Close
Close

Zabiłbyś czyjeś dziecko, gdyby ci przeszkadzało?

Skip to entry content

O ile zazwyczaj łapię dobry kontakt z dzieciakami moich znajomych chodzącymi do podstawówki, o tyle nie jestem fanem małych dzieci, które albo wrzeszczą albo śpią. A już na pewno nie jestem ich fanem w podróży, kiedy w trakcie 3-godzinnego lotu mam zaserwowany koncert acapella składający się z „łeeeeeeeeeeeeee!”. Gdy idę do knajpy na obiad albo do kawiarni popracować, też takie efekty akustyczne jakoś wyjątkowo nie umilają mi czasu. Nie jest również jakąś wartością dodaną kopanie po kostkach w środkach komunikacji miejskiej, przez tych wystających z wózka. Ani, gdy jadę rozpędzony, wskakiwanie mi pod rower na ścieżce rowerowej, przez tych potrafiących już jako tako utrzymać się na dwóch nogach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę opiekunom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to opiekunowie są za nich odpowiedzialni.

Nie odkryłem tu chyba Ameryki, ani nowego pierwiastka na tablicy Mendelejewa, co? Dobra, to jedziemy dalej.

Równie co wrzask małych dzieci, czy upieprzone spodnie od kopania kilkulatka, irytują mnie gówna na trawnikach. Idziesz sobie romantycznie z dziewczyną nad Wisłę, przechodzicie na drugi brzeg, żeby nie przeszkadzali Wam turyści, chcesz siąść z nią na trawie i zrobić jej wianek z koniczyny, a tu klocek. I cały czar pryska, a ona przypomina sobie, że zostawiła czajnik na gazie, mimo, że używa elektrycznego. Czy w ogóle, chcesz się rozłożyć na kocu w Parku Jordana i poczytać „Podręcznik wojownika światła”, a tu muffinek z trochę innej czekolady. Albo jeszcze inna sytuacja, chcesz pojeździć na rolkach wokół błoń, żeby zrobić formę na lato i zawstydzić Chodakowską, suniesz jak szalona, pocisz się jak wariatka i nagle zaliczasz glebę, bo jakieś bydle spuszczone ze smyczy powaliło Cię z zaskoczenia.

Można się wkurwić, co?

Podobnie, gdy jakiś jamnik zeszcza Ci się na wycieraczkę przed drzwiami albo inny pitbull nie pozwala Ci przejść po chodniku, szczekając z aluzją, że jeśli jeszcze trochę się zbliżysz, to odgryzie Ci nogę. Bardzo nie lubię takich sytuacji i zapewnienie właściciela, że „niech się pan nie boi, on nie gryzie” wcale nie pomaga, bo wiem, że to bydle ma ponad 100kg uścisku w szczękach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę właścicielom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to właściciele są za nich odpowiedzialni.

Tu chyba też mapa nie powiększyła się o żaden nowy kontynent i na Nobla także nie mam co liczyć, no nie? To jak jesteśmy zgodni, to nie zatrzymujmy się.

Wczoraj Rafał Masny z youtube’owego kanału Abstrachuje poinformował, że jego pies nie żyje, bo ktoś go otruł. Jakiś podczłowiek nafaszerował kiełbasy trutką i porozkładał na Polu Mokotowskim – ogromnym parku ze stawem, do którego ludzie przychodzą pospacerować, pobiegać, popiknikować. Z kolei w komentarzach pod tą informacją widzowie Rafała pisali, że na pozostałych warszawskich terenach zielonych pojawiały się inne pułapki na psy – kiełbasy nafaszerowane gwoździami i szpilkami. Po to, żeby pies zwabiony zapachem mięsa połknął przynętę, a potem zdychał w katuszach z powodu nieodwracalnego zatrucia albo krwotoku wewnętrznego.

Ja rozumiem, że kogoś wkurwiają psie odchody na trawnikach, ale to jest czyste skurwysyństwo.

