Close
Close

Dzieci rodzi się z miłości, a nie lęku przed więzieniem

Skip to entry content

Długo się zbierałem do tekstu na temat ustawy całkowicie delegalizującej aborcję i sprawiającej, że wykonanie jej w Polsce będzie groziło więzieniem. Najpierw byłem przekonany, że to jakieś plotki, teatralne bicie piany, żeby odwrócić uwagę od innego problemu albo po prostu około primaaprilisowy żart.  Gdy jednak okazało się, że naprawdę w naszym kraju, pod groźbą pozbawienia wolności, kobiety będą musiał rodzić dzieci poczęte w wyniku gwałtu i nie będą mogły przerwać ciąży, nawet wtedy, kiedy będzie ona oznaczała ich własną śmierć lub gdy pewne będzie, że dziecko zaraz po porodzie i tak umrze, zagotowało się we mnie.

Poszedłem na manifestację „Nie dla torturowania kobiet” i do irytacji doszedł jeszcze smutek. Smutek, że gdy trzeba było protestować przeciwko ACTA, na płycie Rynku Głównego w Krakowie zebrało się 10 tysięcy osób, a kiedy trzeba było walczyć z ubezwłasnowolnieniem kobiet i zrobieniem z nich chodzących inkubatorów, pojawił się marny tysiąc dusz. Jak to, jest, że dostęp do torrentów i możliwość ściągnięcia nowego sezonu „Gry o tron” jest ważniejszy od wolności drugiego człowieka?

Strasznie, strasznie smutne, że ludzie bardziej przejmują się tym, czy będą mieli internet, niż że ich siostry, matki, dziewczyny, czy córki, będą zamykane.

Wracając do meritum, zastanawiałem się jak najdokładniej wyrazić to, co myślę o całkowitej penalizacji aborcji i z pomocą przyszła mi jedna z dziewczyn biorących udział w manifestacji. „Dzieci rodzi się z miłości, a nie lęku przed więzieniem” – brzmiał napis na jej transparencie i całkowicie się z nim zgadzam. Po pierwsze, dziecko zawsze, ale to ZAWSZE powinno być chciane i być wynikiem miłości dwójki kochających się osób. Jest to tak oczywiste, jak fakt, że po nocy nastaje dzień, ale jeśli ktoś ma wątpliwości, to zapraszam choćby od tekstu o tym, jak to jest wychowywać się bez ojca. Po drugie, to już ostatecznie skrajny absurd, że po wprowadzeniu tej ustawy w życie, kobieta będąca w niechcianej bądź zagrażającej jej życiu ciąży, będzie MUSIAŁA urodzić dziecko, bo w innym wypadku pójdzie do pierdla.

Niestety, nie wszyscy to rozumieją, dlatego postaram się to wytłumaczyć szerzej, odnosząc się do najpopularniejszych złotych myśli osób popierających takie restrykcje.

„Dziecko nie jest winne temu, że powstało w wyniku gwałtu, dlatego powinno się urodzić”. Zdarzyło mi się w swoim życiu być kilkukrotnie pobitym. W podstawówce miałem strzaskaną szczękę i złamany nos, w gimnazjum kołnierz ortopedyczny, w liceum podbite oczy i zszywany policzek. To była przemoc fizyczna, która zostawiała również mocny ból psychiczny, bo dopóki rany się zupełnie nie zagoiły, moje ciało przypominało mi o poniżeniu jakiego doznałem, za każdym razem, gdy spojrzałem w lustro. Gdy tylko myłem zęby, miałem przed oczami scenę, w której ktoś robił sobie ze mnie worek treningowy. Ból wracał.

Gwałt, który skutkuje ciążą, to najgorszy rodzaj przemocy, bo wraz z czasem ból tylko narasta.

Opuchlizna z oka schodzi, rozcięty policzek się zrasta, wybita szczęka wraca na swoje miejsce i z czasem można zapomnieć o tym, co się stało. Po pewnym czasie fizyczne, a wraz z nimi i psychiczne, rany się zabliźniają. Kiedy jednak w wyniku gwałtu dochodzi do zapłodnienia, to co się dzieje z Twoim ciałem cały, ale to CAŁY CZAS przypomina Ci co się stało. Nie jesteś w stanie zapomnieć o tym, jak zostałeś zbrukany, bo gdy tylko spojrzysz na swój brzuch, te obrazy upodlenia, a zaraz z nimi emocje, wracają. Skazywanie człowieka na rozpamiętywanie w nieskończoność takiej tragedii, to zwykłe katowanie. A zmuszenie go do noszenia piętna tego nadużycia przez 9 miesięcy, to równe bestialstwo co sam gwałt.

