Close
Close

25 rzeczy, które zabiły „Batman v Superman”

Skip to entry content

Batman grany przez Christiana Bale’a w reżyserii Christophera Nolana był bardzo, bardzo udanym przedstawieniem Człowieka-Nietoperza, w zasadzie pod każdym kątem, i co jakiś czas wracam do tej trylogii. Serial o Supermanie na TVNie był moją ulubioną pozycją po szkole i zżyłem się z nim na tyle, że kiedyś próbując wystartować w powietrze, kładąc się na desce do prasowania i wyciągając ręce przed siebie, ukruszyłem sobie jedynkę. Dlatego na „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” czekałem jak na prezenty pod choinką, mimo, że przecieki zza oceanu wskazywały, iż film będzie kichą.

No, ale kto by nie czekał na pojedynek ulubionych postaci z dzieciństwa, będących w dodatku najpopularniejszymi superbohaterami w Polsce? No, kto? Kto? Na pewno nikt z osób produkujących ten film, bo Ci wiedzieli na długo przed premierą, że tytuł jest większą kiszką, niż tradycyjna potrawa białoruska.

UWAGA! TU SOM SPOJLERYYY!!!!!!11JEDENJEDEN
recenzja zawiera małe fragmenty zdradzające fabułę, jednak w filmie jest taki chaos, że wątpię abyś był w stanie je zapamiętać i wyłapać w trakcie seansu

Nie przedłużając, 25 rzeczy, które zabiły „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”.

1. Po raz 3017 poznajemy historię jak Burce Wayne stał się Batmanem. Filmy o Człowieku-Nietoperzu powstają od niemal 30 lat i chyba nie ma osoby, która wybierałaby się na tytuł z nim związany i nie wiedziała, że przyodział pelerynę i maskę, bo zastrzelono mu rodziców, gdy był mały. Mimo to, reżyser postanawia nam opowiedzieć tę wyobracaną na wszystkie strony historię PO RAZ KOLEJNY.

2. Nie ma absolutnie nic o pochodzeniu Wonder Woman i jej supermocach. Mimo, że jest zdecydowanie niszową i mało znaną superbohaterką w porównaniu do Gacka. W filmie po prostu pojawia się z nikąd i tyle, nic więcej na jej temat nie ma.

3. W jednej z pierwszy scen Superman wchodzi w butach do wanny. W której jego partnerka jest naga. Kumacie? Typ wszedł do mieszkania z podwórka, jego panna się kąpie, a ten ładuje się z całym tym syfem na podeszwach do środka. Fuuuj!

4. Rola Batmana nie pasuje Benowi Affleckowi. Ten chłop po prostu nadaje się do tej postaci jak Kononowicz do wystąpień publicznych, źle wygląda w kostiumie, maska śmiesznie na nim leży i budzi bardziej uśmieszek politowania niż szacunek, czy grozę.

5. Ben Affleck ma tu mimikę na poziomie Romana Giertycha. I nie przerysowuję tego, gość po prostu w kółko robi jedną smutną minę.

6. Alfred wygląda jak podstarzały playboy… – serio, nie wiem czy reżyser chciał celowo zmienić wymiar tej postaci, ale w tej świeżej fryzurce, modnych okularach i ciuchach z Zary, wygląda bardziej jak ruchacz Tony Stark, niż wierny lokaj.

7. …w dodatku zachowuje się jak przełożony Batmana – pamiętam, że zawsze próbował zastępować mu dziadka, troszcząc się o niego, a tu opieprza Bruce’a jakby ten był jego podwładnym w pracy.

8. Lois Lane jedyne co robi w tym filmie, to wzdycha. Niezależnie, czy właśnie jest ratowana, czy akurat siedzi w tyrce.

9. Cały czas mam bekę z tego, że Clark Kent różni się od Supermana tylko okularami i nikt go nie poznaje. Wiem, że tak było od zawsze, w każdej kreskówce i serialu, ale tutaj – w dobie autorozpoznawania twarzy przez Facebooka i natychmiastowego przesyłu informacji po całym świecie – to wyjątkowo śmieszy, jak najbardziej rozpoznawalnej facjaty na świecie nagle nikt nie kojarzy, bo pojawiły się na niej oprawki.

10. Relacja Supermana i Lois Lane jest totalnie nieprzekonująca. Nawet nie chodzi o to, że nie widać, żeby byli kochankami, ale przez 2,5 godziny trudno wywnioskować, czy COKOLWIEK ich łączy. W zasadzie jedyne momenty, kiedy pojawiają się razem na ekranie, to gdy Pan S setny raz wyciąga ją z jakiegoś gówna, w które się wpakowała.

