Close
Close

Nie ma czegoś takiego jak konstruktywna publiczna krytyka

Skip to entry content

Istnieje takie magiczne sformułowanie jak „konstruktywna krytyka”, które daje używającej go osobie złoty talon na publiczne udzielanie rad, pouczanie i wytykanie błędów bez możliwości obruszenia się przez adresata, bo to przecież dla jego dobra, więc powinien być jeszcze wdzięczny. Nie jest tak. I nie jest tak zupełnie, jeśli dzieje się to przy osobach trzecich. Nie ma czegoś takiego jak konstruktywna publiczna krytyka i żeby to zobrazować, chcę żebyś wykonał ze mną małe ćwiczenie.

Twój kumpel z pracy popełnił błąd, w mailu do całego zespołu napisał „wziąść”. Co robisz?
a) wstajesz od biurka, przechodzisz 2 kroki i mówisz mu, że poprawną formą jest „wziąć”
b) wysyłasz do całego Waszego zespołu wiadomość informującą, że w mailu od Twojego kumpla jest błąd
c) wysyłasz do działu obok wiadomość informującą, że w mailu od Twojego kumpla jest błąd
d) wieszasz przy wejściu do budynku kartkę z informacją, że w mailu od Twojego kumpla jest błąd

Wybrałeś najoczywistszą dla Ciebie odpowiedź? To super, to teraz odwróćmy sytuację.

To Ty nieprawidłowo odmieniłeś czasownik i w służbowym mailu napisałeś „poszłem” zamiast „poszedłem”. Jak chciałbyś, żeby zareagowała na pomyłkę osoba, z którą pracujesz?
a) bezpośrednio w kontakcie 1:1 poinformowała Cię o pomyłce
b) poinformowała Cię o pomyłce na forum publicznym
c) wytknęła Twoją wpadkę przy innych osobach, ale nie przy Tobie
d) możliwie maksymalnie nagłośniła Twój błąd

Czym jest „krytyka”, myślę, że każdy z nas zdaje sobie sprawę, jednak spójrzmy do Słownika Języka Polskiego i sprawdźmy co kryje się pod przymiotnikiem „konstruktywny”, bo to już może nie być dla wszystkich takie oczywiste.

konstruktywny
1. «dający pozytywne rezultaty, wnoszący coś nowego, konkretnego»
2. «zdolny do stworzenia czegoś nowego, wartościowego»

Każdy z wariantów rozwiązania powyższych sytuacji jest krytyką, ale tylko pierwszy z nich jest krytyką konstruktywną. Oczywiście konstruktywną dla osoby krytykowanej. Czemu? Bo nie ma czegoś takiego jak konstruktywna publiczna krytyka.

Po pierwsze, już sam fakt nagłaśniania danego tematu świadczy o tym, że osobie, która to robi bardziej zależy na przyciągnięciu uwagi do problemu/zjawiska, niż rozwiązaniu tej konkretnej sytuacji. Gdyby jej główną intencją było naprostowanie niepoprawnego zachowania, zwróciłaby się bezpośrednio do autora, nie eskalując zjawiska dalej. Jeśli ktoś publicznie krytykuje daną kwestię wraz z osobą, której dotyczy ten temat, to albo po prostu chce dowalić tej osobie – a cios zadany przy widzach boli dużo mocniej niż na osobności – albo samemu chce coś ugrać, licząc na poklask i aprobatę widowni. A najczęściej jedno i drugie, czyli pocisnąć kogoś pod przykrywką dobrych intencji i zgarnąć uwagę postronnych gapiów.

Przykład: jeśli wrzuciłeś na jakiś portal społecznościowy zdjęcie jak jesz pączka, a jakaś dobra dusza w komentarzu pod nim napisała „wiesz ile to ma cukru? to biała śmierć, nie powinieneś jeść takich rzeczy, zwłaszcza o tej godzinie”, to ten domorosły dietetyk nie dzieli się z Tobą informacją o wpływie pączka na Twój organizm, bo się o Ciebie troszczy. Gdyby tak było, po prostu napisałby Ci w wiadomości prywatnej, że martwi się o Twój metabolizm i chciał Cię poinformować, że taki posiłek może wpłynąć na niego negatywnie. Ten uświadamiacz ludzkości pisze to w komentarzu pod zdjęciem, bo albo od dawna szuka okazji, żeby wbić Ci szpilę, albo jest żebrakiem atencji i liczy, że osoby, które zobaczą tę wiadomość dadzą mu polubienia, co sprawi, że on sam poczuje się doceniony i zauważony.

Jeśli zastanawiasz się, czy faktycznie tak to działa, to zadaj sobie pytanie: czy jeśli osoba krytykująca Cię publicznie nie liczyłaby na poklask, wciąż robiłaby to publicznie?

