Close
Close

Wojna Płci: co to znaczy, że „dziewczyna się puszcza”?

Skip to entry content

Tygodniowa, świąteczna przerwa w “Wojnie Płci” przeciągnęła się prawie na cały miesiąc i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie oprócz tego, że to wina Asi. Na szczęście już się ogarnęła ze sprzątaniem po sylwestrze i w aurze odkurzonego dywanu, wypucowanych garnków i wyniesionych śmieci, wracamy z damsko-męskimi rozmowami o życiu, śmierci i pożyciu przedmałżeńskim. Dzisiaj na tapet bierzemy zwłaszcza ten ostatni temat, bo dyskutujemy o tym, co to znaczy, że “dziewczyna się puszcza”?

Wojna Płci

Jan Favre: Z iloma mężczyznami kobieta musi uprawiać seks, żeby zostać puszczalską szmatą? Z 5, 10, 15? 115?

Joanna Pachla: Z tyloma, o ilu dowie się jej gimnazjum.

Jan Favre: Czyli dopóki nikt się nie dowie, może zapraszać całe jednostki wojskowe do łóżka, ale w momencie, kiedy to wyjdzie poza jej sześcian, to jest już godna napiętnowania?

Joanna Pachla: Tak, bo zwykle to społeczeństwo piętnuje, a nie człowiek sam siebie.

Poza tym zauważ, że to kobiety kobietom zgotowały ten los. Te wszystkie łatki typu „łatwa” czy „puszczalska” pochodzą prosto z kobiecego słownika. Normalny facet nie powie o kobiecie, że się puszcza. Natomiast kobieta o kobiecie już tak. Same sobie robimy ten czarny PR.

Jan Favre: Też zauważyłem, że kobiety mają bardzo duży udział w niszczeniu innych kobiet, tylko dlatego, że miały więcej partnerów seksualnych, albo są ładniejsze/mają większe branie, ale mężczyzn bym z tego nie wyłączał.

Co zrobi – może nie „normalny”, ale „przeciętny” – facet, jeśli podbijając do dziewczyny w klubie dostanie kosza, po czym zobaczy, że zaloty innego na nią poskutkowały?

Joanna Pachla: Powinien pomyśleć, że widocznie ten drugi okazał się fajniejszy. Ale rozumiem, że zmierzasz do tego, że – żeby ją zdyskredytować i jednocześnie zrehabilitować siebie we własnych oczach lub oczach kumpli – nazwie ją właśnie puszczalską szmatą.

Jan Favre: Tak. Ewentualnie dupodajką.

Faceci bardzo często zarzucają kobiecie mityczne „puszczanie się”, bo sami nie byli w stanie jej zainteresować swoją osobą, a ktoś inny był. I to na tyle skutecznie, że doszło do fizycznego zbliżenia. W związku z czym muszą ratować wdeptane w chodnik ego, deprecjonując ją.

Joanna Pachla: To co – według mężczyzny – znaczy „puszczać się”? Uprawiać seks z kimś innym, niż on sam?

Jan Favre: Zdaniem przeciętnych mężczyzn „puszczać się”, znaczy uprawiać seks z więcej niż jednym partnerem w ciągu całego życia, bo według kodeksu osiedlowego harcerza, tylko dziewice i nasze matki są damami, a reszta to szmaty. Dla mnie jednak znaczy coś zgoła innego. Odnosząc się do etymologii tego słowa, logicznie rzecz ujmując, żeby się puścić, wcześniej trzeba się czego trzymać, czyli przenosząc to na relacje damsko-męskie, puszcza się kobieta, która ma mężczyznę – jest w związku – a mimo to uprawia seks z innymi, zdradzając go.

Joanna Pachla: O, to chyba jednak zawęża popularną definicję tego słowa. Puszczać się w znaczeniu, jakie ja znam, to po prostu – uprawiać seks z dużą liczbą partnerów. Tylko nie znalazł się jeszcze mądry, który by określił, ile to właściwie jest “dużo”.

A uprawiać seks, mając już mężczyznę – to przecież tyle, co zdradzać. Dla mnie taka retoryka jest w ogóle z dżungli wzięta – puszczać się to może małpa liany, sorry.

Jan Favre: Uprawianie seksu z dużą liczba partnerów jest neutralne, puszczanie się jest zdecydowanie pejoratywne. Jeśli mielibyśmy przyjąć Twoje rozumienie tego słowa, to wszyscy bylibyśmy puszczalscy, bo dużo, to więcej niż 2.

