Close
Close

Jak nie być złodziejem w mediach społecznościowych?

Skip to entry content

Media społecznościowe wywróciły internet do góry nogami i wprowadzając erę Web 2.0, pozwoliły każdemu z nas być nie tylko biernym odbiorcą treści, ale i ich aktywnym twórcą. Co u niektórych ujawniło wątły kręgosłup moralny i tendencje do łamania prawa, byleby tylko skupić na sobie uwagę.

W dobie YouTube’a każdy z nas może mieć swoją własną telewizję z ogólnoświatowym zasięgiem, nie trzeba zdobywać żadnych licencji, ani kupować nadajników. Wystarczy napastować ludzi po zmroku i nagrać jak przerażeni wpadają w panikę, a potem wrzucić to na swój kanał. W dobie Twittera każdy z nas może być cytowany przez „Szkło kontaktowe”. Wystarczy napisać tweeta zgodnego z polityką TVN24. W dobie Facebooka każdy z nas może być narodowym satyrykiem. Wystarczy wziąć zdjęcie Aleksandra Kwaśniewskiego, dopisać coś o alkoholu i opublikować na swoim profilu.

W dobie mediów społecznościowych każdy z nas także może być złodziejem.

Jak nim zostać? Chwilę to zajmuje, ale nie jest aż tak trudne. Wystarczy pobrać treść czyjegoś autorstwa (żeby nie było wątpliwości, CZYJEGOŚ = NIESWOJEGO), opublikować na którymś z portali jako własną i już, gotowe! W kilka minut można się cieszyć setkami polubień i dziesiątkami udostępnień zebranymi dzięki byciu złodziejem i kradzieży czyjejś twórczości. Zapytasz, co w momencie, gdy ktoś nazwie nas śmierdzącymi cebulą kradziejami cudzej własności intelektualnej, ordynarnie łamiącymi prawa autorskie? Wystarczy wtedy odpisać, że przecież znalazłeś ten obrazek gdzieś w sieci, więc skąd niby masz wiedzieć, kto jest autorem. Poza tym to tylko internet, LOL. I sprawa załatwiona, hejter zaorany, a ty masz czyste ręce.

Jeśli publikujesz czyjąś pracę na Facebooku jako swoją, jesteś złodziejem. Jeśli publikujesz czyjąś pracę na Facebooku jako swoją i ucinasz logo autora lub stopkę, jesteś złodziejem do kwadratu. Jeśli publikujesz czyjąś pracę na Facebooku jako swoją i doklejasz swoje logo lub stopkę, jesteś złodziejem do sześcianu. I jest prawdopodobieństwo, że ta wirtualna klatka zamieni się w prawdziwą, jeśli faktyczny autor nie będzie miał pobłażliwości dla łamania prawa.

A jak nie być złodziejem w mediach społecznościowych?

To zdecydowanie prostsze. Wystarczy, że będziesz używał magicznego przycisku „udostępnij”, gdy zobaczysz śmiesznego mema, wzruszający filmik, czy celny status. „Udostępnij” – to naprawdę działa. I nie boli.

autorem zdjęcia w nagłówku jest stavos

(niżej jest kolejny tekst)

20
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
Jak coś wrzucisz na facebooka to przestaje być Twoje, czyli największe bzdury związane z prawem autorskim – laminervaPolishBloggerpanidorciaKrzysztof RadzikowskiPaulina Szymańska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
dobrymjud
Gość

Totalnie się zgadzam. Mam tylko wrażenie, że naprawdę duża część społeczeństwa nie postrzega tego jako kradzież.

Jan Favre
Gość

Wiem, wynika to w dużej mierze z podejścia do wytworów kultury w naszym kraju i uznawania, że jak coś nie jest namacalne to nie może mieć właściciela, ani być ukradzione, tylko z miejsca jest darmowe i wspólne.

Sylwia Koladyńska
Gość

O to, to, dobrze ująłeś.
Próbowałam ostatnio mojemu ojczymowi to wytłumaczyć, ale skończyło się na kłótni i jego zdaniu, że:
1) Jak piszesz teksty do internetu to przecież każdy je może wziąć, bo jak można skopiować to znaczy, że można brać
2) A tak w ogóle to kim ty jesteś, żeby tego zabraniać i mówić ludziom, że to złe.
Poddałam się, niektórym się chyba nie da przetłumaczyć.

