Close
Close

wpis jest wynikiem współpracy z marką Lech

Zastanawiałeś się kiedyś, co ma na Ciebie wpływ? Dość oczywiste jest, że ludzie bo to kim jesteś, w dużej mierze jest wypadkową Twoich rodziców, przyjaciół, wrogów i innych osób, które spotkałeś na swojej drodze, ale co jeszcze? Muzyka? Pewnie! W końcu jak mogłaby nie mieć znaczenia piosenka, z której refren nucisz tygodniami. Filmy? No jasne! Nic tak nie uwrażliwia jak „Król Lew”. A gry? Kto nie kupił sobie deskorolki pod wpływem „Tony Hawk’s Pro Skater 2”, niech pierwszy cofnie lajka. Dobra, mam wrażenie, że się rozumiemy, ale trochę się zagalopowaliśmy.

Spójrzmy trochę bliżej. Na coś bardziej codziennego.

Twoje otoczenie wpływa na Ciebie

Czemu większość osób nie jest w stanie zacząć nauki, dopóki nie wysprząta całego pokoju? A przynajmniej dopóki nie ma idealnego porządku na biurku? Czemu za pokój hotelowy z widokiem na morze trzeba zapłacić ekstra? Czemu w ogóle istnieje taki zawód jak projektant wnętrz? Czemu mieszkania w Warszawie są najdroższe w Polsce? Czemu milej się je posiłek na tarasie ogrodowym, niż w stołówce robotniczej? Czemu ludzie buntują się, gdy się dowiadują, że pod oknami ich domów ma przebiegać droga szybkiego ruchu?

Bo to co nas otacza ma znaczenie. Bo wpływa na nas.

Zamieszkałem w Krakowie, bo byłem zafascynowany atmosferą tego miasta, tym połączeniem ducha historii z wszechobecnym luzem i znajdowaniem się w centrum kultury. Ten klimat wielkiego przedsionka Europy, który jednocześnie ma w sobie kameralność małego miasteczka, urzekł mnie. I od chwili przeprowadzenia się tutaj 8 lat temu, aż do teraz, cały czas działa kojąco jak balsam. I każdego dnia zdaję sobie sprawę z tego jaki wpływ mają na mnie bulwary, po których spaceruję, parki i biblioteki, w których pracuję i kawiarnie, w których się spotykam z przyjaciółmi.

Pozytywny wpływ.

Chodzenie na TEDxy i słuchanie genialnych mówców inspiruje mnie, zresztą tak jak wpadanie do MOCAKu, czy Muzeum Narodowego. Spacerowanie po Lasku Wolskim zaspokaja moją potrzebę kontaktu z naturą, a leżenie na trawie na Bulwarach Wiślanych pragnienie odpoczynku. Trasa wokół błoń jest świetnym miejscem na liźnięcie trochę ruchu, a nieopodal świeżo otwarty skwer z foodtruckami w Cichym Kąciku, opcją na uszczknięcie trochę hipsterki. Nie mówiąc już o tym, jak spoko sprawą jest wspinanie się, pływanie, czy grillowanie na Zakrzówku. Podróżowanie komunikacją, natomiast jest gwarantem darmowej rozrywki. Zwłaszcza po północy.

To miasto i pobudza mnie, i daje oddech uspokojenia, i zasadniczo jest super! Choć kilka rzeczy bym zmienił, żeby było jeszcze lepiej, zwłaszcza że jest ku temu sposobność.

100 000 złotych na zmianę Twojego miasta na lepsze

lech

Marka Lech w ramach akcji LECHSTARTER daje milion (serio, tu nie ma literówki: MILION) złotych na pozytywną zmianę polskich miast. O co chodzi? O to, żeby zmieniać miejsca brzydkie na ładne, betonowe pustynie zastąpić zielenią, a nudne dzielnice wypełnić życiem. Czyli o to, żeby nam wszystkim żyło się ładniej, wygodniej i mądrzej. Lepiej. Do 5 czerwca (czyli do niedzieli) można głosować na innowacyjne pomysły, które zmienią Wasze otoczenia na przyjazne. Albo jeszcze przyjaźniejsze, niż do tej pory.

Projekty metamorfozy przestrzeni miejskiej dotyczą takich obszarów jak: zazielenianie, łączenie ludzi, nowe technologie, zmienianie na ładne. A wcześniej wspomniany milion zostanie rozdzielony w następujący sposób:

– 5 grantów dla 5 miast o wartości 100 000 złotych

– 20 mikrograntów dla 20 miast o wartości 25 000 złotych

O tym, które miasto dostanie ile kasy, na jaki projekt i czy w ogóle, decydujemy my. Codziennie można oddać 1 głos na daną propozycję i najchętniej, samolubnie namówiłbym Was, żebyście codziennie głosowali tylko na pomysły dotyczące ulepszania Krakowa, ale te z innych regionów są tak bardzo spoko, że źle bym się czuł, gdybym o nich nie wspomniał.

Co to za turbo koncepcje zmiany miejskiego otoczenia?