Inny przykład: jeśli widzisz, że kobiecie stojącej obok Ciebie poszło oczko w pończosze, a jesteś jej życzliwy i chcesz jej pomóc, a nie zaszkodzić, to mówisz jej to na ucho, czy czekasz na moment, w którym Twój komentarz usłyszą wszystkie osoby zebrane w pomieszczeniu?

Po drugie, publiczna krytyka nie jest konstruktywna dla krytykowanej osoby, bo to tak, jakbyś rozmawiał przez telefon i ktoś Ci krzyczał do słuchawki. Nie skupiasz się na tym co mówi, tylko na tym, że krzyczy. Gdy w trakcie obiadu przy rodzinnym stole słyszysz od ciotki, że z Twoją wagą powinieneś odpuścić deser, nie myślisz o tym, czy ma rację, czy nie i czy powinieneś się zreflektować nad swoim sposobem odżywiania. Myślisz o tym, że zdyskredytowała Cię przy całej rodzinie, przez co nawet jeśli jej uwaga była słuszna, to – zgodnie z definicją słowa „konstruktywny” – ani nie dała pozytywnych rezultatów, ani nie była wartościowa. A wszystko przez sposób jej udzielenia. Sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby ciotka po prostu podeszła i przekazała Ci ją na osobności.

Czy to w rzeczywistości, czy na Facebooku, trudno publiczną krytykę nazwać konstruktywną dla krytykowanej osoby. W pierwszym przypadku jest sposobem dopieprzenia komuś pod przykrywką dobrych intencji, w drugim sposobem zebranie lajków i połechtania ego chwilą uwagi.

(niżej jest kolejny tekst)

49
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
37 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
Kamil LipińskiMonika GrzebykDominikaŁukasz Ł.Maria Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
baqu
Gość
baqu

Masz rację i w wszystkich podanych przypadkach lepiej zwrócić się z krytyką do osoby która popełniła błąd 1:1 chociaż czasem i publiczna krytyka dla osoby może być korzystna jeżeli jest wyjątkowo dojrzała i potrafi przełknąć fakt upokorzenia i skupić się na poprawie a pomóc może to że chce uniknąć wstydu na następny raz. Jednak są wypadki kiedy PUBLICZA krytyka jest jedyną możliwą do zastosowania np. w stosunku do polityków czy chociażby blogerów takich jak ty. Uważasz, że 99% twoich czytelników nie ma prawa Cię krytykować z zachowaniem kultury wypowiedzi?

baqu
Gość
baqu

Prywatna wiadomość do kogoś kto ma tysiące wiadomości dziennie może nie zostać odebrana.

Jan Favre
Gość

Więc na wszelki wypadek lepiej zrobić to publicznie?

baqu
Gość
baqu

Nie na wszelki wypadek, w wypadku kiedy nie mamy pewności można próbować. No ale w wypadku osób publicznych których fanpage mają po kilkadziesiąt tysięcy fanów to tylko taka krytyka zadziała, a jak ktoś gada bzdury to trzeba reagować.
:)

Bianka Fajlhauer
Gość
Bianka Fajlhauer

Racja, tym sposobem mozemy oceniac jedynie osoby ktore znamy personalnie. To ma sens w przypadku krytykowania konkretnych cech charakteru a co z krytyka, np tego jak ktos wykonuje swoj zawod. Mamy prawo a wrecz powinnismy oceniac politykow, urzednikow, aktorow, dziennikarzy, lekarzy itp itd. Konstruktywna publiczna krytyka ma tez miejsce w przypadku oceniania miejsc, knajp, hoteli. Wazne zebysmy wymieniali sie pogladami i jakiekolwiek mieli

baqu
Gość
baqu

Świetny przykład z knajpami i hotelami. Myślę że krytyka ma w tym wypadku nie tylko na celu pomóc dyrektorowi czy właścicielowi ale również przyszłym klientom. Jeżeli dana restauracja zbiera stale złe noty, to dlaczego nie ostrzec przed tym innych w formie krytyki tejże knajpy

Bianka Fajlhauer
Gość
Bianka Fajlhauer

Dokladnie :) ale tak samo tez sie dzieje z ocenianiem np lekarzy online. Na takiej krytyce opieraja sie tez przeciez portale takie jak filmweb, IMDB, tripadvisor, foursquare i wiele wiele innych

