Close
Close

Od gimnazjum, gdy jako tako zacząłem się interesować płcią przeciwną, przez kolejne stopnie edukacji, aż po pracę zawodową i względną dorosłość, co jakiś czas dochodziły do mnie głosy ze strony męskiej, że „laski lecą na kasę”. Przy czym, to uwłaczające kobietom stwierdzenie najczęściej padało z ust samców, którzy nie mieli ani pieniędzy, ani powodzenia u płci żeńskiej i ratowali w ten sposób swojego ego. Ratowali w oczach swoich i kolegów.

Bo raz, jak wiadomo, posiadanie pieniędzy nie jest wynikiem pracy, przedsiębiorczości, czy pomysłowości, tylko przypadku, a na przypadki nikt z nas nie ma wpływu, więc „nie mam pieniędzy = nie moja wina”.

A dwa, że jeśli koledzy mają o Tobie dobre zdanie, to tak jakby cały świat miał, nawet jeśli jest to dobre zdanie opierające się na fundamentach kruchych pozorów, bo jak również wiadomo, nie jest ważne, co sam o sobie sądzisz, tylko jak Cię widzą inni.

I tak, kierując się tymi dwoma świętymi prawdami życiowymi, wielu samców wmawia sobie i innym, że niewiasty przyciągają pieniądze, chroniąc w ten sposób swoje dobre samopoczucie, które mogłoby się strzaskać jak kieliszek na imprezie w przypadku odrzucenia. Co zrobić, gdy dziewczyna, którą adorujesz da Ci kosza? Zasugerować, że na pewno leci na hajs, a Ty niebogaty, ale – to warto podkreślić trzema kreskami – UCZCIWY i chciałeś wziąć ją na tę uczciwość swoją, ale – to też więcej niż jedną kreseczką – W DZISIEJSZYCH CZASACH tylko pieniądz się liczy. Co zrobić, gdy ktoś inny poderwie dziewczynę, do której startowałeś? Jednoznacznie stwierdzić, że poleciała na niego, bo miał więcej siana. Co zrobić, gdy znajomi pytają, czemu jesteś sam? Zripostować, że to dlatego, bo kobiety lecą na kasę, a Ciebie w tym momencie nie stać. Proste? Proste!

No chyba, że jest inaczej? Jest?

Patologiczne przypadki zdarzają się wszędzie. Zarówno bywają mężczyźni, których, choćby zakuto w dyby i ogrodzono drutem kolczastym pod napięciem spopielającym mięso, niepohamowanie ciągnie do rozbojów i jak raz na jakiś czas nie dokonają napaści z dotkliwym pobiciem, to im ilość erytrocytów we krwi spada i mogą zapaść w śpiączkę. I również trafiają się kobiety, które mają prostytucję w genach i widząc potencjalnego partnera nie oceniają jego aparycji od 1 do 10, tylko opiniują jego potencjał finansowy od koron czeskich po funty i dopiero, gdy trafiają na kogoś powyżej dolara są w stanie z nim pójść do łóżka, licząc, że wyjdą z niego z kilkoma centami. Ale to marginalne przypadki, a nie podejście reprezentatywne dla całej grupy. W każdy środowisku są patologie i nawet na dożynkach się czasem trzeźwego rolnika spotka.

Większość kobiet jednak nie leci kasę.

Płeć karmiącą magnetyzuje coś zgoła innego niż piniondz. Czym jest to enigmatyczne „coś”, o czym nie wiedzą zgorzkniali frustraci zarzucający laskom skrajny materializm? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy panie podzielić na 2 grupy: dziewczyny i kobiety.

dziewczyna – przedstawicielka rodzaju żeńskiego pomiędzy 16, a 25 rokiem życia, myśląca o seksie, zabawie i filtrach na Instagramie podkreślających jej walory

kobieta – przedstawicielka rodzaju żeńskiego pomiędzy 26, a 60 rokiem życia, myśląca o dzieciach, prowadzeniu domu i przepisach na gołąbki niepodkreślających jej defektów

Co dziewczyny pociąga w facetach?

