Close
Close

„Nienawistna Ósemka” i wstrętne żarty Tarantino, które bawią do łez

Skip to entry content

„Nienawistna Ósemka” jest esencją filmów Quentina Tarantino – jej dwoma głównymi filarami są ciągnące się w nieskończoność, budujące atmosferę dialogi i widowiskowy kult przemocy fizycznej. Albo to kochasz i na każdy jego film czekasz z hajsem w zębach, albo zupełnie tego nie trawisz i wolisz iść na „Listy do M. 2”. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy i pośród poetyckich, tasiemcowych dialogów i kawałków mózgu bryzgających w kamerę, bawiłem się jak rolnik na dożynkach.

UWAGA TEKST ZAWIERA FRAGMENTY ZDRADZAJĄCE FABUŁĘ

Mimo, że film trwa 2 godziny 47 minut, a akcja – rozumiana jako odstrzeliwanie sobie części ciała – pojawia się dopiero na ostatnie pół godziny, to nie ma zamuły i wbijającego się jak gwóźdź w czaszkę pytania „kiedy to się w końcu zacznie?”. Film nie nudzi za sprawą mocnych, kolejny raz przekraczających granice i absolutnie niepoprawnych politycznie, żartów.

„Nienawistna Ósemka” rozśmieszy Cię do łez, bo na ekranie zobaczysz…

Bicie kobiety

Pierwszy moment, kiedy sala ryknęła śmiechem, jak Kaczyński na wieść o tym, że Duda chce samodzielnie podjąć decyzję, pojawił się, gdy główna bohaterka dostała z łokcia w twarz zalewając się krwią i, z tego co pamiętam, gubiąc zęby. Przepiękna scena.

Molestowanie seksualne

Ten tytuł udowadnia, że Samuel L. Jackson najszerzej rozwija skrzydła, gdy jest pod wodzą Tarantino. Przy tym śródtytule poprzednie zdanie może brzmieć nieco dziwnie, ale tak jest – wzbija się na wyżyny aktorstwa i jest totalnym asem. Scena, w której opowiada jak zmuszał innego mężczyznę do seksu oralnego – nie omijając oczywiście różnic gabarytowych między czarno i białoskórymi ludźmi – jest chyba najlepszą częścią całego filmu. Molestowanie seksualne, czyli coś co w innym kontekście budziłoby sprzeciw i odrazę, w tym wykonaniu jest czystą poezją.

Okrucieństwo

Przemoc pojawia się we wszystkich filmach akcji, ale pastwienie się nad ofiarą, to domena Tarantino. Tu, podobnie jak i w innych reżyserowanych przez niego tytułach, istotne postacie sporadycznie giną śmiercią szybką i bezbolesną. Najczęściej są stopniowo katowane, tak by umierały w cierpieniach, a widz mógł się rozkoszować tym bestialstwem. W „Nienawistnej Ósemce”, kiedy główny bohater ma zginąć, nie dostaje po prostu kulki w łeb. Pocisk trafia w jego jądra. I przez kolejny kwadrans widzimy jak wykrwawia się zwijając się w bólu. I mimo, że jest jedynym sprawiedliwym i chcemy bym wygrał, to nie jest nam go żal, bo sytuacja jest tak zaaranżowana, by trudno było przezwyciężyć śmiech.

Rasizm

Na knajpie, w której rozgrywa się akcja, wisiał szyld „nie wpuszczamy meksykanów i psów” będący manifestem poglądów właścicielki. Po jakimś czasie jednak go zdjęła. Zaczęła wpuszczać psy.

***

 

Oprócz tego, w filmie mamy jeszcze znęcanie się nad starszym człowiekiem, jednak każde z tych wstrętnych, bestialskich zachowań, podane jest w takiej otoczce, by nie sposób było traktować je na poważnie. Coś, co w innym kontekście byłoby godne napiętnowania, tu jest żartem. I to dobrym. Choćby dla tego fenomenu, warto wybrać się na „Nienawistną Ósemkę”.

