Close
Close

Od gimnazjum, gdy jako tako zacząłem się interesować płcią przeciwną, przez kolejne stopnie edukacji, aż po pracę zawodową i względną dorosłość, co jakiś czas dochodziły do mnie głosy ze strony męskiej, że „laski lecą na kasę”. Przy czym, to uwłaczające kobietom stwierdzenie najczęściej padało z ust samców, którzy nie mieli ani pieniędzy, ani powodzenia u płci żeńskiej i ratowali w ten sposób swojego ego. Ratowali w oczach swoich i kolegów.

Bo raz, jak wiadomo, posiadanie pieniędzy nie jest wynikiem pracy, przedsiębiorczości, czy pomysłowości, tylko przypadku, a na przypadki nikt z nas nie ma wpływu, więc „nie mam pieniędzy = nie moja wina”.

A dwa, że jeśli koledzy mają o Tobie dobre zdanie, to tak jakby cały świat miał, nawet jeśli jest to dobre zdanie opierające się na fundamentach kruchych pozorów, bo jak również wiadomo, nie jest ważne, co sam o sobie sądzisz, tylko jak Cię widzą inni.

I tak, kierując się tymi dwoma świętymi prawdami życiowymi, wielu samców wmawia sobie i innym, że niewiasty przyciągają pieniądze, chroniąc w ten sposób swoje dobre samopoczucie, które mogłoby się strzaskać jak kieliszek na imprezie w przypadku odrzucenia. Co zrobić, gdy dziewczyna, którą adorujesz da Ci kosza? Zasugerować, że na pewno leci na hajs, a Ty niebogaty, ale – to warto podkreślić trzema kreskami – UCZCIWY i chciałeś wziąć ją na tę uczciwość swoją, ale – to też więcej niż jedną kreseczką – W DZISIEJSZYCH CZASACH tylko pieniądz się liczy. Co zrobić, gdy ktoś inny poderwie dziewczynę, do której startowałeś? Jednoznacznie stwierdzić, że poleciała na niego, bo miał więcej siana. Co zrobić, gdy znajomi pytają, czemu jesteś sam? Zripostować, że to dlatego, bo kobiety lecą na kasę, a Ciebie w tym momencie nie stać. Proste? Proste!

No chyba, że jest inaczej? Jest?

Patologiczne przypadki zdarzają się wszędzie. Zarówno bywają mężczyźni, których, choćby zakuto w dyby i ogrodzono drutem kolczastym pod napięciem spopielającym mięso, niepohamowanie ciągnie do rozbojów i jak raz na jakiś czas nie dokonają napaści z dotkliwym pobiciem, to im ilość erytrocytów we krwi spada i mogą zapaść w śpiączkę. I również trafiają się kobiety, które mają prostytucję w genach i widząc potencjalnego partnera nie oceniają jego aparycji od 1 do 10, tylko opiniują jego potencjał finansowy od koron czeskich po funty i dopiero, gdy trafiają na kogoś powyżej dolara są w stanie z nim pójść do łóżka, licząc, że wyjdą z niego z kilkoma centami. Ale to marginalne przypadki, a nie podejście reprezentatywne dla całej grupy. W każdy środowisku są patologie i nawet na dożynkach się czasem trzeźwego rolnika spotka.

Większość kobiet jednak nie leci kasę.

Płeć karmiącą magnetyzuje coś zgoła innego niż piniondz. Czym jest to enigmatyczne „coś”, o czym nie wiedzą zgorzkniali frustraci zarzucający laskom skrajny materializm? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy panie podzielić na 2 grupy: dziewczyny i kobiety.

dziewczyna – przedstawicielka rodzaju żeńskiego pomiędzy 16, a 25 rokiem życia, myśląca o seksie, zabawie i filtrach na Instagramie podkreślających jej walory

kobieta – przedstawicielka rodzaju żeńskiego pomiędzy 26, a 60 rokiem życia, myśląca o dzieciach, prowadzeniu domu i przepisach na gołąbki niepodkreślających jej defektów

Co dziewczyny pociąga w facetach?

Pewność siebie.