Odpicowane rury w Warszawie

LECHSTARTER warszawa

O co chodzi? Byliście kiedyś na warszawskim Targówku? Widzieliście te blaszane węże ciągnące się po powierzchni, wyglądające, jakby wielkiemu robotowi rozlały się wnętrzności? W sensie instalację rur naziemnych wijących się między domami i szpecących dzielnicę? Plan jest taki, żeby zaczęły ją zdobić.

Malowanie rur ciepłowniczych na Targówku zostanie podzielone na dwa etapy: w pierwszym, powstaną na nich murale stworzone przez artystów specjalizujących się w tym, w drugim, w trakcie konkursu zostaną wyłonieni graficy-amatorzy, którzy odpicują je wedle swojej fantazji. Aż już bym chciał zobaczyć, jak to będzie wyglądało!

–> GŁOSUJ! <–

 

Relaks do kwadratu w Słupsku

LECHSTARTER słupsk

O co chodzi? Są takie lokalizacje w Słupsku, które kiedyś tętniły życiem, będąc miejscem spotkań ludzi, a dziś są zapomniane jak długopis, który wpadł za kanapę i czas je przykurzył. Akcja jest taka, żeby zreaktywować je, czyniąc z nich przestrzeń publicznej integracji. Mają w nich powstać mobilne strefy relaksu w formie drewnianych wiat z trwale zamontowanymi leżakami, huśtawkami, hamakami, ławkami i stołami, jako miejsce spotkań i imprez, i bardzo szeroko rozumianego reklasu.

Biorę to!

–> GŁOSUJ! <–

Interaktywna ławka w Krakowie

LECHSTARTER kraków

O co chodzi? Chodzi o to, żeby ławki w parkach, czy na plantach, zamieniły się w darmowe cyfrowe biblioteki, z który możesz skorzystać za pomocą telefonu albo tabletu. Spoko, co?

Przestrzeń wokół ławeczki, zostanie zaaranżowana tak, aby swoją formą nawiązywała do dzieł sztuki dostępnych w niej. Czyli, że jak w ławce dostępny będzie „Władca Pierścieni”, to dookoła będą elfy i orki, a Twojego smartfona pilnować będzie Golum. No dobra, może ciutkę mnie poniosło, ale zapowiada się mega spoko, zwłaszcza, że w obrębie interaktywnej ławki publikować będzie można też własne prace. Czyli będzie jak pokazać skrywane po szufladach wiersze.

–> GŁOSUJ! <–

Podwórko Hilarego w Łodzi

LECHSTARTER łódź

O co chodzi? Łódź jaka jest każdy widzi. Wystarczy zejść z Piotrkowskiej w boczną uliczkę, żeby zacząć łapać się za portfel, co nieco niszczy pozytywne wrażenie budowane przez przepiękne murale. „Podwórko Hilarego”, ma być kreatywną przestrzenią współpracy artystów z mieszkańcami na rzecz zmiany miejskiego otoczenia. Ma być zarówno miejscem wystaw i towarzyszących im wernisaży scalających społeczność, jak i bieżącą strefą pracy twórczej.  I źródłem pomysłów na dalszą rewitalizację miasta.

–> GŁOSUJ! <–

Kajaki we Wrocławiu

LECHSTARTER Wrocław

O co chodzi? „Kajaki, kajaki, bo kajaki są od tego, aby bawić się, aby bawić się, aby bawić się na całego” jak mówi stara piosenka zespołu Fasolki. Mieszkańcy osiedla Port Olimpia we Wrocławiu też chcieliby się pobawić, dlatego pomyśleli, że można by coś zrobić z tą Odrą płynącą przez środek miasta.

Nie jestem jakimś wytrawny kajakarzem, a w zasadzie to żadnym, ale opcja spędzania czasu na łonie natury i podziwiania przyrody, uprawiając w tym czasie aktywność fizyczną razem z sąsiadem, czy tam sąsiadką, brzmi bardzo pierwszoklasowo.

–> GŁOSUJ! <–

Majsterkowicze w Poznaniu

LECHSTARTER poznań

O co chodzi? O to, że żeby przekonać ludzi do majsterkowania. Udostępniając im za darmo specjalistyczne maszyny, narzędzia i przestrzeń do działania. Ideą jest pokazanie, że zepsute rzeczy można naprawić, a nowe wykonać samemu, a – jak sami twórcy pomysłu mówią – „jeżeli ktoś myśli, że nie umie i nie da rady, to go nauczymy”.

Mnie nikt nie uczył, dlatego moje umiejętności naprawcze są mocno ograniczone, żeby nie powiedzieć, że ich nie ma, ale jeśli miałbym możliwość rozwijania ich pod okiem fachowców i to jeszcze za friko, to nie zaskoczę Was pewnie, jeśli powiem, że bym z niej skorzystał. A taka możliwość będzie, bo w ramach masjterkowych weekendów, oprócz dostępu do sprzętu, organizowane będą również spotkania z ekspertami.

–> GŁOSUJ! <–

 

Niech żyje się lepiej! Listę wszystkich miast i wszystkich projektów biorących udział w głosowaniu znajdziesz na stronie LECHSTARTERA. Daj znać, na który pomysł zagłosowałeś i czemu akurat na Kraków.

