Close
Close

Filmowe klasyki, których nie przełączysz

Skip to entry content

Gdy poprzednio byłem chory, zrobiłem sobie maraton z bajkami wszech czasów, które niezależnie od wieku oglądającego potrafią poruszyć i być lekarstwem na chorobę. W tym tygodniu znów mnie rozłożyło, więc będąc przykutym do łóżka zrobiłem sobie seans z filmowymi klasykami. Czyli długometrażowymi filmami, które mimo zmieniających się dat w kalendarzu nie tracą na aktualności, a oglądając je po raz n-ty odczuwa się tę samą przyjemność, co za pierwszym razem. A nieraz nawet większą, bo znając już jakiś obraz, przy ponownym kontakcie wydobywa się szczegóły niewidoczne na pierwszy rzut oka.

Oto moja złota piątka filmów, które trudno przełączyć mimo, że zna się je na pamięć.

 

Wilk z Wallstreet

Film świeży, bo zaledwie sprzed 2 lat, ale już w dniu premiery wiedziałem, że trwale wpisze się w historię kinematografii. I to nie tylko dlatego, że pobił rekord w liczbie użycia słowa „fuck”, które pada tam 506 razy, czyli średnio co 21 sekund. To po prostu esencja filmu rozrywkowego! Mimo, że nie jest to stricte komedia, to „Wilk z Walstreet” bawi bardziej niż jakikolwiek tytuł z Jimem Carreyem, trzymając przy tym w napięciu, dając do myślenia, obrazując mentalność amerykanów i dając motywacyjnego kopa. Tu nie ma dłużyn, ani słabych moment, tu jest czysta przyjemność z oglądania.

Jeśli nie wierzysz, to sprawdź scenę, w której naćapny i sparaliżowany DiCaprio prowadzi Lamborghini. Majstersztyk!

 

Pulp fiction

Nie ma chyba drugiego pojedynczego filmu długometrażowego, który miałbym taki wpływ na popkulturę co „Pulp fiction”. Rzadko się zdarza by obraz oparty nie na książce, komiksie, grze, czy czyimś życiorysie, a na autorskim scenariuszu tak mocno wykraczał poza ekrany kin i promieniował na rzeczywistość. Scena gdzie Jules z Vincentem dyskutują o tym jak we Francji nazywa się ćwierćfunciak z serem była cytowana prawie tak często jak biblia, a przewijający się przez film motyw burgerów zainspirował ludzi do otworzenia swoich knajp z grillowaną wołowiną na całym świecie. Również w Krakowie. Ten tytuł to puszka pandory z kultowymi motywami.

 

Chłopaki nie płaczą

Jedyny polski film w zestawieniu i w dodatku komedia. Przedostatnia dobra. Przepraszam, genialna. Już od pierwszej sceny widz ma banana na twarzy i wykrzywienie ust ku górze nie schodzi aż do ostaniej. Trudno w to uwierzyć, ale pod wodzą Lubaszenki nawet Michał Milowicz wyciąga kij od szczotki z tyłka i jest zabawny. Nie mówiąc już o Pazurze, Łazuce, czy młodym Stuhrze, którzy odgrywają tu oscarowe role. I oczywiście Tomku Bajerze ztj. „Lasce”, który rzuca turbo-kultowe „bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście”. Zresztą „Chłopaki nie płaczą” to studnia pełna haseł, które przeszły do mowy potocznej – „skąd wziąłeś ten sweter? Zajebałeś go z pomocy dla powodzian?” to właśnie stąd.

 

Incepcja

W moim prywatnym rankingu absolutnie najlepszy film na świecie! Na dobrą sprawę powinno wystarczyć, że reżyserem jest Christopher Nolan, główną rolę gra Leonardo DiCaprio, a muzykę skomponował Hans Zimmer, ale nieco rozwinę argumentację, czemu „Incepcja” to taki kozak.

Przede wszystkim, motyw przewodni – świadome sny i dzielenie ich z innymi. Sama ta koncepcja jest tak ciekawa i intrygująca, że fabułę chłonie się mimowolnie jak tlen z powietrza. Po drugie, gra aktorska, wiadomo, że DiCaprio nie mógłby zawieść, ale poza nim nikt inny również nie daje ciała i widz ani przez moment nie musi się zmuszać, żeby uwierzyć, że bohaterowie naprawdę włamują się do umysłów. Po trzecie, montaż i praca kamer – przechodzenie między kolejnym warstwami snu jest posklejane w taki sposób, że to się po prostu czuje. Nie kwestionuje się tego, czy to możliwe, jest się tego pewnym. Po czwarte, muzyka jest absolutnie idealnie dopasowana do tematyki i wydarzeń na ekranie. Ona nie jest tłem, ona jest ich integralną częścią. Po piąte, klimat. Klimat z pogranicza rzeczywistości i ułudy, mroczny, zalewający umysł jak smoła jest tak perfekcyjnie dopracowany, że nawet jeśli widziałeś ten film 15 razy, to i tak chcesz obejrzeć jeszcze raz, żeby się w nim zanurzyć.

