Close
Close

Co zrobić, gdy przez przypadek pokażesz penisa na Snapchacie?

Skip to entry content

W weekend jednemu ze zwycięzców Top Model przydarzył się przykry wypadek – chciał wysłać zdjęcie swojego penisa znajomemu, a przez przypadek wysłał go do wszystkich obserwatorów na Snapchacie. Cóż, wpadka przykra jak rysa na nowy aucie, ale kto nigdy nie wysyłał swoich nagich zdjęć przez sieć, niech pierwszy poda pin do swojego telefonu. No dobra, ja swój mogę podać (1111, tylko nie mówcie nikomu, dobra?), bo nie zdarzyło się nawet raz, żebym za pomocą sieci chwalił się komuś swoim sprzętem (inna sprawa, że nie ma się czym chwalić) i tyle samo razy zdarzyło się, żeby ktoś przesłał mi swoje wdzięki przez internet (w sumie nie dziwię się, z taką aparycją, też bym sobie nie przesłał), ale mam kolegów (część podrywaczy, część po prostu youtuberów), którzy notorycznie dostają na Snapie jakieś gołe cycki. A czasem również penisy, co jednak woleliby wymazać z pamięci.

Osobiście jestem zdecydowanie przeciwny postępującemu szczuciu cycem, epatowaniu golizną od reklam kiełbasy, po wyzwania na YouTube i czuję zażenowanie za każdym razem, kiedy szafiarki pokazują dupę, żeby zebrać trochę lajków, jednak przez tak powszechną nagość nie powinno nas już ruszać zdjęcie gołego prącia na Snapchacie. A jednak rusza, bo cały czas się okłamujemy i udajemy, że nitka zakrywająca otwór odbytu to majtki, a piersi składają się tylko z sutków, więc śmiało można pokazać wszystko poza nimi, uznając, że nie są gołe. Czego świetny dowód dała ostatnio Kim Kardashian, wrzucając na Instagram samojebkę, na której zakrytą miała tylko pochwę i trochę sutków, w związku z czym, wszyscy uznali, że w takiej sytuacji absolutnie nie jest naga i podali zdjęcie dalej. Jednak nastoletni uczestnik Top Model nie zasłonił ujścia cewki moczowej swojego członka, udając, że jest ubrany, tylko pochwalił się nim w całej okazałości, co zaowocowało nagonką i aferą.

Co zrobić w takiej sytuacji? Co zrobić, gdy chciałeś po bożemu wysłać zdjęcie swojego wyciora w prywatnej wiadomości do ziomka z urologii, żeby powiedział Ci, czy nie złapałeś czegoś przy ostatnim przeczyszczaniu komina, ale pojebało Ci się i puściłeś to na „mystory” do całego świata? Opcji jest kilka, rozważmy wszystkie po kolei.

Usuń to!

Jeśli kliknięcie nie w to co potrzeba, było po prostu wynikiem grubych palców i już w chwili publikacji zdałeś sobie sprawę z sabotażu, jakiego dokonałeś na samym sobie, to może uda Ci się usunąć foto w stroju Adama, zanim ktokolwiek je zobaczy. Jeśli jednak masz wyjątkowo wielu obserwatorów (więcej niż 7) albo masz równie słaby refleks, co ogarnięcie i zorientowałeś się dopiero po kwadransie, to zrzuty ekranu z widokiem zarezerwowanym dla tej jednej jedynej, krążą już po sieci jak legenda o kolesiu wyrzuconym w kartonie przez okno w ramach „misji na Marsa”.

Powiedz, że to nie Twój penis tylko kolegi

Klasyczna ściema. Do końca gimnazjum zawsze, gdy zrobiłem jakiś przypał ściemniałem, że to nie ja tylko kolega. Albo gdy na wychowaniu do życia w rodzinie chciałem zadać niewygodne pytanie, typu „czemu Matka Ziemia, skoro ma jądro?”, zawsze wkręcałem, że to kolega pyta. Taki wałek przechodzi tylko u osób z IQ poniżej 80, tak że (w zależności do tego jak inteligentnych masz znajomych/widzów) może zdarzyć się, że ktoś tego jednak nie łyknie.

Powiedz, że to atak hakerski

U (choć trochę) znanych osób może przejść, ale normalsi nie mają szans. W czasach Gadu-Gadu kiedyś pomyliłem okna i zamiast kumplowi z klasy napisać, że z Marzeną znaleźliśmy wspólny język, wysłałem do wspomnianej wcześniej niewiasty wiadomość o treści „dobra stary, wróciłem, z cycków 10/10, ale całuje się jakby niewidomy po ciemku węgla szukał, nie polecam”. Dziwnym trafem nie chciała uwierzyć, że ktoś włamał mi się na kompa i to wcześniej, to na pewno nie ja.

Powiedz, że to ironicznie i dla beki

Tak jak hipsterzy noszą chujowe koszulki ironicznie, tak jak internetowe trolle obrażają Jana Pawła II dla beki, tak Ty możesz powiedzieć, że pokazałeś przyrodzenie w formie abstrakcyjnego żartu, a jak ktoś tego nie zrozumiał, to najwyraźniej jest ograniczony umysłowo. To nic, że 99% Twoich odbiorców tego nie zrozumie (bo co tu jest do rozumienia?), ważne, że w swoim mniemaniu będziesz mistrzem żartu, śmisznijszym niż Tadeusz Drozda.

