Close
Close

Co jakiś czas dostaję maile z pytaniami o blogowanie. Czasem są to pytania o poszerzanie poruszanej tematyki, częściej o zwiększanie zasięgu, jeszcze częściej o zarabianie, a nierzadziej to prośby o całościowy audyt bloga (czyli przeanalizowanie, czemu jest tak źle, skoro jest tak zajebiście). W przypadku pojedynczych, sprecyzowanych pytań, staram się rzeczowo odpowiadać, ale to zazwyczaj skutkuje kolejnymi mailami z dopytywaniem o szczegóły. Gdy dostaję pytania ogólnikowe, typu: jak przyciągnąć czytelników? jak się wybić? jak jeść burgery i nie przytyć?, odsyłam do książek Tomka Tomczyka, bo jest tam prawie wszystko, co trzeba wiedzieć działając w tej dziedzinie.

Kiedy jednak ktoś pisze z prośbą o przejrzenie CAŁEGO bloga, wraz z profilami w mediach społecznościowych, odpisuję, że nie da rady, bo to przynajmniej 2 godziny mojego czasu. Czasu, który jak wiadomo jest jedynym nieodnawialnym zasobem, bo mimo usilnych starań osób zbliżających się do ostatecznego terminu oddania zlecenia, doby nijak nie da się poszerzyć. Innymi słowy, tych 2, 3, a czasem 4 godzin nikt mi nie odda, a często niestety nawet nie podziękuje. Za to ja ten czas chętnie oddam, ale w zamian za pieniądze.

Pieniądze, które pójdą na szczytny cel.

 

Udzielam korepetycji z blogowania w zamian za pomoc WOŚP!

----> KLIKNIJ W OBRAZEK, ŻEBY PRZEJŚĆ DO AUKCJI <---
—-> KLIKNIJ W OBRAZEK, ŻEBY PRZEJŚĆ DO AUKCJI <—

Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy wspieram odkąd pamiętam. A w zasadzie to odkąd pamięta moja mama, bo pierwsze zdjęcia z przylepionym serduszkiem do zimowej kurtki mam chyba z czasów przedszkolnych. Ogromnie szanuję Jurka Owsiaka, regularnie piszę podania o jego kanonizację i co roku jestem pod wielkim wrażeniem, jak skutecznie potrafi integrować ludzi przekazując im, dla odmiany od tego co robią politycy, pozytywną energię. I niezbędny sprzęt dla szpitali. Którego nie potrafi zapewnić państwo.

Ale wróćmy do tematu.

Akcja jest taka, że poniżej masz aukcję, która jest 4-godzinnymi korepetycjami z blogowania. Co to znaczy? Dokładnie to, że jak w podstawówce, liceum, czy na studiach, udzielam bezpośrednich, osobistych korków. Czyli spotkamy się jeden na jeden i pomagam Ci ze WSZYSTKIM związanym z blogowaniem, z czym tylko masz problem. Dodajmy jednak, że są to korki turbo exclusive premium, bo dojeżdżam w KAŻDE miejsce w Polsce (słownie: w we wszystkie jakie tylko są w obrębie granic naszego kraju). Innymi słowy, jeśli mieszkasz na Helu, w Parzygłowach Dolnych albo na Ruczaju i chcesz pogadać o rozwoju internetowych pamiętników w swoim domu, to nie ma problemu. Przyjeżdżam na Hel, na Ruczaj, czy gdziekolwiek indziej mieszkasz w obrębie naszego kraju.

—–> Wylicytuj „Korki z blogowania”! <—–

Możemy się spotkać, gdzie tylko sobie wymyślisz, jest tylko jedna sprawa: musisz wygrać aukcję przekazując hajs na dzieci i seniorów.

 

Co mogę Ci wytłumaczyć w trakcie korepetycji?

WSZYSTKO!

Prowadzę Stay Fly od ponad 4 lat, żyję tylko i wyłącznie z niego od ponad 1,5 roku, byłem na wszystkich istotnych konferencjach w tym kraju, znam wszystkie mające wpływ na tę branżę osoby osobiście i nie ma takiego aspektu blogowania, którego bym nie zgłębił. Nie żebym jakoś specjalnie miał potrzebę się przechwalać, ale najzwyczajniej w świecie, znam się na tym i chętnie Ci tę wiedzę przekażę.

