Close
Close

Dzieci rodzi się z miłości, a nie lęku przed więzieniem

Skip to entry content

Długo się zbierałem do tekstu na temat ustawy całkowicie delegalizującej aborcję i sprawiającej, że wykonanie jej w Polsce będzie groziło więzieniem. Najpierw byłem przekonany, że to jakieś plotki, teatralne bicie piany, żeby odwrócić uwagę od innego problemu albo po prostu około primaaprilisowy żart.  Gdy jednak okazało się, że naprawdę w naszym kraju, pod groźbą pozbawienia wolności, kobiety będą musiał rodzić dzieci poczęte w wyniku gwałtu i nie będą mogły przerwać ciąży, nawet wtedy, kiedy będzie ona oznaczała ich własną śmierć lub gdy pewne będzie, że dziecko zaraz po porodzie i tak umrze, zagotowało się we mnie.

Poszedłem na manifestację „Nie dla torturowania kobiet” i do irytacji doszedł jeszcze smutek. Smutek, że gdy trzeba było protestować przeciwko ACTA, na płycie Rynku Głównego w Krakowie zebrało się 10 tysięcy osób, a kiedy trzeba było walczyć z ubezwłasnowolnieniem kobiet i zrobieniem z nich chodzących inkubatorów, pojawił się marny tysiąc dusz. Jak to, jest, że dostęp do torrentów i możliwość ściągnięcia nowego sezonu „Gry o tron” jest ważniejszy od wolności drugiego człowieka?

Strasznie, strasznie smutne, że ludzie bardziej przejmują się tym, czy będą mieli internet, niż że ich siostry, matki, dziewczyny, czy córki, będą zamykane.

Wracając do meritum, zastanawiałem się jak najdokładniej wyrazić to, co myślę o całkowitej penalizacji aborcji i z pomocą przyszła mi jedna z dziewczyn biorących udział w manifestacji. „Dzieci rodzi się z miłości, a nie lęku przed więzieniem” – brzmiał napis na jej transparencie i całkowicie się z nim zgadzam. Po pierwsze, dziecko zawsze, ale to ZAWSZE powinno być chciane i być wynikiem miłości dwójki kochających się osób. Jest to tak oczywiste, jak fakt, że po nocy nastaje dzień, ale jeśli ktoś ma wątpliwości, to zapraszam choćby od tekstu o tym, jak to jest wychowywać się bez ojca. Po drugie, to już ostatecznie skrajny absurd, że po wprowadzeniu tej ustawy w życie, kobieta będąca w niechcianej bądź zagrażającej jej życiu ciąży, będzie MUSIAŁA urodzić dziecko, bo w innym wypadku pójdzie do pierdla.

Niestety, nie wszyscy to rozumieją, dlatego postaram się to wytłumaczyć szerzej, odnosząc się do najpopularniejszych złotych myśli osób popierających takie restrykcje.

„Dziecko nie jest winne temu, że powstało w wyniku gwałtu, dlatego powinno się urodzić”. Zdarzyło mi się w swoim życiu być kilkukrotnie pobitym. W podstawówce miałem strzaskaną szczękę i złamany nos, w gimnazjum kołnierz ortopedyczny, w liceum podbite oczy i zszywany policzek. To była przemoc fizyczna, która zostawiała również mocny ból psychiczny, bo dopóki rany się zupełnie nie zagoiły, moje ciało przypominało mi o poniżeniu jakiego doznałem, za każdym razem, gdy spojrzałem w lustro. Gdy tylko myłem zęby, miałem przed oczami scenę, w której ktoś robił sobie ze mnie worek treningowy. Ból wracał.

Gwałt, który skutkuje ciążą, to najgorszy rodzaj przemocy, bo wraz z czasem ból tylko narasta.

Opuchlizna z oka schodzi, rozcięty policzek się zrasta, wybita szczęka wraca na swoje miejsce i z czasem można zapomnieć o tym, co się stało. Po pewnym czasie fizyczne, a wraz z nimi i psychiczne, rany się zabliźniają. Kiedy jednak w wyniku gwałtu dochodzi do zapłodnienia, to co się dzieje z Twoim ciałem cały, ale to CAŁY CZAS przypomina Ci co się stało. Nie jesteś w stanie zapomnieć o tym, jak zostałeś zbrukany, bo gdy tylko spojrzysz na swój brzuch, te obrazy upodlenia, a zaraz z nimi emocje, wracają. Skazywanie człowieka na rozpamiętywanie w nieskończoność takiej tragedii, to zwykłe katowanie. A zmuszenie go do noszenia piętna tego nadużycia przez 9 miesięcy, to równe bestialstwo co sam gwałt.

„Wolałbyś, żeby twoja matka cię usunęła?”. Tu wchodzimy na bardzo wysoki poziom abstrakcji, bo nie dość, że zakładamy możliwość decydowania o sobie, zanim w ogóle doszło do naszego zaistnienia, to jeszcze musimy określić kiedy my, jako świadomość-dusza, a nie powłoka z mięsa, powstajemy. Czy zakładamy, że zbiór komórek staje się człowiekiem, gdy opuści łono matki, czy dopiero w momencie kiedy w dziecku kształtuje się świadomość, czy może już w momencie gdy plemnik łączy się z komórką jajową? A może istnienie/byt/dusza pojawia się już w chwili kiedy plemnik opuści nasieniowód?

Biorąc pod uwagę jak abstrakcyjne są to rozważania, każda z tych opcji jest prawdopodobna, przy czym, przy tej ostatniej, każdy z masturbujących się chłopców i mężczyzn, czyli każdy z chłopców i mężczyzn, powinien zostać skazany za wielokrotne morderstwo.

„Wolałabyś, żeby twoja matka cię usunęła, jeśli ciąża zagrażałaby jej życiu?”. Nie mając żadnych danych stwierdzających, czy ja jako umysł, a nie materia, już bym istniał, to tak, wolałbym, żeby moja mama przeżyła. A dokładając do tego koncepcję duszy i wiary, to poczekałbym na następną kolejkę i odrodził się/wszedł w dziecko, które nie będzie musiało w każdy dzień swoich urodzin opłakiwać śmierci swojej matki.

„Wolałabyś, żeby twoja matka cię usunęła, jeśli miałbyś umrzeć zaraz po porodzie?”. Zdecydowanie. Nie wiem co komukolwiek miałoby dać noszenie w sobie płodu, z góry pozbawionego szans przeżycia. Zmuszanie kogoś do bycia w takiej ciąży i maltretowanie go świadomością, że jego dziecko i tak umrze, to czysty sadyzm.

„Wolałabyś, żeby twoja matka cię usunęła, jeśli by cię nie chciała?”. Zważając, że bez mojej mamy w ogóle nie można by mówić o moim istnieniu, to zostawiłbym jej ten wybór. Ale przede wszystkim nie chciałbym być niechcianym i niekochanym dzieckiem, bo wiem jak to rzutuje na poczucie własnej wartości, rozwój osobisty, odnajdywanie się w społeczeństwie, tworzenie związków i radzenie sobie ze wszystkimi innymi aspektami szeroko pojętej egzystencji.

Tyle razy ile słyszałem, że życie samo w sobie jest darem, tyle samo docierało do mnie, że to droga przez ciernie. I obie grupy tych osób miały racje, bo świat jest dokładnie takim jakim go widzisz, tyle, że bez miłości od rodziców, z miejsca dostajesz na oczy filtr w kolorze smoły.

Podsumowując ten przydługawy wywód, kroki ku ubezwłasnowolnieniu kobiet i zamykaniu ich za kratkami, zacząłbym podejmować dopiero po przestudiowaniu literatury naukowej i filozoficznej, i po wyprowadzeniu dowodu logicznego stwierdzającego jednoznacznie, kiedy owe istnienie powstaje. Bo wierzeń w to, kiedy zlepek komórek przestaje być zlepkiem komórek, takim jak złuszczająca się skóra, czy wypadające włosy, a zaczyna być człowiekiem, jest naprawdę sporo. A wierzenia mają to do siebie, że bywają bardzo mylne. Na przykład, nie tak dawno temu, ludzie byli święcie przekonani, że Ziemia jest płaska. Albo, że jeśli topiona w jeziorze kobieta wypływa na powierzchnię, to znaczy, że jest czarownicą.

Nie wracajmy do tych czasów.

Nie propaguję aborcji, nie mówię, że to panaceum na wszystkie problemy. Mówię tylko, że ktoś kogo ona bezpośrednio dotyczy i kto będzie ponosił jej fizyczne i psychiczne konsekwencje, powinien mieć prawo wyboru. Prawo, nie przymus. A osoby tak zainteresowane ochroną życia, zachęcam, do ochrony tych żyć, które już istnieją, bo jest ich całkiem sporo, więc na pewno nie będą się nudzić.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Matthias Müller
---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: Aborcja a spadek przestępczości - zaskakujący związek?()

  • Joanna Maria

    „Bo wierzeń w to, kiedy zlepek komórek przestaje być zlepkiem komórek, takim jak złuszczająca się skóra, czy wypadające włosy, a zaczyna być człowiekiem, jest naprawdę sporo”.

    Nie mam pojecia, kiedy czlowiek zaczyna byc czlowiekiem.

    Ciaza pozamaciczna, czy tez kwestia komu zostawic wybor, gdy ciaza zagraza zyciu matki albo pochodzi z gwaltu, to dla mnie przypadki oczywiste. Natomiast kompletnie nie czuje sie kompetentna do oceniania, czy usuwanie dziecka, z jedynego powodu, ze sie go nie chce,powinno byc legalne czy nie, a jesli tak to do ktorego momentu ciazy? Czy z filozoficznego punktu widzenia, plod w 10, 24 tygodniu maja wiekszy potencjal do zostania czlowiekiem, niz zarodek w 9 tygodniu…? Czy potencjalny ojciec nie ma jakichkolwiek praw do decydowania, tylko dlatego, ze natura tak to obmyslila, ze nowe zycie rosnie w matce? Czy zespol Downa powinien byc wskazaniem do mozliwosci legalnego usuniecia ciazy? Czy jesli tak, to czy wady serca rowniez…?
    Czy ktokolwiek ma prawo zmuszac kobiete do urodzenia dziecka z zespolem Downa?
    Nie wiem, nie czuje sie kompetentna do jednoznacznej wypowiedzi. Ty skoro natomiast sie poczules, moze warto abys wiedzial, ze ludzki embrion to NIE jest „zlepek komórek (…) jak złuszczająca się skóra, czy wypadające włosy.” Tak samo jak aborcja to nie jest peeling ani podciecie koncowek.
    Kobieta zazwyczaj dowiaduje o ciazy nie wczesniej niz w 5 tygodniu jej trwania czesto pozniej).
    „W 5. tygodniu ciąży maleństwo jest wielkości ziarenka pszenicy. Zaczyna się rozwijać jego mózg, układ pokarmowy i krwionośny. Pojawiają się też zalążki oczu”.

