Close
Close

10 kłamstw, które porno przekazuje nastolatkom

Skip to entry content

Tabu związane z seksem, w żółwim tempie, ale mimo wszystko, zaczyna być przełamywane w debacie publicznej. Zazwyczaj przy próbach delegalizowania tabletek „dzień po”. O filmach pornograficznych jednak już nie mówi niemal nikt, wychodząc najwyraźniej z założenia, że jeśli nie będzie poruszać się ich tematu, to może w magiczny sposób przestaną istnieć. Nie stało się tak, gdy ja byłem nastolatkiem i – może to zbyt śmiałe przypuszczenie, ale zaryzykuję – nie stanie się tak również teraz.

Pornosy, pornuchy, pornole będą istnieć, a dzieciaki – przez ciągły brak właściwej edukacji seksualnej w szkołach i w domach – będą traktować je jak podręczniki stosunków płciowych i bezrefleksyjnie wierzyć we wszystko, co w nich zobaczą. Tworząc w swoich głowach błędne i wypaczone wyobrażenie o tym, jak wyglądają intymne relacje damsko-męskie. Wyobrażenie, które po zderzeniu z rzeczywistością runie jak World Trade Center, zostawiając po sobie poczucie zagubienia, oszukania i rozczarowania. Nic miłego.

Chciałbym ten tekst zadedykować rodzicom wszystkich dzieciaków w okresie gimnazjalno-licealnym, ale podejrzewam, że i tak będą się wstydzili rozmawiać z nimi na ten temat. Dlatego adresuję ten wpis do nastolatków – sprawdźcie jakie kłamstwa przekazuje Wam porno.

 

1. KAŻDY mężczyzna ma półmetrowego penisa

Otóż nie. panowie grający główne role w filmach z trzema iksami nie są reprezentatywnymi przedstawicielami płci męskiej. Przeciętny mężczyzna nie ma członka zaczynającego się przy podbrzuszu i kończącego się przy kolanie, bo jak podają badania naukowców z King’s College London, średnia długość prącia w stanie wzwodu, to 13,12 cm. Czyli o jakąś połowę mniej, niż penisy w pornosach, dlatego nie powinieneś porównywać się do występujących tam aktorów, a już na pewno nie wpadać w kompleksy.

 

2. KAŻDA kobieta, niezależnie od wzrostu i wagi ma wielkie, idealne, sterczące piersi

Pamiętam kiedy pierwszy raz widziałem żywe, gołe, damskie piersi z takiej odległości, że nie były mi do tego potrzebne okulary. W pierwszej chwili zastanawiałem się, czy z zawstydzenia nie zakryć oczu i przeprosić, że w ogóle na nie patrzę. W drugiej – gdy już się otrząsnąłem i upewniłem, że to dzieje się naprawdę – byłem, nieco bardziej niż nieco, zdziwiony. Nie dość, że były o jakieś 3 rozmiary mniejsze niż u Jenny Jameson, to jeszcze nie prężyły się do góry jak napompowane helem, tylko opadały jakby ktoś poluzował im wentyl.

Przez długi czas (aż do następnych wakacji), myślałem, że to po prostu taki okaz. Ale to nie egzemplarz był wadliwy, to ja miałem nierealne wyobrażenie. Piersi normalnych kobiet nie wyglądają jak dwie perfekcyjne kule zaprojektowane w Photoshopie i wyjęte z drukarki 3D. Mogą być małe, wiszące, rozjeżdżające się na boki, z wklęsłymi sutkami albo niesymetryczne, bo są nieidealne, jak wszystko w rzeczywistym świecie.

 

3. Kobiety będą oferować Ci seks W ZAMIAN za naprawę samochodu

Ewentualnie cieknącego kranu, zacinającego się okna albo skrzypiących drzwi. Większość filmów pornograficznych dla mężczyzn, uczy ich, że kobieta za każdą pomoc odwdzięcza się szybkim numerkiem na kuchennym blacie albo chociaż małym obciąganiem na poboczu autostrady. Niektórzy z odbiorców tych treści niestety zaobserwowane tam wzorce przenoszą w dorosłe życie i oczekuję, że za każdą robótkę domową należy się robótka ręczna. Inaczej nie pomogą.

Seks w zdrowych relacjach pojawia się, gdy obie strony mają na niego ochotę, a nie jest uniwersalną metodą płatniczą. Oczekiwanie, że pojawi się jako wdzięczność za pomoc jest skrajną patologią.

 

4. KAŻDA kobieta jest biseksualna

Produkcje oznakowane „XXX” przekazują, że dotyczy to każdej, ale absolutnie każdej kobiety, bez wyłączania matek, córek, sióstr i babć. Pokrewieństwo i więzy rodzinne nie mają tu żadnego znaczenia, bo jeśli dwie kobiety znajdą się w tym samym pomieszczeniu, to bez wątpienia będą miały niepohamowaną ochotę odbyć ze sobą stosunek. No, nie jest tak.

 

5. Uprawiając seks z obcymi NIE TRZEBA się zabezpieczać

W odróżnieniu od poprzednich kłamstw, to nie wyrządza szkód psychicznych, a może być powodem namacalnych problemów fizycznych.

Na palcach ręki stolarza można policzyć tytuły porno, w których aktorzy używają prezerwatyw. W druzgocącej większości filmowane stosunki odbywają się bez zabezpieczenia i to nie tylko w przypadku dwojga osób, ale również gdy pojawiają się trójkąty, seks grupowy, czy kilkunastoosobowe orgie. Nie ma pokazanego strachu przed infekcją grzybiczną, rzeżączką, czy wirusem HIV, jest jasny komunikat – prezerwatywy są zbędne. Jeśli nastolatek 10, 20, 30, 100 razy zobaczy, jak Łysy z Brazzers spotykając nową, przypadkową osobę wykonuje akt płciowy bez kondoma, co z tego wyniesie? Że prezerwatywy są niepotrzebne, skoro gość na ekranie rucha pół wsi i ich nie używa.

Gdyby tak faktycznie było, AIDS nie stałby apokalipsą zabijającą miliony ludzi w Afryce.

 

6. KAŻDA kobieta uwielbia, gdy wpycha jej się penisa do ust po same jądra

Bangbros pokazują rozentuzjazmowane, klęczące dziewczyny, szczęśliwe, że facet może je poddusić swoimi genitaliami. Przekazując tym samym, że lasek nic tak nie cieszy, jak moment, kiedy nie mogą oddychać i smyrasz je żołędzią po migdałkach. Jeśli zastanawiasz się, czy jest tak w rzeczywistości i to faktycznie miłe, spróbuj połknąć całego banana. Bez gryzienia go.