Zapadnij się pod ziemię

Będąc nastolatkiem wielokrotnie próbowałem opanować sztukę dematerializacji, najczęściej właśnie po skompromitowaniu się na forum publicznym, jednak pomimo wymawiania zaklęć (głównie z podwórkowej łaciny) nigdy operacja ta nie zakończyła się sukcesem. W przypadku zrobienia sobie siary w świecie wirtualnym masz o tyle łatwiej, że z niego faktycznie da się zniknąć po prostu usuwając konto, czy to na Facebooku, czy Instagramie, czy właśnie Snapchacie i (jeśli tylko nikogo nie zamordowałeś) jest duża szansa, że to co tam zrobiłeś nie przeniesie się na świat realny. Możesz zamknąć komputer i wyjść na zakupy do spożywczaka, jakby nie stało się nic.

Tyle, że jeśli budowałeś w sieci jakiś czas społeczność i masz już tych 15 obserwatorów, to szkoda byłoby ich tracić i całą tę pracę spuścić w zsypie przez jedno potknięcie, co nie?

Przyznaj się do wpadki i przeproś

Wcześniej śmieszkowaliśmy, a teraz pełna poważka.

Najlepszym wyjściem z tego typu sytuacji jest po prostu oficjalne przyznanie się do niej. Mleko się rozlało i nie ma co iść w zaparte, że to białkowa metoda polerowania podłogi. Albo, że akcja nie miała miejsca i cały czas jest w lodówce, czekając na otwarcie. Stało się, to się nie odstanie, trudno, masz nauczkę, żeby na drugi raz nagie fotki wysyłać gołębiem pocztowym albo, jeszcze lepiej, nie robić tego wcale, jednak jeśli chcesz uciszyć bieżącą aferę, po prostu przyznaj, że to pomyłka. I tyle. Serio, każdy popełnia błędy i nie ma ludzi bez skaz na wizerunku, nawet Radek Kotarski kiedyś powiedział słowo na „k”. Co prawda kończyło się na „urczę”, ale jednak.

Powiedz jaka była prawda, a utniesz spekulacje i zamieszanie wokół Twojej osoby, bo to do czego wszyscy Twoi fani-inaczej będą chcieli dotrzeć, dostaną podane na tacy, w związku z czym będą musieli zająć się inną aferą, bo tu już nic nie będzie do roboty. Tak więc, przyznaj się i przeproś. Ale nie przepraszaj za to, że miałeś ochotę na pokazanie nagości komuś ze znajomych, tylko za to, że mogły się na nią natknąć osoby niepełnoletnie, które nawet na lekcjach biologii mają listki na modelach anatomicznych.

Bohater dzisiejszego tekstu zachował się właśnie w ten sposób, za co szacunek i duża piątka dla niego. A dla całej reszty mam nadzieję, że wyniknie z tej sytuacji jakaś nauka. Na przykład taka: nie wysyłaj przez internet prywatnie niczego, czym nie chciałbyś się pochwalić publicznie.

autorem zdjęcia w nagłówku jest yaybiscuits123
---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Aleksandra Muszyńska

    Uee tam,zapomną. Za tydzień Natalia Siwiec na otwarciu masarni „Sztuka Mięsa” w miejscowości Stare Juchy, przecinając wstęgę z motywem paska bekonu przypadkiem przetnie również wiązania swojego różowego gorsetu, ukazując światu dwa szwarne cycki. I znowu będzie o czym mówić. Powyższe zastąpi chwilowo pana z Top Model oraz jego penisa, by za chwilę zostać z kolei zastąpione Rafałem Maślakiem, który podczas zbiorowego sadzenia jodełek w szkółce leśnej ‚Wiewiórka” w miejscowości Niemyje-Ząbki upadnie na mordę i fiknie nogami, ukazując światu przez nogawkę powiewnych lnianych bermud ewidentny brak bielizny etc., etc.
    A swoją drogą trzymanie zdjęć swoich drugorzędnych (bądź trzeciorzędnych – w przypadku lasek) cech płciowych na komputerze, dysku Google, smartfonie bądź czymkolwiek innym, do czego ktoś biegły w komputerach bardziej niż tylko na poziomie „włącz-wyłącz” może się dość sprawnie dobrać zawsze wydawało mi się sporym aktem odwagi…Z moim szczęściem i znajomością nowoczesnych aplikacji typu Snapchat moje zdjęcia tego typu (no,nie zdjęcia penisa,oczywiście)- gdybym je miała- poszłyby w Polskę jakieś trzynaście milisekund po tym,jak pełna grozy powiedziałabym „Ojej, nie miało być, że do wszystkich…”.

