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Jak skutecznie zepsuć pierwszą randkę?

Skip to entry content

Pierwsze wrażenie ma to do siebie, że da się je zrobić tylko raz i – jak podają amerykańscy naukowcy i kącik porad w Bravo – trwa średnio od 4 do 6 sekund. Co to znaczy? Że w ciągu jednego ziewnięcia drugi człowiek dokonuje oceny Twojej osoby. Szybko, co? Oczywiście nie jest tak, że owego wrażenia nie da się zatrzeć realnym obrazem, który krystalizuje się w toku dłuższej znajomości, tyle, że jest to dużo trudniejsze. I do tej znajomości musi w ogóle dojść. No i jak mówiła Goździkowa: lepiej zapobiegać, niż leczyć.

O ile jeszcze w przypadku nowych ludzi w pracy, czy znajomych na studiach, masz spore szanse, że krzywy początek da się naprostować, o tyle w przypadku pierwszej randki jest niemal pewne, że drugiej szansy nie będzie. Zwłaszcza, jeśli to złe pierwsze wrażenie przeciągnie się na półtorej godziny spotkania. Spotkania zamieniającego się w torturę, po której chłopak chce sobie błysnąć w oczy gadżetem Willa Smitha z „Facetów w czerni”.

Tak, w tym tekście będziemy wytykać zachowania, które oddalają Cię od założenia rodziny, zmiany nazwiska i wzięcia udziału w programie „Rodzina na swoim”. Co zrobić, żeby skutecznie zepsuć pierwszą randkę, a facet, z którym się umówiłaś myślał, że trafił na plan zdjęciowy nowej części „Piły”?

 

Spóźnij się

Najlepiej dużo.

Spóźnianie się wciąż jest w dobrym tonie i tylko brzydkie laski przychodzą punktualnie. Ewentualnie łatwe cichodajki. Im dłużej będzie na Ciebie czekał, tym bardziej doceni to, że jesteś i okazałaś mu łaskę jednak przychodząc. To wersja, którą serwuje Cosmopolitan i zawodowe utrzymanki. W rzeczywistości facet uzna, że jesteś kolejną nieogarniętą sierotką, nie znającą się na zegarku, która nie jest w stanie przewidzieć ile czasu zajmują jej codzienne czynności i przemieszczenie się z punktu A do B. Ewentualnie, że jesteś zmanierowaną Chcę Być Panią Świata.

 

Narzekaj na lokal

Że za głośno, zła muzyka, ludzie nie tacy jak powinni, fotele niewygodne, obsługa niemiła, herbata za ciepła, woda za mokra. Przy czym na każde „dobra, idziemy gdzieś indziej”, reaguj „nie, nie, zostańmy już”. Nic tak nie psuje nastroju i atmosfery do poznawania się jak nieustanne i bezsensowne czepianie się marginalnych szczegółów. Ciągle.

 

Opowiadaj o swoich kompleksach

Wyjaskrawienie wszystkich swoich wad na pierwszym spotkaniu, których facet normalnie by nie zauważył, bo spodobałaś mu się i chciał Cię poznać, jest strzałem w stopę. Półgodzinne maltretowanie go opowieściami o częściach ciała, z których nie jesteś zadowolona, strzałem w kolano. Zmuszanie do zaprzeczenia, że wcale nie masz odstających uszu i grubej dupy, strzałem w głowę.

Naprawdę nie ma powodu, dla którego komukolwiek, bez uiszczania opłaty za wizytę, chciałoby się o tym słuchać.

 

Daj do zrozumienia, że ma Ci stawiać

Tę, następną i każdą kolejną kolejkę. W końcu każdy gość marzy o tym, by być dla dziewczyny bankomatem, do którego nawet nie trzeba wklepywać pinu.

 

Nie zadawaj pytań

Absolutnie, totalnie i kompletnie ŻADNYCH. Brzmi dziwnie? Bo jest dziwne jak zjadanie łożyska po porodzie.

Zdarzyło mi się być na takiej pierwszej randce, w trakcie której przez bite 120 minut dziewczyna nie zadała mi ANI JEDNEGO pytania. Ani skąd jestem, ani czym się zajmuję, ani gdzie studiowałem, ani nawet czy płakałem na „Królu Lwie”. Nie wiem, czy była tak zestresowana pierwszym spotkaniem, czy znała mnie z bloga i wszystko o mnie wiedziała, ale było to maksymalnie beznadziejne. Czułem się jak najmniej interesująca osoba w naszym układzie planetarnym, której nawet nie warto spytać o godzinę.

 

Baw się telefonem

Odpisuj na smsy, gdy on Ci będzie opowiadał o sobie, sprawdzaj Fejsa kiedy zada Ci pytanie wymagające przynajmniej 5-sylabowej odpowiedzi i ogólnie wal w ten wyświetlacz jak upośledzona.