 

7. KAŻDA kobieta dostaje orgazmu już przy pierwszym włożeniu penisa do pochwy

Dla kogoś, kto swoje wyobrażenie na temat współżycia buduje tylko na podstawie pornosów, czyli dla jakichś 80% chłopaków, zderzenie tego kłamstwa z prawdą może być równie bolesnym szokiem, co 2 kreski na teście ciążowym.

Jesteś przekonany, że żeby doprowadzić kobietę do wrzenia, wystarczy wprowadzić członka do waginy i kilka razy nim poruszać. I tyle. Na wszystkich filmach, które widziałeś na ten temat, każda pozycja, tempo i sposób wprowadzania penisa odpowiadały partnerce, sprawiając, że szczytowała przez cały stosunek już od samego startu penetracji.

Przy pierwszym razie okaże się, że jest dokładnie odwrotnie – jest spięta, większość rzeczy, które robisz jej nie odpowiada i wprowadza dyskomfort albo rozprasza, a pozycje, w których oboje czujecie się dobrze znajdziecie po jakimś czasie. Dopiero wtedy zaczniecie pracować nad tym, żeby w ogóle mogła osiągnąć orgazm.

 

8. KAŻDA kobieta w trakcie stosunku krzyczy tak głośno, że na całym osiedlu pękają szyby

Nie, nie każda w łóżku zachowuje się jak na przesłuchaniu do kapeli deathmetalowej. I wcale nie znaczy to, że coś z nią jest nie tak, czy że nie jest jej dobrze.

 

9. Mężczyznom seks NIGDY nie sprawia wysiłku

Nie czuję się turbo wyjadaczem w kwestii liczby obejrzanych świerszczyków, który jest na bieżąco ze wszystkim po 1988, ale jeszcze nie widziałem tam faceta, który byłby zmęczony po stosunku. Albo zaniemógł w trakcie. Każdy gość z pornola jest Pudziano-Predatorem pijącym byczą krew zamiast wody, który niezależnie czy robi pionowe 69, czy spacer farmera z partnerką między nogami, nawet nie drgnie brewką. Pot, zadyszka i zmęczenie nie występują u facetów w trakcie seksu.  Tak jakby to nie było eksploatujące organizm, wycieńczające ćwiczenie fizyczne, tylko poobiednia drzemka.

Absolutnie, nie jest to prawdą, więc nie zastanawiaj się, czy wszystko z Tobą w porządku, jeśli po 30 minutach dzikiego galopu bezwładnie padniesz jak sarna na polowaniu. Mężczyzna, nawet w łóżku, nie jest Robocopem.

 

10. KAŻDA kobieta wpada w euforię na dźwięk słowa „anal”

Zdanie będzie prawdziwe, jeśli przed „każda” wstawimy „prawie”, a słowo „euforia” zamienimy na „histeria”.

 

***

 

Nastolatku, film porno ma się tak do realnego stosunku jak „Dr House” do prawdziwej pracy lekarzy. To fikcja, więc nie traktuj jej jak podręcznika do seksu.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Ewa Smyk

    Dziękuję. Gdyby napisała to kobieta, straciłoby na wiarygodności :-)

  • Prz. K.

    11 kłamstwo: wytrysk na twarz to najlepsze zakończenie stosunku.

  • Margo

    Tak sobie myślę, że nie ma co demonizować i świrować w żadną stronę. Porno istniało w jakiejś formie zawsze, kiedyś wystarczała Wenus z Willendorfu, teraz jest filmowane i pokazywane w dużym zbliżeniu, tak, żeby można było odczytać informację genetyczną z każdego plemnika ściekającego z brody miłej blondynce, która nie miała drobnych na taksówkę.
    Seks analny, kombinacje międzypłciowe z uwzględnieniem różnej liczby zmiennych (penisów) też były. Itd, itd.
    Tylko warto moim zdaniem potestować w praktyce. Bo to, że wujek Jasiu powie czy napisze mądre słowa, to 18-latkowi i 18-latce będzie powiewało.
    I jak pewne rzeczy okażą się
    a) niewygodne
    b) bezsensowne
    c) bolesne
    d) itd.
    to można potem z czystym sumieniem powiedzieć NIE. Ale mnóstwo ludzi w cichości fantazjuje, a głośno krzyczy Fuuuu! ;)
    Zamiast sprawdzić i wtedy powiedzieć jasno (też sobie – i stawiać swoje granice) – trójkąty są przereklamowane, kończyny się plączą a orgazm taki sam, anal jak mam nastrój (i penis nie jest za wielki, zgięty pod nieodpowiednim kątem, i nigdy nie w tej pozycji), głębokie gardło, why not, ale matematyki nie przeskoczysz, więc łatwiej z krótszym, w końcu nie jestem indyjskim połykaczem mieczy etc.etc.

    • Margo, ale w który momencie mówię, że porno jest złe samo w sobie? To tak jakby powiedzieć, że noże powinno się zdelegalizować, bo można się nimi pokaleczyć. Zdecydowanie uważam, że nie jest złe, a nawet potrzebne, tyle że, tak jak z alkoholu, czy narkotyków, powinny korzystać z niego osoby co najmniej po 18 roku życia, bo w przeciwnym wypadku mogę sobie zrobić krzywdę.

      • Margo

        Kto spróbował alkoholu dopiero po 18tce, niech pierwszy rzuci kamieniem :D

  • Że też trafiłam na ten wpis zaraz po przyjściu z flimu „Love” Gaspara Noe…

    • O, i jak, dobry? Bo się wybierałem, wybierałem i w końcu nie wybrałem, aż go przestali grać…

      • Jeszcze w poniedziałek grali w kinie Muranów. Bardzo dobry, zwłaszcza w 3D :)))

  • Wszystko pięknie i wszystko ładnie tylko ja nie wiem dlaczego od razu uznawać, że nastolatkom porno przekazuje kłamstwa. Gdyby w ogóle było produkowane pod nastolatków – rozumiem, jest produkowane dla wszystkich, więc ciężko tu gdybać o nastolatkach. Prawdę mówiąc – większość Twoich tekstów jest dobra, ten jakby pisany dla uzupełnienia luki na blogu. Odnośnie porno sprawa według mnie wygląda nieco inaczej niż to opisałeś.