Arcydzieło.

 

Straszny film

Musiał się tu znaleźć jeden typowo głupkowaty tytuł, bez podprogowego przekazu, ani żadnych głębszych treści i w kwestii odmóżdżaczy jest to wzór do naśladowania. Prosty, często wulgarny humor, ale niesamowicie skuteczny. Jeśli umarł Ci chomik i chcesz po prostu wyłączyć myślenie i dostać zakwasów na brzuchu, to jest to pozycja stworzona na tę okazję.

Jak macie jakieś inne tytuły, które możecie oglądać setny raz z tą samą przyjemnością, to śmiało, dajcie znać w komentarzach.

autorem zdjęcia w nagłówku jest m4tlik

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • 1. Piraci z Karaibów
    2. Władca Pierścieni
    3. W Krzywym zwierciadle: Wakacje i Europejskie Wakacje

  • Ciekawe, czy znajdzie się ktoś, kto nie widział żadnego z tych filmów. To chyba niemożliwe. ;)

  • Olga Cimer

    „Porachunki” – Guy Ritchie

  • Tusia

    Ja tam uwielbiam film „Marzyciel”.

    • Klaudia Duda Augustowska

      jest cudowny ♥
      za każdym razem płaczę i śmieję się tak samo oglądając go ♥

  • Gosia

    Pulp fiction, Moze zabrzmi to źle, ale film mojego dzieciństwa ;D takie uroki posiadania starszego brata

    • Mojego również! Nie zapomnę jak przyłapałem mamę na oglądaniu tego, akurat gdy leciała scena z piwnicy u Zeda, i nie mogłem zrozumieć czemu ten pan jest tak dziwnie ubrany i ma zasuwak na twarzy.

  • BonaVonTurka (Hipis)

    O, 3 na 5 obejrzałam. Dobry wynik jak na kogoś kto w ogóle nie lubi kinematografii i się na niej nie zna. Mam zasadę, że oglądam tylko to, co polecili mi znajomi, nie interesując się, kto jest reżyserem, a kto w filmie gra. „Chłopaki nie płaczą” to tak kultowy film, że nawet jeszcze go nie znając znałam już cytaty z niego :D

  • Erykah La Rocca

    O kurka, lista bardzo podobna, ale nie przepadam za chłopakami płaczącymi, za to w nieskończoność mogę oglądać „Gorączkę” z Al Pacino, Robertem de Niro i pozostałymi kozakami :) a z filmów z di Caprio dorzucam „Krwawy diament”. Polecam!

  • dorzuciłabym jeszcze tylko „Dzień Świra” :)

  • Mnie naszła ostatnio ochota na powtórzenie sobie Kill Billa :D

  • Bałam się czytać post w obawie, że wymienisz same, które przełączałam. Ale nie! Popieram listę. I cieszę się, że ktoś docenia Incepcję, bo do tej pory nikt nie rozumiał mojego zachwytu:)

    • Nie chcę się powtarzać, ale dla mnie to naprawdę najlepszy film jaki widziałem w życiu, pod każdym kątem.

  • Agata Filewicz

    „Wilka z Wall Street” wytrzymałam przez jakieś 15 minut oglądania. Za to „Pulp fiction” i „Incepcję” uwielbiam :)

    • Czemu? Za bardzo seksistowski?

      • Agata Filewicz

        Seksistowski, wulgarny. I Dicaprio jakiś taki … nieapetyczny.

  • Nie ma szans, abym przełączył dowolny odcinek „Stawki większej niż życie”. Ale to serial, więc pewnie do rankingu się nie łapie :)

    Tarantino uwielbiam i myślę, że na równi z „Pulp Fiction” można postawić „Bękarty”. Bo „chyba wyszło mu arcydzieło”.

    Poza tym: „Fight Club” (koronny przypadek gdy film jest równie dobry, jeśli nie lepszy od książki).

    • To może dziwnie zabrzmieć w kontekście mojej recenzji „Nienawistnej ósemki”, ale dla mnie w „Bękartach Wojny” jest za dużo dłużyzn i w połowie mi się nudzi.

      • Tak z ciekawości – ta połowa to mniej więcej kiedy wypada? Przed jedzeniem strudla (genialna scena IMHO) czy po nim?

    • A przy „Wilku z Wall Street” uświadomiłem sobie, że na listę dopisałbym coś starszego od pana Scorsese. „Kasyno” albo „Chłopców z ferajny”.

  • Dot

    1. Shrek :) (chyba wszystkie części wzruszają mnie tak samo)
    2. 7 części Harry’ego Pottera, choć najbardziej lubię 3., 5. i 7.
    3. List w butelce i Miasto aniołów – wyciskacze łez, pokazujące jak to jest z miłością naprawdę.
    4. Władca Pierścieni i Hobbit – zakochałam się jak tylko pierwszy raz zobaczyłam
    5. Kevin (w święta!), ale tylko I i II część, pozostałe już trochę naciągane
    6. Holiday i To właśnie miłość – czyli mix kilku historii o miłości w jednym filmie
    7. Katyń i Pearl Harbor – moje 2 ulubione filmy wojenne

    Mam wiele ulubionych filmów, do których wracam nie raz, ale to jest chyba moje TOP 7.