(niżej jest kolejny tekst)

12
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
AnTomek FornalewiczPiotrAlicja ZiółkowskaKarola Franieczek | Życie Me Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Grechuta
Gość
Grechuta

Głosuję na Kraków, bo chcę zobaczyć te elfy i orki, jak wpadnę na ŚDM :)

Jan Favre
Gość

Ja bym chciał zobaczyć jak będzie zaaranżowana ławka, na której będzie dostępne coś z książek Lema :)

Alicja Ziółkowska
Gość

Panie Marku, ważne są tylko te elfy i orki, których jeszcze nie znamy!

(wcalenie)Mała
Gość
(wcalenie)Mała

To malowanie rur na Targówku to jest tak superancki pomysł, że ja cie krece <3

Natalia
Gość
Natalia

Napisałeś 100 000 zł na zmianę miasta, czyli sto tysięcy. Milion ma sześć zer, czyli 1 000 000. Przepraszam, ale mnie (i pewnie jeszcze parę osób) wprowadziło to w błąd.
A tak w ogóle, to nawet „wpis przy współpracy” piszesz świetnie.

Jan Favre
Gość

Natalia, jest napisane „100 000 złotych na zmianę Twojego miasta na lepsze” i „Marka Lech w ramach akcji LECHSTARTER daje milion (serio, tu nie ma literówki: MILION) złotych na pozytywną zmianę polskich miast” i wszystko się zgadza, bo jedno miasto może otrzymać maksymalnie 100 000zł, a w sumie (5 X 100 000 + 20 x 25 000) Lech przeznacza na całą akcję milion, tak że nie ma tu błędu :)

Nie mniej, dziękuję bardzo za ciepłe słowa!

Natalia
Gość
Natalia

Aaaa, ok. Widzę, że ja i blond włosy to jednak przeznaczenie :) Chciałam jeszcze posłodzić, napisać o cudowności tego bloga, ale nie umiem tak, żeby nie było pokemonowato.
Btw, dzięki Tobie ograniczyłam ilość emotikon we wiadomościach. Dzięki!

Karola Franieczek | Życie Me
Gość

Mega inicjatywa (y) Oczywiście, że głosuję na wrocławskie kajaki. Przyjedziesz potem z krakowską ekipą i zrobimy wyścigi. :)

Jan Favre
Gość

Jak tylko uwiną się przed 27 sierpnia (https://www.facebook.com/events/447703255434048/), to pewnie, będziemy się ścigać :D

Piotr
Gość
Piotr

Drogi i chodniki w Morągu.
Podczas gdy w wielkich i wspaniałych polskich miastach ludzie malują rury i stawiają wielofunkcyjne ławki i realizują dziesiątki fantastycznych pomysłów takich jak podwórka z artystami…My w małych, biednych miasteczkach na peryferiach dobrobytu marzymy o prostych chodnikach, ulicach bez dziur i posprzątanym mieście .I wkurzają Nas takie teksty, chociaż też czytamy Lema, w domu w fotelu , nie na ławce i płacimy podatki na darmozjadów z Dużych Miast z ekscentrycznymi potrzebami.

An
Gość

Mimo wszystko dobrze by było jakby duże miasta były ładne, bo to one reprezentują Polskę, a nie mniejsze miasteczka. Poza tym nie wiem, czy byłeś kiedyś na Targówku, pewnie nie, ale ta dzielnica wygląda naprawdę okropnie, gorzej niż większość takich miasteczek. Co do podatków, to nie wiem gdzie ty żyjesz, ale z tego co wiem to Warszawa płaci janosikowe mniej bogatym gminom, więc to raczej duże miasta płacą na małe miasta.

7 przekonań o miłości, którymi robisz sobie krzywdę

Skip to entry content

Czym różni się dziecko od dorosłego człowieka? Dziecko może zrobić sobie krzywdę w zasadzie wszystkim, dorosły człowiek głównie głupimi przekonaniami i otwieraczem do konserw. Jeśli w dzieciństwie słyszałeś w kółko, że jesteś zbyt głupi by zostać astronautą, to jest prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że później nawet tego nie sprawdzałeś, tylko uwierzyłeś na słowo.

Z hasłami dotyczącymi pieniędzmi – „uczciwy człowiek bogaty nie będzie”, czy relacji damsko-męskich – „kobiety lecą na kasę” jest podobnie. Świat jest takim, jakim go widzisz, a widzisz go takim, jakim zostało Ci wpojone, że jest. Jak nie męczyć się w związkach bez przyszłości? I nie frustrować się tymi, które już się zakończyły? A także nie być wiecznie czekającym na szczęście singlem?

Przede wszystkim, nie wierząc w głupie przekonania o miłości, którymi robisz sobie krzywdę.

Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu

To jedno z tych zdań, które widząc u znajomej na Facebooku, zastanawiasz się, czy usunąć ją z obserwowanych, czy raczej zaproponować pomoc.

Ludzie dążą w życiu do różnych rzeczy i miewają skrajnie różne cele. Jedni chcą wejść na Kilimandżaro, drudzy założyć rodzinę, trzeci fabrykę, a czwarci wygrać konkurs jedzenia pączków na czas. Jednak bez znaczenia co napędza nas do wstawania kolejnego dnia z łóżka, wszyscy chcemy tego samego: być szczęśliwi.