Jan Favre
Gość

Bianka, co do polityków to tutaj nie tyle chodzi o krytykę ich samych, co poglądów, które głoszą i działań które podejmują, bo robią to w naszym – wyborców imieniu – i ma to potem na nas wpływ, bo decydują o warunkach w jakich będziemy żyli. Jednak co do aktorów, to czemu uważasz, że powinniśmy ich oceniać? Natomiast co do hoteli, czy restauracji, to jak słusznie zauważyliście, są to miejsca, a nie ludzie :) i krytykujemy je najczęściej po to, żeby ostrzec innych lub po prostu się wyżalić, anie, żeby udzielić im w ten sposób pomocy, więc również nie jest to… Czytaj więcej »

baqu
Gość
baqu

Nie słyszałem żeby ściany gotowały. Krytyka kuchni jest krytyką ludzi gotujących

Jan Favre
Gość

Pomijając, to czy Twoje uwagi w ogóle docierają do osób, które się tym zajmują, to naprawdę uważasz Twoja krytyka jedzenia jest naprawdę konstruktywna dla ludzi zajmujących się gotowaniem zawodowo? To tak jakbyś uważał, że skoro lubisz oglądać piłkę nożną, piłkarze powinni czerpać garściami z Twoich uwag, bo są pomocne.

baqu
Gość
baqu

Myślę że rozgotowany makaron albo przesolona potrawa jest wynikiem niedbałości kucharza i nie potrzebuję do stwierdzenia tego wykształcenia gastronomicznego. Poza tym ja oceniam efekt – jeżeli jest zły to kucharz który zna się na gotowaniu powinien zastanowić się jak to naprawić – ja tego mu nie powiem

Jan Favre
Gość

„Poza tym ja oceniam efekt – jeżeli jest zły to kucharz który zna się na gotowaniu powinien zastanowić się jak to naprawić” – tylko, że ten efekt jest zły według Ciebie. Nie wiesz o jaki efekt chodziło kucharzowi, czy właścicielowi restauracji. Oczywiście ma prawo Ci się nie podobać, ale przekonanie, że Twoja ocena efektu, jako przypadkowej osoby nie będącej specjalistą w danym temacie, jest budująca jest złudne, bo z oceną jest jak z dupą, każdy ma swoją.

Bianka Fajlhauer
Gość
Bianka Fajlhauer

Docieraja :) Szczegolnie w tych lepszych knajpach i hotelach. Niewazne czego, mowimy o krytyce jako takiej. Poglady ktore glosza wynikaja z ich osobowsci swoja droga. Mamy prawo krytykowac politykow bo ich wybieramy, aktorow bo placimy za sztuke ktora ogladamy wiec mamy prawo miec pewne oczekiwania. Tak jak napisala baqu, kucharz powinien sie zastanowic co naprawic, tak samo polityk co zmienic a aktor czy jego kreacja jest na pewno udana. Nie ma znaczenia to, ze kazdy ma inny gust czy zdanie. To my placimy za dana usluge i to dla nas byla ona przygotowana. Mamy jak najbardziej prawo byc z niej… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

Bianka, ale mam wrażenie, że cały czas się rozmijamy w podstawowej kwestii – ja absolutnie nie kwestionuję prawa do krytyki, tylko to, czy jest ona konstruktywna :)

„Gdybysmy sie wszyscy stosowali do zasady „nie masz nic milego do powiedzenia to nie mow nic” to stalibysmy w miejscu.” – gdybyśmy się wszyscy stosowali do zasady „jeśli masz coś niemiłego do powiedzenia to powiedz to prywatnie” to mielibyśmy drugą Japonię :)

Bianka Fajlhauer
Gość
Bianka Fajlhauer

Hm, mam wrazenie ze nie dokonca trzymasz sie tego o czym napisales. Rozmawiamy o tym czy istnieje cos takiego jak konstruktywna publiczna krytyka. Dlaczego to, ze jest publiczna mialoby dyskwalifikowac ja z bycia konstruktywna? Konstruktywna to tez troche pojecie wzgledne, ktos moze powiedziec „obrzydliwa zupa” i sprawic tym ze ktos zastanowi sie nad jej smakiem i wprowadzaniem ewentualnych zmian. Jasne, ale nie wszystko da sie powiedziec prywatnie to raz a dwa ze tak jak mowilismy wczesniej, opinie o pewnych rzeczach kraza i moga byc przydatne dla innych. I o to wlasnie chodzi, ze czasami to ze jest publiczna nawet i… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

„Jasne, ale nie wszystko da sie powiedziec prywatnie to raz a dwa ze tak jak mowilismy wczesniej, opinie o pewnych rzeczach kraza i moga byc przydatne dla innych.” – zgadza się, tyle, że wpis jest o tym, czy krytyka jest konstruktywna, czy nie z perspektywy krytykowanego, a tu odwołujesz się do osób trzecich i nie mówimy tu o krytyce jednostki, tylko podmiotów na rynku towarów i usług, więc to co innego.

