Close
Close

Quiz modowy: ofiara mody, czy celebryta?

Skip to entry content

Kojarzycie facebookowy profil „faszyn from raszyn”? Publikowane są na nim zdjęcia stylizacji osób, które trochę bardziej niż trochę, wzięły sobie do serca poradnik zakupowy z bieżącymi trendami. Bohaterowie mają na sobie ostatni krzyk mody, przy czym jest to krzyk rozpaczy i podświadome wołanie o pomoc. Prześwitujące leginsy, przyciasne szorty, spodnie pociąte przez kosiarkę, skarpety do japonek, tipsy ala kacze płetwy i fryzury we wzorki Louis Vuitton. Autor umieszcza tam zestawy ubrań, które są esencją przypału i mimowolnie wywołują śmiech. Lub zażenowanie.

Mam jednak wrażenie, że coraz częściej jest tak samo ze stylizacjami celebrytów. Nie tylko tych polskich, ale i „światowych sław”. Nierzadko ich ciuchy swoją pseudo-awangardowością i poziomem absurdu dorównują, a nawet przebijają te z „faszyn from raszyn”. Przeglądając kolejne zdjęcia z bankietów, premier, gal i (meblo)ścianek, mam wrażenie, że uczestniczę w ekranizacji baśni Hansa Christiana Andersena. Konkretnie „Nowych szat cesarza” i czekam, aż ktoś w końcu krzyknie, że król jest nagi.

Myślisz, że Ciebie to nie dotyczy i jesteś w stanie odróżnić uliczną ofiarę mody, od wystylizowanego celebryty? Sprawdź!

Jeśli chcesz poznać prawidłowe odpowiedzi, to kliknij TUTAJ, ale nie psuj zabawy innym i nie ujawniaj ich w komentarzach.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • 9/10 od 3 pytania coś czułam, że jest tu nie tak!

  • Ven

    Ale jestem dobra w tym! 10/10, co wygrałam?

  • 3/10…
    Wracam do szafy.

    • No coś Ty! Ty, była szafiarka, nie odgadłaś stylóweczek? :(

      • Sama miewałam podobne xD

        • Aleksandra Muszyńska

          Te cycoszelki jak Miley też :o?

  • Przyznam się,że na bieżąco śledzę największe eventy,oglądam zdjęcia z czerwonych dywanów i ścianek,jednak to co tam się dzieje trochę mnie zaskakuje bo kiedyś kiedy aktorce było widać przez 3 min sutek bo sukeinka jej się dziwnie ułożyła było skandalem natomiast teraz można przyjść z naklejkami na sutkach i majtkami na wielką gale i zostać najlepiej ubraną gwiazdą wieczoru.
    Jestem bardzo ciekawa za ile lat ściagniemy naklejki i majtki na czerwony dywan?

    Blondynka

  • Bałam się tego quizu i słusznie :(

  • eva-ice

    10/10 Boli :(

    • Poczekaj na galę rozdania Oscarów, albo lepiej, na jakąś polską imprezę z czerwonym dywanem, będzie boleć jeszcze mocniej.

  • Anonim

    10/10 ze świadomością, że większość tych kreacji powinno być pod odpowiedzią „faszyn from raszyn”…;(

  • Ja i mój szałowy outfit dżinsy + tiszert musimy się chyba sporo dowiedzieć o modzie :D.

    • Aleksandra Muszyńska

      No nie wiem, państwo na zdjęciach się chyba dowiedzieli i nie jestem pewna, czy ta wiedza im wyszła na dobre.

  • Byłam pewna tylko stylizacji numer 7, bo to jest klasyka klasyk :). Ogólnie mój wynik to 8/10, chociaż się nie spodziewałam tego, o co pytasz w odpowiedziach. W sumie szkoda, że przy odpowiedziach nie ma galerii tych stylizacji i trzeba się cofać do quizu

    • Myślałem bardziej, że turbo konserwatywne bikini z numeru 5 będzie oczywistsze, bo obicia kanap już się pojawiały na salonach.