Pewność siebie.

W czasach późno-szkolnych, kiedy zaczynało do mnie dochodzić, że obcowania z parą cycków może być ciekawszym zajęciem niż gra na PlayStation, zupełnie nie rozumiałem czemu największy kretyn w klasie miał największe powodzenie u dziewczyn. Miał do powiedzenia mniej niż Groot z „Obrońców galaktyki”, a problemy trzymały się go jakby dostały skurczu przy uścisku, co zupełnie nie przeszkadzało mu przyprawiać rówieśniczek o flirtowy chichot. Dopiero kilka lat później uzmysłowiłem sobie, co te wszystkie Kasie, Basie i Joasie niewiedzące o moim istnieniu w nim widziały.

Odwagę.

W momencie kiedy ja piętrzyłem wymówki, czemu miałby do którejś z nich nie podejść, on z tej góry usprawiedliwień po prostu zjeżdżał i to robił. Podchodził, zagadywał, zdobywał ich zainteresowanie i budował relację. Nie bał się. Może przez nieświadomą głupotę, a nie świadomą odwagę? To nieistotne. Po prostu nie bał się podejść i zacząć interakcję. I one to czuły, nawet jeśli tego nie rozumiały. A ja – wizualizując najczarniejsze i jednocześnie absolutnie nierealne scenariusze tego, co mogłoby się stać, gdybym powiedział zwykłe „cześć” – trząsłem się jak galareta. I one też to czuły. I ani jedno, ani drugie nie miało żadnego powiązania z kasą.

Pieniądze mogą dać Ci dobry wygląd, modne gadżety, wstęp do miejsc niedostępnych dla ogółu i znajomość potraw ze zwierząt o istnieniu, których śmiertelnicy nie mają nawet pojęcia. I może to umocnić Twoją pewność siebie, ale jej nie zbuduje. A bez niej nie poderwiesz dziewczyny.

Co kobiety pociąga w facetach?

Ogarniętość.

W okolicach pierwszego dziecka babkom lekko przestawia się w głowach, chomiki zaczynają biegać w innych kołowrotkach, zapalają im się inne lampki i nagle już nie chcą Micka Jaggera, który wygrzmoci je na wszystkie strony, a potem wpadnie w ciąg kokainowy i zniknie na tydzień. To znaczy chcą, ale to tak bardziej w wyobraźni, bo tyle razy poślizgnęły się na myśleniu, że zmienią imprezowego lwa w domowego kota, że już nie chcą lądować na dupie, tylko wygodnie siedzieć na sofie w salonie. Obok ogarniętego mężczyzny.

I teraz pytanie o wartości obrączek ślubnych: co to znaczy, że mężczyzna jest ogarnięty?

To znaczy, że ma pracę i nie żyje od wypłaty do wypłaty, zastanawiając się, czy w tym miesiącu na pewno starczy do 10-go. Może do tego dojść własne mieszkanie i samochód, ale ta stabilizacja życiowo-finansowa jest najistotniejsza. Kobieta, która ma/chce założyć rodzinę, nie chce żyć życiem studenta, który jak nie ma hajsu to nie je, a jak nie ma gdzie spać to idzie pomieszkać kątem do kolegi. Ani nie chce żyć z gwiazdą rocka, która jak wychodzi z domu, to nigdy nie wiadomo, czy wróci. Chce zapewnić swojemu dziecku bezpieczeństwo i stabilizację. Dlatego w perspektywie związku nie pociąga jej już Piotruś Pan, któremu ego wyrywa guziki z koszuli na klacie, tylko ogarnięty mężczyzna, który wie czego chce, ma plan na życie i go realizuje.

I tu pojawiają się piniodze, bo nie ma ogarnięcia bez piniondzów.

