Close
Close

Od gimnazjum, gdy jako tako zacząłem się interesować płcią przeciwną, przez kolejne stopnie edukacji, aż po pracę zawodową i względną dorosłość, co jakiś czas dochodziły do mnie głosy ze strony męskiej, że „laski lecą na kasę”. Przy czym, to uwłaczające kobietom stwierdzenie najczęściej padało z ust samców, którzy nie mieli ani pieniędzy, ani powodzenia u płci żeńskiej i ratowali w ten sposób swojego ego. Ratowali w oczach swoich i kolegów.

Bo raz, jak wiadomo, posiadanie pieniędzy nie jest wynikiem pracy, przedsiębiorczości, czy pomysłowości, tylko przypadku, a na przypadki nikt z nas nie ma wpływu, więc „nie mam pieniędzy = nie moja wina”.

A dwa, że jeśli koledzy mają o Tobie dobre zdanie, to tak jakby cały świat miał, nawet jeśli jest to dobre zdanie opierające się na fundamentach kruchych pozorów, bo jak również wiadomo, nie jest ważne, co sam o sobie sądzisz, tylko jak Cię widzą inni.

I tak, kierując się tymi dwoma świętymi prawdami życiowymi, wielu samców wmawia sobie i innym, że niewiasty przyciągają pieniądze, chroniąc w ten sposób swoje dobre samopoczucie, które mogłoby się strzaskać jak kieliszek na imprezie w przypadku odrzucenia. Co zrobić, gdy dziewczyna, którą adorujesz da Ci kosza? Zasugerować, że na pewno leci na hajs, a Ty niebogaty, ale – to warto podkreślić trzema kreskami – UCZCIWY i chciałeś wziąć ją na tę uczciwość swoją, ale – to też więcej niż jedną kreseczką – W DZISIEJSZYCH CZASACH tylko pieniądz się liczy. Co zrobić, gdy ktoś inny poderwie dziewczynę, do której startowałeś? Jednoznacznie stwierdzić, że poleciała na niego, bo miał więcej siana. Co zrobić, gdy znajomi pytają, czemu jesteś sam? Zripostować, że to dlatego, bo kobiety lecą na kasę, a Ciebie w tym momencie nie stać. Proste? Proste!

No chyba, że jest inaczej? Jest?

Patologiczne przypadki zdarzają się wszędzie. Zarówno bywają mężczyźni, których, choćby zakuto w dyby i ogrodzono drutem kolczastym pod napięciem spopielającym mięso, niepohamowanie ciągnie do rozbojów i jak raz na jakiś czas nie dokonają napaści z dotkliwym pobiciem, to im ilość erytrocytów we krwi spada i mogą zapaść w śpiączkę. I również trafiają się kobiety, które mają prostytucję w genach i widząc potencjalnego partnera nie oceniają jego aparycji od 1 do 10, tylko opiniują jego potencjał finansowy od koron czeskich po funty i dopiero, gdy trafiają na kogoś powyżej dolara są w stanie z nim pójść do łóżka, licząc, że wyjdą z niego z kilkoma centami. Ale to marginalne przypadki, a nie podejście reprezentatywne dla całej grupy. W każdy środowisku są patologie i nawet na dożynkach się czasem trzeźwego rolnika spotka.

Większość kobiet jednak nie leci kasę.

Płeć karmiącą magnetyzuje coś zgoła innego niż piniondz. Czym jest to enigmatyczne „coś”, o czym nie wiedzą zgorzkniali frustraci zarzucający laskom skrajny materializm? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy panie podzielić na 2 grupy: dziewczyny i kobiety.

dziewczyna – przedstawicielka rodzaju żeńskiego pomiędzy 16, a 25 rokiem życia, myśląca o seksie, zabawie i filtrach na Instagramie podkreślających jej walory

kobieta – przedstawicielka rodzaju żeńskiego pomiędzy 26, a 60 rokiem życia, myśląca o dzieciach, prowadzeniu domu i przepisach na gołąbki niepodkreślających jej defektów

Co dziewczyny pociąga w facetach?

Pewność siebie.

