Close
Close

Nie ma czegoś takiego jak konstruktywna publiczna krytyka

Skip to entry content

Istnieje takie magiczne sformułowanie jak „konstruktywna krytyka”, które daje używającej go osobie złoty talon na publiczne udzielanie rad, pouczanie i wytykanie błędów bez możliwości obruszenia się przez adresata, bo to przecież dla jego dobra, więc powinien być jeszcze wdzięczny. Nie jest tak. I nie jest tak zupełnie, jeśli dzieje się to przy osobach trzecich. Nie ma czegoś takiego jak konstruktywna publiczna krytyka i żeby to zobrazować, chcę żebyś wykonał ze mną małe ćwiczenie.

Twój kumpel z pracy popełnił błąd, w mailu do całego zespołu napisał „wziąść”. Co robisz?
a) wstajesz od biurka, przechodzisz 2 kroki i mówisz mu, że poprawną formą jest „wziąć”
b) wysyłasz do całego Waszego zespołu wiadomość informującą, że w mailu od Twojego kumpla jest błąd
c) wysyłasz do działu obok wiadomość informującą, że w mailu od Twojego kumpla jest błąd
d) wieszasz przy wejściu do budynku kartkę z informacją, że w mailu od Twojego kumpla jest błąd

Wybrałeś najoczywistszą dla Ciebie odpowiedź? To super, to teraz odwróćmy sytuację.

To Ty nieprawidłowo odmieniłeś czasownik i w służbowym mailu napisałeś „poszłem” zamiast „poszedłem”. Jak chciałbyś, żeby zareagowała na pomyłkę osoba, z którą pracujesz?
a) bezpośrednio w kontakcie 1:1 poinformowała Cię o pomyłce
b) poinformowała Cię o pomyłce na forum publicznym
c) wytknęła Twoją wpadkę przy innych osobach, ale nie przy Tobie
d) możliwie maksymalnie nagłośniła Twój błąd

Czym jest „krytyka”, myślę, że każdy z nas zdaje sobie sprawę, jednak spójrzmy do Słownika Języka Polskiego i sprawdźmy co kryje się pod przymiotnikiem „konstruktywny”, bo to już może nie być dla wszystkich takie oczywiste.

konstruktywny
1. «dający pozytywne rezultaty, wnoszący coś nowego, konkretnego»
2. «zdolny do stworzenia czegoś nowego, wartościowego»

Każdy z wariantów rozwiązania powyższych sytuacji jest krytyką, ale tylko pierwszy z nich jest krytyką konstruktywną. Oczywiście konstruktywną dla osoby krytykowanej. Czemu? Bo nie ma czegoś takiego jak konstruktywna publiczna krytyka.

Po pierwsze, już sam fakt nagłaśniania danego tematu świadczy o tym, że osobie, która to robi bardziej zależy na przyciągnięciu uwagi do problemu/zjawiska, niż rozwiązaniu tej konkretnej sytuacji. Gdyby jej główną intencją było naprostowanie niepoprawnego zachowania, zwróciłaby się bezpośrednio do autora, nie eskalując zjawiska dalej. Jeśli ktoś publicznie krytykuje daną kwestię wraz z osobą, której dotyczy ten temat, to albo po prostu chce dowalić tej osobie – a cios zadany przy widzach boli dużo mocniej niż na osobności – albo samemu chce coś ugrać, licząc na poklask i aprobatę widowni. A najczęściej jedno i drugie, czyli pocisnąć kogoś pod przykrywką dobrych intencji i zgarnąć uwagę postronnych gapiów.

Przykład: jeśli wrzuciłeś na jakiś portal społecznościowy zdjęcie jak jesz pączka, a jakaś dobra dusza w komentarzu pod nim napisała „wiesz ile to ma cukru? to biała śmierć, nie powinieneś jeść takich rzeczy, zwłaszcza o tej godzinie”, to ten domorosły dietetyk nie dzieli się z Tobą informacją o wpływie pączka na Twój organizm, bo się o Ciebie troszczy. Gdyby tak było, po prostu napisałby Ci w wiadomości prywatnej, że martwi się o Twój metabolizm i chciał Cię poinformować, że taki posiłek może wpłynąć na niego negatywnie. Ten uświadamiacz ludzkości pisze to w komentarzu pod zdjęciem, bo albo od dawna szuka okazji, żeby wbić Ci szpilę, albo jest żebrakiem atencji i liczy, że osoby, które zobaczą tę wiadomość dadzą mu polubienia, co sprawi, że on sam poczuje się doceniony i zauważony.

Jeśli zastanawiasz się, czy faktycznie tak to działa, to zadaj sobie pytanie: czy jeśli osoba krytykująca Cię publicznie nie liczyłaby na poklask, wciąż robiłaby to publicznie?

Inny przykład: jeśli widzisz, że kobiecie stojącej obok Ciebie poszło oczko w pończosze, a jesteś jej życzliwy i chcesz jej pomóc, a nie zaszkodzić, to mówisz jej to na ucho, czy czekasz na moment, w którym Twój komentarz usłyszą wszystkie osoby zebrane w pomieszczeniu?

Po drugie, publiczna krytyka nie jest konstruktywna dla krytykowanej osoby, bo to tak, jakbyś rozmawiał przez telefon i ktoś Ci krzyczał do słuchawki. Nie skupiasz się na tym co mówi, tylko na tym, że krzyczy. Gdy w trakcie obiadu przy rodzinnym stole słyszysz od ciotki, że z Twoją wagą powinieneś odpuścić deser, nie myślisz o tym, czy ma rację, czy nie i czy powinieneś się zreflektować nad swoim sposobem odżywiania. Myślisz o tym, że zdyskredytowała Cię przy całej rodzinie, przez co nawet jeśli jej uwaga była słuszna, to – zgodnie z definicją słowa „konstruktywny” – ani nie dała pozytywnych rezultatów, ani nie była wartościowa. A wszystko przez sposób jej udzielenia. Sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby ciotka po prostu podeszła i przekazała Ci ją na osobności.