Jan Favre
Gość

Współczuję.

Ven
Gość

O tak. To się tyczy nie tylko memów. Jako fotograf spotkałam się z pod… kradaniem mi zdjęć i wpychaniu ich na jakieś fejkowe konta na fejsie, wymazywaniu podpisów (jeśli były, bo staram się ich nie umieszczać lub używać takich dyskretnych – wtajemniczeni pedanci wiedzą, jak bardzo potrafi to popsuć fotografię) i innych takich. Kiedyś nawet zobaczyłam swoje zdjęcia na Kwejku. Oczywiście bez podpisów. Ludzie chyba nie rozumieją, że to jest praca. I kradną pracę. I to jest karalne. Tak ciężko napisać do fotografa, czy może się użyć jego zdjęć w jakimś celu? Albo opublikować? Albo po prostu opublikować i podpisać… Czytaj więcej »

Mateusz Rzońca
Gość
Mateusz Rzońca

#źródłointernet

Ven
Gość

Kocham to! Internet jest bardzo utalentowany. Śpiewa, tańczy, pisze, rysuje i robi zdjęcia. Szacun.

Agata Muszyńska
Gość

Mnie się nie podoba, jak wiele popularnych fan pages jest zbudowanych na cudzych grafikach. Admini myślą, że napiszą „znalezione u…”, „via…” i sprawa załatwiona. Budują sobie zasięg nie dbając o udostępnienie, które autorowi ten zasięg też by zwiększyło. Bo przecież oznaczenie w poście nie rzuca się w oczy tak jak „share”…

Agata Dębicka
Gość
Agata Dębicka

O tak, pamiętam jak KOBIETY BEZ SERCA wystąpiły w ddtvn i prowadzący pytali je skąd czerpią pomysły na SWOJE grafiki. W tle leciały PIKSELE, PORYSUNKI czy ANDRZEJ RYSUJE, a panie odpowiadały, że „z życia..” Widzę Kowalskiego który oglądając śniadaniówkę dławi się kanapką z zachwytu nad pomysłowością owych pań.

Paulina
Gość

To i tak połowa sukcesu, jeśli podpiszą. Kiedyś zwróciłam uwagę fan page’owi, o którym wspomina Agata, po tym jak pojawiła się tam moja grafika z uciętym podpisem. W odpowiedzi przeczytałam, że charakter mojej wypowiedzi jest zbyt formalny i przez to niesympatyczny, dlatego więcej moich prac nie opublikują, bo „autorzy, którzy wytaczają zbyt ciężkie działa wobec naszego fp, który nie jest stroną komercyjną, nie są zbyt mile widziani”. Chyba właśnie tak wygląda szczyt bezczelności ;)

Jan Favre
Gość

To jest jeszcze bardziej wyrachowane, bo oni to robią dlatego, że przy udostępnieniu jest mniejszy zasięg, dlatego kradną, żeby nabić sobie dotarcie do nowych fanów na profilu. Jestem zażenowany za każdym razem, kiedy Pokolenie Ikea to robi, bo przecież sam jest twórcą.

Agata Dębicka
Gość
Agata Dębicka

Cieszę się, że to napisałeś, może jednej osobie na milion otworzy to oczy. Ja osobiście od lat czekam na jakąś kampanię społeczną, która uświadomi Kowalskiemu, że każde słowo złożone zdanie i każdy piksel poskładany w jpg ma autora. Nawet w internecie. Przestałam czytać maile od fanów moich PIKSELI o tym, że znowu ktoś wrzucił na kwejka moją grafkę z obciętym podpisem, podmienioną stopką itp. Nie mam do tego nerwów.

Jan Favre
Gość

Wiem, że to jak walka z hydrą – odetniesz jedną głowę i wyrasta kolejna – ale akurat w przypadku Kwejka to jest do zrobienia. Kiedyś tam ukradli mi cały tekst z bloga (zrobili zrzut ekranu i wkleili jako obrazek) i napisałem bezpośrednio do właściciela serwisu na Facebooku (poniżej jego dane), że to łamanie prawa i po kwadransie znikło.