„Wolałbyś, żeby twoja matka cię usunęła?”. Tu wchodzimy na bardzo wysoki poziom abstrakcji, bo nie dość, że zakładamy możliwość decydowania o sobie, zanim w ogóle doszło do naszego zaistnienia, to jeszcze musimy określić kiedy my, jako świadomość-dusza, a nie powłoka z mięsa, powstajemy. Czy zakładamy, że zbiór komórek staje się człowiekiem, gdy opuści łono matki, czy dopiero w momencie kiedy w dziecku kształtuje się świadomość, czy może już w momencie gdy plemnik łączy się z komórką jajową? A może istnienie/byt/dusza pojawia się już w chwili kiedy plemnik opuści nasieniowód?

Biorąc pod uwagę jak abstrakcyjne są to rozważania, każda z tych opcji jest prawdopodobna, przy czym, przy tej ostatniej, każdy z masturbujących się chłopców i mężczyzn, czyli każdy z chłopców i mężczyzn, powinien zostać skazany za wielokrotne morderstwo.

„Wolałabyś, żeby twoja matka cię usunęła, jeśli ciąża zagrażałaby jej życiu?”. Nie mając żadnych danych stwierdzających, czy ja jako umysł, a nie materia, już bym istniał, to tak, wolałbym, żeby moja mama przeżyła. A dokładając do tego koncepcję duszy i wiary, to poczekałbym na następną kolejkę i odrodził się/wszedł w dziecko, które nie będzie musiało w każdy dzień swoich urodzin opłakiwać śmierci swojej matki.

„Wolałabyś, żeby twoja matka cię usunęła, jeśli miałbyś umrzeć zaraz po porodzie?”. Zdecydowanie. Nie wiem co komukolwiek miałoby dać noszenie w sobie płodu, z góry pozbawionego szans przeżycia. Zmuszanie kogoś do bycia w takiej ciąży i maltretowanie go świadomością, że jego dziecko i tak umrze, to czysty sadyzm.

„Wolałabyś, żeby twoja matka cię usunęła, jeśli by cię nie chciała?”. Zważając, że bez mojej mamy w ogóle nie można by mówić o moim istnieniu, to zostawiłbym jej ten wybór. Ale przede wszystkim nie chciałbym być niechcianym i niekochanym dzieckiem, bo wiem jak to rzutuje na poczucie własnej wartości, rozwój osobisty, odnajdywanie się w społeczeństwie, tworzenie związków i radzenie sobie ze wszystkimi innymi aspektami szeroko pojętej egzystencji.

Tyle razy ile słyszałem, że życie samo w sobie jest darem, tyle samo docierało do mnie, że to droga przez ciernie. I obie grupy tych osób miały racje, bo świat jest dokładnie takim jakim go widzisz, tyle, że bez miłości od rodziców, z miejsca dostajesz na oczy filtr w kolorze smoły.

Podsumowując ten przydługawy wywód, kroki ku ubezwłasnowolnieniu kobiet i zamykaniu ich za kratkami, zacząłbym podejmować dopiero po przestudiowaniu literatury naukowej i filozoficznej, i po wyprowadzeniu dowodu logicznego stwierdzającego jednoznacznie, kiedy owe istnienie powstaje. Bo wierzeń w to, kiedy zlepek komórek przestaje być zlepkiem komórek, takim jak złuszczająca się skóra, czy wypadające włosy, a zaczyna być człowiekiem, jest naprawdę sporo. A wierzenia mają to do siebie, że bywają bardzo mylne. Na przykład, nie tak dawno temu, ludzie byli święcie przekonani, że Ziemia jest płaska. Albo, że jeśli topiona w jeziorze kobieta wypływa na powierzchnię, to znaczy, że jest czarownicą.

Nie wracajmy do tych czasów.