Czemu więc bycie nieszczęśliwym miałoby być lepsze od bycia szczęśliwym?

Miłość już sama z definicji powinna sprawiać, że czujesz się lepiej, jeśli tak nie jest, to może to, co jest między Tobą a partnerem, to coś innego? Na przykład toksyczny związek. Albo współuzależnienie. Bo nie ma zdrowej relacji, w której druga osoba czuje się źle. I definitywnie nie jest to coś, w czym powinno się trwać. Jeśli jest tak od niedawna – warto próbować to naprawić. Jeśli jest tak od zawsze – trzeba uciekać.

„Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w szczęściu” – powiedziała na pocieszenie żona uzależniona od bijącego ją męża-alkoholika.

Prawdziwa miłość nie ma szczęśliwego zakończenia, bo prawdziwa miłość się nie kończy

Czyli jak unieszczęśliwić się na długie lata, jeśli nie na całe życie, kierując się bzdurą z Demotywatorów.

W czasoprzestrzeni, w której istniejemy, nic poza „Modą na sukces” nie trwa wiecznie. Wszystko ma określoną datę ważności. Ser żółty, ciało i relacje. Wszystko. Oczywiście staramy się jak możemy przedłużać termin przydatności do spożycia, ale nie jest możliwe rozciągnięcie go w nieskończoność. Przynajmniej aktualnie.

Dla ludzi jest zupełnie normalne, że wraz z czasem jedzenie się psuje, papier toaletowy zużywa, a ciało – czy to ludzkie, czy zwierzęce – umiera, jednak z dziwnego powodu nie chcą przyjąć, że z uczuciami jest tak samo. A czemu niby miałoby być inaczej? Co dziwniejsze, ludzie zupełnie niepogodzeni z tym faktem, próbują wmówić sobie i innym, że jeśli dwójka ludzi się kochała, ale w pewnym momencie z różnych powodów przestała, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość.

To tak jakby powiedzieć, że pizza, którą zjadłeś na kolację nie była prawdziwa, bo już jej nie ma. Nie róbmy sobie jaj. Jeśli chcesz się przekonać, że była prawdziwa, to wejdź na wagę. Jeśli o tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie, miałby decydować fakt istnienia w nieskończoność, znaczyłoby to, że zarówno świat, w którym żyjemy, jak i my sami, jesteśmy jedną wielką ułudą.

Wmawianie sobie, że w związku, w którym byliśmy nie było miłości, bo się skończył, jest skazywaniem się na cierpienie. Po pierwsze: katujemy się, że nieodwracalnie zmarnowaliśmy czas na coś, co było fałszywe. Po drugie: wywieramy na sobie presję, że jeśli mamy być z kimś nowym i go kochać, to koniecznie musi być to miłość na całe życie, bo inaczej to nie ma sensu. Niewiele jest lepszych przepisów na bycie nieszczęśliwym.

A wystarczy po prostu przyjąć, że uczucia i relacje tak jak mają swój początek, tak również mają swój koniec. I to całkowicie naturalne.

Stara miłość nie rdzewieje

Tylko jeśli to Ty zostałeś porzucony i nie znalazłeś nikogo lepszego niż osoba, która Cię zostawiła.

Ludzie idealizują byłych partnerów w swoich głowach tak długo, aż nie zwiążą się z kimś, kto przebija ten obraz. Twoja była zawsze potrafiła Cię rozśmieszyć i miała zajebisty tyłek? Mieliście podobne spojrzenie na świat i hierarchię wartości? Uwielbiałeś z nią spędzać czas, nawet jeśli tylko leżeliście na trawie i gapiliście się w niebo? To przestaje mieć znaczenie, jeśli Twoja obecna partnerka ma to wszystko, co przyśpieszało Twój puls przy poprzedniej i coś więcej. Na przykład jest dojrzalsza. Albo lepiej dogaduje się z Twoimi przyjaciółmi. Albo po prostu nie chrapie w nocy. Ewentualne ma większe piersi.

Nie tęsknisz za Polonezem, jeśli jeździsz Mercedesem.

Jak kocha to poczeka

Jak bym tu odbił piłeczkę mówiąc, że „jak kocha, to nie sprawdza wytrzymałości drugiej osoby”, ale zacytuję tu słowa Piotra Roguckiego, które zdecydowanie lepiej pasują do tej sytuacji – „czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas”. Jak pisałem wcześniej, na świecie nie ma rzeczy permanentnie stałych i niezmiennych, a założenie ceteris paribus sprawdza się wyłącznie w teorii. I to teorii ekonomicznej.

Miłość jest jak bazylia na parapecie – bez podlewania usycha. Jak wyjedziesz na weekend, raczej nic jej się nie stanie, po tygodniu będzie już mocny kryzys, a po miesiącu na 99,99% zdechnie. Trzeba być nieźle oderwanym od rzeczywistości, żeby zostawić roślinkę na pewną śmierć, a gdy już dokona żywota wmawiać jej, że to jej wina.