Zwierzę absolutnie nie jest winne temu, że zrobiło kupę na polanie w parku, czy nasikało w miejscu, w którym nie powinno, bo jest zwierzęciem i nie zdaje sobie sprawy z norm narzuconych przez ludzi. Realizuje tylko i wyłącznie swoje funkcje życiowe. Nie wypróżnia się w danym miejscu na złość komuś. Za to o tym, gdzie psy można wyprowadzać, a gdzie nie, doskonale zdają sobie sprawę właściciele i to oni są za nie odpowiedzialni. Łącznie ze sprzątaniem po nich. Tak jak opiekunowie ponoszą konsekwencje nieświadomego działania kilkuletniego dziecka. Nawet jeśli jest to działanie doprowadzające do niepohamowanego szału, to nie odpowiada za nie dziecko, a opiekun. I z psami jest tak samo.

Nie próbuję tutaj zrównać zwierząt z ludźmi, bo naturalnie jesteśmy wyżej w tej hierarchii, ale wyżywanie się na czworonogu za coś, czego konsekwencje powinien ponieść jego właściciel jest absurdalne. A karanie go za to długą śmiercią w męczarniach jest chore. Zwierzęta nie zasługują na takie bestialstwo, a już na pewno nie za realizowanie podstawowych czynności biologicznych.

Ciekaw jestem, czy osoba, która zabiła psa Rafała, zabiłaby też dziecko swoich sąsiadów, gdyby za głośno płakało w nocy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest ARTS_fort1fire
(niżej jest kolejny tekst)

37
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
22 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
Chica MalaPionierkaA co ty zrobisz trucicielowi psów? – MrCichyMadixSylwia Marcinek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena Śpiewak
Gość

Co więcej w tym wypadku nikt nie mścił się na konkretnym psie, a na całym gatunku. Wzorowy właściciel psa i równie wzorowy pies może zostać poszkodowany.
Dla jasności, pies chujowego właściciela też nie powinien zostać otruty.

LISU
Gość

„Nie próbuję tutaj zrównać zwierząt z ludźmi, bo naturalnie jesteśmy wyżej w tej hierarchii” – czasami jednak mam poważne wątpliwości, co do tego, kto jest bardziej ludzki. Pies też człowiek.

Madix
Gość
Madix

Ja z kolei nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jako ludzie „naturalnie jesteśmy wyżej w […] hierarchii” nad zwierzętami… dla mnie takie stwierdzenia są równie uzasadnione co: „to naturalne, że kobiety nie mają duszy” w czasach Platona i późniejszych bądź: „to oczywiste, że Ziemia jest płaska” w czasach kopernikańskich ;)

Ot, taka formułka, którą powtarzamy bezrefleksyjnie, nie zastanawiając się nad jej sensem i zasadnością.

Chica Mala
Gość

Obserwując niektórych ludzi (zadziwiająco ich dużo) jestem zdecydowanie zdania, że bardziej ludzkie są zwierzęta…

Aga
Gość
Aga

Janku, w Krakowie też co jakiś czas takie psie smaczki się pojawiają..

Jan Favre
Gość

Nie zdawałem sobie sprawy, bo nigdy nie miałem psa. Współczuję bardzo właścicielom.

Karola Franieczek | Życie Me
Gość

We Wrocławiu jesienią była cała seria. Na wielu terenach zielonych, lubianych przez psiarzy, znajdowano i kiełbasę z trutką i kiełbasę/mięso nabite żelastwem.
Nie wiem, co siedzi w głowach ludzi, którzy robią coś takiego. Moje wyobrażenie tego nie ogarnia.

Aleksandra Maria Najda
Gość
Aleksandra Maria Najda

Miałam dokładnie takie same przemyślenia wczoraj, kiedy się dowiedziałam. Identyko normalnie!

