Close
Close

Celebryta – osoba popularna, rozpoznawalna, często pojawiająca się w mediach, na bankietach i imprezach ze ściankami fotograficznymi. Znana najczęściej z tego, że jest znana.

Według Googli i Wikipedii, przed 2009 rokiem termin „celebryta” w Polsce nie istniał, a osoby rozpoznawalne zawdzięczały swoją sławę swoim działaniom – śpiewaniu, graniu, pisaniu, czy też innej formie szeroko pojętego tworzenia. Trudno sprecyzować co dokładnie stało się w tym 2009, że jednostki nieprzejawiające talentów artystycznych, politycznych bądź sportowych zaczęły brylować w mediach, powołując do życia wcześniej wspomniany termin. Nie dam sobie uciąć żadnej kończyny, ani nawet środkowego palca, ale wiązałbym to z galopującym rozwojem Pudelka, będącym pierwszym dużym portalem plotkarskim w naszym kraju, który interesowanie się cudzym życiem wyniósł do rangi sportu narodowego. A że wśród ówczesnych gwiazd nie panował tak wszechobecnych dziś trend dzielenia się każdym aspektem swojej prywatności, aby mieć o czym pisać musiał stworzyć nowe. Które stały się znane z tego… że są znane.

W Stanach najskuteczniejszym sposobem na zostanie celebrytą jest nagranie i upublicznienie sekstaśmy, co ultra skutecznie zastosowała Kim Kardashian i, ustępująca jej tylko pod kątem masy ciała, Paris Hilton. Polacy na szczęście/nieszczęście (wybierz właściwy wariant wedle upodobań) są zdecydowanie bardziej pruderyjni, przez co pierwsze wybicie się na amatorskim pornosie wciąż przed nami. Za to znakomicie radzimy sobie w zdobywaniu sławy przez występy w reality showach, bądź przez wchodzenie w związek z kimś, kto już sławny jest. W ostatnich dniach do cna przesiąkniętych mistrzostwami Europy w piłce nożnej, ogrom uwagi skupia się na piłkarzach i ich żonach. Żonach, które przez swoich znanych mężów bywają równie popularne co oni. Na tyle popularne, że doczekały się nawet swojego akronimu: WAGs.

WAGs – pojęcie stworzone przez angielskie tabloidy do określania partnerek tamtejszych piłkarzy. Pochodzi od „Wives And Girlsfriends” i znaczy, jak nie trudno się domyślić, „żony i dziewczyny”. Obecnie używane również poza granicami Wielkiej Brytanii.

Odkąd ruszyły pierwsze mecze i portale plotkarskie zaczęły prześcigać się w publikowaniu zdjęć partnerek sportowców w strojach kąpielowy, w komentarzach pod owymi, i w mediach społecznościowych, możemy przeczytać cały leksykon zarzutów i inwektyw pod ich adresem. Jakie „ale” mamy do WAGs będących rasowymi celebrytkami?

Za co nienawidzimy WAGs?

Gdyby nie mężowie, nikt by o nich nie słyszał – ja bym poszedł dalej, gdyby nie ich rodzice nikt by o nich nie słyszał, bo nawet by ich nie było. To kim jesteśmy i w jakim miejscu jesteśmy, jest w dużej mierze wypadkową ludzi, których spotkaliśmy na swojej drodze. Co miały zrobić? Nie brać ślubu, bo nie daj boże staną się popularne i komuś się to nie spodoba?

Są plastikowe i mają sztuczne cycki – wiadomo, ingerowanie w swoje ciało to zło. Dlatego nie powinno się uprawiać sportu, żeby zmienić sylwetkę, przebijać uszu, żeby je ozdobić, chodzić do fryzjera, żeby zmienić fryzurę, opalać się, żeby zbrązowić skórę, ani chodzić do dentysty, żeby wstawić zęby. Jeśli natura chciała, żebyśmy byli grubymi, długowłosymi albinosami bez jedynek, to powinniśmy to zaakceptować. Każdy bez wyjątku.

Pławią się w luksusach i mają wszystko nie robiąc nic – bo jak wiadomo, w życiu chodzi o nieposiadanie niczego robiąc wszystko i grzęźnięcie w ubóstwie. Dlatego celebrytki powinny odrzucić dobra materialne i żyć w ascezie jak Franciszek z Asyżu, czekając na kanonizację. Każda komentująca w ten sposób osoba, gdyby tylko miała okazję, z pewnością by tak zrobiła.

Wszystkie wyglądają tak samo, jakby je zdjęli z taśmy produkcyjnej – jak to dobrze, że komentujący nigdy nie chcą się do nikogo upodobnić, nie kupują w sieciówkach, nie podążają za modą i wyglądają jak wyciągnięci z maszyny losującej cechy fizyczne.