    Po pierwsze – długość penisa w filmach porno. Trochę ich obejrzałem, nie trafiłem natomiast na pornosa, w którym ktoś wyciąga miarkę i mierzy. Trochę więc wyssana z palca długość penisa, szczególnie kiedy większość filmów kręci się tak, by ten penis wyglądał na dużego, mimo że nie wykracza poza przeciętną.

    Kobiece piersi – to chyba jasne, że do porno produkcji trafi na ogół kobieta z symetrycznymi piersiami rodem z photoshopa. Myślę też jednak, że albo zbyt mało piersi w życiu widziałeś, albo trochę koloryzujesz. Można spotkać bardzo wiele kobiet, które mają naprawdę fajne cycki, symetryczne, z ładnymi brodawkami, na które chce się patrzeć. Jedne są większe, inne mniejsze. Ba, mało tego, czasami nawet szczupła kobieta ma fajne D, które np po porodzie zmieni się na zwykłe B. A w pornosach, są duże piersi z prostego powodu – większość facetów, takie chce oglądać. Gdyby jednak poszukać wnikliwiej, w amatorskich porno produkcjach nie patrzy się na „idealne kształty” patrzy się na to czy dany okaz w ogóle zechce wystąpić w pornosie. A wiadomo – porno dzieli się na to pro i na to „niby” amatorskie. Niby – bo to niby amatorskie sprzedaje się dużo lepiej niż profesjonalne.

    Płacenie seksem za usługi. Widzisz z Twojego punktu widzenia – to skrajna patologia. Z mojego punktu widzenia – również. Ale znów byłbym daleki od tego, że to spece od porno wszystko uknuli. Według mnie po prostu tak wygląda często życie (tak, żyjemy tuż obok skrajnej patologi). Twórcy porno więc serwują nam to, co chcemy oglądać – nie inaczej. Sam wiele razy byłem świadkiem takiego właśnie podejścia, że to kobieta inicjuje coś, z facetem którego nie zna, bo ma w tym jakiś cel. Takie są kobiety, to nie wina porno.

    Większość kobiet jest biseksualna, nie wszystkie o tym wiedzą. I to nie jest straszne. Straszne jest to, że faceci coraz częściej poszukują mocniejszych doznań i testują z innymi facetami, co już wykracza poza moje normalne rozumowanie. Wiele kobiet ma fantazje by współżyć z inną kobietą – porno daje im tego namiastkę. Kolejny raz porno robi coś czego ludzie oczekują – no dziwne.

    Każda kobieta uwielbia gdy wpychasz jej aż po same jądra. Może nie każda, ale jest wiele kobiet, dla których milusińskie głaskanie jest przereklamowane. Według mnie jądra po same jaja nie są straszne. Daje to facetowi dodatkowe doznania, których niestety normalnym lodem się nie zastąpi. Nie oznacza to jednak, że większość ma tak robić. Ktoś lubi po same buły – super, po co mu zaglądać do łóżka.

    Resztę punktów również mógłbym opisać – ale chyba nie widzę sensu. Gdybym pisał artykuł na temat porno zapewne nie skupiałbym się na „brazzersach” i kilku wybranych scenach bo to sensu nie ma. Wiadomo, że aktor musi się przygotować, dostać tabletkę, po której zadyszka ustąpi. Wiadomo, że kobiety na słowo „anal” reagują – jak reagują, ale to też nie wina porno – a nasza mężczyzn, gdyż nie potrafimy odpowiednio podejść do tematu.

    Kończąc …
    Według mnie porno jest dobrym wytworem, który jest dla ludzi potrzebny. Kiedy przypomnę sobie niektóre ze swoich stosunków, wiem – że nie wszystkie kobiety miały dobre lekcje. Nikt dziś nie rozmawia z dziećmi, nie uczy w szkole jak stosunek odbywać. Dlatego młodzież ucieka do pornosów. Jeżeli jest na tyle naiwna, że będzie wierzyć we wszystko co tam jest, prawdopodobnie tak samo postępuje z tradycyjną telewizją. Pytanie jest proste – co bardziej człowiekowi zaszkodzi – odrobina endorfin i doświadczenia płynącego z porno, czy może telewizyjna propaganda, dzięki której będziemy żyć w strachu?

    Porno wcale nie jest złe, jeżeli podejdziemy do niego właściwie. I nie ma znaczenia czy serwować nam będą duże fiuty, piękne piersi czy inny rodzaj fetyszu. Znaczenie ma, jak to działa na nas i co my chcemy z tym zrobić. Jeżeli filmy porno pozwolą nam budować swoje życie erotyczne jeszcze lepiej – brawo.

  • Można też uprawiać seks i tego nie nagrywać na video.
    Tak słyszałem.

  • Chyba nie rozumiem… zawsze wychodziłam z założenia, że jak człowiek ma mózg to zwykle z niego korzysta i jest świadomy ze dr House to jednak nie lekarz, a filmy porno to jednak tylko porno i nie przeklada tego co zobaczy na ekranie na świat rzeczywisty. Widać tak nie jest. Eh, mam dość internetow na dziś

  • Jako matka synów (jeszcze póki co daleko im do nastolatków ale szybko zleci!) i przedstawiciel środowiska pedagogicznego biję głośne brawo za ten tekst! Oby trafił do wielu zainteresowanych! Osobiście dam go moim dzieciom za kilka lat do przeczytania!

  • Umarłam 10. i histeria 100% prawdy :)

  • Wiele nastolatków Ci tego tekstu nie wybaczy. :) Świetny jest. Najgorsze, że znam przyziemniej jednego faceta 50+, który wierzy, że życie to porno.

  • Rujnujesz życia niewinnych nastolatków. Jak się z tym czujesz? :/

    • Żałuję, że mnie nikt nie zrobił tego samego.

  • „jak „Dr House” do prawdziwej pracy lekarzy”?? Weź nie niszcz mojego wyobrażenia o pracy lekarzy! Może mi jeszcze powiesz, że CSI: Miami nie ma nic wspólnego z pracą policji?

    • Zaparz sobie duży kubek melisy, bo powiem Ci coś dużo gorszego.

      Jesteś gotowa?

      Na pewno?

      Weź jeszcze pół Xanaxu na uspokojenie.