  • Mnie ogromnie bawi „Job, czyli ostatnia szara komórka”. Przepraszam.
    Jeszcze bez końca mogę oglądać „Hydrozagadkę” <3
    No i "Chłopaki nie płaczą" są absolutnym kozakiem. Ubolewam, że są bez napisów angielskich i tylko nasza brać słowiańska może się śmiać.

    • Subintabula

      Hydrozagadka! <3
      I wydaje mi się, że widziałam "Chłopaki nie płaczą" z angielskimi napisami :D (na napi jest kopalnia napisów)

      • Tak, znalazłam Boy’s Don’t Cry nawet na jutubach!

  • Dominika

    Ja zaraz poniżej „Chłopaki nie płaczą” postawiłabym jeszcze „Poranek Kojota” :) Chyba już wiem, co będę jutro robić!

  • Margo

    BeetleJuice. Klasyk filmu i klasyka durowej muzyki.
    Stardust.

    Co do GranTorino. Mam znajomych, którzy uwielbiają. Myślę, że to kwestia tęsknoty za braniem spraw w swoje ręce. Takimi czasami dzikiego zachodu i sąsiedzkich samosądów. I chyba każdy raz w życiu ma taką „hate/love” relację, jak Walt z babcią sąsiadką. Z doświadczenia wiem, że jak nie kończy się na pluciu sobie na ganek, tylko w łóżku to bywa nieźle :P

  • O matko, wiele mam takich filmów! Zaczynając od starych polskich klasyków, jak choćby „Sami swoi” czy bardziej współczesne komedie jak „E=mc2”, przez amerykańskie klasyki jak „Wywiad z wampirem” czy „Piraci z Karaibów”, większość świątecznych filmów w święta, aż po mój absolutnie ukochany „The Proposal” czy klimatyczną „Czekoladę”. Jakbym miała zrobić listę wszystkich filmów, których nie przełączam, zajęłoby mi to dużo miejsca :)

  • Cam Ql

    Zawsze i wszędzie:
    1. Pulp Fiction
    2. Fight Club
    3. Scareface
    4. Adwokat Diabła
    5. Wilk z Wallstreet
    6. Od zmierzchu do świtu/Desperado <3

  • Ja dodałabym jeszcze wszystkie filmy z cyklu o Harrym Potterze i Gwiezdne Wojny <3

    • O Harrym Potterze nie widziałem ani jednego, zawsze mi się to kojarzyło z „Władcą Pierścieni” dla dzieci, niesłusznie?

      • Klaudia Duda Augustowska

        Zdecydowanie niesłusznie! To zupełnie inny typ książki/filmu niż Tolkienowska trylogia. I owszem, jest adresowana głównie na dzieci/młodzieży, aczkolwiek straszy widz będzie się bawił równie dobrze.
        W ostatnie wakacje odświeżyłam sobie całą serię (najpierw książki, potem filmy) i muszę przyznać, że mimo upływu lat, historia wzruszała i bawiła. Więc jak najdzie Cię kiedyś ochota na coś ‚lżejszego’ – polecam z całego serca !

      • Też nie planowałem nigdy oglądać HP, aż nagle, gdy żona oglądała, zobaczyłem że nurkują w jeziorze pełnym trupów. I jakoś mnie wciągnęło.

      • Ja za to nie widziałam ani jednego „Władcy Pierścieni”, więc nie mam porównania :D Ale pewnie tak, w końcu książki o Harrym to całe moje dzieciństwo, a później pokochałam jeszcze filmy. Myślę jednak, że mimo to warto poznać, książki to już klasyki, a filmy to cały czas pokaz świetnych efektów specjalnych w większości jeszcze nie komputerowych.

  • Aleksandra Muszyńska

    Ooo rety, też mam takie hity.”Diabeł ubiera się u Prady”,”Służące”, cała polska trylogia Latkowskiego, „Ojciec Chrzestny” (ale bez trzeciej części, bo już za bardzo popłynęli), „Syreny”, o Panie, dej mnie krzesło, bo mogę tak do jutra <3.

    • Ooo, „Ojca Chrzestnego” muszę sobie odświeżyć, bo tylko raz widziałem i też trzecią część odebrałem jako zupełnie nie pasującą do klimatu.

      • Aleksandra Muszyńska

        Śmierć Sonny’ego zawsze boli tak samo, jak za pierwszym razem :<.