  • Ech, a kiedyś ludzie przejmowali się wysłaniem smsa nie do tej osoby:) Przyznaję się bez bicia, sprawdziłam w necie, kto go pokazał i przykre, że taki szum się z tego zrobił. Tak, czy inaczej, chyba nie skuszę się na używanie Snapa:)

    • Dot

      No właśnie, kiedyś było inaczej. Jak to czasy się zmieniają… ;)

  • Wyjątkowo trafne rady:) Uwielbiam! od razu humor mi się poprawil:)

  • han

    „na której zakrytą miała tylko pochwę i trochę sutków” – nie wiem, może to celowy zabieg z Twojej strony (nie widziałam rzeczonego zdjęcia) ale pochwa to jest to w środku, czego nie trzeba zakrywać, bo w zasadzie trzeba by się nagimnastykować, żeby pokazać :P

  • Posikałam się ze śmiechu :D wrzuciłabym relację na snapchata, oczywiście z zasłoniętą cewką moczową, ale jeszcze się nie dorobiłam tego medium społecznościowego. Janku, dzięki Ci za takie teksty! Rozweselają mój melancholijny poranek. Mimo, że really nie wiem, o jakim penisie mowa, tak dalece ignoruję świat popkultury.

    • Pissing na Snapie? No, to mógłby być hit, czekam chociaż na jakąś zajawkę na Insta!

  • Ja to się dziwię bardziej, że kogokolwiek w dzisiejszym świecie interesuje czyjś penis do tego stopnia, by robić z tego aferę.

    • Bo to nie był „czyjś”, tylko „tego kolesia z telewizora”. Mój by pewnie nikogo nie interesował :(

      • Zakładam, że ten penis wygladał jak miliony innych bez względu na to do kogo należał. A może to ze mną jest coś nie tak, że penisy panów z telewizora mnie nie interesują.

      • Ty też jesteś znany, więc pewnie kogoś by zainteresował:)

Najlepszy środek antykoncepcyjny? Weekend w hotelu z dziećmi

Skip to entry content

Byli ze sobą na tyle długo, że pamiętali nie tylko swoje pierwsze, ale i drugie imiona, znali tak dobrze, że wiedzieli już po mowie ciała, kiedy które z nich kłamie, i kochali tak bardzo, że akceptowali swoje najbardziej ześwirowane dziwactwa. Na przykład to, że ona nie była w stanie zasnąć, jeśli nie umyła wszystkich blatów i nie poodkurzała przed spaniem i to, że on zawsze prosił o frytki na osobnym talerzu w IKEI, żeby przypadkiem nie zalały się sosem z klopsików. Choć w sumie to nic, prawdziwym wyznacznikiem ich poziomu zakochania, był fakt, że gdy żartowali na temat tego, że będą mieli razem dziecko, żadne z nich nie dostawało ciarek przerażenia na całym ciele i nie zaczynało instynktownie biec w ciemności w bliżej nieokreślonym kierunku, byle tylko uciec od tej wizji.

Oboje pracowali, jak przystało na dorosłych, poważnych i odpowiedzialnych ludzi, 5 dni w tygodniu, po przynajmniej 8 godzin dziennie, tocząc heroiczną walkę ze wszystkimi wyzwaniami, za które im płacili. Które nie raz wyczerpywały ich jak utrzymanie porządku w kawalerce, więc gdy już czuli, że ich baterie padają i potrzeba regeneracji, a przynajmniej przerwy, on wpadł na pomysł. „Genialny w swej prostocie”, jakby to zaskreczował DJ Adamus w programie Jakuba Wojewódzkiego. Pomysł ten brzmiał: jedźmy na weekend w góry!

Przyznacie, że genialne, prawda? Ona, nie mając za bardzo wyjścia, również przytaknęła i z radością zaczęła przeglądać z nim hotele, żeby znaleźć ten jeden jedyny najjedyńszy, w którym poczują się jak królowie, jak Książę William i Księżna Kate. Tyle, że bez tłumu gapiów przed wejściem i dzikich paparazzi na drzewach. I znaleźli! Dziewięciopunktowy w skali Bookingu, czterogwiazdkowy w skali astronomicznej i zajebisty w skali ich własnej. Zarezerwowali, namalowali w swoich głowach pejzaż górskiej sielanki, z dala od miejskiego zgiełku i sąsiadów na przemian katujących ich audycjami Radia Maryja i rozklepywaniem mięsa na schabowe, i wyczekiwali dnia, gdy białe górskie pasmo rozciągnie przed nimi niezmącony spokój.

W końcu ten moment nastał, spakowali do walizek wygodne ciuchy na lenienie i wycięte na zbliżenie, wsiedli do auta i śpiewając wodny przebój Lykke Li, ruszyli w stronę górskich źródeł!

Po dotarciu na miejsce, odebrali karty do swojego pokoju, wjechali na 3 piętro, szybkim ruchem ściągnęli kurtki i buty, i wskoczyli na łóżko, ze zwinnością urwisów, które w dzieciństwie zarwały niejeden stelaż, rozkoszując się odprężającym widokiem białych szczytów za oknem. Było dokładnie tak jak sobie zaplanowali: spokój, przyroda i tylko ich dwoje. Do momentu, aż nie usłyszeli przeraźliwego ryku, rozdzierającego ciszę jak Rejtan szaty. Autorem tego szlachtującego membrany popisu wokalnego nie był ani niedźwiedź napadający na turystów, ani turyści uciekający przed niedźwiedziem, ani nawet jeleń grzebiący z nudów w ziemi. Tak przeraźliwy i niemożliwy do pohamowania dźwięk, mogło wydać z siebie tylko jedno zwierzę: dziecko!