  • Rebellious lady

    Chyba w quizie jest błąd, bo wszystko zgadza się z odpowiedziami, a miałam 90%… W każdym razie przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy i osobiście jakoś okropnie mi to nie przeszkadza. Niech każdy się ubiera tak, jak mu się podoba i wszyscy bądźmy szczęśliwi :D

    • Jasne, „wolnoć Tomku w swoim podomku” tylko nie udawajmy, że stylizacje celebrytów są lepsze od tych z „faszyn from raszyn” :)

  • Aleksandra Muszyńska

    9/10, panie tego.
    Tuszę, iż to co tu obserwujemy to klasyczny przejaw syndromu nagiego króla. Powinno być oczywiste, że ubierając się w ten sposób wygląda się jak ostatni niechluj/meksykańska burdelmama/uwięziony w najgorszych tendencjach lat ’00-’05 (w zależności od prezentowanego ujęcia), ale ponieważ jest to GWIJAZDA, to wszelkie Vogue’i, Harper’s Bazaary czy inne Glamoury będą mówić, iż np. „stylizacja stanowi niesamowite połączenie inspiracji przepysznym barokiem z odważnymi outfitami Madonny podczas The Girlie Show Tour”. Czytaj: mamy zawodniczkę w welurowym spiczastym staniku i klatce z kanarkiem wkomponowaną we włosy, która wygląda jak świeżo wypuszczona z obserwacji psychiatrycznej, ale ponieważ miała epizod w Łorsoł Whore i była widziana z Radosławem Majdanem, to musi być tres chic. Bo kto jak kto, ale ona się zna.

  • Okej, poległam, czas wracać do swojej bajki.

Najlepszy środek antykoncepcyjny? Weekend w hotelu z dziećmi

Skip to entry content

Byli ze sobą na tyle długo, że pamiętali nie tylko swoje pierwsze, ale i drugie imiona, znali tak dobrze, że wiedzieli już po mowie ciała, kiedy które z nich kłamie, i kochali tak bardzo, że akceptowali swoje najbardziej ześwirowane dziwactwa. Na przykład to, że ona nie była w stanie zasnąć, jeśli nie umyła wszystkich blatów i nie poodkurzała przed spaniem i to, że on zawsze prosił o frytki na osobnym talerzu w IKEI, żeby przypadkiem nie zalały się sosem z klopsików. Choć w sumie to nic, prawdziwym wyznacznikiem ich poziomu zakochania, był fakt, że gdy żartowali na temat tego, że będą mieli razem dziecko, żadne z nich nie dostawało ciarek przerażenia na całym ciele i nie zaczynało instynktownie biec w ciemności w bliżej nieokreślonym kierunku, byle tylko uciec od tej wizji.

Oboje pracowali, jak przystało na dorosłych, poważnych i odpowiedzialnych ludzi, 5 dni w tygodniu, po przynajmniej 8 godzin dziennie, tocząc heroiczną walkę ze wszystkimi wyzwaniami, za które im płacili. Które nie raz wyczerpywały ich jak utrzymanie porządku w kawalerce, więc gdy już czuli, że ich baterie padają i potrzeba regeneracji, a przynajmniej przerwy, on wpadł na pomysł. „Genialny w swej prostocie”, jakby to zaskreczował DJ Adamus w programie Jakuba Wojewódzkiego. Pomysł ten brzmiał: jedźmy na weekend w góry!

Przyznacie, że genialne, prawda? Ona, nie mając za bardzo wyjścia, również przytaknęła i z radością zaczęła przeglądać z nim hotele, żeby znaleźć ten jeden jedyny najjedyńszy, w którym poczują się jak królowie, jak Książę William i Księżna Kate. Tyle, że bez tłumu gapiów przed wejściem i dzikich paparazzi na drzewach. I znaleźli! Dziewięciopunktowy w skali Bookingu, czterogwiazdkowy w skali astronomicznej i zajebisty w skali ich własnej. Zarezerwowali, namalowali w swoich głowach pejzaż górskiej sielanki, z dala od miejskiego zgiełku i sąsiadów na przemian katujących ich audycjami Radia Maryja i rozklepywaniem mięsa na schabowe, i wyczekiwali dnia, gdy białe górskie pasmo rozciągnie przed nimi niezmącony spokój.

W końcu ten moment nastał, spakowali do walizek wygodne ciuchy na lenienie i wycięte na zbliżenie, wsiedli do auta i śpiewając wodny przebój Lykke Li, ruszyli w stronę górskich źródeł!

Po dotarciu na miejsce, odebrali karty do swojego pokoju, wjechali na 3 piętro, szybkim ruchem ściągnęli kurtki i buty, i wskoczyli na łóżko, ze zwinnością urwisów, które w dzieciństwie zarwały niejeden stelaż, rozkoszując się odprężającym widokiem białych szczytów za oknem. Było dokładnie tak jak sobie zaplanowali: spokój, przyroda i tylko ich dwoje. Do momentu, aż nie usłyszeli przeraźliwego ryku, rozdzierającego ciszę jak Rejtan szaty. Autorem tego szlachtującego membrany popisu wokalnego nie był ani niedźwiedź napadający na turystów, ani turyści uciekający przed niedźwiedziem, ani nawet jeleń grzebiący z nudów w ziemi. Tak przeraźliwy i niemożliwy do pohamowania dźwięk, mogło wydać z siebie tylko jedno zwierzę: dziecko!