  • Joanna Wu

    1. Incepcja – chyba nie trzeba tlumaczyc dlaczego
    2. Melancholia – za klimat
    3. Skarbonka – za cudowny humor
    4. Ostatnia milosc na ziemi – za niesamowite przekazanie sensu milosci
    5. Uciekinier – ze wzgledu na slabosc do Arniego ;)

    A poza tym, to Eternal sunshine of the spotless mind, Nordwand, Bucket list, Mighty Heart, Into the wild, Margin Call, Terminal, i… moglabym tak wymieniac… Jest tyle pieknych filmow, ze czasem ciezko zdecydowac, czy wrocic do czegos juz widzianego, czy zobaczyc jakas nowosc ;)

  • Ja sama napisałam ostatnio taki tekst na blogu i żadna z Twoich propozycji nie pokrywa się z moimi. Ja uznałam, że wygrywają: „Wyspa tajemnic”, „Troja”, „Gladiator”, „Zielona mila” i „Titanic”, choć ten ostatni jedynie ze względów sentymentalnych. :)

    • To mamy dość podobny gust. „Troji” i „Zielonej mili” nie widziałem, ale pozostałe uważam za bardzo dobre.

  • Klaudia Duda Augustowska

    Złota Piątka? Na pierwszym miejscu nieprzerwanie od lat „Król Lew”, bo nic nie poprawia humoru, tak jak śpiewające surykatki, świnie i lwy.
    Potem „Gladiator” „Forrest Gump” „Pretty Woman” i chyba „Piraci Z Karaibów” z moim ulubionym kapitanem. :D

    • Króla Lwa swego czasu znałam na pamięć! I mam gdzieś wersję z pierwszym polskim dubbingiem, cudem znalezioną w internecie :D

    • Ej, ej, ale na bajki było osobne zestawienie! Tutaj nie podajemy, bo brakło by miejsca na „normalne” filmy.

      • Klaudia Duda Augustowska

        ojej! wiem! nie krzycz na mnie!
        ale… nie mogłam go nie uwzględnić, miałabym wyrzuty sumienia i nie mogłabym spojrzeć w oczy sobie i rodzeństwu. musisz mi to wybaczyć, Janek, proszę ;)

  • 1 Zemsta Sithów – jest mroczne i wciąga. Marzy mi się aby następne gwiezdne wojny były kręcone w tym klimacie.
    2 Filmy Barei. Polska w krzywym zwierciadle. Obawiam się, że obcokrajowiec ich nie zrozumie.
    3 Killer – plejada polskich gwiazd, które umieją grać, są charakterystyczne. Pazura w roli strachliwego, który nie do końca wygrał życie, taksówkarza sprawdził się idealnie. Dwójka też jest spoko, ale jednak co jedynka to jedynka.
    4 Niezniszczalni – francuski film, który zdobył moje serce. jak i oryginalna historia męskiej przyjaźni. Moge go oglądać co dzień
    5 Lista Schindlera. Dobry, wstrząsający film.

  • Ula

    1. Die Hard, to znaczy Szklana Pułapka ;) – zwłaszcza część 3 z Jeremy Ironsem i 4 z pyskatą córką i hakerem.
    2. Mission Impossible – wszystkie, z przewagą części 4, sceny w Dubaju są mega.
    3. Dzień Niepodległości z Willem Smithem, za fajny dowcip.
    Takie tam, typowo rozrywkowe :)

  • Dla mnie idealne to „Kill Bill”- nic tak nie podnosi na duchu podczas choroby.
    Za to Harrego Pottera puszczam zawsze w wolniejszy dzień, ja coś robię a on sobie w tle leci.
    Do tego jeszcze „Prestiż” i „Iluzjonista” i mogę chorować

  • Moja piątka takich filmów? (tzn. więcej niż piątka, bo niektóre mają kilka częsci!)
    – Gwiezdne Wojny
    – Sprzedawcy
    – Pulp Fiction
    – How High

    • Pamiętam jak pierwszy raz trafiłem na „How high”, to był chyba koniec podstawówki albo początek gimnazjum, oglądałem potem przez tydzień codziennie.

  • Aneta Stańczuk

    Powrot do przyszlosci, wszystkie trzy czesci, moge ogladac do usranej smierci ;)

    • Ja na trzecią nie mogę patrzeć, bo kiedyś w kółko ją puszczali na TVP, ale za to pierwszą i druga bym odświeżył :)

    • Joanna Wu

      Uwielllllbiam :D

  • Wiem, że to głupie, ale Kevina w święta :D Zawsze zawsze :D

    • Dobra, racja, ale to się sprawdza tylko w grudniu :)

      • Dot

        Zgadzam się, w innym czasie nie ma już tej magii :)

  • Suasos

    Wielki Mike <3

  • Edzia

    Jeśli chodzi o komedie, to „Legalna blondynka” wygrywa wszystko swoją prostotą, słodkością i cudownym klimatem. Za każdym razem tak samo zabawna :)

  • Gran Torino, Gladiator, Powrót Króla

    Incepcji wciąż nie zrozumiałem :D (3 raz) a głupi podobno nie jestem

    • Zupełnie nie pojmuję fenomenu „Gran Torino”, dla mnie ten film jest ultra nudny i słaby.