Podczas korków mogę powiedzieć Ci:

– jak pisać angażujące teksty
– jak wyróżnić się w Twojej kategorii tematycznej
– jak radzić sobie z hejterami
– jak zacząć zarabiać na blogu
– czy potrzebujesz Twittera
– jak podpiąć Google Analyticsa
– jak wybrać szablon odpowiedni do Twoich potrzeb
– jak prowadzić fanpage na Facebooku, żeby żył
– jak się wyceniać
– jak zachowywać prywatność, pisząc o swoim życiu
– po co blogerowi wideo
– jak odmawiać propozycji seksu czytelnikom
– czy nawet, jak założyć bloga i jakich błędów uniknąć, jeśli dopiero o tym myślisz

Spotykamy się na 4 godziny w wybranym przez Ciebie miejscu i możemy rozmawiać o wszystkim, co tylko Cię interesuje w zakresie publikowania treści w internecie.

Co ważne, nie dostajesz ogólnikowych, teoretycznych rad. Analizujemy Twojego bloga od podszewki, od dobierania miniaturek do postów, przez ich treść, po wchodzenie w dyskusję z czytelnikami, na bieżąco dostając rekomendacje, co powinieneś poprawić, co zacząć, a co absolutnie przestać robić. Tylko i wyłącznie konkrety, nie dotyczące wszystkich, a odnoszące się do Twojego indywidualnego przypadku.

 

To jak?

Chcesz rozwinąć swojego bloga i przy okazji pomóc WOŚP?

(niżej jest kolejny tekst)

57
Dodaj komentarz

avatar
28 Comment threads
29 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
31 Comment authors
Marek FrengercaresseeKasia - Po Sukces Na SzpilkachBartek | bardzokulturalnie.plwww.takuwazamja.blogspot.com Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ven
Gość

Świetna inicjatywa!

Jan Favre
Gość

Dzięki!

zudit.pl
Gość

Hahahaha Janku wzruszyłeś dziś moje serce niesamowicie! Czy mówiłam Ci już aj lowju? ♡

Jan Favre
Gość

Tak, ale nigdy nie zaszkodzi powtórzyć :D

Agnieszka Wegrzyn
Gość
Agnieszka Wegrzyn

Może to problem mojej przegladarki ale po kliknieciu „TUTAJ” na stronie allegro twojej aukcji pokazuje mi się jedynie 404.
Akcja super!

Jan Favre
Gość

W kradł się chochlik i tworząc aukcję zalinkowałem do szkicu wpisu na blogu, który po opublikowaniu zmienił adres.

Edzia
Gość
Edzia

U mnie też, ale to dlatego, że link jest zły: http://stayfly.pl/2015/12/korki-z-blogowania/

dobrymjud
Gość

A jak ktoś nie ma bloga to niech daje hajsy na dzieci i licytuje randkę ze Stej Flajem. Proste.

Jan Favre
Gość

Ej, bo wtedy nie będę mógł wytłumaczyć przedostatniego punktu.

kel
Gość

Wtedy wystarczy drobna zmiana: „jak odmawiać seksu czytelnikom twoich komentarzy”. Jakby brakowało Ci wiedzy, to polecam się jako pomoc dydaktyczna.

Edzia
Gość
Edzia

Super akcja :D Btw. jak zauważyła @agnieszkawegrzyn:disqus podałeś złego linka w aukcji na stronie Allegro i nie działa :(

Jan Favre
Gość

Tak, podawałem tam linka przed publikacją wpisu na blogu, jednak po kliknięciu przycisku „opublikuj” adres się zmienił, a przez to, że już ludzie biorą udział w aukcji nie da zmienić się jej opisu, podając właściwy adres. Jednak nie spodziewałbym się, żeby ktoś kto mnie nie zna, przypadkowo przeglądając Allegro zainteresował się tą aukcją, tak że jakoś przeżyjemy :)

Edzia
Gość
Edzia

Tak czy siak trafi na Twojego bloga i jeśli będzie chciał, znajdzie wpis o korkach ;)

Jan Favre
Gość

Dodałem dopiskę pod aukcją (na tyle pozwoliło Allegro), tak że powinno być git ;)

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Jak skutecznie zepsuć pierwszą randkę?

Skip to entry content

Pierwsze wrażenie ma to do siebie, że da się je zrobić tylko raz i – jak podają amerykańscy naukowcy i kącik porad w Bravo – trwa średnio od 4 do 6 sekund. Co to znaczy? Że w ciągu jednego ziewnięcia drugi człowiek dokonuje oceny Twojej osoby. Szybko, co? Oczywiście nie jest tak, że owego wrażenia nie da się zatrzeć realnym obrazem, który krystalizuje się w toku dłuższej znajomości, tyle, że jest to dużo trudniejsze. I do tej znajomości musi w ogóle dojść. No i jak mówiła Goździkowa: lepiej zapobiegać, niż leczyć.

