Close
Close

Wojna Płci: co to znaczy, że „dziewczyna się puszcza”?

Skip to entry content

Tygodniowa, świąteczna przerwa w “Wojnie Płci” przeciągnęła się prawie na cały miesiąc i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie oprócz tego, że to wina Asi. Na szczęście już się ogarnęła ze sprzątaniem po sylwestrze i w aurze odkurzonego dywanu, wypucowanych garnków i wyniesionych śmieci, wracamy z damsko-męskimi rozmowami o życiu, śmierci i pożyciu przedmałżeńskim. Dzisiaj na tapet bierzemy zwłaszcza ten ostatni temat, bo dyskutujemy o tym, co to znaczy, że “dziewczyna się puszcza”?

Wojna Płci

Jan Favre: Z iloma mężczyznami kobieta musi uprawiać seks, żeby zostać puszczalską szmatą? Z 5, 10, 15? 115?

Joanna Pachla: Z tyloma, o ilu dowie się jej gimnazjum.

Jan Favre: Czyli dopóki nikt się nie dowie, może zapraszać całe jednostki wojskowe do łóżka, ale w momencie, kiedy to wyjdzie poza jej sześcian, to jest już godna napiętnowania?

Joanna Pachla: Tak, bo zwykle to społeczeństwo piętnuje, a nie człowiek sam siebie.

Poza tym zauważ, że to kobiety kobietom zgotowały ten los. Te wszystkie łatki typu „łatwa” czy „puszczalska” pochodzą prosto z kobiecego słownika. Normalny facet nie powie o kobiecie, że się puszcza. Natomiast kobieta o kobiecie już tak. Same sobie robimy ten czarny PR.

Jan Favre: Też zauważyłem, że kobiety mają bardzo duży udział w niszczeniu innych kobiet, tylko dlatego, że miały więcej partnerów seksualnych, albo są ładniejsze/mają większe branie, ale mężczyzn bym z tego nie wyłączał.

Co zrobi – może nie „normalny”, ale „przeciętny” – facet, jeśli podbijając do dziewczyny w klubie dostanie kosza, po czym zobaczy, że zaloty innego na nią poskutkowały?

Joanna Pachla: Powinien pomyśleć, że widocznie ten drugi okazał się fajniejszy. Ale rozumiem, że zmierzasz do tego, że – żeby ją zdyskredytować i jednocześnie zrehabilitować siebie we własnych oczach lub oczach kumpli – nazwie ją właśnie puszczalską szmatą.

Jan Favre: Tak. Ewentualnie dupodajką.

Faceci bardzo często zarzucają kobiecie mityczne „puszczanie się”, bo sami nie byli w stanie jej zainteresować swoją osobą, a ktoś inny był. I to na tyle skutecznie, że doszło do fizycznego zbliżenia. W związku z czym muszą ratować wdeptane w chodnik ego, deprecjonując ją.

Joanna Pachla: To co – według mężczyzny – znaczy „puszczać się”? Uprawiać seks z kimś innym, niż on sam?

Jan Favre: Zdaniem przeciętnych mężczyzn „puszczać się”, znaczy uprawiać seks z więcej niż jednym partnerem w ciągu całego życia, bo według kodeksu osiedlowego harcerza, tylko dziewice i nasze matki są damami, a reszta to szmaty. Dla mnie jednak znaczy coś zgoła innego. Odnosząc się do etymologii tego słowa, logicznie rzecz ujmując, żeby się puścić, wcześniej trzeba się czego trzymać, czyli przenosząc to na relacje damsko-męskie, puszcza się kobieta, która ma mężczyznę – jest w związku – a mimo to uprawia seks z innymi, zdradzając go.

Joanna Pachla: O, to chyba jednak zawęża popularną definicję tego słowa. Puszczać się w znaczeniu, jakie ja znam, to po prostu – uprawiać seks z dużą liczbą partnerów. Tylko nie znalazł się jeszcze mądry, który by określił, ile to właściwie jest “dużo”.

A uprawiać seks, mając już mężczyznę – to przecież tyle, co zdradzać. Dla mnie taka retoryka jest w ogóle z dżungli wzięta – puszczać się to może małpa liany, sorry.

