Close
Close

Wojewódzki prosił fanów by słowami „pocałuj mnie w dupę” szczuli blogera

Skip to entry content

Jakub Wojewódzki i Piotr Kędzierski prowadzą w Rock Radiu od poniedziałku do czwartku audycję „Książę i Żebrak”. W założeniach program ma być humorystyczny, w praktyce jednak jest to humor przez małe, a w zasadzie nieme „h” i opiera się głównie na podwórkowych żartach, które śmieszyły w dzieciństwie. Jedyne faktycznie zabawne fragmenty programu, to momenty, gdy pojawiają się dowcipy podwykonawców, jednak wczoraj główni prowadzący postanowili udowodnić, że mimo, iż ich zwalniają i zdejmują ich audycję z anteny, wciąż są ultra śmieszni.

Dwójka dorosłych mężczyzn uznała, że szczytem finezji i esencją dobrego żartu, będzie napuszczenie swoich fanów na przypadkową osobę i obrażanie jej słowami „pocałuj mnie w dupę”. Błyskotliwe, co?

(Wojewódzki z Kędzierskim zachęcają do ataku od 35:38)

Wojewódzki: Postanowiliśmy sprawdzić zasięg i słuchalność naszego radia poprzez test związany z Instagramem. (…) Prosimy o wejście na profil Ekskluzywnego Menela i prosimy napisać tekst…

Kędzierski: …pocałuj mnie w dupę…

Wojewódzki: …tak. Każdego kto napisze „pocałuj mnie w dupę” na profilu Ekskluzywnego Menela będziemy wymieniać i chwalić w radiu.

W ciągu godziny od tego komunikatu na profilu Ekskluzywnego Menela – blogera modowego – pojawiło się prawie 300 komentarzy fanów Wojewódzkiego, którzy wykonali polecenie swojego idola i obrazili bogu ducha winnego człowieka. Jestem zażenowany tym na tak wielu poziomach, że nie wiem od czego zacząć. Chyba najbardziej obrzydza mnie fakt, że tego klocka na cudzym trawniku nie postawiła z głupoty i braku doświadczenia osoba świeża, tylko człowiek od lat działający w mediach, doskonale obyty z jego mechanizmami.

 

Hipokryzja na poziomie wojewódzkim

Wojewódzki nie raz żalił się, i w swoim programie w telewizji, i na Facebooku, i w gazetach, że Kaczyński i PiS propagują mowę nienawiści. Że ich dojście do władzy sprawi, że będziemy nawzajem skakać sobie do gardeł i się obrażać. Że rząd antagonizuje ludzi i negatywnie wpływa na nastroje społeczne. Po czym, absolutnie bez żadnego powodu, kazał swoim odbiorcom masowo atakować słownie przypadkową osobę. Brzmi jak krzewienie prospołecznych postaw, propagowanie tolerancji i budowanie komunikacji opartej na wzajemnym szacunku, co?

ekskluzywny menel wojewódzki
https://www.instagram.com/ekskluzywny_menel/

 

To zachowanie godne nastoletniego chłopca, a nie 52-letniego mężczyzny

Wykorzystywanie swojej władzy tylko po to, żeby zabawić się czyimś kosztem, to domena niedojrzałych emocjonalnie gówniarzy. Czyli użytkowników Karachana i dresiarzy dorabiających na klubowych bramkach. Takiego spuszczania hien tylko po to, żeby pośmiać się z ucieczki ofiary, mógłbym spodziewać się po jakimś dzieciaku, który grając w Minecrafta stał się popularny na YouTube i nie wie co robić ze swoim wpływem na społeczność. Ale żeby dorosłego chłopa, który mógłby być dziadkiem, bawiła zabawa w pana i władcę, który jak ma kaprys to kogoś opluje?

Słuchając dalszej części programu, i tego jak Wojewódzki z Kędzierskim sczytują na antenie, bo ich słuchacze piszą Ekskluzywnemu Menelowi „pocałuj mnie w dupę”, czułem jak żenada wylewa się z głośników i zostawia trwałe ślady na moich uszach. Panowie mało nie oddali ejakulatu na mikrofon w studiu, ciesząc się z tego, na jaki przezabawny dowcip wpadli. Żeby człowiek, który chce być autorytetem, a w dodatku doskonale wie jak działają media, publicznie zachęcał innych do szczucia kogoś i czerpał z tego przyjemność?