Niepotrzebnie się o nich mówi, jest wiele innych utalentowanych osób, które zasługują na uwagę – hmm, to może po prostu o nich nie mów? Bo nie wiem, czy zauważyłeś, ale właśnie to robisz. A jeśli faktycznie tak Cię boli, że ktoś, kto – Twoim zdaniem – powinien być w świetle jupiterów jest niezauważony przez media, to miej pretensje do tych mediów. Ewentualnie przestań marudzić i zrób coś, żeby zmienić ten stan rzeczy, bo wiesz, że media społecznościowe, to też media i możesz w nich promować kogo chcesz?

Zwykłe kurwy, prostytuują się za biżuterię i wycieczki – zawsze zastanawia mnie na podstawie czego stawiane są tak śmiałe tezy, stwierdzające, że partnerki znanych osób są z nimi dla dóbr materialnych. Czy to wynik osobistych doświadczeń osoby wypowiadającej się w ten sposób? Czy głębokie przekonanie, że wszystkie atrakcyjne kobiety się prostytuują? Czy raczej bezbolesna próba odpowiedzenia sobie na pytanie „czemu to ona, a nie ja jest z tym księciem z bajki?”.

Nic nie potrafią, tylko pozują do zdjęć – kto kiedykolwiek miał okazję pozować do czegokolwiek, wie, że zdecydowanie nie jest to nic, a raczej szereg umiejętności, które trzeba zdobyć i wyćwiczyć. Jeśli nie wierzysz, to otwórz portfel, wyciągnij dowód i z tętnem podłączonym do wykrywacza kłamstwa powiedz, że zdjęcie, które tam masz, nadaje się choćby na rozkładówkę „Pani Domu”.

Pustaki z twarzą nieskalaną myślą – bo w końcu prawdziwego intelektualistę poznaje się po mimice. Na przykład taki Stephen Hawking, po inteligentnym wyrazie twarzy od razu widać, że przyszły noblista.

Nie wiedzą co to jest ciężka praca i prawdziwe życie, poszłyby do fabryki, to by się wyprostowały – kto nie orze w polu za minimalną krajową powinien zostać publicznie rozstrzelany, a przynajmniej wejść w psią kupę. W życiu nie chodzi o to, żeby je sobie ułatwiać i dążyć do tego, żeby było miłe i przyjemne. Nie. W życiu chodzi o to, żeby było rodzajem kary do odbycia, którą przeklina się każdego ranka. Żeby było tak ciężkie, by mieć go dość. Kto ma lekko, powinien błagać o wybaczenie idąc na klęczkach w worze po kartoflach na Jasną Górę. To chyba jasne, co?

Jak już odbiliśmy wszystkie pseudo-zarzuty świadczące tylko o naszej zazdrości, to przejdźmy do sedna.

Za co naprawdę nienawidzimy celebrytów?

Za sławę, wygląd, znajomości i często pieniądze. Za wszystko to, czego nie mamy, a chcielibyśmy mieć.

autorem zdjęcia w nagłówku jest lil’_wiz
---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Moim zdaniem pomógł również FB.

  • „bo jak wiadomo, w życiu chodzi o nieposiadanie niczego robiąc wszystko i grzęźnięcie w ubóstwie” <3

  • Co do Ani Lewandowskiej, to jest ona mistrzynią w jakimś sporcie walki (niestety nie pamiętam jakim), mocno związana ze sportem była i myślę, że gdyby nie Robert, to też by sporo osiągnęła. Mariny też swego czasu się hejterzy czepiali, a ona jako dziecko jakieś festiwale wygrywała i ogólnie utalentowaną dziewczyną jest. Ludzie zamiast zrobić coś miłego dla siebie,to wolą szukać przywar u innych ludzi. Że też im nie szkoda czasu i energii.

  • Mia Mamba

    Szczerze mówiąc najbardziej wstrząsnęło mną określenie ich „kurwami”. Różne rzeczy o nich słyszałam, ale to jest tak koszmarnie wulgarne i niesprawiedliwe, że nie wiem jak to skomentować. Nie zazdroszczę tego szumu wokół nich – oby tylko się nim nie przejmowały.

  • Jak nie wiadomo o co chodzi, pewnie chodzi o kasę i zawiść. Podobne zarzuty (może poza pierwszym) kierowane są np do modelek – przecież modeling nie jest prawdziwą pracą, każdy potrafi pozować do zdjęć, kto to widział żeby żyć z bycia ładnym, pewnie ma IQ na minusie… i tak dalej. Ech.