O ile jeszcze w przypadku nowych ludzi w pracy, czy znajomych na studiach, masz spore szanse, że krzywy początek da się naprostować, o tyle w przypadku pierwszej randki jest niemal pewne, że drugiej szansy nie będzie. Zwłaszcza, jeśli to złe pierwsze wrażenie przeciągnie się na półtorej godziny spotkania. Spotkania zamieniającego się w torturę, po której chłopak chce sobie błysnąć w oczy gadżetem Willa Smitha z „Facetów w czerni”.

Tak, w tym tekście będziemy wytykać zachowania, które oddalają Cię od założenia rodziny, zmiany nazwiska i wzięcia udziału w programie „Rodzina na swoim”. Co zrobić, żeby skutecznie zepsuć pierwszą randkę, a facet, z którym się umówiłaś myślał, że trafił na plan zdjęciowy nowej części „Piły”?

 

Spóźnij się

Najlepiej dużo.

Spóźnianie się wciąż jest w dobrym tonie i tylko brzydkie laski przychodzą punktualnie. Ewentualnie łatwe cichodajki. Im dłużej będzie na Ciebie czekał, tym bardziej doceni to, że jesteś i okazałaś mu łaskę jednak przychodząc. To wersja, którą serwuje Cosmopolitan i zawodowe utrzymanki. W rzeczywistości facet uzna, że jesteś kolejną nieogarniętą sierotką, nie znającą się na zegarku, która nie jest w stanie przewidzieć ile czasu zajmują jej codzienne czynności i przemieszczenie się z punktu A do B. Ewentualnie, że jesteś zmanierowaną Chcę Być Panią Świata.

 

Narzekaj na lokal

Że za głośno, zła muzyka, ludzie nie tacy jak powinni, fotele niewygodne, obsługa niemiła, herbata za ciepła, woda za mokra. Przy czym na każde „dobra, idziemy gdzieś indziej”, reaguj „nie, nie, zostańmy już”. Nic tak nie psuje nastroju i atmosfery do poznawania się jak nieustanne i bezsensowne czepianie się marginalnych szczegółów. Ciągle.

 

Opowiadaj o swoich kompleksach

Wyjaskrawienie wszystkich swoich wad na pierwszym spotkaniu, których facet normalnie by nie zauważył, bo spodobałaś mu się i chciał Cię poznać, jest strzałem w stopę. Półgodzinne maltretowanie go opowieściami o częściach ciała, z których nie jesteś zadowolona, strzałem w kolano. Zmuszanie do zaprzeczenia, że wcale nie masz odstających uszu i grubej dupy, strzałem w głowę.

Naprawdę nie ma powodu, dla którego komukolwiek, bez uiszczania opłaty za wizytę, chciałoby się o tym słuchać.

 

Daj do zrozumienia, że ma Ci stawiać

Tę, następną i każdą kolejną kolejkę. W końcu każdy gość marzy o tym, by być dla dziewczyny bankomatem, do którego nawet nie trzeba wklepywać pinu.

 

Nie zadawaj pytań

Absolutnie, totalnie i kompletnie ŻADNYCH. Brzmi dziwnie? Bo jest dziwne jak zjadanie łożyska po porodzie.

Zdarzyło mi się być na takiej pierwszej randce, w trakcie której przez bite 120 minut dziewczyna nie zadała mi ANI JEDNEGO pytania. Ani skąd jestem, ani czym się zajmuję, ani gdzie studiowałem, ani nawet czy płakałem na „Królu Lwie”. Nie wiem, czy była tak zestresowana pierwszym spotkaniem, czy znała mnie z bloga i wszystko o mnie wiedziała, ale było to maksymalnie beznadziejne. Czułem się jak najmniej interesująca osoba w naszym układzie planetarnym, której nawet nie warto spytać o godzinę.

 

Baw się telefonem

Odpisuj na smsy, gdy on Ci będzie opowiadał o sobie, sprawdzaj Fejsa kiedy zada Ci pytanie wymagające przynajmniej 5-sylabowej odpowiedzi i ogólnie wal w ten wyświetlacz jak upośledzona.

 

Zanudź go na śmierć gadaniem o pierdołach

Opowiedz mu co robi obecnie Twoja była przyjaciółka z podstawówki, jak układa się Twojej kuzynce mieszkającej w Birmingham z 14 lat starszym Anglikiem, co wczoraj było na obiad na stołówce pracowniczej i jakiego koloru koszulę miał motorniczy. Opowiedz mu wszystkie nic niewnoszące historie swoich koleżanek z pracy, kastrując je z nadziei na puentę już samym sposobem narracji. Paplaj o tym z metodycznością automatycznej sekretarki prowadząc monolog-nie-do-rozjebania. Oczywiście nie wspominając przy tym kompletnie nic o swoich zainteresowaniach, poglądach, czy czymkolwiek, co jest istotne dla faceta, który szuka osobowości, a nie aparatu mowy przytwierdzonego do sfer erogennych.