Karo
Gość

Nie chce myślę co by było gdyby to jakieś kilkuletnie dziecko wzięło do buzi, bo jak wiadomo pchają tam co popadnie… Pamiętam jak jeszcze w czasach szkolnych (miałam jakieś 13-14 lat) młodsza koleżanka oświadczyła że wkurwia ją jej pies i dolała mu domestosu do miski z jedzeniem i ponoć robi tak gdy jej się znudzi. To bestialstwo! Za to od kilku miesięcy ktoś próbuje usilnie zadręczyć mi kota i niestety obawiam się że to ta sama osoba która zabiła poprzedniego. Ale nikomu się nic nie udowodni, trzeba by złapać na gorącym uczynku, a czy policja by sie tym zajęła też… Czytaj więcej »

Marta Szatańska
Gość

Zajela! Zgłoszenie przyjąć musi.
Poza tym jest wiele organizacji prozwierzęcych, oni chetnie sie zajmują.

Ruszyła przedsprzedaż mojej nowej powieści!

Skip to entry content

Mija właśnie 7 lat odkąd założyłem bloga i rok odkąd wydałem własną powieść. Jaram się, że w tak piękną rocznicę, mogę Ci powiedzieć, że właśnie oddałem do druku nową książkę!

Przy pierwszej powieści musiałem udowodnić, że potrafię napisać coś dłuższego niż felieton do sieci na 6 000 znaków. „Lunatycy” mieli ich aż 610 000. Przy drugiej, że mam do opowiedzenia więcej niż jedną historię. „To tylko seks” przedstawiania losy 7 bohaterów – 3 mężczyzn i 4 kobiet.

Czego możesz się spodziewać po tej książce? Zapisu doby wyrwanej bez znieczulenia z życia Krakowa.

Kluby, puby, domówki i ludzie szukający rozwiązania swoich problemów. Czy seks okaże się ich upragnionym lekarstwem? Uniwersalną tabletką na ból głowy i duszy? Noc w środku juwenaliów pełna jest wykrzyczanych pytań. Dzień przynosi odpowiedzi, których nikt nie chce słyszeć, nawet gdy są wypowiedziane szeptem. Czy uwierzysz bohaterom, przekonującym siebie nawzajem, że „to tylko seks”?

Jeśli brzmi intrygująco i chcesz poznać więcej szczegółów, to zapraszam na www.ToTylko.pl – w ramach przedsprzedaży cena jest niższa o 9,90zł (koszt wysyłki kurierem), a każdy zamówiony egzemplarz zostanie opatrzony moim podpisem (oczywiście, jeśli ktoś życzy sobie bez, to również do zrobienia).

Beng!

Cześć, zawsze chciałem Cię poznać!

Skip to entry content

No, hej!

Ty wiesz o mnie całkiem sporo, ja o Tobie tyle co nic, a chcę to zmienić i dowiedzieć się ciut więcej, niż to, że gustujesz w dobrych blogach. Ostatnie badanie czytelników było ponad rok temu, co w dobie internetu, znaczy, że to tak jakby było w mezozoiku.

W ciągu tych 365 dni zmieniło się wszystko. I urządzenie, na którym przeglądasz internet, i sposób w jaki zamawiasz taksówkę, i sposób wyrażania emocji na Facebooku, i Twoje zdjęcie profilowe i mój szablon. Zmieniłem wiele w swoim podejściu do blogowania, 3-krotnie mieszkanie i raz oprawki. I Ty też się zmieniłeś, bo nie zmienia się tylko mina Romana Giertycha, a ja bardzo chcę wiedzieć kto siedzi po drugiej stronie internetu i czyta to, co na samym początku docierało tylko do dwójki współlokatorów w akademiku i piątki przyjaciół z liceum.

W badaniu znajdziesz pytania, które mogą Cię zaskoczyć, ale założę się o dobrego burgera, że mnie jeszcze bardziej zaskoczą Twoje odpowiedzi. I będę wdzięczny za każdą jaka by ona nie była. Ankieta jest w pełni anonimowa, żebyś nie czuł oporów przed powiedzeniem mi najbrudniejszej czystej prawdy i zasugerowaniem, żeby odpuścił pisanie i zajął się skręcaniem meblościanek. Albo wyznaniem miłości, to też nie jest zabronione.

To jak, powiesz mi kim jesteś i co myślisz?

(jeśli ankieta się nie ładuje, kliknij tutaj)

Dzięki za zaangażowanie i dojście do tego momentu! Jeśli chcesz wiedzieć co o sobie powiedzieli współczytający, wpadnij na bloga za tydzień, będą wyniki.