Weronika Truszczyńska
Gość

„Gdybysmy sie wszyscy stosowali do zasady „nie masz nic milego do powiedzenia to nie mow nic” to stalibysmy w miejscu.” Jeżeli takie jest myślenie w Polsce to ja już na zawsze zostaję w Azji, w której ludzie zdają sobie sprawę, że jak nie mają nic wartościowego do powiedzenia (a przeważnie nie mają), to siedzą cicho. I tym sposobem jak ktoś jest otyły to radę da mu mama/tata/żona/mąż, a nie przypadkowy Sebix na ulicy, krzycząc „heheheh, jaki spaślak”. Uważam że to podejście jest lepsze. A stwierdzenie że gdyby ludzie się nie krytykowali to stalibyśmy w miejscu jest z dupy wyjęte, bo… Czytaj więcej »

Bianka Fajlhauer
Gość
Bianka Fajlhauer

„”Gdybysmy sie wszyscy stosowali do zasady „nie masz nic milego do powiedzenia to nie mow nic” to stalibysmy w miejscu.” Jeżeli takie jest myślenie w Polsce to ja już na zawsze zostaję w Azji, w której ludzie zdają sobie sprawę, że jak nie mają nic wartościowego do powiedzenia (a przeważnie nie mają), to siedzą cicho.” Weronika, zasada „If you don’t have anything nice to say, don’t say anything at all” odnosi sie do ogolnej krytyki swiata jako takiej a nie do jakis prostackich personalnych komentarzy, co chyba mozna wywnionskowac z reszty mojej wypowiedzi. To jest oczywiste, ze kiedy wchodzimy w… Czytaj więcej »

Jan Favre
Gość

baqu, ale my tu nie mówimy o prawie, tylko o tym, czy taka krytyka jest pomocna dla osoby krytykowanej. To raz. Dwa, na temat krytyki tego co robię i moim podejściu do krytyki bardzo obszernie wypowiadałem się tutaj: http://stayfly.pl/2014/12/czy-krytyka-jest-potrzebna/ Trzy, czemu uważasz, że w moim przypadku krytyka 1:1 jest niemożliwa?

baqu
Gość
baqu

Masz rację może twój przykład nie jest najlepszy bo mimo że masz duże grono czytelników to może nie jesteś kompletnie zasypany wiadomościami, ale są ludzie do których tylko przez publiczną wiadomość która zostanie poparta przez innych można dotrzeć bo inna nie zostanie zauważona. A co do skuteczności i pozytywnych efektów takiej krytyki to może nie jest tak efektywna jak ta 1:1 ale czy nie lepsze to niż kompletny brak krytyki dla takiej osoby? Nie sądze by to jej słuzyło. Można łatwo popaść w samozachwyt

Jan Favre
Gość

Tylko pytanie, co złego jest w samozachwycie? Zawsze mnie fascynuje jak osoby trzecie tak żarliwie dbają o to, żeby ktoś w niego nie popadł, rozumiem, że same nie chciałby się w nim znaleźć, ale czemu od razu zakładają, że dla innych osób również będzie on niekorzystny.

baqu
Gość
baqu

Nie wiem jak ty ale z historii w liceum wyniosłem że wielu ludzi traciło wiele na samozachwycie i przekonaniu że to co robią jest najlepsze i bez wad.

Jan Favre
Gość

Wiele osób też wiele straciło na Giełdzie Papierów Wartościowych i wiele osób zabijało innych ludzi w imię wiary. GPW i wiara jest zła?

baqu
Gość
baqu

Nie ale dlatego w każdym podręczniku do ekonomi czy poradniku do inwestowania na GPW jest napisane że to bardzo ryzykowne, gwarantuje że więcej osób straciło na GPW niż zyskało i właśnie dlatego ważna jest opinia i krytyka innych, dzięki niej możemy być mądrzejsi. A co do GPW to wiele osób dzięki niej zarobiło majątek, znasz kogoś komu wyszło dobrze stałe trwanie w samozachwycie?

Jan Favre
Gość

Jestem pod wrażeniem Twojej chęci zbawiania świata, ale tak pierwszy z brzegu – Kanye West robi świetne bity mimo, że jest zakochany w sobie.

Karolina
Gość
Karolina

Czasami konstruktywna krytyka twarzą w twarz nie działa.. :)

Jan Favre
Gość

A Ty tak bardzo chcesz „naprawić” daną osobę, że w końcu krytykujesz ją publicznie? :)

baqu
Gość
baqu

Jedni chcą inni nie. Nie rozumiem cynizmu który stosujesz. Większość jest może i taka że chce komuś dojebać ale nie generalizujmy, a napewno nie piszmy że coś jest ZAWSZE jakby to był wzór na delte hehe

Jan Favre
Gość

Dobrze baqu, wszyscy poza Tobą, hehe

baqu
Gość
baqu

Podziwiam w takim razie twoją świadomość, taki tekst a sam krytykuje i szkodzi innym.