11. Gdy Lois Lane zrobi tylko głośniejszy wydech, Superman słyszy to z drugiego końca globu i leci ją ratować. Ale gdy porywają jego matkę i ta drze się wniebogłosy, ma to głęboko w dupie i „nie zauważa tego”.

12. Motyw przewodni filmu, czyli konflikt między Batmanem a Supermanem, jest zarysowany naprawdę z dupy. I do końca filmu widz w zasadzie nie wie o co im w ogóle poszło i czemu mają kosę.

13. Batman zawsze był zwinny i pełen wigoru. A tu jest cholernym, niezgrabnym klocem, który sprawia wrażenie, jakby miał problemy z płynnym poruszaniem się.

14. Niektóre sceny wprost kpią z widzą. W jednej z nich Lois Lane mówi do szefa – redaktora naczelnego w gazecie – że potrzebuje helikoptera – zaznaczając, że nie do celów zawodowych, tylko ot tak, po prostu – a ten w mgnieniu oka załatwia jej go i to bez pytania. Bo bez tego fabuła nie poszłaby do przodu.

15. W jednej scenie widzimy Batmana w zniszczonej roboto-zbroi, a sekundę później już w nowiutkim, gumowym stroju. Czary, panie, czary!

16. Mimo, że Superman zawdzięcza swoje supermoce ziemskiej atmosferze – która, przypomnijmy, PANUJE NA ZIEMI – nie przeszkadza mu to wylecieć w kosmos. I naturalnie wciąż je mieć, nie słabnąc ani na chwilę.

17. Jedyna istotna dla fabuły kwestia jaką wypowiada Lois Lane, to poinformowanie Batmana, że Lex Luthor porwał matkę Supermana. Bo Superman oczywiście sam nie może powiedzieć o tym Batmanowi, mimo, że tarza się z nim po ziemi jak Simba z Nalą na początku „Króla Lwa”.

18. Batman w ostatniej chwili stwierdza, że jednak nie zabije Supermana. Zastanawiacie się czemu? Jaki ważny powód stał za tym, że jednak odpuścił swój skrupulatnie przygotowany plan? Ten drugi wypowiedział imię jego matki. Nie, nie, nie okazało się, że są rodzeństwem, po prostu Pan S powiedział „Martha” i Gacek odpuścił. Przekonujące, nie?

19. W filmie pada jeden żart i jest betonem. Batman ratując matkę Supermana, która jest przerażona i wycieńczona fizycznie i psychicznie, wyglądając jakby była w trakcie wylewu, rzuca hasło, że jest kolegą jej syna, a ta mu odpowiada, że poznała po pelerynie.

20. Lex Luthor dostaje dostęp do kryptonitu i statku obcych z zupełnie niewiadomego powodu. Jakiś Ważny Człowiek Z Rządu USA załatwia mu swobodny dostęp do ściśle tajnych przedmiotów pozaziemskiego pochodzenia, chronionych chujwieczym, bo tak. Nawet nie chce w zamian hajsu. No, brzmi bardzo prawdopodobnie.

21. Bohaterowie dowiadują się, że kurewski potwór, którego próbują od pół godziny zabić – bo zagraża ludzkości – żywi się energią. Jednak podchodzą do tego zupełnie bezrefleksyjnie i dalej napieprzają go laserami, co sprawia, że tylko staje się silniejszy i wciąż rośnie. Ehe, to ma sens.

22. Supermana może zabić tylko kryptonit, wiecie, no nie? Dlatego w jednej scenie mdleje – dosłownie, nie w przenośni – gdy tylko znajdzie się w jego pobliżu, po to by w następnej przez 5 minut trzymać go przy twarzy, jak gdyby nigdy nic, w pełni sił witalnych.

