Close
Close

Gdzie warto pójść na piwo w Krakowie?

Skip to entry content

Często dostaję od Was maile w stylu:

Drogi StejFlaju,

Kocham Cię jak Krystyna Pawłowicz interpunkcję, a Twojego bloga czytam od chrztu Polski i mam prośbę, wpadam na weekend do Krakowa i chcę się pobawić jak Bradley Cooper w filmie o wieczorze kawalerskim, doradź: co zobaczyć, gdzie zjeść, gdzie się na pić?

Ps. Najbardziej zależy mi na tym ostatnim, tak że tego… gdzie warto pójść na piwo w Krakowie?

Całuję i czekam na odpowiedź do 15 minut albo cofam lajka!

Twoja wierna fanka Irena

Gdzie zjeść w Krakowie pisałem już jakiś czasem temu, więc dzisiaj zajmiemy się tym, żeby Wam za bardzo nie zaschło w gardle jak już wrzucić coś na ząb. Nie doradzę Wam w kwestii stricte klubowo-dyskotekowej, bo moje ulubione lokale taneczne pozamykali jak jeszcze studiowałem (w tym momencie wszyscy stawiamy znicze za Łódź Kaliską) i szczerze mówiąc, nie znam żadnego wartego uwagi miejsca poza Prozakiem 2.0. Ale jeśli od ocierania się o spoconych ludzi w rytm łupanki niszczącej bębenki słuchowe bardziej interesuje Was po prostu napicie się alkoholu, to z chęcią podzielę się wskazówkami, gdzie warto pójść na piwo w Krakowie.

Z góry uprzedzam, nie jest żadnym piwoszem i to nie jest przewodnik po najlepszych multi-tapach w Grodzie Króla Kraka. To po prostu subiektywny przegląd miejscówek, gdzie dobrze się pije ze względu na klimat.

 

Do wyluzowania – Forum Przestrzenie

forum przestrzenie

W Warszawie knajpy nad Wisłą wyrastają jak blogi modowe po sukcesie Maffashion i po obu brzegach barów z leżaczkami jest od cholery. W Krakowie jest zamykana właśnie snobistyczna i droga (12 zeta za lany browar) Plaża Kraków, co sprowadza się do tego, że jedyne miejsce do relaksowania się nieopodal rzeki, to Forum Przestrzenie. Na szczęście Forum jest zajebiste i ma świetną atmosferę. Bierzesz Fortunę w butelce (czarna najlepsza!) albo Miłosława za 9 zeta, rozkładasz jeden z nigdy nie kończących się leżaków, wystawiasz buźkę do słońca i odpoczywasz. Albo gawędzisz ze znajomymi, albo bawisz się z psem, albo czytasz książkę, albo zakładasz słuchawki i puszczasz sobie Xxanaxx. Idealna miejscówka na niedzielnego kaca. Oczywiście w miesiącach wiosenno-letnich.

forum przestrzenie 2

 

Do upijania – BaniaLuka

Od jakiegoś czasu w coraz większej liczbie miast pojawiają się lokale z alkoholami za 4zł i jedzeniem za 8zł. W Krakowie mamy Ambasadę Śledzia, Pijalnię Wódki i Piwa, Huki Muki, Dżumandżi, U Jożina, Vistulę i właśnie BaniaLukę, występujące i w okolicach Rynku Głównego i na Kazimierzu, ale to właśnie BaniaLuka na Placu Szczepańskim znalazła specjalne miejsce w moim alko-serduszku. To nie jest miejsce, gdzie idziesz rozkoszować się smakiem piwa i to zdecydowanie nie jest miejsce, gdzie idziesz na randkę, ale to bez apelacyjnie jest miejsce, w którym zaczynasz i kończysz imprezę. Każdy dobry całonocny melanż startuje od jednego małego w BaniaLuce, gdy zaczyna się ściemniać i kończy się na bani wiśniówki, gdy zaczyna świtać. Jeśli lubisz klimat zatłoczonego londyńskiego pubu, w którym spotkasz zarówno znajomych z podstawówki, księdza, który udzielał Ci pierwszej komunii, ludzi z pracy, gościa, który właśnie zszedł z ośmiotysięcznika przyjeżdżając tu na stopa i przy okazji swoją byłą, na drugi dzień pamiętając piąte przez dziesiąte, to miejsce dla Ciebie.