Przechodziłem wczoraj przez Galerię Krakowską, a w zasadzie to przedzierałem się, bo niedziela, to ludzi gęsto jakby za darmo długopisy rozdawali, i wpadłem na pewną parę. A w zasadzie, to ona wpadła na mnie. Pretendująca miss osiedla i rycerz ortalionu byli tak zaaferowani zakupami, a konkretnie tym, gdzie ich nie zrobią, że, jak to się po staropolsku mówi, wjechali we mnie jak motor w kury. Dzięki czemu miałem okazję usłyszeć ich kwiecisty dialog i zapoznać się z nie mniej barwnym światopoglądem.

– Dobra, spierdalam na kwadrat.

– Ale jeszcze dżinsy.

– Masz od chuja dżinsów.

– Dla ciebie trepie. W następnym tygodniu idziemy do Robka na chrzciny, musisz jakoś wyglądać.

– To co ty myślisz, że ja dżinsów nie mam?

– Błagam, to co ty masz, to są szmaty, a nie dżinsy, będzie cała moja rodzina, kumasz? Musisz mieć nowe, żeby przypału mi nie narobić. O! Berszka, chodź!

– Tutaj? Pojebało cię? Mam wyglądać jak te pedały w rurkach?

– No racja, to do Rezerweda.

To określenie – „pedały w rurkach” – przeniosło mnie pamięcią do czasów nastoletnich, kiedy to zarzucenie osobnikowi płci męskiej niemęskości było najgorszą możliwą obelgą, zdecydowanie dotkliwszą niż najwymyślniejsze porównanie do narządów rozrodczych. Po pierwsze, uważano, że facet jest wartościowy wtedy i tylko wtedy, kiedy jest męski, bo w przeciwnym wypadku powinien trwale wycofać swoje geny z puli i nie męczyć świata swoją obecnością. Po drugie, wśród młodzieży panowało głębokie przekonanie, że wszyscy homoseksualiści są absolutnie zniewieściali i w żadnym aspekcie życia nie wykazują cech męskich, będąc na dobrą sprawę kobietą z nadprogramową skórą między nogami.

Kipiący testosteronem drwal, otwierający piwo oczodołem i żujący pszczoły z kłosami pszenicy, gdy miał ochotę na kromkę z miodem, był jedynym właściwym wzorem samca.

I w interesie każdego chłopca przed 20-tką było dążenie do tego ideału. Albo przez prawilne chodzenie na siłkę, albo przez prawilną monochromatyczną stylówę we wszystkich odcieniach szarości, albo przez publiczne piętnowanie wszelkich odstępstw od owego ideału. Dlatego, w tamtych czasach, wielu emo, a dziś, wielu hipsterom dostawało i dostaje się od „pedałów w rurkach”.

Szydzenie z jaskrawych odstępstw od jedynego słusznego zestawu męskich krojów i kolorów, było tak powszechne, że naprawdę trudno było znaleźć nastolatka, który odnosiłby się do tego w inny sposób. I ja nie byłem tu wyjątkiem. Tak stereotypowe i ograniczone myślenie pokutowało u mnie jeszcze długo po zakończeniu liceum, a u niektórych niestety wciąż się nie skończyło i nie zapowiada się na zmianę.

Wyjść poza idiotyczne przekonanie, że prawdziwy facet to macho w macho stroju z macho postawą ciała i z macho spojrzeniem, pomogła mi wyprowadzka z domu i życie na własny rachunek. Bo widzisz świat gówno obchodzi, czy chodzisz w tęczowym sweterku i spodniach węższych niż horyzonty posłanki Pawłowicz. Świat ma to w dupie. Świat nie daje nikomu premii za prawilny spodzień, obuw, czy fryz. Świat nie podwaja pensji za niepedalską stylówę. Świat ma ją w dupie. Tak jak i całego Ciebie, dopóki nie zrobisz czegoś, żeby ten świat zaczął o Tobie mówić. Więc powinieneś mieć w tym samym miejscu wszystkich tych, którzy mają problem z tym jak wyglądasz.