Jan Favre
Gość

Mam wrażenie, że zupełnie nie zrozumiałeś tekstu, ale dobra, gdzie komuś szkodzę?

baqu
Gość
baqu

Twierdzisz że wszystkim poza mną zależy na szkodzeniu i poklasku i dlatego stosują publiczną krytykę, stąd moja wypowiedź że skoro zaliczasz się do tych ludzi to podziwiam samoświadomość swoich wad.

Jan Favre
Gość

Wyrazu podziwu przyjęte, aczkolwiek ta dyskusja jest jałowa i nic nie wnosi do tematu.

Karolina
Gość
Karolina

Nie, po prostu głośno mówię co myślę. :)

Maria
Gość

Masz rację, ale ja w takim przypadku uznaję, że z tą osobą jest może coś nie tak, nie chcę spędzać więc z nią czasu i idę dalej, nie zwracając na nią uwagi – tak się serio lepiej żyje. Ja wyrabiam sobie w taki odruch, że jak tylko za bardzo skupiam się na tym, co ktoś robi źle, to strzelam sobie wewnętrznie liścia w twarz (tak… od środka :D), że chyba mam za dużo czasu i mi się nudzi, i zaczynam się zajmować swoim życiem. Jakbym całe życie miała się czuć Mesjaszem narodu i publicznie czy też twarzą w twarz naprostowywać,… Czytaj więcej »

Karolina
Gość
Karolina

Tak, też masz rację. Napisałam tylko,że nie zawsze to działa. A jak nie działa to robię podobnie jak mówisz, zrywam kontakt. Jeśli ktoś chce robić z siebie idiotę to jego sprawa. :)

Gacina
Gość
Gacina

„jeśli widzisz, że kobiecie stojącej obok Ciebie poszło oczko w
pończosze, a jesteś jej życzliwy i chcesz jej pomóc, a nie zaszkodzić,
to mówisz jej to na ucho, czy czekasz na moment, w którym Twój komentarz
usłyszą wszystkie osoby zebrane w pomieszczeniu?” świetny przykład!

Kamil
Gość
Kamil

Ogólnie zgoda, zabrakło mi tutaj tylko jednej rzeczy o którą tutaj zapytam. A co jeśli znajdziemy się po drugiej stronie i sami otrzymujemy „publiczną konstruktywną krytykę”? Chyba nie ma co udawać, że coś się nie wydarzyło jeśli się wydarzyło. Przyznajemy się do błędu, dziękujemy i obiecujemy poprawę. Czasem jednak znajduje się jakaś nadgorliwa osoba i z jakieś pierdoły robi problem porównywalny do głodu w Afryce? Wymiana uprzejmości, zarzucenie złośliwości, ignorancja?

Jan Favre
Gość

Dobre pytanie, nie wiem, czy jest tu jakaś uniwersalna rada i ja sam reaguje różnie w zależności od sytuacji.

Gacina
Gość
Gacina

Psy szczekają karawana jedzie dalej :)

Mariusz Głuch
Gość

Jak widzę jakąś literówkę czy błąd i kolegów blogerów to do nich piszę wiadomość prywatną: Słuchaj czytam Twój tekst, jest super, ale masz literówkę.
Ale jak ktoś by mi napisał to w komentarzu to zwykły … :)

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Od gimnazjum, gdy jako tako zacząłem się interesować płcią przeciwną, przez kolejne stopnie edukacji, aż po pracę zawodową i względną dorosłość, co jakiś czas dochodziły do mnie głosy ze strony męskiej, że „laski lecą na kasę”. Przy czym, to uwłaczające kobietom stwierdzenie najczęściej padało z ust samców, którzy nie mieli ani pieniędzy, ani powodzenia u płci żeńskiej i ratowali w ten sposób swojego ego. Ratowali w oczach swoich i kolegów.

Bo raz, jak wiadomo, posiadanie pieniędzy nie jest wynikiem pracy, przedsiębiorczości, czy pomysłowości, tylko przypadku, a na przypadki nikt z nas nie ma wpływu, więc „nie mam pieniędzy = nie moja wina”.

A dwa, że jeśli koledzy mają o Tobie dobre zdanie, to tak jakby cały świat miał, nawet jeśli jest to dobre zdanie opierające się na fundamentach kruchych pozorów, bo jak również wiadomo, nie jest ważne, co sam o sobie sądzisz, tylko jak Cię widzą inni.