Do smakowania – House of Beer

house of beer 2

Jedyne miejsce w zestawieniu skupiające się strcite na piwie, ale za to najlepsze. Po pierwsze, mają tu więcej rodzajów piw, niż jestem w stanie policzyć bez kalkulatora  (220 piw butelkowych, 12 kranów na parterze i 8 w piwnicy), po drugie, mają tu lepszą obsługę niż na spotach reklamowych banków, która doradzi, pomoże i dobierze Ci taki smak, o którym nie śniło się fizjologom, po trzecie, jest naprawdę sporo miejsca (sporo w stosunku do innych tap barów). Rozstrzał cen, to od 5zł za piwo dnia (codziennie inne) do 70zł za turbo rarytas. Jeśli jesteś fanem tego gatunku alkoholu, to nie możesz opuścić byłej stolicy, bez wizyty na Świętego Tomasza 35. Nazwa nie jest przesadzona – House Of Beer, to naprawdę dom piwa.

house of beer 3

 

Do osiedlowania – Miasteczko Studenckie AGH

Jestem tym typem człowieka, który lubi wbić się w miękki fotel w kawiarni, czy zapaść w skórzanej kanapie w barze, ale równie dobrze czuje się z butelką w jednej dłoni i fajką w drugiej, siedząc na ławce. Jestem patriotą i kocham nasz kraj, jednak jeśli miałbym wyemigrować za granicę, to właśnie ze względu na możliwość legalnego picia w miejscach publicznych. Doprowadza mnie do szału, że nie mogę normalnie wyjść z kolegą przed blok i napić się jednego, tylko muszę się chować z piwem przed służbami porządkowymi, jakbym miał krew na rękach. Na szczęście w Krakowie jest takie miejsce jak Miasteczko Studenckie AGH, gdzie w osiedlowym klimacie bez przypału można coś wychylić. Piwerko, ewentualnie kratę. Mimo, że czasy biegania z indeksem za wpisami mam już dawno za sobą, to lubię tam wpaść od czasu do czasu i poczuć się trochę jak w alternatywnej rzeczywistości, gdzie powszechnie przyjęte obostrzenia i regulacje prawne nie obowiązują.

 

Do zwariowania – Piękny Pies

Lokal legenda. Mimo, że Bożego Ciała 9, to już jego trzecia lokalizacja, to duch sytuacji z poprzednich adresów cały czas się w nim unosi. Miejsce spotkań krakowskiej bohemy. Gościł takie postacie jak Zbigniew Hołdys, Maciej Maleńczuk, Marcin Świetlicki i dziesiątki innych malarzy, pisarzy, piosenkarzy i wszelkiej maści bezimiennych artystów, którym zdarzało się tu robić większe bydło, niż w niejednym gospodarstwie rolnym. Poza szalonymi gejowskimi klubami, to jeden z najbardziej barwnych punktów na towarzyskiej mapie Krakowa. Jest nieporównywalnie większe prawdopodobieństwo, że spotkasz tu własną babcię twerkującą do „Sweet dreams” Eurythmics, czy dziadka rzucającego kuflami przez bar, niż nieopierzonego studenciaka w podróbkach Rosherunów z fryzem na hilterjugend. I chwała Pięknemu Psu za to! I za wszystkie niedorzeczne sytuacje, których byłem w nim świadkiem.

piękny pies

 

To tyle z najcharakterystyczniejszych miejsc, do których moim zdaniem warto pójść na piwo w Krakowie. Jeśli chcecie coś dodać do tej listy, to śmiało dzielcie się swoimi typami w komentarzach. A niebawem kolejny wpis przewodnikowy, tym razem z bugerowniami.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Agusiaxxx

    Z fajnych miejsc jest jeszcze Beer House , Carpe Diem , Alternatywy . W tym ostatnim w niedziele , poniedziałek i wtorek duże piwo za3 zl

  • Ola Majorska

    Ja lubię chodzić do LostBaru na Szewskiej. Miejsce trochę ukryte, ale naprawdę warte uwagi. Mają sporo miejsca, więc spokojnie sobie na piwko można usiąść. Szczególnie, że nie leją byle czego, Miłosława mają, którego uwielbiam :) Ogólnie fajny klimat

  • Pingback: Gdzie zjeść burgera w Krakowie? 5 najlepszych miejsc()

  • madson

    nikt, ale to naprawde nikt nie lubi DYMU?

  • Ania Piwowarczyk

    W Forum jeszcze koniecznie Piwo Naturalne z sokiem z czarnego bzu! Póki co nie trafiłam na nie w żadnej innej krakowskiej knajpie, a jest pyszne i letnie :)

  • Paulina

    Dodałabym jeszcze:
    – Do podziwiania: Cafe Szał na dachu sukiennic, gdzie widok piękny, piwko regionalne pyszne i naprawdę tanie, jak na standardy krakowskiego rynku
    – Dla hipsterów: Oczywiście bunkier Sztuki, który jest miejscem legendą w Krakowie, a można się w nim napić piwa z tanka w całkiem przyzwoitej cenie. Tłoczno, kelnerki lubią oszukiwać na rachunkach, zwłaszcza tych większych, ale i tak warto.
    – Nie wiem dla kogo ale: Kolejne miejsce legenda, czyli Alchemia na Placu Nowym. Chyba każdy napój smakuje dobrze w lokalu, do którego trzeba wejść przez szafę :)

    • Mam wrażenie, że w Bunkrze zatrudniają niespełnionych artystów, którym ktoś odmawia lajka na insta za każdym razem, kiedy zamawiam plebejskie piwo.