      Uwaga…

      …uwaga…

      …uwaga!

      „Słoneczny patrol” też nie jest wiernym odwzorowaniem pracy ratowników wodnych, a przeciętne nastolatki w Stanach nie mają takiego życia jak te z „90210”.

      Gdybyś potrzebowała wsparcia duchowego, to dzwoń.

      • Wisisz mi za to jutro bardzo dużo duchowego wsparcia.

        • Podskoczę wcześniej do Castoramy po wsporniki, HEHE.

      • No i po co ja tu weszłam ?? No po co ?? Bo porno… a teraz życie już powoli nie ma sensu :( Dr House… CSI… Słoneczny patrol … nieeeeee ….

    • Taka jestem podekscytowana – czy to Janek? Co napisze?

  • Dot

    Za ten wpis uwielbiam Cię jeszcze bardziej!

    „Seks w zdrowych relacjach pojawia się, gdy obie strony mają na niego ochotę, a nie jest uniwersalną metodą płatniczą. Oczekiwanie, że pojawi się jako wdzięczność za pomoc jest skrajną patologią.” Dokładnie tak!

    „lasek nic tak nie cieszy, jak moment, kiedy nie mogą oddychać i smyrasz je żołędziem po migdałkach. Jeśli zastanawiasz się, czy jest tak w rzeczywistości i to faktycznie miłe, spróbuj połknąć całego banana. Bez gryzienia go.” Dobrze powiedziane ;)

    I kolejny raz muszę powiedzieć, że Twoje porównania są wspaniałe!
    „zderzenie tego kłamstwa z prawdą może być równie bolesnym szokiem, co 2 kreski na teście ciążowym”
    „Nie, nie każda w łóżku zachowuje się jak na przesłuchaniu do kapeli deathmetalowej” o mało nie oplułam ekranu przy tym porównaniu ;D

    • Dzięki, dzięki, bardzo mi miło!

  • A to dopiero wierzchołek góry lodowej… Do tego wiele można byłoby dodać, „W dobrym seksie chodzi o wytrysk”, „Wzwód łechtaczki nie istnieje”, „Pozycja na odwróconego jeźdźca jest szalenie przyjemna dla obu stron”, „Włożenie lasce palca w tyłek idealnie załatwia grę wstępną” oraz „Im bardziej perwersyjne pomysły, tym lepszy seks” i tak dalej, i kończy się to tak, że mąż żonie na problemy w związku kupuje dildo i jest zdziwiony o co jej chodzi, kiedy ona nie dość, że nie chce go przy nim użyć, to jeszcze chce rozwodu… true story!

  • Filmy porno dla chłopców to trochę tak jak bajki Disney’a dla dziewczynek. Często marzy się o takim życiu, ale najpewniej nigdy się go nie dostanie.

    • Dobre porównanie :). Swoją drogą coś bym tu jeszcze dodał, ale się powstrzymam.

      • Hej, śmiało, chętnie się dowiem, co chodzi Ci po głowie. :)

        • Wiem, ale pozostanę tajemniczy.

  • Brakuje „Każdy seks trwa godzinę (minimum!) jak jest mniej to jesteście chujowi”
    Zastanawiałeś sie kiedyś jak wyglądałoby życie gdyby nie było porno?

    • Z jednej strony byłoby mniej stresujące, bo nie mielibyśmy jakichś absurdalnych oczekiwań, z drugiej nudniejsze, bo trudniej byłoby o inspiracje.

      • Pewnie masz rację. Mniej by pewnie było różnych dewiacji seksualnych czy też upodobań.

  • Hmm… A to nie są oczywistości, opisane w ciekawy, ale jednak dalej – oczywisty sposób?
    Myślę, że nie tyle rodzice co dzieci zdają sobie sprawę, że nie trzeba być hydraulikiem żeby ‚poruchać’.

    I nawet nie chodzi mi o sam tekst, ale o to, że pewnie niedługo pojawią się dziesiątki komentarzy piszących „Genialne!”, „Zdumiewające!”, „Nie wiedziałem o tym, dzięki Janek!”, tak jakby to wszystko było pisane bez żadnej refleksji, tylko po to by było i Janek dał plusa.

    Takie mam odczucia :)

    PS

    „Seks w zdrowych relacjach pojawia się, gdy obie strony mają na niego ochotę, a nie jest uniwersalną metodą płatniczą. Oczekiwanie, że pojawi się jako wdzięczność za pomoc jest skrajną patologią.”

    No serio, jeśli znajdziesz mi jakiegoś człowieka, który wierzy w to że „wymienię jej żarówkę, porucham!”, to płacę Ci 10 złotych.

    • Yyy, chyba nie zrozumiałem Twojego komentarza, co konkretnie masz na myśli?

      • Aleksandra Muszyńska

        Że Twoi czytelnicy nałogowo, bezmyślnie i bezpardonowo wchodzą Ci w tyłek tak głęboko, że nogi im wystają uszami :/.Przynajmniej ja tak zrozumiałam.

        • Widzę, że Cyniczny zedytował komentarz, przez co teraz jest trochę bardziej zrozumiały i mogę się odnieść.

          „A to nie są oczywistości, opisane w ciekawy, ale jednak dalej – oczywisty sposób?

          Myślę, że nie tyle rodzice co dzieci zdają sobie sprawę, że nie trzeba być hydraulikiem żeby ‚poruchać’.” – piszesz, że to oczywistości, a mam wrażenie, że jednak nie do końca zrozumiałeś, w którym miejscu piszę, że nie trzeba być hydraulikiem, żeby poruchać? Po drugie, zdziwiłbyś się, ale niektóre kwestie tu zawarte nawet dla dwudziestoparolatków nie są oczywiste.

          „No serio, jeśli znajdziesz mi jakiegoś człowieka, który wierzy w to że „wymienię jej żarówkę, porucham!”, to płacę Ci 10 złotych.” – szykuj hajs, znajdę Ci całe akademiki kolesi, którzy są przekonani, że za naprawę komputera należy się lodzik.

          • Aż tak? Rachunek proszę!

          • Cyniczny, rozumiem, że kwestie przedstawione w tekście są dla Ciebie oczywiste i cieszy mnie to, jednak z moich doświadczeń wynika, że nie jest to oczywiste dla dzieciaków przed pierwszymi przygodami damsko-męskimi, a do nich głównie są adresowane te wnioski.

            Co do czepiania się o reakcje czytelników, brzmi jak lekki ból dupy.