Nie propaguję aborcji, nie mówię, że to panaceum na wszystkie problemy. Mówię tylko, że ktoś kogo ona bezpośrednio dotyczy i kto będzie ponosił jej fizyczne i psychiczne konsekwencje, powinien mieć prawo wyboru. Prawo, nie przymus. A osoby tak zainteresowane ochroną życia, zachęcam, do ochrony tych żyć, które już istnieją, bo jest ich całkiem sporo, więc na pewno nie będą się nudzić.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Matthias Müller
(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

75 komentarzy do "Dzieci rodzi się z miłości, a nie lęku przed więzieniem"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Iwona Karczmarczyk
Gość
Mówiąc o przypadkach ciąż zagrażających życiu inkuba… tzn. kobiety, to moim zdaniem nie można ratować jednego życia kosztem drugiego bez zgodny samej zainteresowanej. Jak komukolwiek w ogóle przeszło przez myślę, że to w porządku kazać kobiecie umrzeć?! A propos hasła o obronie życia – nadziałam się gdzieś na wypowiedź dziewczyny, której mama zdecydowała się przeprowadzić aborcję, bo płód miał bardzo małe szanse na przeżycie, a ona sama mogła umrzeć podejmując ryzyko donoszenia ciąży. Gdyby tak się stało, w najgorszym wypadku umarłaby i matka i dziecko, nie urodziłaby się też dziewczyna, która o tym opowiadała ani jej brat. Czy decyzja podjęta… Czytaj więcej »
Monika Grzebyk
Gość

Tak, tak. tak!
To była jedyna manifestacja na jakiej byłam, specjalnie wstałam na 14 (w weekend to problem).
Bardzo się cieszę, że się do tego odniosłeś, dzięki!

madalena
Gość
Bardzo nie podoba mi się to, co dzieje się w tym kraju. Mam nadzieję, że ten rząd skończy się szybciej niż się zaczął. Co do aborcji. Wszystko mnie teraz dotyka podwójnie bo jestem w ciąży. Wszelkie dyskusje na ten temat wywołują u mnie ogromne emocje i się, cholera, nie zgadzam. Oczywiście nie chodzi o to, żebyśmy sobie usuwały ciążę bo mamy taki kaprys. Bo nagle się odwidziało i jednak może później. Mam nadzieję, że takich kobiet nie ma. Ostatnio zastanawiałyśmy się z koleżanką po co są pierwsze badania prenatalne. Robi się je około 12-13 tygodnia, mają wykryć wady genetyczne płodu… Czytaj więcej »
majniaki
Gość

Badanie prenatalne robi się między 11-13 tygodniem, ponieważ jest to najlepszy moment na najdokładniejsze pomiary. Wcześniej lub później ciężko dopasować płód pod jakiś algorytm i wynik mógłby być niedokładny.

Magda Motrenko
Gość

To raz, że wychodzą wtedy najlepsze wyniki, a dwa, że są wady, które się leczy jeszcze w okresie ciąży. Operacje na sercu dziecka w 20 tyg ciąży. Robi się takie rzeczy i wtedy im szybciej lekarze będą znać sytuację, tym większa szansa, że uda się zaradzić nieszczęściu. No i rodzicom dziecka nie zaszkodzi, by mieli więcej czasu na przygotowanie się psychiczne. Po jednym badaniu jest drugie, potem trzecie, kontrole, powtórki, kolejki… Nawet gdy nie bierze się aborcji absolutnie pod uwagę, badania warto zrobić w terminie.

Joanna Maria
Gość
Badanie miedzy 11-14 tygodniem, raczej nie ma na celu wykrycia niczego, co mozna leczyc, tylko aberracje chromosomowe. Takie jak zespol Downa oraz dwoch innych zespolow genetycznych – Patau i Edwardsa. Owszem doswiadczony specjalista moze juz wtedy wstepnie ocenic budowe serca plodu, badanie na tym etapie nie jest jednak jeszcze miarodajne. Serduszko plodu lekarz ma mozliwosc ocenic ok. 20 tyg. (usg polowkowe). Caly dowcip z tymi badaniami prenatalnymi ok. 11-14 tyg. ciazy polega na tym, ze oceniaja one jedynie ryzyko wystapienia danej wady, nie dajac jednoznacznej odpowiedzi. Przy ocenie ryzyka wykorzystuje sie tez inne dane, takie jak wiek kobiety czy miejsce… Czytaj więcej »
Joanna Maria
Gość

Oj, nie do konca… po prostu te wady, ktore ma wykrywac badanie miedzy 11-14 tygodniem, sa wtedy najlepiej widoczne…pozniej juz jest male prawdopodobienstwo ich wykrycia. Kazdy tydzien ciazy jest charakterystyczny.
Tzn. sa wykrywalne, za pomoca innych, bardziej inwazyjnych badan, ktorych sie nie robi bez wskazania, jakim jest usg genetyczne.