  • maximer006

    Eszweria i Pasaż jak tam ktoś niżej pisał również godne polecenia :D
    Co by nie mówić, jakie by to miejsce nie bylo.
    Piwo jest dobre! :D
    http://www.agro2.ru/semena-tritikale

  • Dla kibiców – English Football Club na Mikołajskiej! W czasie meczów atmosfera jest tam powalająca.

  • Daria Prygiel

    Ambasadę zdecydowanie polecam! Ale tylko na Stolarskiej, obok Pasażu. Niedługo będzie tam też i Pauza, którą niedawno zamknęli, by zmienić lokalizację.

  • Dominika

    Musze naprawdę lubić tego bloga, bo ani nie jestem fanką piwa (ani żadnego innego alkoholu), ani nie wybieram się w najbliższym czasie do Krakowa, a i tak przwczytałam cały wpis ;)
    Na wypadek gdybym miała się jednak wybrać do byłej stolicy, to chętnie poczytam o najlepszych kawiarniach, w których można wychylić dobrą kawkę i zjeść coś turbo słodkiego. Może znasz takie?

    • Hmm, z kawiarniami pod kątem samej kawy to średnio, bo jestem jeszcze gorszym kawoszem, niż piwoszem, ale pod kątem, gdzie się miło siedzi i gada/czyta gazetę zrobię coś podobnego :)

  • Mateusz Rzońca

    Ja raz trafiłem do Camelotu na św. Tomasza. Miejsce raczej do randkowania z poetką niż na wyjście z ziomami na kulturalne kucie mordy, ale jak najbardziej godne polecenia. Jakież było moje zdziwienie, gdy pijąc browara (jeden z najdroższych w życiu, ale grzany i z imbirem. #polecanko przy -20 stopniach) przed wypadem na melanż drum and bass do Prozaku trafiłem tam na koncert poezji śpiewanej :D

  • Ja jeszcze lubię Spokój albo Ciszę – nie jestem pewna, które (widać, jak bardzo lubię:D): to na lewo od schodów. Sala na górze kiedyś była miejscem, w którym potrafiłam spędzić całe dni(:

    • Bardzo spoko miejscówka, potwierdzam!

    • Spokój zdecydowanie. W weekendy dwie najfajniejsze barmanki na świecie! ;)

  • House of Beer, matko z córką! Chcę tam, choćby zaraz!

  • Agnieszka

    Wg mnie w Krakowie są lepsze lokale do picia piwa niż opisałeś. Nie wspomniałeś o Antycafe, Dog in the Fog, Relaksie, Stolarni, Pierwszym Lokalu Na Stolarskiej Po Lewej Stronie Idąc Od Małego Rynku, Alchemii, Singerze, Eszewerii, Domówce, Manekinie… Wszystkie mają niesamowity klimat i warto je odwiedzić.

  • Wojciech

    Moi kandydaci:
    > Tap House Pracowni Piwa na Jana
    > Bomba i Betel na Placu Szczepańskim
    > Albo Tak na Małym Rynku z przejściem przez księgarnię xD
    > Awaria
    > Miejsce, Esze I Omerta na Kazimierzu i ten angielski Tap przy moście Grunwaldzkim co nie pamiętam jak się zwie

    Cholera, stęskniłem się ;D

    • To ostatnie to T.E.A. Time.

      Swoją drogą, Ty jesteś z Krakowa Wojtek? :)

      • Wojciech

        O to to.

        Tak jest, dwadzieścia parę lat poszło w piach, obecnie na wygnaniu jak mistrz Yoda ;D Dlatego z uwagą śledzę wpisy o moim byłym mieście :D

      • Wojciech

        Oooczywiście zapomniałem o najlepszej miejscówce czyli Cafe Szafe na Felicjanek <3

  • Bal na Zabłociu, cisza spokój, piwko na leżaku, klimat nie z tej ziemi, polecam, K. :)

    • Bal byłby super, gdyby nie był tak daleko :(

      • nie ma źle, jakieś 13 minut na nogach od Grzegórzeckiego :) ale fakt, też żałuję, że nie jest w lepszej lokalizacji :(

  • Emilja

    Miało nie być craftów a są. House of Beer wpisuję sobie na listę do sprawdzenia jak będę w Krakowie :)

    • Miało nie być przewodnika po tap barach, ale jeden, moim zdaniem najlepszy, musiał się znaleźć :)

  • Marcin Bartyś

    Fabryka Szeptów, bardzo przyjemne miejsce na Kazimierzu

    • Wojciech

      kraina :P

  • Zapomniałeś wymienić, że i ja bywam w Pięknym Psie. Popraw ten tekst1111!!!!