Myślałeś, że jak wyjedziesz na rok do Anglii, to Twoja dziewczyna włoży uczucia do zamrażarki i rozmrozi je dopiero po Twoim powrocie, a międzyczasie będzie żyć jak maszyna? Nie przeżywając wewnątrz, że byliście blisko, a nie jesteście? I nie przyjmując do siebie bodźców z zewnątrz? Stary, nawet metal koroduje, a kamień wietrzeje.

To, że nie poczekała nie znaczy, że nie kochała, tylko, że daliście zwiędnąć temu, co trzeba było pielęgnować. Oboje.

Nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie

Nie szukaj pracy, to sama Cię znajdzie.

Nie szukaj jedzenia, to samo Cię znajdzie.

Nie szukaj lekarstwa na raka, to samo Cię znajdzie.

Jak wiadomo wszystkie rzeczy w życiu człowieka dzieją się same, a zwłaszcza te, na których mu zależy. Dyplomy za ukończenie studiów wypisują się same, awanse w pracy przyznają się same, nawet pieniądze na podróże odkładają się same. Jak myślisz, skąd biorąc się bezdomni i uliczni żebracy? Oczywiście stąd, że za bardzo się starają, gdyby tylko trochę odpuścili i wysyłali mniej CV, na pewno ktoś by do nich podszedł i zaproponował im pracę.

Zmieniając ton na mniej absurdalny: bierność nigdy nie jest dobrym pomysłem. Nawet, gdy zapadasz się w ruchomych piaskach. Jeśli czego chcesz, musisz działać, pracować, starać się o to. Bez różnicy, czy mówimy o pieniądzach, sukcesie artystycznym, czy właściwym partnerze. Nie możesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż spadnie Ci to z nieba. Udany związek, to nie Felix Baumgartner.

Beznadziejnej rady jaką jest „nie szukaj miłości, to sama Cię znajdzie” udzielają często osoby, które same intensywnie starają się znaleźć kogoś, w kim zakochają się z wzajemnością. Jednak nie wychodzi. I im bardziej się starają, tym gorszy jest efekt. Co robią w takiej sytuacji? Zamiast zamienić sposób szukania, dobór potencjalnych partnerów, czy swój kontakt z nimi i wyeliminować przyczynę swoich niepowodzeń, stwierdzają, że samo podejmowanie działania jest winne.

To tak jakby ktoś chciał codziennie przez kilka lat przewieźć słonia w maluchu i przy każdej próbie dziwił się, że się nie mieści. I zamiast zmienić środek transportu na większy, stwierdził, że jeśli przestanie próbować, to słoń sam się przewiezie.

Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś

Temu, że to nieprawda poświęciłem cały osobny tekst. W skrócie: zawsze wybieramy partnerów ze względu na jakieś cechy, które są dla nas atrakcyjne, choć czasem robimy to zupełnie nieświadomie. Szerzej: przeczytaj dlaczego powiedzenie „Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” to bujda.

Miłość to gra – kto pierwszy powie kocham przegrywa

Podejście w stylu jednej z bohaterek „Galerianek”, która żując gumę i sprawdzając stan tipsów stwierdza „miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Otóż: nie.

Jeśli już zakładamy, że relacje damsko-męskie to gra, to nigdy nie jest to pojedynek jeden na jednego, tylko dwójka ludzi kontra cały świat. Wygrać można tylko razem. W drugą stronę jest podobnie, też przegrywają zawsze dwie osoby. Myślisz, że zakochanie się w kimś bez wzajemności sprawia, że ta druga osoba jest szczęśliwsza? Naprawdę czułabyś się lepiej dlatego, że ktoś Ci wyznał miłość, a Ty traktujesz go jak przyjaciela? Albo w drugą stronę: mimo że serce wyrywa Ci się z klatki piersiowej, czułbyś się lepiej udając, że nic między Wami nie jest? Bez kitu, zwycięstwo w pełnej krasie.

Przegrywa tylko ten, kto nic nie robi. Jeśli tylko podjąłeś działanie, to już punkt jest po Twojej stronie.

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza

Powyższy cytat najczęściej pojawia się na profilach dziewczyn, które lubię o sobie mówić, że mają „temperament”, „charakterek” albo „pazur”. Że są takie żywiołowe i nieprzewidywalne, że nigdy nie wiadomo, kiedy pierdolnie, ale jak już to się stanie, to masz robić dobrą minę do złej gry, bo przecież one takie są. Jakie konkretnie? Niezrównoważone emocjonalnie z konkretnym bałaganem na strychu, który najlepiej byłoby posprzątać z pomocą terapeuty.

Niestety, przyznanie się, że ma się problem i coś złego działo się w dzieciństwie, najczęściej nie ma miejsca. Zamiast tego pojawia się poprawianie sobie samopoczucia tekstami o tym, że druga strona powinna akceptować wszystkie jej chore jazdy, bo przecież miewa momenty, kiedy nie zachowuje się jak tornado przechodzące przez zakład ceramiczny.

Przekonanie, że „na miłość trzeba zasłużyć” wynosi się najczęściej z domu i to domu raczej mało szczęśliwego. Uczucie nie jest kością, którą daje się psu za dobre zachowanie. Sprowadzanie relacji między dwojgiem ludzi, do nagradzania mężczyzny za pożądane przez kobietę zachowania, jest zawoalowaną formą tresury, a nie miłością.