I niestety, sa takie kobiety, ktore robia sobie aborcje, „bo teraz nie”. A dwa lata pozniej sie obnosza, ze zostana matkami.

Lena Sobe Mach
Gość

Jakby nie mogli zostawić tej ustawy taka jaka była. Była bardzo kompromisowa. Jestem wierząca i uważam, że jeśli zaszłaś w ciążę z powodu własnej lub partnera bezmyślności – bierz tego konsekwencję, albo jedź do Czech. Jednak we wszystkich przypadkach wymienionych wyżej uważam, że kobieta powinna mieć święte prawo do usunięcia ciąży. Nie wszyscy w Polsce to chrześcijanie i nie uważają aborcji za morderstwo, dlatego rząd nie powinien ewangelizować społeczeństwa nie od tego jest. Mam nadzieję, że ustawa nie przejdzie i będzie tak jak jest teraz.

Chica Mala
Gość
Prawie się z Tobą zgadzam, bo jednak skoro bezmyślni partnerzy zrobili dziecko, to też jednak powinni mieć prawo podjęcia takiej decyzji, jeśli jest zgodna z ich sumieniem. Głupota nie powinna być tu ograniczeniem i formą kary, bo najbardziej ukarane zostanie dziecko, a nie Ci głupi rodzice. Jak dla mnie problemem jest to, że nie daje się ludziom prawa do wyboru. Gdyby aborcja była legalna, ktoś kto by chciał się jej poddać mógłby to zrobić, a ktoś kto by jej nie chciał, to nadal nie musiałby jej robić. Każdy według własnego sumienia. Gdy jest zabroniona, osoby, które mają bardziej otwarte podejście… Czytaj więcej »
Joanna Maria
Gość

Zwlaszcza, ze „lekarzowi wykonującemu nielegalny zabieg grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Kara grozi również osobie, która nakłoniła kobietę do zabiegu. Natomiast kobiecie nie grożą żadne prawne konsekwencje”.

Edzia
Gość
Jestem przeciwko aborcji, ale nie, jeśli donoszenie ciąży zagraża zdrowiu (fizycznemu i psychicznemu) kobiety. Obrona życia to nie tylko obrona nienarodzonego dziecka, ale też obrona kobiety, która ma to dziecko urodzić. To nigdy nie jest łatwa decyzja, ale jeśli trzeba wybrać między dwoma żywotami, to jedyny głos powinny mieć osoby, których to bezpośrednio dotyczy. Jeśli kobieta chce urodzić dziecko, wiedząc, że jej życie/zdrowie (j.w. – fizyczne i psychiczne) jest zagrożone – proszę bardzo. Jeśli nie chce – powinna mieć taką możliwość. Nie rozumiem i nie zrozumiem, dlaczego w takiej sytuacji życie dziecka (które może np. urodzić się martwe/chore/niedługo i tak… Czytaj więcej »
Magda Motrenko
Gość
Gdyby wybór był szybki i prosty: albo ratujemy kobietę i dziecko umiera, albo zostawiamy ciążę i przeżywa dziecko, a kobieta umiera, to nikt by nie miał wątpliwości. Zwłaszcza, że przez pół ciąży dziecko bez matki i tak nie da rady. Natomiast to często są delikatne przypadki, gdzie zagrożenie życia procentowo wcale nie jest aż tak duże i po prostu na wszelki wypadek zaleca się przerwanie ciąży. Albo w okresie ciąży kobieta dowiaduje się, że ma raka i im szybciej rozpocznie leczenie chemioterapią, tym większa szansa, że się wyleczy. Ale dziecko chemii nie przeżyje. I wtedy z jednej strony – czy… Czytaj więcej »
Aleksandra Muszyńska
Gość