Kobiety w okolicach 30-go roku życia zaczynają myśleć o pieniądzach w kontekście relacji, ale nie dlatego, że są pijawkami, które chcą wyssać faceta do ostatnich 50 groszy. Nie. Dlatego, że to, czy mężczyzna ma kasę lub realnie jest w stanie ją mieć, jest miarą jego ogarnięcia. I tego jak sobie radzi z życiem. Bo to nie jest tak, że grubość portfela jest czynnikiem losowym absolutnie niezależnym od jednostki. Nie. To, czy będąc dorosłym człowiekiem jesz szynkę parmeńską, czy mięsopodobny pasztet z płotu, obok którego zając widoczny na opakowaniu postawił bobka, jest wynikiem tego jakie decyzje podjąłeś, jak potrafisz radzić sobie z problemami i jak odnajdujesz się w rzeczywistości.

Nic więc dziwnego, że kobieta planująca potomstwo, chce się związać z kimś, kto realnie o to potomstwo może zadbać, a nie tylko usprawiedliwiać się, że „to nie jego wina” i „tak wyszło”.

I kilka słów na koniec już nie kontekście relacji damsko-męskich, a magnetyzmu międzyludzkiego ogólnie.

Ludzi przyciąga sukces

A pieniądze są tego symbolem.

Sukces buduje pewność siebie – komplementy, uznanie w oczach innych, potwierdzenie Twojej wartości, wpływa na to jak sam się postrzegasz. Sukces obrazuje Twoje ogarnięcie – konsekwencję, pomysłowość, zaradność, determinację, chęć do pracy. Ludzie lgną do sukcesu, bo najszybciej rozwijamy się przy lepszych od siebie. Każdy woli być blisko osoby, która kształtuje nurt rzeczywistości, niż tylko jest bezwiednie przez nią niesiona jak topielec.

Pieniądze są tylko efektem ubocznym sukcesu. Efektem ubocznym, którego zazwyczaj nie doświadczają ludzie wierzący, że „kobiety lecą na kasę”.

(niżej jest kolejny tekst)

58
Dodaj komentarz

avatar
28 Comment threads
30 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
37 Comment authors
Izkaedy7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdęKrzysztof PMaciej Wróblewicz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ZgRZyt
Gość
ZgRZyt

Artykuł jest śmieszny bo autor sam przyznaje, że laski lecą na kasę/ogarnięcie/bezpieczeństwo jeden ch*j jak to nazwiemy a na końcu zaprzecza. Sorry ale 99% facetów ma w dupie to ile laska zarabia natomiast praktycznie każdej dupie forsa imponuje. Przeczytajcie książke „Masa o kobietach Polskiej Mafii” mi ona otworzyła szeroko oczy. Spróbujcie się umówić na randkę z laską powyżej 25 lat (Czyli taką co się już wyskakała po kutasach i zaczęła mysleć). Powiedźcie jej na pierwszej randce zdanie „Pieniądze nie są dla mnie najważniejsze” i obserwujcie jej zszokowaną, wkurwioną minę :D

Edzia
Gość
Edzia

„W każdy środowisku są patologie i nawet na dożynkach się czasem trzeźwego rolnika spotka.” <3
Janek, uwielbiam Cię bez względu na pieniądze <3

Monika
Gość

Też mnie to zachwyciło <3

Saga Sachnik
Gość

I bez względu na to, że w internecie jesteś fajniejszy <3

JakubPe
Gość
JakubPe

I odwieczna zagadka, dlaczego 23 letni student nie może sobie znaleźć ogarniętej, poukładanej kobiety, wreszcie rozwiązana. Janek, dzięki!

artur
Gość
artur

Niestety sprawdza się zasada, że kompleksy najczęściej próbują przypisać innymi ci, którzy sami cierpią na niedostatki w innej bądź tej samej dziedzinie. Fakt, że autor wpisu nie jest najbardziej gorącym chłopakiem w blogosferze wiele mówi o jego sposobie postrzegania innych. Traktuje sukces i jego pochodne jako naczelne i jedynie słuszne aktywa a mężczyznom głoszącym daną teorię przypisuje przekonanie o wewnętrznych ułomnościach. To stawia go wyżej na skali, którą stworzył we własnym zamyśle. Analogicznie postępują internetowi pakerzy, którzy wmawiają kompleksy mężczyzom nie mogącym pochwalić się tężyzną. Na szczęście jestem gejem i wasza hetero-rywalizacja mnie nie dotyczy. Jednak pisząc takie artykuły nie… Czytaj więcej »

edy
Gość
edy

Czyli co? Jeśli stanę sie no sławny w sieci ale YT zablokuje mi możliwość pozyskiwania pieniędzy z reklam to juz nie jest sukces?