Jeśli kogoś kochasz, chcesz być dla niego miodem, który wypełnia go od środka, a nie cierniem, który go rani tak długo, aż nie uzna, że łaskawie może zrzucić kolce.

„Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepszy” – powiedział mąż-alkoholik do żony, bijąc ją kablem od żelazka.

Nie szukaj drugiej połówki. Znajdź drugą całość

Skip to entry content

Anna German – „Bez Ciebie nie ma mnie”

Przy Tobie z Tobą i dla Ciebie świat się zielenił.
A teraz pusto w całym niebie, na całej ziemi
I nie ma mnie bez Ciebie, nie ma mnie,
i lustro kłamie, nie ma mnie,

Od momentu, w którym pojawiamy się na tym świecie, system i popkultura fundują nam zbiorowe pranie mózgów, wtłaczając w nas przekonania, przez które jako dorośli ludzie  jesteśmy głęboko nieszczęśliwi.

System edukacji okłamuje nas, że zdobycie tytułu magistra jest gwarantem pracy i sukcesu zawodowego. Komedie romantyczne wmawiają mężczyznom, że skutecznym sposobem zdobycia kobiety jest nieustanne nadskakiwanie jej, obsypywanie prezentami i przybieganie na każde zawołanie, jak dobrze wytresowany pies. Kolorowa prasa przekonuje dziewczyny, że o ich atrakcyjności stanowi ciągłe podążanie za modą i bycie na bieżąco ze wszystkimi trendami. Facebook i Instagram kreują świat, w którym wszyscy dookoła Ciebie nieprzerwanie mają turbo interesujące życie składające się tylko z rozrywki i wycieczek.

A popowe piosenki przekonują, że nie możesz być szczęśliwy bez drugiej połówki, bo to związek czyni życie wartym życia.

Ludzie szukają drugiej połówki

JWP – „Do dupy”

Wyjeżdżam dziś, lecz jutro wrócę kiciu
Twój miś, P.S Nadajesz sens memu życiu!

Filmy, seriale, książki i piosenki zarażają młode umysły nowotworem idei, że szczęście w pojedynkę jest niemożliwe. Wmawiają ludziom w każdym wieku, że ich nadrzędnym celem jest życie w związku, bo tylko wtedy takie życie jest wartościowe i ma jakikolwiek sens. Z popkultury płynie prosty przekaz: będąc samemu NIE MOŻESZ cieszyć się życiem.

Już samo określenie „druga połówka” jasno stwierdza, że nie jesteś kompletny, autonomiczny, zdolny do samodzielnej egzystencji. Jesteś tylko połową czegoś. Nie jesteś jednostką, jedną całością, skończonym, niezależnym tworem, jesteś zaledwie połową, która musi znaleźć drugą połowę, że była w pełni wartościowa. Kompletna. Tak jakbyś wychodząc z łona matki miał tylko jedną rękę, jedną nogę i na gwałt musiał znaleźć kogoś, kto ma drugą, żeby w ogóle móc zawiązać buty.

Ale to gówno prawda.

Jeśli tylko nie jesteś bliźniakiem syjamskim – a statystyka mówi mi, że jednak nie – to masz komplet rąk, komplet nóg, komplet uszu, komplet oczu, komplet jąder lub jajników, i – jeśli tylko za dużo czasu nie spędzasz w internecie – komplet szarych komórek też powinien się znaleźć. I to zupełnie wystarcza, żebyś realizował plany, spełniał marzenia, zdobywał szczyty, pokonywał morza, rozwijał karierę i odnosił sukcesy. I się tym cieszył. I był z tego dumny. I czuł satysfakcję. I co tylko chcesz. Nie ma absolutnie żadnych logicznych przeciwskazań, żebyś to wszystko robił w pojedynkę.

Nawet do osiągania orgazmów nie jest Ci potrzebna druga osoba. Nie jesteś połówką. Jesteś całością.

Ludzie znajdują drugą połówkę

Messajah – „Lepsza połowa”

Wszystko co najlepsze przynosisz mi Ty
Dajesz mi radość z życia i ocierasz łzy
Już na zawsze chcę być z tobą bo
Jesteś moją lepszą połową

Po wieloletnim faszerowaniu kłamstwem, że życie w pojedynkę to nie życie, a już na pewno nie życie, które warto żyć, ludzie zaczynają wierzyć, że tym, co nada sens ich egzystencji, jest właśnie druga osoba. Nie pasja, nie poznawanie świata, nie realizowanie się, nie doświadczanie przeżyć, nawet nie praca. Druga osoba.

Warunkują poczucie własnej wartości i zasadność niestrzelenia sobie w łeb posiadaniem innego człowieka. I to posiadaniem niemal dosłownym. Więc, gdy już, zdecydowanie mniej niż bardziej metaforycznie, zdobędą go, chcą się do niego przykuć łańcuchem, żeby nie uciekł, ani żeby nikt go nie zabrał, jakby był walizką z hajsem z początku „Chłopaki nie płaczą”. I aby wzmocnić ogniwa tego łańcucha, wypowiadają magiczne zaklęcia typu „jesteś moim światełkiem w tunelu”, „bez ciebie nie ma mnie”, „gdyby nie ty, nie miałbym po co żyć” lub „wszystko bez ciebie to chuj”. I mimo głębokiej wiary w przyciągającą moc tych aforyzmów, po dłuższym czasie skutek najczęściej jest odwrotny.