Magda, być może, ale najgłośniej i najbardziej radykalnie zawsze drą się Ci z hierarchów, którzy są największym, najmniej elastycznym światopoglądowo, najbardziej skamieniałym na świecie betonem, na dodatek wątpliwym moralnie. Kiedy widzę ojca Tadeusza to włosy mi zaczynają rosnąć lawinowo, a w piwnicy gniją ziemniaki. Z jakiegoś względu najwyraźniej tej instytucji nie zależy na tym, aby do głosu dochodził jakiś rozsądniejszy reprezentant kleru, co też jest swoją drogą co najmniej dziwne.

Magda Motrenko
Gość

Też się dziwię, że wciąż Kościół pozwala niektórym księżom robić taką szopkę. Ale chyba trzeba spojrzeć ponad tym, co się dzieje w kraju. Podejrzewam, że jeszcze trochę czasu minie nim kolesiostwo i zmowa milczenia wśród księży się skończą. Ale póki co warto pamiętać, że Franciszek jest ważniejszy niż ojciec Tadeusz i to jego słów warto słuchać, by nie zapomnieć, że idee Kościoła nie są wcale tak wypaczone, jakby się mogło czasem wydawać :)

Chica Mala
Gość
I to jest dla mnie największy problem – „Niektórzy też nie są w stanie sobie wyobrazić, że można chcieć żyć mając świadomość, że przez naszą decyzję nie żyje dziecko.” Tylko dlaczego Ci niektórzy mają decydować za tych, którzy sobie akurat to wyobrażają? Serio, dla mnie, choć to jest trochę brutalne podejście, jest oczywiste, że ja jako kobieta jestem w stanie z moim partnerem zrobić (lub chociaż próbować) kolejne dziecko, dwa lub trzy, jeśli będę chciała, jeśli oczywiście wrócę do zdrowia. W innym wypadku jest szansa, że mój partner zostanie z dzieckiem sam i np. będzie obwiniać je o moją śmierć… Czytaj więcej »
Magda Motrenko
Gość

Wiesz – z drugiej strony są i tacy, którzy nie są w stanie sobie wyobrazić, że aborcja może być traktowana tak samo jak zabójstwo. (Bo w sumie czemu nie robić eutanazji chorym noworodkom, skoro jeszcze przez rok czy dwa i tak nie są świadome swojego istnienia?). I nie ma znaczenia teraz, kto ma rację. Chodzi o sam fakt, że jedna strona nawet w najmniejszym stopniu nie próbuje zrozumieć perspektywy drugiej. To zarzut dla wszystkich, którzy przyjmują radykalne i skrajne stanowiska. Zamiast rozmawiać, jedni na drugich się obrażają (i często obrażają siebie nawzajem). I to jest słabe!

Chica Mala
Gość

Ale ja się temu obrażaniu (się, a nie nawzajem, bo to drugie akurat faktycznie jest słabe) wcale nie dziwię. Weź pod uwagę, że jedni próbują drugim narzucić swoje własne wartości. Ja osobiście bardzo nie lubię, gdy ktoś mi mówi, jak mam żyć, jakie decyzje podejmować. W końcu to moje życie, ja będę ponosić jego konsekwencje, a nie ta „mądrzejsza” osoba.

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Czy Polacy potrafią przyjmować komplementy?

Skip to entry content

W marcu prowadziłem akcję #30dniZkomplementami, która opierała się chodzeniu po mieście i mówieniu miłych rzeczy obcym osobom właśnie przez 30 dni, a głównym jej celem było przekazania dobrej energii nieznajomym i sprawdzenie jak na nią reagują. Więcej na temat założeń możesz przeczytać w tekście zapowiadającym wyzwanie/eksperyment, a relacje z poszczególnych dni znajdziesz na Facebooku pod wcześniej wspomnianym hasztagiem.

Dwie rzeczy nie wyszły w trakcie akcji. Po pierwsze, z powodu choroby, która na tydzień przyblokowała mnie w domu, nie byłem w stanie przez równe 30 dni realizować wyzwania. Po drugie, okazało się 14 osób jest maksymalną liczbą nieznajomych, których byłem w stanie skomplementować w ciągu jednego dnia, ponieważ powyżej niej, zmęczenie sprawiało, że wychodziło to nienaturalnie i niewiarygodnie. Przez co, nie byłem w stanie co dzień podnosić poprzeczki o 1 i ostatniej doby powiedzieć coś miłego 30 osobom.