          • Nie są tylko dla mnie tylko dla mojego otoczenia, tak mi się wydaje.

            To źle brzmi, bo zupełnie nie o to chodzi ;d Dobra, wyjdziemy kiedyś na piwo, to na żywo wrócimy do tego tematu ok? :D

          • Według mnie, równie łatwo można znaleźć kolesi tak zakompleksionych, że nawet jakby mieli włożyć lasce kutasa po same jaja (za jej prośbą) to by się mówiąc krótko… obsrali :).

          • Dot

            To też prawda. Niestety, każdy medal ma dwie strony ;)

          • Dot

            „szykuj hajs, znajdę Ci całe akademiki kolesi, którzy są przekonani, że za naprawę komputera należy się lodzik.” Niestety, taka prawda. Zgadzam się się z Tobą.

    • Cyniczny- zbankrutowałbyś

    • Z żarówką może byłoby trudniej, ale bardzo wielu facetom wydaje się, że postawienie dziewczynie drinka lub odwiezienie / odprowadzenie jej do domu = seks. Dlatego bardzo dobrze jest płacić za siebie, na wszelki wypadek odmawiać „stawiania” i umieć sobie zadzwonić po taxę. Na wszelki wypadek.

  • Ven

    Logika filmów porno: chcesz dużo bzykać? Zostań hydraulikiem lub mechanikiem! Bogate i różnorodne życie seksualne gwarantowane!
    Janku, jak zwykle wyśmienity tekst!

    • Nie dyskryminujmy dostawców pizzy!

      • I listonoszy!

      • A syn kiedyś powiedział, że jak nie zostanie prezydentem to dostawcą pizzy… teraz wiem o co mu chodziło!

    • Dzięki, dzięki! Swoją drogą, zawsze chciałem być ogrodnikiem.

      • Ven

        O kurcze, o ogrodnikach zapomniałam. A przecież w tym zawodzie też mają branie. Widzisz, trzeba było zostać ogrodnikiem. A zostałeś blogerem! Pornosów z blogerami nie widziałam…

        • I niech tak zostanie!

        • Ja bym z ciekawości obejrzała, ciekawe kto brałby udział :D

        • Maria Dorynek

          „Dzień dobry, Pański wpis na blogu oczarował mnie swoją lekkością i błyskotliwością. Czy w związku z tym mogę przyjechać by zrobić Panu przyjemność oralną?”

  • Janek stara się dostać do ASZDziennika jako kolejny krok w stronę krańca internetu.

  • dodałbym też …

    11. Każda dziewczyna marzy o seksie na „dwa baty”
    12. By seks był udany skup się jedynie na doznaniach dziewczyny.

    I wiele innych przykładów. Wszystko jest dla ludzi lecz co za dużo to niezdrowo część porno amatorów pozostanie przy tym, bo albo będą zbyt nieśmiali, albo też prawdziwy seks ich rozczaruje.

    Ps. apropo brzydszej części społeczeństwa polecam książkę Philip Zimbardo „Gdzie ci mężczyźni?”

    • AnSk

      Przy brnięciu przez statystyki w książce Zimbardo życzę wytrzymałości równej tej posiadanej przez hydraulików i ogrodników z pornosów ;)

  • Janek, takiego Cię pokochałem. Takiego Cię chcę.

wpis jest wynikiem współpracy z marką STR8

Czemu pierwszy raz jest taki ekscytujący?

Pamiętasz swój pierwszy raz? Założę się o mój login i hasło do Facebooka, że tak. Takich rzeczy się nie zapomina, mimo że tego typu wspomnieniom raczej daleko do poprawiających samopoczucie. Nie, nie tylko Twój pierwszy stosunek płciowy był beznadziejny. Jak donosi Instytut Badania Opinii Publicznej Na Podstawie Rzutu Kośćmi, 11 na 10 Polaków czuje zażenowanie i wstyd przywołując w myślach swoją inicjację seksualną. Łatwiej znaleźć niewypłacalnego dłużnika mafii ze wszystkimi palcami, niż osobę, która szczerze stwierdzi, że jej pierwszy seks był udany i podobało jej się.

Większość, jeśli nie każdy, z nas czuł się w tym momencie skrępowany, niepewny, czy zwyczajnie przerażony, a sam akt przebiegał jak pilotowanie samolotu bez przejścia kursu pilotażu. Tu coś wciskasz, tam za coś ciągniesz, próbujesz utrzymać w rękach stery i modlisz się, żeby lot nie skończył się przed czasem. Mimo to, nie znam osoby, która by nie czekała w napięciu na ten pierwszy raz albo chciała cofnąć czas i żyć w celibacie, żeby uniknąć dyskomfortu.

Czemu więc towarzyszyła temu taka ekscytacja? Bo wszystkiemu co nowe i nieznane, a pobudzające zmysły i emocje, towarzyszy podniecenie. Mimo świadomości, że może skończyć się inaczej, niż byśmy to sobie wyobrażali.

Rutyna zabija związki

Popadanie w schematy często bywa korzystne w pracy i w sporcie, ale rzadko kiedy poza nimi.

Czy wyjście w piątek wieczorem do kina jest spoko? No jest. Można odetchnąć po całym tygodniu i spędzić razem czas – dobra zabawa. Czy wychodzenie co piątek wieczorem do kina przez 5 lat, na seans o 19:15 jest spoko? No mniej. Nie ma w tym nic zaskakującego i na dobrą sprawę zamienia się to w kolejny obowiązek do odhaczenia – brak dobrej zabawy. Czy uprawiane seksu na jeźdźca jest spoko? No jasne. Czy uprawianie seksu tylko i wyłącznie na jeźdźca, za każdym razem na tej samej kanapie przy zgaszonym świetle jest spoko? No nie za bardzo.

Czemu mężczyźni zdradzają kobiety? Bo się nudzą, bo potrzebują nowych bodźców, bo dawny ogień namiętności zgasł na wietrze powszedniości. Czemu kobiety zdradzają mężczyzn? Bo ten koleś w barze, który zrobił jej i jej koleżance „test najlepszej przyjaciółki”, a potem odgadł liczbę, którą zapisała na serwetce był inny. Inny niż ten, który odkąd się poznali w kółko zabiera ją na randki do tego samego miejsca. Ten jest ciągle taki sam.