(niżej jest kolejny tekst)

25
Dodaj komentarz

avatar
19 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
21 Comment authors
nikoAleksandraBartosz CicharskiMargochiyome.blogspot.com Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kasia
Gość
Kasia

Baaardzo mnie zachęciłeś do filmu.. uwielbiam taki humor i uwielbiam mordobicie. Chyba się zaprzyjaźnię z Tarantinem. :) z polskich mogę polecić Pitbulla, byłam wczoraj w ramach przygotowań do egzaminu i sprawdził się rewelacyjnie. Dawno nie widziałam tak dobrego polskiego filmu.

Jan Favre
Gość

Właśnie wybieram się na „Pitbulla”, ale słyszałem raczej negatywne opinie, tak że tym bardziej jestem ciekaw. Linda dał radę?

mrrruczit
Gość
mrrruczit

Pitbul 2 to takie 5/10, ale może będzie z tego niezły serial. Linda nie jest zły, ale jest dość nijaki; główny bohater nie dał rady aktorsko; film jest pocięty jakby go sklejali z serialu i to jest główna wada.

Karo
Gość

Kocham Quentina… Ten film to jeden z najlepszych jakie widziałam. Cieszę się że ominęłam premiery i poszłam na mniej oblegany seans dzięki czemu mogłam cieszyć się w samotności rozbryzgiem krwi.
Nie mogłam się powstrzymać i też zamieściłam recenzję. Teraz czekam na to żeby seans „Dziewczyny z portretu” trochę się już przejadł i pójdę spokojnie na film.

Jan Favre
Gość

Dla mnie nie jest to najlepszy film Tarantino – bo wiadomo „Pulp Fiction” kilometr przed wszystkim – ale co najmniej na poziomie ostatnich. Oglądało się na tyle przyjemnie, że w przyszłym tygodniu wybieram się jeszcze raz. Daj znać jak wrażenia, jak już obejrzysz „Dziewczynę z portretu”, na mnie ten film zrobił ogromne wrażenie.

Karo
Gość

Ja mam sentyment do „Kill Bill”.
Poczekam jeszcze chwilkę i na pewno pójdę na „Dziewczynę z portretu”. Już się nie mogę doczekać ale jak na rezerwacjach widzę że pełna sala, to mój zapał jest mniejszy. Na mnie zwiastun i Twoja zapowiedź zrobiła mega wrażenie dlatego szukam najmniej obleganego kina. Takie filmy lubię oglądać w spokoju i wyludnionej sali kinowej.

kel
Gość

Najlepsze u Tarantino jest to, że mimo iż oglądasz tak naprawdę obrzydliwe sceny, to one są przerysowane tak mocno, że nie sposób się z nich nie śmiać. Świetnie to kontrastuje z brutalizacją codziennych newsów w telewizji i reszty filmowych produkcji.

BonaVonTurka (Hipis)
Gość
BonaVonTurka (Hipis)

Ten film jakby specjalnie na mnie czekał z wejściem do kin- akurat niedawno zaczęłam oglądać filmy Tarantina i nagle odkryłam, że są genialne i idealnie pasują do mojego czarnego humoru i zamiłowania do mordobicia. Na pewno pójdę na niego do kina (chociaż nie wiem, czy ktoś z moich znajomych zgodzi się mi towarzyszyć-marne szanse). Ostatnio oglądałam „Django” i wkurzałam się, że nie odkryłam Tarantina wcześniej, na małym ekranie to nie to samo.

zudit.pl
Gość

Dzięki Janek, przekonałeś mnie!

Jan Favre
Gość

Polecam się!

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Wojna Płci: jak radzić sobie po rozstaniu?

Skip to entry content

Kto nigdy nie został rzucony znienacka, jak granat na wojnie, ten nie wie, ile wódy da się wypić o 6 rano. Dziś w cyklu rozmów damsko-męskich z Asią z Wyrwane z kontekstu rozmawiamy o tym, jak przeżyć rozstanie i jak radzić sobie, gdy już jesteście osobno. Jak oswajać tę sytuację?