23. W ostatniej scenie okazuje się, że Superman kupił Lolis Lane pierścionek zaręczynowy. Wysyłkowo. Zapakowany w zwykłą kopertę jak jakiś pendrive z darów losu. Tak, takich rzeczy na pewno nie ogląda się na żywo, nie sprawdza rozmiaru, wielkości i połysku kamienia, tylko kupuje na Allegro. Jak „oryginalne” perfumy Lacoste za 39,90zł

24. Sceny walki nie cieszą. Czyli esencja filmów tego typu. Ale nie to jest najgorsze.

25. „Batman v Superman” nie wciąga. W ogóle! Przez te 151 minut mamy głównych bohaterów absolutnie gdzieś. Zżywamy się z nimi tyle co z jednorazowymi chusteczkami i ani nie interesuje nas co się z nimi stanie, ani kto wygra, ani czy Ziemię i wszystkich ludzi zeżre jakiś szatański pojeb z Kryptonu. Przez to, że przez cały film panuje totalny chaos i poza Lexem Luthorem wszystkie postacie są nijakie, nie zależy nam na rozwoju wydarzeń. A to najgorsze co może się przytrafić w trakcie seansu w kinie.

(niżej jest kolejny tekst)

39
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
23 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
Józef ŚliwińskiBeryl AutumnrambleNerw SłowaRafalTomasz Rogala Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Saga Sachnik
Gość

Wiesz, Deadpool inaczej schował pierścionek zaręczynowy.
Może miał tam też pendrive’a z nowym Supermanem i Batmanem.

Jacek XaneX Olejnik | xanex.pl
Gość

deadpool to beka z superhero, a nie ich wyznacznik :D

Arielka
Gość
Arielka

3. W jednej z pierwszy scen Superman wchodzi w butach do wanny.
W której jego partnerka jest naga. Kumacie? Typ wszedł do mieszkania z
podwórka, jego panna się kąpie, a ten ładuje się z całym tym syfem na
podeszwach do środka. Fuuuj!

Fuuuj!

Jan Favre
Gość

Fuuuj!

Krystian Kruk
Gość

„Z buta wjeżdżam” xd

Jacek XaneX Olejnik | xanex.pl
Gość

Fuuuj!

myszka
Gość
myszka

Fuuuj!

Aleksandra
Gość

Fuuuj!

Andrzej Kozdęba
Gość

COOO COOO? AŻ TAKI SPOJLER? JAK TO ZABITO MU RODZICÓW!!!!1111???//
Miałem iść do kina, ale po kolejnej miażdżącej opinii naprawdę zastanawiam się bardzo mocno nad tym posunięciem.

Jan Favre
Gość

Jak jesteś ultra fanem, to pewnie i tak nic Cię nie zatrzyma, ale jak nie, to polecam „Pitbullla”, bo o niebo lepsze kino rozrywkowo-sensacyjne.

Andrzej Kozdęba
Gość

Nie lubię polskiego kina i w tym temacie jest niereformowalny, więc i PB odpuszczam nawet jeśli lepszy :)

Jan Favre
Gość

Poza dziełami Smarzowskiego, też podchodzę z mocnym dystansem, czy wręcz niechęcią, do nowych polskich filmów, ale „Pitbull” jest naprawdę dobry, nie ma w nim ani jednego żenującego momentu i nieco burzy stereotyp o polskim kinie :)

Weronika Truszczyńska
Gość

Uwielbiam Wonder Woman i cieszyłam się gdy zobaczyłam ją w filmie, ale niestety równie dobrze mogłoby jej nie być. Bardzo fajnie, że była, ale jakby nie było to nic by to nie zmieniło, bo jej postać nic nie wnosi ;_;
Najgorszy jest punkt 25, bo ja w niektórych momentach zastanawiałam się czy oglądać czy może się zdrzemnąć. Ze trzy razy naprawdę poległam, mimo, że wychodząc z domu nie czułam się senna ani trochę. Było po prostu na maksa nudno. Widzów nie rusza nawet finałowa „smutna” scena.

Jan Favre
Gość

Wątek z Wonder Woman dla mnie wyglądał trochę jak notyfikacja na Youtube w trakcie filmu „a tutaj kliknij po kolejny odcinek” i chyba tylko temu de facto służyła, żeby zajawić kolejny film.

A „smutna” scena na końcu była niewiarygodnie nijaka, najbardziej przez to, że reżyser chyba nie mógł się zdecydować jakim akcentem zamknąć film.

Mateusz Kapuściński
Gość
Mateusz Kapuściński

Mnie najbardziej zabolała jedna rzecz.. muzyka, niestety, lecz Hans Zimmer dostosował się do poziomu filmu i ścieżka dźwiękowa również jest totalną klapą.