Mimo, że założenia ilościowe w pewnym momencie się rozjechały, to i tak jestem mega zadowolony z tego, jak eksperyment ostatecznie wyszedł, więc czas na podsumowanie i wnioski!

 

Podsumowanie!

23 – tyle dni w rzeczywistości komplementowałem nieznajomych

216 – tyle osób w trakcie akcji usłyszało coś miłego ode mnie

169 – tyle osób zareagowało pozytywnie na ciepłe słowa

107 – tyle osób miało banana na twarzy po usłyszeniu komplementu

107 – tyle raz ja miałem banana na twarzy po zobaczeniu ich reakcji

2 – tyle razy proponowano mi zeswatanie z wnuczką skomplementowanej osoby

1 – tyle razy usłyszałem „spierdalaj”

0 – tyle razy dostałem oklep po skomplementowaniu faceta

 

Wniosek #1: nie potrafimy przyjmować komplementów przy innych ludziach

Gdy podchodziłem do kogoś kto był lub szedł sam i nie otaczał go tłum, nie było problemów – dziękował za miłe słowa i uśmiechał się, często szeroko, dodatkowo się prostując.

Gdy jednak komplementowałem osobę będącą w większej grupie, stojącą z innymi nieznajomymi na przystanku, jadącą pośród obcych ludzi w komunikacji miejskiej, bądź idącą w gęstym tłumie, to już pojawiał się spory problem. W takiej sytuacji komplement okazywał się niechcianym prezentem, z którym kompletnie nie wiadomo co zrobić, ani jak na niego zareagować. I albo był całkowicie ignorowany, byleby na siebie nie zwrócić uwagi, albo na twarzy pojawiał się burak, wzrok momentalnie wbijał się w telefon lub, w przypadku braku telefonu, w ziemię i przez szczękościsk wydobywało się nieme „dzięk…”.

 

Wniosek #2: starsze osoby są spragnione jakiegokolwiek kontaktu

W trakcie dnia, w którym komplementowałem seniorki, każda z nich była tak niesamowicie szczęśliwa z powodu zainteresowania się nią i okazania ciepła, czy sympatii w jakiejkolwiek formie, tak wdzięczna za mało wyszukane „bardzo ładnie wygląda pani w tym kapeluszu”, że uzmysłowiło mi to, jak samotne i pozostawione same sobie są starsze osoby. To niewiarygodnie wzruszające, gdy pani o lasce uśmiecha się do Ciebie, jakbyś spełnił jej najskrytsze marzenie i jednocześnie strasznie przykre, bo znaczy to, że nikt od bardzo dawna nie był dla niej zwyczajnie miły, albo, że w ogóle od nie wiadomo kiedy, nie miała bezinteresownego kontaktu z drugą osobą.

 

Wniosek #3: nastolatki mają problem z komunikowaniem się

Nie wiem do końca, czy to kwestia dzisiejszych czasów, czy tego, że to „taki wiek”, ale dzieciaki w wieku nastoletnim w kontakcie z pozytywnie nastawionym do nich nieznajomym, jedyne co są w stanie zrobić, to rzucić spojrzenie typu „ty chory pojebie”. Może mnie pamięć zawodzi, ale wydaje mi się, że gdy ja miałem dwucyfrową liczbę lat nie byłem, ani też moi rówieśnicy nie byli, aż tak negatywnie nastawiony do obcych.

 

Wniosek #4: bycie miłym dla nieznajomych wkręca

Za pierwszy razem się boisz, za drugim wydaje Ci się to dziwne, za piątym zaczyna Ci się podobać, a za piętnastym jesteś tak wkręcony, że zaczyna to być Twoim codziennym nawykiem. Serio, mówienie miłych słów obcym, a przede wszystkim obserwowanie ich pozytywnych reakcji i tego jak Twoje działanie poprawiło im humor, jest mega wciągające. A w momencie kiedy zrobisz to tyle razy, że przestajesz mieć wewnętrzne blokady i wymyślać wymówki przed nawiązaniem kontaktu z obcą osobą, staje się to codzienną czynnością, która jest równie oczywista, co mycie zębów.