OHYDNE.

 

Niektórzy ludzie zrobią WSZYSTKO dla sławy

I bynajmniej nie mam tu na myśli cofającego się w rozwoju intelektualnym jurora. Mówię teraz o wszystkich osobach, które odpowiedziały na apel i zaatakowały blogera, tylko po to, żeby ich ksywka została wypowiedziana w radiu.

Nie wiem co jest gorsze, to że ktoś bezmyślnie zwraca się do drugiej osoby słowami „pocałuj mnie w dupę”, tylko dlatego, że jego idol mu kazał, czy to, że ktoś robi to, tylko po, żeby został zauważony choć na moment. Choć na ten ułamek sekundy, kiedy w ogólnopolskiej stacji radiowej prowadzący czyta jego nick na Instagramie. To, że ktoś dla tych, nawet nie 5 minut sławy, jest w stanie bezrefleksyjnie obrazić drugą osobę jest przerażające. Jeśli Cię to nie wstrząsa, to wyobraź sobie, co taki człowiek byłby w stanie zrobić w zamian za pojawienie się na 15 sekund w telewizji. Złamać Ci rękę? Potrącić autem? W końcu to tylko zabawa, a w zamian może się pochwalić znajomym, że był programie u Wojewódzkiego.

I teraz pomyśl, że w drodze do pracy spotykasz takich ludzi każdego dnia.

 

***

 

Współczuję Ekskluzywnemu Menelowi, że próbowano zrobić z niego chłopca do bicia. Współczuję słuchaczom Radia Rock, że słuchają takich audycji. Współczuję nam wszystkim, że mamy w kraju takie „gwiazdy”. I współczuję sobie, że mijam się na ulicy z ludźmi, dla których to był śmieszny żart.

(niżej jest kolejny tekst)

80
Dodaj komentarz

avatar
45 Comment threads
35 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
55 Comment authors
NajwervTexas ITKawazumotocyklistka.eu Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
tattwa
Gość

Powtarzam to od czasów Idola już: Wojewódzki jest strasznym wieśniakiem. Kiedyś był naprawdę dobrym dziennikarzem muzycznym, ale obecnie jest taką Dodą telewizji. Nie słyszałam nigdy śmiesznego żartu w jego wykonaniu, a jego własny program obnaża jego indolencję – za każdym razem, kiedy ma na kanapie kogoś naprawdę inteligentnego, pokroju np. Cezarego Żaka, wychodzi na idiotę i buraka. Tylko przy pogodynkach i Luxurii Astaroth wypada dobrze. Ale to nie jest jakieś wielkie wyzwanie.

Matka Pauka
Gość

Ja go kiedyś lubiłam, ale zastanawiam się, czy to dlatego, że byłam młodsza, czy to dlatego, że on był kiedyś mniej „na siłę”. Teraz jest takim pajacem, że szkoda słów.

tattwa
Gość

Stawiam na to, żeby byłaś młodsza, on był zawsze taki sam, już w czasach Idola nie był śmieszny, za to strasznie starał się pozować na intelektualistę. Komentując czyjś występ, mało nie popuszczał w spodnie, żeby tylko do wypowiedzi wcisnąć mądry punkt odniesienia z jakiejś książki.

Riennahera
Gość

Jeśli czyjś idol każe coś takiego napisać, to jest to moment na zmianę idola.
Straszne.

Kat Terek
Gość

Haha, a Eksluzywny Menel winduje na statystykach instagrama, który podbija mu zdjecia i dociera do instagramowiczów z obcych krajów, którzy nie rozumieja co znaczy „pocaluj mnie w dupe”, ale podoba im sie przystojny hipster.

Kasia
Gość

Wybrnął z tego z klasą! :)

Jan Favre
Gość

No nie do końca, ale rozumiem, że działał pod wpływem emocji.

kel
Gość

Ja bym powiedział, że żenua równe prowokacji Wojewódzkiego.