      Ale co do „Incepcji”, to dawaj, czego nie rozumiesz, to Ci wytłumaczę :)

      • Nie przyznam się, bo wyjdę na „gupka” :v daj mi czwartą szansę

      • Klaudia Duda Augustowska

        Fenomen „Gran Torino”? Ale mi dałeś zagadkę! Fenomenalnie zagrana przez Eastwooda postać zgryźliwego, złorzeczącego starca, którego nie sposób nie polubić i powoli z nim odrywać, że jednak jest zdolny do jakiejkolwiek empatii. To tego tło ze społecznym problemem i przesłaniem, w akompaniamencie komediowych wstawek. Niby oczywiste, bo mnie film zachwycił, ale potem przypomniał mi się „Zapach Kobiety”, który uważam za mocno średni film, który ratuje jedynie gra Al Pacino i scena w ferrari.
        Nie wiem jaki jest fenomen tych filmów (i dlaczego jeden mi się podoba, a drugi nie). I teraz chyba będę się tym gryzła :(

      • Joanna Wu

        Dla mnie Incepcja jest niesamowitym filmem, np. pod wzgledem efektow do piet dorasta mu jedynie Interstellar. Akcja trzyma w napieciu, nawet jesli oglada sie ja 25 raz, natomiast Leo jest swietnym aktorem, a to co pokazal w Zjawie – miod! Jesli nie dostanie Oskara to chyba tylko dlatego ze Oskar nie zasluguje na niego (a nie odwrotnie). Powiem szczerze, ze to jest taki typ filmu, gdzie boje sie, ze jesli powstanie sequel, to 1 czesc go przygniecie. Ciezko bedzie ja przebic.

  • Kinga

    Władca Pierścieni. Wszystkie trzy części.

10 typów ludzi, których nie chcesz spotkać na ulicy

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

Wiesz, że mamy jeden z najwyższych współczynników śmiertelności w wypadkach drogowych w Europie? Że w zeszłym roku w Polsce zginęło przez to 3026 osób? Bo 8 na 100 takich wypadków kończy się śmiercią? Ja też nie, dopóki nie przeczytałem raportu Biura Ruchu Drogowego. Na ulicy pojawiam się i jako kierowca, i jako rowerzysta, a najczęściej jako pieszy, i trafiam na ludzi z każdej z tych grup, którzy zapominają, że nie są tam sami. Przez co wolałbym ich nie spotykać.

Młody gniewny

Odebrał prawko w zeszłym tygodniu i jeszcze dobrze nie opanował sprzęgła, ale już chce lecieć stówką w terenie zabudowanym. Najlepiej ruszając z trójki. Wziął sobie do serca słowa wujka Wiesia na ostatnich imieninach cioci Marzeny, że tak jak na egzaminie, to już nie pojedzie nigdy w życiu. Bo na egzaminie jeździ się, żeby zdać, a w życiu, żeby zdążyć na obiad. Dlatego nigdy nie zatrzymuje się na zielonej strzałce. Przed torami kolejowymi też. I na stopie też nie, jak nic nie jedzie.

Najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym spowodowały osoby w wieku 18-24lata.

Rebeliant

Anarchia, wolność i leki na receptę bez recepty dla wszystkich! Buntownik z wyboru, już w przedszkolu walczył o swoją niezależność otwarcie ignorując poobiednie leżakowanie, kontynuując drogę rewolucjonisty i pisząc „mój” przez u otwarte aż do matury. Nikt nie narzuci mu, że białe jest białe, a czarne jest czarne, a tym bardziej, że nie może przechodzić na czerwonym. Czy Luke Skywalker trzymał się zasad narzuconych przez imperialistyczny system? No właśnie!

Janusz biznesu

Miałeś kiedyś w trakcie jazdy tak ważny telefon, że aż zjechałeś na pobocze, żeby go odebrać i porozmawiać? Tak? No i po co to wszystko? Trzeba było jedną ręką trzymać słuchawkę, drugą dźwignię zmiany biegów, zębami kierownicę, a rzęsą włączyć kierunkowskaz. Zestaw słuchawkowy? Głośnomówiący? Bluetooth w uchu? A co Ty z Holiłudu jesteś, czy ze Star Treka? Prawdziwy byznesmen potrafi zmieniając pas ruchu, wyprzedzając na trzeciego i odpalając czerwonego Viceroya w tym samym czasie odebrać ważny telefon. Czyli każdy telefon, bo w byznesie wszystkie telefony są ważne.

Kierowcy jadący 100 km/h i trzymający komórkę przy uchu hamują średnio o 14 metrów później niż nierozmawiający.

Klubowóz

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Co mówiłeś?

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– Nie słyszę…

UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY-UMCY.

– W końcu przejechał, możesz powtórzyć?

Najwięcej wypadków śmiertelnych jest w piątek i sobotę.

W dni imprezowe.

Ostatnia szara komórka

Koniom zakłada się klapki na oczy, żeby nie patrzyły na boki, a ludziom wkłada w ręce smartfony. Świecący prostokąt przed twarzą i całe otoczenie przestaje istnieć. O ile w przestrzeniach zamkniętych można po prostu popsuć sobie wzrok, o tyle w terenie otwartym można zepsuć sobie nogi, ręce, żebra albo życie. Na przykład przechodząc przez ruchliwą ulicę wpatrzonym w komórkę.