Jan Favre: Uprawianie seksu z dużą liczba partnerów jest neutralne, puszczanie się jest zdecydowanie pejoratywne. Jeśli mielibyśmy przyjąć Twoje rozumienie tego słowa, to wszyscy bylibyśmy puszczalscy, bo dużo, to więcej niż 2.

Tak że tak, zwrot „puszczanie się” jest dla mnie synonimem notorycznego, wielokrotnego zdradzania.

Joanna Pachla: To znaczy, że żeby się puszczać, trzeba być w związku?

Jan Favre: A uważasz, że żeby się puszczać, wystarczy uprawiać seks z kimś, z kim nie jest się w związku?

Joanna Pachla: Ja w ogóle nie używam określenia „puszczać się”, dla mnie to jest podwórkowa pyskówka, z którą powinno się zrywać gdzieś po ukończeniu gimnazjum. Dorośli ludzie się nie puszczają, oni po prostu zaspokajają swoje potrzeby, uprawiając seks.

Natomiast na tyle, na ile pamiętam to wyrażenie z czasów szkolnych, to odnosiło się do uprawiania seksu z dużą liczbą partnerów, niezależnie od statusu związku. Ba, nigdy nie zapomnę wielkiego napisu na froncie szkoły, dumnie obwieszczającego światu przy pomocy spray’u, że „Lucyna puszcza się szybciej niż oddycha”. A Lucyna wcale się nie puszczała – ona po prostu nie chciała żadnego z tych wątpliwej jakości zalotników, więc postanowili się na niej regularnie mścić.

Jan Favre: Też nie używam tego zwrotu, bo jest bardziej z dupy niż wczorajsze śniadanie i strasznie mnie irytuje, jak te jaskiniowo-nastoletnie hasła są rzucane przez dorosłych ludzi i to w gęstej mgle zakłamania. Najczęściej ten zwrot pojawia się pod płaszczykiem dbania o moralność – tyle, że walka nigdy nie rozgrywa się o właściwe życiowe wzorce autorów tych słów, tylko osób trzecich. Obrońcy Cudzej Moralności próbują przekonać cały świat, że tak bardzo zależy im na czyjejś praworządności, podczas gdy w rzeczywistości chcą po prostu wyładować swoją frustrację i komuś dopierdolić pod przykrywką niesienia dobra.

Uważam, że to, kto, z kim i jak często sypia, jest tylko i wyłącznie jego sprawą, a nie kwestią publiczną, nad którą koniecznie muszą się pochylać obcy ludzie. I jeśli chce zapraszać do sypialni całą drużynę piłkarską, to, jeśli tylko nikogo nie krzywdzi, nic mi do tego.

Joanna Pachla: I o ile nie jesteś jego sąsiadem zza ściany…

Jan Favre: No przecież mówiłem, że nie może nikogo krzywdzić. Napastowanie dźwiękowe to też krzywda.

Joanna Pachla: Czyli mamy pełną zgodność. Nie wierzę, że człowiek, nazywający drugiego człowieka puszczalskim, może mieć dobre intencje. Albo mu czegoś zazdrości, albo go nie lubi, albo chce upokorzyć czy wyładować własne frustracje (opcje mogą się łączyć). Jakakolwiek motywacja by nim nie rządziła, ewidentnie ma więc ze sobą problem.

Poza tym ile osób, mających aktywne życie seksualne z wieloma partnerami, publicznie się tym chwali? Raczej niewiele. Wszystkie te opowieści to więc co najwyżej plotki czy pomówienia. A te powinny obchodzić nas tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Jan Favre: Czasem nawet nie trzeba się chwalić. Wystarczy zrobić wspólne zdjęcie, a życzliwi kronikarze już dopiszą historię.

Jednak w tym temacie niezmiennie mnie fascynują podwójne standardy i fakt, że tylko kobieta może się puszczać, a mężczyzna jest zupełnie poza zasięgiem tego określenia. Jakby faceci w ogóle nie uczestniczyli w tej czynności, a wszystkie laski były biseksualne i puszczały się tylko same ze sobą.

Czemu Wy nie mówicie o mężczyznach, że się puszczają?

Joanna Pachla: Bo sięgamy po inne działo i kiedy facet nas nie chce, to nazywamy go pedałem. Jestem w klubie, chcę go poderwać, a on się nie daje? Przecież do głowy mi nie przyjdzie, że może już mieć dziewczynę albo zwyczajnie, po ludzku, może mnie nie chcieć. Najprostszy schemat myślowy, po jaki sięgają wtedy średnio rozwinięte dziewuchy, to skwitowanie tego słowami: no pedał, no.