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Zabiłbyś czyjeś dziecko, gdyby ci przeszkadzało?

Skip to entry content

O ile zazwyczaj łapię dobry kontakt z dzieciakami moich znajomych chodzącymi do podstawówki, o tyle nie jestem fanem małych dzieci, które albo wrzeszczą albo śpią. A już na pewno nie jestem ich fanem w podróży, kiedy w trakcie 3-godzinnego lotu mam zaserwowany koncert acapella składający się z „łeeeeeeeeeeeeee!”. Gdy idę do knajpy na obiad albo do kawiarni popracować, też takie efekty akustyczne jakoś wyjątkowo nie umilają mi czasu. Nie jest również jakąś wartością dodaną kopanie po kostkach w środkach komunikacji miejskiej, przez tych wystających z wózka. Ani, gdy jadę rozpędzony, wskakiwanie mi pod rower na ścieżce rowerowej, przez tych potrafiących już jako tako utrzymać się na dwóch nogach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę opiekunom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to opiekunowie są za nich odpowiedzialni.

Nie odkryłem tu chyba Ameryki, ani nowego pierwiastka na tablicy Mendelejewa, co? Dobra, to jedziemy dalej.

Równie co wrzask małych dzieci, czy upieprzone spodnie od kopania kilkulatka, irytują mnie gówna na trawnikach. Idziesz sobie romantycznie z dziewczyną nad Wisłę, przechodzicie na drugi brzeg, żeby nie przeszkadzali Wam turyści, chcesz siąść z nią na trawie i zrobić jej wianek z koniczyny, a tu klocek. I cały czar pryska, a ona przypomina sobie, że zostawiła czajnik na gazie, mimo, że używa elektrycznego. Czy w ogóle, chcesz się rozłożyć na kocu w Parku Jordana i poczytać „Podręcznik wojownika światła”, a tu muffinek z trochę innej czekolady. Albo jeszcze inna sytuacja, chcesz pojeździć na rolkach wokół błoń, żeby zrobić formę na lato i zawstydzić Chodakowską, suniesz jak szalona, pocisz się jak wariatka i nagle zaliczasz glebę, bo jakieś bydle spuszczone ze smyczy powaliło Cię z zaskoczenia.

Można się wkurwić, co?

Podobnie, gdy jakiś jamnik zeszcza Ci się na wycieraczkę przed drzwiami albo inny pitbull nie pozwala Ci przejść po chodniku, szczekając z aluzją, że jeśli jeszcze trochę się zbliżysz, to odgryzie Ci nogę. Bardzo nie lubię takich sytuacji i zapewnienie właściciela, że „niech się pan nie boi, on nie gryzie” wcale nie pomaga, bo wiem, że to bydle ma ponad 100kg uścisku w szczękach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę właścicielom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to właściciele są za nich odpowiedzialni.

Tu chyba też mapa nie powiększyła się o żaden nowy kontynent i na Nobla także nie mam co liczyć, no nie? To jak jesteśmy zgodni, to nie zatrzymujmy się.