Beczące dziecko w pokoju nad nimi sadystycznie zabiło atmosferę intymności, sprzyjającą zdobyciu innych szczytów niż górskie, ale nie poddawali się. Przed wyjazdem zaplanowali, że odpoczną i mieli zamiar dopiąć swego, nawet, gdyby mieli się od tego zmęczyć. Postanowili skorzystać z innych niż łóżko atrakcji hotelowych, przebrali się w mięciutkie szlafroki i zjechali windą na basen.

Na basen, na którym aż roiło się od dzieci, jak od piranii w Amazonce. Skakały z brzegów, biły się piankami, rzucały piłką i pływały w kółkach. Wszędzie! Rycząc wniebogłosy w trakcie wykonywania każdej z tych czynności. I będąc w bezruchu zresztą też. Widok tego oczka wodnego w pełni opanowanego przez mikrusy między drugim, a jedenastym rokiem życia, nieprzestrzegające żadnych zasad BHP, nie mówiąc już o zwykłym pożyciu międzyludzkim, wyglądał jak plan zdjęciowy nowego horroru Hitchcocka. W momencie, gdy jeden 5-latek myśląc, że Jego noga jest dziecioprzepuszczalna, rozpędzony odbił się od niej lądując na płytkach z charakterystyczną pieśnią na ustach, którą fonetycznie można zapisać jako „łeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee”, a drugi, zapominając, że nie jest na wuefie w szkole i nie gra w zbijanego, trafił Ją mokrą piłką w głowę, Oboje stwierdzili, że przegrali tę walkę i czas na kapitulację.

Nie odpuszczali jednak wojny, wciąż wierząc, że są w stanie wygrać ten spór o odpoczynek. Było jednak zbyt późno na wycieczkę po którymś ze szlaków, a też nie po to przyjechali na łono natury, by chodzić po knajpach, więc zdecydowali się na ostatnią dostępną opcję – partyjkę bilardu. Wszak była to gra tylko dla dorosłych, ze względu na jej niebezpieczeństwo związane ze śmiercionośnymi bilami napędzanymi przez cyklopogenne kije. I fakt, że żeby dosięgnąć do stołu, trzeba mieć te metr sześćdziesiąt.

Wjechali więc na poziom z kawiarnią, którą otaczał taras widokowy i gdy tylko drzwi od windy się rozsunęły, ich oczom ukazał się batalistyczny krajobraz rodem z „300”. Chłopiec w bluzie z Kaczorem Donaldem wspinał się na stół z uzami, trzymając pod pachą kij, którym ciągle coś strącał, natomiast dziewczynka z niebieską kokardą we włosach ciągnęła go za nogę, próbując sprowadzić na ziemię. Wiedzieli, że lada moment dojdzie do rozlewu krwi, więc żeby nie być tego, świadkami wcisnęli guzik z cyfrą „3” na tablicy w windzie i wrócili do pokoju. – Jutro też jest dzień – rzucił z troską On do Niej, gdy przymierzała się do wzięcia rozpędu i uderzenia głową w ścianę, po czym poszli spać, licząc, że jutro faktycznie będzie lepiej.

Noc upłynęła spokojnie, blask księżyca wpadał im przez okno oświetlając stolik z niedopitym winem musującym, jednak poranek przyszedł wcześniej niż się spodziewali. O 6:30 w pokoju nad nimi włączyła się ta sama syrena alarmowa, która roztrzaskała w drobny mak atmosferę zbliżenia dzień wcześniej. Półprzytomni, wątpiąc, że ktoś na małoletnim tenorze wciśnie przycisk pauzy, zwlekli się z łóżka i oddali się rytuałowi porannej toalety, przy akompaniamencie tupotu małych stóp dobiegającym z korytarza.

Czyści i pachnący, z resztkami nadziei na romantyczny weekend, zjechali na poziom -1, do sali jadalnej na śniadanie, licząc, że ponakładają sobie naleśniki ze świeżymi owocami i miodem, na które w ciągu tygodnia nigdy nie mają czasu, i tym razem nie zastali bitwy Spartan pod Termopilami. Nie. To co wyświetliło im się na siatkówkach oczu było prawdziwą bitwą o Śródziemie z „Władcy Pierścieni”. Oddziały szkrabów, jak rozjuszone byki, atakowały wszystko co było w zasięgu ich głów, siejąc popłoch wśród cywili, szturmowcy, sięgający głowami ponad blaty z jedzeniem, przejmowali teren dekorując rozpaćkanymi pomidorami i Nutellą otoczenia wokół siebie, a cała ta batalia odbywała się przy gorliwym dopingu nowo narodzonych.

On i Ona wzięli w dłoń po bułce i oscypku i ewakuowali się z powrotem do windy, najszybciej jak tylko było to możliwe.