 

Zanudź go na śmierć gadaniem o pierdołach

Opowiedz mu co robi obecnie Twoja była przyjaciółka z podstawówki, jak układa się Twojej kuzynce mieszkającej w Birmingham z 14 lat starszym Anglikiem, co wczoraj było na obiad na stołówce pracowniczej i jakiego koloru koszulę miał motorniczy. Opowiedz mu wszystkie nic niewnoszące historie swoich koleżanek z pracy, kastrując je z nadziei na puentę już samym sposobem narracji. Paplaj o tym z metodycznością automatycznej sekretarki prowadząc monolog-nie-do-rozjebania. Oczywiście nie wspominając przy tym kompletnie nic o swoich zainteresowaniach, poglądach, czy czymkolwiek, co jest istotne dla faceta, który szuka osobowości, a nie aparatu mowy przytwierdzonego do sfer erogennych.

 

Opowiadaj o swoim byłym

Wciąż, i wciąż, i wciąż, i przy każdej nadarzającej się okazji, i przy każdej anegdocie, i bez okazji w sumie też, i wciąż, i wciąż, i wciąż. W końcu nie przyszedł, żeby Cię poznać, tylko posłuchać o Twoim byłym. Bo przecież nie ma lepszego tematu do rozpoczęcia nowej relacji, niż obszerna opowieść o tym, czemu poprzedni związek Ci się nie udał. Dlatego zaraz po randce blokuje Twój numer i puszcza bączka jak w ostatniej scenie „Incepcji”, licząc, że ten się nie przewróci, a spotkanie okaże się tylko złym snem.

Dziękuję za uwagę.

Z pewnością zdarzyło Wam się spotkać, jeśli nie na lekcji polskiego, to w domu lub na podwórku, z powiedzeniem „masło maślane”. Możliwe, że sami go użyliście, nie znając encyklopedycznej definicji tego zjawiska, ale intuicyjnie czując, że chodzi o zbitkę słów, w której oba znaczą mniej więcej to samo i tłumaczą się nawzajem. Takie sformułowanie, to błąd językowo-logiczny zwany pleonazmem.

Pleonazm – z greckiego „nadmiar” – wyrażenie, w którym jedna część wypowiedzi zawiera te same treści, które występują w drugiej części, potocznie zwane „masłem maślanym”.

Mimo, że staram się dbać o poprawność językową, zarówno w tekstach na blogu, jak i mowie codziennej, moje wypowiedzi nie są wolne od błędów i zdarza mi się walnąć byka. Czasem dość oczywistego, przez co tym bardziej mi głupio. Niekiedy jednak, błędy językowe są tak zakorzenione, że sami ich zupełnie nie widzimy i dopiero osoba trzecia jest w stanie je wyłapać. Czemu o tym piszę? Bo w dużej mierze tyczy się to pleonazmów, których uczymy się w dzieciństwie, będąc przekonany, że to zupełnie poprawne zwroty.

Poniżej najczęściej używane masła maślane, które być może sam stosujesz i nawet nie wiesz, że są błędami.

drobny detal – detal z definicji jest czymś niewielkim, więc nie ma możliwości, aby był duży.

akwen wodny – akwen to „dowolnie określony obszar wodny”, przez co epitet związany z H2O jest zupełnie zbędny.

cofać się wstecz – a można cofnąć się w przód?

płyta cd – przy tej zbitce wychodzi nieznajomość języka angielskiego i skrótu „cd”, którego rozwinięcie to „compact disc”. Czyli „płyta kompaktowa” po polsku.

okres czasu – a czegóż innego miałby być okres, jeśli nie czasu? Okres pieniędzy? Okres chleba?

poprawić na lepsze – ten zwrot nie byłby błędny, gdyby zamiast „poprawić” użyto by czasownika „zmienić”, ale poprawa zawsze, ale to zawsze jest na lepsze.

spadać w dół – czy komukolwiek poza Biszem kiedykolwiek zdarzyło się spadać w górę?

wzajemna współpraca – współpraca to „współdziałanie z innymi, umiejętność pracy w grupie na rzecz osiągania wspólnych celów”, zatem nie może być jednostronna.

podatek vat – kolejny przykład nieznajomości języka angielskiego – „vat” to „Value Added Tax”, a „tax” = „podatek”.

zabić na śmierć – nigdy nie próbowałem, ale zabić kogoś na życie byłoby raczej trudno.

fakt autentyczny – ten błąd popełniałem gdzieś do końca podstawówki i dopiero nauczycielka, w trakcie zastępstwa na historii, była w stanie mi wytłumaczyć, czemu to wyrażenie jest niepoprawne. Jeśli coś jest faktem, to znaczy, że się zdarzyło, nie jest przypuszczeniem, teorią, opinią czy tezą, tylko zweryfikowanym zdarzeniem, w związku z czym, musi być autentyczne.

artykuły agd – i znów brak znajomości skrótu – „agd” = „artykuły gospodarstwa domowego”.

w miesiącu maju – a czy można się z kimś umówić w dniu lub w roku maju?

Jeśli pominąłem jakiś oczywisty pleonazm, to dorzuć go od siebie  w komentarzach. Skorzystamy na tym wszyscy.