Close
Close

Korpomowa: słownik pojęć dla początkujących

Skip to entry content

Żyjąc w internecie i z internetu na co dzień spotykam się ze słowami, które raczej by się nie przyśniły Mickiewiczowi, a czasem trafiam na takie wynalazki, które przyszłyby do głowy Bralczykowi tylko w stanie silnego odurzenia tetrahydrokannabinolem. Czytasz jakąś dyskusję pod statusem znajomego o problemach w pracy i trafiasz na gęsty jak smoła miks angielskiego z technicznym słownictwem informatycznym i szczątkowy polski? I czujesz się zagubiony jak dziecko Macierewicza w smoleńskiej mgle?  To korpomowa.

Mimo, że nigdy nie pracowałem w typowej korporacji, i w nietypowej w zasadzie też nie, to przez działalność blogową i tak mam częsty kontakt z tego typu organizacjami i słownictwem, którym posługują się ich pracownicy. No dobra, przez znajomych też. I przez fakt, że branża reklamowa kocha wszelkie abstrakcyjnie brzmiące akronimy i makaronizmy. Dlatego, jeśli właśnie zacząłeś pracę w Capgemini, spotykasz się z chłopakiem, który jest junior accountant executivem gdziekolwiek, albo źle skręciłeś w internecie i chcesz zrozumieć o czym do cholery gadają Ci dziwni ludzie, to służę pomocą!

Oto korpomowa przełożona na polski, czyli słownik korporacyjnych pojęć dla początkujących.

Fokusować się (focus) – znaczy dokładnie to samo co „skupiać się”, ale po angielsku brzmi poważniej i można udawać, że to jakiś zaawansowany proces.

Przykład zastosowania: kiedy współpracownik namawia Cię na 15 wyjście na fajkę w trakcie godziny, mówisz, że nie możesz, bo musisz sfokusować się na projekcie.

ASAP (as soon as possible) – w korpomowie rzucany częściej niż wulgaryzmy w „Psach”, po polsku znaczy „jak najszybciej to możliwe”.

Przykład zastosowania: gdy wybierzesz się do toalety na dłuższe posiedzenie i w trakcie obrad orientujesz się, że nie ma papieru, wysyłasz ze służbowego telefonu maila do kolegi z działu, że potrzebujesz chusteczek na asapie.

Mieć bekap (backup) – wbrew pozorom nie chodzi o zapasową kopię danych na dyskietce 3,5 cala, tylko osobę, która może przejąć Twoje obowiązki i zastąpić Cię, wykonując pracę na Twoim stanowisku.

Przykład zastosowania: kiedy chcesz wziąć wolne i pojechać z żoną na podróż poślubną, słyszysz od szefa, że nie masz bekapu, więc musisz ją przełożyć na inne życie, bo bez Ciebie firma się załamie.

AFAIK (as far as i know) – z tego co mi wiadomo. Dziwię się, że jeszcze nikt nie spolszczył tego akronimu na ZTCMW.

Przykład zastosowania:

– Karolina jest wolna?

– AFAIK sypia z naszym menadżerem.

Ołpenspejs (openspace) – w dosłownym tłumaczeniu „otwarty kosmos”, w rzeczywistości to duża, otwarta przestrzeń biurowa, przypominając halę produkcyjną, w której ludzie pracują obok siebie, bez podziału na indywidualne biura. Coś jak klasa w podstawówce, tylko z kurewskim zgiełkiem.

Przykład zastosowania: kiedy wynajmujesz mieszkanie przy ulicy, po której jeżdżą tramwaje i właściciel pyta Cię, czy nie będzie przeszkadzał Ci hałas, mówisz, że nie, bo na co dzień pracujesz w ołpenspejsie.

FYI (for your information) – pojawia się najczęściej w mailach i znaczy „do twojej wiadomości”.

Przykład zastosowania: gdy przełożona pyta, czy nie chciałbyś wziąć dodatkowego projektu na siebie i dodaje „FYI: ostatnia osoba, która mi odmówiła została zwolniona w trybie natychmiastowym”.