    • Siri

      A wystarczy porześledzić wywiady czy dalszy rozwój kariery tych dziewczyn i okazuje się, że większośc z nich ma coś mądrego do powiedzenia i realizuje się ambitnych rzeczach. Kompletnie nie wiem, skąd ten stereotyp.

      • Przez lata tak ukształtowała się zachodnia kultura, a zmiany na lepsze idą koszmarnie wolno. Niby sporo lat minęło, ale nadal ciągną się za nami pozostałości czasów, kiedy kobieta miała przede wszystkim wyglądać reprezentacyjnie, z uśmiechem na ustach zajmować się domem, dziećmi i usługiwać mężowi, kiedy ten wróci zmęczony po całym dniu pracy.

        Dlatego kiedy kobieta jest ładna, zaradna i mądra, niektórym przepalają się zwoje albo żyłka pęka. W końcu miejsce baby jest przy garach.

        • Siri

          Nie do końca. To znaczy część z tego co mówisz to prawda, ale prawdą jest też, że podświadomie wobec pięknych, atrakcyjnych ludzi mamy wyższe wymagania intelektualne i częściej uznajemy ich za głupszych. Badania również to udowodniły. Ale skąd takie nasze podejście, nie mam pojęcia. Ale wytłumaczenie, że to wina patriarchatu byłoby przesadą, bo w niemal każdej kulturze od wieków to istnieje.

          • Jasne, sporo innych rzeczy przyczynia się do negatywnego odbioru żon piłkarzy. Zwalenie całej winy na patriarchat jest za proste, żeby było prawdziwe ;)

            A o badaniu nie słyszałam, ciekawa sprawa.

          • Siri

            Co do badania, wiem o nim z ksiązki „Przetrwają najpiękniejsi” Nancy Etcoff. Autorka w wydaniu podaje konkretne źródła, więc jesli kiedyś wpadnie Ci w ręce, na pewno znajdziesz ten fragment o podświadomym uznaniu pięknych ludzi za mniej ogarniętych (a raczej wymagamy od nich intelektualnie więcej i zdecydowanie szybciej wydajemy ostry osąd, że nie sa w stanie tym wymaganiom sprostać).

            Dla mnie też zwalanie całej winy na patriarchat jest za proste i za oczywiste, ale zgodzę się, że pewne podejścia do ludzi biorą się z mentalności jaka się wykształciła w tym systemie. Na przykład niektórzy rzeczywiście są w stanie uznać, że jeśli jakaś celebrytka jest ładna i bogata, to na pewno żeruje na pieniądzach faceta a sama siedzi na tyłku i nic nie robi poza odwiedzaniem kosmetyczki, co jest kompletną bzdurą (gdzieś w świecie pewnie istnieją takie jednostki ale to są wyjątki).

  • Agnieszka Suliga

    Przykre strasznie, szczegolnie ze mnie sie w wiekszosci Ci ludzie wydaja sie bardzo wporzo :) Tak naprawde to sledze troche tylko Anne Lewandowska bo lubie jej blog, i wedlug mnie to ona jest przeslodka. W kazdym wywiadzie promienieje, smieje sie, mowi na temat, spoko babka.
    Te argumenty ze zony pilkarzy sa z nimi dla pieniedzy to rzeczywiscie z kompleksow musza wynikac, szczegolnie ze przeciez wiele z tych par jest ze soba wiele lat, zamim jeszcze byla slawa i pieniadze takze troche to bez sensu.

    • Siri

      Też lubię, Anię, trafiłam kiedyś na wywiad z nią w Gali i zapałałam sympatią. Zresztą na bycie fit w takim stopniu jak ona trzeba pracować latami, wiedzą, samodyscypliną i treningami. Udało jej się zbudować swoją markę, być kimś więcej niż dodatkiem do męża piłkarza i absolutnie mądrze ze swojej sławy skorzystała zachęcając Polaków do zdrowego trybu życia. Więc nigdy nie przyszłoby mi do głowy warczeć na nią. Na żadną żonę piłkarza w sumie.

  • O, miałam ostatnio krótką wymianę zdań z jedną dziewczyną na ten temat, ale chyba nie przekonałam jej jednak, że nie każda zadbana, szczupła i piękna żona piłkarza jest pustą laską z powietrzem w cyckach. Znam masę pięknych, zadbanych, blond i nie tylko, kobiet, które są totalną odwrotnością tej teorii.

    • Wojciech

      dodajmy, że statystycznie dobry wygląd idzie w parze z inteligencją :V

      • otóż to! dobry wygląd to kwestia samoświadomości często.