  • Dot

    Wspaniale to napisałeś – krótko, zwięźle i na temat! :)

  • Mariusz

    Zdziwiło mnie opisanie emocji zgwałconej kobiety. Nie jestem kobietą, więc nie jestem sobie w stanie wyobrazić co czuje będąc w ciąży po gwałcie. Myślę także, że to może być dość subiektywne. Czy ten Twój opis to Twoja intuicja czy bazujesz na czymś? Badania, statystyki?

  • Ola

    Najbardziej w tym wszystkim przeraża mnie, że nawet młode pokolenie wciąż jeszcze nie widzi oczywistości, jaką jest prawo do decydowania o sobie, o swoim wyznaniu lub jego braku, o poglądach, o swoim życiu i ciele.

    Nie od dziś wiadomo, że ciemnota jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, tylko że byłam przekonana, że wraz z szeroką dostępnością do źródeł wiedzy minęły czasy przedstawiania filmu „Niemy krzyk” oraz paskudnych zdjęć zarodków jako czegoś, co trzeba zobaczyć żeby się dowiedzieć czym jest aborcja i uznać ją za bezwzględne zło. Wydawało mi się także, że im nowsze pokolenie, tym bardziej odporne na tego typu manipulacje. Nie wiem, co ja sobie myślałam.
    Naprawdę, szczerze przyznaję, że wraz z ostatnimi wydarzeniami upadła moja wiara w ludzi, którą i tak niestety od dawna już własnymi siłami starałam się podtrzymywać.

  • Ech, niepokoi mnie to, czy w wyniku ciągle trwającej dyskusji o aborcji nie dojdzie do zbyt dużego radykalizmu społeczeństwa. Rząd walnął ustawę bardzo radykalną, zupełnie nie rozumiem po co, i już widzę, że ludzie zaczęli reagować na to radykalizacją własnych, proaborcyjnych poglądów. Moim zdaniem to jest najbardziej szkodliwe, bo obie strony, zażarte w swoich opiniach, nie posłuchają żadnego logicznego argumentu i niedługo będą walczyć tylko o całkowity zakaz lub całkowite pozwolenie. Oby do tego nie doszło.

    Jestem i zawsze będę przeciwna aborcji. Dla mnie to jest coś strasznego, że ktoś potrafi z własnej woli i świadomie zdecydować się na taki zabieg, a potem normalnie żyć. Nie interesują mnie dyskusje, czy płód to jest człowiek, czy nie. To mógłby być człowiek, więc jeżeli ciąża nie jest bardzo zagrożona, to usunięcie jej jest morderstwem. W ogóle jeszcze ani razu w dyskusjach o aborcji nie usłyszałam głosu o tym, co z kobietą, z jej późniejszymi wyrzutami sumienia, co jeżeli kobieta zdecyduje się na aborcję pod wpływem chwilowej złe sytuacji psychicznej, pod wpływem nacisku rodziny, męża, środowiska, przez swoją biedę itp.? Co jeżeli postąpi wbrew swoim uczuciom? Co jeżeli będzie musiała całe życie kryć się ze swoimi wyrzutami sumienia, świadomością popełnionego morderstwa?
    Moim zdaniem aborcja nie może być czymś „normalnym” dla ludzi, czym swobodnie dozwolonym, czymś o czym możemy sami decydować, bo to natychmiast doprowadzi do wielu patologii, co gorsza do zacierania się granicy między dobrem a złem.
    W temacie ustawy- tak, jeżeli ciąża na pewno zagraża życiu kobiety, to kierując się „mniejszym złem”, można podjąć decyzję o aborcji. Ale decyzję taką powinni podejmować lekarze, specjaliści, przy pomocy psychologów itp. Podobnie w przypadku gwałtów, żeby świadomość zabicia swojego dziecka nie była dla zgwałconej kobiety kolejnym ciężarek psychicznym, nie powinna podejmować decyzji sama, pod wpływem chwili, tylko w konsultacji z psychologiem.

    No cóż, nikogo przekonywać do swojego zdania nie będę, sumienie każdy ma własne.

    • Magda Motrenko

      Mnie też przeraża ta radykalizacja! Nikt nie mówi, jak bardzo jest potrzebna pomoc psychologa i wsparcie rodziny – tylko komórki/dziecko, komórki/dziecko. To już jest takie nudne!

    • Nie, nie, poczekaj. Jeżeli pozbawienie kogokolwiek życia jest morderstwem to nagle dochodzimy do bzdurnych wniosków, że wykonanie kary śmierci albo eutanazji kwalifikuje się pod morderstwo. Głupota. Morderstwo jest zdefiniowane w kodeksie karnym i jeżeli coś jest prawnie dozwolone (jak w niektórych krajach eutanazja czy kara śmierci), to nie jest to morderstwem tylko działaniem zgodnie z prawem. W jakichś Salwadorach czy innych południowoamerykańskich katolandach nawet poronienie jest uważane za morderstwo i kobieta idzie do pierdla na 30 lat. Jeżeli w jakimś kraju przerwanie ciąży jest dozwolone na życzenie to nie można nazwać tego morderstwem, bo jest to zgodne z kodeksem, który aborcji nie kwalifikuje jako morderstwo.

      • Owszem, rozumiem że pojęcie morderstwa jest dzisiaj ustalane przez prawo, ale jak mi się wydaje, dyskusja o ustawie aborcyjnej dotyka właśnie kwestii, co powinno być w Polsce prawnie uznawane za morderstwo, a co nie. Jeżeli rząd ustali, że aborcja nie jest morderstwem, najwyżej mogę być z tego niezadowolona, ale nie będę negować. Chwilowo jednak dyskusja trwa, a sprawa jest otwarta, dlatego czuję się upoważniona do wypowiadania własnej opinii, kierując się własną moralnością, a nie prawem.

    • francofille

      Właśnie twórcom ustawy chodzi również o to, żeby w sytuacji zagrożenia życia matki nie podejmować „decyzji o aborcji”, bo aborcja sama w sobie nie leczy. Zacząć należy od prób ratowania życia matki i jeśli ich konsekwencją będzie śmierć dziecka, to jest to dopuszczalne. Tak jak w medycynie paliatywnej – nie wolno zabić terminalnie chorego człowieka. Ale często, dla uśmierzenia bólu podaje się morfinę, w końcowej fazie w dawkach praktycznie bez ograniczeń. Morfina w dużej dawce może doprowadzić do zatrzymania oddechu i śmierci. Ale celem nie było zabicie człowieka, tylko ulżenie mu, a takie „powikłanie” jest w tym przypadku akceptowalne.

  • francofille

    A mnie się wydaje, że napisałeś ten tekst wyłącznie w oparciu o krążące po internecie interpretacje projektu ustawy, bez przeczytania ani jego, ani uzasadnienia. Niestety do szerokiej publiczności przedostały się interpretacje wybiórcze, stronnicze, pełne złej woli w odczytywaniu zapisów ustawy, manipulujące jej zapisami. Przeczytaj proszę te dwa krótkie teksty:
    http://gosc.pl/doc/3071776.Fakty-i-mity-o-ustawie-antyaborcyjnej
    http://gosc.pl/doc/3070122.Odklamac-projekt-ustawy-antyaborcyjnej
    a zobaczysz, jak fałszywe są stwierdzenia, że ustawa ta likwiduje dostęp do badań prenatalnych lub zmusza kobietę do rodzenia dziecka kosztem własnego życia. W uzasadnieniu projektu ustawy jest też szeroko wytłumaczone dlaczego ta ustawa jest konieczna, aby dopasować polskie prawo do wyroków TK i Konstytucji (naszych, polskich). Życie jest wartością nadrzędną wobec wszystkich innych i ta ustawa przywraca mu właśnie takie miejsce.

    A co do Twojego komentarza, że „bo dla mnie dopóki się nie urodzi, to nie jest człowiek, tylko bezosobowy zlepek tkanek” to przeczytaj tę historię:
    http://gosc.pl/doc/3015206.39tygodniowe-dziecko-nie-jest-czlowiekiem
    Naprawdę, dopóki się nie urodzi? A tydzień przed wyznaczoną datą porodu (poród „w terminie” to +/- 2 tygodnie wokół tej daty, więc nawet wtedy dziecko jest w pełni przystosowane do życia poza organizmem matki)? To nie jest człowiek? I ktokolwiek będący przyczyną jego śmierci nie powinien podlegać karze? Wiesz, wydaje mi się, że teoretyzujesz, ponieważ nie masz własnych dzieci. Ja czułam się matką odkąd zobaczyłam serduszko mojego dziecka na USG w 6 tygodniu ciąży. Nie miałam wątpliwości, że ta „fasolka” jest malutkim człowiekiem (nawet jeśli nie wygląda) i muszę robić wszystko, żeby ją chronić. I jeśli ktokolwiek zawiniłby jej śmierci, domagałabym się dla niego kary. Ok, moja córka jest dzieckiem kochanym i planowanym, ale uważam że ochrona życia nie powinna zależeć od tego, czy rodzice dziecko kochają czy nie, i czy się o nie troszczą, czy nie. Skoro rodzice nie chronią życia dziecka, powinno to robić państwo poprzez stanowione prawo.

    • Jeszcze jedno zdrobnienie typu „serduszko”, „człowieczek” albo co gorsza „fasolka” i zwymiotuję.

      • Aleksandra Muszyńska

        High five.