Wojna Płci

Jan: Zostawiam Cię po 4 latach związku, co robisz?

Joanna: Szukam w kajecie numeru do Lindy. A tak całkiem serio – najpierw płaczę, potem piję. Można też naraz jedno i drugie, ale łatwo się wtedy zachłysnąć.

A Ty?

Jan: Pierwsze, co mi zazwyczaj przychodziło do głowy, to rzucenie się w wir melanżu, żeby zagłuszyć emocje i wytłumić ból związany z odrzuceniem, bo zaznaczmy, że rozstanie boli najmocniej, kiedy to nie Ty o nim decydujesz. Więc, żeby jakoś zignorować tę jątrzącą się ranę, wydawało mi się, że najlepszym pomysłem jest odurzanie się na potęgę i zrywanie kwiatu, którego jest pół światu.

Joanna: Znaczy, puszczasz się?

Jan: Ej, ustalaliśmy ostatnio, że żeby się puścić, trzeba się wcześniej czegoś trzymać. Poza tym faceci się nie puszczają, tylko umacniają swoją męskość.

Joanna: Ja tam wolę, jak umacniacie swoją męskość na przykład na siłowni, a nie między czyimiś nogami. Ale rozumiem, że każdy sposób na uśmierzenie bólu jest dobry. Tylko pytanie – czy to go rzeczywiście uśmierza?

Jan: Męskość między czyimiś nogami zazwyczaj jest najmocniejsza, ale tak zupełnie serio, to takie lawinowe wchodzenie w nowe relacje tylko pozornie podbudowuje nadszarpnięte ego i uśmierza ból po rozstaniu, tak jak morfina uśmierza ból po urwaniu nogi. Doraźnie i destrukcyjnie.

Joanna: Niemniej, skuteczności jej odmówić nie sposób. Podobnie chyba z dławieniem żalu w cudzych ramionach. Zwykle opcje masz dwie – albo wypłakujesz się przyjaciółce/przyjacielowi, albo idziesz w tango. Osobiście wolę tańczyć, niż płakać, choć zdarzyło mi się dostać raz za to opierdol.

Wyobraź sobie, że rzuca mnie facet. Płaczę sobie dzień, dwa, trzeciego wypada sobota. Znajomi ciągną mnie więc na pierwszą lepszą imprezę, a ten w niedzielę z pretensją, że szybko się pocieszyłam. Sprowadza się to chyba do tego, że w takich momentach ludzie to kurwy – wcale nie chciał bezstresowego rozstania, po którym oboje idziemy dalej w świat. Miałam siedzieć w domu i umierać z rozpaczy. Nie wiem, może to taka moda w tym katolickim kraju?

Jan: To, jak byli reagują na nasze pójście dalej, to zupełnie inny temat, ale z perspektywy czasu nie uważam, żeby ta nagła fascynacja argentyńskim tańcem była czymś sensownym. Pójście w tango i odgrywanie w życiu scen z „Pod mocnym aniołem” sprawia tylko, że zamiatasz problemy pod dywan i zamykasz trupa w szafie, który bez należytego pochówku prędzej czy później z niej wyjdzie i trupim jadem zatruje kolejny związek.

Z zakończeniem związku jest trochę jak ze śmiercią bliskiej osoby, trzeba pozwolić jej odejść i pozwolić sobie na przeżycie tego, bo inaczej to będzie wiecznie niezamknięty rozdział. Jeśli byliśmy zakochani i to była poważniejsza relacja, to dopuszczanie do siebie tego, co się stało, boli, czasem skurwysyńsko jak faktyczna utrata kończyny, ale ból oczyszcza.

Natomiast sztuczne uśmierzanie go oddala nas od skonfrontowania się z tym, czemu faktycznie ktoś nas zostawił, jaki był powód tego, że już nie jesteśmy razem i jaką naukę możemy wyciągnąć z tego na przyszłość. Bo przykładowo, jeśli facet Cię zostawił, bo byłaś chorobliwie zazdrosna i na każdym kroku kontrolowałaś go, narzucając mu, z kim może się spotykać, a z kim nie, to zalewanie pały po rozstaniu nie pomoże Ci zrozumieć, co zrobiłaś źle i nie popełniać tego błędu w przyszłości, bo nawet go nie zauważysz.