Czy to w rzeczywistości, czy na Facebooku, trudno publiczną krytykę nazwać konstruktywną dla krytykowanej osoby. W pierwszym przypadku jest sposobem dopieprzenia komuś pod przykrywką dobrych intencji, w drugim sposobem zebranie lajków i połechtania ego chwilą uwagi.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Trafiłeś w sedno. Przypomniała mi się pewna sytuacja. Kancelaria prawna, znajomy prawnik w średnim wieku rusza za chwilę do klienta. Rozpiął mu się rozporek i guzik w koszuli – czego nie jest do końca świadomy. Asystentka która u niego pracuje nie zwróci mu uwagi, bo jej nie wypada. No to co, podszedłem i powiedziałem szeptem. Wyszło kulturalnie i bez niepotrzebnego zawstydzenia.

    Potrzeba edukować ludzi jakie środki powinni przedsięwziąć aby wystosować konstruktywną krytykę. Przypuszczam że większość zachowań nie wynika ze złej woli tylko z niewiedzy albo braku taktu.

  • Monika Grzebyk

    Myślę, że wiele ludzi sądzi, że krytyka przy ludziach przyniesie lepszy efekt, bo „jak go zawstydzę przy znajomych to może zacznie wreszcie wrzucać brudne ciuchy do kosza na pranie”, ale tak naprawdę rzadko kiedy mamy na celu dobro tej drugiej osoby, tylko chęć żeby ta druga osoba zrobiła to, co chcemy. Czyli tak czy siak niefajne zachowanie.
    Dzięki za impuls do zastanowienia się nad tematem i nad tym, czy na pewno tak nie robię :)

    A może chciałeś w zawoalowany sposób napisać, żeby te literówki (jeśli jakieś będą) pisać Ci w prywatnej wiadomości? Bo zdarzyło mi się w komentarzach. To co, lepiej PW? :)

  • Dominika

    W wielu prywatnych sytuacjach rzeczywiście krytykę powinno się przekazywać osobiście tylko w towarzystwie osoby krytykowanej. Ale są sytuacje, że trudno o tłumaczenie komuś na osobności co zrobił źle. Chodzi mi tu o sytuacje takie jak kierowanie zespołem ludzi, którzy ściśle ze sobą współpracują. Skoro jako członek takiej grupy miałabym zobowiązania wobec ludzi z którymi współpracuje, a moje błędy przeszkadzałyby w osiągnięciu wspólnego celu, to dlaczego lider nie mógłby przy tej właśnie grupie powoedzieć mi co robię źle i uargumentować to. Są sytuacje w których nie jesteśmy np. odpowiedzialni tylko przed szefem ale i ludźmi z którymi pracujemy. A list otwarty? Lepiej krytykować jakiś organ państwa czy osobę publiczną w prywatnym mailu? Czasem krytyka na forum publicznym motywuje do zmiany bardziej niż rozmowa w cztery oczy. Ale zaznaczam, że są to szczególne przypadki i że wówczas krytykujący nie szuka poklasku, ale spełnia np obowiązek kontroli. Także publiczna konstruktywna krytyka moim zdaniem istnieje, choć to gatunek rzadki :)

  • Łukasz Ł.

    Moim zdaniem wszystko zależy od formy w jakiej zostanie napisana uwaga. Jeżeli na blogu znajduję jakiś poważny błąd, który mi przeszkadza to czasami wolę nie zaśmiecać skrzynki mailowej autora, ale piszę komentarz.

    Oczywiście nie piszę: „ty skończony kretynie, napisałeś „ktury” zamiast „który” i dlaczego takie dno prowadzi bloga”, ale „zauważyłem literówkę, która wpływa na odbiór tekstu”. Zawsze dodaję, że „po poprawce oczywiście mój komentarz można usunąć”, bo nie zależy mi na poklasku i liczbie przyklaśnięć, że pierwszy znalazłem.

    Mimo, że język jest dla mnie ważny sam popełniam błędy i głupio mi jest jak się dam przyłapać na tym, że przepuściłem coś takiego, niemniej nie obrażam się jak mi ktoś kulturalnie napisze.

  • Tekst mi się podoba i podejście do tematu, bo przykłady są trafne. I czytam sobie właśnie komentarze i dyskusje, które się wywiązały. Mam wrażenie, że niektórzy powinni przeczytać tekst ponownie, na spokojnie, by sobie każdy akapit przetrawić i zrozumieć.

  • Toś

    Hm, ale idąc tym tropem to osoba wrzucająca dany tekst na forum – juz założenia publicznym, powinna otrzymywać tylko i wyłacznie pozytywne komentarze? Według mnie nie, bo skoro dodaje coś PUBLICZNIE to nawet jeśli chcielibyśmy wyrazić krytykę – równiez możemy zrobić to w ten sam sposób ( nie mam na mysli chamskich zagrywek).
    Rozumiem, gdyby ktoś pisał do nas wiadomość prywatną, a my wtedy skok w bok i pstrykamy screena wrzucając na Fejsa – wtedy byłoby to nie fer, ale skoro ktoś publikuje publicznie to powinien liczyć się z publicznym odzewem.

    • ToŚ, nie chcę się powtarzać, ale to nie jest tekst o tym, CZY MASZ PRAWO COŚ SKRYTYKOWAĆ PUBLICZNIE, tylko o tym, CZY PUBLICZNA KRYTYKA JEST KONSTRUKTYWNA.

  • Pingback: Dlaczego boisz się krytyki? | pazurempisany()

  • Jak widzę jakąś literówkę czy błąd i kolegów blogerów to do nich piszę wiadomość prywatną: Słuchaj czytam Twój tekst, jest super, ale masz literówkę.
    Ale jak ktoś by mi napisał to w komentarzu to zwykły … :)

  • Kamil

    Ogólnie zgoda, zabrakło mi tutaj tylko jednej rzeczy o którą tutaj zapytam. A co jeśli znajdziemy się po drugiej stronie i sami otrzymujemy „publiczną konstruktywną krytykę”? Chyba nie ma co udawać, że coś się nie wydarzyło jeśli się wydarzyło. Przyznajemy się do błędu, dziękujemy i obiecujemy poprawę. Czasem jednak znajduje się jakaś nadgorliwa osoba i z jakieś pierdoły robi problem porównywalny do głodu w Afryce? Wymiana uprzejmości, zarzucenie złośliwości, ignorancja?