Sylwia Koladyńska
Gość

Szczerze mówiąc, po Wojewódzkim to za dużo dobrego bym się nie spodziewała. Ale w drugą stronę – nie spodziewałam się AŻ takiego buractwa.

Jan Favre
Gość

Ja po dorosłym człowieku działającym aktywnie TYLE LAT w mediach spodziewałbym się jednak nieco więcej.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Nike Air Force 1 – najlepsze buty na zimę w mieście!

Skip to entry content

Zima się zbierała i zbierała, i zebrała tak, że zaraz po sylwestrze walnęło -12 na termometrach i zaśnieżyło parapety i ścieżki rowerowe. Co poskutkowało tym, że na dobre pochowałem jesienne buty, wyciągając na ich miejsce te zimowe, i pierwszy raz od 3 lat włożyłem kalesony. Polecam bardzo i nie wyobrażam sobie wyjść na ten mróz bez dodatkowej warstwy na najważniejszym, zaraz po mózgu, narządzie. Ale dziś nie o tym. Dziś o butach, które pozwolą Wam przetrwać ten ziąb, umożliwią opuszczenie swojego ciepłego sześcianu i zagwarantują, że po powrocie ze spaceru wciąż będziecie mogli poruszać palcami u stóp.

Dziś o tym, dlaczego uważam, że Nike Air Force 1 to najlepsze buty na zimę w mieście.

Wygląd

Nike Air Force 1 - męskie zimowe buty

Od zawsze miałem problem z wyborem zimowych butów, bo te przeznaczone na temperatury poniżej 5 stopni albo wyglądały jakbym z miejsca miał iść zdobywać Mount Everest albo jakbym przeniósł się do czasów „Ogniem i mieczem” i czekał tylko, aż ktoś przyniesie mi kożuch i doklei wąsy długości dwóch zdrowych sumów. Jednym słowem, albo trekking i wspinaczki wysokogórskie albo podróż w czasie. Lub – nie daj boże i chroń me oczy przed tym widokiem – miks jednego z drugim, czyli skórzane pseudo-eleganckie trapery.

nike-air-force-1-meskie-zimowe-buty

Zazwyczaj, gdy pogoda za oknem zmuszała mnie groźbą odmrożenia sobie stóp i już nie było wyjścia, wybierałem jakieś miodówki a la Timberlandy. Wyglądały całkiem nieźle, a w zasadzie to dobrze, ale były ciężkie i jakieś takie kwadratowe. No, do wygody ciut im brakowało. Przestałem szukać, gdy w końcu odkryłem buty majace tę samą nazwę co samolot prezydencki.

nike-air-force-1 meskie-zimowe-buty

Air Force 1 – poza wersją niską, która zupełnie do mnie nie trafia – są bardzo ładne. Dość proste, bez żadnych udziwnień poza rzepem, który estetycznie wieńczy całość, masywne, ale nie bulwiaste i nieciężkie. Nie są tak uniwersalne jak Air Maxy, że czego nie założysz, to pasuje, ale dobrze komponują się z większością zestawów i w zasadzie z każdymi spodniami niemającymi szerokiej nogawki, ani niebędącymi w kancik. Oczywiście mam na myśli całe czarne, albo białe, bo jak kupisz sobie jakieś z turbo limitowanej edycji, zrobione ze światełek odblaskowych albo skóry kameleona, to będzie je nieco trudniej do czegoś dopasować.

Wytrzymałość

nike-air-force-1-meskie-zimowe-buty-2-750x421

I wpadałem w nie w kałuże, i brodziłem w nich w błocie, i chodziłem po górach, i prałem w pralce, i jedyne co się im stało po dwóch sezonach użytkowania, to lekkie wgięcie skóry. Zero pęknięć, rozklejenia się, puszczenia szwów, przetarcia czy odchodzenia skóry. A naprawdę im nie odpuszczałem. Innymi słowy, są w stanie przetrwać dużo więcej niż jazdę komunikacją miejską w godzinach szczytu, czy promocję na karpie w markecie.

Ciepło i wygoda

Punkt kulminacyjny, prawie, że najistotniejszy w tym temacie. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że te buty są ciepłe jak cholera i naprawdę wygodne.