I tak, kierując się tymi dwoma świętymi prawdami życiowymi, wielu samców wmawia sobie i innym, że niewiasty przyciągają pieniądze, chroniąc w ten sposób swoje dobre samopoczucie, które mogłoby się strzaskać jak kieliszek na imprezie w przypadku odrzucenia. Co zrobić, gdy dziewczyna, którą adorujesz da Ci kosza? Zasugerować, że na pewno leci na hajs, a Ty niebogaty, ale – to warto podkreślić trzema kreskami – UCZCIWY i chciałeś wziąć ją na tę uczciwość swoją, ale – to też więcej niż jedną kreseczką – W DZISIEJSZYCH CZASACH tylko pieniądz się liczy. Co zrobić, gdy ktoś inny poderwie dziewczynę, do której startowałeś? Jednoznacznie stwierdzić, że poleciała na niego, bo miał więcej siana. Co zrobić, gdy znajomi pytają, czemu jesteś sam? Zripostować, że to dlatego, bo kobiety lecą na kasę, a Ciebie w tym momencie nie stać. Proste? Proste!

No chyba, że jest inaczej? Jest?

Patologiczne przypadki zdarzają się wszędzie. Zarówno bywają mężczyźni, których, choćby zakuto w dyby i ogrodzono drutem kolczastym pod napięciem spopielającym mięso, niepohamowanie ciągnie do rozbojów i jak raz na jakiś czas nie dokonają napaści z dotkliwym pobiciem, to im ilość erytrocytów we krwi spada i mogą zapaść w śpiączkę. I również trafiają się kobiety, które mają prostytucję w genach i widząc potencjalnego partnera nie oceniają jego aparycji od 1 do 10, tylko opiniują jego potencjał finansowy od koron czeskich po funty i dopiero, gdy trafiają na kogoś powyżej dolara są w stanie z nim pójść do łóżka, licząc, że wyjdą z niego z kilkoma centami. Ale to marginalne przypadki, a nie podejście reprezentatywne dla całej grupy. W każdy środowisku są patologie i nawet na dożynkach się czasem trzeźwego rolnika spotka.

Większość kobiet jednak nie leci kasę.

Płeć karmiącą magnetyzuje coś zgoła innego niż piniondz. Czym jest to enigmatyczne „coś”, o czym nie wiedzą zgorzkniali frustraci zarzucający laskom skrajny materializm? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy panie podzielić na 2 grupy: dziewczyny i kobiety.

dziewczyna – przedstawicielka rodzaju żeńskiego pomiędzy 16, a 25 rokiem życia, myśląca o seksie, zabawie i filtrach na Instagramie podkreślających jej walory

kobieta – przedstawicielka rodzaju żeńskiego pomiędzy 26, a 60 rokiem życia, myśląca o dzieciach, prowadzeniu domu i przepisach na gołąbki niepodkreślających jej defektów

Co dziewczyny pociąga w facetach?

Pewność siebie.

W czasach późno-szkolnych, kiedy zaczynało do mnie dochodzić, że obcowania z parą cycków może być ciekawszym zajęciem niż gra na PlayStation, zupełnie nie rozumiałem czemu największy kretyn w klasie miał największe powodzenie u dziewczyn. Miał do powiedzenia mniej niż Groot z „Obrońców galaktyki”, a problemy trzymały się go jakby dostały skurczu przy uścisku, co zupełnie nie przeszkadzało mu przyprawiać rówieśniczek o flirtowy chichot. Dopiero kilka lat później uzmysłowiłem sobie, co te wszystkie Kasie, Basie i Joasie niewiedzące o moim istnieniu w nim widziały.

Odwagę.

W momencie kiedy ja piętrzyłem wymówki, czemu miałby do którejś z nich nie podejść, on z tej góry usprawiedliwień po prostu zjeżdżał i to robił. Podchodził, zagadywał, zdobywał ich zainteresowanie i budował relację. Nie bał się. Może przez nieświadomą głupotę, a nie świadomą odwagę? To nieistotne. Po prostu nie bał się podejść i zacząć interakcję. I one to czuły, nawet jeśli tego nie rozumiały. A ja – wizualizując najczarniejsze i jednocześnie absolutnie nierealne scenariusze tego, co mogłoby się stać, gdybym powiedział zwykłe „cześć” – trząsłem się jak galareta. I one też to czuły. I ani jedno, ani drugie nie miało żadnego powiązania z kasą.

Pieniądze mogą dać Ci dobry wygląd, modne gadżety, wstęp do miejsc niedostępnych dla ogółu i znajomość potraw ze zwierząt o istnieniu, których śmiertelnicy nie mają nawet pojęcia. I może to umocnić Twoją pewność siebie, ale jej nie zbuduje. A bez niej nie poderwiesz dziewczyny.