Tak że tak, zwrot „puszczanie się” jest dla mnie synonimem notorycznego, wielokrotnego zdradzania.

Joanna Pachla: To znaczy, że żeby się puszczać, trzeba być w związku?

Jan Favre: A uważasz, że żeby się puszczać, wystarczy uprawiać seks z kimś, z kim nie jest się w związku?

Joanna Pachla: Ja w ogóle nie używam określenia „puszczać się”, dla mnie to jest podwórkowa pyskówka, z którą powinno się zrywać gdzieś po ukończeniu gimnazjum. Dorośli ludzie się nie puszczają, oni po prostu zaspokajają swoje potrzeby, uprawiając seks.

Natomiast na tyle, na ile pamiętam to wyrażenie z czasów szkolnych, to odnosiło się do uprawiania seksu z dużą liczbą partnerów, niezależnie od statusu związku. Ba, nigdy nie zapomnę wielkiego napisu na froncie szkoły, dumnie obwieszczającego światu przy pomocy spray’u, że „Lucyna puszcza się szybciej niż oddycha”. A Lucyna wcale się nie puszczała – ona po prostu nie chciała żadnego z tych wątpliwej jakości zalotników, więc postanowili się na niej regularnie mścić.

[emaillocker]

Jan Favre: Też nie używam tego zwrotu, bo jest bardziej z dupy niż wczorajsze śniadanie i strasznie mnie irytuje, jak te jaskiniowo-nastoletnie hasła są rzucane przez dorosłych ludzi i to w gęstej mgle zakłamania. Najczęściej ten zwrot pojawia się pod płaszczykiem dbania o moralność – tyle, że walka nigdy nie rozgrywa się o właściwe życiowe wzorce autorów tych słów, tylko osób trzecich. Obrońcy Cudzej Moralności próbują przekonać cały świat, że tak bardzo zależy im na czyjejś praworządności, podczas gdy w rzeczywistości chcą po prostu wyładować swoją frustrację i komuś dopierdolić pod przykrywką niesienia dobra.

Uważam, że to, kto, z kim i jak często sypia, jest tylko i wyłącznie jego sprawą, a nie kwestią publiczną, nad którą koniecznie muszą się pochylać obcy ludzie. I jeśli chce zapraszać do sypialni całą drużynę piłkarską, to, jeśli tylko nikogo nie krzywdzi, nic mi do tego.

Joanna Pachla: I o ile nie jesteś jego sąsiadem zza ściany…

Jan Favre: No przecież mówiłem, że nie może nikogo krzywdzić. Napastowanie dźwiękowe to też krzywda.

Joanna Pachla: Czyli mamy pełną zgodność. Nie wierzę, że człowiek, nazywający drugiego człowieka puszczalskim, może mieć dobre intencje. Albo mu czegoś zazdrości, albo go nie lubi, albo chce upokorzyć czy wyładować własne frustracje (opcje mogą się łączyć). Jakakolwiek motywacja by nim nie rządziła, ewidentnie ma więc ze sobą problem.

Poza tym ile osób, mających aktywne życie seksualne z wieloma partnerami, publicznie się tym chwali? Raczej niewiele. Wszystkie te opowieści to więc co najwyżej plotki czy pomówienia. A te powinny obchodzić nas tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Jan Favre: Czasem nawet nie trzeba się chwalić. Wystarczy zrobić wspólne zdjęcie, a życzliwi kronikarze już dopiszą historię.

Jednak w tym temacie niezmiennie mnie fascynują podwójne standardy i fakt, że tylko kobieta może się puszczać, a mężczyzna jest zupełnie poza zasięgiem tego określenia. Jakby faceci w ogóle nie uczestniczyli w tej czynności, a wszystkie laski były biseksualne i puszczały się tylko same ze sobą.

Czemu Wy nie mówicie o mężczyznach, że się puszczają?

Joanna Pachla: Bo sięgamy po inne działo i kiedy facet nas nie chce, to nazywamy go pedałem. Jestem w klubie, chcę go poderwać, a on się nie daje? Przecież do głowy mi nie przyjdzie, że może już mieć dziewczynę albo zwyczajnie, po ludzku, może mnie nie chcieć. Najprostszy schemat myślowy, po jaki sięgają wtedy średnio rozwinięte dziewuchy, to skwitowanie tego słowami: no pedał, no.