Joanna: Och, nie jestem za przesadną refleksyjnością w pierwszej fazie po rozstaniu. Emocje się muszą wyszumieć, dopiero później jesteś w stanie spojrzeć na sytuację z dystansem. Tak na gorąco, kiedy w głowie szumi Ci ból, pretensje i żal, żadne analizy nic nie pomogą. Zresztą, to by nie była naturalna reakcja – usiąść i od razu zastanawiać się, co zrobić lepiej, żeby następnym razem nam się jednak w tym związku udało. Najpierw musisz poradzić sobie z tym, co dzieje się tu i teraz, na dalekosiężne plany jeszcze przyjdzie czas.

Oczywiście, każdy może radzić z tym sobie inaczej. Jedni idą w miasto, inni płaczą w czyjś w rękaw, jeszcze inni zażerają ciastka albo jadą do matki. Moim zdaniem każdy sposób jest dobry, jeśli tylko pozwala Ci złapać w tych ciężkich chwilach oddech. Chociaż ja akurat nie jestem za uprawianiem wtedy seksu na rekord, bo niechcący można zranić kogoś jeszcze albo załapać się na przykład na AIDS. Poza tym smutno by mi było, gdyby facet, z którym byłam 4 lata, nagle zaczął obracać wszystkie laski we wsi. Tak zwyczajnie, po ludzku, byłoby to straszne skurwysyństwo. Natomiast gdyby pił na umór – czemu by nie? Przyzwyczailiśmy się do tego, że alkohol to zło. Że nie rozwiązuje problemów, itp., itd. Bzdura. Pewnie, że rozwiązuje. Tylko na krótką metę. Jest zresztą takie ładne zdanie z Charlesa Bukowskiego: „Kiedy pijesz, to świat nadal gdzieś tam sobie istnieje, ale przynajmniej na chwilę zdejmuje Ci nogę z gardła”. A czasem przecież potrzebujesz, żeby ją zdjął.

Jan: Z jednej strony mówisz, że emocje muszą się wyszumieć, a z drugiej pochwalasz odurzanie się alkoholem, który je tłumi. Rozumiem, że w dniu rozstania taka sytuacja jest strasznym szokiem i – żeby nie zwariować – psychika potrzebuje znieczulenia, ale na dłuższą metę, jeśli zaczyna to być sposobem na radzenie sobie z wewnętrznymi przeżyciami, to równia pochyła do alkoholizmu.

Bukowski natomiast był świetnym pisarzem, ale miernym człowiekiem, nie róbmy ze wszystkich ludzi artystów, bo nie wyjdzie nam to na dobre.

Joanna: Alkohol nie tłumi emocji. Raczej zamienia jedne na drugie. I nie wiem, dlaczego mielibyśmy dyskredytować jakiegokolwiek artystę ze względu na jego życie prywatne i to, jakim w czyjejś ocenie był człowiekiem. Sztuka to jedno, prywatność to drugie. Natomiast nazywanie miernym kogoś, kogo się nigdy nie znało, nie jest chyba najszczęśliwszą drogą. Bukowski był głosem swojego pokolenia, ale temu trzeba by poświęcić osobną dyskusję. Niemniej, dyskredytując go, wbijasz mi nóż w serce.

Jan: Ej, ej!

Zgadzam się całkowicie, że tworzenie i sztuka to jedno, a radzenie sobie z życiem i funkcjonowanie w świecie to zupełnie odrębne kwestie, a mam wrażenie, że Ty próbujesz je mieszać. Amy Winehouse też była dla wielu wybitną artystką, a jednak nie wprowadzałbym do własnego życia jej rad i sposobów radzenia z problemami. Ale wątek artystów zostawmy na kolejne spotkanie.