Jan Favre: No tak, bo najmocniejszy sposób, w jaki w naszym kraju można obrazić mężczyznę, to nie nazwać go kanapowym nieudacznikiem, troglodytą, czy półmózgiem, tylko zasugerować, że nie jest heteroseksualny.

O ile uznawanie, że ktoś jest mniej wartościowy, bo ma mniej popularną orientację seksualną, jest absurdem samym w sobie, o tyle, czy są jakieś obiektywne powody, żeby stwierdzić, że człowiek jest gorszy, bo lubi pożycie przedmałżeńskie?

Joanna Pachla: Wiesz, żyjemy w kraju katolickim…

Jan Favre: Dlatego z pewnością każda osoba, która zarzuca komuś puszczalstwo, nigdy nie popełniła grzechu samogwałtu…

Joanna Pachla: Jasne. I kąpie się w majtkach i przebiera wyłącznie po ciemku.

A wracając do Twojego pytania – człowiek nie może być gorszy ani z powodu swojej orientacji, ani z powodu liczby partnerów seksualnych. Oczywiście, jedno i drugie może nam odpowiadać bardziej lub mniej, ale to tylko i wyłącznie nasz problem, który nie daje nam jeszcze prawa do jakiegokolwiek obrażania go czy też dyskredytowania w cudzych oczach.

Jan Favre: To jest w ogóle paradoks, że z jednej strony kobiety mające duże doświadczenie seksualne są piętnowane, a z drugiej dwudziestokilkuletnie dziewice są wyśmiewane. Mam wrażenie, że społeczeństwo jako ogół ma tak duży problem z seksem, że najchętniej wyzułoby go z przyjemności i zostawiło mu tylko funkcję rozrodczą.

Joanna Pachla: Dlaczego od razu całe społeczeństwo? Tylko ta jego głupsza część.

Jan Favre: Czyli jakieś 65%?

Joanna Pachla: To i tak jesteś optymistą.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST

Ludzie, którym sukces odbił się czkawką

Skip to entry content

W masowym odbiorze sukces często utożsamiany jest z popularnością lub pieniędzmi. Zakłada się, że jeśli ktoś regularnie gości na okładce Gali z torebką za równowartość średniej krajowej, to jego życie jest usłane endorfinami i poczuciem własnej wartości. Osoby przegrywające nierówną walkę z rzeczywistością, bądź po prostu borykające się z niemożnością rozmnożenia stuzłotówek, trąc jedną o drugą, mają przypadłość wierzyć, że jeśli tylko ktoś ustawiłby na nie światła jupiterów, to pieniądze zleciałyby się jak ćmy. A zaraz za nimi szczęście.

Czy jest tak faktycznie? Czy posiadanie trochę znańszej gęby gwarantuje stabilizację finansową,  emocjonalną, spełnienie i samozadowolenie? I czy sława pomaga ułożyć sobie życie?

Nie. Nie będę budował napięcia przez pięć kolejnych akapitów, żeby zaskoczyć nieoczekiwanym zwrotem narracyjnym. Po prostu tak się nie dzieje, a jeśli istnieje jakaś zależność między wzrostem rozpoznawalności, a spokojem ogólno-życiowym, to raczej działa w drugą stronę. Im więcej zaczyna się dziać wokół Ciebie, tym więcej dzieje się w Tobie i jeśli masz jakieś niepozałatwiane sprawy, jakieś tlące się wewnętrzne problemy, to gdy jesteś na świeczniku, zaczynają wybuchać żywym ogniem.

A owy sukces zaczyna odbijać się czkawką. Albo Cię spopielać.

Mike Tyson – Człowiek Demolka

Odkąd zacząłem czytać biografię Mike’a Tysona, która jest tak wielka, że służy mi też za barykadę do drzwi, przestałem używać sformułowania „nic mnie już nie zdziwi”. Bo ten człowiek jest jednym, gigantycznym, napakowanym kompleksami i testosteronem zdziwieniem. Jako 7-latek był świadkiem prostytuowania się matki, która wykonywała usługi leżąc obok niego na łóżku. W tym wieku został też zgwałcony. Nie miał czego jeść, gdzie spać i od kogo nauczyć się choćby mycia się. Jako 13-latek nokautował kolesi starszych od siebie o dekadę i gdy już leżeli nieprzytomni na ziemi, ściągał im złote łańcuszki i zabierał portfele. Za co zresztą szybko trafił do poprawczaka.