    • Cholera, wiedziałem, że o kimś zapomniałem, sorka!

    • Czyli twerkująca babcia to nie postać fikcyjna…

  • Asia Kociołek

    Miejscówki sztosik :) Dodałabym jeszcze na pewno Eszewerię i, ewentualnie, Pasaż

  • Chyba nigdy nie zrozumiem ewenementu Pięknego Psa, ale! Jak mogłeś zapomnieć o Antycafe?

Kończę 29 lat. Co powiedziałbym 19-letniemu sobie?

Skip to entry content

Gdy miałem 19 lat i kończyłem liceum, wiek 29 wydawał mi się tak odległy, że nie byłem przekonany, czy kiedykolwiek go dożyje. Dziś jestem po drugiej stronie, w tym tygodniu obchodzę 29-te urodziny i wracając myślami do 19-letniego siebie mam wrażenie, że cofam się niemal do poprzedniego życia. Co zmieniło się w trakcie tej dekady? Nie chcę mówić, że wszystko, bo choćby nazwisko wciąż mam to samo, ale przeszedłem sporo przeobrażeń w tym czasie, głównie mentalnych.

Czy dziś, będąc krok przed 30-tką utożsamianą w naszym społeczeństwie z pełną dojrzałością, dałbym sobie z przeszłości, młodemu szczawiowi, jakieś rady? Pewnie, że tak!

Nie przywiązuj wagi do opinii innych, oni będą stać i pieprzyć, a ty ruszysz dalej

Głowa mnie boli, gdy myślę o tym ilu rzeczy nie zrobiłem, bo bałem się jak to zostanie odebrane przez otoczenie. Lęk przed negatywnymi opiniami innych jest niewiarygodnie blokujący i kompletnie idiotyczny, przy czym o tym drugim dowiadujesz się dużo, dużo później. Gdy dziś patrzę na osoby, które na studiach szydziły z tego, że założyłem bloga, widzę, że są dokładnie w tym samym miejscu, co wtedy. Czyli nigdzie. Pracują za karę, w zawodach, których nie lubią, przeklinają poniedziałki i błogosławią piątki. Nie zrobiły nic, co dałoby im prawo do demotywowania mnie przy realizacji swoich pomysłów, a mimo to im na to pozwalałem.

Czy dziś przeżywam to, że ktoś 5 lat temu mnie wyśmiał? W ogóle. Czy byłbym dużo dalej, gdybym wcześniej „zaryzykował”, że komuś może się nie spodobać to co robię? Zapewne.

Nie rezygnuj z porannej gimnastyki

Ani żadnych innych pozytywnych nawyków, które masz. Bo to jak ze sprzątaniem. Dużo łatwiej jest utrzymywać mieszkanie w czystości, pucując je co tydzień, niż zebrać się w raz w miesiącu, żeby je odgruzować z kurzu i brudnych naczyń.

Kiedyś codziennie rano ćwiczyłem przez 10 minut i nie kosztowało mnie to specjalnie dużo wysiłku, bo był to stały element dnia. Któregoś razu zrobiłem sobie tygodniową przerwę. Która rozciągnęła się na 1,5 roku. Powrót do tego nawyku dzisiaj jest nieporównywalnie trudniejszy, niż niezaprzepaszczanie go przerwą wtedy.

Każdy wybór, którego dokonujesz jest dobry, bo jest twój

Na przestrzeni lat podejmowałem wiele trudnych decyzji, które ciągnęły za sobą poważne, często nieodwracalne konsekwencje. Stając w ich obliczu wielokrotnie się bałem, bazując tylko na intuicji i nie mając pojęcia, czy dobrze robię. Szczęście w nieszczęściu, że nie miałem kogoś kto mógłby narzucić mi co jest właściwe i dokonać tego wyboru za mnie. Zresztą, byłem na tyle niepokorny, że i tak bym go nie posłuchał. Cześć z tych decyzji było nieodpowiedzialnych, lekkomyślnych i czasami po prostu głupich, ale patrząc na nie z perspektywy dzisiejszego punkt widzenia i tak ich nie żałuję.

Czemu?

Bo każda z nich była moja. Bo wiem, że przez te 10 lat byłem jedyną osobą, która kierowała moim życiem. Bo nie mam wrażenia, że biernie odgrywałem scenariusz napisany przez rodzinę, czy otoczenie.

Próbuj nowych rzeczy

Dokładnie tylu, do ilu tylko czujesz pociąg. Nigdy nie wiesz kiedy pozornie nieprzydatne umiejętności staną się kluczowe dla twojego rozwoju i twojej kariery.