Do chodzenia po mieście sprawdzają się wyśmienicie. Po pierwsze, podeszwa jest na tyle wysoka, że nawet przy -12 nie ma opcji, że jest Ci zimno w stopy. I to bez zakładania jakichś ultra grubych skarpet. Jeśli tylko nie rzucasz się w zaspy i nie wskakujesz do kałuż, w których można by się utopić, to nic Ci nie grozi. Mimo wywietrzników na przodzie, dzięki skórze na całości, obuwie nie przemaka przy normalnym codziennym użytkowaniu. Zresztą, miałem okazję być w nich również w Tatrach i też nie było lipy, ani nie czułem wilgoci, ani zimna, nawet przez moment. Po drugie, dzięki elastyczności i lekkości, są naprawdę wygodne i nawet wielogodzinny spacer, czy stanie w kolejce do kasy, nie sprawia dyskomfortu. Przez to, że nie są ciężkie i sztywne, nie masz wrażenia, że chodzisz w butach z betonu, a każde podniesienie nogi to wysiłek.

Nike Air Force 1 - męskie zimowe buty

Nie spodziewałem się, że adidasy tak dobrze potrafią się sprawować w zimie, ale skórzane Nike Air Force 1, to w tym momencie dla mnie najlepsza opcja na przetrwanie tej pory roku w mieście. Ładne, wygodne i mega ciepłe! I zupełnie nie rozumiem lasek, które chodzą w nich latem i to w największe upały. Jakaś kolorwa gazeta wmówiła im, że mokre od potu stopy są seksowne?

Wojna Płci: co to znaczy, że „dziewczyna się puszcza”?

Skip to entry content

Tygodniowa, świąteczna przerwa w “Wojnie Płci” przeciągnęła się prawie na cały miesiąc i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie oprócz tego, że to wina Asi. Na szczęście już się ogarnęła ze sprzątaniem po sylwestrze i w aurze odkurzonego dywanu, wypucowanych garnków i wyniesionych śmieci, wracamy z damsko-męskimi rozmowami o życiu, śmierci i pożyciu przedmałżeńskim. Dzisiaj na tapet bierzemy zwłaszcza ten ostatni temat, bo dyskutujemy o tym, co to znaczy, że “dziewczyna się puszcza”?

Wojna Płci

Jan Favre: Z iloma mężczyznami kobieta musi uprawiać seks, żeby zostać puszczalską szmatą? Z 5, 10, 15? 115?

Joanna Pachla: Z tyloma, o ilu dowie się jej gimnazjum.

Jan Favre: Czyli dopóki nikt się nie dowie, może zapraszać całe jednostki wojskowe do łóżka, ale w momencie, kiedy to wyjdzie poza jej sześcian, to jest już godna napiętnowania?

Joanna Pachla: Tak, bo zwykle to społeczeństwo piętnuje, a nie człowiek sam siebie.

Poza tym zauważ, że to kobiety kobietom zgotowały ten los. Te wszystkie łatki typu „łatwa” czy „puszczalska” pochodzą prosto z kobiecego słownika. Normalny facet nie powie o kobiecie, że się puszcza. Natomiast kobieta o kobiecie już tak. Same sobie robimy ten czarny PR.

Jan Favre: Też zauważyłem, że kobiety mają bardzo duży udział w niszczeniu innych kobiet, tylko dlatego, że miały więcej partnerów seksualnych, albo są ładniejsze/mają większe branie, ale mężczyzn bym z tego nie wyłączał.

Co zrobi – może nie „normalny”, ale „przeciętny” – facet, jeśli podbijając do dziewczyny w klubie dostanie kosza, po czym zobaczy, że zaloty innego na nią poskutkowały?

Joanna Pachla: Powinien pomyśleć, że widocznie ten drugi okazał się fajniejszy. Ale rozumiem, że zmierzasz do tego, że – żeby ją zdyskredytować i jednocześnie zrehabilitować siebie we własnych oczach lub oczach kumpli – nazwie ją właśnie puszczalską szmatą.

Jan Favre: Tak. Ewentualnie dupodajką.