Mieć kola (call) – nie ma tu błędu i przy „l” nie brakuje polskiego znaku diakrytycznego. „Mieć kola” znaczy mieć zaplanowaną rozmowę telefoniczną, bądź wideorozmowę na Skype. Od normalnego połączenia przez telefon różni się to tym, że kol występuję tylko i wyłącznie jako rozmowa w sprawach służbowych.

Przykład zastosowania:

– Idziemy na lancz o 14?

– Nie da rady mordo, mam bardzo ważnego kola.

Target – najczęściej nie chodzi o grupę docelową produktu, a pracowniczą normę do wyrobienia na dany miesiąc.

Przykład zastosowania: gdy przełożony mówi Ci, że w tym kwartale nie dostaniesz premii, argumentuje to tym, że nie wyrobiłeś targetów.

Pan Kanapka – brzmi jak nazwa niskobudżetowego superbohatera? I w sumie tak jest. „Pan Kanapka” to człowiek, który jest obwoźnym Subwayem. Przychodzi rano do budynku z torbą wypakowaną jedzeniem i chodzi po biurach, oferując gotowe śniadanko w postaci kanapek i sałatek.

Przykład zastosowania:

– Żona zrobiła mi na drugie śniadanie bezglutenowego sandwicha z jarmużem, humusem, guacamole i grillowanymi wnętrznościami azjatyckich dzieci, chcesz spróbować?

– Nie, dzięki, poczekam na Pana Kanapkę.

Dedlajn (deadline) – wydawać by się mogło, że to hasło związane ze śmiercią, jednak nie, tyczy się punktualności i oznacza „termin”. Choć w niektórych korpo, faktycznie, przekroczenie dedlajnu może być równoznaczne z natychmiastowym zgonem spowodowanym przez zwierzchnika.

Przykład zastosowania: kiedy szefowi bardzo zależy na tym, żebyś powierzone Ci zadanie wykonał na czas, może powiedzieć, że jeśli nie dotrzymasz dedlajnu, wylecisz z pracy przez okno razem z biurkiem.

Fakap (fuck-up) – wbrew pozorom, to nie określenie seksu na półpiętrze, a najmodniejszy w ostatnich czasach synonim „zawalenia sprawy”. I mimo, że nie trzeba kończy anglistyki, żeby wiedzieć, że „fuck” to wulgaryzm, to jakieś 90% osób używających tego grepsu udaje, że jest zupełnie odwrotnie. Rzucając na prawo i lewo „fakapami” i jednocześnie krzywiąc się, gdy ktoś powie, że „zjebali projekt”.

Przykład zastosowania:

– Czemu Krzysiek już z nami nie pracuje?

– Bo zrobił duży fakap.

Mieć miting (meeting) – to dość proste, więc tłumacząc to hasło raczej nie odkryję nowego pierwiastka. Chodzi po prostu o „spotkanie”. Przepraszam bardzo, oczywiście „biznesowe spotkanie”, bo przecież jesteśmy w pracy.

Przykład zastosowania: kiedy pod przykrywką omówienia bieżącego projektu ustawiłeś się z chłopakami z innego działu, żeby ustalić co robicie w piątek, wpisujesz w kalendarzu pracowniczym, że masz miting.

Kejpiaje (KPI/key performance indicators) – powtarzając za Wikipedią „kluczowe wskaźniki efektywności”, czyli, przekładając na ludzki, rzeczy, które muszą się wydarzyć w trakcie realizacji projektu, aby szef Ci nie urwał głowy.

Przykład zastosowania:

– O ile zwiększyliśmy sprzedaż w segmentach H, W i DP?

– W sumie o 7,85%.

– A ile było napisane w Kejpiajach, że mamy zwiększyć?

– 8%.

– Kurwa…

Klepnąć akcept  (accept) – gdy jesteś osobą decyzyjną w jakimś zakresie, znaczy tyle co, „zaakceptować coś” lub „dać zgodę na działanie”.

Przykład zastosowania: jeśli pracujesz w zasobach ludzkich i pracownicy domagają się 5-warstwowego papieru toaletowego zamiast szarego, żeby takowy pojawił się w przy muszlach klozetowych, musisz dać akcept na jego zakup.