    • Aleksandra Muszyńska

      Zmęczona już jestem łopatologicznym tłumaczeniem prostych rzeczy, ale spróbuję raz jeszcze.
      Tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. Dla Ciebie więź wynikająca z noszenia dziecka może być odczuwalna tuż po odczytaniu pozytywnego wyniku na teście ciążowym. Ale są tacy, dla których ta więź nie wytworzy się nigdy, bo tak – i tyle.
      Narzucanie inwazyjnej roli państwa w ingerencję w czyjąś wolę i ciało (znowu – jak wynika z twojej wypowiedzi, dotyczy to troski o życie tylko poczęte) trąci totalitaryzmem i tworzy furtkę do niebezpiecznych wniosków. Na przykład – skoro nie jest Ci niezbędna do życia druga nerka, to podziel się z kimś, kto jest chory – wbrew Twojej woli, rzecz jasna, bo wola państwa świętą jest. Jeśli w Twojej okolicy kręcą się bezdomni, to przyjmij kogoś do domu i ulokuj go w swoim salonie. Masz mieszkanie i warunki, a tu człowiek w potrzebie, weź go, zamelduj, no.
      To też jest ingerencja w to, co TWOJE. Twoja własność.
      Nie jestem zwolennikiem skrobania się na potęgę i przy dowolnej okazji, dzieci planuję, być może mnogo, ale taka wykładnia problemu jak Twoja, jeszcze przy użyciu tych wszystkich sformułowań typu „serduszko” i „człowieczek”, nastraja mnie jakoś tak bojowo. Do głowy by mi nie przyszło ciosanie komuś kołków na głowie o posiadanie dzieci, bo ja mam i ja się ze swoim związałam jeszcze zanim w ogóle byłam w ciąży. Ludzie! Trochę, kurde, szerszego spojrzenia!

      • francofille

        Sednem tej ustawy nie jest to, czy państwo ingeruje w mój dom, moją nerkę czy moją macicę. Tu chodzi o to, co jest po drugiej stronie, dla czego te rzeczy do mnie należące mają zostać poświęcone. Wyciągnięcie z macicy dziecka zanim stanie się zdolne do samodzielnego życia równa się zabiciu go. Wprost. Od razu i bez żadnych szans na inne zakończenie. Nie oddanie nerki czy nie udzielenie schronienia drugiemu człowiekowi nie jest równe ze strzeleniem mu w głowę. Wartość równą życiu ma tylko drugie życie, i tylko realne, bezpośrednie zagrożenie jednego może usprawiedliwiać odebranie drugiego.

        • Aleksandra Muszyńska

          Ale przecież nerka może być komuś niezbędna do przeżycia – bo drugiej nie ma, albo ma patologiczne zmiany i nie spełnia swojej funkcji. Nie ma nerki-nie ma życia. Podobnie nieprzyjęcie bezdomnego przy temperaturach więcej niż ujemnych. Nie przyjmujesz – zawodnik zamarza i po wszystkim.
          Nadużywasz słowa „dziecko”, które nim jeszcze nie jest w momencie, gdy ma miesięczny „staż” bytowy, niezależnie od Twoich prywatnych w tym zakresie przekonań.

        • Dot

          „Sednem tej ustawy nie jest to, czy państwo ingeruje w moją macicę.” Mylisz się, o tym właśnie jest ta ustawa. O ingerowaniu w ciało kobiety, podejmowaniu za nią decyzji, narzucaniu jej jak ma się zachować w obliczu ciąży będącej wynikiem gwałtu, zagrażającej życiu lub wiążącej się z upośledzeniem dziecka.

  • Ustawa, która dopuszcza aborcję w szczególnych przypadkach jest zdroworozsądkowa, a zmienianie jej to totalne skurwysyństwo. Nie jestem entuzjastką aborcji i wierzę, że tak naprawdę nikt nie jest. I wkurza mnie, że jej zagorzali przeciwnicy, zachowują się tak, jakby ci, którzy ją dopuszczają, traktowali usunięcie ciąży z taką lekkością jak wizytę u kosmetyczki. A przecież za tym stoją dramaty, najtrudniejsze w życiu decyzje i, niejednokrotnie, wielkie rozdarcie. Gdy ruszysz dalej, ostrzegam – nie odpalaj prawicowych mediów, bo dowiesz się, że usunięcie ciąży to było barbarzyństwo, a ty jesteś zwykłą kurwą. W obronie życia nienarodzonego, zgnoić to, które jest – genialny pomysł.

  • Wiesz, co jest zatrważające Janku?
    Że zaczynamy publicznie dyskutować o czymś, co jest oczywiste.

  • Straszne jest to, że znałam osoby, które mówiły, że ten problem ich nie dotyczy. Myliły się.
    Łatwo jest bronić idee, dopóki jakiś fajfus nam córki nie skrzywdzi, wtedy tylko dobro bliskiej osoby się liczy.

    • Aleksandra Muszyńska

      Dokładnie to samo sobie pomyślałam. Optyka jest zaskakująco zmienna.

  • Absolutnie i bezkompromisowo tak tak i jeszcze raz tak!
    Niby mam dopiero 16 lat i ogółem raczej mało wiem na te tematy.. ale może to i lepiej że mam tyle, bo hm.. ludzie zawsze wmawiali mi, że aborcja to coś złego, to zbrodnia i tak dalej i typ podobne. Wszędzie gdzie się dało umieszczali znaki i napisy głoszące „STOP ABORCJI!”. A ja zawsze jakoś stawałam przy swoim i w sumie, nigdy nie widziałam w tym nic złego. W pełni zgadzam się z tym co powiedziałeś, że ten kogo ona bezpośrednio dotyczy powinien mieć prawo wyboru. Taka aborcja mogłaby w niektórych, a nawet wielu przypadkach naprawić niektórym życie, tymczasem tylko słyszę o tym że każdy narzeka bo „coraz więcej rodzin patologicznych” i tym podobne.

  • To teraz wyobraźcie sobie sytuację. Kobieta nosi ciążę mimo zagrożenia życia. Coś idzie nie tak. Ona umiera i płód. Osieroca dwójkę dzieci. Warto?
    Każdy powinien mieć wybór, bo go nie mając legalnie szukamy rozwiązań gdzie indziej.

  • Za każdym razem, gdy słyszę hasło „co dziecko winne, że zostało poczęte w wyniki gwałtu” myślę sobie, czemu jest winna ta kobieta, którą zgwałcono. I dlaczego życie które jeszcze nie wyszło na świat staje się ważniejsze, niż w pełni wykształcona, czująca i myśląca osoba.

    • Joanna Maria

      Dokladnie. Poza tym takie zycie w ogole nie mialo prawa powstac.

  • Gdzieś widziałam mądry tekst. Kościół nie jest pro-life. Wtedy zastanawiałby się co zrobić aby aborcji było mniej, aby polepszyć warunki zycia samotnych kobiet, zwiększyć liczbę specjalistycznych placówek zajmujących się chorymi. Najbardziej absurdalne wydaje mi się to, że poronienie może być traktowane jako przestępstwo. Wyobrazacie sobie? Załóżmy, że kobieta ma wyczekiwane dziecko. Nie wie, że ma ciąże zagrożoną (jest groźba zniesienia zapisu o powszechnym dostępie do badań prenatalnych), idzie sobie do pracy. Tam stres i roni. Kobieta jest zalamana, kochała to dziecko a do drzwi puka jej policja i prokurator. I przechodzi całą szopkę z przesłuchaniami, kiedy bardziej jest jej potrzebny spokój i wsparcie psychologa.
    Przeraża mnie myśl, że mężczyźni z lekkością wypowiadają się o gwałconych kobietach. Choć najgorszy jest fakt, że dla wielu zlepek komórek, które nie przypomina w niczym człowieka, jest ważniejszy niż kobieta. Smutno mi, że tak niewielu osób obchodzi los kobiet. Bo to może się przytrafić każdej z nas. Wiele kobiet mówi, że będą się bały zajść w ciążę. Cieszę się, jednak z każdego wpisu, który jest za kobietami. W tym męskiego :)

    • steveminion

      I tu jest ciekawostka. Kościół domaga się aby rodziły się dzieci nawet najbardziej upośledzono umysłowo czy fizycznie ale jednocześnie odmawia takim dzieciom sakramentów (całkowicie lub z resztą dzieci, np: komunii) i wyrzuca takie dzieci z kościoła…

      • Aleksandra Muszyńska

        Bo przecież ochronie podlega tylko życie poczęte, panie, a nie narodzone. Urodziło się? Mission accomplished. A że z mózgiem na wierzchu, bez części kończyn, z wadami większości narządów? Oj tam, oj tam.

    • rodzicom bez ślubu trudno ochrzcić dziecko, wtedy też można spytać „czym dziecko zawiniło?”
      i tak, ci wszyscy pro-lfie tak bardzo chcą żeby koiebty rodziły a potem… radź sobie kobieto sama. nieważne ile masz lat, jak chore jest dziecko i że nie masz pieniędzy czy warunków nawet na samą ciąże. kobiety to wg nich tylko inkubatory bez własnej woli które, jeśli dam im sie wybór, będą abortować ciąże codziennie rano po upojnych nocach jako środek antykoncepcyjny ;) bo przecież tak to działa ;)

  • A ja od siebie dodam inne przemyślenie, które mnie martwi bardzo… Oczywiście – zgadzam się ze wszystkim, co napisałeś. Co jednak jest dla mnie mega smutne, to owy argument o dziecku poczętym w wyniku gwałtu. Mówimy o tym, że żyjemy w ciemnogrodzie, bo nie pozwalamy kobiecie w takim przypadku podjąć decyzji. Ja bym poszła krok dalej – żyjemy w ciemnogrodzie, bo… dopuszczamy gwałt jako coś powszechnego. TO jest dopiero dramat! Uważam, że poza dyskusją nad poczętymi w takim przypadku dziećmi i dramatem kobiet, powinniśmy równolegle edukować społeczeństwo i budować wzajemną wrażliwość (mowa tu o mężczyznach), a przede wszystkim – piętnować brutalne i agresywne zachowania. Wiem, że mam utopijne marzenia, bo to jest równie absurdalny koncept jak odpowiadanie kredowymi malunkami na regularną agresję ze strony kogoś, kto nam zagraża, ale po prostu uważam, że jeżeli nie chcemy mieć aborcji na dzieciach z gwałtu, to niech ktoś do jasnej cholery coś zrobi z tymi gwałtami! Osobiście czułabym się spokojniej wiedząc, że prawdopodobieństwo tego, że ktoś mnie skrzywdzi, zmalałoby znacznie (a tego, że ktoś mnie przed tym obroni – wzrośnie), niż dostając zapewnienie, że „w razie co – wyskrobiesz”.
    Oczywiście – nie zmienia to i tak faktu, że są przypadki z gwałtem niezwiązane, jak choroby genetyczne (mam tu na myśli naprawdę ciężkie przypadki), na które często nie ma się wpływu i tutaj faktycznie gwarant podjęcia odpowiedniej decyzji to jeszcze insza inszość.