Co kobiety pociąga w facetach?

Ogarniętość.

W okolicach pierwszego dziecka babkom lekko przestawia się w głowach, chomiki zaczynają biegać w innych kołowrotkach, zapalają im się inne lampki i nagle już nie chcą Micka Jaggera, który wygrzmoci je na wszystkie strony, a potem wpadnie w ciąg kokainowy i zniknie na tydzień. To znaczy chcą, ale to tak bardziej w wyobraźni, bo tyle razy poślizgnęły się na myśleniu, że zmienią imprezowego lwa w domowego kota, że już nie chcą lądować na dupie, tylko wygodnie siedzieć na sofie w salonie. Obok ogarniętego mężczyzny.

I teraz pytanie o wartości obrączek ślubnych: co to znaczy, że mężczyzna jest ogarnięty?

To znaczy, że ma pracę i nie żyje od wypłaty do wypłaty, zastanawiając się, czy w tym miesiącu na pewno starczy do 10-go. Może do tego dojść własne mieszkanie i samochód, ale ta stabilizacja życiowo-finansowa jest najistotniejsza. Kobieta, która ma/chce założyć rodzinę, nie chce żyć życiem studenta, który jak nie ma hajsu to nie je, a jak nie ma gdzie spać to idzie pomieszkać kątem do kolegi. Ani nie chce żyć z gwiazdą rocka, która jak wychodzi z domu, to nigdy nie wiadomo, czy wróci. Chce zapewnić swojemu dziecku bezpieczeństwo i stabilizację. Dlatego w perspektywie związku nie pociąga jej już Piotruś Pan, któremu ego wyrywa guziki z koszuli na klacie, tylko ogarnięty mężczyzna, który wie czego chce, ma plan na życie i go realizuje.

I tu pojawiają się piniodze, bo nie ma ogarnięcia bez piniondzów.

Kobiety w okolicach 30-go roku życia zaczynają myśleć o pieniądzach w kontekście relacji, ale nie dlatego, że są pijawkami, które chcą wyssać faceta do ostatnich 50 groszy. Nie. Dlatego, że to, czy mężczyzna ma kasę lub realnie jest w stanie ją mieć, jest miarą jego ogarnięcia. I tego jak sobie radzi z życiem. Bo to nie jest tak, że grubość portfela jest czynnikiem losowym absolutnie niezależnym od jednostki. Nie. To, czy będąc dorosłym człowiekiem jesz szynkę parmeńską, czy mięsopodobny pasztet z płotu, obok którego zając widoczny na opakowaniu postawił bobka, jest wynikiem tego jakie decyzje podjąłeś, jak potrafisz radzić sobie z problemami i jak odnajdujesz się w rzeczywistości.

Nic więc dziwnego, że kobieta planująca potomstwo, chce się związać z kimś, kto realnie o to potomstwo może zadbać, a nie tylko usprawiedliwiać się, że „to nie jego wina” i „tak wyszło”.

I kilka słów na koniec już nie kontekście relacji damsko-męskich, a magnetyzmu międzyludzkiego ogólnie.

Ludzi przyciąga sukces

A pieniądze są tego symbolem.

Sukces buduje pewność siebie – komplementy, uznanie w oczach innych, potwierdzenie Twojej wartości, wpływa na to jak sam się postrzegasz. Sukces obrazuje Twoje ogarnięcie – konsekwencję, pomysłowość, zaradność, determinację, chęć do pracy. Ludzie lgną do sukcesu, bo najszybciej rozwijamy się przy lepszych od siebie. Każdy woli być blisko osoby, która kształtuje nurt rzeczywistości, niż tylko jest bezwiednie przez nią niesiona jak topielec.

Pieniądze są tylko efektem ubocznym sukcesu. Efektem ubocznym, którego zazwyczaj nie doświadczają ludzie wierzący, że „kobiety lecą na kasę”.

Zabiłbyś czyjeś dziecko, gdyby ci przeszkadzało?

Skip to entry content

O ile zazwyczaj łapię dobry kontakt z dzieciakami moich znajomych chodzącymi do podstawówki, o tyle nie jestem fanem małych dzieci, które albo wrzeszczą albo śpią. A już na pewno nie jestem ich fanem w podróży, kiedy w trakcie 3-godzinnego lotu mam zaserwowany koncert acapella składający się z „łeeeeeeeeeeeeee!”. Gdy idę do knajpy na obiad albo do kawiarni popracować, też takie efekty akustyczne jakoś wyjątkowo nie umilają mi czasu. Nie jest również jakąś wartością dodaną kopanie po kostkach w środkach komunikacji miejskiej, przez tych wystających z wózka. Ani, gdy jadę rozpędzony, wskakiwanie mi pod rower na ścieżce rowerowej, przez tych potrafiących już jako tako utrzymać się na dwóch nogach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę opiekunom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to opiekunowie są za nich odpowiedzialni.