Kejs (case) – jest pojęciem tak wieloznacznym, że aż woda w mózgu może się zagotować. Szukając tego pojęcia w słowniku angielsko-polskim zobaczymy, że jest przetłumaczone zarówno jako pudełko, skrzynia, futerał, walizka, teczka, przypadek, wydarzenie oraz sprawa. W korposlangu „kejs” jednak funkcjonuje jako „zadanie”, którym należy się zająć, bądź je rozwiązać.

Przykład zastosowania: gdy po latach klepania nadgodzin awansujesz na stanowisko kierownicze i będziesz rozdzielał pracę na poszczególnych członków zespołu, na spotkaniu projektowym powiesz, że przydzielasz im kejsy.

Brif (brief) – „wprowadzenie do zadania” tudzież „opis projektu”. Dokument zawierający podstawowe informacje, z którymi należy się zaznajomić, aby zacząć pracę przy danym temacie.

Przykład zastosowania: jak już rozdzielisz podwładnym kejsy, musisz im wysłać bo briefie, żeby wiedzieli na czym się fokusować i nie zrobili żadnego fakapa.

Lancz (lunch) – po staropolsku to po prostu obiad, ale „lancz” brzmi bardziej światowo.

Przykład zastosowania: gdy zamiast hipsterskiej tarty z wątróbką z dzika, duszonym bakłażanem i carpaccio z buraka, żona zapakowała Ci na obiad mielonego z ziemniakami, mówisz współpracownikom, że dziś nie jesz lanczu, bo jesteś na diecie.

Sprawdź też: Korpomowa: słownik pojęć dla początkujących część II

(niżej jest kolejny tekst)

36
Dodaj komentarz

avatar
27 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
25 Comment authors
Bartosz FiszerPaweł KawałekF.Y.Michał StępkowskiGaba Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Okularnica
Gość

FYI wypowiada się „efigreki” czy „efłajaj” czy po prostu „FYI”? W sumie na jedno wychodzi i tak macz izjer powiedzieć „dla twojej informacji”. Po co ludzie sobie tak życie utrudniają, ja nie wiem…

Jan Favre
Gość

Najczęściej stosuje się w formie pisanej, jak dopisek w mailu, ale kilkukrotnie słyszałem w wersji mówionej jak „efłajaj”.

Okularnica
Gość

gotcha!:)

Anna Tabak
Gość

Brakuje „keżual frajdej” ;)

Jan Favre
Gość

Cholera, faktycznie, chyba będzie trzeba zrobić druga część.

Ven
Gość

Czekam w takim razie, bo pierwsza rozwaliła system! Genialny tekst.

Jan Favre
Gość

Dzięki wielkie!

Sherly
Gość

Czekam również, bo mnie zaciekawiłeś! Swoją drogą, sprostowując, Karolina nie jest wolna, ale również nie sypia z menadżerem, bo dyrektorem jej liceum jest kobieta. Pierwszy raz widzę swoje imię w przykładzie i to w dodatku w śmiesznym, musiałam. :D

Pina
Gość
Pina

Nie drugą część, możesz tylko „apdejtowac” artykuł :-P

Jan Favre
Gość

Czekam tylko aż sforłardujesz mi tiketa z takim taskiem.

Adrianna Zielińska
Gość

Czytałam ten tekst niemalże że z łezką wzruszenia w oku, zwłaszcza, gdy dobrnęłam do kejpiajów <3 5 lat pracy w tym środowisku wystarczy mi z nawiązką na całe życie, ale doświadczenie bezcenne ;)

Maria
Gość

Jeszcze imprówmenty, WFH, tikiety / rikuesty / ordery (łatewa!), lejżur rumy, ołwer tajmy i wiele innych. Aj.
Ano, ostatnio też usłyszałam, że urlop na żądanie można wziąć tylko w emerdżensi przypadkach.