Krystian Kruk
Gość

Jeden motyw jest fajny. Ten na początku powtórzony na napisach. Reszty nie kojarzę xd

11 rzeczy, których nie powinieneś robić na rozmowie o pracę

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z portalem Pracuj.pl

Wiele osób fiksuje się na tym, że jeszcze nie skończyło studiów i jest przekonanych, że przez to nie dostanie pracy, jak to się pięknie mówi, w zawodzie. Doświadczenie moje i wielu moich znajomych pokazuje, że to mit, powielany najczęściej przez rodziców, którzy wchodzili na rynek pracy w zupełnie innej rzeczywistości. I nie kumają, że trochę się zmieniło od czasów kiedy CV pisało się odręcznie na kartce i doczepiało spinaczem zdjęcie z dowodu. Pracuj.pl chce obalić kilka takich mitów i zachęcić młodych ludzi do szukania pracy zgodnej z ich zainteresowaniami trochę wcześniej, niż w dniu odbioru dyplomu magistra. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją dostali.

Ale, ale. Zanim wyruszysz w drogę musisz zebrać drużynę, a zanim zaczniesz mówić sobie z prezesem po imieniu, musisz przejść rozmowę kwalifikacyjną. Bieg z przeszkodami, który jest  jednym z bardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Zwłaszcza, jeśli doświadczasz go pierwszy raz.

Co zrobić, żeby nie połamać sobie nóg, dobiec do mety i jeszcze odebrać trofeum w postaci przyjęcia do pracy? Dobrze się przygotować. I nie robić na rozmowie rekrutacyjnej niczego z poniższej listy.

1. Nie przychodź niechlujnie ubrany

Stare góralskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” niestety nie wzięło się znikąd. Da się zrobić tylko jedno pierwsze wrażenie, a rozmowa łatwiej Ci pójdzie, jeśli będzie ono dobre. Nie chodzi o to, żebyś od razu wbijał się w garnitur, ale dostosował swój wygląd do okazji. Przychodząc w wymiętej koszuli i brudnych butach, dajesz do zrozumienia, że w sumie to Ci nie zależy.

2. Nie spóźnij się, a już na pewno nie olewaj spotkania

Rozmowa kwalifikacyjna, to taka pierwsza randka z pracodawcą. Chodzi to, żeby się poznać i sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Jeśli się spóźniasz, dajesz się poznać jak ktoś, kto nie potrafi ogarnąć działania zegarka, ale to i tak lepsze, niż wystawienie drugiej strony do wiatru i w ogóle odpuszczenie spotkania. Jeśli na rozmowę wyszedłeś odpowiednio wcześnie, ale na Twojej drodze właśnie wylądował meteoryt albo oddział obcych zablokował ulicę, poinformuj o opóźnieniu osobę, która na Ciebie czeka i wytłumacz sytuację. Doceni fakt, że dałeś jej znać i wie na czym stoi.

3. Nie ściemniaj, że w wieku 20 lat masz 30 lat doświadczenia

Pamiętam jak w pewnym momencie studiów miałem jeszcze bardziej beznadziejną sytuację finansową niż zazwyczaj i uparłem się, że dostanę normalną pracę biurową choćby nie wiem co. Podrasowałem swoje CV i zadowolony z siebie, że oszukałem system, w myślach już otwierałem szampana świętując sukces, bo zaprosili mnie na rozmowę do jednej z lepiej płacących korporacji. W trakcie spotkania pani rekruterka zapytała o moje doświadczenie, które posiadałem tylko w sferze fantazji i próbując na szybko wymyślić, co mogłem robić na wyimaginowanym stanowisku, moja twarz zapłonęła czerwienią żywą jak pieczony burak.

Kłamstwo, to najgłupsze co można zrobić. Wychodzi błyskawicznie i w zasadzie permanentnie skreśla Cię w danej firmie. Za to pochwalenie się umiejętnościami zdobytymi na przykład w trakcie organizowania juwenaliów, wychodzi tylko na plus.

4. Nie daj odczuć, że nie robi Ci różnicy, czy będziesz analitykiem danych, czy panem kanapką

Gdybym prowadził serwis o pączkach i szukał kogoś do redagowania artykułów, zależałoby mi na osobie, która jest tym zajarana i nie widzi się w niczym innym. Nie na kimś, komu nie udało się dostać na aplikację radcowską i z braku laku przyszedł do mnie. Domyślam się, że jeśli stawiasz pierwsze kroki w tematach zawodowych, to nie wiesz, czy bycie HRowcem jest Twoim przeznaczeniem i związkiem na całe życie. To jasne, bo jeszcze tego nie robiłeś, więc skąd masz wiedzieć. Ale pokaż zaangażowanie w tym temacie i wytłumacz czemu akurat zdecydowałeś się aplikować na to stanowisko.