Joanna: Zostawmy, bo do rana stąd nie wyjdziemy, a temat radzenia sobie z rozstaniami ewoluuje nam do radzenia sobie z artystami. Jedno i drugie to raczej trudna rzecz.

Jan: Wracając w takim razie do tematu. Poza bólem, związanym z odrzuceniem i nową sytuacją, w której trzeba się odnaleźć, pojawia się też planowanie sobie czasu w pojedynkę, a konkretnie wypełnienie czymś tych części dnia, czy tygodnia, które spędzaliście razem. Czym albo kim zastępowałaś brak partnera? Robiłaś to w ogóle?

Joanna: Czym zajęłam sobie czas, jak już przestałam pić i odstawiłam znajomych? Pracą. W ogóle jestem pracoholikiem, a obowiązki cudownie odwracają uwagę od problemów i życia codziennego. Do tego rzucałam się wtedy na jakieś aerobiki, siłownie i biegi – raz, że nagle masz na to czas, a dwa, że znowu jesteś do wzięcia, więc znowu chcesz świetnie wyglądać i czuć się atrakcyjnie.

Jan: U mnie na początku to zazwyczaj było wypełnianie tej pustki ludźmi, odnawianie znajomości sprzed miliona lat i paniczne uciekanie od samotności. Często kosztem obowiązków i pracy. Zdecydowanie nie było to dobre i świadczyło tylko o większym problemie ukrytym głębiej, z którym nie chciałem się zmierzyć, ale działało i było jakimś sposobem poradzenia sobie z dobijającym uczuciem, że jesteś sam jak Tom Hanks w „Cast away”. Później, po przepracowaniu pewnych tematów, wyewoluowało w wyciszenie i właśnie mocniejsze skupienie się na pracy i pasji, co w sumie jest całkiem bezpiecznym i niedestrukcyjnym efektem.

Joanna: O, bywa bardzo destrukcyjne, kiedy przyzwyczaisz szefa, że nagle robisz ponad normę. I kiedy już osiągniesz równowagę i wracasz do standardowej liczby roboczogodzin, to wtedy jemu jest źle.

Ale! To jak już wiemy, jak sobie radzimy z rozstaniami, to ja mam inne pytanie. Kiedy jesteś gotowy na to, żeby zacząć się spotykać z kimś nowym?

Jan: Kiedy już nie zastanawiam się, czy jestem gotowy, żeby zacząć spotykać się z kimś nowym.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Paula Satijn

9 nietypowych pomysłów na spędzenie Walentynek

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką Unimil Skyn i przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich

Nigdy nie lubiłem typowej formy Walentynek, czyli siedzenia przy stoliku w knajpie nabitej ludźmi bardziej niż metro po 17:00, wymuszonego gapienia się na siebie i udawania, że jest romantycznie. Po pierwsze nudziło mnie to bardziej, niż czytanie instrukcji obsługi pralki, po drugie to wcale nie było romantyczne, bo wszyscy dookoła robili dokładnie to samo, przez co czar pryskał. Raz odbębniłem w ten sposób dzień zakochanych i dałem sobie spokój, bo zasypianie w trakcie randki jednak nie jest spoko.

Spoko jest za to pobudzanie zmysłów i podgrzewanie emocji, dlatego razem z Unimil Skyn – w myśl ich idei „Poczuj wszystko” – przygotowałem dla Was walentynkowe propozycje, które zapewnią Wam nowe przeżycia. I konkurs, w którym nagrody dodatkowo uatrakcyjnią Wam 14-go lutego tak, aby na pewno nikt z Was nie zasnął. Poniżej 9 nietypowych pomysłów na spędzenie Walentynek, jednak jeśli jesteście zdystansowani do tej idei, to można je wykorzystać także przy innych okazjach. Na przykład 25 rocznicy ślubu.