W czasach późno-szkolnych, kiedy zaczynało do mnie dochodzić, że obcowania z parą cycków może być ciekawszym zajęciem niż gra na PlayStation, zupełnie nie rozumiałem czemu największy kretyn w klasie miał największe powodzenie u dziewczyn. Miał do powiedzenia mniej niż Groot z „Obrońców galaktyki”, a problemy trzymały się go jakby dostały skurczu przy uścisku, co zupełnie nie przeszkadzało mu przyprawiać rówieśniczek o flirtowy chichot. Dopiero kilka lat później uzmysłowiłem sobie, co te wszystkie Kasie, Basie i Joasie niewiedzące o moim istnieniu w nim widziały.

Odwagę.

W momencie kiedy ja piętrzyłem wymówki, czemu miałby do którejś z nich nie podejść, on z tej góry usprawiedliwień po prostu zjeżdżał i to robił. Podchodził, zagadywał, zdobywał ich zainteresowanie i budował relację. Nie bał się. Może przez nieświadomą głupotę, a nie świadomą odwagę? To nieistotne. Po prostu nie bał się podejść i zacząć interakcję. I one to czuły, nawet jeśli tego nie rozumiały. A ja – wizualizując najczarniejsze i jednocześnie absolutnie nierealne scenariusze tego, co mogłoby się stać, gdybym powiedział zwykłe „cześć” – trząsłem się jak galareta. I one też to czuły. I ani jedno, ani drugie nie miało żadnego powiązania z kasą.

Pieniądze mogą dać Ci dobry wygląd, modne gadżety, wstęp do miejsc niedostępnych dla ogółu i znajomość potraw ze zwierząt o istnieniu, których śmiertelnicy nie mają nawet pojęcia. I może to umocnić Twoją pewność siebie, ale jej nie zbuduje. A bez niej nie poderwiesz dziewczyny.

Co kobiety pociąga w facetach?

Ogarniętość.

W okolicach pierwszego dziecka babkom lekko przestawia się w głowach, chomiki zaczynają biegać w innych kołowrotkach, zapalają im się inne lampki i nagle już nie chcą Micka Jaggera, który wygrzmoci je na wszystkie strony, a potem wpadnie w ciąg kokainowy i zniknie na tydzień. To znaczy chcą, ale to tak bardziej w wyobraźni, bo tyle razy poślizgnęły się na myśleniu, że zmienią imprezowego lwa w domowego kota, że już nie chcą lądować na dupie, tylko wygodnie siedzieć na sofie w salonie. Obok ogarniętego mężczyzny.

I teraz pytanie o wartości obrączek ślubnych: co to znaczy, że mężczyzna jest ogarnięty?

To znaczy, że ma pracę i nie żyje od wypłaty do wypłaty, zastanawiając się, czy w tym miesiącu na pewno starczy do 10-go. Może do tego dojść własne mieszkanie i samochód, ale ta stabilizacja życiowo-finansowa jest najistotniejsza. Kobieta, która ma/chce założyć rodzinę, nie chce żyć życiem studenta, który jak nie ma hajsu to nie je, a jak nie ma gdzie spać to idzie pomieszkać kątem do kolegi. Ani nie chce żyć z gwiazdą rocka, która jak wychodzi z domu, to nigdy nie wiadomo, czy wróci. Chce zapewnić swojemu dziecku bezpieczeństwo i stabilizację. Dlatego w perspektywie związku nie pociąga jej już Piotruś Pan, któremu ego wyrywa guziki z koszuli na klacie, tylko ogarnięty mężczyzna, który wie czego chce, ma plan na życie i go realizuje.

I tu pojawiają się piniodze, bo nie ma ogarnięcia bez piniondzów.

Kobiety w okolicach 30-go roku życia zaczynają myśleć o pieniądzach w kontekście relacji, ale nie dlatego, że są pijawkami, które chcą wyssać faceta do ostatnich 50 groszy. Nie. Dlatego, że to, czy mężczyzna ma kasę lub realnie jest w stanie ją mieć, jest miarą jego ogarnięcia. I tego jak sobie radzi z życiem. Bo to nie jest tak, że grubość portfela jest czynnikiem losowym absolutnie niezależnym od jednostki. Nie. To, czy będąc dorosłym człowiekiem jesz szynkę parmeńską, czy mięsopodobny pasztet z płotu, obok którego zając widoczny na opakowaniu postawił bobka, jest wynikiem tego jakie decyzje podjąłeś, jak potrafisz radzić sobie z problemami i jak odnajdujesz się w rzeczywistości.