Wczoraj Rafał Masny z youtube’owego kanału Abstrachuje poinformował, że jego pies nie żyje, bo ktoś go otruł. Jakiś podczłowiek nafaszerował kiełbasy trutką i porozkładał na Polu Mokotowskim – ogromnym parku ze stawem, do którego ludzie przychodzą pospacerować, pobiegać, popiknikować. Z kolei w komentarzach pod tą informacją widzowie Rafała pisali, że na pozostałych warszawskich terenach zielonych pojawiały się inne pułapki na psy – kiełbasy nafaszerowane gwoździami i szpilkami. Po to, żeby pies zwabiony zapachem mięsa połknął przynętę, a potem zdychał w katuszach z powodu nieodwracalnego zatrucia albo krwotoku wewnętrznego.

Ja rozumiem, że kogoś wkurwiają psie odchody na trawnikach, ale to jest czyste skurwysyństwo.

Zwierzę absolutnie nie jest winne temu, że zrobiło kupę na polanie w parku, czy nasikało w miejscu, w którym nie powinno, bo jest zwierzęciem i nie zdaje sobie sprawy z norm narzuconych przez ludzi. Realizuje tylko i wyłącznie swoje funkcje życiowe. Nie wypróżnia się w danym miejscu na złość komuś. Za to o tym, gdzie psy można wyprowadzać, a gdzie nie, doskonale zdają sobie sprawę właściciele i to oni są za nie odpowiedzialni. Łącznie ze sprzątaniem po nich. Tak jak opiekunowie ponoszą konsekwencje nieświadomego działania kilkuletniego dziecka. Nawet jeśli jest to działanie doprowadzające do niepohamowanego szału, to nie odpowiada za nie dziecko, a opiekun. I z psami jest tak samo.

Nie próbuję tutaj zrównać zwierząt z ludźmi, bo naturalnie jesteśmy wyżej w tej hierarchii, ale wyżywanie się na czworonogu za coś, czego konsekwencje powinien ponieść jego właściciel jest absurdalne. A karanie go za to długą śmiercią w męczarniach jest chore. Zwierzęta nie zasługują na takie bestialstwo, a już na pewno nie za realizowanie podstawowych czynności biologicznych.

Ciekaw jestem, czy osoba, która zabiła psa Rafała, zabiłaby też dziecko swoich sąsiadów, gdyby za głośno płakało w nocy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest ARTS_fort1fire

Cześć, zawsze chciałem Cię poznać!

Skip to entry content

No, hej!

Ty wiesz o mnie całkiem sporo, ja o Tobie tyle co nic, a chcę to zmienić i dowiedzieć się ciut więcej, niż to, że gustujesz w dobrych blogach. Ostatnie badanie czytelników było ponad rok temu, co w dobie internetu, znaczy, że to tak jakby było w mezozoiku.

W ciągu tych 365 dni zmieniło się wszystko. I urządzenie, na którym przeglądasz internet, i sposób w jaki zamawiasz taksówkę, i sposób wyrażania emocji na Facebooku, i Twoje zdjęcie profilowe i mój szablon. Zmieniłem wiele w swoim podejściu do blogowania, 3-krotnie mieszkanie i raz oprawki. I Ty też się zmieniłeś, bo nie zmienia się tylko mina Romana Giertycha, a ja bardzo chcę wiedzieć kto siedzi po drugiej stronie internetu i czyta to, co na samym początku docierało tylko do dwójki współlokatorów w akademiku i piątki przyjaciół z liceum.

W badaniu znajdziesz pytania, które mogą Cię zaskoczyć, ale założę się o dobrego burgera, że mnie jeszcze bardziej zaskoczą Twoje odpowiedzi. I będę wdzięczny za każdą jaka by ona nie była. Ankieta jest w pełni anonimowa, żebyś nie czuł oporów przed powiedzeniem mi najbrudniejszej czystej prawdy i zasugerowaniem, żeby odpuścił pisanie i zajął się skręcaniem meblościanek. Albo wyznaniem miłości, to też nie jest zabronione.

To jak, powiesz mi kim jesteś i co myślisz?

(jeśli ankieta się nie ładuje, kliknij tutaj)

Dzięki za zaangażowanie i dojście do tego momentu! Jeśli chcesz wiedzieć co o sobie powiedzieli współczytający, wpadnij na bloga za tydzień, będą wyniki.