I w wieku 20 lat został najmłodszym na świecie mistrzem wagi ciężkiej, przyleciał Dzwoneczek z „Piotrusia Pana”, posypał czarodziejskim pyłem i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Nie.

Rodzice mieli go w dupie, więc od nich nie nauczył się funkcjonowania w społeczeństwie, ani w ogóle podstaw relacji międzyludzkich. Jego psychopatyczny trener też nie przekazał mu za wiele, poza tym, że najważniejsza jest wygrana i jeśli nie dajesz z siebie 400% możliwości to jesteś gównem. Więc gdy na jego konto zaczęły spływać dziesiątki milionów dolarów, a media zrobiły z niego celebrytę, braki z dzieciństwa i system wartości poszatkowany jak tatar, musiały dać o sobie znać.

I dały.

Pieniądze traktował jak oset za kołnierzem – robił wszystko, żeby się ich pozbyć. Rozwalał hajs na drogie zabawki, ciuchy i imprezy, odbijając sobie wychowywaanie się w skrajnej biedzie, aż doszedł na skraj bankructwa i musiał ogłosić upadłość. Po drodze jeszcze tracąc zwycięskie złote pasy, odgryzając ucho przeciwnikowi na ringu i odsiadując w więzieniu wyrok za gwałt. Był jak półświadome dziecko z bronią masowego rażenia w dłoniach, i to bardziej dosłownie niż w przenośni.

Chodzące zniszczenie, które potęgowało się przez sukces sportowy i uwagę mediów.

Macaulay Culkin – biedny bogacz

Jak byłem dzieciakiem to myślałem sobie, że bycie aktorem to musi być spełnienie marzeń i jak trafiasz do nieba, to za sumienne odmawianie zdrowasiek robią z Ciebie hitowego filmowca. A potem nauczyłem się czytać i składać literki w wyrazy, a wyrazy w zdania i przeczytałem artykuł o Macaulayu Culkinie. Dziecięcej turbo-gwieździe, która w dorosłym życiu bardziej przypomina wieloletniego pacjenta MONARu niż popularnego aktora. Co jakoś bardzo nie mija się z prawdą.

Macky w wieku 10 lat zaczął zgarniać takie siano, że nasz kraj mógłby się u niego zapożyczyć. To znaczy, przepraszam, nie on, tylko jego rodzice. Którzy przez lata utrzymywali wielodzietną rodzinę ledwo wiążąc koniec z końcem. Bardzo Cię zaskoczę jak powiem, że skończyło się to walką matki z ojcem o kasę? To znaczy, nie o kasę, oficjalnie o prawo do opieki nad synem. Ładny eufemizm, co?

Przeobrażanie się z dzieciaczka w nastolatka przy asyście kamer, wpłynęło na niego jak Titanic na lodowiec i słodki Kevin z Richi Richa stał się dublerem Jareda Leto w końcowych scenach „Requiem dla snu”.

Kurt Cobain – autodestruktor bez autopilota

Podobno teraz prawdziwych punków już nie ma, ale jak byłem w gimnazjum to wielu moich znajomych chciało nimi być. Więc każdy z nich miał glany, kostkę i udawał, że wie jak zagrać „Come as you are”. Ich nietykalnym guru był Kurt Cobain i jeśli nie miałeś naszywki Nirvany w widocznym miejscu, to tak jakbyś nie miał ust – nie odzywałeś się.

Historia Cobaina to był klasyczny rock’n’roll – dzieciak z problematycznej rodziny, wkurwiony na dorosłych, rząd, system i prawa fizyki, przelewa złość, ból i poczucie bezsensu na muzykę. I nagrywa ultra przebojową płytę, która staje się hymnem pokolenia, a on sam jego symbolem. Gra trasy za cysterny dolarów, stacje muzyczne windują go na szczyty playlist i wpada w sidła komercji, stając się trybem machiny, którą tak bardzo gardził.

Wewnętrzne rozdarcie próbuje zszyć igłą i heroiną. Nie wychodzi. Z pomocą krawiecką przychodzi mu Courtney Love. Kurt kilka razy przedawkowuje narkotyki, ale uwolnić się od świateł reflektorów i mroków depresji pozwala mu dopiero strzał w głowę.