    • Dobre pytanie, nie wiem, czy jest tu jakaś uniwersalna rada i ja sam reaguje różnie w zależności od sytuacji.

    • Gacina

      Psy szczekają karawana jedzie dalej :)

  • Gacina

    „jeśli widzisz, że kobiecie stojącej obok Ciebie poszło oczko w
    pończosze, a jesteś jej życzliwy i chcesz jej pomóc, a nie zaszkodzić,
    to mówisz jej to na ucho, czy czekasz na moment, w którym Twój komentarz
    usłyszą wszystkie osoby zebrane w pomieszczeniu?” świetny przykład!

  • Karolina

    Czasami konstruktywna krytyka twarzą w twarz nie działa.. :)

    • A Ty tak bardzo chcesz „naprawić” daną osobę, że w końcu krytykujesz ją publicznie? :)

      • baqu

        Jedni chcą inni nie. Nie rozumiem cynizmu który stosujesz. Większość jest może i taka że chce komuś dojebać ale nie generalizujmy, a napewno nie piszmy że coś jest ZAWSZE jakby to był wzór na delte hehe

        • Dobrze baqu, wszyscy poza Tobą, hehe

          • baqu

            Podziwiam w takim razie twoją świadomość, taki tekst a sam krytykuje i szkodzi innym.

          • Mam wrażenie, że zupełnie nie zrozumiałeś tekstu, ale dobra, gdzie komuś szkodzę?

          • baqu

            Twierdzisz że wszystkim poza mną zależy na szkodzeniu i poklasku i dlatego stosują publiczną krytykę, stąd moja wypowiedź że skoro zaliczasz się do tych ludzi to podziwiam samoświadomość swoich wad.

          • Wyrazu podziwu przyjęte, aczkolwiek ta dyskusja jest jałowa i nic nie wnosi do tematu.

      • Karolina

        Nie, po prostu głośno mówię co myślę. :)

    • Masz rację, ale ja w takim przypadku uznaję, że z tą osobą jest może coś nie tak, nie chcę spędzać więc z nią czasu i idę dalej, nie zwracając na nią uwagi – tak się serio lepiej żyje. Ja wyrabiam sobie w taki odruch, że jak tylko za bardzo skupiam się na tym, co ktoś robi źle, to strzelam sobie wewnętrznie liścia w twarz (tak… od środka :D), że chyba mam za dużo czasu i mi się nudzi, i zaczynam się zajmować swoim życiem. Jakbym całe życie miała się czuć Mesjaszem narodu i publicznie czy też twarzą w twarz naprostowywać, kiedy i jak ludzie na około mnie zachowali się nieodpowiednio, to A) szybko zostałabym wredną krową, której nikt nie lubi, B) nie starczyłoby mi życia na poprawianie własnych błędów. Radzę wyluzować gumkę w majtkach. :D

      • Karolina

        Tak, też masz rację. Napisałam tylko,że nie zawsze to działa. A jak nie działa to robię podobnie jak mówisz, zrywam kontakt. Jeśli ktoś chce robić z siebie idiotę to jego sprawa. :)

  • baqu

    Masz rację i w wszystkich podanych przypadkach lepiej zwrócić się z krytyką do osoby która popełniła błąd 1:1 chociaż czasem i publiczna krytyka dla osoby może być korzystna jeżeli jest wyjątkowo dojrzała i potrafi przełknąć fakt upokorzenia i skupić się na poprawie a pomóc może to że chce uniknąć wstydu na następny raz. Jednak są wypadki kiedy PUBLICZA krytyka jest jedyną możliwą do zastosowania np. w stosunku do polityków czy chociażby blogerów takich jak ty. Uważasz, że 99% twoich czytelników nie ma prawa Cię krytykować z zachowaniem kultury wypowiedzi?

    • baqu

      Prywatna wiadomość do kogoś kto ma tysiące wiadomości dziennie może nie zostać odebrana.

      • Więc na wszelki wypadek lepiej zrobić to publicznie?

        • baqu

          Nie na wszelki wypadek, w wypadku kiedy nie mamy pewności można próbować. No ale w wypadku osób publicznych których fanpage mają po kilkadziesiąt tysięcy fanów to tylko taka krytyka zadziała, a jak ktoś gada bzdury to trzeba reagować.
          :)

      • Bianka Fajlhauer

        Racja, tym sposobem mozemy oceniac jedynie osoby ktore znamy personalnie. To ma sens w przypadku krytykowania konkretnych cech charakteru a co z krytyka, np tego jak ktos wykonuje swoj zawod. Mamy prawo a wrecz powinnismy oceniac politykow, urzednikow, aktorow, dziennikarzy, lekarzy itp itd. Konstruktywna publiczna krytyka ma tez miejsce w przypadku oceniania miejsc, knajp, hoteli. Wazne zebysmy wymieniali sie pogladami i jakiekolwiek mieli

        • baqu

          Świetny przykład z knajpami i hotelami. Myślę że krytyka ma w tym wypadku nie tylko na celu pomóc dyrektorowi czy właścicielowi ale również przyszłym klientom. Jeżeli dana restauracja zbiera stale złe noty, to dlaczego nie ostrzec przed tym innych w formie krytyki tejże knajpy

          • Bianka Fajlhauer

            Dokladnie :) ale tak samo tez sie dzieje z ocenianiem np lekarzy online. Na takiej krytyce opieraja sie tez przeciez portale takie jak filmweb, IMDB, tripadvisor, foursquare i wiele wiele innych

          • Bianka, co do polityków to tutaj nie tyle chodzi o krytykę ich samych, co poglądów, które głoszą i działań które podejmują, bo robią to w naszym – wyborców imieniu – i ma to potem na nas wpływ, bo decydują o warunkach w jakich będziemy żyli. Jednak co do aktorów, to czemu uważasz, że powinniśmy ich oceniać?