Beczące dziecko w pokoju nad nimi sadystycznie zabiło atmosferę intymności, sprzyjającą zdobyciu innych szczytów niż górskie, ale nie poddawali się. Przed wyjazdem zaplanowali, że odpoczną i mieli zamiar dopiąć swego, nawet, gdyby mieli się od tego zmęczyć. Postanowili skorzystać z innych niż łóżko atrakcji hotelowych, przebrali się w mięciutkie szlafroki i zjechali windą na basen.

Na basen, na którym aż roiło się od dzieci, jak od piranii w Amazonce. Skakały z brzegów, biły się piankami, rzucały piłką i pływały w kółkach. Wszędzie! Rycząc wniebogłosy w trakcie wykonywania każdej z tych czynności. I będąc w bezruchu zresztą też. Widok tego oczka wodnego w pełni opanowanego przez mikrusy między drugim, a jedenastym rokiem życia, nieprzestrzegające żadnych zasad BHP, nie mówiąc już o zwykłym pożyciu międzyludzkim, wyglądał jak plan zdjęciowy nowego horroru Hitchcocka. W momencie, gdy jeden 5-latek myśląc, że Jego noga jest dziecioprzepuszczalna, rozpędzony odbił się od niej lądując na płytkach z charakterystyczną pieśnią na ustach, którą fonetycznie można zapisać jako „łeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee”, a drugi, zapominając, że nie jest na wuefie w szkole i nie gra w zbijanego, trafił Ją mokrą piłką w głowę, Oboje stwierdzili, że przegrali tę walkę i czas na kapitulację.

Nie odpuszczali jednak wojny, wciąż wierząc, że są w stanie wygrać ten spór o odpoczynek. Było jednak zbyt późno na wycieczkę po którymś ze szlaków, a też nie po to przyjechali na łono natury, by chodzić po knajpach, więc zdecydowali się na ostatnią dostępną opcję – partyjkę bilardu. Wszak była to gra tylko dla dorosłych, ze względu na jej niebezpieczeństwo związane ze śmiercionośnymi bilami napędzanymi przez cyklopogenne kije. I fakt, że żeby dosięgnąć do stołu, trzeba mieć te metr sześćdziesiąt.

Wjechali więc na poziom z kawiarnią, którą otaczał taras widokowy i gdy tylko drzwi od windy się rozsunęły, ich oczom ukazał się batalistyczny krajobraz rodem z „300”. Chłopiec w bluzie z Kaczorem Donaldem wspinał się na stół z uzami, trzymając pod pachą kij, którym ciągle coś strącał, natomiast dziewczynka z niebieską kokardą we włosach ciągnęła go za nogę, próbując sprowadzić na ziemię. Wiedzieli, że lada moment dojdzie do rozlewu krwi, więc żeby nie być tego, świadkami wcisnęli guzik z cyfrą „3” na tablicy w windzie i wrócili do pokoju. – Jutro też jest dzień – rzucił z troską On do Niej, gdy przymierzała się do wzięcia rozpędu i uderzenia głową w ścianę, po czym poszli spać, licząc, że jutro faktycznie będzie lepiej.

Noc upłynęła spokojnie, blask księżyca wpadał im przez okno oświetlając stolik z niedopitym winem musującym, jednak poranek przyszedł wcześniej niż się spodziewali. O 6:30 w pokoju nad nimi włączyła się ta sama syrena alarmowa, która roztrzaskała w drobny mak atmosferę zbliżenia dzień wcześniej. Półprzytomni, wątpiąc, że ktoś na małoletnim tenorze wciśnie przycisk pauzy, zwlekli się z łóżka i oddali się rytuałowi porannej toalety, przy akompaniamencie tupotu małych stóp dobiegającym z korytarza.