Nie bądź tak zapatrzony w swoich idoli z młodości

Oczywiście, jeśli nie chcesz zostać wrakiem.

Od końca podstawówki byłem zafascynowany rapem, ta muzyka była całym moim życiem, a raperzy bożkami, w których byłem ślepo zapatrzony. Z kolegami godzinami analizowaliśmy ich teksty, przerzucaliśmy się plotkami na ich temat i chcieliśmy robić wszystko to, co oni. Niezależnie jak zdemoralizowane i destrukcyjne by to było. Gdy dziś patrzę na dawnych idoli, których z szacunku za dawne dokonania nie wymienię, widzę wraki zarówno fizyczne, jak i emocjonalne. Nie potrafią ani funkcjonować w społeczeństwie jako dorośli ludzie, ani w rodzinach jako mężowie, nie mówiąc już o parodii ojcostwa. Są teraz karykaturami samych siebie, którzy żyją w nadziei, że jeśli tylko wystarczająco mocno zamkną oczy, to czas się zatrzyma.

Gdybym się cofnął o te 10 lat, pokazałbym sobie co dzieje się z Piotrusiami Panami, gdy opuszczają Nibylandię. Bo zbyt długo byłem pewien, że taka sytuacja nie będzie mieć miejsca, traktując ich jak autorytety, a ich słowa jak drogowskazy.

Nigdy nie jest za późno na zmianę

Zawsze jest jeszcze czas, żeby zacząć wszystko od początku. Zawsze jest jeszcze czas, żeby wywrócić całe swoje życie do góry nogami. Zawsze jest jeszcze czas, żeby spróbować czegoś zupełnie nowego od zera. Może być trudniej, może być więcej przeszkód, może to zająć więcej czasu, ale nigdy nie jest za późno, żeby ułożyć rzeczywistość wokół siebie tak jak to sobie wymyśliłeś.

Tę radę kieruję zarówno w przeszłość, jak i przyszłość, żebym nigdy o niej nie zapomniał.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Nenad Popović
---> SKOMENTUJ

Celebryta – osoba popularna, rozpoznawalna, często pojawiająca się w mediach, na bankietach i imprezach ze ściankami fotograficznymi. Znana najczęściej z tego, że jest znana.

Według Googli i Wikipedii, przed 2009 rokiem termin „celebryta” w Polsce nie istniał, a osoby rozpoznawalne zawdzięczały swoją sławę swoim działaniom – śpiewaniu, graniu, pisaniu, czy też innej formie szeroko pojętego tworzenia. Trudno sprecyzować co dokładnie stało się w tym 2009, że jednostki nieprzejawiające talentów artystycznych, politycznych bądź sportowych zaczęły brylować w mediach, powołując do życia wcześniej wspomniany termin. Nie dam sobie uciąć żadnej kończyny, ani nawet środkowego palca, ale wiązałbym to z galopującym rozwojem Pudelka, będącym pierwszym dużym portalem plotkarskim w naszym kraju, który interesowanie się cudzym życiem wyniósł do rangi sportu narodowego. A że wśród ówczesnych gwiazd nie panował tak wszechobecnych dziś trend dzielenia się każdym aspektem swojej prywatności, aby mieć o czym pisać musiał stworzyć nowe. Które stały się znane z tego… że są znane.

W Stanach najskuteczniejszym sposobem na zostanie celebrytą jest nagranie i upublicznienie sekstaśmy, co ultra skutecznie zastosowała Kim Kardashian i, ustępująca jej tylko pod kątem masy ciała, Paris Hilton. Polacy na szczęście/nieszczęście (wybierz właściwy wariant wedle upodobań) są zdecydowanie bardziej pruderyjni, przez co pierwsze wybicie się na amatorskim pornosie wciąż przed nami. Za to znakomicie radzimy sobie w zdobywaniu sławy przez występy w reality showach, bądź przez wchodzenie w związek z kimś, kto już sławny jest. W ostatnich dniach do cna przesiąkniętych mistrzostwami Europy w piłce nożnej, ogrom uwagi skupia się na piłkarzach i ich żonach. Żonach, które przez swoich znanych mężów bywają równie popularne co oni. Na tyle popularne, że doczekały się nawet swojego akronimu: WAGs.

WAGs – pojęcie stworzone przez angielskie tabloidy do określania partnerek tamtejszych piłkarzy. Pochodzi od „Wives And Girlsfriends” i znaczy, jak nie trudno się domyślić, „żony i dziewczyny”. Obecnie używane również poza granicami Wielkiej Brytanii.

Odkąd ruszyły pierwsze mecze i portale plotkarskie zaczęły prześcigać się w publikowaniu zdjęć partnerek sportowców w strojach kąpielowy, w komentarzach pod owymi, i w mediach społecznościowych, możemy przeczytać cały leksykon zarzutów i inwektyw pod ich adresem. Jakie „ale” mamy do WAGs będących rasowymi celebrytkami?