kamehameha
Gość
kamehameha

nie wiem po co taki wpis, bo imo każdy zna angielski

11 rzeczy, których nie powinieneś robić na rozmowie o pracę

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z portalem Pracuj.pl

Wiele osób fiksuje się na tym, że jeszcze nie skończyło studiów i jest przekonanych, że przez to nie dostanie pracy, jak to się pięknie mówi, w zawodzie. Doświadczenie moje i wielu moich znajomych pokazuje, że to mit, powielany najczęściej przez rodziców, którzy wchodzili na rynek pracy w zupełnie innej rzeczywistości. I nie kumają, że trochę się zmieniło od czasów kiedy CV pisało się odręcznie na kartce i doczepiało spinaczem zdjęcie z dowodu. Pracuj.pl chce obalić kilka takich mitów i zachęcić młodych ludzi do szukania pracy zgodnej z ich zainteresowaniami trochę wcześniej, niż w dniu odbioru dyplomu magistra. Bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją dostali.

Ale, ale. Zanim wyruszysz w drogę musisz zebrać drużynę, a zanim zaczniesz mówić sobie z prezesem po imieniu, musisz przejść rozmowę kwalifikacyjną. Bieg z przeszkodami, który jest  jednym z bardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka. Zwłaszcza, jeśli doświadczasz go pierwszy raz.

Co zrobić, żeby nie połamać sobie nóg, dobiec do mety i jeszcze odebrać trofeum w postaci przyjęcia do pracy? Dobrze się przygotować. I nie robić na rozmowie rekrutacyjnej niczego z poniższej listy.

1. Nie przychodź niechlujnie ubrany

Stare góralskie przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” niestety nie wzięło się znikąd. Da się zrobić tylko jedno pierwsze wrażenie, a rozmowa łatwiej Ci pójdzie, jeśli będzie ono dobre. Nie chodzi o to, żebyś od razu wbijał się w garnitur, ale dostosował swój wygląd do okazji. Przychodząc w wymiętej koszuli i brudnych butach, dajesz do zrozumienia, że w sumie to Ci nie zależy.

2. Nie spóźnij się, a już na pewno nie olewaj spotkania

Rozmowa kwalifikacyjna, to taka pierwsza randka z pracodawcą. Chodzi to, żeby się poznać i sprawdzić, czy do siebie pasujecie. Jeśli się spóźniasz, dajesz się poznać jak ktoś, kto nie potrafi ogarnąć działania zegarka, ale to i tak lepsze, niż wystawienie drugiej strony do wiatru i w ogóle odpuszczenie spotkania. Jeśli na rozmowę wyszedłeś odpowiednio wcześnie, ale na Twojej drodze właśnie wylądował meteoryt albo oddział obcych zablokował ulicę, poinformuj o opóźnieniu osobę, która na Ciebie czeka i wytłumacz sytuację. Doceni fakt, że dałeś jej znać i wie na czym stoi.

3. Nie ściemniaj, że w wieku 20 lat masz 30 lat doświadczenia

Pamiętam jak w pewnym momencie studiów miałem jeszcze bardziej beznadziejną sytuację finansową niż zazwyczaj i uparłem się, że dostanę normalną pracę biurową choćby nie wiem co. Podrasowałem swoje CV i zadowolony z siebie, że oszukałem system, w myślach już otwierałem szampana świętując sukces, bo zaprosili mnie na rozmowę do jednej z lepiej płacących korporacji. W trakcie spotkania pani rekruterka zapytała o moje doświadczenie, które posiadałem tylko w sferze fantazji i próbując na szybko wymyślić, co mogłem robić na wyimaginowanym stanowisku, moja twarz zapłonęła czerwienią żywą jak pieczony burak.

Kłamstwo, to najgłupsze co można zrobić. Wychodzi błyskawicznie i w zasadzie permanentnie skreśla Cię w danej firmie. Za to pochwalenie się umiejętnościami zdobytymi na przykład w trakcie organizowania juwenaliów, wychodzi tylko na plus.