  • Aleksia K

    A mnie one i tak wkurzają ;) Niedawno był mini rozgłos żony Błaszczykowskiego, jest naprawdę piękna i nie zależy jej na kształtowaniu wizerunku poprzez swój wygląd. Z kolei Sara Boruc jest blogerką modową, szafiarką czy kimś tam jeszcze, prowadziła krótko jakiś program modowy (który notabene upadł przez brak oglądalności) i nie słyszałam, by miała wykształcenie modowe. xD
    Jest taka zasada, że każdy ocenia to, co dostaje do oceny, więc jeśli nie jest to nic twórczego…

    • Skąd znasz taką zasadę, bo ja szczerze mówiąc o niej nie słyszałem? I co to znaczy „dostaje do oceny”? Któraś z wymienionych przez Ciebie osób przyszła do Ciebie i poprosiła o ocenę, czy zostałaś przez kogoś innego zmuszona do wyrażenia opinii na ich temat?

      • Aleksandra Muszyńska

        Koleżance chyba chodziło o to,że z byciem osobą publiczną związane jest mimowolne nadstawianie dupy do bycia ocenianym przez tłuszczę.A tłuszcza lubi sobie wystawiać osąd na tak zwane oko.Blond w różu=tępa locha;bez makijażu i obcasów to pewnie lesba itd.

    • Grechuta

      Wkurzają cię bo nie jesteś na ich miejscu :)

    • Aleksandra Muszyńska

      Czyli że kiedy nie mam wykształcenia w odpowiednim kierunku to generalnie mam zamknąć bułę i się nie wypowiadać o niczym,co nie jest związane ze studiami które kończyłam?Wywalmy z roboty wszystkich dziennikarzy bez ukończonego dziennikarstwa,nie wypowiadajmy się na temat sztuki bez dyplomu ASP, bez muzykologii niech nikt nie gra na żadnym instrumencie,w tym broń Boże publicznie.
      Nieznana jest mi twórczość artystyczna Sary Boruc,ale co mię to ma obchodzić,że se coś tam pisze i ma jakichś fanów?Niech se ma!Serio trzeba mieć skończony kurs kroju do tego,żeby pisać o butach i szminkach?

  • Czautari

    Niechęć do celebrytów, to nic innego jak niechęć do tych, którym się chciało i udało osiągnąć swój cel, zrealizować plany, bo czy Ty sam Janku nie bywasz obiektem niechęci jak celebryta: bo przecież nic nie robisz, jakieś tam teksty piszesz, a sobie tak podróżujesz nie wiadomo za co, a może jesteś czyimś utrzymankiem; i na dodatek masz czelność mówić, że dobrze Ci się żyje …? No jedynie brak Ci tych powabnych kształtów jak WAG.
    Ot zazdrość i frustracja, jak słusznie napisałeś Panie Dobrodzieju!

  • Joanna Wu

    ”Jeśli natura chciała, żebyśmy byli grubymi, długowłosymi albinosami bez jedynek, to powinniśmy to zaakceptować. Każdy bez wyjątku.” buahahahahaha. Boskie! Drukuje i wieszam na lodowce :D

  • Konrad Norowski

    Tylko ten zna życie który z ryjem przy ziemi brodzi po pas w gównie.
    Jak to w ogóle jest że istnieje tylko jedyne słuszne życie wypełnione trudem i biedą, które jest punktem odniesienia do oceniania innych postaw życiowych?

    • To coś w stylu: jeśli ja mam źle, a ktoś ma dobrze, to na pewno na to nie zasługuje, bo to ja zasługuję najbardziej na wszystko, dlatego poprawię sobie samopoczucie dewaluując go w tym zakresie, w jakim jestem w stanie.

  • Ola

    A ja akurat lubię żony piłkarzy. Szczególną sympatią darzę żonę Błaszczykowskiego. Trochę mnie zastanawia, dlaczego (poza nielicznymi wyjątkami) wyglądają jak armia klonów, ale widocznie panowie po prostu dzielą podobny gust.

    Nie lubię tylko żon Boruca, Szczęsnego i Lewandowskiego – za noszenie naturalnych futer.

    • Co masz na myśli pisząc „wyglądają jak armia klonów” – w sensie, że każda z nich jest szczupła i zadbana?

      • Ola

        Niekoniecznie, są modelkami/blogerkami modowymi/piosenkarkami więc to raczej rozumie się samo przez się, że są szczupłe i zadbane. Ale fryzura, kolor oczu i włosów, rysy twarzy, także figura – wszystko jest u nich bardzo podobne. Nie piszę tego z niechęcią do tych pań, to po prostu dość ciekawe, że wyglądają prawie tak samo.