Gdyby to była randka, chciałbyś się umówić na kolejne spotkanie z kimś, kto szuka partnera, ale jest mu obojętne, czy to będziesz Ty, czy przypadkowy przechodzień?

5. Nie bój się, nie mów szeptem, nie patrz w ścianę

Ja wiem, że im bardziej zależy Ci na pracy, tym większy stres i w ogóle matura ustna nie ma nawet podjazdu, ale wchodzenie do salki konferencyjnej z wypisany na czole „nie bijcie, ja nic nie wiem!” nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Pomaga za to uśmiech, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, bycie pewnym siebie i odpowiadanie na pytania więcej niż dwoma słowami. I przede wszystkim dobre przygotowanie się.

Tutaj znajdziesz przykładowe pytania, które mogą paść w trakcie rozmowy. A imię i nazwisko osoby, z którą będziesz rozmawiać w mailu z zaproszeniem.

6. Nie śmieszkuj na siłę, rozmowa rekrutacyjna to nie stand-up

Jeden żart jest w porządku, dwa to już granica, przy trzech przechodzisz na stronę pajacowania. O ile nie starasz się o angaż w cyrku, nie zaplusujesz takim zachowaniem.

7. Nie kozacz. Jesteś gościem, a nie gospodarzem

Przesada w każdą stronę jest zła. Zarówno bycie wycofanym i schowanym w sobie jest kiepskim pomysłem, jak i spychanie z biurka rzeczy, by móc postawić na nim swoje ego. Arogancja, buta i nonszalancja, to nie są magiczne składniki, po zmieszaniu których powstanie dobre wrażenie.

8. Nie szantażuj i nie mów, że coś Ci się należy. To nie spotkanie z politykiem

Mam zarówno znajomych pracujących w korporacjach, jak i tych prowadzących własne firmy, zdecydowanie większe niż jednoosobowe, i ci drudzy często opowiadają mi o tym, jak to jest być z drugiej strony ogłoszenia o pracę. Czyli jak to jest wylistować konkretne umiejętności, które powinien mieć kandydat, a potem spotykać się na rozmowach z ludźmi, którzy jedyne co umieją, to machać kartką z pieczątką uczelni i żądać 4 000 złotych netto.

To nie jest tak, że za sam fakt posiadania dyplomu magistra z urzędu należy Ci się praca i kilka tysięcy na rękę, a pracodawca jest tylko po to, by Ci je dać. Jeśli ktoś szuka programisty, to interesuje go tylko to, czy faktycznie potrafisz obsługiwać MySQLa, a nie czy masz zaświadczenie, że na trzecim roku studiów miałeś zajęcia z baz danych. W małych firmach często w ogóle nie zwraca się uwagi na to, w którym momencie zakończyłeś edukację, tylko na projekty, które zrealizowałeś.

9. Nie mieszaj z błotem byłego pracodawcy

Nawet jeśli uważasz, że na to zasługuje.

Wymaga tego zawodowy savoir-vivre. To jak wypowiadasz się o poprzednim człowieku, który Cię zatrudniał, daje do myślenia co będziesz mówił o obecnym, kiedy kolejny raz zmienisz pracę. Jeśli padnie pytanie, czemu odszedłeś z poprzedniej firmy, nie mów, że były szef był dupkiem. Powiedz, że nie widziałeś dla siebie możliwości rozwoju.

10. Nie zdradzaj sekretów – tajemnica rzecz święta

Tak jak poprzednio: jeśli na pierwszym spotkaniu wyjawiasz poufne informacje, to jaki to daje sygnał osobie, która być może w przyszłości też przekaże Ci coś w zaufaniu?

11. Nie mów, że nie masz pytań. Wykaż zainteresowanie przyszłą pracą

Rozmowa kwalifikacyjna to dobry moment, by omówić jakie masz opcje w kwestii łączenia nauki z pracą. I przy okazji pokazać, że faktycznie zależy Ci na tym stanowisku, dopytując o jego szczegóły.

Do momentu, w którym prowadzę własną działalność gospodarczą, doszedłem od sprzedawania gazet na plaży. W trakcie zahaczając o kilkanaście zawodów z najróżniejszy branż i po drodze studiując. Dziennie. Naprawdę, wszystko da się połączyć, wystarczyć tylko zapytać, czy jest taka możliwość i wykazać trochę zainteresowania.