Bo jakbyś się czuł, gdyby ktoś Ci w kółko powtarzał, że jesteś jedynym powodem, dla którego jeszcze nie skoczył z dachu? Że nic poza Tobą nie trzyma go przy życiu? Obciążające, co?

Ludzie tracą drugą połówkę

Oddział Zamknięty – „Bez Ciebie”

Bez Ciebie już nie ma mnie
Bez Ciebie już życie traci sens
Bez Ciebie mój cały świat nic już nie jest wart

Pomagałeś kiedyś iść kuśtykającej osobie? Albo jeszcze lepiej, niosłeś kiedyś na swoim barku zwłoki znajomego, którego przerósł melanż i wypił o jednego za dużo? Męczące, co? Tak brać na swoje plecy ciężar drugiej osoby i nieść Was dwoje? To teraz wyobraź sobie, że osoba, której na bieżąco dajesz odczuć, że jest jedynym powodem, dla którego oddychasz, nie ma tak od drzwi kamienicy, w której była impreza do drzwi taksówki, tylko cały czas. Non stop. Nieustannie czuje, że musi brać na siebie Twój ciężar i mieć tyle siły, żeby iść za Was oboje. A ta siła się kiedyś kończy. Bo jak długo można być ratownikiem wyławiającym topielca z bezsensu egzystencji? Nawet David Hasselhoff w „Słonecznym Patrolu” brał czasem wolne.

Zawęziłeś cały świat do tej osoby, więc gdy odchodzi, czujesz się jakby cały świat się skończył.

Nie zostałeś sam ze sobą. Zostałeś z siebie połową. Bo nie wierzyłeś, że jesteś na tyle kompletny, by egzystować w pojedynkę. A teraz, gdy świat wypadł Ci z Twoich rąk, jak na piątej płycie Myslovitz, jesteś o tym dogłębnie przekonany, bo tyle czasu sobie to wmawiałeś, że kłamstwo stało się prawdą. I nie budzisz się z ręką w nocniku. Budzisz się z ręką próbującą wyciągnąć Cię za uszy z szamba, w które wpadłeś. A gdy masz na tyle słaby wzrok, że nawet nie widzisz, w jakiej sytuacji się znajdujesz, topisz się.

***

Nie szukaj drugiej połówki. Znajdź drugą całość. Nie trzeba kończyć matematyki stosowanej, żeby wiedzieć, że 1+1, to więcej niż 0.5 + 0.5.

autorem zdjęcia w nagłówku jest jst.fd

Skąd bierze się biała plamka na spodzie bułki w McDonald’s?

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką McDonald’s

W zeszłą środę razem z trójką czytelników (Pawłem, Patrycją i Pauliną) byłem w McDonald’s na ulicy Floriańskiej w Krakowie, zobaczyć jak lokal wygląda od kuchni (mówiąc dosłownie), sprawdzić jak to wszystko funkcjonuje od środka i skonfrontować kilka mitów z rzeczywistością. I prócz sentymentalnego powrotu do czasów, gdy sam pracowałem w Maku w trakcie studiów, mam dla Was odpowiedzi na większość pytań, które zadawaliście na Fejsie. Na większość, a nie na wszystkie, bo niektóre były tak niedorzeczne, że już po przeczytaniu ich na głos oczywiste było, że to absurd i nieprawda.

Nie przedłużając… jedziemy z tematem!

Co się dzieje z jedzeniem, które wystygnie?

sekretne menu mcdonalds

Wielu z Was zastanawiało się, co się dzieje z hamburgerami, które wystygły zanim ktoś je zamówił. Otóż wcześniej, kanapki, które przekroczyły dopuszczalny czas oczekiwania (i nie były już ciepłe, przez co, nie można było podać ich klientom), były liczone jako straty i wyrzucane. Natomiast w tym momencie, w lokalach, które przeszły modernizację (i stanowisko do składania zamówień oddzielone jest od stanowiska, w którym wydaje się jedzenie), niemal wszystko robione jest dopiero po złożeniu zamówienia przez klienta, po to, aby wyeliminować sytuację stygnięcia szamy i zminimalizować straty do zera.

Dlaczego nie można zimnego jedzenia oddać bezdomnym? Bo pojawia się kwestia podatku od darowizny i niestety firma nie może ot tak, oddać komuś za darmo swoich produktów, tylko musi za to zapłacić, więc to mało ekonomiczna sprawa. A czemu nie można przewieźć tego jedzenia do schroniska dla zwierząt? Z tego samego powodu, plus, dochodzi do tego jeszcze kwestia transportu i spełnienia odpowiednich warunków do składowania żywności, więc też średnio się to kalkuluje.

Takie prawo, panie.

Czy w McMuffinach są jajka z proszku?

mcmuffin jajka

Nie. Byłem w chłodni, widziałem na własne oczy, wyżej macie foto. Są normalne jajka dwójki, od kur z chowu ściółkowego.