 

Marylin Monroe – samobójcze 90-60-90

Świat zapamiętał ją jako symbol seksu i ikonę popkultury, bo patrzył przez pryzmat tego, co było na pierwszym planie. W tle, w okolicach scenografii, było coś innego niż złocisty blond, perlisty uśmiech i wypięta pierś. Najpierw sierociniec, potem szpital psychiatryczny, a na końcu samotne odebranie sobie życia przez przedawkowanie barbituratów. A po drodze ciągłe szukanie szczęścia pod złym adresem, trzy rozwody i bezdzietność.

Ktoś by zapytał: jak to możliwe, przecież to była hollywoodzka gwiazda? Ja bym odpowiedział: właśnie dlatego.

***

Uważaj czego sobie życzysz, bo możesz to dostać, a potem nie będziesz wiedział jak sobie z tym poradzić.

więcej na ten temat znajdziesz w mojej powieści „Lunatycy”

---> SKOMENTUJ

Quiz modowy: ofiara mody, czy celebryta?

Skip to entry content

Kojarzycie facebookowy profil „faszyn from raszyn”? Publikowane są na nim zdjęcia stylizacji osób, które trochę bardziej niż trochę, wzięły sobie do serca poradnik zakupowy z bieżącymi trendami. Bohaterowie mają na sobie ostatni krzyk mody, przy czym jest to krzyk rozpaczy i podświadome wołanie o pomoc. Prześwitujące leginsy, przyciasne szorty, spodnie pociąte przez kosiarkę, skarpety do japonek, tipsy ala kacze płetwy i fryzury we wzorki Louis Vuitton. Autor umieszcza tam zestawy ubrań, które są esencją przypału i mimowolnie wywołują śmiech. Lub zażenowanie.

Mam jednak wrażenie, że coraz częściej jest tak samo ze stylizacjami celebrytów. Nie tylko tych polskich, ale i „światowych sław”. Nierzadko ich ciuchy swoją pseudo-awangardowością i poziomem absurdu dorównują, a nawet przebijają te z „faszyn from raszyn”. Przeglądając kolejne zdjęcia z bankietów, premier, gal i (meblo)ścianek, mam wrażenie, że uczestniczę w ekranizacji baśni Hansa Christiana Andersena. Konkretnie „Nowych szat cesarza” i czekam, aż ktoś w końcu krzyknie, że król jest nagi.

Myślisz, że Ciebie to nie dotyczy i jesteś w stanie odróżnić uliczną ofiarę mody, od wystylizowanego celebryty? Sprawdź!

Jeśli chcesz poznać prawidłowe odpowiedzi, to kliknij TUTAJ, ale nie psuj zabawy innym i nie ujawniaj ich w komentarzach.

---> SKOMENTUJ

Co jakiś czas dostaję maile z pytaniami o blogowanie. Czasem są to pytania o poszerzanie poruszanej tematyki, częściej o zwiększanie zasięgu, jeszcze częściej o zarabianie, a nierzadziej to prośby o całościowy audyt bloga (czyli przeanalizowanie, czemu jest tak źle, skoro jest tak zajebiście). W przypadku pojedynczych, sprecyzowanych pytań, staram się rzeczowo odpowiadać, ale to zazwyczaj skutkuje kolejnymi mailami z dopytywaniem o szczegóły. Gdy dostaję pytania ogólnikowe, typu: jak przyciągnąć czytelników? jak się wybić? jak jeść burgery i nie przytyć?, odsyłam do książek Tomka Tomczyka, bo jest tam prawie wszystko, co trzeba wiedzieć działając w tej dziedzinie.

Kiedy jednak ktoś pisze z prośbą o przejrzenie CAŁEGO bloga, wraz z profilami w mediach społecznościowych, odpisuję, że nie da rady, bo to przynajmniej 2 godziny mojego czasu. Czasu, który jak wiadomo jest jedynym nieodnawialnym zasobem, bo mimo usilnych starań osób zbliżających się do ostatecznego terminu oddania zlecenia, doby nijak nie da się poszerzyć. Innymi słowy, tych 2, 3, a czasem 4 godzin nikt mi nie odda, a często niestety nawet nie podziękuje. Za to ja ten czas chętnie oddam, ale w zamian za pieniądze.