            Natomiast co do hoteli, czy restauracji, to jak słusznie zauważyliście, są to miejsca, a nie ludzie :) i krytykujemy je najczęściej po to, żeby ostrzec innych lub po prostu się wyżalić, anie, żeby udzielić im w ten sposób pomocy, więc również nie jest to konstruktywne, bo o tym rozmawiamy, a nie czy mamy do tego prawo, czy nie :)

          • baqu

            Nie słyszałem żeby ściany gotowały. Krytyka kuchni jest krytyką ludzi gotujących

          • Pomijając, to czy Twoje uwagi w ogóle docierają do osób, które się tym zajmują, to naprawdę uważasz Twoja krytyka jedzenia jest naprawdę konstruktywna dla ludzi zajmujących się gotowaniem zawodowo? To tak jakbyś uważał, że skoro lubisz oglądać piłkę nożną, piłkarze powinni czerpać garściami z Twoich uwag, bo są pomocne.

          • baqu

            Myślę że rozgotowany makaron albo przesolona potrawa jest wynikiem niedbałości kucharza i nie potrzebuję do stwierdzenia tego wykształcenia gastronomicznego. Poza tym ja oceniam efekt – jeżeli jest zły to kucharz który zna się na gotowaniu powinien zastanowić się jak to naprawić – ja tego mu nie powiem

          • „Poza tym ja oceniam efekt – jeżeli jest zły to kucharz który zna się na gotowaniu powinien zastanowić się jak to naprawić” – tylko, że ten efekt jest zły według Ciebie. Nie wiesz o jaki efekt chodziło kucharzowi, czy właścicielowi restauracji. Oczywiście ma prawo Ci się nie podobać, ale przekonanie, że Twoja ocena efektu, jako przypadkowej osoby nie będącej specjalistą w danym temacie, jest budująca jest złudne, bo z oceną jest jak z dupą, każdy ma swoją.

          • Bianka Fajlhauer

            Docieraja :) Szczegolnie w tych lepszych knajpach i hotelach.
            Niewazne czego, mowimy o krytyce jako takiej. Poglady ktore glosza wynikaja z ich osobowsci swoja droga. Mamy prawo krytykowac politykow bo ich wybieramy, aktorow bo placimy za sztuke ktora ogladamy wiec mamy prawo miec pewne oczekiwania. Tak jak napisala baqu, kucharz powinien sie zastanowic co naprawic, tak samo polityk co zmienic a aktor czy jego kreacja jest na pewno udana. Nie ma znaczenia to, ze kazdy ma inny gust czy zdanie. To my placimy za dana usluge i to dla nas byla ona przygotowana. Mamy jak najbardziej prawo byc z niej niezadowoleni.

            Poza wszystkim, budujemy ten swiat, wiec wazne jest zeby kazdy z nas dorzucil do niego swoje 3 grosze. Gdybysmy sie wszyscy stosowali do zasady „nie masz nic milego do powiedzenia to nie mow nic” to stalibysmy w miejscu. Krytyka jest mega wazna rzecza. Konstruktywna i nie personalna, jak juz ustalilismy.

          • Bianka, ale mam wrażenie, że cały czas się rozmijamy w podstawowej kwestii – ja absolutnie nie kwestionuję prawa do krytyki, tylko to, czy jest ona konstruktywna :)

            „Gdybysmy sie wszyscy stosowali do zasady „nie masz nic milego do powiedzenia to nie mow nic” to stalibysmy w miejscu.” – gdybyśmy się wszyscy stosowali do zasady „jeśli masz coś niemiłego do powiedzenia to powiedz to prywatnie” to mielibyśmy drugą Japonię :)

          • Bianka Fajlhauer

            Hm, mam wrazenie ze nie dokonca trzymasz sie tego o czym napisales. Rozmawiamy o tym czy istnieje cos takiego jak konstruktywna publiczna krytyka. Dlaczego to, ze jest publiczna mialoby dyskwalifikowac ja z bycia konstruktywna? Konstruktywna to tez troche pojecie wzgledne, ktos moze powiedziec „obrzydliwa zupa” i sprawic tym ze ktos zastanowi sie nad jej smakiem i wprowadzaniem ewentualnych zmian.

            Jasne, ale nie wszystko da sie powiedziec prywatnie to raz a dwa ze tak jak mowilismy wczesniej, opinie o pewnych rzeczach kraza i moga byc przydatne dla innych. I o to wlasnie chodzi, ze czasami to ze jest publiczna nawet i bardziej wpisuje ja w definicje «dający pozytywne rezultaty, wnoszący coś nowego, konkretnego».

            Plus kolejny wraz wracamy do tego, ze w taki sposob mozemy krytykowac tylko osoby ktore znamy. W jaki sposob mam skrytykowac aktora jezeli go nie znam osobiscie, nie mam do niego bezposredniego dostepu? Moge to zrobic poprzez teatr w ktorym gral sztuke i to juz nie bedzie prywatne i bezposrednie :)

          • „Jasne, ale nie wszystko da sie powiedziec prywatnie to raz a dwa ze tak jak mowilismy wczesniej, opinie o pewnych rzeczach kraza i moga byc przydatne dla innych.” – zgadza się, tyle, że wpis jest o tym, czy krytyka jest konstruktywna, czy nie z perspektywy krytykowanego, a tu odwołujesz się do osób trzecich i nie mówimy tu o krytyce jednostki, tylko podmiotów na rynku towarów i usług, więc to co innego.