Za co nienawidzimy WAGs?

Gdyby nie mężowie, nikt by o nich nie słyszał – ja bym poszedł dalej, gdyby nie ich rodzice nikt by o nich nie słyszał, bo nawet by ich nie było. To kim jesteśmy i w jakim miejscu jesteśmy, jest w dużej mierze wypadkową ludzi, których spotkaliśmy na swojej drodze. Co miały zrobić? Nie brać ślubu, bo nie daj boże staną się popularne i komuś się to nie spodoba?

Są plastikowe i mają sztuczne cycki – wiadomo, ingerowanie w swoje ciało to zło. Dlatego nie powinno się uprawiać sportu, żeby zmienić sylwetkę, przebijać uszu, żeby je ozdobić, chodzić do fryzjera, żeby zmienić fryzurę, opalać się, żeby zbrązowić skórę, ani chodzić do dentysty, żeby wstawić zęby. Jeśli natura chciała, żebyśmy byli grubymi, długowłosymi albinosami bez jedynek, to powinniśmy to zaakceptować. Każdy bez wyjątku.

Pławią się w luksusach i mają wszystko nie robiąc nic – bo jak wiadomo, w życiu chodzi o nieposiadanie niczego robiąc wszystko i grzęźnięcie w ubóstwie. Dlatego celebrytki powinny odrzucić dobra materialne i żyć w ascezie jak Franciszek z Asyżu, czekając na kanonizację. Każda komentująca w ten sposób osoba, gdyby tylko miała okazję, z pewnością by tak zrobiła.

Wszystkie wyglądają tak samo, jakby je zdjęli z taśmy produkcyjnej – jak to dobrze, że komentujący nigdy nie chcą się do nikogo upodobnić, nie kupują w sieciówkach, nie podążają za modą i wyglądają jak wyciągnięci z maszyny losującej cechy fizyczne.

Niepotrzebnie się o nich mówi, jest wiele innych utalentowanych osób, które zasługują na uwagę – hmm, to może po prostu o nich nie mów? Bo nie wiem, czy zauważyłeś, ale właśnie to robisz. A jeśli faktycznie tak Cię boli, że ktoś, kto – Twoim zdaniem – powinien być w świetle jupiterów jest niezauważony przez media, to miej pretensje do tych mediów. Ewentualnie przestań marudzić i zrób coś, żeby zmienić ten stan rzeczy, bo wiesz, że media społecznościowe, to też media i możesz w nich promować kogo chcesz?

Zwykłe kurwy, prostytuują się za biżuterię i wycieczki – zawsze zastanawia mnie na podstawie czego stawiane są tak śmiałe tezy, stwierdzające, że partnerki znanych osób są z nimi dla dóbr materialnych. Czy to wynik osobistych doświadczeń osoby wypowiadającej się w ten sposób? Czy głębokie przekonanie, że wszystkie atrakcyjne kobiety się prostytuują? Czy raczej bezbolesna próba odpowiedzenia sobie na pytanie „czemu to ona, a nie ja jest z tym księciem z bajki?”.

Nic nie potrafią, tylko pozują do zdjęć – kto kiedykolwiek miał okazję pozować do czegokolwiek, wie, że zdecydowanie nie jest to nic, a raczej szereg umiejętności, które trzeba zdobyć i wyćwiczyć. Jeśli nie wierzysz, to otwórz portfel, wyciągnij dowód i z tętnem podłączonym do wykrywacza kłamstwa powiedz, że zdjęcie, które tam masz, nadaje się choćby na rozkładówkę „Pani Domu”.

Pustaki z twarzą nieskalaną myślą – bo w końcu prawdziwego intelektualistę poznaje się po mimice. Na przykład taki Stephen Hawking, po inteligentnym wyrazie twarzy od razu widać, że przyszły noblista.

Nie wiedzą co to jest ciężka praca i prawdziwe życie, poszłyby do fabryki, to by się wyprostowały – kto nie orze w polu za minimalną krajową powinien zostać publicznie rozstrzelany, a przynajmniej wejść w psią kupę. W życiu nie chodzi o to, żeby je sobie ułatwiać i dążyć do tego, żeby było miłe i przyjemne. Nie. W życiu chodzi o to, żeby było rodzajem kary do odbycia, którą przeklina się każdego ranka. Żeby było tak ciężkie, by mieć go dość. Kto ma lekko, powinien błagać o wybaczenie idąc na klęczkach w worze po kartoflach na Jasną Górę. To chyba jasne, co?

Jak już odbiliśmy wszystkie pseudo-zarzuty świadczące tylko o naszej zazdrości, to przejdźmy do sedna.

Za co naprawdę nienawidzimy celebrytów?