W czasach późno-szkolnych, kiedy zaczynało do mnie dochodzić, że obcowania z parą cycków może być ciekawszym zajęciem niż gra na PlayStation, zupełnie nie rozumiałem czemu największy kretyn w klasie miał największe powodzenie u dziewczyn. Miał do powiedzenia mniej niż Groot z „Obrońców galaktyki”, a problemy trzymały się go jakby dostały skurczu przy uścisku, co zupełnie nie przeszkadzało mu przyprawiać rówieśniczek o flirtowy chichot. Dopiero kilka lat później uzmysłowiłem sobie, co te wszystkie Kasie, Basie i Joasie niewiedzące o moim istnieniu w nim widziały.

Odwagę.

W momencie kiedy ja piętrzyłem wymówki, czemu miałby do którejś z nich nie podejść, on z tej góry usprawiedliwień po prostu zjeżdżał i to robił. Podchodził, zagadywał, zdobywał ich zainteresowanie i budował relację. Nie bał się. Może przez nieświadomą głupotę, a nie świadomą odwagę? To nieistotne. Po prostu nie bał się podejść i zacząć interakcję. I one to czuły, nawet jeśli tego nie rozumiały. A ja – wizualizując najczarniejsze i jednocześnie absolutnie nierealne scenariusze tego, co mogłoby się stać, gdybym powiedział zwykłe „cześć” – trząsłem się jak galareta. I one też to czuły. I ani jedno, ani drugie nie miało żadnego powiązania z kasą.

Pieniądze mogą dać Ci dobry wygląd, modne gadżety, wstęp do miejsc niedostępnych dla ogółu i znajomość potraw ze zwierząt o istnieniu, których śmiertelnicy nie mają nawet pojęcia. I może to umocnić Twoją pewność siebie, ale jej nie zbuduje. A bez niej nie poderwiesz dziewczyny.

Co kobiety pociąga w facetach?

Ogarniętość.

W okolicach pierwszego dziecka babkom lekko przestawia się w głowach, chomiki zaczynają biegać w innych kołowrotkach, zapalają im się inne lampki i nagle już nie chcą Micka Jaggera, który wygrzmoci je na wszystkie strony, a potem wpadnie w ciąg kokainowy i zniknie na tydzień. To znaczy chcą, ale to tak bardziej w wyobraźni, bo tyle razy poślizgnęły się na myśleniu, że zmienią imprezowego lwa w domowego kota, że już nie chcą lądować na dupie, tylko wygodnie siedzieć na sofie w salonie. Obok ogarniętego mężczyzny.

I teraz pytanie o wartości obrączek ślubnych: co to znaczy, że mężczyzna jest ogarnięty?

To znaczy, że ma pracę i nie żyje od wypłaty do wypłaty, zastanawiając się, czy w tym miesiącu na pewno starczy do 10-go. Może do tego dojść własne mieszkanie i samochód, ale ta stabilizacja życiowo-finansowa jest najistotniejsza. Kobieta, która ma/chce założyć rodzinę, nie chce żyć życiem studenta, który jak nie ma hajsu to nie je, a jak nie ma gdzie spać to idzie pomieszkać kątem do kolegi. Ani nie chce żyć z gwiazdą rocka, która jak wychodzi z domu, to nigdy nie wiadomo, czy wróci. Chce zapewnić swojemu dziecku bezpieczeństwo i stabilizację. Dlatego w perspektywie związku nie pociąga jej już Piotruś Pan, któremu ego wyrywa guziki z koszuli na klacie, tylko ogarnięty mężczyzna, który wie czego chce, ma plan na życie i go realizuje.

I tu pojawiają się piniodze, bo nie ma ogarnięcia bez piniondzów.

Kobiety w okolicach 30-go roku życia zaczynają myśleć o pieniądzach w kontekście relacji, ale nie dlatego, że są pijawkami, które chcą wyssać faceta do ostatnich 50 groszy. Nie. Dlatego, że to, czy mężczyzna ma kasę lub realnie jest w stanie ją mieć, jest miarą jego ogarnięcia. I tego jak sobie radzi z życiem. Bo to nie jest tak, że grubość portfela jest czynnikiem losowym absolutnie niezależnym od jednostki. Nie. To, czy będąc dorosłym człowiekiem jesz szynkę parmeńską, czy mięsopodobny pasztet z płotu, obok którego zając widoczny na opakowaniu postawił bobka, jest wynikiem tego jakie decyzje podjąłeś, jak potrafisz radzić sobie z problemami i jak odnajdujesz się w rzeczywistości.