Gdy w końcu nastała niedziela, dzień wyjazdu i powrotu do normalności, pakując swoje walizki do samochodu płakali ze szczęścia, ciesząc się, że już nikt nie obudzi ich niekontrolowanym płaczem w środku nocy i przyrzekli sobie jedno: koniec z seksem. Przynajmniej dopóki nie przejdzie trauma.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Team Dalog
---> SKOMENTUJ

Skąd się biorą szczęśliwe pary?

Skip to entry content

„Skąd biorą się szczęśliwe pary?” – to pytanie prędzej czy później zadaje sobie każdy notoryczny singiel. Jak to się dzieje, że jedni są dopasowani do siebie jak puzzle, a drudzy jak skarpety do sandałów. Czemu jedni wyglądają jak dwie połówki tego samego owocu, a drudzy jak dwa lewe buty? Co sprawia, że mężczyzna z kobietą potrafią się wzajemnie uzupełniać, nie tylko fizycznie, ale osobowościowo? Że rozumieją się, dogadują i wspierają na różnych płaszczyznach życia? Jak to się dzieje, że jeden związek tętni miłością, drugi wzajemnymi pretensjami, a trzeci czystą apatią i zrezygnowaniem?

Ja też zadawałem sobie te pytania latami, szukając odpowiedz po omacku, powoli rozświetlając mrok tego zagadnienia doświadczeniami, aż wszystko stało się jasne.

Przede wszystkim trzeba poznać siebie

Trudno szukać współmurarza do budowania czegoś stałego, jeśli nie wiesz ani z jakich materiałów będziesz budował, ani jaką techniką, a przede wszystkim na jakim podłożu. Jeśli nigdy nie zastanawiałeś się nad tym, skąd wzięło się to, że jesteś jaki jesteś, z czego wynikają Twoje przekonania i co stoi za decyzjami, które podjąłeś, to trudno znaleźć kogoś, kto to zrozumie, skoro Ty sam nie masz o tym pojęcia. Jeśli nie znasz siebie, nie znasz swoich zalet i wad, nie wiesz w czym jesteś dobry, czego nienawidzisz, co chcesz w życiu robić i jaka historia za tym stoi, to jak chcesz spotkać kogoś, kto będzie Cię w tym wspierał?

Szukanie partnera, który będzie do Ciebie pasował bez dogłębnego wglądu w samego siebie, to jak szukanie ciuchów na przyjęcie, nie wiedząc jaki to typ imprezy. Może się trafi, a może będziesz wyglądał jak Palikot na zaprzysiężeniu Dudy na prezydenta.

Wyrwać się z głupiego myślenia, że to związek pozwoli Ci być szczęśliwym

Co dają dwa minusy? Kontakt z działem windykacji. Nie wierzysz? To spytaj kogoś, kto od dłuższego czasu ma ujemne saldo na dwóch kartach kredytowych. Dwójka nieszczęśliwych ludzi nie zacznie nagle promienieć radością tylko dlatego, że na siebie wpadła. Dalej będą nieszczęśliwi, tyle, że razem.

A co daje plus i minus? Baterię, która ma limitowaną żywotność. I im częściej będzie używana, tym szybciej się rozładuje. Jeśli jedna osoba wchodzi w relację z nastawieniem, że druga będzie opatrunkiem i maścią przyśpieszającą gojenie się jego psychicznych ran, to powinna udać się do lekarza, a nie na randkę. Jeśli czujesz się ze sobą źle, wiesz, że coś jest z Tobą nie tak, życie z samym sobą Cię męczy, to związek nie rozwiąże Twoich problemów. Bo to Twoje problemy. I Ty powinieneś się nimi zająć. Partner to nie terapeuta, tylko partner. Oczywiście jest po to, żeby Cię wspierać w trudnych sytuacjach, ale nie po to, żeby nadawać sens Twojemu życiu. Znalezienie drogi do radości z życia to Twoje zadanie.

To, że dwa plusy dają gwiazdkę jak się jeden trochę przekrzywi, to chyba wiemy, no nie? Ta gwiazdka z nieba spada jak dodamy do siebie dwa szczęścia, bo zachodzi synergia i jest tego zadowolenia więcej niż w pojedynkę. Dlatego warto szukać kogoś z wewnętrzną pogodą ducha dopiero będąc samemu w takim stanie.

Odpowiedzieć sobie na pytanie: po co mi w ogóle związek?

Bo każdy z Twoich znajomych jest w związku? Bo nie chcesz czuć się gorszy? Bo babcia molestuje Cię o wnuki? Bo wszystkie Twoje przyjaciółki z dzieciństwa mają już mężów? Bo bez pary społeczeństwo daje Ci odczuć, że jesteś wybrakowany? To dość kiepska motywacja, a prawdopodobieństwo, że z nią wejdziesz w szczęśliwy związek jest równie duże, jak to, że Donald Trump zacznie pałać miłością do imigrantów.