    • Magda Motrenko

      Fajna perspektywa! Nie byłoby gwałtów, nie byłoby problemu. Znowu szukamy problemu w niewłaściwym miejscu.
      To mi przypomniało o jeszcze jednym.
      Jakby opieka dla chorych dzieci (i ich rodziców) była dobra, dylemat aborcja czy nie może nie byłby tak dramatyczny. To, czego się obawiam, to to, że powszechna aborcja w przypadku wykrycia wady płodu, ogranicza zaangażowanie społeczeństwa w tworzenie warunków przyjaznych rodzicom chorych dzieci. Bo ‚skoro mogli się pozbyć problemu, a tego nie zrobili, to sami są sobie winni i niech się teraz sami martwią’! W końcu leczenie i rehabilitacja to koszty! Zamiast opiekować się chorymi ludźmi, możemy wybudować nowy stadion! Paradoksalnie wybór (prawnie dozwolona aborcja) może prowadzić do braku wyboru (presja społeczna, zbyt mała pomoc instytucjonalna). Już teraz jest mnóstwo przypadków kobiet, które chciałyby zatrzymać ciążę, ale nie otrzymują wsparcia od partnera i rodziny i wiedzą, że same nie dadzą rady z chorym dzieckiem. I robią aborcję wbrew swojej woli. Niestety nie da się temu zaradzić głosując za lub przeciw aborcji.

      • Dokładnie tak.
        Ale dopóki rząd nie przestanie patrzeć na obywateli jak na dojną krowę, to nic się nie zmieni. Wydłużamy wiek emerytalny, dzieciaki szybciej do szkoły… czyżby zaostrzenie ustawy aborcyjnej miało skutkować według rządu zwiększeniem ilości obywateli zdolnych do odprowadzania podatków? Możliwe, że to nadinterpretuję, ale nic mnie w dzisiejszych czasach nie zdziwi. Kasa musi się zgadzać. A czy jednocześnie godzisz w czyjąś godność – nikogo to nie obchodzi.

        • Tak… już widzę te wszystkie nieuleczalnie chore czy upośledzone dzieci, których kobiety nie mają prawa usunąć (gdy chcą), jak pracują i odprowadzają podatki ;-)))
          Też się nad tym zastanawiałam, ale to by oznaczało, że politycy są jeszcze głupsi niż są w rzeczywistości ;-)

  • Kamila

    Pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale popieram aborcję w każdym przypadku od kiedy pamiętam. Wychowanie dziecka to ogromna odpowiedzialność, to nie tylko karmienie go czy zapewnienie mu dachu nad głową, to przede wszystkim wychowanie go na dobrego człowieka, wykształcenie jego psychiki – to właśnie rodzice muszą mu pokazać, jak ma żyć, bo jego zachowanie to będzie następstwo tego, co oni mu przekazali. Dziecko jest odpowiedzialnością na całe życie, nie na 18 czy 10 lat. Sama wychowałam się w patologii (z tą różnicą, że moi rodzice nie pili, ale mój ojciec stosował wobec mnie czy brata przemoc fizyczną i głównie psychiczną, co doprowadziło mnie do ciężkiej depresji, z którą zmagam się do dzisiaj) i nie jestem w stanie mieć dzieci – jestem w stosunku do nich bardzo agresywna (jak zresztą do większości ludzi, bo nie potrafię panować nad swoim gniewem) i gdybym kiedyś wpadła (powiedzmy sobie szczerze, żadna antykoncepcja nie chroni w 100% i każdemu się to może zdarzyć) to chcę mieć wybór, bo wiem, że ani ja nie zniosę tego dobrze ani to dziecko nie będzie nigdy przy mnie szczęśliwe, a ja nie chcę żeby ktoś musiał przejść przez to co ja. Spotkałam za dużo ludzi, którzy się w czymś takim wychowali i szczerze? Urodzenie dziecka, które będzie traktowane jak śmieć jest gorsze niż aborcja. Dlatego śmieszą mnie obrońcy życia – lepiej żeby zajęli się bronieniem dzieci, które są maltretowane w domach niż zakazywali za wszelką cenę aborcji.
    Chcę też wspomnieć o kobietach na studiach (czy nawet tych po 30-tce), które mają prawa dziecka nie chcieć – bo po prostu go nie chcą. Nie wiem, czy to naprawdę aż takie złe, że ktoś dziecka nie chce. No i nie ma co zapominać o kobietach, które zaszły w ciąże a ich partner się zmył ,,bo on dziecka nie chce” bądź ,,to nie jego”, które po urodzeniu muszą chodzić po sądach i czekać miesiące na to, aby ostatecznie facet musiał im zapłacić 300 zł miesięcznie, których czasami i tak nie da ,,bo nie ma”. Więc zamiast zakazywania aborcji może lepiej usprawnić trochę system a nie pozwalać jakimś idiotom, na to, że mogą mieć swoje dziecko w dupie. A o aborcji w sprawie gwałtu czy zagrożenia życia się nawet nie odzywam, bo napisałeś wszystko to, co sama na ten temat myślę.

    • Magda Motrenko

      Cóż… znam dzieci, które są szczęśliwe w swoich adopcyjnych rodzinach. Aborcja, adopcja – brzmi podobnie, ale jednak to trochę co innego. Warto pamiętać również o drugim rozwiązaniu, jeśli samemu naprawdę nie chce się mieć dzieci. Więc skoro mówimy o wyborze w przypadku porażki z antykoncepcją, to faktycznie mówmy o wyborze, a nie jedynej słusznej drodze.

    • Joanna Maria

      No coz. Moze warto zastanowic sie nad jeszcze jedna rzecza: mozliowsc zajscia w ciaze jest nieodlacznie wpisana w uprawianie seksu. Nie pisze personalnie do Ciebie, bo wszak napisalas, ze nie chcesz miec dzieci nigdy, a ja wiadomo seks sluzy nie tylko do rozmnazania sie, jednak mam wrazenie, ze niektorzy zapominaja, skad sie te ciaze biora.
      Po prostu chce napisac, ze niektorym moze by sie przydala refleksja nad wlasna seksualnoscia…

  • steveminion

    „Wolałbyś, żeby twoja matka cię usunęła?”
    Chciałbyś aby Twoja matka umarła z Twojego powodu? Równie abstrakcyjna ale załatwiająca problem odpowiedź (przynajmniej teoretycznie, nienawiść katolików do ludzkiego życia jest nieprzewidywalna).

  • Najbardziej mnie denerwuje gdy podczas dyskusji o usuwaniu ciąży z gwałtu ktoś wali argumentem „a co dziecko winne!?”, bo z drugiej strony przecież czemu jest winna kobieta, która ma teraz nosić niechcianą ciążę przez 9 miesięcy i urodzić niechciane dziecko, do którego powstania się nawet nie przyczyniła. A ciąża to przecież bardzo duży wysiłek dla organizmu, dlaczego więc teraz kobieta, która niczemu nie jest winna ma nosić dziecko, mimo że ono też nie jest winne. W tej sytuacji nie da się znaleźć kompromisu. Albo cierpi jedna strona, albo druga, ale…
    Gdybym ja zaszła w ciążę w wyniku gwałtu to po takim wydarzeniu najważniejsze byłoby dla mnie MOJE zdrowie. Po tak strasznym przeżyciu to JA chciałabym jak najszybciej odzyskać zdrowie psychiczne i zapomnieć o gwałcie, bo uważam, że to osobie, która doświadczyła czegoś tak potwornego jak gwałt należy zapewnić wszystko czego tylko potrzebuje żeby dojść do siebie, bo to jest ten moment w życiu gdy trzeba myśleć przede wszystkim o sobie.
    Ja jester jedną z tych osób, która panicznie boi i brzydzi się ciąży, dzieci też. Nie chcę w swoim życiu ich mieć i gdyby ktoś nakazał mi urodzić dziecko z gwałtu, nie wytrzymałabym tego psychicznie. Wolałabym skoczyć z dachu niż urodzić ro dziecko.

    • „a co dziecko winne!?” – ale tu wracamy do pytania, w którym momencie dziecko przestaje być zbiorem komórek a zaczyna być człowiekiem, bo dla mnie dopóki się nie urodzi, to nie jest człowiek, tylko bezosobowy zlepek tkanek, więc ani on nie jest winien, ani też jemu nie jest winien nikt nic.

      • Nie podoba mi się to, że prolajfowcy rzucają na lewo i prawo tymi „dziećmi”, jakby w aborcji chodziło o przerywanie ciąży w 8 czy 9 miesiącu i niemal zrównują ją z zamordowaniem dorosłej osoby. Zlepek komórek, który nie ma mózgu i nic nie czuje nie jest człowiekiem. To tak, jakby zarodek znaleziony w jajku nazywać kurczakiem. Drażnią mnie strasznie te wszystkie ulotki i plakaty wywieszane w gablotkach przy kościołach, robiąc ludziom wodę z mózgu i pokazując płód jako takiego dwucentymetrowego mini-niemowlaczka z wykształconym wszystkim. Dlaczego nie pokazuje się nigdzie zdjęć kobiet, które trafiają do szpitali po nielegalnych, czy nawet domowych aborcjach albo noworodków urodzonych z bezmózgowiem czy innymi letalnymi wadami? Może gdyby ludzie zobaczyli, z czym wiąże się całkowity zakaz aborcji zrozumieliby, dlaczego jest to tak ważne i że nie jest to złem.