Powodów w obu przypadkach jest oczywiście więcej, ale zrutynizowanie wspólnego życia jest najniebezpieczniejsze. Bo rutyna wkrada się niepostrzeżenie.

Monotonia zabija radość z życia

Uwielbiam burgery, ale gdy zbierałem materiał do rankingu krakowskich burgerowni i musiałem jeść je dzień po dniu, żeby rzetelnie ocenić serwujące je miejscówki, zaczęły śnić mi się po nocach wegetariańskie sałatki. Z zestawieniem najlepszych ramenów było podobnie. I nie inaczej jest ze słuchaniem w kółko jednego utworu. Ile razy miałeś tak, że pojawiał singiel Twojego ulubionego wykonawcy, zapętlałeś go jak szalony w oczekiwaniu na resztę płyty, a gdy już ukazał album, musiałeś pomijać ten utwór słuchając całości, bo wychodził Ci nosem? Albo po powrocie z wakacji ustawiałeś na budzik w telefonie turbo szlagier, przy którym byłeś conocnym królem parkietu. A po miesiącu wracałeś do domyślnego alarmu wgranego przez producenta, bo po pierwszych taktach letniego hitu zaczynało Cię mdlić?

Każda czynność ma skończoną liczbę powtórzeń, po wykonaniu których bez żadnej przerwy z przyjemności zamienia się w mękę. Każda.

Od poniedziałku do piątku kursujemy między dwoma punktami – pracą i domem, ewentualnie uczelnią i domem albo, przy opcji triathlonowej – uczelnią, pracą i domem. Zwłaszcza jesienią i zimą, gdy każde wyjście z domu zaczyna być postrzegane w kategoriach wyczynu, w codzienność wkrada się monotonia, zakładając nam klapki na oczy jak koniowi. Klapki, przez które nie widzimy piękna otaczającego nas świata i ciągle rozwijających się pąków możliwości, tylko betonową drogę, którą znamy na pamięć, prowadzącą do miejsca przyprawiającego nas o ziewanie, a nie zachwyt. Z czasem dopada to każdego, również mnie, choć mogłoby się wydawać, że w przypadku pracy opartej na pasji to niemożliwe. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, gdy Twoja trasa do pracy polega na przebyciu drogi między łóżkiem a biurkiem, a liczba interakcji z ludźmi w jej trakcie wynosi 0. Tak jak jej zmienność.

Żeby codzienność nie stała się linijką, która bije Cię po palcach, gdy chcesz brać z życia garściami, trzeba coś zmienić. Wpleść w nią coś nowego.

Co daje próbowanie nowych rzeczy?

W przeciwieństwie do większości chłopców, jakoś nigdy ani w przedszkolu, ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani nawet w liceum nie ciągnęło mnie do motoryzacji i zupełnie nie kumałem tych wczutych gadek o furach i ciśnienia na zdawanie prawka. Aż nie skończyłem 22 lat i nie pomyślałem, że przy staraniu się o kolejną pracę taki dokument może się przydać. Zapisałem się na kurs, cudem nie umarłem z nudów na wykładach, wsiadłem do samochodu po stronie kierowcy i poczułem się jak Neo z „Matrixa”, kiedy wybrał czerwoną pigułkę.

W momencie kiedy wcisnąłem pedał gazu, usłyszałem ryk silnika i poczułem jak auto przyśpiesza, wszystko stało się dla mnie jasne. Nagle zrozumiałem skąd u tylu facetów taka fascynacja samochodami, a przede wszystkim kompletnie zmieniłem perspektywę postrzegania poruszania się po mieście i ruchu ulicznego. Na rzeczywistość został nałożony filtr, który ukazywał ją z innej, nowej strony. Podobnie było, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem. I kiedy pierwszy raz występowałem na scenie prowadząc prezentację dla tłumu ludzi. I kiedy pierwszy raz wpadł mi w ręce koktajler i odkryłem, że szpinak łączy się z bananem i można to wypić.

Za każdym razem, gdy próbujesz czegoś czego nie próbowałeś nigdy wcześniej, gdy jesz, robisz albo jesteś w jakimś miejscu po raz pierwszy, zmienia się Twoje dotychczasowe postrzeganie. Patrzysz na, wydawałoby się, znane Ci rzeczy z nieznanej wcześniej perspektywy, przez co znów zaczynają być interesujące. Gdy codziennie pokonywaną drogę z domu na przystanek możesz obserwować lecąc nad nią balonem, rzeczywistość poszerza się o kolejny wymiar, a płaska monotonia nabiera kształtów.

Próbowanie nowych rzeczy, to odkrywanie świata na nowo.

Tydzień pierwszych razy!

Żeby nie być zakładnikiem codzienności i przypomnieć sobie na wiosnę, że świat wciąż jest nieprzeczytaną książką, podjąłem wyzwanie. Wyzwanie pod tytułem „Tydzień pierwszych razy!”. W ramach akcji #BeTheHeroYouAre, razem z marką STR8 przez 7 dni codziennie próbowałem czegoś po raz pierwszy, żeby przełamać rutynę, zainspirować się, rozbawić, przerazić, zmieszać i przede wszystkim wnieść coś nowego do prozy życia. Jak konkretnie wyglądał mój plan?

Dzień pierwszy: popłynę kajakiem po Wiśle
Dzień drugi: nadrobię puszczanie latawców
Dzień trzeci: oderwę się od ziemi w parku trampolin
Dzień czwarty: postaram się nie przewrócić na tandemie
Dzień piąty: wydostanę się z escape roomu
Dzień szósty: zobaczę jak jeździ się w kabriolecie
Dzień siódmy: sprawdzę jak smakują bycze jądra

Jak wyszło? Zobacz na filmie poniżej, a jeśli chcesz podjąć swoje wyzwanie wpadaj na https://www.str8betheheroyouare.com/poland

---> SKOMENTUJ

Filmowe klasyki, których nie przełączysz

Skip to entry content

Gdy poprzednio byłem chory, zrobiłem sobie maraton z bajkami wszech czasów, które niezależnie od wieku oglądającego potrafią poruszyć i być lekarstwem na chorobę. W tym tygodniu znów mnie rozłożyło, więc będąc przykutym do łóżka zrobiłem sobie seans z filmowymi klasykami. Czyli długometrażowymi filmami, które mimo zmieniających się dat w kalendarzu nie tracą na aktualności, a oglądając je po raz n-ty odczuwa się tę samą przyjemność, co za pierwszym razem. A nieraz nawet większą, bo znając już jakiś obraz, przy ponownym kontakcie wydobywa się szczegóły niewidoczne na pierwszy rzut oka.