Nic więc dziwnego, że kobieta planująca potomstwo, chce się związać z kimś, kto realnie o to potomstwo może zadbać, a nie tylko usprawiedliwiać się, że „to nie jego wina” i „tak wyszło”.

I kilka słów na koniec już nie kontekście relacji damsko-męskich, a magnetyzmu międzyludzkiego ogólnie.

Ludzi przyciąga sukces

A pieniądze są tego symbolem.

Sukces buduje pewność siebie – komplementy, uznanie w oczach innych, potwierdzenie Twojej wartości, wpływa na to jak sam się postrzegasz. Sukces obrazuje Twoje ogarnięcie – konsekwencję, pomysłowość, zaradność, determinację, chęć do pracy. Ludzie lgną do sukcesu, bo najszybciej rozwijamy się przy lepszych od siebie. Każdy woli być blisko osoby, która kształtuje nurt rzeczywistości, niż tylko jest bezwiednie przez nią niesiona jak topielec.

Pieniądze są tylko efektem ubocznym sukcesu. Efektem ubocznym, którego zazwyczaj nie doświadczają ludzie wierzący, że „kobiety lecą na kasę”.

(niżej jest kolejny tekst)

53
Dodaj komentarz

avatar
24 Comment threads
29 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
32 Comment authors
IzkaedyKrzysztof PWiesław, Kacper MWiesław Machut Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

Paaanie, te DZISIEJSZE CZASY to takie już są. Nasze, POLSKIE kobiety puszczają się na Orgazmusie z Alvaro czy innym Enrique, a później wracają do kraju szukać dobrego beta Mireczka który zostanie mężem dla jej Brajanka i bankomatem. Później ciapate przyjeżdżajo do naszego kraju i sie rządzą. Sobieski by nam się drugi przydał! Zresztą młodzież nie lepsza – same pizdy w rurkach, bez zasad, roszczeniowe, bezstresowe wychowanie, kiedyś to ojciec przypieprzył kablem od prodiża i był spokój, każdy wiedział za co dostał i wszyscy jakoś wyrośliśmy na porządnych ludzi! Do tego to całe multi kulti, dżendery i lewactwo, tfu! Świat schodzi… Czytaj więcej »

Agata
Gość
Agata

Najśmieszniejsze jest to, że Ci faceci z reguły polecieli tylko na wygląd tej kobiety. Wiecie, fajne cycki, fajna dupa, to zarywam. A tu zonk, bo ona Cię nie chce. Więc leci na kasę. Znaczy ja wiem, że wygląd się liczy, ale to ten typ facetów, którzy sobie na ścianie wypisali ich wymagania dotyczące wyglądu u kobiet i są w szoku, że nie mogą jej znaleźć. Nic mnie nie śmieszy jak taka hipokryzja, szczególnie gdy jest to jakiś idiota, żyjący u rodziców bez żadnych perspektyw na życie. Wtedy od razu widać, jak wysokie jest ich ego i że nie ma w… Czytaj więcej »

Piotr Emocjonalny
Gość

Niezły tekst :D i niezwykle prawdziwy

Skojarzyło mi się też mocno ze znajomym, który ostro twierdził, że: „Im lepszym samochodem podjechałem do nowo poznanej dziewczyny, tym było większe prawdopodobieństwo, że zaliczę”. W sensie, nie chciał słuchać, że to może właśnie chodzi o „ogarniętość”, czy coś. Nie. Samochód.

No i jak tu żyć, jak przyjeżdżam na rowerze?

Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

Kup drogi rower, prosta sprawa.