Gdzie szukać pracy? W apce na telefonie

Jak pisałem we wstępie, odkąd nasi rodzice dostali pierwszą wypłatę trochę się zmieniło. Zmienił się nie tylko rynek, wygląd i forma dokumentów, czy rodzaj popularnych zawodów, ale też drogi jakimi tej pracy się szuka. Przeglądanie fizycznych tablic z ogłoszeniami, czy gazet, to już mocny archaizm. Tak jak Spotify zastąpił magnetofon z kasetami, tak aplikacja Pracuj.pl zastępuje chodzenie po przedsiębiorstwach i pytanie o wolną posadę.

Pomijając oczywiste oczywistości typu: apka jest wygodna, intuicyjna, ma trylion ogłoszeń i możesz korzystać z niej w każdej chwili, bo telefon masz zawsze przy sobie, to jest coś więcej, co sprawia, że faktycznie jest zajebista.

Pierwsza rzecz, to możliwość aplikowania na dane stanowisko z poziomu telefonu. Jeśli wklepałeś wcześniej dane ze swojego CV do konta na Pracuj.pl, to robisz jeden klik i beng! Już jesteś w procesie rekrutacji.

Druga, to JobAlerty. Ustawiasz filtr jakiego typu pracy szukasz i w jakim regionie, a aplikacja wrzuca Ci powiadomienie, gdy tylko pojawi się coś nowego.

Trzecia, to opcja sprawdzenia przeciętnego wynagrodzenia na danym stanowisku. Załóżmy, że chcesz pracować jako tłumacz holenderskiego: znajdujesz ofertę, pukasz w przycisk i masz podane widełki z zarobkami na tym stanowisku w Twoim regionie. Kozak! Szczerze mówiąc, to chyba najistotniejszy powód, dla którego warto pobrać tę apkę, bo wiem, że masę osób ma problem z wycenieniem swojej pracy.

Możesz ściągnąć ją, oczywiście za friko, stąd na Androida i stąd na iPhone’a, do czego zachęcam. Nawet, jeśli w tym momencie nie szukasz pracy. Może to praca szuka Ciebie.

Jak nie być złodziejem w mediach społecznościowych?

Skip to entry content

Media społecznościowe wywróciły internet do góry nogami i wprowadzając erę Web 2.0, pozwoliły każdemu z nas być nie tylko biernym odbiorcą treści, ale i ich aktywnym twórcą. Co u niektórych ujawniło wątły kręgosłup moralny i tendencje do łamania prawa, byleby tylko skupić na sobie uwagę.

W dobie YouTube’a każdy z nas może mieć swoją własną telewizję z ogólnoświatowym zasięgiem, nie trzeba zdobywać żadnych licencji, ani kupować nadajników. Wystarczy napastować ludzi po zmroku i nagrać jak przerażeni wpadają w panikę, a potem wrzucić to na swój kanał. W dobie Twittera każdy z nas może być cytowany przez „Szkło kontaktowe”. Wystarczy napisać tweeta zgodnego z polityką TVN24. W dobie Facebooka każdy z nas może być narodowym satyrykiem. Wystarczy wziąć zdjęcie Aleksandra Kwaśniewskiego, dopisać coś o alkoholu i opublikować na swoim profilu.

W dobie mediów społecznościowych każdy z nas także może być złodziejem.

Jak nim zostać? Chwilę to zajmuje, ale nie jest aż tak trudne. Wystarczy pobrać treść czyjegoś autorstwa (żeby nie było wątpliwości, CZYJEGOŚ = NIESWOJEGO), opublikować na którymś z portali jako własną i już, gotowe! W kilka minut można się cieszyć setkami polubień i dziesiątkami udostępnień zebranymi dzięki byciu złodziejem i kradzieży czyjejś twórczości. Zapytasz, co w momencie, gdy ktoś nazwie nas śmierdzącymi cebulą kradziejami cudzej własności intelektualnej, ordynarnie łamiącymi prawa autorskie? Wystarczy wtedy odpisać, że przecież znalazłeś ten obrazek gdzieś w sieci, więc skąd niby masz wiedzieć, kto jest autorem. Poza tym to tylko internet, LOL. I sprawa załatwiona, hejter zaorany, a ty masz czyste ręce.