Oto moja złota piątka filmów, które trudno przełączyć mimo, że zna się je na pamięć.

 

Wilk z Wallstreet

Film świeży, bo zaledwie sprzed 2 lat, ale już w dniu premiery wiedziałem, że trwale wpisze się w historię kinematografii. I to nie tylko dlatego, że pobił rekord w liczbie użycia słowa „fuck”, które pada tam 506 razy, czyli średnio co 21 sekund. To po prostu esencja filmu rozrywkowego! Mimo, że nie jest to stricte komedia, to „Wilk z Walstreet” bawi bardziej niż jakikolwiek tytuł z Jimem Carreyem, trzymając przy tym w napięciu, dając do myślenia, obrazując mentalność amerykanów i dając motywacyjnego kopa. Tu nie ma dłużyn, ani słabych moment, tu jest czysta przyjemność z oglądania.

Jeśli nie wierzysz, to sprawdź scenę, w której naćapny i sparaliżowany DiCaprio prowadzi Lamborghini. Majstersztyk!

 

Pulp fiction

Nie ma chyba drugiego pojedynczego filmu długometrażowego, który miałbym taki wpływ na popkulturę co „Pulp fiction”. Rzadko się zdarza by obraz oparty nie na książce, komiksie, grze, czy czyimś życiorysie, a na autorskim scenariuszu tak mocno wykraczał poza ekrany kin i promieniował na rzeczywistość. Scena gdzie Jules z Vincentem dyskutują o tym jak we Francji nazywa się ćwierćfunciak z serem była cytowana prawie tak często jak biblia, a przewijający się przez film motyw burgerów zainspirował ludzi do otworzenia swoich knajp z grillowaną wołowiną na całym świecie. Również w Krakowie. Ten tytuł to puszka pandory z kultowymi motywami.

 

Chłopaki nie płaczą

Jedyny polski film w zestawieniu i w dodatku komedia. Przedostatnia dobra. Przepraszam, genialna. Już od pierwszej sceny widz ma banana na twarzy i wykrzywienie ust ku górze nie schodzi aż do ostaniej. Trudno w to uwierzyć, ale pod wodzą Lubaszenki nawet Michał Milowicz wyciąga kij od szczotki z tyłka i jest zabawny. Nie mówiąc już o Pazurze, Łazuce, czy młodym Stuhrze, którzy odgrywają tu oscarowe role. I oczywiście Tomku Bajerze ztj. „Lasce”, który rzuca turbo-kultowe „bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście”. Zresztą „Chłopaki nie płaczą” to studnia pełna haseł, które przeszły do mowy potocznej – „skąd wziąłeś ten sweter? Zajebałeś go z pomocy dla powodzian?” to właśnie stąd.

 

Incepcja

W moim prywatnym rankingu absolutnie najlepszy film na świecie! Na dobrą sprawę powinno wystarczyć, że reżyserem jest Christopher Nolan, główną rolę gra Leonardo DiCaprio, a muzykę skomponował Hans Zimmer, ale nieco rozwinę argumentację, czemu „Incepcja” to taki kozak.

Przede wszystkim, motyw przewodni – świadome sny i dzielenie ich z innymi. Sama ta koncepcja jest tak ciekawa i intrygująca, że fabułę chłonie się mimowolnie jak tlen z powietrza. Po drugie, gra aktorska, wiadomo, że DiCaprio nie mógłby zawieść, ale poza nim nikt inny również nie daje ciała i widz ani przez moment nie musi się zmuszać, żeby uwierzyć, że bohaterowie naprawdę włamują się do umysłów. Po trzecie, montaż i praca kamer – przechodzenie między kolejnym warstwami snu jest posklejane w taki sposób, że to się po prostu czuje. Nie kwestionuje się tego, czy to możliwe, jest się tego pewnym. Po czwarte, muzyka jest absolutnie idealnie dopasowana do tematyki i wydarzeń na ekranie. Ona nie jest tłem, ona jest ich integralną częścią. Po piąte, klimat. Klimat z pogranicza rzeczywistości i ułudy, mroczny, zalewający umysł jak smoła jest tak perfekcyjnie dopracowany, że nawet jeśli widziałeś ten film 15 razy, to i tak chcesz obejrzeć jeszcze raz, żeby się w nim zanurzyć.

Arcydzieło.

 

Straszny film

Musiał się tu znaleźć jeden typowo głupkowaty tytuł, bez podprogowego przekazu, ani żadnych głębszych treści i w kwestii odmóżdżaczy jest to wzór do naśladowania. Prosty, często wulgarny humor, ale niesamowicie skuteczny. Jeśli umarł Ci chomik i chcesz po prostu wyłączyć myślenie i dostać zakwasów na brzuchu, to jest to pozycja stworzona na tę okazję.

Jak macie jakieś inne tytuły, które możecie oglądać setny raz z tą samą przyjemnością, to śmiało, dajcie znać w komentarzach.

autorem zdjęcia w nagłówku jest m4tlik
---> SKOMENTUJ

Pamiętam jak w 4-tej klasie podstawówki pojechałem na wycieczkę szkolną do Krakowa. Od momentu, w którym zobaczyłem planty, wiedziałem, że pokocham to miasto i będę chciał w nim żyć.

Pamiętam też jak 3 lata temu przyjechałem pierwszy raz do Warszawy na branżową konferencję. Od chwili wyjścia z pociągu i postawienia stopy na dworcu centralnym, czułem się zagubiony i przytłoczony ogromem miasta. I to uczucie nigdy nie minęło.

Przeprowadziłem się do Warszawy, bo potrzebowałem zmiany. Potrzebowałem czegoś nowego, jakiegoś wyzwania, tego wrażenia uczenia się życia od początku. I dostałem to. Mieszkając w stolicy musiałem od zera pojąć funkcjonowanie w mieście, bo wszystko było inne – i tempo, i sposób poruszania się, i ludzie.