Zastanów się jakie cechy preferujesz u płci przeciwnej

Większość facetów potrafi idealnie określić jaki chciałaby mieć samochód, wymieniając z pamięci w dowolnym stanie odurzenia środkami psychoaktywni detale poszczególnych podzespołów, ale na pytanie jaką chcą mieć partnerkę, są w stanie wydusić z siebie tylko, że ładną. Kobiety z kolei są w stanie wizualizować sobie swoje wesele z dokładnością, co do grubości papieru i czcionki na zaproszeniach, ale mówiąc o partnerze, którego chcą mieć ograniczają się do „wysoki” albo „nieważne jaki, ważne, żeby kochał”. No, fakt, dość chujowo byłoby zawierać małżeństwo z kimś kto by Cię nie kochał, aczkolwiek wydaje mi się, że jednak coś poza tym jeszcze się liczy, co nie?

I już nie tyle warto, co po prostu TRZEBA to bliżej niekreślone „coś” jak najbardziej doprecyzować. Bo jak można być szczęśliwym nie wiedząc samemu czego się chce? To znowu kupowanie kota w worku, a niespodzianki są fajne, jak jesteś w podstawówce i rozpakowujesz czekoladowe jajko z zabawką w środku, a nie jak jest się dorosłym człowiekiem i chce układać wspólne życie z drugą osobą. Gdybyś miał grać do końca życia w jedną grę na konsoli, to wybrałbyś ją na chyba-trafił, bez przemyślenia, czy lubisz strategie, wyścigówki, czy tetrisa? Gdybyś miała do 80-tki chodzić w tych samych butach, to wzięłabyś w ciemno pierwsze lepsze bez zastanawiania się czy są wygodne, ani czy Ci pasują?

Nie można liczyć, że stworzy się z partnerem udany związek, jeśli nie wie się jaki w ogóle ma ten partner być i czego się od niego oczekuje.

Szukaj, szukaj aktywnie!

To chyba najistotniejsza kwestia.

Słyszałeś to hasło „nie szukaj miłości, przyjdzie sama”? Słyszałeś, no nie? I wiesz co? Gówno prawda. Sama przychodzi starość i komornik, a za całą resztą trzeba pobiegać. Za miłością również, zwłaszcza jeśli ma być szczęśliwa.

Słyszałeś o tych wszystkich parach, które się poznały, bo on siedział w domu przed telewizorem, a ona leżała na łóżku i gapiła się w ścianę, też w domu, tyle, że swoim? Nie? No patrz, ja też nie. Może dlatego, że tak się nie dzieje.

Jeśli znasz siebie, wiesz kim jesteś, dobrze Ci z samym sobą, wiesz czemu chcesz wejść w związek i z osobą o jakich cechach mógłbyś go stworzyć, to… musisz ruszyć się i ją znaleźć! Wyjść z domu, zapisać się na kurs tańca, pójść na kurs uwodzenia, wpaść na spotkanie dyskusyjnego klubu filmowego, wybrać się na koncert, zainstalować Tindera, przejść się po parku, zgłosić się do wolontariatu, zacząć puszczać bańki w centrum miasta albo zrobić cokolwiek innego, co sprawi, że poznasz nowych ludzi.

Opcji na znalezienie miłości swojego życia, z którą będziesz wieszał kłódki z Waszymi inicjałami na mostach, jest tyle samo, co ziaren piasku nad Bałtykiem, ale żadną z nich nie jest czekanie. I tyczy się to zarówno mężczyzn jak i kobiet.

Branie swojego życia w swoje ręce – stąd się biorą szczęśliwe pary.

---> SKOMENTUJ

37 sposobów w jakie czytelnicy wyrażają miłość

Skip to entry content

Czwarte Ogólnopolskie Badanie Czytelników Stay Fly dobiegło końca i uściskiem dłoni prezesa dziękuję wszystkim, którzy wzięli w nim udział i wypełnili ankietę. Bardzo miło było Was poznać! Nie będę przynudzał szczegółami i omawianiem każdego wykresu z osobna, najważniejszy fakt jest taki, że mamy na blogu jeszcze więcej koleżanek niż w zeszłym roku i że niemal wszyscy są tu pełnoletni, więc nikt nie powinien składać zgłoszenia do prokuratury, jak czasem rzucę jakimś męskim członkiem przed 22:00. Ale oczywiście jeśli kochacie cyferki, to tu znajdziecie szczegółowe dane na ślicznych diagramikach.

A teraz przejdźmy do przyjemniejszych tematów niż statystyka. W ostatnim polu w ankiecie, w którym mogliście mi anonimowo napisać cokolwiek, dostałem od Was więcej uczucia, niż dobry chippendales w dzień kobiet. I byłbym skończonym samolubnym egocentrykiem – którym jestem, ale staram się maskować – gdybym nie docenił Waszej kreatywności i nie odniósł się do tych wyrazów miłości.

Festiwal wzajemnej adoracji czas zacząć!

Gdyby wszyscy Polacy mieli takie podejście do życia jak Ty na świecie byłoby mniej wojen (?!) A tak serio, robisz dobrą robotę. Rób to dalej.

No i wyszło na jaw, Polacy są winni wojen na świecie. Wiedziałem, że talibowie to tylko przykrywka.

coraz lepiej idzie Ci z gramatyką i interpunkcją!