4. Nie daj odczuć, że nie robi Ci różnicy, czy będziesz analitykiem danych, czy panem kanapką

Gdybym prowadził serwis o pączkach i szukał kogoś do redagowania artykułów, zależałoby mi na osobie, która jest tym zajarana i nie widzi się w niczym innym. Nie na kimś, komu nie udało się dostać na aplikację radcowską i z braku laku przyszedł do mnie. Domyślam się, że jeśli stawiasz pierwsze kroki w tematach zawodowych, to nie wiesz, czy bycie HRowcem jest Twoim przeznaczeniem i związkiem na całe życie. To jasne, bo jeszcze tego nie robiłeś, więc skąd masz wiedzieć. Ale pokaż zaangażowanie w tym temacie i wytłumacz czemu akurat zdecydowałeś się aplikować na to stanowisko.

Gdyby to była randka, chciałbyś się umówić na kolejne spotkanie z kimś, kto szuka partnera, ale jest mu obojętne, czy to będziesz Ty, czy przypadkowy przechodzień?

5. Nie bój się, nie mów szeptem, nie patrz w ścianę

Ja wiem, że im bardziej zależy Ci na pracy, tym większy stres i w ogóle matura ustna nie ma nawet podjazdu, ale wchodzenie do salki konferencyjnej z wypisany na czole „nie bijcie, ja nic nie wiem!” nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Pomaga za to uśmiech, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, bycie pewnym siebie i odpowiadanie na pytania więcej niż dwoma słowami. I przede wszystkim dobre przygotowanie się.

Tutaj znajdziesz przykładowe pytania, które mogą paść w trakcie rozmowy. A imię i nazwisko osoby, z którą będziesz rozmawiać w mailu z zaproszeniem.

6. Nie śmieszkuj na siłę, rozmowa rekrutacyjna to nie stand-up

Jeden żart jest w porządku, dwa to już granica, przy trzech przechodzisz na stronę pajacowania. O ile nie starasz się o angaż w cyrku, nie zaplusujesz takim zachowaniem.

7. Nie kozacz. Jesteś gościem, a nie gospodarzem

Przesada w każdą stronę jest zła. Zarówno bycie wycofanym i schowanym w sobie jest kiepskim pomysłem, jak i spychanie z biurka rzeczy, by móc postawić na nim swoje ego. Arogancja, buta i nonszalancja, to nie są magiczne składniki, po zmieszaniu których powstanie dobre wrażenie.

8. Nie szantażuj i nie mów, że coś Ci się należy. To nie spotkanie z politykiem

Mam zarówno znajomych pracujących w korporacjach, jak i tych prowadzących własne firmy, zdecydowanie większe niż jednoosobowe, i ci drudzy często opowiadają mi o tym, jak to jest być z drugiej strony ogłoszenia o pracę. Czyli jak to jest wylistować konkretne umiejętności, które powinien mieć kandydat, a potem spotykać się na rozmowach z ludźmi, którzy jedyne co umieją, to machać kartką z pieczątką uczelni i żądać 4 000 złotych netto.

To nie jest tak, że za sam fakt posiadania dyplomu magistra z urzędu należy Ci się praca i kilka tysięcy na rękę, a pracodawca jest tylko po to, by Ci je dać. Jeśli ktoś szuka programisty, to interesuje go tylko to, czy faktycznie potrafisz obsługiwać MySQLa, a nie czy masz zaświadczenie, że na trzecim roku studiów miałeś zajęcia z baz danych. W małych firmach często w ogóle nie zwraca się uwagi na to, w którym momencie zakończyłeś edukację, tylko na projekty, które zrealizowałeś.

9. Nie mieszaj z błotem byłego pracodawcy

Nawet jeśli uważasz, że na to zasługuje.

Wymaga tego zawodowy savoir-vivre. To jak wypowiadasz się o poprzednim człowieku, który Cię zatrudniał, daje do myślenia co będziesz mówił o obecnym, kiedy kolejny raz zmienisz pracę. Jeśli padnie pytanie, czemu odszedłeś z poprzedniej firmy, nie mów, że były szef był dupkiem. Powiedz, że nie widziałeś dla siebie możliwości rozwoju.