Długo szukałem zgrabnej, ładnie brzmiącej i jeszcze mającej pokrycie w rzeczywistości definicji „prawdziwego mężczyzny”, ale nie ma jednego uniwersalnego przesłania, które byłoby prawdziwe dla wszystkich. No, może poza tym, że prawdziwy mężczyzna ma w dupie to, czy ktoś uważa go za prawdziwego mężczyznę.

Wychodząc z kokonu dużego chłopca i przepoczwarzając się w małego mężczyznę nabrałem silnego poczucia męskości, bo w końcu zdefiniowałem czym ona jest. Sprowadza się ona dla mnie do dwóch spraw: zaradności i działania. W moim postrzeganiu świata nie ma znaczenia, czy facet chodzi w rurkach, leginsach, czy plisowanej spódnicy. Istotne jest, czy potrafi rozwiązywać problemy, czy tylko załamywać ręce i czy robi to, o czym mówi, czy tylko pozostaje na mówieniu.

Co to za facet, co przerywa marsz, gdy tylko zaczyna się pod górkę?

Co to za samiec alfa, co zostawia kobietę z dzieckiem, bo bycie fundamentem rodziny jest trudniejsze niż beztroskie singielstwo?

Co to za gość, co mówi o zbudowaniu pałacu, ale zapału nie starcza mu nawet na postawienie szałasu?

Co to za mężczyzna, co godzinami opowiada o tym, co by zrobił, ale jest zbyt leniwy by zakasać rękawy i wziąć się do działania?

Dla mnie marny, bo pokonywanie przeszkód, które ustawia na mojej drodze życie i materializowanie planów uznaję za miarę męstwa. A nie zastanawianie się, czy mam mniej lub bardziej heteroseksualną stylówę. Ale to dla mnie, dla Ciebie może być zupełnie inaczej, możesz cenić inne zachowania i wyznawać inne wartości. Bo czemu każdy facet nie miałby mieć swojej definicji?

Niestety, wciąż najczęściej przyjmowaną jest ta opierająca się na pozorach i gloryfikująca kult siły, co jest wyjątkowo złudne. Nie żyjemy już w czasach kamienia łupanego, gdzie obwód bicepsa świadczył o zaradności mężczyzny i o prawdopodobieństwie przyniesienia pożywienia do domu. Żyjemy w czasach, gdzie osiłki utrzymują się z zapomogi, dorabiając grosze na czarno i mieszkają z matkami do 40-tki. To znaczy dopóki te nie umrą. W czasach, gdzie prawnilniacy są życiowymi nieudacznikami, niepotrafiącymi wyprać sobie majtek i skarpetek i ugotować niczego poza wodą na herbatę. W czasach, gdzie pedały w rurkach robią kariery, otwierają swoje biznesy, zarabiają pieniądze, mają piękne kobiety, zakładają rodziny i latają na Malediwy. Bo liczy się zaradność i działanie, a nie rozmiar spodni.

Nie podoba mi się wizualne zrównywanie obu płci.

Nie podoba mi się też trend na zapuszczanie brody Świętego Mikołaja z dziewiczego zarostu.

Nie podoba mi się robienie z ciała ostatniej strony zeszytu, tatuując je w przypadkowe obrazki z Pinteresta.

Nie podoba mi się też robienie z ciała poduszki na igły, kolczykując je w każdym możliwym miejscu.

Nie podoba mi się chodzenie w trampkach zimą, ani w Air Force’ach latem.

Nie podobają mi się ludzie w koszulkach z głupimi napisami, ani ludzie w koszulkach z wulgarnymi napisami, ani ludzie w koszulkach wygrzebanych z kosza PCK.

Jest w cholerę rzeczy, które mi się nie podobają i wśród nich też są kolesie w rurkach. Ale nie określam niczyjej męskości na tej podstawie, bo cytując Sokoła „ja w różowym swetrze nadal jestem mężczyzną, a pizda ze złotą ketą nadal jest pizdą”.

autorem zdjęcia w nagłówku jest amydykstra