        • Magda Motrenko

          No, mnie też drażnią te zdjęcia. Rozszarpane kończyny płodów, zakrwawione nóżki, rączki, paluszki… przykry widok, ale co to ma do rzeczy w kontekście aborcji?! Na szczęście zauważyłam, że z roku na rok jest tego coraz mniej.

        • Alicja Kowalska

          Jestem młodą dziewczyną i na razie dokonywanie takiego wyboru na szczęście mnie nie dotyczy.
          Nie mam też nic wspólnego z ciążą z gwałtu, natomiast głoszenie w tej sprawie „nikt nie ma prawa decydować za mnie” jest skrajną hipokryzją. Jeśli nikt nie ma prawa decydować za was, to wypadałoby w tej, jakze marginalnej sprawie (1,8% wszystkich aborcji w Polsce) pozostawić głos tylko kobietom zgwałconym. Ja w każdym razie im go oddaję.
          Pierwszy głos należy do osoby, która została poczęta w wyniku gwałtu. Wara od mowienia kto jest lepszy a kto gorszy, na podstawie jak został stworzony. To zresztą skrajnie zabawne w społeczeństwie, które krzyczy o dyskryminacji na prawo i lewo. Jeśli nie dyskryminujesz z powodu niepełnosprawności czy innej orientacji seksualnej, nie dyskryminuj z powodu okoliczności poczęcia. Niedługo dojdziemy do tego, że na świat mogą przychodzić tylko chciane i wyczekiwane dzieci, a wpadki to po prostu jakaś pomyłka natury i lepiej żeby ich nie było. Gdyby tak było, nie byłoby tu jakiś 3/4 z nas ;p

          http://www.oaza.pl/cdz/index.php/pl/obrona-zycia/512-rebecca-kiessling.html

          • Alicja Kowalska

            Drugi głos oddaję skrzywdzonym kobietom. Może pozwoli niektórym zrozumieć, że dokonywanie aborcji to tylko dokładnie jednego nieszczęścia do drugiego.
            Artykuł jest rzeczowy i zawiera kilka opinii i badań.
            Kluczowy fragment umieszczam poniżej, jako ważny argument w dyskusji.

            „Z badań (…) wypływają zaskakujące wprost wnioski. 70 proc. ofiar gwałtu wybiera urodzenie dziecka zamiast aborcji (nawet gdy jest ona legalnie dostępna). Urodzenie dziecka postrzegają jako przełamanie cyklu agresji, swoiste doświadczenie uzdrowienia z traumy gwałtu. Żadna z kobiet, które zdecydowały się na urodzenie dziecka poczętego w wyniku gwałtu, nie żałowała tej decyzji. Dla porównania 78 proc. kobiet, które dokonały aborcji uważa, że było to najgorsze z możliwych rozwiązań. Wiele z nich zdecydowało się na ten krok, ponieważ były naznaczone przez otoczenie jako „noszące dziecko gwałciciela”. W rzeczywistości to co nazywano „zabiegiem”, tylko pogłębiło ich cierpienie; co więcej, „usunięcie ciąży” odbierały jako powtórny gwałt.”

            http://www.bognabialecka.pl/index.php/artykuly/publicystyka/112-aborcja-dla-ofiar-gwaltu

            Pozdrawiam Was serdecznie
            Alicja ;)

        • Joanna Maria

          Iwonko, a moze bys tak zanim sie wypowiesz, zastanowila sie nad tym: kiedy kobieta dowiaduje sie o ciazy, i czy wtedy mozg juz sie zaczyna rozwijac? Kiedy u embrionu zaczyna sie wyksztalcac system nerwowy? Bo troszeczke piszesz bzdury… 2cm zarodek (jeszcze nie plod), jest juz wyksztalconym „mini-niemowlaczkiem” i wyglada jak mini-miniaturka czlowieczka.
          I nie, nie jestem zwolenniczka calkowitego zakazu aborcji.

      • Joanna Maria

        Abstrahujac od faktu, ze zgwalcona kobieta powinna dostac jak najszybciej hormony zapobiegajace poczeciu, i powinna miec niezbywalne prawo do usuniecia takiej ciazy, chcialabym tylko zauwazyc, ze jestem w 10 tyg ciazy, i wczoraj moj „zlepek komorek” machal raczkami i nozkami oraz przylozyl sobie raczke do buzi.
        Natomiast ludzkie dziecko, lol, godzine zanim sie urodzi, wyglada tak samo jak godzine po.
        Biologicznie plod to plod, jak dla mnie czlowiek we wczesnej fazie rozwoju, dla Ciebie moze nie, ale na pewno NIE jest to „zlepek komorek”, chyba nie uwazales na biologii.

    • Magda Motrenko

      Mnie zastanawia co innego. Przy takiej dostępności pigułek dzień po i 48h po, po jakiego grzyba robić aborcję? Przecież aborcja jest bardziej wyniszczająca dla organizmu.

      • Różne sytuacje się zdarzają. Znam kobietę u której zawiodły tabletki i nawet lekarz nie potrafił powiedzieć dlaczego tak się stało, jeżeli codziennie brała je co do godziny.

        • Ja za to znam kobietę, która o ciąży dowiedziała się w 5 miesiącu, bo tak się składa, że wzięła słynną 48h po i potem jak nie miała okresu, to myślała, że jej się coś rozregulowało po tych tabletkach. W życiu by jej do głowy nie przyszło, że mimo tabletek jest w ciąży. Tym bardziej, że tabletkę zdążyła wziąć, bo w jej przypadku pękła gumka i zadziałała, że tak powiem, od razu.

  • Moje ciało, moja decyzja. Zawsze. Dopóki nie będzie to prawnie ustanowione, to równouprawnienia nie ma nawet w teorii. Aborcja to zawsze wybór, nigdy przymus.

    Dzięki za obecność w sobotę i za wpis, to ważne głosy.

    • Od kiedy „Twoje ciało” ma dwie głowy, dwa serca, cztery ręce, cztery nogi i dwa osobne kody DNA?

      • Jeżeli coś jest w środku mojego ciała, a nie jest moim ciałem, to tym bardziej mam prawo to stamtąd wyciągnąć.

        • „Prawo jednego człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się prawo drugiego człowieka.”
          Aborcja to morderstwo, a nie „wyciągniecie problemu” :( Weroniko, nie wiem czy wiesz, ale w 22 dniu zaczyna bić serce. Ludzkie serce.
          To nie jest „coś” w moim brzuchu.

          • Jeśli uważasz, że definicją człowieczeństwa jest bijące serce, to Twoje prawo. Ale nie narzucaj swojego światopoglądu innym, bo dla mnie to płód bez kory mózgowej i bez możliwości samodzielnego funkcjonowania, który mam prawo ze swojego ciała usunąć jeśli go tam nie chce.

          • Dla mnie to jest gorsze od czegoś. To okropny pasożyt. Z moją bardzo silną dziecięcą i ciążową fobią wolałabym umrzeć niż urodzić dziecko. Jakiekolwiek. Na szczęście mieszkam w fajnym kraju, który bez najmniejszego problemu dopuszcza aborcję na życzenie i większa część społeczeństwa tego broni, mówiąc, że to jest prawo kobiety. Nikt mnie nigdy nie zmusi do urodzenia dziecka z gwałtu. Żaden Jarosław Kaczyński i żadna Beata Szydło.

          • Aleksandra Muszyńska

            W związku z tym jest w porządku zostać męczennicą i wyzionąć ducha, zostawiając na łez padole małżonka i, dajmy na to, dwoje drobiazgu w momencie, gdy donoszenie ciąży naraża na utratę życia. Prawidłowo jest także realizować owoce „wolności”kogoś, kto zastosował najgorszą formę przemocy seksualnej wobec kobiety. Ano co kto lubi, szczęśliwie podobne akty bohaterstwa nie są penalizowane…ale niedopszczalna jest sytuacja, w której kobieta nie może ratować własnego życia i zdrowia, także psychicznego, z powodu czyjegoś niezdrowego fanatyzmu.

        • Otóż to – moje ciało, więc mam prawo decydować, co się w nim znajduje.

  • Aleksandra Muszyńska

    Sporo moich kolegów płci męskiej (podkreślam) po „wypłynięciu” tematu o dziwo powrzucało jakieś przejmujące slogany na memach, które głosiły coś o tym, że „ci którzy popierają aborcję dziwnym trafem zdążyli się już urodzić”. No pewnie. Trudno byłoby spytać o zdanie, dajmy na to, cud narodzin „uratowany” przez profesora Chazana, który urodził się z mózgiem na wierzchu i umierał w męczarniach bólu przez kilka dni.
    W żaden sposób nie pojmuję, jak to jest, że banda nienażartych starców w sukienkach dogadała się z grupą postkomunistycznych ultrasów i wspólnie orzekną, że poronienie może być „umyślnym poronieniem” i nie dość, że kobieta traci dziecko (niejednokrotnie po długo wyczekiwanej, „wystaranej” ciąży), to jeszcze ma mieć z tego tytułu postępowanie karne na głowie.
    To jest skrajne skurwysyństwo, trzeci świat i nikt o ZDROWYCH zmysłach nie powinien się na to zgadzać.

    • Joanna Maria

      Zauwaz, ze aborcja tez nie jest bezbolesna.

      I prosze nie wyciagac pochopnych wnioskow, nie popieram zmuszania kobiet do rodzenia smiertelnie chorych dzieci, o ktorych wiadomo, ze umra niemal natychmiast po urodzeniu.