Faceci bardzo często zarzucają kobiecie mityczne „puszczanie się”, bo sami nie byli w stanie jej zainteresować swoją osobą, a ktoś inny był. I to na tyle skutecznie, że doszło do fizycznego zbliżenia. W związku z czym muszą ratować wdeptane w chodnik ego, deprecjonując ją.

Joanna Pachla: To co – według mężczyzny – znaczy „puszczać się”? Uprawiać seks z kimś innym, niż on sam?

Jan Favre: Zdaniem przeciętnych mężczyzn „puszczać się”, znaczy uprawiać seks z więcej niż jednym partnerem w ciągu całego życia, bo według kodeksu osiedlowego harcerza, tylko dziewice i nasze matki są damami, a reszta to szmaty. Dla mnie jednak znaczy coś zgoła innego. Odnosząc się do etymologii tego słowa, logicznie rzecz ujmując, żeby się puścić, wcześniej trzeba się czego trzymać, czyli przenosząc to na relacje damsko-męskie, puszcza się kobieta, która ma mężczyznę – jest w związku – a mimo to uprawia seks z innymi, zdradzając go.

Joanna Pachla: O, to chyba jednak zawęża popularną definicję tego słowa. Puszczać się w znaczeniu, jakie ja znam, to po prostu – uprawiać seks z dużą liczbą partnerów. Tylko nie znalazł się jeszcze mądry, który by określił, ile to właściwie jest “dużo”.

A uprawiać seks, mając już mężczyznę – to przecież tyle, co zdradzać. Dla mnie taka retoryka jest w ogóle z dżungli wzięta – puszczać się to może małpa liany, sorry.

Jan Favre: Uprawianie seksu z dużą liczba partnerów jest neutralne, puszczanie się jest zdecydowanie pejoratywne. Jeśli mielibyśmy przyjąć Twoje rozumienie tego słowa, to wszyscy bylibyśmy puszczalscy, bo dużo, to więcej niż 2.

Tak że tak, zwrot „puszczanie się” jest dla mnie synonimem notorycznego, wielokrotnego zdradzania.

Joanna Pachla: To znaczy, że żeby się puszczać, trzeba być w związku?

Jan Favre: A uważasz, że żeby się puszczać, wystarczy uprawiać seks z kimś, z kim nie jest się w związku?

Joanna Pachla: Ja w ogóle nie używam określenia „puszczać się”, dla mnie to jest podwórkowa pyskówka, z którą powinno się zrywać gdzieś po ukończeniu gimnazjum. Dorośli ludzie się nie puszczają, oni po prostu zaspokajają swoje potrzeby, uprawiając seks.

Natomiast na tyle, na ile pamiętam to wyrażenie z czasów szkolnych, to odnosiło się do uprawiania seksu z dużą liczbą partnerów, niezależnie od statusu związku. Ba, nigdy nie zapomnę wielkiego napisu na froncie szkoły, dumnie obwieszczającego światu przy pomocy spray’u, że „Lucyna puszcza się szybciej niż oddycha”. A Lucyna wcale się nie puszczała – ona po prostu nie chciała żadnego z tych wątpliwej jakości zalotników, więc postanowili się na niej regularnie mścić.

[emaillocker]

Jan Favre: Też nie używam tego zwrotu, bo jest bardziej z dupy niż wczorajsze śniadanie i strasznie mnie irytuje, jak te jaskiniowo-nastoletnie hasła są rzucane przez dorosłych ludzi i to w gęstej mgle zakłamania. Najczęściej ten zwrot pojawia się pod płaszczykiem dbania o moralność – tyle, że walka nigdy nie rozgrywa się o właściwe życiowe wzorce autorów tych słów, tylko osób trzecich. Obrońcy Cudzej Moralności próbują przekonać cały świat, że tak bardzo zależy im na czyjejś praworządności, podczas gdy w rzeczywistości chcą po prostu wyładować swoją frustrację i komuś dopierdolić pod przykrywką niesienia dobra.