Czasownik „być” odmieniam już bez czytania z kartki, tak że inwestycja w elementarz języka polskiego do klas 1-3, nie poszła na marne.

Kiedyś mijałam Cię na Grodzkiej i już prawie miałam krzyknąć „cześć” ale zdałam sobie sprawę z tego, że ja Cię „znam”, a Ty mnie przecież nie, więc przeszłam obok bez słowa… ;)

Kiedyś zobaczyłem Macieja Stuhra na płycie Rynku Głównego i przekonany, że się znamy jak bliźniaki syjamskie, podchodzę z serdecznym uśmiechem i spojrzeniem w stylu mój-kumplu-z-którym-kradłem-czereśnie i już wyciągam rękę na przywitanie i chcę krzyknąć „cześć”, aż nagle olśniewa mnie, że to przecież aktor! Aktor, który nie ma pojęcia o moim istnieniu, a ja sam znam tylko jego twarz z telewizji i nic o nim nie wiem. Tak że tego… chcesz powiedzieć, że teraz ja jestem jak Maciej Stuhr? Cholera, dzięki!

często się z Tobą nie zgadzam,ale to nie jest problem bo lubię podyskutować,nawet jeśli dyskusja odbywa się tylko w mojej głowie

Przesyłam podziękowania dla głowy za wszystkie odbyte dyskusje, tylko niech da znać na czym stanęło w tej o szczoteczce.

naleśniki mi nie wychodzą, gdy jest mi smutno

W takich sytuacjach polecam zrobić jajecznicę. Jajecznica zawsze wychodzi.

Dużo rzeczy chciałam Ci powiedzieć, ale zawsze boję się podejść. I jak Cię widzę na czwartkowych spotkaniach socialemdiowych. I jak Cię widzę na piwie w Ambasadzie Śledzia. I jak Cię spotykam przypadkowo a potem pojawia się wpis o tym, że moje ukradkowe spojrzenia to tylko wynik plamy z pasty do zębów. Eh, nawet jak na Tinderze Cię złapałam to usunąłeś parę – bez rozmowy nawet! No. A poza tym to chciałam Ci powiedzieć, że fajne oprawki i spodnie moro.

Dzięki wielkie, ale teraz to będziesz musiała podejść, bo inaczej zgłaszam zawiadomienie na policję o stalking.

przytyłam ostatnio,ale nadal jestem piękna jak na zdjęciu w CV…

Też tak zawsze mówię. Działa dopóki nie wyjdziesz z internetu.

Masz zarąbiste okulary ;)

beznadziejne oprawki :P

masz zajebiste okulary i totalnie Ci w nich do twarzy!

Te przezroczyste oprawki same w sobie mega ale nie obraz się- niezbyt korzystnie w nich wyglądasz.

wyglądasz mega seksowanie w nowych okularach

Te przeźroczyste oprawki są koszmarne!

Ej, weźcie dogadajcie się między sobą, dobra?

Masz ekstra parówy na instagramie!

Parówki dziękują i pozdrawiają!

zawsze wstydzę się zagadać, gdy jesteśmy na wspólnych imprezach ;] pozdro, Janek

Też tak mam. To może zagadaj jak będziemy na osobnych?

zimno mi strasznie w stopy

Próbowałeś skarpetek?

Masz bliźniaka w obecnej edycji Hell’s kitchen

No bez przesady, to że chodzimy do tego samego fryzjera, nie znaczy, że od razu rodzina.

Odkryłam bloga w czasie praktyk w technikum i tylko dzięki niemu przetrwałam kilka godzin dziennie nic nie robienia. Dzięki! ; )

Nie ma za co i pozdro dla prowadzących za przygotowywanie angażujących zajęć.

Gdybyś chciał umówić się ze mną na kawę, to bym nie odmówiła…pomimo tego, że kawy nie pijam.

Oj, całkiem nieźle umiesz w podryw!

Dzięki Janek, raczej nie jestem w grupie docelowej Twojego bloga, ale czasem zaglądam. Robisz dobrą robotę.

Zawsze, gdy dowiaduję się, że ktoś nie jest w mojej grupie docelowej, zastanawiam się na podstawie czego wywnioskował, że mam jakąś grupę docelową. Bo nie piszę pod nikogo oprócz siebie.

jesteś zajebisty i gdybym Cię poznała to na pewno próbowałabym Cię uwieść. Mimo aparycji gangstera z osiedla. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

No, dzięki.

Mieszkam w Singapurze i uwielbiam, kiedy zawsze rano przychodzi mi powiadomienie z fejsa o Twoim nowym tekście – wiem, że będzie się działo w drodze do pracy! Dzięki, fajnie tworzysz!

Niby to oczywiste, że internet jest wszędzie i to, że blog jest po polsku nie znaczy, że czytają go tylko ludzie w Polsce, jednak za każdym razem, gdy dowiaduję się, że moje teksty docierają do kogoś kto jest TAK DALEKO, wyobraźnia wariuje jak Taz z Animków. Singapur? Łouł!