ToJa
Gość
ToJa

Mój komentarz w sumie nie wiem, czemu służy, ale żeby znaleźć źródło jakiegoś zdjęcia, najprościej można prawym przyciskiem kliknąć „Szukaj obrazu w Google”. Albo skorzystać z tej strony: http://tineye.com/

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

28 lat. Sporo. Jak miałem 8 lat wydawało mi się, że to tak odległa przyszłość, że niemal alternatywna rzeczywistość i nigdy się to nie stanie. A jednak. Jak miałem 18 lat, to wydawało mi się, że 2 lata przed 30-tką, będę już tak niewiarygodnie ustatkowany, że kolejne dekady będą mijać jak dni, bo nic się nie będzie zmieniać. Myliłem się. Na szczęście. Jeśli nie każdy tydzień, to każdy miesiąc przynosi coś nowego w zasadzie we wszystkich sferach życia i z pełnią odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest ono spoko i właśnie mniej więcej tak je sobie wyobrażałem.

Korzystając z okazji swojego święta, chwilę popluskam się w kąpieli z egocentryzmu i samozachwytu. Na 28 urodziny, 28 faktów o mnie. Przypadkowych i dziwnych.

1. Nie zasnę, jeśli w pomieszczeniu, w którym mam spać są uchylone drzwi. To jedno z moich dziwactw, mających podłoże gdzieś głęboko w podświadomości. Nie chodzi o to, że dane pomieszczenie ma być zamknięte na klucz, ale jeśli wiem, że drzwi są niedomknięte, to cały czas jestem w trybie czuwania, nasłuchując, czy ktoś przypadkiem nie wchodzi do środka. Przez co nie jestem w stanie odpłynąć i wejść w głęboki sen, tylko cały czas skupiam się na tym, co się dzieje za nimi.

2. Mam wyjątkową słabość do pizzy. Mogę zostawić niedojedzonego schabowego, lazanię, czy zapiekankę, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się nie dojeść pizzy. Nawet jeśli zamówiłem ją w zasadzie nie będąc głodnym.

3. Nie byłem u bierzmowania.

4. Mimo to, mam 3 imiona – Jan Florian Luis. Dlatego, że we Francji nadaje się od razu 3 przy porodzie.

5. Mam alergię na urzędy. Przez 10 lat miałem w dowodzie wpisany niepełny adres zameldowania, bo nie zauważyłem tego przy odbiorze, a rękami i nogami zapierałem się, żeby nie musieć iść go wymienić.

6. Mam „długi” pępek. Kolejna różnica między Polską, a Francją – w kraju nad Wisłą obcina się pępowinę jak najbardziej się da, tak, że powstaje wgłębienie w brzuchu, a w ojczyźnie szampana, zabieg przeprowadza się tak, że pępek wystaje.

7. Przeprowadzałem się 17 razy. Wyrzucono mnie tylko raz, pozostałe 16 wynikały z tak różnych przyczyn, że mógłbym wydać zbiór opowiadań na ten temat.

8. Zdałem prawo jazdy za pierwszym razem. Z czego jestem wyjątkowo dumny, bo ani w okresie dziecięcym nikt we mnie nie zaszczepił zajawki na auta, ani w czasach nastoletnich nie miałem okazji, żeby posiedzieć za kierownicą w furze rodziców, a pierwszy raz kluczyki w stacyjce przekręciłem w wieku 22 lat. W trakcie kursu na prawko.

9. Aż do liceum miałem problem z opanowaniem kolejności miesięcy.

10. Zmieniałem pracę 21 razy. Od ostatniej klasy gimnazjum byłem kelnerem, chłopcem na posyłki w fabryce, telemarketerem, akwizytorem, ulotkarzem, kucharzem, copywriterem, fotografem, social media nindżą i sprzedawcą gazet.