Edzia
Gość
Edzia

„W każdy środowisku są patologie i nawet na dożynkach się czasem trzeźwego rolnika spotka.” <3
Janek, uwielbiam Cię bez względu na pieniądze <3

Saga Sachnik
Gość

I bez względu na to, że w internecie jesteś fajniejszy <3

Monika
Gość

Też mnie to zachwyciło <3

Dark Chocolate
Gość
Dark Chocolate

Super tekst. Też uważam, że teoria „kobiety lecą na kasę” jest teorią mężczyzn nie mających ani kobiet ani pieniędzy. W czasach studenckich, gdzie nikt z moich znajomych specjalnie kasy nie miał, moja koleżanka miała chłopaczka, który wmawiał jej, że jak chce być bogata to niech sama zarobi a on nie miał nawet na tyle, żeby ją na pizzę zaprosić. Na szczęście pożegnała się z Piotrusiem Panem i dobrze zrobiła, bo z Piotrusia Pana wyrósł zwykły gołodupiec, któremu w wieku 28 lat rodzice muszą dopłacać do czynszu za wynajem pokoju.

Wiesław Machut
Gość
Wiesław Machut

Wyjebany Piotruś :)

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Zabiłbyś czyjeś dziecko, gdyby ci przeszkadzało?

Skip to entry content

O ile zazwyczaj łapię dobry kontakt z dzieciakami moich znajomych chodzącymi do podstawówki, o tyle nie jestem fanem małych dzieci, które albo wrzeszczą albo śpią. A już na pewno nie jestem ich fanem w podróży, kiedy w trakcie 3-godzinnego lotu mam zaserwowany koncert acapella składający się z „łeeeeeeeeeeeeee!”. Gdy idę do knajpy na obiad albo do kawiarni popracować, też takie efekty akustyczne jakoś wyjątkowo nie umilają mi czasu. Nie jest również jakąś wartością dodaną kopanie po kostkach w środkach komunikacji miejskiej, przez tych wystających z wózka. Ani, gdy jadę rozpędzony, wskakiwanie mi pod rower na ścieżce rowerowej, przez tych potrafiących już jako tako utrzymać się na dwóch nogach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę opiekunom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to opiekunowie są za nich odpowiedzialni.

Nie odkryłem tu chyba Ameryki, ani nowego pierwiastka na tablicy Mendelejewa, co? Dobra, to jedziemy dalej.

Równie co wrzask małych dzieci, czy upieprzone spodnie od kopania kilkulatka, irytują mnie gówna na trawnikach. Idziesz sobie romantycznie z dziewczyną nad Wisłę, przechodzicie na drugi brzeg, żeby nie przeszkadzali Wam turyści, chcesz siąść z nią na trawie i zrobić jej wianek z koniczyny, a tu klocek. I cały czar pryska, a ona przypomina sobie, że zostawiła czajnik na gazie, mimo, że używa elektrycznego. Czy w ogóle, chcesz się rozłożyć na kocu w Parku Jordana i poczytać „Podręcznik wojownika światła”, a tu muffinek z trochę innej czekolady. Albo jeszcze inna sytuacja, chcesz pojeździć na rolkach wokół błoń, żeby zrobić formę na lato i zawstydzić Chodakowską, suniesz jak szalona, pocisz się jak wariatka i nagle zaliczasz glebę, bo jakieś bydle spuszczone ze smyczy powaliło Cię z zaskoczenia.

Można się wkurwić, co?

Podobnie, gdy jakiś jamnik zeszcza Ci się na wycieraczkę przed drzwiami albo inny pitbull nie pozwala Ci przejść po chodniku, szczekając z aluzją, że jeśli jeszcze trochę się zbliżysz, to odgryzie Ci nogę. Bardzo nie lubię takich sytuacji i zapewnienie właściciela, że „niech się pan nie boi, on nie gryzie” wcale nie pomaga, bo wiem, że to bydle ma ponad 100kg uścisku w szczękach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę właścicielom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to właściciele są za nich odpowiedzialni.

Tu chyba też mapa nie powiększyła się o żaden nowy kontynent i na Nobla także nie mam co liczyć, no nie? To jak jesteśmy zgodni, to nie zatrzymujmy się.