Nie odkryłem tu chyba Ameryki, ani nowego pierwiastka na tablicy Mendelejewa, co? Dobra, to jedziemy dalej.

Równie co wrzask małych dzieci, czy upieprzone spodnie od kopania kilkulatka, irytują mnie gówna na trawnikach. Idziesz sobie romantycznie z dziewczyną nad Wisłę, przechodzicie na drugi brzeg, żeby nie przeszkadzali Wam turyści, chcesz siąść z nią na trawie i zrobić jej wianek z koniczyny, a tu klocek. I cały czar pryska, a ona przypomina sobie, że zostawiła czajnik na gazie, mimo, że używa elektrycznego. Czy w ogóle, chcesz się rozłożyć na kocu w Parku Jordana i poczytać „Podręcznik wojownika światła”, a tu muffinek z trochę innej czekolady. Albo jeszcze inna sytuacja, chcesz pojeździć na rolkach wokół błoń, żeby zrobić formę na lato i zawstydzić Chodakowską, suniesz jak szalona, pocisz się jak wariatka i nagle zaliczasz glebę, bo jakieś bydle spuszczone ze smyczy powaliło Cię z zaskoczenia.

Można się wkurwić, co?

Podobnie, gdy jakiś jamnik zeszcza Ci się na wycieraczkę przed drzwiami albo inny pitbull nie pozwala Ci przejść po chodniku, szczekając z aluzją, że jeśli jeszcze trochę się zbliżysz, to odgryzie Ci nogę. Bardzo nie lubię takich sytuacji i zapewnienie właściciela, że „niech się pan nie boi, on nie gryzie” wcale nie pomaga, bo wiem, że to bydle ma ponad 100kg uścisku w szczękach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę właścicielom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to właściciele są za nich odpowiedzialni.

Tu chyba też mapa nie powiększyła się o żaden nowy kontynent i na Nobla także nie mam co liczyć, no nie? To jak jesteśmy zgodni, to nie zatrzymujmy się.

Wczoraj Rafał Masny z youtube’owego kanału Abstrachuje poinformował, że jego pies nie żyje, bo ktoś go otruł. Jakiś podczłowiek nafaszerował kiełbasy trutką i porozkładał na Polu Mokotowskim – ogromnym parku ze stawem, do którego ludzie przychodzą pospacerować, pobiegać, popiknikować. Z kolei w komentarzach pod tą informacją widzowie Rafała pisali, że na pozostałych warszawskich terenach zielonych pojawiały się inne pułapki na psy – kiełbasy nafaszerowane gwoździami i szpilkami. Po to, żeby pies zwabiony zapachem mięsa połknął przynętę, a potem zdychał w katuszach z powodu nieodwracalnego zatrucia albo krwotoku wewnętrznego.

Ja rozumiem, że kogoś wkurwiają psie odchody na trawnikach, ale to jest czyste skurwysyństwo.

Zwierzę absolutnie nie jest winne temu, że zrobiło kupę na polanie w parku, czy nasikało w miejscu, w którym nie powinno, bo jest zwierzęciem i nie zdaje sobie sprawy z norm narzuconych przez ludzi. Realizuje tylko i wyłącznie swoje funkcje życiowe. Nie wypróżnia się w danym miejscu na złość komuś. Za to o tym, gdzie psy można wyprowadzać, a gdzie nie, doskonale zdają sobie sprawę właściciele i to oni są za nie odpowiedzialni. Łącznie ze sprzątaniem po nich. Tak jak opiekunowie ponoszą konsekwencje nieświadomego działania kilkuletniego dziecka. Nawet jeśli jest to działanie doprowadzające do niepohamowanego szału, to nie odpowiada za nie dziecko, a opiekun. I z psami jest tak samo.

Nie próbuję tutaj zrównać zwierząt z ludźmi, bo naturalnie jesteśmy wyżej w tej hierarchii, ale wyżywanie się na czworonogu za coś, czego konsekwencje powinien ponieść jego właściciel jest absurdalne. A karanie go za to długą śmiercią w męczarniach jest chore. Zwierzęta nie zasługują na takie bestialstwo, a już na pewno nie za realizowanie podstawowych czynności biologicznych.

Ciekaw jestem, czy osoba, która zabiła psa Rafała, zabiłaby też dziecko swoich sąsiadów, gdyby za głośno płakało w nocy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest ARTS_fort1fire