Czyści i pachnący, z resztkami nadziei na romantyczny weekend, zjechali na poziom -1, do sali jadalnej na śniadanie, licząc, że ponakładają sobie naleśniki ze świeżymi owocami i miodem, na które w ciągu tygodnia nigdy nie mają czasu, i tym razem nie zastali bitwy Spartan pod Termopilami. Nie. To co wyświetliło im się na siatkówkach oczu było prawdziwą bitwą o Śródziemie z „Władcy Pierścieni”. Oddziały szkrabów, jak rozjuszone byki, atakowały wszystko co było w zasięgu ich głów, siejąc popłoch wśród cywili, szturmowcy, sięgający głowami ponad blaty z jedzeniem, przejmowali teren dekorując rozpaćkanymi pomidorami i Nutellą otoczenia wokół siebie, a cała ta batalia odbywała się przy gorliwym dopingu nowo narodzonych.

On i Ona wzięli w dłoń po bułce i oscypku i ewakuowali się z powrotem do windy, najszybciej jak tylko było to możliwe.

Gdy w końcu nastała niedziela, dzień wyjazdu i powrotu do normalności, pakując swoje walizki do samochodu płakali ze szczęścia, ciesząc się, że już nikt nie obudzi ich niekontrolowanym płaczem w środku nocy i przyrzekli sobie jedno: koniec z seksem. Przynajmniej dopóki nie przejdzie trauma.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Team Dalog
---> SKOMENTUJ

Co jakiś czas dostaję maile z pytaniami o blogowanie. Czasem są to pytania o poszerzanie poruszanej tematyki, częściej o zwiększanie zasięgu, jeszcze częściej o zarabianie, a nierzadziej to prośby o całościowy audyt bloga (czyli przeanalizowanie, czemu jest tak źle, skoro jest tak zajebiście). W przypadku pojedynczych, sprecyzowanych pytań, staram się rzeczowo odpowiadać, ale to zazwyczaj skutkuje kolejnymi mailami z dopytywaniem o szczegóły. Gdy dostaję pytania ogólnikowe, typu: jak przyciągnąć czytelników? jak się wybić? jak jeść burgery i nie przytyć?, odsyłam do książek Tomka Tomczyka, bo jest tam prawie wszystko, co trzeba wiedzieć działając w tej dziedzinie.

Kiedy jednak ktoś pisze z prośbą o przejrzenie CAŁEGO bloga, wraz z profilami w mediach społecznościowych, odpisuję, że nie da rady, bo to przynajmniej 2 godziny mojego czasu. Czasu, który jak wiadomo jest jedynym nieodnawialnym zasobem, bo mimo usilnych starań osób zbliżających się do ostatecznego terminu oddania zlecenia, doby nijak nie da się poszerzyć. Innymi słowy, tych 2, 3, a czasem 4 godzin nikt mi nie odda, a często niestety nawet nie podziękuje. Za to ja ten czas chętnie oddam, ale w zamian za pieniądze.

Pieniądze, które pójdą na szczytny cel.

 

Udzielam korepetycji z blogowania w zamian za pomoc WOŚP!

----> KLIKNIJ W OBRAZEK, ŻEBY PRZEJŚĆ DO AUKCJI <---
—-> KLIKNIJ W OBRAZEK, ŻEBY PRZEJŚĆ DO AUKCJI <—

Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy wspieram odkąd pamiętam. A w zasadzie to odkąd pamięta moja mama, bo pierwsze zdjęcia z przylepionym serduszkiem do zimowej kurtki mam chyba z czasów przedszkolnych. Ogromnie szanuję Jurka Owsiaka, regularnie piszę podania o jego kanonizację i co roku jestem pod wielkim wrażeniem, jak skutecznie potrafi integrować ludzi przekazując im, dla odmiany od tego co robią politycy, pozytywną energię. I niezbędny sprzęt dla szpitali. Którego nie potrafi zapewnić państwo.

Ale wróćmy do tematu.

Akcja jest taka, że poniżej masz aukcję, która jest 4-godzinnymi korepetycjami z blogowania. Co to znaczy? Dokładnie to, że jak w podstawówce, liceum, czy na studiach, udzielam bezpośrednich, osobistych korków. Czyli spotkamy się jeden na jeden i pomagam Ci ze WSZYSTKIM związanym z blogowaniem, z czym tylko masz problem. Dodajmy jednak, że są to korki turbo exclusive premium, bo dojeżdżam w KAŻDE miejsce w Polsce (słownie: w we wszystkie jakie tylko są w obrębie granic naszego kraju). Innymi słowy, jeśli mieszkasz na Helu, w Parzygłowach Dolnych albo na Ruczaju i chcesz pogadać o rozwoju internetowych pamiętników w swoim domu, to nie ma problemu. Przyjeżdżam na Hel, na Ruczaj, czy gdziekolwiek indziej mieszkasz w obrębie naszego kraju.