Jan Favre: No tak, bo najmocniejszy sposób, w jaki w naszym kraju można obrazić mężczyznę, to nie nazwać go kanapowym nieudacznikiem, troglodytą, czy półmózgiem, tylko zasugerować, że nie jest heteroseksualny.

O ile uznawanie, że ktoś jest mniej wartościowy, bo ma mniej popularną orientację seksualną, jest absurdem samym w sobie, o tyle, czy są jakieś obiektywne powody, żeby stwierdzić, że człowiek jest gorszy, bo lubi pożycie przedmałżeńskie?

Joanna Pachla: Wiesz, żyjemy w kraju katolickim…

Jan Favre: Dlatego z pewnością każda osoba, która zarzuca komuś puszczalstwo, nigdy nie popełniła grzechu samogwałtu…

Joanna Pachla: Jasne. I kąpie się w majtkach i przebiera wyłącznie po ciemku.

A wracając do Twojego pytania – człowiek nie może być gorszy ani z powodu swojej orientacji, ani z powodu liczby partnerów seksualnych. Oczywiście, jedno i drugie może nam odpowiadać bardziej lub mniej, ale to tylko i wyłącznie nasz problem, który nie daje nam jeszcze prawa do jakiegokolwiek obrażania go czy też dyskredytowania w cudzych oczach.

Jan Favre: To jest w ogóle paradoks, że z jednej strony kobiety mające duże doświadczenie seksualne są piętnowane, a z drugiej dwudziestokilkuletnie dziewice są wyśmiewane. Mam wrażenie, że społeczeństwo jako ogół ma tak duży problem z seksem, że najchętniej wyzułoby go z przyjemności i zostawiło mu tylko funkcję rozrodczą.

Joanna Pachla: Dlaczego od razu całe społeczeństwo? Tylko ta jego głupsza część.

Jan Favre: Czyli jakieś 65%?

Joanna Pachla: To i tak jesteś optymistą.

[/emaillocker]

(niżej jest kolejny tekst)

47
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
30 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
Karolina WWojna Płci: jak radzić sobie po rozstaniu?AgOlMargoDot Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Siri
Gość
Siri

Mnie w ogóle bawi, że ludziom w głowie się nie mieści, że kobiety tak samo jak mężczyźni moga lubić seks i uprawiać go ot tak, dla własnej przyjemności, bez potrzeby wchodzenia w związek. Co więcej – kobiety mogą się tez masturbowac i oglądać filmy porno. I to tak samo naturalna sprawa jak u mężczyzn.

Jan Favre
Gość

To zazwyczaj nie mieści się w głowie kolesiom, którzy muszą namawiać swoje partnerki do seksu (bo zwyczajnie są słabi w łóżku), a każdy stosunek to wymęczony prezent i stwierdzają, że jeśli ich dziewczyny robią to niechętnie, to przecież żadna inna kobieta nie może tego robić dla przyjemności.

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

No, centralnie! Albo inna wersja: „moja kobieta jest oziębła, tak rzadko uprawiamy seks”.I w głowie się chłopu nie mieści, że dziewczyna wolałaby zrobić doktorat z haftu krzyżykowego, niż iść z nim do łóżka, taki jest tam odkrywczy, dynamiczny i dbający o jej potrzeby.

Marcin
Gość
Marcin

To powinna z nim zerwać albo mu o tym powiedzieć. Winna jest kobieta, a koleś co ma sobie pomyśleć?

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Czyli że facet jest zwolniony z obowiązku zainteresowania się tym, czy kobiecie jest dobrze i za dobrą monetę bierze brak zainicjowania przez nią tematu?

Marcin
Gość
Marcin

Nie. Ale jak ona go okłamuje i udaje że nie chce to w końcu jej wina. Skąd on ma wiedzieć że jej się podoba, jeżeli ona udaje że jest dobrze? Mężczyźni mają też życie i nie skupiają się tylko i wyłącznie na tym co myśli partnerka. Życie prywatne powinno być odpoczynkiem, a nie domyślaniem się.

Saga Sachnik
Gość

Dlaczego mogę temu dać tylko jedną łapkę w górę…

ka
Gość

bardziej trafnie się nie da!

Magdalena Śpiewak
Gość

Może seks dla przyjemności jeszcze zrozumieją, za to wątpię, czy zrozumieją, ze to nie zawsze musi być ten sam facet :)

Siri
Gość
Siri

O właśnie!