11. Kiedy idę spać zawsze włączam tryb samolotowy w telefonie.

12. Studiowałem na 7 kierunkach. Idąc chronologicznie, byłem na finansach i rachunkowości, informatyce i ekonometrii, matematyce stosowanej, zarządzaniu (licencjat), kulturoznawstwie: elektronicznym przetwarzaniu informacji, zarządzaniu (magisterka), socjologii.

13. Na piątym roku zarządzania, tuż przed obronną, zrezygnowałem ze studiów.

14. Nie jestem w stanie robić kilku rzeczy naraz, jeśli choć jedna z nich wymaga ode mnie skupienia. Jestem człowiekiem, który ma totalnie niepodzielną uwagę. Kiedy jadę samochodem, nie jestem w stanie rozmawiać, ani słuchać radia, a kiedy piszę tekst na bloga, nie mogę mieć włączonego Facebooka.

15. Mega szybko jem, bo boli mnie serce, że posiłek stygnie. To jest zmorą, gdy zamawiam pizzę z kimś na pół, bo w czasie kiedy on zaczyna drugi kawałek ja już kończę ostatni.

16. Kiedy piszę, w pomieszczeniu, w którym jestem nie może być żadnego innego człowieka, chyba, że to kawiarnia. To też jakieś skrajne dziwactwo, ale będąc w knajpie ignoruję otaczających mnie ludzi, bo nie mam z nimi żadnych powiązań, przez co w trakcie pracy przestają dla mnie istnieć. Jeśli jednak jestem w domu u kogoś z moich przyjaciół/znajomych/mojej mamy, to w momencie kiedy ktoś przebywa w tym samym pomieszczeniu co ja, nie jestem w stanie się skupić i każdy jego ruch kompletnie rozprasza moją uwagę.

17. Doprowadza mnie do szału, kiedy z kimś rozmawiam, a druga osoba zerka w telefon.

18. Nigdy nie uzależniłem się od palenia, mimo, że pierwszą fajkę zapaliłem w podstawówce. Zresztą od alkoholu, marihuany, czy kawy też nie.

19. Tuż po maturze zacząłem się mocno interesować inwestowaniem w monety kolekcjonerskie. Byłem tym zajarany całe pół roku, aż do momentu, gdy okazało się, że utopiłem 6000zł i jednak nie znam się na temacie.

20. Jestem turbo zmarzluchem. W nocy śpię zazwyczaj pod dwiema warstwami – kołdrą i kocem – w środku zimy dorzucam jeszcze trzecią i kaloryfer podkręcony do oporu.

21. Jako dziecko nienawidziłem czytać książek i zostało mi tak na dłużej. Do drugiego roku studiów nie przeczytałem więcej niż 10 tytułów. Wliczając w to lektury.

22. Odkąd wyprowadziłem się z domu rodzinnego nie używam żelazka.

23. Jeśli na coś się nastawię i stwierdzę, że chcę coś zrobić, to nie ma takiej siły, która byłaby mnie w stanie powstrzymać. Jeśli umówiłem się z kimś na wyjazd – bez różnicy, czy do jakiegoś miejsca w Polsce, czy za granicą – koncert, film, czy cokolwiek, a długo się na to napalałem, to mimo, że w pojedynkę będzie to trudniej zorganizować i wzrosną koszty, nie ma szans, żebym odpuścił.

24. Jestem przewrażliwiony na punkcie układu rzeczy na biurkach i stołach. Przykładowo, jeśli mam pracować przy jakiejś powierzchni płaskiej, przedmioty leżące na niej muszą być rozmieszczone zgodnie z jakąś zasadą, muszą tworzyć jakiś logiczny układ, bo inaczej ciągle będę myślał, o tym, żeby je przesunąć i nie będę mógł się skupić.

25. Z uporem maniaka wszystkie anglojęzyczne zapożyczenia tłumaczę na polski. Lifestylowy = stylożyciowy, digital influencer = cyfrowy opiniotwórca, oversize’owy = ponadrozmiarowy.

26. Jako dzieciak strasznie dużo chorowałem na zatoki. Bywały takie tygodnie, kiedy więcej dni byłem w szpitalu na „płukankach” – zabieg w trakcie, którego wkładają Ci dwie rurki do nosa i przepuszczają przez nie płyn – niż w szkole na lekcjach.