Niespokojna noga

Zwany też lowriderem dla ubogich. Przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, przyśpiesza, zwalnia, a auto się gibie jak na teledysku do „Still D.R.E.”. Zatrzymuje się zawsze metr za linią stopu na światłach, a gdy stoisz na pasach, nigdy nie wiesz, czy nie zatrzyma się na Tobie. Ani czy nie wjedzie Ci w tyłek, jeśli stoisz przed nim w korku i ruszysz ćwierć sekundy później niż on.

Niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

Usain Bolt

Rusza z bloków startowych w momencie, gdy w autobusie po drugiej stronie ulicy zamykają się drzwi i biegnie do nich jak po karpia na Wigilię. Ignorując wszystkich uczestników ruchu drogowego dookoła. Gdyby któryś z kierowców samochodów cudem omijających go miał gorszy dzień, albo bardziej zużyte klocki hamulcowe, do celu dojechałby na masce. Kończąc karierę sportową w szpitalu.

Oszczędny

Ładowanie akumulatora? 50 groszy.

Migacz boczny do Opla? 14 złotych.

Emocje z jazdy bez używania kierunkowskazów? Bezcenne!

Nieprawidłowe wyprzedzanie, jest jedną z głównych przyczyn wypadków na prostych odcinkach.

James Bond na rowerze

Szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości realizuje tajne zadanie, od powodzenia którego zależą losy starego kontynentu, dlatego musi pozostać incognito. I jedzie na rowerze nocą bez oświetlenia i odblasków, zmieniając pasy jakby miał za sobą ogon odkąd wyszedł z MI6. Dzięki temu jest niewidzialny dla kontrwywiadu. I wszystkich pozostałych uczestników ruchu drogowego.

Szybki i wściekły

Wiesz po co w aucie jest pedał gazu? Żeby go używać! Dlatego dopóki nie czuje pod dużym palcem u prawej stopy podłogi, ciśnie. Ciśnie wyprzedzając ruszający autobus, ciśnie na gasnącym pomarańczowym i ciśnie wymijając matkę z dzieckiem na pasach. Jak im zrobi peeling pięt, to może nauczą się szybciej chodzić. Gdy nie może zasnąć po ciężkim dniu, bo męczą go wyrzuty sumienia, że przez półtorej minuty jechał prawym pasem, układa sobie w głowie, co by powiedział Vin Dieselowi jakby go spotkał. I jakim jechałby autem, gdyby kręcili „The Fast and the Furious: Zabrze Drift”.

W zeszłym roku główną przyczyną aż 7195 wypadków było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

Kierowcy wczujcie się w rolę pieszych! Tylko wzajemne zrozumienie może zaprowadzić nas bezpiecznie do celu. Druga odsłona naszej kampanii. #kierowcaVpieszy

Opublikowany przez Krajowa Rada BRD na 25 września 2017

Ten tekst jest uszczypliwy, ale tylko po to, by zwrócić uwagę na zachowania, które mogą przyczynić się do tragedii. Niezależnie, czy jesteś kierowcą w nowej, błyszczącej strzale, czy pieszym, który musi zdążyć na tramwaj, zwracajmy na siebie uwagę i pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na ulicy. Zaoszczędzimy sobie nerwów, zdrowia, a czasem i życia.

---> SKOMENTUJ

Pamiętam jak w 4-tej klasie podstawówki pojechałem na wycieczkę szkolną do Krakowa. Od momentu, w którym zobaczyłem planty, wiedziałem, że pokocham to miasto i będę chciał w nim żyć.

Pamiętam też jak 3 lata temu przyjechałem pierwszy raz do Warszawy na branżową konferencję. Od chwili wyjścia z pociągu i postawienia stopy na dworcu centralnym, czułem się zagubiony i przytłoczony ogromem miasta. I to uczucie nigdy nie minęło.

Przeprowadziłem się do Warszawy, bo potrzebowałem zmiany. Potrzebowałem czegoś nowego, jakiegoś wyzwania, tego wrażenia uczenia się życia od początku. I dostałem to. Mieszkając w stolicy musiałem od zera pojąć funkcjonowanie w mieście, bo wszystko było inne – i tempo, i sposób poruszania się, i ludzie.

O ile sieć rowerów miejskich funkcjonowała zdecydowanie lepiej niż w Krakowie, o tyle przemieszczanie się na jednośladzie było bez porównania bardziej uciążliwe. Ruch na ulicach i odległości są o wiele większe, przez co jeździ się nieprzyjemnie – bo masz wrażenie bycia mrówką na autostradzie, która zaraz zostanie rozwalcowana – i mija się to z celem – podróż zajmuje więcej niż komunikacją miejską i po kilkudziesięciu minutach jazdy jesteś cały mokry. Z kolei przemieszczanie się za pomocą komunikacji miejskiej, jeśli nie mieszkasz przy stacji metra, doprowadza do szału. Autobusy wiecznie się spóźniają i notorycznie grzęzną w korkach, bo godziny szczytu w stolicy trwają prawie cały dzień.