—–> Wylicytuj „Korki z blogowania”! <—–

Możemy się spotkać, gdzie tylko sobie wymyślisz, jest tylko jedna sprawa: musisz wygrać aukcję przekazując hajs na dzieci i seniorów.

 

Co mogę Ci wytłumaczyć w trakcie korepetycji?

WSZYSTKO!

Prowadzę Stay Fly od ponad 4 lat, żyję tylko i wyłącznie z niego od ponad 1,5 roku, byłem na wszystkich istotnych konferencjach w tym kraju, znam wszystkie mające wpływ na tę branżę osoby osobiście i nie ma takiego aspektu blogowania, którego bym nie zgłębił. Nie żebym jakoś specjalnie miał potrzebę się przechwalać, ale najzwyczajniej w świecie, znam się na tym i chętnie Ci tę wiedzę przekażę.

Podczas korków mogę powiedzieć Ci:

– jak pisać angażujące teksty
– jak wyróżnić się w Twojej kategorii tematycznej
– jak radzić sobie z hejterami
– jak zacząć zarabiać na blogu
– czy potrzebujesz Twittera
– jak podpiąć Google Analyticsa
– jak wybrać szablon odpowiedni do Twoich potrzeb
– jak prowadzić fanpage na Facebooku, żeby żył
– jak się wyceniać
– jak zachowywać prywatność, pisząc o swoim życiu
– po co blogerowi wideo
– jak odmawiać propozycji seksu czytelnikom
– czy nawet, jak założyć bloga i jakich błędów uniknąć, jeśli dopiero o tym myślisz

Spotykamy się na 4 godziny w wybranym przez Ciebie miejscu i możemy rozmawiać o wszystkim, co tylko Cię interesuje w zakresie publikowania treści w internecie.

Co ważne, nie dostajesz ogólnikowych, teoretycznych rad. Analizujemy Twojego bloga od podszewki, od dobierania miniaturek do postów, przez ich treść, po wchodzenie w dyskusję z czytelnikami, na bieżąco dostając rekomendacje, co powinieneś poprawić, co zacząć, a co absolutnie przestać robić. Tylko i wyłącznie konkrety, nie dotyczące wszystkich, a odnoszące się do Twojego indywidualnego przypadku.

 

To jak?

Chcesz rozwinąć swojego bloga i przy okazji pomóc WOŚP?

---> SKOMENTUJ

Jak skutecznie zepsuć pierwszą randkę?

Skip to entry content

Pierwsze wrażenie ma to do siebie, że da się je zrobić tylko raz i – jak podają amerykańscy naukowcy i kącik porad w Bravo – trwa średnio od 4 do 6 sekund. Co to znaczy? Że w ciągu jednego ziewnięcia drugi człowiek dokonuje oceny Twojej osoby. Szybko, co? Oczywiście nie jest tak, że owego wrażenia nie da się zatrzeć realnym obrazem, który krystalizuje się w toku dłuższej znajomości, tyle, że jest to dużo trudniejsze. I do tej znajomości musi w ogóle dojść. No i jak mówiła Goździkowa: lepiej zapobiegać, niż leczyć.

O ile jeszcze w przypadku nowych ludzi w pracy, czy znajomych na studiach, masz spore szanse, że krzywy początek da się naprostować, o tyle w przypadku pierwszej randki jest niemal pewne, że drugiej szansy nie będzie. Zwłaszcza, jeśli to złe pierwsze wrażenie przeciągnie się na półtorej godziny spotkania. Spotkania zamieniającego się w torturę, po której chłopak chce sobie błysnąć w oczy gadżetem Willa Smitha z „Facetów w czerni”.

Tak, w tym tekście będziemy wytykać zachowania, które oddalają Cię od założenia rodziny, zmiany nazwiska i wzięcia udziału w programie „Rodzina na swoim”. Co zrobić, żeby skutecznie zepsuć pierwszą randkę, a facet, z którym się umówiłaś myślał, że trafił na plan zdjęciowy nowej części „Piły”?

 

Spóźnij się

Najlepiej dużo.

Spóźnianie się wciąż jest w dobrym tonie i tylko brzydkie laski przychodzą punktualnie. Ewentualnie łatwe cichodajki. Im dłużej będzie na Ciebie czekał, tym bardziej doceni to, że jesteś i okazałaś mu łaskę jednak przychodząc. To wersja, którą serwuje Cosmopolitan i zawodowe utrzymanki. W rzeczywistości facet uzna, że jesteś kolejną nieogarniętą sierotką, nie znającą się na zegarku, która nie jest w stanie przewidzieć ile czasu zajmują jej codzienne czynności i przemieszczenie się z punktu A do B. Ewentualnie, że jesteś zmanierowaną Chcę Być Panią Świata.