Nic więc dziwnego, że kobieta planująca potomstwo, chce się związać z kimś, kto realnie o to potomstwo może zadbać, a nie tylko usprawiedliwiać się, że „to nie jego wina” i „tak wyszło”.

I kilka słów na koniec już nie kontekście relacji damsko-męskich, a magnetyzmu międzyludzkiego ogólnie.

Ludzi przyciąga sukces

A pieniądze są tego symbolem.

Sukces buduje pewność siebie – komplementy, uznanie w oczach innych, potwierdzenie Twojej wartości, wpływa na to jak sam się postrzegasz. Sukces obrazuje Twoje ogarnięcie – konsekwencję, pomysłowość, zaradność, determinację, chęć do pracy. Ludzie lgną do sukcesu, bo najszybciej rozwijamy się przy lepszych od siebie. Każdy woli być blisko osoby, która kształtuje nurt rzeczywistości, niż tylko jest bezwiednie przez nią niesiona jak topielec.

Pieniądze są tylko efektem ubocznym sukcesu. Efektem ubocznym, którego zazwyczaj nie doświadczają ludzie wierzący, że „kobiety lecą na kasę”.

(niżej jest kolejny tekst)

53
Dodaj komentarz

avatar
24 Comment threads
29 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
32 Comment authors
IzkaedyKrzysztof PWiesław, Kacper MWiesław Machut Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

Paaanie, te DZISIEJSZE CZASY to takie już są. Nasze, POLSKIE kobiety puszczają się na Orgazmusie z Alvaro czy innym Enrique, a później wracają do kraju szukać dobrego beta Mireczka który zostanie mężem dla jej Brajanka i bankomatem. Później ciapate przyjeżdżajo do naszego kraju i sie rządzą. Sobieski by nam się drugi przydał! Zresztą młodzież nie lepsza – same pizdy w rurkach, bez zasad, roszczeniowe, bezstresowe wychowanie, kiedyś to ojciec przypieprzył kablem od prodiża i był spokój, każdy wiedział za co dostał i wszyscy jakoś wyrośliśmy na porządnych ludzi! Do tego to całe multi kulti, dżendery i lewactwo, tfu! Świat schodzi… Czytaj więcej »

Agata
Gość
Agata

Najśmieszniejsze jest to, że Ci faceci z reguły polecieli tylko na wygląd tej kobiety. Wiecie, fajne cycki, fajna dupa, to zarywam. A tu zonk, bo ona Cię nie chce. Więc leci na kasę. Znaczy ja wiem, że wygląd się liczy, ale to ten typ facetów, którzy sobie na ścianie wypisali ich wymagania dotyczące wyglądu u kobiet i są w szoku, że nie mogą jej znaleźć. Nic mnie nie śmieszy jak taka hipokryzja, szczególnie gdy jest to jakiś idiota, żyjący u rodziców bez żadnych perspektyw na życie. Wtedy od razu widać, jak wysokie jest ich ego i że nie ma w… Czytaj więcej »

Piotr Emocjonalny
Gość

Niezły tekst :D i niezwykle prawdziwy

Skojarzyło mi się też mocno ze znajomym, który ostro twierdził, że: „Im lepszym samochodem podjechałem do nowo poznanej dziewczyny, tym było większe prawdopodobieństwo, że zaliczę”. W sensie, nie chciał słuchać, że to może właśnie chodzi o „ogarniętość”, czy coś. Nie. Samochód.

No i jak tu żyć, jak przyjeżdżam na rowerze?

Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

Kup drogi rower, prosta sprawa.