  • Edzia

    Jestem przeciwko aborcji, ale nie, jeśli donoszenie ciąży zagraża zdrowiu (fizycznemu i psychicznemu) kobiety. Obrona życia to nie tylko obrona nienarodzonego dziecka, ale też obrona kobiety, która ma to dziecko urodzić. To nigdy nie jest łatwa decyzja, ale jeśli trzeba wybrać między dwoma żywotami, to jedyny głos powinny mieć osoby, których to bezpośrednio dotyczy. Jeśli kobieta chce urodzić dziecko, wiedząc, że jej życie/zdrowie (j.w. – fizyczne i psychiczne) jest zagrożone – proszę bardzo. Jeśli nie chce – powinna mieć taką możliwość. Nie rozumiem i nie zrozumiem, dlaczego w takiej sytuacji życie dziecka (które może np. urodzić się martwe/chore/niedługo i tak umrzeć) jest stawiane na pierwszym miejscu. Brońmy życia, tak, ale nie tylko życia nienarodzonego dziecka.

    • Magda Motrenko

      Gdyby wybór był szybki i prosty: albo ratujemy kobietę i dziecko umiera, albo zostawiamy ciążę i przeżywa dziecko, a kobieta umiera, to nikt by nie miał wątpliwości. Zwłaszcza, że przez pół ciąży dziecko bez matki i tak nie da rady. Natomiast to często są delikatne przypadki, gdzie zagrożenie życia procentowo wcale nie jest aż tak duże i po prostu na wszelki wypadek zaleca się przerwanie ciąży. Albo w okresie ciąży kobieta dowiaduje się, że ma raka i im szybciej rozpocznie leczenie chemioterapią, tym większa szansa, że się wyleczy. Ale dziecko chemii nie przeżyje. I wtedy z jednej strony – czy naprawdę np. dwa miesiące robią aż taką różnicę? Może leczenie później? Może urodzić dziecko trochę wcześniej – a nuż da radę w inkubatorze? Potworne dylematy! Natomiast są to śliskie sytuacje, gdzie jest, w gruncie rzeczy, dużo wariantów, i dlatego część osób uwierzyła, że bez sensu dawać kobiecie wybór, skoro może wytrzymać jeszcze miesiąc, urodzić wcześniaka i oboje będą żyli. Niektórzy też nie są w stanie sobie wyobrazić, że można chcieć żyć mając świadomość, że przez naszą decyzję nie żyje dziecko. No i to prowadzi do takiej radykalizacji… Ale już Kościół w przypadku zagrożenia życia matki zostawia kobietom wybór. Niektórzy księża może nie chcą o tym mówić, ale Kościół nie jest tak radykalny, jak mogłoby się wydawać.

      • Aleksandra Muszyńska

        Magda, być może, ale najgłośniej i najbardziej radykalnie zawsze drą się Ci z hierarchów, którzy są największym, najmniej elastycznym światopoglądowo, najbardziej skamieniałym na świecie betonem, na dodatek wątpliwym moralnie. Kiedy widzę ojca Tadeusza to włosy mi zaczynają rosnąć lawinowo, a w piwnicy gniją ziemniaki. Z jakiegoś względu najwyraźniej tej instytucji nie zależy na tym, aby do głosu dochodził jakiś rozsądniejszy reprezentant kleru, co też jest swoją drogą co najmniej dziwne.

        • Magda Motrenko

          Też się dziwię, że wciąż Kościół pozwala niektórym księżom robić taką szopkę. Ale chyba trzeba spojrzeć ponad tym, co się dzieje w kraju. Podejrzewam, że jeszcze trochę czasu minie nim kolesiostwo i zmowa milczenia wśród księży się skończą. Ale póki co warto pamiętać, że Franciszek jest ważniejszy niż ojciec Tadeusz i to jego słów warto słuchać, by nie zapomnieć, że idee Kościoła nie są wcale tak wypaczone, jakby się mogło czasem wydawać :)

      • I to jest dla mnie największy problem – „Niektórzy też nie są w stanie sobie wyobrazić, że można chcieć żyć mając świadomość, że przez naszą decyzję nie żyje dziecko.”
        Tylko dlaczego Ci niektórzy mają decydować za tych, którzy sobie akurat to wyobrażają?
        Serio, dla mnie, choć to jest trochę brutalne podejście, jest oczywiste, że ja jako kobieta jestem w stanie z moim partnerem zrobić (lub chociaż próbować) kolejne dziecko, dwa lub trzy, jeśli będę chciała, jeśli oczywiście wrócę do zdrowia. W innym wypadku jest szansa, że mój partner zostanie z dzieckiem sam i np. będzie obwiniać je o moją śmierć (nie, żeby mój, ale słyszałam o takich przypadkach).

        Ja jestem zdecydowanie zdania, że każdy powinien móc decydować wg. własnego sumienia i własnych poglądów, a nie wg. poglądów innych osób, w dodatku zupełnie nie związanych z daną osobą/rodziną. Bo co tacy księża czy politycy mogą? Będą potem z taką rodziną? Z nią będą przeżywać ich tragedię? Czy Ci „niektórzy” będą? Nie! Więc nie powinni mieć prawa do decydowania.

        • Magda Motrenko

          Wiesz – z drugiej strony są i tacy, którzy nie są w stanie sobie wyobrazić, że aborcja może być traktowana tak samo jak zabójstwo. (Bo w sumie czemu nie robić eutanazji chorym noworodkom, skoro jeszcze przez rok czy dwa i tak nie są świadome swojego istnienia?). I nie ma znaczenia teraz, kto ma rację. Chodzi o sam fakt, że jedna strona nawet w najmniejszym stopniu nie próbuje zrozumieć perspektywy drugiej. To zarzut dla wszystkich, którzy przyjmują radykalne i skrajne stanowiska. Zamiast rozmawiać, jedni na drugich się obrażają (i często obrażają siebie nawzajem). I to jest słabe!

          • Ale ja się temu obrażaniu (się, a nie nawzajem, bo to drugie akurat faktycznie jest słabe) wcale nie dziwię. Weź pod uwagę, że jedni próbują drugim narzucić swoje własne wartości. Ja osobiście bardzo nie lubię, gdy ktoś mi mówi, jak mam żyć, jakie decyzje podejmować. W końcu to moje życie, ja będę ponosić jego konsekwencje, a nie ta „mądrzejsza” osoba.

  • Lena Sobe Mach

    Jakby nie mogli zostawić tej ustawy taka jaka była. Była bardzo kompromisowa. Jestem wierząca i uważam, że jeśli zaszłaś w ciążę z powodu własnej lub partnera bezmyślności – bierz tego konsekwencję, albo jedź do Czech. Jednak we wszystkich przypadkach wymienionych wyżej uważam, że kobieta powinna mieć święte prawo do usunięcia ciąży. Nie wszyscy w Polsce to chrześcijanie i nie uważają aborcji za morderstwo, dlatego rząd nie powinien ewangelizować społeczeństwa nie od tego jest. Mam nadzieję, że ustawa nie przejdzie i będzie tak jak jest teraz.

    • Prawie się z Tobą zgadzam, bo jednak skoro bezmyślni partnerzy zrobili dziecko, to też jednak powinni mieć prawo podjęcia takiej decyzji, jeśli jest zgodna z ich sumieniem. Głupota nie powinna być tu ograniczeniem i formą kary, bo najbardziej ukarane zostanie dziecko, a nie Ci głupi rodzice.

      Jak dla mnie problemem jest to, że nie daje się ludziom prawa do wyboru. Gdyby aborcja była legalna, ktoś kto by chciał się jej poddać mógłby to zrobić, a ktoś kto by jej nie chciał, to nadal nie musiałby jej robić. Każdy według własnego sumienia. Gdy jest zabroniona, osoby, które mają bardziej otwarte podejście do tej kwestii są zwyczajnie zmuszone do czegoś, czego nie chcą.

    • Joanna Maria

      Zwlaszcza, ze „lekarzowi wykonującemu nielegalny zabieg grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Kara grozi również osobie, która nakłoniła kobietę do zabiegu. Natomiast kobiecie nie grożą żadne prawne konsekwencje”.

  • Bardzo nie podoba mi się to, co dzieje się w tym kraju. Mam nadzieję, że ten rząd skończy się szybciej niż się zaczął.
    Co do aborcji. Wszystko mnie teraz dotyka podwójnie bo jestem w ciąży. Wszelkie dyskusje na ten temat wywołują u mnie ogromne emocje i się, cholera, nie zgadzam. Oczywiście nie chodzi o to, żebyśmy sobie usuwały ciążę bo mamy taki kaprys. Bo nagle się odwidziało i jednak może później. Mam nadzieję, że takich kobiet nie ma. Ostatnio zastanawiałyśmy się z koleżanką po co są pierwsze badania prenatalne. Robi się je około 12-13 tygodnia, mają wykryć wady genetyczne płodu (między innymi zespół Downa). Dlaczego te badania są tak wcześnie? Co za różnica czy dowiem się o tym na pierwszym, czy na drugim badaniu? Stwierdziłyśmy, że pierwsze badania są po to, żeby dać kobiecie możliwość zdecydowania o aborcji. Bo to ostatni moment. Dobrze? Dobrze. Najbardziej denerwuje mnie postawa kościoła. Dlaczego ksiądz ma decydować o moim życiu i brzuchu? Czy ksiądz kiedykolwiek położy się na fotelu ginekologicznym i zobaczy na usg swoje dziecko? Usłyszy to małe bijące serduszko i zrozumie, że od tej pory jest to najważniejsze światło, które będzie „zaprzątało” moją głowę do końca życia? Nie.
    Niestety, brak empatii. Dopóki coś mnie nie spotyka łatwo jest mi mówić i decydować. Dopóki ktoś nie zgwałci mojej córki, dopóki moja córka nie umrze dopóty będę głąbem skazującym kobietę na więzienie bo usunęła płód. Ciemnogród i zacofanie. I smutno w sumie.

    • Badanie prenatalne robi się między 11-13 tygodniem, ponieważ jest to najlepszy moment na najdokładniejsze pomiary. Wcześniej lub później ciężko dopasować płód pod jakiś algorytm i wynik mógłby być niedokładny.

      • Magda Motrenko

        To raz, że wychodzą wtedy najlepsze wyniki, a dwa, że są wady, które się leczy jeszcze w okresie ciąży. Operacje na sercu dziecka w 20 tyg ciąży. Robi się takie rzeczy i wtedy im szybciej lekarze będą znać sytuację, tym większa szansa, że uda się zaradzić nieszczęściu. No i rodzicom dziecka nie zaszkodzi, by mieli więcej czasu na przygotowanie się psychiczne. Po jednym badaniu jest drugie, potem trzecie, kontrole, powtórki, kolejki… Nawet gdy nie bierze się aborcji absolutnie pod uwagę, badania warto zrobić w terminie.