Margo
Gość
Margo

Boskie i prawdziwe ;)

Alexis Ross
Gość

Trafiłaś w punkt tym komentarzem ;)

Ven
Gość

Ci wszyscy strażnicy cudzej cnoty sami mają zazwyczaj najwięcej na sumieniu. Mnie to tam nie obchodzi, co kto robi i z kim. O ile nie krzywdzi to mnie. I wszystkim pozostałym też polecam takie myślenie, świat (albo raczej nasz kraj) byłby piękniejszy!

Dot
Gość
Dot

Zdecydowanie mądrze mówisz :)

Lorka
Gość

Jeju wybaczcie mi, fascynująca dyskusja z pewnością..ale doszłam do: „bo jest bardziej z dupy niż wczorajsze śniadanie” i umarłam.. Jan! you made my day hahaha

Jan Favre
Gość

Nie umieraj, bo to dopiero połowa tekstu!

Magdalena Śpiewak
Gość

Puszcza to się latawiec.

Joanna Pachla
Gość

O, to, to.

kel
Gość

Ja to nawet puszczać się nie mogę, bom facet. Tyle dobrego człowieka omija. Życie jest niesprawiedliwe.

Saga Sachnik
Gość

Uważaj, bo Cię dżender ugryzie i się w babochłopa zamienisz.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Quiz modowy: ofiara mody, czy celebryta?

Skip to entry content

Kojarzycie facebookowy profil „faszyn from raszyn”? Publikowane są na nim zdjęcia stylizacji osób, które trochę bardziej niż trochę, wzięły sobie do serca poradnik zakupowy z bieżącymi trendami. Bohaterowie mają na sobie ostatni krzyk mody, przy czym jest to krzyk rozpaczy i podświadome wołanie o pomoc. Prześwitujące leginsy, przyciasne szorty, spodnie pociąte przez kosiarkę, skarpety do japonek, tipsy ala kacze płetwy i fryzury we wzorki Louis Vuitton. Autor umieszcza tam zestawy ubrań, które są esencją przypału i mimowolnie wywołują śmiech. Lub zażenowanie.

Mam jednak wrażenie, że coraz częściej jest tak samo ze stylizacjami celebrytów. Nie tylko tych polskich, ale i „światowych sław”. Nierzadko ich ciuchy swoją pseudo-awangardowością i poziomem absurdu dorównują, a nawet przebijają te z „faszyn from raszyn”. Przeglądając kolejne zdjęcia z bankietów, premier, gal i (meblo)ścianek, mam wrażenie, że uczestniczę w ekranizacji baśni Hansa Christiana Andersena. Konkretnie „Nowych szat cesarza” i czekam, aż ktoś w końcu krzyknie, że król jest nagi.

Myślisz, że Ciebie to nie dotyczy i jesteś w stanie odróżnić uliczną ofiarę mody, od wystylizowanego celebryty? Sprawdź!

[qzzr quiz=”132268″ width=”100%” height=”auto” redirect=”true” offset=”0″]

Jeśli chcesz poznać prawidłowe odpowiedzi, to kliknij TUTAJ, ale nie psuj zabawy innym i nie ujawniaj ich w komentarzach.

Co jakiś czas dostaję maile z pytaniami o blogowanie. Czasem są to pytania o poszerzanie poruszanej tematyki, częściej o zwiększanie zasięgu, jeszcze częściej o zarabianie, a nierzadziej to prośby o całościowy audyt bloga (czyli przeanalizowanie, czemu jest tak źle, skoro jest tak zajebiście). W przypadku pojedynczych, sprecyzowanych pytań, staram się rzeczowo odpowiadać, ale to zazwyczaj skutkuje kolejnymi mailami z dopytywaniem o szczegóły. Gdy dostaję pytania ogólnikowe, typu: jak przyciągnąć czytelników? jak się wybić? jak jeść burgery i nie przytyć?, odsyłam do książek Tomka Tomczyka, bo jest tam prawie wszystko, co trzeba wiedzieć działając w tej dziedzinie.

Kiedy jednak ktoś pisze z prośbą o przejrzenie CAŁEGO bloga, wraz z profilami w mediach społecznościowych, odpisuję, że nie da rady, bo to przynajmniej 2 godziny mojego czasu. Czasu, który jak wiadomo jest jedynym nieodnawialnym zasobem, bo mimo usilnych starań osób zbliżających się do ostatecznego terminu oddania zlecenia, doby nijak nie da się poszerzyć. Innymi słowy, tych 2, 3, a czasem 4 godzin nikt mi nie odda, a często niestety nawet nie podziękuje. Za to ja ten czas chętnie oddam, ale w zamian za pieniądze.