10. Nie zdradzaj sekretów – tajemnica rzecz święta

Tak jak poprzednio: jeśli na pierwszym spotkaniu wyjawiasz poufne informacje, to jaki to daje sygnał osobie, która być może w przyszłości też przekaże Ci coś w zaufaniu?

11. Nie mów, że nie masz pytań. Wykaż zainteresowanie przyszłą pracą

Rozmowa kwalifikacyjna to dobry moment, by omówić jakie masz opcje w kwestii łączenia nauki z pracą. I przy okazji pokazać, że faktycznie zależy Ci na tym stanowisku, dopytując o jego szczegóły.

Do momentu, w którym prowadzę własną działalność gospodarczą, doszedłem od sprzedawania gazet na plaży. W trakcie zahaczając o kilkanaście zawodów z najróżniejszy branż i po drodze studiując. Dziennie. Naprawdę, wszystko da się połączyć, wystarczyć tylko zapytać, czy jest taka możliwość i wykazać trochę zainteresowania.

Gdzie szukać pracy? W apce na telefonie

Jak pisałem we wstępie, odkąd nasi rodzice dostali pierwszą wypłatę trochę się zmieniło. Zmienił się nie tylko rynek, wygląd i forma dokumentów, czy rodzaj popularnych zawodów, ale też drogi jakimi tej pracy się szuka. Przeglądanie fizycznych tablic z ogłoszeniami, czy gazet, to już mocny archaizm. Tak jak Spotify zastąpił magnetofon z kasetami, tak aplikacja Pracuj.pl zastępuje chodzenie po przedsiębiorstwach i pytanie o wolną posadę.

Pomijając oczywiste oczywistości typu: apka jest wygodna, intuicyjna, ma trylion ogłoszeń i możesz korzystać z niej w każdej chwili, bo telefon masz zawsze przy sobie, to jest coś więcej, co sprawia, że faktycznie jest zajebista.

Pierwsza rzecz, to możliwość aplikowania na dane stanowisko z poziomu telefonu. Jeśli wklepałeś wcześniej dane ze swojego CV do konta na Pracuj.pl, to robisz jeden klik i beng! Już jesteś w procesie rekrutacji.

Druga, to JobAlerty. Ustawiasz filtr jakiego typu pracy szukasz i w jakim regionie, a aplikacja wrzuca Ci powiadomienie, gdy tylko pojawi się coś nowego.

Trzecia, to opcja sprawdzenia przeciętnego wynagrodzenia na danym stanowisku. Załóżmy, że chcesz pracować jako tłumacz holenderskiego: znajdujesz ofertę, pukasz w przycisk i masz podane widełki z zarobkami na tym stanowisku w Twoim regionie. Kozak! Szczerze mówiąc, to chyba najistotniejszy powód, dla którego warto pobrać tę apkę, bo wiem, że masę osób ma problem z wycenieniem swojej pracy.

Możesz ściągnąć ją, oczywiście za friko, stąd na Androida i stąd na iPhone’a, do czego zachęcam. Nawet, jeśli w tym momencie nie szukasz pracy. Może to praca szuka Ciebie.

Zasada szczoteczki, czyli skąd wiadomo, że nie chodzi mu tylko o seks

Skip to entry content

Nie chciałaś być sama. Już nawet nie chodziło o to, że na spotkaniach ze znajomymi, gdzie pary licytowały się na kupione szafki w IKEA, czułaś się jak piąte koło u wozu, równie na miejscu, co heteryk w gejowskim klubie. Wkurwiało Cię to jak bezpłatne nadgodziny, ale istotniejsze było co innego. Nie chciałaś być sama, bo miałaś już dość trzymania w sobie miłości na później. Tłamszenia wewnątrz tych wszystkich uczuć w pastelowych kolorach, które chciałaś dzielić z drugą osobą, ale wciąż musiałaś odkładać je na później. Później, które nie nadchodziło. Bałaś się, że stanie się z nimi to samo, co z tym winem, które dostałaś po obronie magistra i trzymałaś na specjalną okazję. Że od tego czekania, przekroczą datę ważności i zamienią się w ocet, a okazja nie nadejdzie.