Wczoraj Rafał Masny z youtube’owego kanału Abstrachuje poinformował, że jego pies nie żyje, bo ktoś go otruł. Jakiś podczłowiek nafaszerował kiełbasy trutką i porozkładał na Polu Mokotowskim – ogromnym parku ze stawem, do którego ludzie przychodzą pospacerować, pobiegać, popiknikować. Z kolei w komentarzach pod tą informacją widzowie Rafała pisali, że na pozostałych warszawskich terenach zielonych pojawiały się inne pułapki na psy – kiełbasy nafaszerowane gwoździami i szpilkami. Po to, żeby pies zwabiony zapachem mięsa połknął przynętę, a potem zdychał w katuszach z powodu nieodwracalnego zatrucia albo krwotoku wewnętrznego.

Ja rozumiem, że kogoś wkurwiają psie odchody na trawnikach, ale to jest czyste skurwysyństwo.

Zwierzę absolutnie nie jest winne temu, że zrobiło kupę na polanie w parku, czy nasikało w miejscu, w którym nie powinno, bo jest zwierzęciem i nie zdaje sobie sprawy z norm narzuconych przez ludzi. Realizuje tylko i wyłącznie swoje funkcje życiowe. Nie wypróżnia się w danym miejscu na złość komuś. Za to o tym, gdzie psy można wyprowadzać, a gdzie nie, doskonale zdają sobie sprawę właściciele i to oni są za nie odpowiedzialni. Łącznie ze sprzątaniem po nich. Tak jak opiekunowie ponoszą konsekwencje nieświadomego działania kilkuletniego dziecka. Nawet jeśli jest to działanie doprowadzające do niepohamowanego szału, to nie odpowiada za nie dziecko, a opiekun. I z psami jest tak samo.

Nie próbuję tutaj zrównać zwierząt z ludźmi, bo naturalnie jesteśmy wyżej w tej hierarchii, ale wyżywanie się na czworonogu za coś, czego konsekwencje powinien ponieść jego właściciel jest absurdalne. A karanie go za to długą śmiercią w męczarniach jest chore. Zwierzęta nie zasługują na takie bestialstwo, a już na pewno nie za realizowanie podstawowych czynności biologicznych.

Ciekaw jestem, czy osoba, która zabiła psa Rafała, zabiłaby też dziecko swoich sąsiadów, gdyby za głośno płakało w nocy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest ARTS_fort1fire

Cześć, zawsze chciałem Cię poznać!

Skip to entry content

No, hej!

Ty wiesz o mnie całkiem sporo, ja o Tobie tyle co nic, a chcę to zmienić i dowiedzieć się ciut więcej, niż to, że gustujesz w dobrych blogach. Ostatnie badanie czytelników było ponad rok temu, co w dobie internetu, znaczy, że to tak jakby było w mezozoiku.

W ciągu tych 365 dni zmieniło się wszystko. I urządzenie, na którym przeglądasz internet, i sposób w jaki zamawiasz taksówkę, i sposób wyrażania emocji na Facebooku, i Twoje zdjęcie profilowe i mój szablon. Zmieniłem wiele w swoim podejściu do blogowania, 3-krotnie mieszkanie i raz oprawki. I Ty też się zmieniłeś, bo nie zmienia się tylko mina Romana Giertycha, a ja bardzo chcę wiedzieć kto siedzi po drugiej stronie internetu i czyta to, co na samym początku docierało tylko do dwójki współlokatorów w akademiku i piątki przyjaciół z liceum.

W badaniu znajdziesz pytania, które mogą Cię zaskoczyć, ale założę się o dobrego burgera, że mnie jeszcze bardziej zaskoczą Twoje odpowiedzi. I będę wdzięczny za każdą jaka by ona nie była. Ankieta jest w pełni anonimowa, żebyś nie czuł oporów przed powiedzeniem mi najbrudniejszej czystej prawdy i zasugerowaniem, żeby odpuścił pisanie i zajął się skręcaniem meblościanek. Albo wyznaniem miłości, to też nie jest zabronione.

To jak, powiesz mi kim jesteś i co myślisz?

(jeśli ankieta się nie ładuje, kliknij tutaj)

Dzięki za zaangażowanie i dojście do tego momentu! Jeśli chcesz wiedzieć co o sobie powiedzieli współczytający, wpadnij na bloga za tydzień, będą wyniki.