Jeśli publikujesz czyjąś pracę na Facebooku jako swoją, jesteś złodziejem. Jeśli publikujesz czyjąś pracę na Facebooku jako swoją i ucinasz logo autora lub stopkę, jesteś złodziejem do kwadratu. Jeśli publikujesz czyjąś pracę na Facebooku jako swoją i doklejasz swoje logo lub stopkę, jesteś złodziejem do sześcianu. I jest prawdopodobieństwo, że ta wirtualna klatka zamieni się w prawdziwą, jeśli faktyczny autor nie będzie miał pobłażliwości dla łamania prawa.

A jak nie być złodziejem w mediach społecznościowych?

To zdecydowanie prostsze. Wystarczy, że będziesz używał magicznego przycisku „udostępnij”, gdy zobaczysz śmiesznego mema, wzruszający filmik, czy celny status. „Udostępnij” – to naprawdę działa. I nie boli.

autorem zdjęcia w nagłówku jest stavos

28 lat. Sporo. Jak miałem 8 lat wydawało mi się, że to tak odległa przyszłość, że niemal alternatywna rzeczywistość i nigdy się to nie stanie. A jednak. Jak miałem 18 lat, to wydawało mi się, że 2 lata przed 30-tką, będę już tak niewiarygodnie ustatkowany, że kolejne dekady będą mijać jak dni, bo nic się nie będzie zmieniać. Myliłem się. Na szczęście. Jeśli nie każdy tydzień, to każdy miesiąc przynosi coś nowego w zasadzie we wszystkich sferach życia i z pełnią odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest ono spoko i właśnie mniej więcej tak je sobie wyobrażałem.

Korzystając z okazji swojego święta, chwilę popluskam się w kąpieli z egocentryzmu i samozachwytu. Na 28 urodziny, 28 faktów o mnie. Przypadkowych i dziwnych.

1. Nie zasnę, jeśli w pomieszczeniu, w którym mam spać są uchylone drzwi. To jedno z moich dziwactw, mających podłoże gdzieś głęboko w podświadomości. Nie chodzi o to, że dane pomieszczenie ma być zamknięte na klucz, ale jeśli wiem, że drzwi są niedomknięte, to cały czas jestem w trybie czuwania, nasłuchując, czy ktoś przypadkiem nie wchodzi do środka. Przez co nie jestem w stanie odpłynąć i wejść w głęboki sen, tylko cały czas skupiam się na tym, co się dzieje za nimi.

2. Mam wyjątkową słabość do pizzy. Mogę zostawić niedojedzonego schabowego, lazanię, czy zapiekankę, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się nie dojeść pizzy. Nawet jeśli zamówiłem ją w zasadzie nie będąc głodnym.

3. Nie byłem u bierzmowania.

4. Mimo to, mam 3 imiona – Jan Florian Luis. Dlatego, że we Francji nadaje się od razu 3 przy porodzie.

5. Mam alergię na urzędy. Przez 10 lat miałem w dowodzie wpisany niepełny adres zameldowania, bo nie zauważyłem tego przy odbiorze, a rękami i nogami zapierałem się, żeby nie musieć iść go wymienić.

6. Mam „długi” pępek. Kolejna różnica między Polską, a Francją – w kraju nad Wisłą obcina się pępowinę jak najbardziej się da, tak, że powstaje wgłębienie w brzuchu, a w ojczyźnie szampana, zabieg przeprowadza się tak, że pępek wystaje.

7. Przeprowadzałem się 17 razy. Wyrzucono mnie tylko raz, pozostałe 16 wynikały z tak różnych przyczyn, że mógłbym wydać zbiór opowiadań na ten temat.

8. Zdałem prawo jazdy za pierwszym razem. Z czego jestem wyjątkowo dumny, bo ani w okresie dziecięcym nikt we mnie nie zaszczepił zajawki na auta, ani w czasach nastoletnich nie miałem okazji, żeby posiedzieć za kierownicą w furze rodziców, a pierwszy raz kluczyki w stacyjce przekręciłem w wieku 22 lat. W trakcie kursu na prawko.

9. Aż do liceum miałem problem z opanowaniem kolejności miesięcy.

10. Zmieniałem pracę 21 razy. Od ostatniej klasy gimnazjum byłem kelnerem, chłopcem na posyłki w fabryce, telemarketerem, akwizytorem, ulotkarzem, kucharzem, copywriterem, fotografem, social media nindżą i sprzedawcą gazet.

11. Kiedy idę spać zawsze włączam tryb samolotowy w telefonie.

12. Studiowałem na 7 kierunkach. Idąc chronologicznie, byłem na finansach i rachunkowości, informatyce i ekonometrii, matematyce stosowanej, zarządzaniu (licencjat), kulturoznawstwie: elektronicznym przetwarzaniu informacji, zarządzaniu (magisterka), socjologii.