Odpowiadając na pytanie z nagłówka: Polacy potrafią przyjmować komplementy, jednak często mają z tym trudności. A z czego to wynika? Z tego, że za rzadko je dostają.

Gdy zapowiadałem #30dniZkomplementami, wiele osób mi kibicowało, stwierdzając, że to dobry pomysł. W momencie, gdy na Facebooku publikowałem pierwsze relacje, pojawiały się głosy, że to wyzwanie jest inspirujące i że sami pójdą w moje ślady. Bardzo cieszy mnie, że ta akcja może być bodźcem do działania dla innych i mocno trzymam kciuki, aby tak faktycznie było. Czemu? Po pierwsze, więcej pozytywnej energii puszczonej w świat, to więcej pozytywnej energii, która potem z tego świata wróci, każda akcja rodzi reakcję. Po drugie, to jak z każdą inną rzeczą, jeśli ćwiczysz ją jakiś czas, w końcu zaczyna Ci wychodzić i nie sprawia Ci trudności – im więcej inni ludzie będą słyszeć komplementów, tym bardziej będzie dla nich naturalniejsze, że ktoś mówi im coś miłego i tym normalniej będą na nie reagować, bez palenia cegły i zawstydzenia.

Nie wierzę w ogólnokrajową rewolucję i nagłe zmiany mentalności, ale wierzę w efekt motyla i budowania lepszej rzeczywistości cegiełka po cegiełce. Jak właśnie dołożyłem swoją.

autorem zdjęcia w nagłówku jest wiewiorka_wagner

Gdyby nazwy popularnych blogów mówiły prawdę…

Skip to entry content

wpis jest formą prima aprilisowego żartu i absolutnie nie ma na celu obrażenia kogokolwiek

Na pewno kiedyś natknęliście się w sieci na zbiór grafik pod hasłem „co gdyby loga znanych marek mówiły prawdę?”, „szczere slogany” albo coś w tym stylu. W środku były znaki firmowe lub hasła reklamowe produktów, których używacie na co dzień, tyle, że przerobione na „prawdziwe”. W domyśle ujawniające niewygodną prawdę, a w rzeczywistości po prostu śmieszne ze względu na uwydatnienie najbardziej nośnych cech owych produktów. Jako, że lubię wszelkie zabawy językowe i gry słowne, odniosłem ten trend do blogosfery.

Sprawdźcie jak nazywałyby się najpopularniejsze polskie blogi, gdyby mówiły prawdę!

What Anna Wears = What Anna Take Off

Mr Vintage = Sir Baldhead

Krytyka Kulinarna = Krytyka

Maffashion = Missnapchat

Jason Hunt = Fire Place

Blog Ojciec = Mem Tata

Szczęśliva = Klikbaitowa

Fashionelka = Buldożerka

Ekskluzywny Menel = Pospolity Abstynent

Halo Ziemia = Elo Człowiek

Wędrowne Motyle = Ślunskie Rajzy

Wygrywam z anoreksją = Przegrywam z nadwagą

Wyrwane z kontekstu = Cytaty na każdą okazję

Jemerced = Jestmercedesbędziedrugi

Moja Dziewczyna Czyta Blogi = Czytam Blogi Mojej Dziewczynie

AntyWeb = DysOrtografia

Black Dresses = Klasikal Sukienkas

Charlize Mystery = New York Wannabe

MediaFun = SelfieFan

Jak Oszczędzać Pieniądze = Jak Oszczędzać Na Fryzjerze

Segritta = Ciążitta

Macadamin Girl = Epilepsia Chic

Andrzej Tucholski = byłaKultura

Oczekując = Fakturując

Rowerowe Porady = Benzynowe Oszczędności

Pijaru Koksu = Pijaku Hajsu

Szarmant = Garniturant

Jadłonomia = Wegemania

Spider’s Web = AntyAntyWeb

Jestem Kasia = Jestem W Dżinsach

Czas Gentlemanów = Czas Wąsów

Busem Przez Świat = Karolem Przez Media

Street Food Polska = Fat Food Kielce

Stay Fly = …?

autorem zdjęcia w nagłówku jest Christian Schnettelker