 

Lot balonem nad miastem

lot balonem (2)

Widziałeś kiedyś Warszawę, Kraków, Poznań albo Kasinkę Małą z lotu ptaka? Nie? To gwarantuję Ci, że moment kiedy odrywacie się od ziemi, nabieracie wysokości i obserwujecie jak ulica, na której zaczepiłeś ją z pytaniem o godzinę, a ona dała Ci swój numer, zmienia się w cienką nić, jest magiczny. Sekunda, gdy orientujecie się, że latarnie są już tylko migoczącymi w oddali choinkowymi lampkami, też jest niezła, ale najlepsza jest chwila, kiedy wtuleni w siebie przelatujecie nad swoimi domami. To już zakrawa o czarnoksięstwo.

 

Dzień w wesołym miasteczku

wesołe miasteczko (3)

CAŁY DZIEŃ w wesołym miasteczku. Czy można spędzić bardziej intensywnie czas razem, niż przechodząc we dwójkę przez pełne spectrum emocji? Od strachu w nawiedzonym domu, przez zaskoczenie w gabinecie krzywych luster, po radość na trampolinie, kończąc na miksie wszystkiego na kolejce górskiej? Nie sądzę.

 

Noc w leśniczówce

leśniczówka (2)

Wariant wymagający trochę nazałatwiania, ale to opcja full romantic. Znajdujecie w sieci kontakt do jakiegoś gajowego, wynajmujecie z wypożyczalni samochodów auto terenowe, jedziecie za miasto w głęboki las, docieracie do leśniczówki, Ty rąbiesz drzewo, ona rozpala świece i przy prawdziwym kominku, z prawdziwym ogniem i prawdziwym zapachem palonego drewna, bez internetu, elektryczności i zasięgu czterech sieci, macie najbardziej nastrojowy wieczór jaki można mieć na łonie natury.

 

Przebierana sesja fotograficzna

Ktoś kto nigdy nie pozował przed obiektywem profesjonalnego fotografa, nie wie ile emocji to budzi w człowieku. Gdy mają to być wizerunkowe zdjęcia biznesowe, zazwyczaj pojawia się stres, ale co w momencie, kiedy Ty i Twoja dziewczyna przebieracie się za Indian? Albo parę królewską sprzed kilku stuleci? Albo żołnierza i pin-up girl? Albo wchodzicie w inny ulubiony motyw, który Was łączy? Oprócz zajebistej zabawy, już na zawsze zostaje Wam odjechana pamiątka w postaci zdjęć, które po 30-tce będą Wam przypominać, że kiedyś było w Was szaleństwo.

 

Najmniejszy koncert świata

pianino (2)

Kiedyś była taka akcja, że jedna stacja radiowa organizowała koncerty Myslovitz, Hey, czy Marii Peszek dla 10 osób. Podejrzewam, że trudno byłoby Ci namówić w pojedynkę Melę Koteluk, a tym bardziej zebrać budżet, żeby zagrała tylko dla Ciebie i Twojej dziewczyny, ale z początkującym zespołem jazzowym, czy pianistą już powinno być na luzie. Największe przeboje Barry’ego White’a grane na żywo w Twoim salonie odbiera się zupełnie inaczej, niż w dwustuosobowym klubie.

 

Kameralny kurs garncarstwa

Oglądałeś „Uwierz w ducha” z Patrickiem Swayze i Demi Moore? Nie? To nic, Twoja dziewczyna widziała i scena wspólnego modelowania gliny na kole garncarskim śni się jej po nocach. Lepienie garnków w pierwszej chwili może brzmieć mało pociągająco. W drugiej, gdy przylgniesz do niej, Wasze dłonie będą splątane w glinie, a każdy ruch będziecie musieli wykonywać wspólnie, jakbyście byli jednym ciałem, bo będzie to miało natychmiastowy wpływ na naczynie przed Wami, okaże się, że jest dużo bardziej zmysłowo, niż gdybyś kupił czerwoną Sophię i zrobił makaron po bolońsku.