Poskutkowało to tym, że mimo iż nie mieszkałem daleko od centrum – 14 minut autobusem – to dotarcie na Marszałkowską, Świętokrzyską albo Chmielną zamieniało się w wielką wyprawę. Wyprawę, która zniechęcała mnie do wychodzenia z domu, a przecież tak bardzo to lubię.

Okazało się, że mam małomiasteczkową mentalność.

W Krakowie uwielbiałem to, że ścisłe centrum zamykało się obrębie plant. Na Rynku Głównym, Szewskiej, Floriańskiej, Gołębiej, Grodzkiej i Świętego Tomasza, znajdowało się WSZYSTKO czego potrzebowałem. I restauracje do wybornego pojedzenia, i bary do kumpelskiego pogadania, i kawiarenki do wczuwkowego porandkowania, i kluby do bezgranicznego pobawienia, i kina i teatry do ukulturalnienia, i kościoły do uduchowonienia. Choć z usług tych ostatnich nigdy nie korzystałem, ale pocieszała mnie myśl, że mogłem.  A wszystko to w atmosferze sielsko-kameralnej. Którą okazało się, że uwielbiam.

Do owego odkrycia doszło po kilkunastu próbach odnalezienia się w centrum Warszawy. Bez powodzenia.

Raz, że w stolicy śródmiejski pejzaż jest diametralnie inny. Wszystko jest wielkie, ogromne! To nie jest kilka uliczek z uroczymi kamieniczkami, tylko nieustannie aktywne arterie z wysokimi biurowcami i hotelami. A dwa, żeby je przejść, trzeba przyspieszyć kroku, bo wszystko pędzi.

To, co na początku mi tak imponowało, z czasem zaczęło uwierać, aż stało się poważnym problemem. W Krakowie wchodząc na Rynek czułem się rozluźniony, uspokojony, nastawiony na relaks i miłe spędzanie czasu. W Warszawie, wysiadając na patelni czułem się jeszcze bardziej spięty, jakby ktoś w moim regulatorze trybu życia podkręcił prędkość. Spotykając się ze znajomymi na piwo, czy jedzenie, nie czułem się wyluzowany, tylko ciągle zaprogramowany na pracę. Widząc tempo ludzi na chodnikach, pod czaszką ciągle świeciły mi się diody z napisem „efektywność”, „wydajność”, „brak opierdalanki”.

Lubię te lampki, ale nie po 18:00, ani nie w weekendy. Wtedy powinienem być w trybie żółwia i uskuteczniać leniwe przyjemności hedonisty anemika. W stolicy nie byłem w stanie odpoczywać. Cały czas myślałem o rozwoju bloga, o nowych pomysłach na teksty, o tym co zrobić lepiej, więcej, inaczej, aż w pewnym momencie przekroczyłem granicę, po której przyszła totalna demotywacja i zniechęcenie do czegokolwiek.

Mała uwaga: czytając ten tekst do tego momentu, mogłeś go odebrać jako wjazd na Warszawę i paszkwil cisnący jakie to miasto jest beznadziejne. W żadnym wypadku tak nie jest. Warszawa ma od groma aututów, jest świetnym miejscem do rozwoju i miastem setek możliwości, o czym zresztą pisałem we wrażeniach po pierwszym miesiącu życia w niej. Po prostu najzwyczajniej w świecie nie jest dla mnie.

Pod żadnym pozorem nie myślcie też, że przeprowadzkę do Warszawy traktuję jako jakiś błąd, czy porażkę. Absolutnie nie, to było świetne posunięcie i powinienem je zrealizować już wcześniej. Jakiś rok wcześniej, bo mniej więcej od tego momentu o tym myślałem, żyjąc w przekonaniu, że tam będzie mi lepiej, ale ciągle tworząc nowe wymówki. Wymówki, które usprawiedliwiały mnie przed opuszczaniem strefy komfortu i skonfrontowaniem wyobrażeń z rzeczywistością.

To najistotniejsze, co dała mi ta cała przygoda – świadomość tego jak jest naprawdę.

A konkretnie, to jak naprawdę mi się tam mieszkało. Wiele osób żyje nigdy niespełnionymi fantazjami o tym, jak by im było z kimś albo gdzieś. Buduje cały alternatywny świat, w którym jest grafikiem komputerowym, mieszka w Los Angeles, albo wraca do swojej pierwszej miłości. I nigdy nie urealnia tych wyobrażeń. Nie sprawdza, czy mają one pokrycie ze światem rzeczywistym, tylko coraz bardziej zapędza się w wizjach, że tam byłoby im lepiej. Takie długotrwałe fantazjowanie jest często zgubne i szkodliwe, bo przeszkadza w życiu faktycznym, a nie wyśnionym życiem, i deprecjonuje to co się ma w danej chwili, odbierając radość z codzienności.

Dlatego bardzo cieszę się, że mieszkałem w Warszawie, bo zamiast wyobrażać sobie w nieskończoność jakby to było, sprawdziłem to empirycznie.