Przy okazji kwestii półproduktów z proszku, ktoś pytał, czy cebula w hamburgerach jest prawdziwa. Tak, cebula, tak jak wszystkie warzywa, i również wszystkie mięsa, jest prawdziwa. Nie z proszku, nie z drukarki 3D, nawet nie z amelinium.

Czy do cheesburgerów dodaje się środki antywymiotne? (opcjonalnie: czy do jedzenia w Maku dodaje się środki uzależniające)

środki natywymiiotne w mcdonalds

To jest ten typ pytania, który od razu po przeczytaniu na głos wydaje się idiotyczny i naprawdę trudno wziąć na serio, żeby ktoś przy zdrowych zmysłach wierzył, że legalnie działająca firma robi coś takiego. Przedsiębiorstwo działające w tylu miejscach w Polsce i podlegające tylu różnym nieustannym kontrolom, bez zająknięcia zostałoby zamknięte, gdyby tylko faszerowało czymś jedzenie, ale to pytanie pojawiło się tyle razy, że oficjalnie na nie odpowiadam.

Uwaga, uwaga: nie.

Do wołowiny nie dodaje się nic poza solą i pieprzem (które widzicie powyżej) już po usmażeniu i, żeby nie było wątpliwości, do ŻADNYCH innych produktów w McDonald’s nie dodaje się ani środków antywymiotnych, ani uzależniających. Czuję się w tym momencie trochę, jakbym ogłaszał, że dokonałem przełomowego odkrycia i informował Was, że Ziemia jednak nie jest płaska, tylko okrągła, ale piszę to, żeby mieć czyste sumienie.

Do tego jedzenia nie wraca się dlatego, że ktoś coś do niego dosypał, tylko dlatego, że jest smaczne. Eureka co? Wiem, że prawda jest mało spektakularna, ale cóż, tak jest. A wchodzi dobrze na kacu, bo jest słone i ma w sobie tłuszcz. Podobnie jak pizza, kebaby, czy curry wursty.

Skąd się bierze biała plamka na spodzie bułki w McDonald’s?

plamki na bułkach w mcdonalds

Kolejna turbo spiskowa teoria mająca powiązanie z poprzednią. Co na temat „tajemniczych” plamek na spodzie bułek z hamburgerów w Maku mówią legendy miejskiej? Że to oczywiście miejsce, gdzie dodawana jest tabletka antywymiotna lub uzależniająca (w zależności, kto jest sympatykiem jakiego spisku).

Jaka jest prawda? To ślad po pęcherzu powietrza, który zostaje uwięziony w bułce, gdy placek niewyrośniętego ciasta trafia do formy. Szczelnie zamknięte ciasto zamyka trochę powietrza, które nie ma jak się wydostać.

Powtórzę jeszcze raz, żeby nie było wątpliwości: ta biała plamka, to ślad po powietrzu.

Czy nuggetsy powstają z różowej masy mięsa oddzielonego mechanicznie?

mcnuggets

Naoglądałem się różnych filmów w sieci i też się poważnie nad tym zastanawiałem. Niestety, kolejne rozczarowanie. Gdyby McNuggets były z przemielonego MOM, to po przerwaniu byłyby takiej konsystencji jak parówka. A nie są. Gdy przerwiecie je w połowie, wyglądają jak usmażona pierś kurczaka. Pewnie dlatego, że są z piersi kurczaka. Tyle, że pociętej.

Czy jedzenie z McDonald’s faktycznie się nie psuje?

mięso w mcdonalds

Coś na co czekały wszystkie tygryski. W tym ja.

Z tego co ustaliłem, to, po pierwsze, jedzenie z Maka psuje się, jak każde inne, tyle, że, jak każde inne, musi mieć ku temu odpowiednie warunki. Czyli ciemność, wilgoć i dostęp do bakterii. Jeśli ktoś nie będzie go dotykał, gołymi, niewysterylizowanymi rękami, a dodatku położy je w suchym, przewiewnym miejscu, to stanie się z nim to samo, co z szynką parmeńską, która wisi sobie po kilkanaście miesięcy, również nie psując się. Mianowicie, ususzy się.

Po drugie, i frytki, i hamburgery są solone, co ułatwia mumifikację. Czyli zasuszanie się.

Po trzecie, jak to mawiał Albert Einstein do swoich uczniów, nie wierzcie we wszystko co zobaczycie w internecie. A najlepiej przeprowadźcie taki test samemu i sprawdźcie, czy faktycznie tak jest. Bo może się okazać, że jednak Demotywatory kłamią. Tak jak w przypadku Grubsona i jego rzekomego raka.

praca w mddonalds

To tyle z naszej wizyty w Maku na Floriańskiej, ale jeśli jesteście dalej głodni (hehe) konfrontowania mitów z rzeczywistością, to sprawdźcie tekst dotyczący pracy w McDonald’s, relację z wizyty w zakładach dostarczających mięso i frytki, albo po prostu zadajcie im pytanie bezpośrednio. Bo, kto pyta, nie robi sobie siary przy znajomych, jak mówi stare polskie przysłowie.