13. Na piątym roku zarządzania, tuż przed obronną, zrezygnowałem ze studiów.

14. Nie jestem w stanie robić kilku rzeczy naraz, jeśli choć jedna z nich wymaga ode mnie skupienia. Jestem człowiekiem, który ma totalnie niepodzielną uwagę. Kiedy jadę samochodem, nie jestem w stanie rozmawiać, ani słuchać radia, a kiedy piszę tekst na bloga, nie mogę mieć włączonego Facebooka.

15. Mega szybko jem, bo boli mnie serce, że posiłek stygnie. To jest zmorą, gdy zamawiam pizzę z kimś na pół, bo w czasie kiedy on zaczyna drugi kawałek ja już kończę ostatni.

16. Kiedy piszę, w pomieszczeniu, w którym jestem nie może być żadnego innego człowieka, chyba, że to kawiarnia. To też jakieś skrajne dziwactwo, ale będąc w knajpie ignoruję otaczających mnie ludzi, bo nie mam z nimi żadnych powiązań, przez co w trakcie pracy przestają dla mnie istnieć. Jeśli jednak jestem w domu u kogoś z moich przyjaciół/znajomych/mojej mamy, to w momencie kiedy ktoś przebywa w tym samym pomieszczeniu co ja, nie jestem w stanie się skupić i każdy jego ruch kompletnie rozprasza moją uwagę.

17. Doprowadza mnie do szału, kiedy z kimś rozmawiam, a druga osoba zerka w telefon.

18. Nigdy nie uzależniłem się od palenia, mimo, że pierwszą fajkę zapaliłem w podstawówce. Zresztą od alkoholu, marihuany, czy kawy też nie.

19. Tuż po maturze zacząłem się mocno interesować inwestowaniem w monety kolekcjonerskie. Byłem tym zajarany całe pół roku, aż do momentu, gdy okazało się, że utopiłem 6000zł i jednak nie znam się na temacie.

20. Jestem turbo zmarzluchem. W nocy śpię zazwyczaj pod dwiema warstwami – kołdrą i kocem – w środku zimy dorzucam jeszcze trzecią i kaloryfer podkręcony do oporu.

21. Jako dziecko nienawidziłem czytać książek i zostało mi tak na dłużej. Do drugiego roku studiów nie przeczytałem więcej niż 10 tytułów. Wliczając w to lektury.

22. Odkąd wyprowadziłem się z domu rodzinnego nie używam żelazka.

23. Jeśli na coś się nastawię i stwierdzę, że chcę coś zrobić, to nie ma takiej siły, która byłaby mnie w stanie powstrzymać. Jeśli umówiłem się z kimś na wyjazd – bez różnicy, czy do jakiegoś miejsca w Polsce, czy za granicą – koncert, film, czy cokolwiek, a długo się na to napalałem, to mimo, że w pojedynkę będzie to trudniej zorganizować i wzrosną koszty, nie ma szans, żebym odpuścił.

24. Jestem przewrażliwiony na punkcie układu rzeczy na biurkach i stołach. Przykładowo, jeśli mam pracować przy jakiejś powierzchni płaskiej, przedmioty leżące na niej muszą być rozmieszczone zgodnie z jakąś zasadą, muszą tworzyć jakiś logiczny układ, bo inaczej ciągle będę myślał, o tym, żeby je przesunąć i nie będę mógł się skupić.

25. Z uporem maniaka wszystkie anglojęzyczne zapożyczenia tłumaczę na polski. Lifestylowy = stylożyciowy, digital influencer = cyfrowy opiniotwórca, oversize’owy = ponadrozmiarowy.

26. Jako dzieciak strasznie dużo chorowałem na zatoki. Bywały takie tygodnie, kiedy więcej dni byłem w szpitalu na „płukankach” – zabieg w trakcie, którego wkładają Ci dwie rurki do nosa i przepuszczają przez nie płyn – niż w szkole na lekcjach.

27. Mam tragiczną pamięć. Pozytywny aspekt tego jest taki, że nie mogę kłamać, bo nie jestem w stanie zapamiętać, co komu ściemniłem.

28. Bardzo emocjonalnie podchodzę do wytworów kultury. I często zdarza mi się płakać oglądając przejmujący film albo słuchając wzruszającego utworu. Na przykład „Rozczulanki” Bartosza Porczyka.

autorem zdjęcia w nagłówku jest A♥