O ile sieć rowerów miejskich funkcjonowała zdecydowanie lepiej niż w Krakowie, o tyle przemieszczanie się na jednośladzie było bez porównania bardziej uciążliwe. Ruch na ulicach i odległości są o wiele większe, przez co jeździ się nieprzyjemnie – bo masz wrażenie bycia mrówką na autostradzie, która zaraz zostanie rozwalcowana – i mija się to z celem – podróż zajmuje więcej niż komunikacją miejską i po kilkudziesięciu minutach jazdy jesteś cały mokry. Z kolei przemieszczanie się za pomocą komunikacji miejskiej, jeśli nie mieszkasz przy stacji metra, doprowadza do szału. Autobusy wiecznie się spóźniają i notorycznie grzęzną w korkach, bo godziny szczytu w stolicy trwają prawie cały dzień.

Poskutkowało to tym, że mimo iż nie mieszkałem daleko od centrum – 14 minut autobusem – to dotarcie na Marszałkowską, Świętokrzyską albo Chmielną zamieniało się w wielką wyprawę. Wyprawę, która zniechęcała mnie do wychodzenia z domu, a przecież tak bardzo to lubię.

Okazało się, że mam małomiasteczkową mentalność.

W Krakowie uwielbiałem to, że ścisłe centrum zamykało się obrębie plant. Na Rynku Głównym, Szewskiej, Floriańskiej, Gołębiej, Grodzkiej i Świętego Tomasza, znajdowało się WSZYSTKO czego potrzebowałem. I restauracje do wybornego pojedzenia, i bary do kumpelskiego pogadania, i kawiarenki do wczuwkowego porandkowania, i kluby do bezgranicznego pobawienia, i kina i teatry do ukulturalnienia, i kościoły do uduchowonienia. Choć z usług tych ostatnich nigdy nie korzystałem, ale pocieszała mnie myśl, że mogłem.  A wszystko to w atmosferze sielsko-kameralnej. Którą okazało się, że uwielbiam.

Do owego odkrycia doszło po kilkunastu próbach odnalezienia się w centrum Warszawy. Bez powodzenia.

Raz, że w stolicy śródmiejski pejzaż jest diametralnie inny. Wszystko jest wielkie, ogromne! To nie jest kilka uliczek z uroczymi kamieniczkami, tylko nieustannie aktywne arterie z wysokimi biurowcami i hotelami. A dwa, żeby je przejść, trzeba przyspieszyć kroku, bo wszystko pędzi.

To, co na początku mi tak imponowało, z czasem zaczęło uwierać, aż stało się poważnym problemem. W Krakowie wchodząc na Rynek czułem się rozluźniony, uspokojony, nastawiony na relaks i miłe spędzanie czasu. W Warszawie, wysiadając na patelni czułem się jeszcze bardziej spięty, jakby ktoś w moim regulatorze trybu życia podkręcił prędkość. Spotykając się ze znajomymi na piwo, czy jedzenie, nie czułem się wyluzowany, tylko ciągle zaprogramowany na pracę. Widząc tempo ludzi na chodnikach, pod czaszką ciągle świeciły mi się diody z napisem „efektywność”, „wydajność”, „brak opierdalanki”.

Lubię te lampki, ale nie po 18:00, ani nie w weekendy. Wtedy powinienem być w trybie żółwia i uskuteczniać leniwe przyjemności hedonisty anemika. W stolicy nie byłem w stanie odpoczywać. Cały czas myślałem o rozwoju bloga, o nowych pomysłach na teksty, o tym co zrobić lepiej, więcej, inaczej, aż w pewnym momencie przekroczyłem granicę, po której przyszła totalna demotywacja i zniechęcenie do czegokolwiek.

Mała uwaga: czytając ten tekst do tego momentu, mogłeś go odebrać jako wjazd na Warszawę i paszkwil cisnący jakie to miasto jest beznadziejne. W żadnym wypadku tak nie jest. Warszawa ma od groma aututów, jest świetnym miejscem do rozwoju i miastem setek możliwości, o czym zresztą pisałem we wrażeniach po pierwszym miesiącu życia w niej. Po prostu najzwyczajniej w świecie nie jest dla mnie.

Pod żadnym pozorem nie myślcie też, że przeprowadzkę do Warszawy traktuję jako jakiś błąd, czy porażkę. Absolutnie nie, to było świetne posunięcie i powinienem je zrealizować już wcześniej. Jakiś rok wcześniej, bo mniej więcej od tego momentu o tym myślałem, żyjąc w przekonaniu, że tam będzie mi lepiej, ale ciągle tworząc nowe wymówki. Wymówki, które usprawiedliwiały mnie przed opuszczaniem strefy komfortu i skonfrontowaniem wyobrażeń z rzeczywistością.

To najistotniejsze, co dała mi ta cała przygoda – świadomość tego jak jest naprawdę.

A konkretnie, to jak naprawdę mi się tam mieszkało. Wiele osób żyje nigdy niespełnionymi fantazjami o tym, jak by im było z kimś albo gdzieś. Buduje cały alternatywny świat, w którym jest grafikiem komputerowym, mieszka w Los Angeles, albo wraca do swojej pierwszej miłości. I nigdy nie urealnia tych wyobrażeń. Nie sprawdza, czy mają one pokrycie ze światem rzeczywistym, tylko coraz bardziej zapędza się w wizjach, że tam byłoby im lepiej. Takie długotrwałe fantazjowanie jest często zgubne i szkodliwe, bo przeszkadza w życiu faktycznym, a nie wyśnionym życiem, i deprecjonuje to co się ma w danej chwili, odbierając radość z codzienności.

Dlatego bardzo cieszę się, że mieszkałem w Warszawie, bo zamiast wyobrażać sobie w nieskończoność jakby to było, sprawdziłem to empirycznie.

I dzięki temu – zabrzmi to strasznie patetycznie i paolocoelhowo, wybaczcie – wiem, że Kraków jest moim miejscem na Ziemi. A przynajmniej na polskiej ziemi. Gdy przyjeżdżałem tu odwiedzić znajomych albo coś załatwić, czułem się jakbym wracał do siebie. Gdy tylko wysiadałem z pociągu na dworcu głównym, wiedziałem, że jestem u siebie. Że to moje ulice, po których chcę jeździć rowerem, moje parki, do których chcę chodzić na spacery i moje knajpy, w których chcę się spotykać z ludźmi. Że tu chcę świętować sukcesy, przeżywać porażki, kochać, wkurwiać się, śmiać i płakać. Że po prostu tu pasuję, jakbym był puzzlem z układanki na właściwym miejscu.

Świetne uczucie, polecam!

autorem zdjęcia w nagłówku jest Roman Boyko
---> SKOMENTUJ