27. Mam tragiczną pamięć. Pozytywny aspekt tego jest taki, że nie mogę kłamać, bo nie jestem w stanie zapamiętać, co komu ściemniłem.

28. Bardzo emocjonalnie podchodzę do wytworów kultury. I często zdarza mi się płakać oglądając przejmujący film albo słuchając wzruszającego utworu. Na przykład „Rozczulanki” Bartosza Porczyka.

autorem zdjęcia w nagłówku jest A♥

Cierpy napadające na Ubera szkodzą wszystkim taksówkarzom

Skip to entry content

Na wstępie krótka definicja tego kim jest „cierp”.

Cierp – podgatunek taksówkarza, nielubiący swojej pracy, narzekający na nią, na klientów, na rząd i cały świat. Cierp ma postawę roszczeniową, uważa, że wszystko mu się należy i jest wiecznie niezadowolony ze wszystkiego. Cierp zazwyczaj jest wąsatym bucem, który zatrzymał się w PRLu, jeździ zdezelowanym samochodem najczęściej śmierdzącym fajkami i marudzi, gdy ma wykonać kurs poniżej 20zł. Dlatego nigdy nie ma wydać reszty, nie mówiąc już o takiej fanaberii jak terminal do płatności kartą, i gdy tylko może, jedzie dłuższą trasą.

I krótkie wyjaśnienie czym jest Uber.

Uber to aplikacja do zamawiania samochodów z prywatnym kierowcą, w celu przejazdu po danym mieście. Rejestrujesz się, klikasz „zamów Ubera” i, wykorzystując GPS w Twoim telefonie, auto podjeżdża do miejsca w którym aktualnie się znajdujesz. Punkt, do którego chcesz się dostać, podajesz wklepując adres, a za usługę płacisz bezgotówkowo kartą podpiętą do konta. To taka „alternatywna taksówka” (więcej o Uberze).

W weekend w Warszawie cierpy napadały na kierowców Ubera, oblewając ich oraz ich auta gęstą mazią z oleju i odchodów. Zapowiadając, że to nie był jednorazowy atak i prześladowania będą trwać. Skąd to bandyckie zachowanie?

Zacznijmy od początku.

 

Cierpom wydaje się, że Uber kradnie im klientów

Taryfa24 wrzuciło coś takiego z komentarzem:”Jaki wysyp uberolubów trochę draństwa poblokowałem, a na resztę też…

Opublikowany przez Jacek Xanex Olejnik na 20 marca 2016

To główny argument w walce z Uberem, a w zasadzie z kierowcami zarabiającymi przez aplikację. Cierpy uważają, że klienta można ukraść jak batonika ze sklepu, nie pojmując zupełnie jak działa konkurencja i wolny rynek. Nie rozumieją, że klient nie jest idiotą, tylko ma świadomość i zdolność logicznego myślenia i woli wybrać lepszą jakościowo usługę w niższej cenie, niż być skazanym na nich.

Uber jest średnio tańszy o 25% od przeciętnej taksówki, więc nie ma nic zaskakującego w tym, że ktoś woli zapłacić mniej niż więcej, ale nie to jest jego główną zaletą. Jego największym atutem jest jakość. Jadąc Uberem:

– w samochodach nie śmierdzi potem i kiepami
– wsiadając do samochodu nie masz wrażenia, że zaraz się rozleci
– nigdy nie musisz mieć przy sobie gotówki
– kierowca nie jest obrażonym na cały świat bucem, tylko miły, uśmiechniętym, serdecznym człowiekiem
– kierowca nie próbuje Cię przekręcić jadąc dłuższą trasą, wykorzystując Twoją nieznajomość miasta
– kierowca nie „pompuje kilometrów” fałszując dane z taksometru
– wszelkie problemy rozstrzygane są na korzyść klienta

Cierpy nie rozumieją, że nie jesteśmy już pogrążeni w komunie, że klient ma wybór i nie jest już skazany tylko i wyłącznie na nich, i że oprócz ceny równie istotne, jeśli nie bardziej, jest to jak się go traktuje. Cierpy tego nie pojmują, dlatego jojczą, że Uber odbiera im chleb od ust i zachowują się jak zwierzęta napadając na innych.