 

Narzekaj na lokal

Że za głośno, zła muzyka, ludzie nie tacy jak powinni, fotele niewygodne, obsługa niemiła, herbata za ciepła, woda za mokra. Przy czym na każde „dobra, idziemy gdzieś indziej”, reaguj „nie, nie, zostańmy już”. Nic tak nie psuje nastroju i atmosfery do poznawania się jak nieustanne i bezsensowne czepianie się marginalnych szczegółów. Ciągle.

 

Opowiadaj o swoich kompleksach

Wyjaskrawienie wszystkich swoich wad na pierwszym spotkaniu, których facet normalnie by nie zauważył, bo spodobałaś mu się i chciał Cię poznać, jest strzałem w stopę. Półgodzinne maltretowanie go opowieściami o częściach ciała, z których nie jesteś zadowolona, strzałem w kolano. Zmuszanie do zaprzeczenia, że wcale nie masz odstających uszu i grubej dupy, strzałem w głowę.

Naprawdę nie ma powodu, dla którego komukolwiek, bez uiszczania opłaty za wizytę, chciałoby się o tym słuchać.

 

Daj do zrozumienia, że ma Ci stawiać

Tę, następną i każdą kolejną kolejkę. W końcu każdy gość marzy o tym, by być dla dziewczyny bankomatem, do którego nawet nie trzeba wklepywać pinu.

 

Nie zadawaj pytań

Absolutnie, totalnie i kompletnie ŻADNYCH. Brzmi dziwnie? Bo jest dziwne jak zjadanie łożyska po porodzie.

Zdarzyło mi się być na takiej pierwszej randce, w trakcie której przez bite 120 minut dziewczyna nie zadała mi ANI JEDNEGO pytania. Ani skąd jestem, ani czym się zajmuję, ani gdzie studiowałem, ani nawet czy płakałem na „Królu Lwie” w dzieciństwie. Nie wiem, czy była tak zestresowana pierwszym spotkaniem, czy znała mnie z bloga i wszystko o mnie wiedziała, ale było to maksymalnie beznadziejne. Czułem się jak najmniej interesująca osoba w naszym układzie planetarnym, której nawet nie warto spytać o godzinę.

 

Baw się telefonem

Odpisuj na smsy, gdy on Ci będzie opowiadał o sobie, sprawdzaj Fejsa kiedy zada Ci pytanie wymagające przynajmniej 5-sylabowej odpowiedzi i ogólnie napierdalaj w ten wyświetlacz jak upośledzona.

 

Zanudź go na śmierć gadaniem o pierdołach

Opowiedz mu co robi obecnie Twoja była przyjaciółka z podstawówki, jak układa się Twojej kuzynce mieszkającej w Birmingham z 14 lat starszym Angolem, co wczoraj było na obiad w stołówce pracowniczej i jakiego koloru koszulę miał motorniczy. Opowiedz mu wszystkie nic niewnoszące historie swoich koleżanek z pracy, kastrując je z nadziei na puentę już samym sposobem narracji. Paplaj o tym z metodycznością automatycznej sekretarki prowadząc monolog-nie-do-rozjebania. Oczywiście nie wspominając przy tym kompletnie nic o swoich zainteresowaniach, poglądach, czy czymkolwiek, co jest istotne dla faceta, który szuka osobowości, a nie aparatu mowy przytwierdzonego do pochwy i cycków.

 

Opowiadaj o swoim byłym

Wciąż, i wciąż, i wciąż, i przy każdej nadarzającej się okazji, i przy każdej anegdocie, i bez okazji w sumie też, i wciąż, i wciąż, i wciąż. W końcu nie przyszedł, żeby Cię poznać, tylko posłuchać o Twoim byłym. Bo przecież nie ma lepszego tematu do rozpoczęcia nowej relacji, niż obszerna opowieść o tym, czemu poprzedni związek Ci się nie udał. Dlatego zaraz po randce blokuje Twój numer i puszcza bączka jak w ostatniej scenie „Incepcji”, licząc, że ten się nie przewróci, dając dowód, że takie socjopatki istnieją tylko w złych snach.

Dziękuję za uwagę.

---> SKOMENTUJ