Pieniądze, które pójdą na szczytny cel.

 

Udzielam korepetycji z blogowania w zamian za pomoc WOŚP!

----> KLIKNIJ W OBRAZEK, ŻEBY PRZEJŚĆ DO AUKCJI <---
—-> KLIKNIJ W OBRAZEK, ŻEBY PRZEJŚĆ DO AUKCJI <—

Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy wspieram odkąd pamiętam. A w zasadzie to odkąd pamięta moja mama, bo pierwsze zdjęcia z przylepionym serduszkiem do zimowej kurtki mam chyba z czasów przedszkolnych. Ogromnie szanuję Jurka Owsiaka, regularnie piszę podania o jego kanonizację i co roku jestem pod wielkim wrażeniem, jak skutecznie potrafi integrować ludzi przekazując im, dla odmiany od tego co robią politycy, pozytywną energię. I niezbędny sprzęt dla szpitali. Którego nie potrafi zapewnić państwo.

Ale wróćmy do tematu.

Akcja jest taka, że poniżej masz aukcję, która jest 4-godzinnymi korepetycjami z blogowania. Co to znaczy? Dokładnie to, że jak w podstawówce, liceum, czy na studiach, udzielam bezpośrednich, osobistych korków. Czyli spotkamy się jeden na jeden i pomagam Ci ze WSZYSTKIM związanym z blogowaniem, z czym tylko masz problem. Dodajmy jednak, że są to korki turbo exclusive premium, bo dojeżdżam w KAŻDE miejsce w Polsce (słownie: w we wszystkie jakie tylko są w obrębie granic naszego kraju). Innymi słowy, jeśli mieszkasz na Helu, w Parzygłowach Dolnych albo na Ruczaju i chcesz pogadać o rozwoju internetowych pamiętników w swoim domu, to nie ma problemu. Przyjeżdżam na Hel, na Ruczaj, czy gdziekolwiek indziej mieszkasz w obrębie naszego kraju.

—–> Wylicytuj „Korki z blogowania”! <—–

Możemy się spotkać, gdzie tylko sobie wymyślisz, jest tylko jedna sprawa: musisz wygrać aukcję przekazując hajs na dzieci i seniorów.

 

Co mogę Ci wytłumaczyć w trakcie korepetycji?

WSZYSTKO!

Prowadzę Stay Fly od ponad 4 lat, żyję tylko i wyłącznie z niego od ponad 1,5 roku, byłem na wszystkich istotnych konferencjach w tym kraju, znam wszystkie mające wpływ na tę branżę osoby osobiście i nie ma takiego aspektu blogowania, którego bym nie zgłębił. Nie żebym jakoś specjalnie miał potrzebę się przechwalać, ale najzwyczajniej w świecie, znam się na tym i chętnie Ci tę wiedzę przekażę.

Podczas korków mogę powiedzieć Ci:

– jak pisać angażujące teksty
– jak wyróżnić się w Twojej kategorii tematycznej
– jak radzić sobie z hejterami
– jak zacząć zarabiać na blogu
– czy potrzebujesz Twittera
– jak podpiąć Google Analyticsa
– jak wybrać szablon odpowiedni do Twoich potrzeb
– jak prowadzić fanpage na Facebooku, żeby żył
– jak się wyceniać
– jak zachowywać prywatność, pisząc o swoim życiu
– po co blogerowi wideo
– jak odmawiać propozycji seksu czytelnikom
– czy nawet, jak założyć bloga i jakich błędów uniknąć, jeśli dopiero o tym myślisz

Spotykamy się na 4 godziny w wybranym przez Ciebie miejscu i możemy rozmawiać o wszystkim, co tylko Cię interesuje w zakresie publikowania treści w internecie.

Co ważne, nie dostajesz ogólnikowych, teoretycznych rad. Analizujemy Twojego bloga od podszewki, od dobierania miniaturek do postów, przez ich treść, po wchodzenie w dyskusję z czytelnikami, na bieżąco dostając rekomendacje, co powinieneś poprawić, co zacząć, a co absolutnie przestać robić. Tylko i wyłącznie konkrety, nie dotyczące wszystkich, a odnoszące się do Twojego indywidualnego przypadku.

 

To jak?

Chcesz rozwinąć swojego bloga i przy okazji pomóc WOŚP?

---> SKOMENTUJ