        • Joanna Maria

          Badanie miedzy 11-14 tygodniem, raczej nie ma na celu wykrycia niczego, co mozna leczyc, tylko aberracje chromosomowe. Takie jak zespol Downa oraz dwoch innych zespolow genetycznych – Patau i Edwardsa. Owszem doswiadczony specjalista moze juz wtedy wstepnie ocenic budowe serca plodu, badanie na tym etapie nie jest jednak jeszcze miarodajne. Serduszko plodu lekarz ma mozliwosc ocenic ok. 20 tyg. (usg polowkowe).
          Caly dowcip z tymi badaniami prenatalnymi ok. 11-14 tyg. ciazy polega na tym, ze oceniaja one jedynie ryzyko wystapienia danej wady, nie dajac jednoznacznej odpowiedzi. Przy ocenie ryzyka wykorzystuje sie tez inne dane, takie jak wiek kobiety czy miejsce pochodzenia.
          A robi sie je po prostu w tym czasie, bo: Majniaki juz to wyjasnila.
          Ja osobiscie rezygnuje z tych badan. Nie mialabym pojecia, co zrobic, gdyby mi np wyszlo „55% szans na dziecko z zespolem Patau”. A do narodzin dziecka z zespolem Downa, gdy jak wiadomo wszyscy rodzice czekaja na najpiekniejsze i najmadrzejsze dziecko na swiecie, tez nie sadze, ze da sie psychicznie przygotowac. Bo badania nie stwierdzaja niczego jednoznacznie.

    • Joanna Maria

      Oj, nie do konca… po prostu te wady, ktore ma wykrywac badanie miedzy 11-14 tygodniem, sa wtedy najlepiej widoczne…pozniej juz jest male prawdopodobienstwo ich wykrycia. Kazdy tydzien ciazy jest charakterystyczny.
      Tzn. sa wykrywalne, za pomoca innych, bardziej inwazyjnych badan, ktorych sie nie robi bez wskazania, jakim jest usg genetyczne.

      I niestety, sa takie kobiety, ktore robia sobie aborcje, „bo teraz nie”. A dwa lata pozniej sie obnosza, ze zostana matkami.

  • Monika Grzebyk

    Tak, tak. tak!
    To była jedyna manifestacja na jakiej byłam, specjalnie wstałam na 14 (w weekend to problem).
    Bardzo się cieszę, że się do tego odniosłeś, dzięki!

  • Mówiąc o przypadkach ciąż zagrażających życiu inkuba… tzn. kobiety, to moim zdaniem nie można ratować jednego życia kosztem drugiego bez zgodny samej zainteresowanej. Jak komukolwiek w ogóle przeszło przez myślę, że to w porządku kazać kobiecie umrzeć?! A propos hasła o obronie życia – nadziałam się gdzieś na wypowiedź dziewczyny, której mama zdecydowała się przeprowadzić aborcję, bo płód miał bardzo małe szanse na przeżycie, a ona sama mogła umrzeć podejmując ryzyko donoszenia ciąży. Gdyby tak się stało, w najgorszym wypadku umarłaby i matka i dziecko, nie urodziłaby się też dziewczyna, która o tym opowiadała ani jej brat. Czy decyzja podjęta przez kobietę nie była właśnie obroną życia? I jeszcze jeden argument, który bardzo do mnie przemawia, to teoria zmuszania kogoś do oddawania organów innym ludziom. Skoro zgwałcona kobieta ma poświęcać życie dziecku, którego nie chce, to czy pani premier albo któryś z szanownych biskupów mógłby oddać np. serce albo obydwie nerki do przeszczepu? Oczywiście najlepiej osobom nieznajomym, na których im kompletnie nie zależy.

7 grillowych sztuczek, które warto znać!

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z piwem Tyskie i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

Jest kilka nierozłącznych par na tym świecie: Tom i Jerry, kawa i papierosy, Charles Xavier i Magneto, orzechówka i mleko, sandały i skarpety, piwo i grill. Z racji aktualnej pory roku, dziś zajmiemy się tą ostatnią, bo biesiada w plenerze, to coś co tygryski lubią najbardziej. Do tytułu MasterChefa mi jeszcze trochę brakuje, ale znam kilka grillowych sztuczek, które ułatwią Wam pichcenie mięska i relaks. Z warzywami w trosce o własne zdrowie wolałem nie próbować, ale podobno też działa.

Nie przedłużając, ruszamy z koksem, jak to zwykł mawiać Pablo Escobar!

Chłodzenie piwa

Jeśli spadła na nas gwiazdka z nieba i nie dość, że mamy dom to jeszcze ogródek przy tym domu, i nie dość, że mamy ogródek, to jeszcze basen w tym ogródku, to powinniśmy złożyć pączki z adwokatem w ofierze, a zaraz potem wstawić do basenu piwa przyniesione przez gości, bo na 99% nie zmieszczą się w lodówce, a picie ciepłego to jak jedzenie frytek bez soli. Może powodować powikłania.

Jeśli świat kocha nas trochę mniej i nie mamy tego basenu, to w radzeniu sobie z oziębianiem trunków pomaga wanna zalana zimną wodą, a jeśli świat kocha nas jeszcze mniej i nie mamy nawet tej wanny, to zawsze zostaje miska.

Jeśli natomiast robimy grilla w plenerze, to pobliskie jeziorko/strumyk, będzie w sam raz do zadania, a jeśli świat nie kocha nas w ogóle jak Skaza Simby i nieopodal nie ma żadnej wody, to przewijamy do następnego punktu.

Rozkładanie węgla

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale siatki foliowe poza pękaniem w najmniej oczekiwanym momencie mają jeszcze jedno zastosowanie: można ich użyć jako jednorazowe rękawiczki. Rozkładanie węgla na grillu ma to do siebie, że jak byś się nie starał i jak turbo precyzyjnie nie trząsłbyś opakowaniem, w którym jest, to i tak w pewnym momencie będziesz musiał go dotknąć łapą, bo w końcu przypomina Ci się, że musisz położyć pod niego rozpałkę.

Jak to zrobić, żeby nie wyglądać jak górnik po pracy? Założyć na dłoń jednorazówkę, w której przyniosłeś jedzenie.

Rozpalanie grilla

Tę grillową sztuczkę pokazał mi kumpel z Opola w trakcie jakichś prehistorycznych juwenaliów. Bierzesz zwykły długopis za 50 groszy, rozkręcasz go, wyciągasz wkład i dmuchasz w stronę węgielków, które chcesz rozpalić. Brzmi głupio? No brzmi i nawet tak wygląda, ale działa! Przez to, że dmuchasz wąskim strumieniem, a nie szeroko na całe otoczenie, powietrze trafia dokładnie tam gdzie ma trafić i momentalnie rozpala żar do poziomu płomieni. Minuta, góra dwie i grill rozpalony!

Aluminiowe tacki

Nie wiąże się z nimi żadna zajebista historia, ale dzięki temu, że ich używasz, jedzenie tak szybko się nie pali i nie musisz zdrapywać czarnej skorupy, gdy na moment odejdziesz od grilla, a akurat buchnie ogień, bo na węgle ściekł tłuszcz.

Znaczenie jedzenia keczupem

Ona chciała ten chudszy, on ten grubszy, a Monika to w ogóle słabo przypieczony i weź tu teraz ogarnij te kawałki bez pamięci fotogenicznej. Albo która kiełbaska jest czyja. Jest na to sposób, wystarczy powiedzieć, że jesteś śmiertelnie chory i jeśli sam natychmiast nie zjesz wszystkiego, to zaraz będzie trzeba dzwonić po karetkę. Ewentualnie wyprosić wszystkich do domów. Ostatecznie można namazać keczupem pierwszą literę imienia osoby, która rezerwuje dane mięso, ale nie wiem, czy poprzednie rozwiązania nie są lepsze.

Otwieranie piwa bez otwieracza

Otwieranie piwa bez otwieracza to umiejętność, którą nabywa się zazwyczaj w połowie pierwszego roku studiów, jednak wiele osób opuszcza te zajęcia, stąd kilka przykładów jak można to zrobić, nie urywając szyjki butelki.

Technika numer 1: puszką

Jedną dłonią obejmujesz butelkę, tak by palec wskazujący był zaciśnięty tuż przy kapslu, drugą łapiesz pełną puszkę i wciskasz jej krawędź między ów palec i ów kapsel, następnie dynamicznym ruchem naciskasz na nią jakby była dźwignią i gotowe. Wraz z czasem, gdy nabierzesz wprawy będziesz w stanie tym sposobem otwierać piwo jak szampana i strzelać kapslami w gości podjadających Twoje mięso.

Technika numer 2: drugą butelką

Mimo, że ta technika jest bliźniaczko podobna do poprzedniej, to poziom skomplikowania rośnie, ponieważ osobom niezaprawionym w bojach zdarza się źle ułożyć butelki i otworzyć inną niż się planowało. Aby do tego nie dopuścić i nie zafundować trawie i swoim butom kąpieli w piwie, należy zwrócić szczególną uwagę na butelkę, która służy nam za otwieracz i jej kapsel, mianowicie, jego ząbki nie mogą zahaczać o ząbki kapsla, którego chcemy się pozbyć. Jeśli ten warunek jest spełniony, to tak jak wcześniej, wystarczy zrobić dźwignię i wypatrywać tęczy na niebie.

Technika numer 3: kluczem

Wariant dla osób, które wolą otwierać trunki bez wystrzałów. Bierzemy klucz z ząbkami, Gerda i ten od samochodu odpada, podkładamy go od dołu i odginamy ząbki kapsla, obracając drugą ręką butelkę. Mniej więcej tak jak byśmy otwierali konserwę. Mniej efektowne, ale nie trzeba potem szukać kapsla z wykrywaczem metali w trawie.