          • „Gdybysmy sie wszyscy stosowali do zasady „nie masz nic milego do powiedzenia to nie mow nic” to stalibysmy w miejscu.” Jeżeli takie jest myślenie w Polsce to ja już na zawsze zostaję w Azji, w której ludzie zdają sobie sprawę, że jak nie mają nic wartościowego do powiedzenia (a przeważnie nie mają), to siedzą cicho.
            I tym sposobem jak ktoś jest otyły to radę da mu mama/tata/żona/mąż, a nie przypadkowy Sebix na ulicy, krzycząc „heheheh, jaki spaślak”. Uważam że to podejście jest lepsze. A stwierdzenie że gdyby ludzie się nie krytykowali to stalibyśmy w miejscu jest z dupy wyjęte, bo nie wydaje mi się aby Japonia, Chiny czy Korea Południowa stały w miejscu.

          • Bianka Fajlhauer

            „”Gdybysmy sie wszyscy stosowali do zasady „nie masz nic milego do powiedzenia to nie mow nic” to stalibysmy w miejscu.” Jeżeli takie jest myślenie w Polsce to ja już na zawsze zostaję w Azji, w której ludzie zdają sobie sprawę, że jak nie mają nic wartościowego do powiedzenia (a przeważnie nie mają), to siedzą cicho.”

            Weronika, zasada „If you don’t have anything nice to say, don’t say anything at all” odnosi sie do ogolnej krytyki swiata jako takiej a nie do jakis prostackich personalnych komentarzy, co chyba mozna wywnionskowac z reszty mojej wypowiedzi. To jest oczywiste, ze kiedy wchodzimy w strefe personalna zanika nam czynnik „konstruktywna”.

            A co do Chin, Japonii czy Korei Południowej to nigdy tam nie mieszkałam ale z tego co wiem od ludzi mieszkający/uczących się/pracujących w tej pierwszej i ludzi urodzonych w tej trzeciej to wymagania w miejscach pracy i ogolem uslugach sa dosyc wysokie, wiec jestem pewna ze ma tam rowniez miejsce krytyka :)

    • baqu, ale my tu nie mówimy o prawie, tylko o tym, czy taka krytyka jest pomocna dla osoby krytykowanej. To raz. Dwa, na temat krytyki tego co robię i moim podejściu do krytyki bardzo obszernie wypowiadałem się tutaj: http://stayfly.pl/2014/12/czy-krytyka-jest-potrzebna/ Trzy, czemu uważasz, że w moim przypadku krytyka 1:1 jest niemożliwa?

      • baqu

        Masz rację może twój przykład nie jest najlepszy bo mimo że masz duże grono czytelników to może nie jesteś kompletnie zasypany wiadomościami, ale są ludzie do których tylko przez publiczną wiadomość która zostanie poparta przez innych można dotrzeć bo inna nie zostanie zauważona. A co do skuteczności i pozytywnych efektów takiej krytyki to może nie jest tak efektywna jak ta 1:1 ale czy nie lepsze to niż kompletny brak krytyki dla takiej osoby? Nie sądze by to jej słuzyło. Można łatwo popaść w samozachwyt

        • Tylko pytanie, co złego jest w samozachwycie? Zawsze mnie fascynuje jak osoby trzecie tak żarliwie dbają o to, żeby ktoś w niego nie popadł, rozumiem, że same nie chciałby się w nim znaleźć, ale czemu od razu zakładają, że dla innych osób również będzie on niekorzystny.

          • baqu

            Nie wiem jak ty ale z historii w liceum wyniosłem że wielu ludzi traciło wiele na samozachwycie i przekonaniu że to co robią jest najlepsze i bez wad.

          • Wiele osób też wiele straciło na Giełdzie Papierów Wartościowych i wiele osób zabijało innych ludzi w imię wiary. GPW i wiara jest zła?

          • baqu

            Nie ale dlatego w każdym podręczniku do ekonomi czy poradniku do inwestowania na GPW jest napisane że to bardzo ryzykowne, gwarantuje że więcej osób straciło na GPW niż zyskało i właśnie dlatego ważna jest opinia i krytyka innych, dzięki niej możemy być mądrzejsi. A co do GPW to wiele osób dzięki niej zarobiło majątek, znasz kogoś komu wyszło dobrze stałe trwanie w samozachwycie?

          • Jestem pod wrażeniem Twojej chęci zbawiania świata, ale tak pierwszy z brzegu – Kanye West robi świetne bity mimo, że jest zakochany w sobie.

Kilka szokujących liczb, które zmienią Twoje myślenie

Skip to entry content

Kilka dni temu wyemitowany został ostatni odcinek „Westworld” – genialnego serialu HBO z Anthonym Hopkinsem o ultranowoczesnym parku rozrywki stylizowanym na western, w którym główną atrakcją są roboty do złudzenia przypominające ludzi. Goście odwiedzający wesołe miasteczko przyszłości mogą uwolnić hamowane na co dzień popędy i ziścić skrywane na dnie moralności dzikie fantazje, strzelając do nich, gwałcąc je lub podbijając dziki zachód. Roboty po każdym dniu są czyszczone, naprawiane, pozbawiane wspomnień z mijającego dnia i podstawiane na swoje miejsce, aby mogły odegrać – jak jest to nazwane w serialu – swoją pętlę fabularną.

Mimo, że jest to turbo rozwinięta sztuczna inteligencja, to roboty nie zdają sobie sprawy z tego, że są tylko przedmiotem dostarczającym rozrywki ludziom, lecz są przekonane, że naprawdę żyją w drugiej połowie XIX wieku i są mieszkańcami miejscowości na zachodzie Stanów Zjednoczonych. Mimo, że każdego są mordowane przez gości parku, nie są w stanie tego dostrzec, ponieważ żyją w swoich sztywnych, narzucających postrzeganie rzeczywistości pętlach, niepozwalających dostrzec im realnego obrazu sytuacji.

Z ludźmi jest tak samo.

Rzeczywistość wpycha nas w koleiny, którymi mozolnie idziemy, nie dostrzegając co jest poza nimi. Jesteśmy wtłaczani w schematy: wstań, umyj się, zjedz śniadanie, jedź do pracy, pracuj, wróć do domu, zjedz kolację, umyj się, idź spać, powtórz. Powtórz, powtórz, powtórz. Jesteśmy w pętlach codzienności, zupełnie jak roboty w „Westworld”, myśląc, że jest to jedyna możliwa droga i nie mając pojęcia o szablonie, który odrysowujemy na kalendarzu każdego dnia.