Uważam, że to, kto, z kim i jak często sypia, jest tylko i wyłącznie jego sprawą, a nie kwestią publiczną, nad którą koniecznie muszą się pochylać obcy ludzie. I jeśli chce zapraszać do sypialni całą drużynę piłkarską, to, jeśli tylko nikogo nie krzywdzi, nic mi do tego.

Joanna Pachla: I o ile nie jesteś jego sąsiadem zza ściany…

Jan Favre: No przecież mówiłem, że nie może nikogo krzywdzić. Napastowanie dźwiękowe to też krzywda.

Joanna Pachla: Czyli mamy pełną zgodność. Nie wierzę, że człowiek, nazywający drugiego człowieka puszczalskim, może mieć dobre intencje. Albo mu czegoś zazdrości, albo go nie lubi, albo chce upokorzyć czy wyładować własne frustracje (opcje mogą się łączyć). Jakakolwiek motywacja by nim nie rządziła, ewidentnie ma więc ze sobą problem.

Poza tym ile osób, mających aktywne życie seksualne z wieloma partnerami, publicznie się tym chwali? Raczej niewiele. Wszystkie te opowieści to więc co najwyżej plotki czy pomówienia. A te powinny obchodzić nas tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Jan Favre: Czasem nawet nie trzeba się chwalić. Wystarczy zrobić wspólne zdjęcie, a życzliwi kronikarze już dopiszą historię.

Jednak w tym temacie niezmiennie mnie fascynują podwójne standardy i fakt, że tylko kobieta może się puszczać, a mężczyzna jest zupełnie poza zasięgiem tego określenia. Jakby faceci w ogóle nie uczestniczyli w tej czynności, a wszystkie laski były biseksualne i puszczały się tylko same ze sobą.

Czemu Wy nie mówicie o mężczyznach, że się puszczają?

Joanna Pachla: Bo sięgamy po inne działo i kiedy facet nas nie chce, to nazywamy go pedałem. Jestem w klubie, chcę go poderwać, a on się nie daje? Przecież do głowy mi nie przyjdzie, że może już mieć dziewczynę albo zwyczajnie, po ludzku, może mnie nie chcieć. Najprostszy schemat myślowy, po jaki sięgają wtedy średnio rozwinięte dziewuchy, to skwitowanie tego słowami: no pedał, no.

Jan Favre: No tak, bo najmocniejszy sposób, w jaki w naszym kraju można obrazić mężczyznę, to nie nazwać go kanapowym nieudacznikiem, troglodytą, czy półmózgiem, tylko zasugerować, że nie jest heteroseksualny.

O ile uznawanie, że ktoś jest mniej wartościowy, bo ma mniej popularną orientację seksualną, jest absurdem samym w sobie, o tyle, czy są jakieś obiektywne powody, żeby stwierdzić, że człowiek jest gorszy, bo lubi pożycie przedmałżeńskie?

Joanna Pachla: Wiesz, żyjemy w kraju katolickim…

Jan Favre: Dlatego z pewnością każda osoba, która zarzuca komuś puszczalstwo, nigdy nie popełniła grzechu samogwałtu…

Joanna Pachla: Jasne. I kąpie się w majtkach i przebiera wyłącznie po ciemku.

A wracając do Twojego pytania – człowiek nie może być gorszy ani z powodu swojej orientacji, ani z powodu liczby partnerów seksualnych. Oczywiście, jedno i drugie może nam odpowiadać bardziej lub mniej, ale to tylko i wyłącznie nasz problem, który nie daje nam jeszcze prawa do jakiegokolwiek obrażania go czy też dyskredytowania w cudzych oczach.

Jan Favre: To jest w ogóle paradoks, że z jednej strony kobiety mające duże doświadczenie seksualne są piętnowane, a z drugiej dwudziestokilkuletnie dziewice są wyśmiewane. Mam wrażenie, że społeczeństwo jako ogół ma tak duży problem z seksem, że najchętniej wyzułoby go z przyjemności i zostawiło mu tylko funkcję rozrodczą.

Joanna Pachla: Dlaczego od razu całe społeczeństwo? Tylko ta jego głupsza część.

Jan Favre: Czyli jakieś 65%?

Joanna Pachla: To i tak jesteś optymistą.

[/emaillocker]