BŁAGAM popracuj nad pisownią. ‚Także’ pisze się razem. Przecinki mają swoje konkretne miejsce w zdaniu, nie powinny być wrzucane na chybił trafił. Jestem z siebie dumna, bo zawsze powstrzymuję się od skomentowania tego pod tekstem, więc proszę doceń to i popracuj nad pisownią.

Ojojojojoj, ktoś tu mnie kocha, ale nie wie, że „także”, „tak że” i „tak, że” to trzy różne frazy i każda z nich jest poprawna, lecz znaczy co innego. Proszę migusiem doedukować się u Cioci Wittaminy, bo będziemy musieli zrobić sobie przerwę w miłości.

myślałam że masz swoje dzieci.

Póki co, tylko czyjeś.

nie wiem już czy mieszkasz w Krakowie czy Warszawie????

ja też nie wiem, ale śledzenie na bieżąco bloga, a już na pewno opis pod zdjęciem po prawej, prawdę Ci powie!!!!

Widziałam Cię chyba jakiś czas temu w tramwaju w Krakowie i chciałam zapytać czy Ty to Ty, ale wymiękłam i nie zapytałam ( do dziś żałuje)

Dobrze, że się powstrzymałaś, bo podejrzewam, że każdy na pytanie „czy to ty?”, odpowiedziałby, że „to ja”, a to wcale mógłbym nie być ja, tylko ktoś zupełnie inny i wprowadziłby Cię w błąd.

jesteś chodzącym dowodem na to, że nie można oceniać człowieka po wyglądzie

Yyy… czy Ty właśnie mnie obrażasz?

Nosorożec czarny podczas ataku może osiągnąć szybkość 50 km/h.

Samiec żuka gnojarza posiada na spodniej listwie przednich goleni 1 do 3 zębów lub guzków, a na tylnych udach dwa zęby. Samica w tych miejscach nie posiada ząbków.

Przystojny może nie jesteś, ale uwielbiam Twój styl pisania i podzielam Twoje poglądy.

6+ za praktyczne zastosowanie wskazówek z tekstu o obelgach pod przykrywkami komplementów.

Widziałam Cię kiedyś na rowerze i w kinie (odrębne sytuacje), pozdrawiam! :)

A ja bym chciał, żeby to była jedna sytuacja, zgłaszam wniosek o powstanie rowerowego kina!

Pomogłeś mi zakończyć toksyczny dzoewoęcioletni związek. Jasne to nie tylko Twoja zasługa ale po kilku wydarzeniach m.in. którymś Twoim tekście podjąłem decyzje. Dziękuje.

Kurczę, tak bardzo jak jestem zaskoczony, tak bardzo cieszę się, że mogłem jakkolwiek przyczynić się do czegoś dobrego. Gratuluję słusznej decyzji!

Jakby czasami tak bardzo nie irytowały mnie Twoje poglądy na pewne tematy, to nawet chciałabym żebyś przez chwilę był moim facetem.

W ten sposób to jeszcze nikt mnie nie prosił o chodzenie.

Chciałabym jeździć z Tobą na tandemowym rowerze (bo na zwykłym nie umiem, a Ty dajesz dobre wsparcie).

Nie przebiję tego komplementu, jest tak finezyjny, że każda próba dorównania mu wypadnie blado jak Angelina Jolie przy Kanye Wescie.

Czytam tego bloga tak dlugo, ze juz pewnie nawet ty nie pamietasz, ze kiedys byles Grzecznym Chlopcem bez twarzy :)

7

Grzeczny Chłopiec? Bez twarzy? Nie kojarzę gościa.

Powinnam właśnie przyswajać anatomię

Przekonałaś mnie, to u Ciebie.

Już dawno dołączyłeś do grona moich uzależnień, gdzieś pomiędzy kawą z karmelem a filmami Tarantino 😊

Doborowe towarzystwo! Jeszcze tylko jakieś mięso i się stamtąd nie ruszam!

Szczerze mówiąc, to sam nie wiem :D tak na prawdę czytam bloga, bo pokazała mi go moja dziewczyna i chciałem mieć po prostu kolejny temat do rozmowy, ale zacząłem sam czytać bo mi się spodobał. oby tak dalej! teraz zamiast uczyc sie do sesji to czytam stej flaja <3

Ludzie czytają mojego bloga, żeby mieć o czym ze sobą rozmawiać? Brzmi jak „no-tego-się-nie-spodziewałem-ale-się-jaram”!

jeśli miałabym dostać dyspensę od mojego groźnego, łysego, mega zazdrosnego narzeczonego na randkę z facetem innym niż on to na pewno byłby ten łachudra ze Stay Fly!

Łysy łysemu wszystko wybaczy, dawaj ze mną pokarmić łabędzie nad Wisłą albo studentów przed sesją!

Też chcę Cię poznać, zorganizuj spotkanie z czytelnikami!

O dziwo, tego typu sugestia powtarzała się naprawdę wiele razy i to tak wiele, że zacząłem się poważnie zastanawiać nad jej zrealizowaniem. Co prawda, nie wiem jak miałoby wyglądać tego typu spotkanie i chyba dość dziwnie bym się czuł w roli… no właśnie, kogo? wodzireja? ale, cytując Jurka Killera, pomyślimy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest jamz196
---> SKOMENTUJ