Roboty, żeby zyskać świadomość, zauważyć role, które odgrywają i zorientować się, że są robotami potrzebowały zmiany w kodzie, która uruchomiła efekt domina. Ludzie też potrzebują aktualizacji oprogramowania, aby wywołać taki efekt. Przed Wami kilka liczb, które mam nadzieję zmienią Wasze myślenie i pozwolą wyrwać się z pętli, w których tkwicie.

100% – tylu z nas na pewno umrze

1:1 000 000 – takie jest prawdopodobieństwo, że Twoje życie się zmieni, jeśli nic w nim nie zmienisz

50% – dorosły człowiek minimum tyle czasu, w którym nie śpi poświęca na pracę

5 – tyle lat miał Mozart, gdy skomponował pierwszy utwór

11 – a tyle, gdy skomponował pierwszą operę

0% – taki odsetek osób spotkał odpowiedniego partnera tworząc z nim szczęśliwy związek, czekając w domu, aż sam zapuka do ich drzwi

193 – tyle jest państw na świecie, w których mógłbyś mieszkać, daj +1 jeśli bierzesz pod uwagę też Watykan

0 – tyle razy średnio powtarza się niewykorzystana okazja

3 – tyle lat potrzebował Michał Szafrański, żeby zarobić milion złotych na blogu

1:13 983 816 – dokładnie tyle wynosi szansa trafienia 6 w Lotto

5,4 doby – statystycznie każdego miesiąca Polacy spędzają przed telewizorem

0,000001% – tyle wynosi ryzyko, że zjawiskowa dziewczyna, którą mijasz na ulicy da Ci w twarz, jeśli nawiążesz z nią kontakt

0,000000001% – tyle wynosi szansa, że jeśli teraz jej nie zaczepisz, to spotkasz ją drugi raz w życiu

6 – tyle kontaktów dzieli Cię od dowolnego człowieka na świecie, w tym Baracka Obamy i Krzysztofa Krawczyka

0 – o tyle centrumetrów będziesz bliżej realizacji swojego jutro, jeśli nie zaczniesz realizować go już dziś

40 – tyle lat miał założyciel KFC, gdy rozpoczął sprzedaż opiekanych kurczaków w panierce przy stacji benzynowej

10n – tyle masz możliwości na przeżycie swojego życia

1 – a tyle osób ponosi odpowiedzialność za to, którą z tych możliwości wybierzesz

autorem zdjęcia w nagłówku jest Emilio Garcia
---> SKOMENTUJ

Od gimnazjum, gdy jako tako zacząłem się interesować płcią przeciwną, przez kolejne stopnie edukacji, aż po pracę zawodową i względną dorosłość, co jakiś czas dochodziły do mnie głosy ze strony męskiej, że „laski lecą na kasę”. Przy czym, to uwłaczające kobietom stwierdzenie najczęściej padało z ust samców, którzy nie mieli ani pieniędzy, ani powodzenia u płci żeńskiej i ratowali w ten sposób swojego ego. Ratowali w oczach swoich i kolegów.

Bo raz, jak wiadomo, posiadanie pieniędzy nie jest wynikiem pracy, przedsiębiorczości, czy pomysłowości, tylko przypadku, a na przypadki nikt z nas nie ma wpływu, więc „nie mam pieniędzy = nie moja wina”.

A dwa, że jeśli koledzy mają o Tobie dobre zdanie, to tak jakby cały świat miał, nawet jeśli jest to dobre zdanie opierające się na fundamentach kruchych pozorów, bo jak również wiadomo, nie jest ważne, co sam o sobie sądzisz, tylko jak Cię widzą inni.

I tak, kierując się tymi dwoma świętymi prawdami życiowymi, wielu samców wmawia sobie i innym, że niewiasty przyciągają pieniądze, chroniąc w ten sposób swoje dobre samopoczucie, które mogłoby się strzaskać jak kieliszek na imprezie w przypadku odrzucenia. Co zrobić, gdy dziewczyna, którą adorujesz da Ci kosza? Zasugerować, że na pewno leci na hajs, a Ty niebogaty, ale – to warto podkreślić trzema kreskami – UCZCIWY i chciałeś wziąć ją na tę uczciwość swoją, ale – to też więcej niż jedną kreseczką – W DZISIEJSZYCH CZASACH tylko pieniądz się liczy. Co zrobić, gdy ktoś inny poderwie dziewczynę, do której startowałeś? Jednoznacznie stwierdzić, że poleciała na niego, bo miał więcej siana. Co zrobić, gdy znajomi pytają, czemu jesteś sam? Zripostować, że to dlatego, bo kobiety lecą na kasę, a Ciebie w tym momencie nie stać. Proste? Proste!

No chyba, że jest inaczej? Jest?

Patologiczne przypadki zdarzają się wszędzie. Zarówno bywają mężczyźni, których, choćby zakuto w dyby i ogrodzono drutem kolczastym pod napięciem spopielającym mięso, niepohamowanie ciągnie do rozbojów i jak raz na jakiś czas nie dokonają napaści z dotkliwym pobiciem, to im ilość erytrocytów we krwi spada i mogą zapaść w śpiączkę. I również trafiają się kobiety, które mają prostytucję w genach i widząc potencjalnego partnera nie oceniają jego aparycji od 1 do 10, tylko opiniują jego potencjał finansowy od koron czeskich po funty i dopiero, gdy trafiają na kogoś powyżej dolara są w stanie z nim pójść do łóżka, licząc, że wyjdą z niego z kilkoma centami. Ale to marginalne przypadki, a nie podejście reprezentatywne dla całej grupy. W każdy środowisku są patologie i nawet na dożynkach się czasem trzeźwego rolnika spotka.

Większość kobiet jednak nie leci kasę.