Wzięłaś sprawy w swoje ręce. Poznaliście się przez tę straszną aplikację. Tę, którą wszyscy nazywali wirtualnym burdelem. To znaczy, wszyscy którzy o niej słyszeli, ale nigdy jej nie używali.

Napisał, że masz ładne okulary i wyglądasz w nich trochę jak Audrey Hepburn, co całkiem Cię ujęło, bo kupując je faktycznie myślałaś o swojej ulubionej aktorce. I było to o niebo lepsze, niż te wszystkie teksty o spadaniu z nieba i wiadomości typu kopiuj-wklej. Przed pierwszym spotkaniem pół dnia zastanawiałaś się jak się ubrać, chciałaś zrobić na nim wrażenie, ale jednocześnie nie chciałaś, żeby za dużo sobie pomyślał, starając się przy tym, abyś ani nie wyglądała jak po treningu na siłowni, ani jakbyś właśnie szła na studniówkę. Ostatecznie ubrałaś się jak na rozmowę o pracę. W charakterze hostessy. A on po prostu włożył luźne dżinsy, polówkę i sweter.

Mimo turbo dekoltu, udało mu się nie patrzeć na Twoje cycki przez całą randkę i nawet dał radę na tyle skupić się na rozmowie, by kilka razy Cię rozśmieszyć. Coś z tego będzie?

Wylądował między Twoimi udami na czwartym spotkaniu i na dobrą sprawę nie byłaś w stanie stwierdzić, czy to się stało „już”, czy „dopiero” na czwartym spotkaniu. Klasyczny dylemat singielki zmęczonej byciem singielką – zaspokoić swoją potrzebę bliskości, czy nie wyjść na łatwą? Na drugi dzień zadzwonił. I na trzeci. I na czwarty. I po tygodniu trudno było Ci wytrzymać więcej niż dobę bez usłyszenia jego głosu. I dosiadania go.

Seks był dobry. Bardzo dobry. Po takim czasie celibatu zadowoliłabyś się nawet kwadransowym misjonarzem, byleby tylko ktoś Cię wziął po, a nie przed grą wstępną, i dał się wtulić już po wszystkim, a tu nieoczekiwanie dostałaś mistrza minety i wirtuoza łechtaczki w jednym.

Kiedy lepka od podniecenia wchodziłaś na niego, wiedział co z Tobą zrobić. Wiedział jak Cię dotykać, kiedy przyspieszyć i w którym momencie złapać Cię za szyję żebyś doszła. Wiedział to tak dobrze, że zaczęłaś się zastanawiać ile innych musiał mieć przed Tobą, żeby posiąść tę wiedzę. I ile będzie miał po Tobie.

Pobawi się i zostawi? Zależy mu tylko na seksie?

Poza byciem w Tobie, zdarzało Wam się być razem też w innych sytuacjach. Zdobywaliście się na takie wariactwa jak wyjście do kina, obiad na mieście, a nawet spacer. Raz doszło do tego, że aż wyszliście na piwo z Twoimi znajomymi i jakimś cudem nie pozabijałaś ich tulipanem z barowego kufla, gdy zaczęli przerzucać się kompromitującymi faktami z Twojego życia. Był pierwszym facetem od 3 lat, z którym chciałaś robić coś więcej niż udawać zainteresowanie i wmawiać sobie, że nie ma ideałów i najważniejsze to, żeby mentalnie był choć trochę dojrzalszy niż Kuba Wojewódzki. Wpadałaś w niego jak w ruchome piaski i bałaś się, że po drugiej stronie może jednak nie być tęczy i gara ze złotem.