Owijanie jedzenia folią

Sztuczka ostatnia, ale chyba najważniejsza z całej listy, bo pozwalająca zachować obłędną grillową stylówkę w stanie nienaruszonym. Jeśli nie mamy talerzy, a nie mamy, jeśli nie mamy śliniaków, a nie mamy tym bardziej, jeśli nie mamy tacek, a nawet jak mamy, to to i tak nic nie daje, to żeby nie uświnić się tłuszczem kapiącym z mięska, wystarczy uprzednio opakować je w bułę i całość owinąć folią aluminiową. Działa z kebabem, działa też w przypadku karkówki i pozwala zachować czyste dłonie, koszulkę i spodnie. Z sumieniem bywa gorzej.

To tyle z moich grillowych sztuczek na zostanie plenerowym MacGyverem, jak macie jakieś swoje, to śmiało podrzucajcie do komentarzy!

---> SKOMENTUJ

Czy Polacy potrafią przyjmować komplementy?

Skip to entry content

W marcu prowadziłem akcję #30dniZkomplementami, która opierała się chodzeniu po mieście i mówieniu miłych rzeczy obcym osobom właśnie przez 30 dni, a głównym jej celem było przekazania dobrej energii nieznajomym i sprawdzenie jak na nią reagują. Więcej na temat założeń możesz przeczytać w tekście zapowiadającym wyzwanie/eksperyment, a relacje z poszczególnych dni znajdziesz na Facebooku pod wcześniej wspomnianym hasztagiem.

Dwie rzeczy nie wyszły w trakcie akcji. Po pierwsze, z powodu choroby, która na tydzień przyblokowała mnie w domu, nie byłem w stanie przez równe 30 dni realizować wyzwania. Po drugie, okazało się 14 osób jest maksymalną liczbą nieznajomych, których byłem w stanie skomplementować w ciągu jednego dnia, ponieważ powyżej niej, zmęczenie sprawiało, że wychodziło to nienaturalnie i niewiarygodnie. Przez co, nie byłem w stanie co dzień podnosić poprzeczki o 1 i ostatniej doby powiedzieć coś miłego 30 osobom.

Mimo, że założenia ilościowe w pewnym momencie się rozjechały, to i tak jestem mega zadowolony z tego, jak eksperyment ostatecznie wyszedł, więc czas na podsumowanie i wnioski!

 

Podsumowanie!

23 – tyle dni w rzeczywistości komplementowałem nieznajomych

216 – tyle osób w trakcie akcji usłyszało coś miłego ode mnie

169 – tyle osób zareagowało pozytywnie na ciepłe słowa

107 – tyle osób miało banana na twarzy po usłyszeniu komplementu

107 – tyle raz ja miałem banana na twarzy po zobaczeniu ich reakcji

2 – tyle razy proponowano mi zeswatanie z wnuczką skomplementowanej osoby

1 – tyle razy usłyszałem „spierdalaj”

0 – tyle razy dostałem oklep po skomplementowaniu faceta

 

Wniosek #1: nie potrafimy przyjmować komplementów przy innych ludziach

Gdy podchodziłem do kogoś kto był lub szedł sam i nie otaczał go tłum, nie było problemów – dziękował za miłe słowa i uśmiechał się, często szeroko, dodatkowo się prostując.

Gdy jednak komplementowałem osobę będącą w większej grupie, stojącą z innymi nieznajomymi na przystanku, jadącą pośród obcych ludzi w komunikacji miejskiej, bądź idącą w gęstym tłumie, to już pojawiał się spory problem. W takiej sytuacji komplement okazywał się niechcianym prezentem, z którym kompletnie nie wiadomo co zrobić, ani jak na niego zareagować. I albo był całkowicie ignorowany, byleby na siebie nie zwrócić uwagi, albo na twarzy pojawiał się burak, wzrok momentalnie wbijał się w telefon lub, w przypadku braku telefonu, w ziemię i przez szczękościsk wydobywało się nieme „dzięk…”.

 

Wniosek #2: starsze osoby są spragnione jakiegokolwiek kontaktu

W trakcie dnia, w którym komplementowałem seniorki, każda z nich była tak niesamowicie szczęśliwa z powodu zainteresowania się nią i okazania ciepła, czy sympatii w jakiejkolwiek formie, tak wdzięczna za mało wyszukane „bardzo ładnie wygląda pani w tym kapeluszu”, że uzmysłowiło mi to, jak samotne i pozostawione same sobie są starsze osoby. To niewiarygodnie wzruszające, gdy pani o lasce uśmiecha się do Ciebie, jakbyś spełnił jej najskrytsze marzenie i jednocześnie strasznie przykre, bo znaczy to, że nikt od bardzo dawna nie był dla niej zwyczajnie miły, albo, że w ogóle od nie wiadomo kiedy, nie miała bezinteresownego kontaktu z drugą osobą.

 

Wniosek #3: nastolatki mają problem z komunikowaniem się

Nie wiem do końca, czy to kwestia dzisiejszych czasów, czy tego, że to „taki wiek”, ale dzieciaki w wieku nastoletnim w kontakcie z pozytywnie nastawionym do nich nieznajomym, jedyne co są w stanie zrobić, to rzucić spojrzenie typu „ty chory pojebie”. Może mnie pamięć zawodzi, ale wydaje mi się, że gdy ja miałem dwucyfrową liczbę lat nie byłem, ani też moi rówieśnicy nie byli, aż tak negatywnie nastawiony do obcych.

 

Wniosek #4: bycie miłym dla nieznajomych wkręca

Za pierwszy razem się boisz, za drugim wydaje Ci się to dziwne, za piątym zaczyna Ci się podobać, a za piętnastym jesteś tak wkręcony, że zaczyna to być Twoim codziennym nawykiem. Serio, mówienie miłych słów obcym, a przede wszystkim obserwowanie ich pozytywnych reakcji i tego jak Twoje działanie poprawiło im humor, jest mega wciągające. A w momencie kiedy zrobisz to tyle razy, że przestajesz mieć wewnętrzne blokady i wymyślać wymówki przed nawiązaniem kontaktu z obcą osobą, staje się to codzienną czynnością, która jest równie oczywista, co mycie zębów.

Odpowiadając na pytanie z nagłówka: Polacy potrafią przyjmować komplementy, jednak często mają z tym trudności. A z czego to wynika? Z tego, że za rzadko je dostają.

Gdy zapowiadałem #30dniZkomplementami, wiele osób mi kibicowało, stwierdzając, że to dobry pomysł. W momencie, gdy na Facebooku publikowałem pierwsze relacje, pojawiały się głosy, że to wyzwanie jest inspirujące i że sami pójdą w moje ślady. Bardzo cieszy mnie, że ta akcja może być bodźcem do działania dla innych i mocno trzymam kciuki, aby tak faktycznie było. Czemu? Po pierwsze, więcej pozytywnej energii puszczonej w świat, to więcej pozytywnej energii, która potem z tego świata wróci, każda akcja rodzi reakcję. Po drugie, to jak z każdą inną rzeczą, jeśli ćwiczysz ją jakiś czas, w końcu zaczyna Ci wychodzić i nie sprawia Ci trudności – im więcej inni ludzie będą słyszeć komplementów, tym bardziej będzie dla nich naturalniejsze, że ktoś mówi im coś miłego i tym normalniej będą na nie reagować, bez palenia cegły i zawstydzenia.

Nie wierzę w ogólnokrajową rewolucję i nagłe zmiany mentalności, ale wierzę w efekt motyla i budowania lepszej rzeczywistości cegiełka po cegiełce. Jak właśnie dołożyłem swoją.

autorem zdjęcia w nagłówku jest wiewiorka_wagner
---> SKOMENTUJ

Gdyby nazwy popularnych blogów mówiły prawdę…

Skip to entry content

wpis jest formą prima aprilisowego żartu i absolutnie nie ma na celu obrażenia kogokolwiek

Na pewno kiedyś natknęliście się w sieci na zbiór grafik pod hasłem „co gdyby loga znanych marek mówiły prawdę?”, „szczere slogany” albo coś w tym stylu. W środku były znaki firmowe lub hasła reklamowe produktów, których używacie na co dzień, tyle, że przerobione na „prawdziwe”. W domyśle ujawniające niewygodną prawdę, a w rzeczywistości po prostu śmieszne ze względu na uwydatnienie najbardziej nośnych cech owych produktów. Jako, że lubię wszelkie zabawy językowe i gry słowne, odniosłem ten trend do blogosfery.

Sprawdźcie jak nazywałyby się najpopularniejsze polskie blogi, gdyby mówiły prawdę!

What Anna Wears = What Anna Take Off

Mr Vintage = Sir Baldhead

Krytyka Kulinarna = Krytyka

Maffashion = Missnapchat

Jason Hunt = Fire Place

Blog Ojciec = Mem Tata

Szczęśliva = Klikbaitowa

Fashionelka = Buldożerka

Ekskluzywny Menel = Pospolity Abstynent

Halo Ziemia = Elo Człowiek

Wędrowne Motyle = Ślunskie Rajzy

Wygrywam z anoreksją = Przegrywam z nadwagą

Wyrwane z kontekstu = Cytaty na każdą okazję

Jemerced = Jestmercedesbędziedrugi

Moja Dziewczyna Czyta Blogi = Czytam Blogi Mojej Dziewczynie

AntyWeb = DysOrtografia

Black Dresses = Klasikal Sukienkas

Charlize Mystery = New York Wannabe

MediaFun = SelfieFan

Jak Oszczędzać Pieniądze = Jak Oszczędzać Na Fryzjerze

Segritta = Ciążitta

Macadamin Girl = Epilepsia Chic

Andrzej Tucholski = byłaKultura

Oczekując = Fakturując

Rowerowe Porady = Benzynowe Oszczędności

Pijaru Koksu = Pijaku Hajsu

Szarmant = Garniturant

Jadłonomia = Wegemania

Spider’s Web = AntyAntyWeb

Jestem Kasia = Jestem W Dżinsach

Czas Gentlemanów = Czas Wąsów

Busem Przez Świat = Karolem Przez Media

Street Food Polska = Fat Food Kielce

Stay Fly = …?

autorem zdjęcia w nagłówku jest Christian Schnettelker
---> SKOMENTUJ