I dzięki temu – zabrzmi to strasznie patetycznie i paolocoelhowo, wybaczcie – wiem, że Kraków jest moim miejscem na Ziemi. A przynajmniej na polskiej ziemi. Gdy przyjeżdżałem tu odwiedzić znajomych albo coś załatwić, czułem się jakbym wracał do siebie. Gdy tylko wysiadałem z pociągu na dworcu głównym, wiedziałem, że jestem u siebie. Że to moje ulice, po których chcę jeździć rowerem, moje parki, do których chcę chodzić na spacery i moje knajpy, w których chcę się spotykać z ludźmi. Że tu chcę świętować sukcesy, przeżywać porażki, kochać, wkurwiać się, śmiać i płakać. Że po prostu tu pasuję, jakbym był puzzlem z układanki na właściwym miejscu.

Świetne uczucie, polecam!

autorem zdjęcia w nagłówku jest Roman Boyko

---> SKOMENTUJ

To jedno ze znienawidzonych przeze mnie powiedzeń, na które reaguję alergicznie. Raz, że traktowane dosłownie jest nieprawdziwe, bo w takim wypadku osoby mało inteligentne wygrywałyby notorycznie fortuny na loteriach. Dwa, że traktowane metaforycznie powinno brzmieć „głupi ma tylko szczęście”. Dlaczego?

 

O głupcu co miał pecha

Był sobie głupiec nad głupce, co głupi był nieprzeciętnie

I znaki swej głupoty dawał już jako niemowlęcie

Raz matce palec odgryzł myśląc, że to parówka

Raz złorzeczył chłopcu, co go naśladował z lustra

Raz z rowerka trójkołowego chciał zrobić amfibię

A raz umył wszystkie ziemniaki mydłem w płynie

Rodzice jego mieli mętną, złudną, pobożną nadzieję

Że z czasem ich syn z głupoty magicznie ozdrowieje

Jednak ani Superniania, ani rejonowy pediatra

Niemądrości z głowy młodzieńca nie potrafił zabrać

Ani Hary z Tybetu, ani wróżbita Maciej

Nic nie byli w stanie zdziałać w tej sprawie

Encyklopedię próbowano mu pod poduszkę wkładać

I na słowniku ortograficznym kazano siadać

Nie pomógł mu nawet wywar z sowich móżdżków

Ani szczurza karma do herbaty zamiast cukru

Rodzice się poddali, wieś zaakceptowała

Że sprytny inaczej jest syn Ewy i Adama

Mimo, że w szkole mu nie szło, że klasy ciągle powtarzał

Że mylił Konrada Wallenroda i Kordiana

Że nie wiedział ile jest cztery silnia, a ile dwa do drugiej

Ani jak po angielsku się mówi na grudzień

Mimo, że Austrii nie odróżniał od Australii

A „szłem” i „szedłem” mogłoby się dla niego scalić

Mimo, że nie wiedział skąd się dzieci biorą

To niewiastom nogi rochylał jak ginekolog

Mówino, że to przypadek, ślepy traf, los złudny

Że z taką łatwością panienki pozbywały się dla niego sukni

Spódniczki, leginsy, kombinezony i biodrówki

Też znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki

Złośiliw szydzili, że panienkom żal jest chłopaka

Daltego okazują mu miłosierdzie na golasa

Lecz głupiec kpin tych do siebie nie przyjmował

I na dżokejki szkolił połowę Władysławowa

Z jedną z adiunktek jazdy tak przycwałował

Że gdyby jechał boildem powiedzianoby, że pękła opona

I że zjazd na pit-stop potrzebny jest natychmiast

Lecz on wolał trzeć pojazdem o bandę, aż olej zacznie tryskać

Jazda zakończyła się z twarzą na poduszce

I wielokrotonie już rzucanym: – odezwę się później

Lecz „później” nastąpiło już za cztery tygodnie

Gdy dżokejkę zaniepokoił spóźniający się okres

– Jestem w ciąży, będziemy mieli niemowlęcie

– Jak to? Przecież głupi ma zawsze szczęście!

Nie mógł zrozumieć jak możliwe jest to w ciążę zajście

Wszak głupiec całe życie ślizga się na farcie

Pretensje miał bo boga, illuminatów i własnego wuja

Że tak go oszukano, że zagrano z nim w chuja

Złorzeczył przeciwko Tuskowi i Kaczyńskiemu

Źle życzył nawet Hubertowi z milionerów

Lecz ten się obruszył i słów parę powiedział:

Głupcowi zawsze los sprzyja? No, bez pierdolenia

U głupiego, co mu ciągle nie wychodzi, jaskrawiej widać farta

Niż u mądrego, co sukces opiera na pracy, nie przypadkach

 

Głupi ma tylko szczęście

Nie ma inteligencji, wiedzy, ani mądrości z doświadczeń, tylko sporadyczny łut szczęścia. Dlatego, dużo wyraźniej widać, gdy mu się pofarci.

zdjęcie w nagłówku pochodzi z filmu „Głupi i głupszy”

---> SKOMENTUJ