Było Ci z nim dobrze, gdy przychodził do Ciebie wieczorami… ej, ej, stop! Koniec o seksie! Ustaliliśmy, że znaleźliście w tym temacie wspólną płaszczyznę. Mówiąc dosłownie. Dobra już, wróćmy na ziemię niewyżyta kobieto, życie nie kręci się tylko wokół łóżka! Jeszcze raz: było Ci z nim dobrze, był inteligentny, potrafił Cię rozśmieszyć i miał dużo mniejsze ego niż kutasa, przez co lubiłaś z nim spędzać czas również w pozycji wertykalnej. I miałaś wrażenie, że jest to lubienie z wzajemnością. Tyle, że wrażenia mają to do siebie, że bywają złudne, a Ty ciągle nie byłaś pewna na czym stoisz. Mijały już 2 miesiące, a Ty wciąż nie poznałaś żadnego z jego znajomych, bywały dni, że nawet nie wysłał Ci głupiego smsa o tym, że pada i jest wtorek, nigdy nie mówił o Was w liczbie mnogiej, a na imprezę firmową poszedł sam. Lub z inną.

Kolejne zestawy pościeli lądowały w praniu, a Ty wciąż nie wiedziałaś, czy coś z tego będzie.

Nie składaliście sobie żadnych deklaracji, nie wpuścił Cię do swojego świata na tyle, byś mogła czuć się jego częścią i zastanawiałaś się, czy znów nie otworzyłaś serduszka przed kimś, kto nie chciał się w nim zadomowić, tylko sprawdzić, czy wygodne. Kolejny raz, bo już trafiłaś na pana, który pozwolił zakwitnąć uczuciom, które w Tobie rosły, by z dnia na dzień odciąć im dopływ wody i pozwolić im zwiędnąć jak zwykłym chwastom. Bolało za pierwszym razem. Bolało za drugim razem. I nie chciałaś po raz trzeci czuć bólu, gdy ktoś ususza to, co najdelikatniejszego nosisz w sobie. Bałaś się, że to, co Ty widziałaś jako ziarno kiełkującego związku, dla kogoś było tylko zbędny nasieniem, które się oddaje, wdeptuje w glebę i idzie dalej.

Piętrzący się chaos w Twojej głowie poukładało jedno niepozorne zdanie, wypowiedziane tuż przed tym, jak znowu miałaś ułożyć się do snu, opierając o jego ramię i zastanawiając, czy będzie następny raz.

– Zostawiam u ciebie swoją szczoteczkę, pamiętaj, że ty masz z Colgate, a ja Oral-B, bo obie są zielone.

– Szczoteczkę?

– No, szczoteczkę. Do mycia zębów. Wiesz, takie plastikowe coś z włóknami na co kładziesz pastę i wkładasz do ust, a potem przeciągasz po tym czymś, co ci wystaje z dziąseł, posuwistymi ruchami. Nasza cywilizacja nazywa to szczoteczką do zębów.

Jeśli mężczyzna zostawia u Ciebie swoją szczoteczkę do zębów, to możesz mieć pewność, że coś z tego będzie. Gdyby interesował go tylko seks, nawet by o tym nie pomyślał, nie mówiąc już o wykonaniu tak skomplikowanego procesu, jakim jest pójście do sklepu i kupienie jej. Nie wiedziałaś, że faceci to lenie i dopóki się nie zaangażują, mogą całe tygodnie myć zęby palcem, jak na zielonej szkole?

Teraz już wiesz. Nie ma za co.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Tomaz Stolfa

Test: jak dobrze znasz się na kobietach?

Skip to entry content

8 marca – dzień płci karmiącej. Bez kobiet, ani nie byłoby na nas na tym świecie, ani Nervosol nie sprzedawałby się w takich ilościach. Z okazji święta wszystkich matek, sióstr, córek, babć i pań z urzędów, warto zastanowić się, co my – mężczyźni – tak naprawdę o nich wiemy. Oprócz tego, że oczywiście każda z nich nie jest taka jak wszystkie. Co zupełnie nie stoi w sprzeczności z tym, że każda pada jak wygrana w Totolotka na widok Ryana Goslinga.

Wydaje Ci się, że coś tam ogarniasz z tymi laskami, bo raz udało Ci się bez pudła wyliczyć dni niepłodne? Nie bazuj na przypuszczeniach, sprawdź jakie są fakty! Przejdź test i dowiedz się jak dobrze znasz się na kobietach!

[qzzr quiz=”149216″ width=”100%” height=”auto” redirect=”true” offset=”0″]