Płeć karmiącą magnetyzuje coś zgoła innego niż piniondz. Czym jest to enigmatyczne „coś”, o czym nie wiedzą zgorzkniali frustraci zarzucający laskom skrajny materializm? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy panie podzielić na 2 grupy: dziewczyny i kobiety.

dziewczyna – przedstawicielka rodzaju żeńskiego pomiędzy 16, a 25 rokiem życia, myśląca o seksie, zabawie i filtrach na Instagramie podkreślających jej walory

kobieta – przedstawicielka rodzaju żeńskiego pomiędzy 26, a 60 rokiem życia, myśląca o dzieciach, prowadzeniu domu i przepisach na gołąbki niepodkreślających jej defektów

Co dziewczyny pociąga w facetach?

Pewność siebie.

W czasach późno-szkolnych, kiedy zaczynało do mnie dochodzić, że obcowania z parą cycków może być ciekawszym zajęciem niż gra na PlayStation, zupełnie nie rozumiałem czemu największy kretyn w klasie miał największe powodzenie u dziewczyn. Miał do powiedzenia mniej niż Groot z „Obrońców galaktyki”, a problemy trzymały się go jakby dostały skurczu przy uścisku, co zupełnie nie przeszkadzało mu przyprawiać rówieśniczek o flirtowy chichot. Dopiero kilka lat później uzmysłowiłem sobie, co te wszystkie Kasie, Basie i Joasie niewiedzące o moim istnieniu w nim widziały.

Odwagę.

W momencie kiedy ja piętrzyłem wymówki, czemu miałby do którejś z nich nie podejść, on z tej góry usprawiedliwień po prostu zjeżdżał i to robił. Podchodził, zagadywał, zdobywał ich zainteresowanie i budował relację. Nie bał się. Może przez nieświadomą głupotę, a nie świadomą odwagę? To nieistotne. Po prostu nie bał się podejść i zacząć interakcję. I one to czuły, nawet jeśli tego nie rozumiały. A ja – wizualizując najczarniejsze i jednocześnie absolutnie nierealne scenariusze tego, co mogłoby się stać, gdybym powiedział zwykłe „cześć” – trząsłem się jak galareta. I one też to czuły. I ani jedno, ani drugie nie miało żadnego powiązania z kasą.

Pieniądze mogą dać Ci dobry wygląd, modne gadżety, wstęp do miejsc niedostępnych dla ogółu i znajomość potraw ze zwierząt o istnieniu, których śmiertelnicy nie mają nawet pojęcia. I może to umocnić Twoją pewność siebie, ale jej nie zbuduje. A bez niej nie poderwiesz dziewczyny.

Co kobiety pociąga w facetach?

Ogarniętość.

W okolicach pierwszego dziecka babkom lekko przestawia się w głowach, chomiki zaczynają biegać w innych kołowrotkach, zapalają im się inne lampki i nagle już nie chcą Micka Jaggera, który wygrzmoci je na wszystkie strony, a potem wpadnie w ciąg kokainowy i zniknie na tydzień. To znaczy chcą, ale to tak bardziej w wyobraźni, bo tyle razy poślizgnęły się na myśleniu, że zmienią imprezowego lwa w domowego kota, że już nie chcą lądować na dupie, tylko wygodnie siedzieć na sofie w salonie. Obok ogarniętego mężczyzny.

I teraz pytanie o wartości obrączek ślubnych: co to znaczy, że mężczyzna jest ogarnięty?

To znaczy, że ma pracę i nie żyje od wypłaty do wypłaty, zastanawiając się, czy w tym miesiącu na pewno starczy do 10-go. Może do tego dojść własne mieszkanie i samochód, ale ta stabilizacja życiowo-finansowa jest najistotniejsza. Kobieta, która ma/chce założyć rodzinę, nie chce żyć życiem studenta, który jak nie ma hajsu to nie je, a jak nie ma gdzie spać to idzie pomieszkać kątem do kolegi. Ani nie chce żyć z gwiazdą rocka, która jak wychodzi z domu, to nigdy nie wiadomo, czy wróci. Chce zapewnić swojemu dziecku bezpieczeństwo i stabilizację. Dlatego w perspektywie związku nie pociąga jej już Piotruś Pan, któremu ego wyrywa guziki z koszuli na klacie, tylko ogarnięty mężczyzna, który wie czego chce, ma plan na życie i go realizuje.

I tu pojawiają się piniodze, bo nie ma ogarnięcia bez piniondzów.

Kobiety w okolicach 30-go roku życia zaczynają myśleć o pieniądzach w kontekście relacji, ale nie dlatego, że są pijawkami, które chcą wyssać faceta do ostatnich 50 groszy. Nie. Dlatego, że to, czy mężczyzna ma kasę lub realnie jest w stanie ją mieć, jest miarą jego ogarnięcia. I tego jak sobie radzi z życiem. Bo to nie jest tak, że grubość portfela jest czynnikiem losowym absolutnie niezależnym od jednostki. Nie. To, czy będąc dorosłym człowiekiem jesz szynkę parmeńską, czy mięsopodobny pasztet z płotu, obok którego zając widoczny na opakowaniu postawił bobka, jest wynikiem tego jakie decyzje podjąłeś, jak potrafisz radzić sobie z problemami i jak odnajdujesz się w rzeczywistości.

Nic więc dziwnego, że kobieta planująca potomstwo, chce się związać z kimś, kto realnie o to potomstwo może zadbać, a nie tylko usprawiedliwiać się, że „to nie jego wina” i „tak wyszło”.

I kilka słów na koniec już nie kontekście relacji damsko-męskich, a magnetyzmu międzyludzkiego ogólnie.

Ludzi przyciąga sukces

A pieniądze są tego symbolem.

Sukces buduje pewność siebie – komplementy, uznanie w oczach innych, potwierdzenie Twojej wartości, wpływa na to jak sam się postrzegasz. Sukces obrazuje Twoje ogarnięcie – konsekwencję, pomysłowość, zaradność, determinację, chęć do pracy. Ludzie lgną do sukcesu, bo najszybciej rozwijamy się przy lepszych od siebie. Każdy woli być blisko osoby, która kształtuje nurt rzeczywistości, niż tylko jest bezwiednie przez nią niesiona jak topielec.