 

Opowiadaj o swoim byłym

Wciąż, i wciąż, i wciąż, i przy każdej nadarzającej się okazji, i przy każdej anegdocie, i bez okazji w sumie też, i wciąż, i wciąż, i wciąż. W końcu nie przyszedł, żeby Cię poznać, tylko posłuchać o Twoim byłym. Bo przecież nie ma lepszego tematu do rozpoczęcia nowej relacji, niż obszerna opowieść o tym, czemu poprzedni związek Ci się nie udał. Dlatego zaraz po randce blokuje Twój numer i puszcza bączka jak w ostatniej scenie „Incepcji”, licząc, że ten się nie przewróci, a spotkanie okaże się tylko złym snem.

Dziękuję za uwagę.

Z pewnością zdarzyło Wam się spotkać, jeśli nie na lekcji polskiego, to w domu lub na podwórku, z powiedzeniem „masło maślane”. Możliwe, że sami go użyliście, nie znając encyklopedycznej definicji tego zjawiska, ale intuicyjnie czując, że chodzi o zbitkę słów, w której oba znaczą mniej więcej to samo i tłumaczą się nawzajem. Takie sformułowanie, to błąd językowo-logiczny zwany pleonazmem.

Pleonazm – z greckiego „nadmiar” – wyrażenie, w którym jedna część wypowiedzi zawiera te same treści, które występują w drugiej części, potocznie zwane „masłem maślanym”.

Mimo, że staram się dbać o poprawność językową, zarówno w tekstach na blogu, jak i mowie codziennej, moje wypowiedzi nie są wolne od błędów i zdarza mi się walnąć byka. Czasem dość oczywistego, przez co tym bardziej mi głupio. Niekiedy jednak, błędy językowe są tak zakorzenione, że sami ich zupełnie nie widzimy i dopiero osoba trzecia jest w stanie je wyłapać. Czemu o tym piszę? Bo w dużej mierze tyczy się to pleonazmów, których uczymy się w dzieciństwie, będąc przekonany, że to zupełnie poprawne zwroty.

Poniżej najczęściej używane masła maślane, które być może sam stosujesz i nawet nie wiesz, że są błędami.

drobny detal – detal z definicji jest czymś niewielkim, więc nie ma możliwości, aby był duży.

akwen wodny – akwen to „dowolnie określony obszar wodny”, przez co epitet związany z H2O jest zupełnie zbędny.

cofać się wstecz – a można cofnąć się w przód?

płyta cd – przy tej zbitce wychodzi nieznajomość języka angielskiego i skrótu „cd”, którego rozwinięcie to „compact disc”. Czyli „płyta kompaktowa” po polsku.

okres czasu – a czegóż innego miałby być okres, jeśli nie czasu? Okres pieniędzy? Okres chleba?

poprawić na lepsze – ten zwrot nie byłby błędny, gdyby zamiast „poprawić” użyto by czasownika „zmienić”, ale poprawa zawsze, ale to zawsze jest na lepsze.

spadać w dół – czy komukolwiek poza Biszem kiedykolwiek zdarzyło się spadać w górę?

wzajemna współpraca – współpraca to „współdziałanie z innymi, umiejętność pracy w grupie na rzecz osiągania wspólnych celów”, zatem nie może być jednostronna.

podatek vat – kolejny przykład nieznajomości języka angielskiego – „vat” to „Value Added Tax”, a „tax” = „podatek”.

zabić na śmierć – nigdy nie próbowałem, ale zabić kogoś na życie byłoby raczej trudno.

fakt autentyczny – ten błąd popełniałem gdzieś do końca podstawówki i dopiero nauczycielka, w trakcie zastępstwa na historii, była w stanie mi wytłumaczyć, czemu to wyrażenie jest niepoprawne. Jeśli coś jest faktem, to znaczy, że się zdarzyło, nie jest przypuszczeniem, teorią, opinią czy tezą, tylko zweryfikowanym zdarzeniem, w związku z czym, musi być autentyczne.

artykuły agd – i znów brak znajomości skrótu – „agd” = „artykuły gospodarstwa domowego”.

w miesiącu maju – a czy można się z kimś umówić w dniu lub w roku maju?

Jeśli pominąłem jakiś oczywisty pleonazm, to dorzuć go od siebie  w komentarzach. Skorzystamy na tym wszyscy.