Edzia
Gość
Edzia

„W każdy środowisku są patologie i nawet na dożynkach się czasem trzeźwego rolnika spotka.” <3
Janek, uwielbiam Cię bez względu na pieniądze <3

Monika
Gość

Też mnie to zachwyciło <3

Saga Sachnik
Gość

I bez względu na to, że w internecie jesteś fajniejszy <3

Dark Chocolate
Gość
Dark Chocolate

Super tekst. Też uważam, że teoria „kobiety lecą na kasę” jest teorią mężczyzn nie mających ani kobiet ani pieniędzy. W czasach studenckich, gdzie nikt z moich znajomych specjalnie kasy nie miał, moja koleżanka miała chłopaczka, który wmawiał jej, że jak chce być bogata to niech sama zarobi a on nie miał nawet na tyle, żeby ją na pizzę zaprosić. Na szczęście pożegnała się z Piotrusiem Panem i dobrze zrobiła, bo z Piotrusia Pana wyrósł zwykły gołodupiec, któremu w wieku 28 lat rodzice muszą dopłacać do czynszu za wynajem pokoju.

Wiesław Machut
Gość
Wiesław Machut

Wyjebany Piotruś :)

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Zabiłbyś czyjeś dziecko, gdyby ci przeszkadzało?

Skip to entry content

O ile zazwyczaj łapię dobry kontakt z dzieciakami moich znajomych chodzącymi do podstawówki, o tyle nie jestem fanem małych dzieci, które albo wrzeszczą albo śpią. A już na pewno nie jestem ich fanem w podróży, kiedy w trakcie 3-godzinnego lotu mam zaserwowany koncert acapella składający się z „łeeeeeeeeeeeeee!”. Gdy idę do knajpy na obiad albo do kawiarni popracować, też takie efekty akustyczne jakoś wyjątkowo nie umilają mi czasu. Nie jest również jakąś wartością dodaną kopanie po kostkach w środkach komunikacji miejskiej, przez tych wystających z wózka. Ani, gdy jadę rozpędzony, wskakiwanie mi pod rower na ścieżce rowerowej, przez tych potrafiących już jako tako utrzymać się na dwóch nogach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę opiekunom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to opiekunowie są za nich odpowiedzialni.

Nie odkryłem tu chyba Ameryki, ani nowego pierwiastka na tablicy Mendelejewa, co? Dobra, to jedziemy dalej.

Równie co wrzask małych dzieci, czy upieprzone spodnie od kopania kilkulatka, irytują mnie gówna na trawnikach. Idziesz sobie romantycznie z dziewczyną nad Wisłę, przechodzicie na drugi brzeg, żeby nie przeszkadzali Wam turyści, chcesz siąść z nią na trawie i zrobić jej wianek z koniczyny, a tu klocek. I cały czar pryska, a ona przypomina sobie, że zostawiła czajnik na gazie, mimo, że używa elektrycznego. Czy w ogóle, chcesz się rozłożyć na kocu w Parku Jordana i poczytać „Podręcznik wojownika światła”, a tu muffinek z trochę innej czekolady. Albo jeszcze inna sytuacja, chcesz pojeździć na rolkach wokół błoń, żeby zrobić formę na lato i zawstydzić Chodakowską, suniesz jak szalona, pocisz się jak wariatka i nagle zaliczasz glebę, bo jakieś bydle spuszczone ze smyczy powaliło Cię z zaskoczenia.

Można się wkurwić, co?

Podobnie, gdy jakiś jamnik zeszcza Ci się na wycieraczkę przed drzwiami albo inny pitbull nie pozwala Ci przejść po chodniku, szczekając z aluzją, że jeśli jeszcze trochę się zbliżysz, to odgryzie Ci nogę. Bardzo nie lubię takich sytuacji i zapewnienie właściciela, że „niech się pan nie boi, on nie gryzie” wcale nie pomaga, bo wiem, że to bydle ma ponad 100kg uścisku w szczękach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę właścicielom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to właściciele są za nich odpowiedzialni.

Tu chyba też mapa nie powiększyła się o żaden nowy kontynent i na Nobla także nie mam co liczyć, no nie? To jak jesteśmy zgodni, to nie zatrzymujmy się.