 

Nurkowanie z butlą

nurkowanie (2)

Najbardziej wymagająca finansowo propozycja ze wszystkich, bo żeby przy bieżącej porze roku to miało sens, trzeba najpierw wylecieć do ciepłych krajów. Jednak, gdyby się tak złożyło, że i tak macie zaplanowaną wycieczkę do Egiptu, albo w ogóle tam mieszkacie, to polecam zejście na dno morza i zwiedzanie podwodnego świata. Wyłączenie zmysłu słuchu i węchu, oglądanie z bliska rafy koralowej i doświadczanie jak rybki we wszystkich kolorach tęczy Was opływają, jest przeżyciem nieco bardziej spajającym Was jako para, niż wyjście do knajpy.

 

Pościelowy bodypainting

bodypainting

Akcja stricte łóżkowa, dla tych, którzy nie lubią przystawek i wspólny wieczór wolą zaczynać od deseru. Kupujecie fluorescencyjne farbki, gasicie światło, rozbieracie się i na przemian malujecie serduszko na tej części partnera, w którą chcecie, żeby Was pocałował. Kolory odpowiadają natężeniu całusów – zielone serduszko to muśniecie, żółte to mokry pocałunek, czerwone to ugryzienie. Gra wstępna jeszcze nigdy nie była tak barwna.

 

Kolacja w mroku

kolacja (2)

Jeśli nie wyobrażacie sobie spędzenia tego wieczoru bez jedzenia – co jestem w stanie zrozumieć, bo dobrą szamę może przebić tylko dobry seks albo jeszcze lepszy sen – to zróbcie to bez używania wzroku.

W coraz większej liczbie miast restauracje wprowadzają usługę „kolacji w ciemności”. Polega to na tym, że Ty i Twoja partnerka macie zawiązane oczy i nie widzicie dań, które podają Wam kelnerzy, przez co smak i zapach się wyostrza, a proces jedzenia zamienia się w turbo zmysłową przygodę! Nie mogąc spojrzeć na to, co zostało Ci podane, nie widząc z czego się składa, jakiej jest konsystencji, ani czy było smażone, gotowane, czy też jest surowe, bazujesz wyłącznie na swoich kubkach smakowych, węchu i wyobraźni. I każdy kęs staje się wydobywaniem ukrytych smaków i bujnym fantazjowaniem o tym, co tak naprawdę jesz!

 

Wygraj 700zł na swoje nietypowe Walentynki!

Unimili_SKYNfb-styczen_1200x628pix_2016-01-19 1

Tak jak mówiłem na początku, razem z Unimil Skyn – marką ultra cienkich prezerwatyw, które sprawiają wrażenie jakby ich nie było – mamy dla Was konkurs. Do zgarnięcia jest:

  • nagroda główna składająca się z vouchera na 700zł do wydania na stronie WyjatkowyPrezent.pl – gdzie znajdziecie duuużo szalonych prezentów i kilka propozycji z tego wpisu – i zestawu do bezpiecznej zabawy we dwójkę od Unimil Skyn
  • 10 nagród niegłównych składających się z podwójnego zaproszenia  do kina i zestawu prezerwatyw i żelu od Unimil Skyn, który może okazać się nieoceniony w trakcie Walentynek

Co trzeba zrobić?

Banał. Wystarczy, że zainspirowani hasłem „Poczuj wszystko” podacie w komentarzach poniżej swoje propozycje na sensualne, nieszablonowe spędzenie Walentynek. Nie ma wytycznych co do opisu pomysłu (może to być równie dobrze całe opowiadanie, jak i jedno zdanie), a tym bardziej co do skali fantazji (loty na Marsa też wchodzą w grę), byleby było nieszablonowo. Im bardziej odjechane pomysły tym lepiej, przy czym najwyżej punktowane będą te skupiające się na pobudzaniu zmysłów, bo o to w całej tej zabawie chodzi. Biorąc udział w konkursie potwierdzacie tym samym, macie ukończone 18 lat i akceptujecie regulamin. Czas na podanie swoich typów macie do 8-go lutego, a zwycięzcy zostaną podani również w tym poście.

To jak, wyobraźnia w pełnej gotowości? Macie już pomysł jak 14-go lutego spędzić zmysłowo i inaczej niż wszyscy?