Pieniądze są tylko efektem ubocznym sukcesu. Efektem ubocznym, którego zazwyczaj nie doświadczają ludzie wierzący, że „kobiety lecą na kasę”.

---> SKOMENTUJ

Zabiłbyś czyjeś dziecko, gdyby ci przeszkadzało?

Skip to entry content

O ile zazwyczaj łapię dobry kontakt z dzieciakami moich znajomych chodzącymi do podstawówki, o tyle nie jestem fanem małych dzieci, które albo wrzeszczą albo śpią. A już na pewno nie jestem ich fanem w podróży, kiedy w trakcie 3-godzinnego lotu mam zaserwowany koncert acapella składający się z „łeeeeeeeeeeeeee!”. Gdy idę do knajpy na obiad albo do kawiarni popracować, też takie efekty akustyczne jakoś wyjątkowo nie umilają mi czasu. Nie jest również jakąś wartością dodaną kopanie po kostkach w środkach komunikacji miejskiej, przez tych wystających z wózka. Ani, gdy jadę rozpędzony, wskakiwanie mi pod rower na ścieżce rowerowej, przez tych potrafiących już jako tako utrzymać się na dwóch nogach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę opiekunom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to opiekunowie są za nich odpowiedzialni.

Nie odkryłem tu chyba Ameryki, ani nowego pierwiastka na tablicy Mendelejewa, co? Dobra, to jedziemy dalej.

Równie co wrzask małych dzieci, czy upieprzone spodnie od kopania kilkulatka, irytują mnie gówna na trawnikach. Idziesz sobie romantycznie z dziewczyną nad Wisłę, przechodzicie na drugi brzeg, żeby nie przeszkadzali Wam turyści, chcesz siąść z nią na trawie i zrobić jej wianek z koniczyny, a tu klocek. I cały czar pryska, a ona przypomina sobie, że zostawiła czajnik na gazie, mimo, że używa elektrycznego. Czy w ogóle, chcesz się rozłożyć na kocu w Parku Jordana i poczytać „Podręcznik wojownika światła”, a tu muffinek z trochę innej czekolady. Albo jeszcze inna sytuacja, chcesz pojeździć na rolkach wokół błoń, żeby zrobić formę na lato i zawstydzić Chodakowską, suniesz jak szalona, pocisz się jak wariatka i nagle zaliczasz glebę, bo jakieś bydle spuszczone ze smyczy powaliło Cię z zaskoczenia.

Można się wkurwić, co?

Podobnie, gdy jakiś jamnik zeszcza Ci się na wycieraczkę przed drzwiami albo inny pitbull nie pozwala Ci przejść po chodniku, szczekając z aluzją, że jeśli jeszcze trochę się zbliżysz, to odgryzie Ci nogę. Bardzo nie lubię takich sytuacji i zapewnienie właściciela, że „niech się pan nie boi, on nie gryzie” wcale nie pomaga, bo wiem, że to bydle ma ponad 100kg uścisku w szczękach.

Co robię w takiej sytuacji? Zwracam uwagę właścicielom.

Czemu akurat im, a nie odreagowuję na sprawcach poirytowania? Bo oni nawet nie są świadomi tego co robią, to raz, a dwa, że to właściciele są za nich odpowiedzialni.

Tu chyba też mapa nie powiększyła się o żaden nowy kontynent i na Nobla także nie mam co liczyć, no nie? To jak jesteśmy zgodni, to nie zatrzymujmy się.

Wczoraj Rafał Masny z youtube’owego kanału Abstrachuje poinformował, że jego pies nie żyje, bo ktoś go otruł. Jakiś podczłowiek nafaszerował kiełbasy trutką i porozkładał na Polu Mokotowskim – ogromnym parku ze stawem, do którego ludzie przychodzą pospacerować, pobiegać, popiknikować. Z kolei w komentarzach pod tą informacją widzowie Rafała pisali, że na pozostałych warszawskich terenach zielonych pojawiały się inne pułapki na psy – kiełbasy nafaszerowane gwoździami i szpilkami. Po to, żeby pies zwabiony zapachem mięsa połknął przynętę, a potem zdychał w katuszach z powodu nieodwracalnego zatrucia albo krwotoku wewnętrznego.

Ja rozumiem, że kogoś wkurwiają psie odchody na trawnikach, ale to jest czyste skurwysyństwo.

Zwierzę absolutnie nie jest winne temu, że zrobiło kupę na polanie w parku, czy nasikało w miejscu, w którym nie powinno, bo jest zwierzęciem i nie zdaje sobie sprawy z norm narzuconych przez ludzi. Realizuje tylko i wyłącznie swoje funkcje życiowe. Nie wypróżnia się w danym miejscu na złość komuś. Za to o tym, gdzie psy można wyprowadzać, a gdzie nie, doskonale zdają sobie sprawę właściciele i to oni są za nie odpowiedzialni. Łącznie ze sprzątaniem po nich. Tak jak opiekunowie ponoszą konsekwencje nieświadomego działania kilkuletniego dziecka. Nawet jeśli jest to działanie doprowadzające do niepohamowanego szału, to nie odpowiada za nie dziecko, a opiekun. I z psami jest tak samo.

Nie próbuję tutaj zrównać zwierząt z ludźmi, bo naturalnie jesteśmy wyżej w tej hierarchii, ale wyżywanie się na czworonogu za coś, czego konsekwencje powinien ponieść jego właściciel jest absurdalne. A karanie go za to długą śmiercią w męczarniach jest chore. Zwierzęta nie zasługują na takie bestialstwo, a już na pewno nie za realizowanie podstawowych czynności biologicznych.

Ciekaw jestem, czy osoba, która zabiła psa Rafała, zabiłaby też dziecko swoich sąsiadów, gdyby za głośno płakało w nocy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest ARTS_fort1fire
---> SKOMENTUJ