Pieniądze, które pójdą na szczytny cel.

 

Udzielam korepetycji z blogowania w zamian za pomoc WOŚP!

----> KLIKNIJ W OBRAZEK, ŻEBY PRZEJŚĆ DO AUKCJI <---
—-> KLIKNIJ W OBRAZEK, ŻEBY PRZEJŚĆ DO AUKCJI <—

Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy wspieram odkąd pamiętam. A w zasadzie to odkąd pamięta moja mama, bo pierwsze zdjęcia z przylepionym serduszkiem do zimowej kurtki mam chyba z czasów przedszkolnych. Ogromnie szanuję Jurka Owsiaka, regularnie piszę podania o jego kanonizację i co roku jestem pod wielkim wrażeniem, jak skutecznie potrafi integrować ludzi przekazując im, dla odmiany od tego co robią politycy, pozytywną energię. I niezbędny sprzęt dla szpitali. Którego nie potrafi zapewnić państwo.

Ale wróćmy do tematu.

Akcja jest taka, że poniżej masz aukcję, która jest 4-godzinnymi korepetycjami z blogowania. Co to znaczy? Dokładnie to, że jak w podstawówce, liceum, czy na studiach, udzielam bezpośrednich, osobistych korków. Czyli spotkamy się jeden na jeden i pomagam Ci ze WSZYSTKIM związanym z blogowaniem, z czym tylko masz problem. Dodajmy jednak, że są to korki turbo exclusive premium, bo dojeżdżam w KAŻDE miejsce w Polsce (słownie: w we wszystkie jakie tylko są w obrębie granic naszego kraju). Innymi słowy, jeśli mieszkasz na Helu, w Parzygłowach Dolnych albo na Ruczaju i chcesz pogadać o rozwoju internetowych pamiętników w swoim domu, to nie ma problemu. Przyjeżdżam na Hel, na Ruczaj, czy gdziekolwiek indziej mieszkasz w obrębie naszego kraju.

—–> Wylicytuj „Korki z blogowania”! <—–

Możemy się spotkać, gdzie tylko sobie wymyślisz, jest tylko jedna sprawa: musisz wygrać aukcję przekazując hajs na dzieci i seniorów.

 

Co mogę Ci wytłumaczyć w trakcie korepetycji?

WSZYSTKO!

Prowadzę Stay Fly od ponad 4 lat, żyję tylko i wyłącznie z niego od ponad 1,5 roku, byłem na wszystkich istotnych konferencjach w tym kraju, znam wszystkie mające wpływ na tę branżę osoby osobiście i nie ma takiego aspektu blogowania, którego bym nie zgłębił. Nie żebym jakoś specjalnie miał potrzebę się przechwalać, ale najzwyczajniej w świecie, znam się na tym i chętnie Ci tę wiedzę przekażę.

Podczas korków mogę powiedzieć Ci:

– jak pisać angażujące teksty
– jak wyróżnić się w Twojej kategorii tematycznej
– jak radzić sobie z hejterami
– jak zacząć zarabiać na blogu
– czy potrzebujesz Twittera
– jak podpiąć Google Analyticsa
– jak wybrać szablon odpowiedni do Twoich potrzeb
– jak prowadzić fanpage na Facebooku, żeby żył
– jak się wyceniać
– jak zachowywać prywatność, pisząc o swoim życiu
– po co blogerowi wideo
– jak odmawiać propozycji seksu czytelnikom
– czy nawet, jak założyć bloga i jakich błędów uniknąć, jeśli dopiero o tym myślisz

Spotykamy się na 4 godziny w wybranym przez Ciebie miejscu i możemy rozmawiać o wszystkim, co tylko Cię interesuje w zakresie publikowania treści w internecie.

Co ważne, nie dostajesz ogólnikowych, teoretycznych rad. Analizujemy Twojego bloga od podszewki, od dobierania miniaturek do postów, przez ich treść, po wchodzenie w dyskusję z czytelnikami, na bieżąco dostając rekomendacje, co powinieneś poprawić, co zacząć, a co absolutnie przestać robić. Tylko i wyłącznie konkrety, nie dotyczące wszystkich, a odnoszące się do Twojego indywidualnego przypadku.

 

To jak?

Chcesz rozwinąć swojego bloga i przy okazji pomóc WOŚP?