Wczoraj Rafał Masny z youtube’owego kanału Abstrachuje poinformował, że jego pies nie żyje, bo ktoś go otruł. Jakiś podczłowiek nafaszerował kiełbasy trutką i porozkładał na Polu Mokotowskim – ogromnym parku ze stawem, do którego ludzie przychodzą pospacerować, pobiegać, popiknikować. Z kolei w komentarzach pod tą informacją widzowie Rafała pisali, że na pozostałych warszawskich terenach zielonych pojawiały się inne pułapki na psy – kiełbasy nafaszerowane gwoździami i szpilkami. Po to, żeby pies zwabiony zapachem mięsa połknął przynętę, a potem zdychał w katuszach z powodu nieodwracalnego zatrucia albo krwotoku wewnętrznego.

Ja rozumiem, że kogoś wkurwiają psie odchody na trawnikach, ale to jest czyste skurwysyństwo.

Zwierzę absolutnie nie jest winne temu, że zrobiło kupę na polanie w parku, czy nasikało w miejscu, w którym nie powinno, bo jest zwierzęciem i nie zdaje sobie sprawy z norm narzuconych przez ludzi. Realizuje tylko i wyłącznie swoje funkcje życiowe. Nie wypróżnia się w danym miejscu na złość komuś. Za to o tym, gdzie psy można wyprowadzać, a gdzie nie, doskonale zdają sobie sprawę właściciele i to oni są za nie odpowiedzialni. Łącznie ze sprzątaniem po nich. Tak jak opiekunowie ponoszą konsekwencje nieświadomego działania kilkuletniego dziecka. Nawet jeśli jest to działanie doprowadzające do niepohamowanego szału, to nie odpowiada za nie dziecko, a opiekun. I z psami jest tak samo.

Nie próbuję tutaj zrównać zwierząt z ludźmi, bo naturalnie jesteśmy wyżej w tej hierarchii, ale wyżywanie się na czworonogu za coś, czego konsekwencje powinien ponieść jego właściciel jest absurdalne. A karanie go za to długą śmiercią w męczarniach jest chore. Zwierzęta nie zasługują na takie bestialstwo, a już na pewno nie za realizowanie podstawowych czynności biologicznych.

Ciekaw jestem, czy osoba, która zabiła psa Rafała, zabiłaby też dziecko swoich sąsiadów, gdyby za głośno płakało w nocy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest ARTS_fort1fire

Cześć, zawsze chciałem Cię poznać!

Skip to entry content

No, hej!

Ty wiesz o mnie całkiem sporo, ja o Tobie tyle co nic, a chcę to zmienić i dowiedzieć się ciut więcej, niż to, że gustujesz w dobrych blogach. Ostatnie badanie czytelników było ponad rok temu, co w dobie internetu, znaczy, że to tak jakby było w mezozoiku.

W ciągu tych 365 dni zmieniło się wszystko. I urządzenie, na którym przeglądasz internet, i sposób w jaki zamawiasz taksówkę, i sposób wyrażania emocji na Facebooku, i Twoje zdjęcie profilowe i mój szablon. Zmieniłem wiele w swoim podejściu do blogowania, 3-krotnie mieszkanie i raz oprawki. I Ty też się zmieniłeś, bo nie zmienia się tylko mina Romana Giertycha, a ja bardzo chcę wiedzieć kto siedzi po drugiej stronie internetu i czyta to, co na samym początku docierało tylko do dwójki współlokatorów w akademiku i piątki przyjaciół z liceum.

W badaniu znajdziesz pytania, które mogą Cię zaskoczyć, ale założę się o dobrego burgera, że mnie jeszcze bardziej zaskoczą Twoje odpowiedzi. I będę wdzięczny za każdą jaka by ona nie była. Ankieta jest w pełni anonimowa, żebyś nie czuł oporów przed powiedzeniem mi najbrudniejszej czystej prawdy i zasugerowaniem, żeby odpuścił pisanie i zajął się skręcaniem meblościanek. Albo wyznaniem miłości, to też nie jest zabronione.

To jak, powiesz mi kim jesteś i co myślisz?

(jeśli ankieta się nie ładuje, kliknij tutaj)

Dzięki za zaangażowanie i dojście do tego momentu! Jeśli chcesz wiedzieć co o sobie powiedzieli współczytający, wpadnij na bloga za tydzień, będą wyniki.