Za sławę, wygląd, znajomości i często pieniądze. Za wszystko to, czego nie mamy, a chcielibyśmy mieć.

autorem zdjęcia w nagłówku jest lil’_wiz
---> SKOMENTUJ

19 rzeczy, które warto zobaczyć w Albanii

Skip to entry content

Od zeszłego roku mam postanowienie, że przynajmniej raz na 2 miesiące wyruszę gdzieś za granicę, bo wiadomo, że nic tak nie kształci jak podróże. I Wikipedia. Wynika to z tego, że przez większość życia najdalszym miastem, do którego miałem okazję podróżować były Katowice i teraz chcę nadrobić ten czas, gdy byłem zbyt biedny, by poznawać świat. Albo chociażby Europę. W tym roku w lutym byłem we Włoszech, w kwietniu w Hiszpanii, po czym zorientowałem się, że zbliża się połowa czerwca, a ja dalej kiszę w Krakowie i nawet wstępnie nie zacząłem się zastanawiać nad kolejną podróżą, co sprowadza się do tego, że mój krajoznawczy plan wyląduje tam, gdzie Hose Arcadio Morales na początku „Killerów dwóch”.

Bardzo tego nie chciałem, bo nie po to sobie coś postanawiam, żeby później to olewać. Dlatego nie zastanawiając się dłużej niż trwa zielone światło dla pieszych przy przejściu przez aleje przy Cracovii, zacząłem przeglądać oferty last minute i wybrałem Albanię. Bo brzmiała egzotycznie i nic o niej nie wiedziałem. Sensowne kryterium, co? Dwa dni później wylądowałem w Durres i zacząłem oswajać ten kraj pełen kontrastów. Kontrastów, słońca, niedorzeczności i serdeczności.

Oto 19 rzeczy, które warto zobaczyć w Albanii.

#1 – Bunkry

bunkry (1)

bunkry (2)

Parafrazując Laskę z „Chłopaki nie płaczą”: są bunkry i jest zajebiście. Jeden z byłych premierów Albanii – Mehmet Shehu – wpadł na pomysł, żeby wybudować kilkaset tysięcy schronów na terenie kraju. Tak na wszelki wypadek. I tak porozrzucane po miastach i wsiach, jedne stają się kawiarniami, czy sklepikami z pamiątkami, a drugie tymczasowymi melinami dla bezdomnych.

#2 – Tirana

Tirana (2)

Tirana (1)

Tirana to stolica Albanii i mieszka w niej 700 000 ludzi. Nie byłoby to niczym zaskakującym, gdyby nie fakt, że cały kraj liczy 2 900 000 osób, co znaczy że stolica gromadzi ¼ jego ludności. Oprócz tego jest najbardziej europejskim i cywilizowanym miastem w cały kraju i można je porównać do zachodnich stolic. Co nie znaczy, że jego mieszkańcy mówią po angielsku.

#3 – Kebab z frytkami

kebab z frytkami

Uważasz, że powinien być podawany osobno? Podobnie jak w Bułgarii, tutejsze asy gastronomii się z Tobą nie zgodzą i podadzą Ci to razem zawinięte w ciasto. Ale nie myśl, że to źle. Wręcz przeciwnie, smakuje bardzo spoko.

#4 – Woda w morzu

Albania Durres

Jest słona jak cholera i mętna jeszcze bardziej.

#5 – Kraj się buduje

buduje - Albania Durres

Większość czasu spędziłem w Durres – drugim po Tiranie, największym mieście w Albanii – które wyglądało jak jeden wielki plac budowy. Gdy wieczorem szedłem do monopolowego po rakiję, przed sklepem nie było jeszcze schodów. Gdy na drugim dzień szedłem do piekarni obok po byrka, były już i schody, i wylany przed nimi chodnik.

#6 – Kraj się burzy

niszczy - Albania Durres

Większość czasu spędziłem w Durres – drugim po Tiranie, największym mieście w Albanii – które wyglądało jakby niedawno było zbombardowane albo przynajmniej przeszedł przez nie huragan. Patrząc na to jak wyglądają ulice i budynki przy nich, nie wiesz, czy dopiero powstają i nie zostały jeszcze skończone, czy raczej już podupadają i są tak zniszczone. Brak kratek kanalizacyjnych na chodnikach wskazuje na to drugie.

#7 – Peja

Nie wiem, czy Rychu Peja ze Slums Attack zdaje sobie z tego sprawę, ale jedno z popularniejszych albańskich piw nazywa się tak jak on. I nawet można je lać w ryj. W sensie, da się wypić.

#8 – Dziwne instalacje artystyczne

dziwne instalacje artystyczne Tirana

Ale za to pozytywne. W końcu każdy z nas czasem chciałby przytulić się do drzewa.