 

Cierpy dziwią się, że ich bandyckie zachowania nie przyciągają klientów

NOC SZOKÓW !Dzisiejszej nocy w Warszawie, niektórzy kierowcy Ubera przeżyli ciężkie chwile. Pod kilkoma…

Opublikowany przez Taryfa24 na 18 marca 2016

W weekend cierpy stwierdziły, że jeśli dokonają napaści na kierowców Ubera i pokażą wyrządzone im szkody w internecie, to ludzie przestaną używać aplikacji do zamawiania przejazdów i wrócą to taksówek.

Czaicie? Ktoś wpadł na pomysł, że jeśli pochwali się aktem wandalizmu dokonanym na konkurencji, to ludzie mu przyklasną i ustawią się w kolejce do skorzystania z jego usług. Nie chcę nikogo obrażać, ale jak głupim trzeba być, żeby wpaść na coś takiego? Wyobrażacie sobie, że Pepsi od lat konkurująca z Colą napada na jej pracowników, wrzuca do sieci zdjęcia z tego zajścia i publicznie przyznaje się do złamania prawa? I jeszcze liczy, że to przysporzy jej klientów?

Dla mnie to niepojęta logika i na szczęście większość ludzi też nie ma tak bogatej wyobraźni jak warszawskie cierpy, przez co cała ta akcja miała odwrotny skutek od zmierzonego.

 

Cierpy zrobiły reklamę Uberowi…

I to bardzo skuteczną reklamę. Pomijając, że przez wirusowe rozprzestrzeniania się zdjęć z napaści setki tysięcy osób dowiedziały się o tym, że jest w ogóle taka usługa jak Uber, to w miniony weekend aplikacja podwoiła liczbę kursów. Innymi słowy, cierpy przyprowadziły swojemu konkurentowi nowych klientów. Zapewniając mu dalszą darmową reklamę w ogólnopolskich mediach. Nieźle, co?

 

…i antyreklamę wszystkim taksówkarzom

W związku z licznymi oskarżeniami o udział w wczorajszych incydentach, chcielibyśmy zauważyć, że nie mogliśmy, niestety,…

Opublikowany przez Taryfa24 na 19 marca 2016

Nie wrzucam wszystkich osób pracujących jako kierowcy taksówek do jednego worka, ale prymitywy atakujące swoją konkurencję smolistą mazią, zniszczyły wizerunek zarówno sobie, jak i normalnym taksówkarzom. Upublicznienie relacji z oblewania kierowców Ubera olejem wymieszanym z odchodami i przyznanie autorstwa tego wydarzenia środowisku taksówkarskiemu, spotkało się z OGROMNYM oburzeniem. Jeszcze nigdy nie oberwało im się tak jak teraz i to na taką skalę.

Komentarze pojawiające się pod tymi materiałami są jednoznaczne: klienci są absolutnie przeciwni takim praktykom i to do tego stopnia, że nie mają zamiaru nigdy więcej korzystać z usług taksówkarzy.

Ja również. Wolę wybrać podróż komunikacją miejską albo męczyć się z walizkami idąc pieszo, niż potwierdzić, że nie przeszkadza mi takie zachowanie. Nie mówiąc już o tym, że jeśli taki cierp atakuje obcego człowieka, tylko dlatego, że sam nie chce dostosować się do obecnych czasów i zmieniającej się rzeczywistości, to co może zrobić klientowi, z którym spędzi chwilę i mu się nie spodoba? Odda na niego urynę, bo kurs był za krótki? Obleje go kwasem, bo spytał o możliwość płatności kartą?  Wolę nie sprawdzać empirycznie.

 

Apel do cierpów

Drogie cierpy: już jakiś czas temu, jako gatunek, zeszliśmy z drzew i wyszliśmy z lasu, więc nie wracajmy do prawa dżungli. Jeśli nie jesteście w stanie konkurować z Uberem w cywilizowany sposób, to odpuśćcie, bo szkodzicie tylko normalny taksówkarzom.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Leonld Mamchenkov