#9 – Plastikowe ławki

platikowe ławki Durres

„Ławki” to w tym przypadku określenie umowne, bo bardziej wyglądają jak kilkudziesięciokrotnie powiększone klocki Duplo, ale, fakt, służą do siedzenia. U nas pewnie po pierwszym lepszym przegranym przez kogokolwiek meczu poszłyby z dymem, a tu się elegancko trzymają. Może Albańczycy nie znają ognia.

#10 – Pączki z parmezanem

pączki (1)

pączki (2)

Tak, dobrze przeczytałeś – z parmezanem. I wiesz co? Nie podejrzewałbym ich o to, ale to połączenie jest naprawdę dobre.

#11 – Wyławianie motorówek koparkami

wyławianie motorówek koparkami

To chyba tutaj taki narodowy sport, bo widziałem taką akcję dwukrotnie. Aż zaczęliśmy się zastanawiać, czy tubylcy nie robią tego specjalnie, żeby wzbudzić zaciekawienie turystów i nakręcić ludzi do wrzucania fot na Fejsa i relacjonowania na Snapie tego osobliwego wydarzenia.

#12 – Jeżdżenie na wszystkim

Jeżdżenie na wszystkim

Na ulicach i wzdłuż wybrzeża widziałem takie środki komunikacyjne, o których się Henry’emu Fordowi nie śniło. Jeśli do czegoś da się tylko doczepić koła i silnik, to Albańczycy na tym pojadą. A jeśli nie da się doczepić silnika, to zaprzęgną do tego konia. W trakcie wycieczki do Beratu, widziałem zarówno jak nastolatek powoził koniem siedząc w samochodowej przyczepie, jak i kobietę jadącą na większej taczce przyspawanej do motoroweru. Przodu motoroweru. „Top Gear” może się schować.

#13 – Mikroherbaty

mikroherbata

Nie wiem, czy Albańczycy nie lubią herbaty, czy co, ale zauważyłem, że mają tendencję do podawania jej w nieco większych filiżankach do espresso. I to wypełnionych do 2/3. Jeden większy łyk i cała znika.

#14 – Spacery z niedźwiedziem

Spacery z niedźwiedziem (2)

Spacery z niedźwiedziem (1)

Widząc tubylca prowadzącego nieco jaśniejszego Misia Yogi, zacząłem się zastanawiać, czy nie pomyliłem samolotów i przypadkiem nie doleciałem do jakiegoś nowo otwartego lotniska w Zakopanem albo od razu do Parku Yellowstone. Ale nie. Okazuje się, że to taka lokalna atrakcja i tak jak nad polskim morzem można sobie zrobić zdjęcie z niczym, tak nad albańskim można cyknąć foto z niedźwiedziem.

#15 – Owoce morza

owoce morza

Zdziwiłem się i to srogo, ale podali je nawet w naszej, niestety, podłej stołówce hotelowej i nie dość, że w formie szwedzkiego stołu, to jeszcze bardzo przyzwoicie przyrządzone. Mniam!

#16 – Rowerki wodne porzucone między blokami

rowerki wodne

Próbowałem popłynąć po trawie, ale nie dało rady.

#17 – Rakija

rakija

Być w Albanii i nie napić się rakii, to jak być w Polsce i nie napić się wódki. Można, ale po przyjeździe i tak wszyscy będą Cię pytać głównie o to. W zależności, czy pijesz sklepową, czy pędzony bimber w przydrożnej knajpie, może mieć od 40% do nieskończoności, ale jest całkiem smaczna i małymi łykami wchodzi bez przepity.

#18 – Niecodzienne widoki

Niecodzienne widok (2)

Niecodzienne widok (1)

Z jednej strony góry, z drugiej morze, z trzeciej wyschnięte rzeki, z czwartej piętrzące się domki, z piątej dzika roślinność. W momencie kiedy wyjedzie się poza miasto (jedno z dwóch w całym kraju), widoki zza szyby zachwycają i dają poczucie, że jest się w wyjątkowym miejscu.

#19 – Serdeczni ludzie

Processed with VSCO with f2 preset

Nie przesadzę, jeśli powiem, że tutaj prawie nikt nie zna angielskiego. W Albanii nawet obsługa hotelowa nastawiona na zajmowanie się zagranicznymi gośćmi ma duży problem z posługiwaniem się tym językiem. Nie przeszkadza to jednak ludziom być serdecznym, otwartym i nastawionym na bezinteresowną pomoc. Nikt nie ma z tym problemu, że nie mówisz po ichniemu, a oni nie mówią po Twojemu. Będą gestykulować, pokazywać na migi albo rysować na kartce, byleby się z Tobą porozumieć, a wszystko to z szczerym, szerokim uśmiechem.

Choćby dla tego pozytywnego podejścia do życia warto odwiedzić Albanię. A nuż się udzieli.

---> SKOMENTUJ