      • Ada

        Nie no, zgadzam się, mają pewne cechy wspólne, większość ma ciemne oczy i długie ciemne proste włosy, podobne rysy twarzy.

    • Joanna Wu

      To sie nazywa moda :D Dlatego tez tego lata wszystkie nosimy koronki ;-)

  • MeWho

    Choć prawdą jest, ze np. Taka żona Boruca wylansowana przez swoich rodziców nie osiągnęła nic. Null. A i wyszła za debila. Choć np. Taka Lewandowska – szacuneczek pełen, bo dziewczyna była juz znana w swoim środowisku przed poznaniem lewego – generalnie jest to bardzo fajna para, bez zbędnego lansu i opowiadania, ze 1000 zł na zakupy to jest mało.

Najlepszy środek antykoncepcyjny? Weekend w hotelu z dziećmi

Skip to entry content

Byli ze sobą na tyle długo, że pamiętali nie tylko swoje pierwsze, ale i drugie imiona, znali tak dobrze, że wiedzieli już po mowie ciała, kiedy które z nich kłamie, i kochali tak bardzo, że akceptowali swoje najbardziej ześwirowane dziwactwa. Na przykład to, że ona nie była w stanie zasnąć, jeśli nie umyła wszystkich blatów i nie poodkurzała przed spaniem i to, że on zawsze prosił o frytki na osobnym talerzu w IKEI, żeby przypadkiem nie zalały się sosem z klopsików. Choć w sumie to nic, prawdziwym wyznacznikiem ich poziomu zakochania, był fakt, że gdy żartowali na temat tego, że będą mieli razem dziecko, żadne z nich nie dostawało ciarek przerażenia na całym ciele i nie zaczynało instynktownie biec w ciemności w bliżej nieokreślonym kierunku, byle tylko uciec od tej wizji.

Oboje pracowali, jak przystało na dorosłych, poważnych i odpowiedzialnych ludzi, 5 dni w tygodniu, po przynajmniej 8 godzin dziennie, tocząc heroiczną walkę ze wszystkimi wyzwaniami, za które im płacili. Które nie raz wyczerpywały ich jak utrzymanie porządku w kawalerce, więc gdy już czuli, że ich baterie padają i potrzeba regeneracji, a przynajmniej przerwy, on wpadł na pomysł. „Genialny w swej prostocie”, jakby to zaskreczował DJ Adamus w programie Jakuba Wojewódzkiego. Pomysł ten brzmiał: jedźmy na weekend w góry!

Przyznacie, że genialne, prawda? Ona, nie mając za bardzo wyjścia, również przytaknęła i z radością zaczęła przeglądać z nim hotele, żeby znaleźć ten jeden jedyny najjedyńszy, w którym poczują się jak królowie, jak Książę William i Księżna Kate. Tyle, że bez tłumu gapiów przed wejściem i dzikich paparazzi na drzewach. I znaleźli! Dziewięciopunktowy w skali Bookingu, czterogwiazdkowy w skali astronomicznej i zajebisty w skali ich własnej. Zarezerwowali, namalowali w swoich głowach pejzaż górskiej sielanki, z dala od miejskiego zgiełku i sąsiadów na przemian katujących ich audycjami Radia Maryja i rozklepywaniem mięsa na schabowe, i wyczekiwali dnia, gdy białe górskie pasmo rozciągnie przed nimi niezmącony spokój.

W końcu ten moment nastał, spakowali do walizek wygodne ciuchy na lenienie i wycięte na zbliżenie, wsiedli do auta i śpiewając wodny przebój Lykke Li, ruszyli w stronę górskich źródeł!

Po dotarciu na miejsce, odebrali karty do swojego pokoju, wjechali na 3 piętro, szybkim ruchem ściągnęli kurtki i buty, i wskoczyli na łóżko, ze zwinnością urwisów, które w dzieciństwie zarwały niejeden stelaż, rozkoszując się odprężającym widokiem białych szczytów za oknem. Było dokładnie tak jak sobie zaplanowali: spokój, przyroda i tylko ich dwoje. Do momentu, aż nie usłyszeli przeraźliwego ryku, rozdzierającego ciszę jak Rejtan szaty. Autorem tego szlachtującego membrany popisu wokalnego nie był ani niedźwiedź napadający na turystów, ani turyści uciekający przed niedźwiedziem, ani nawet jeleń grzebiący z nudów w ziemi. Tak przeraźliwy i niemożliwy do pohamowania dźwięk, mogło wydać z siebie tylko jedno zwierzę: dziecko!

Beczące dziecko w pokoju nad nimi sadystycznie zabiło atmosferę intymności, sprzyjającą zdobyciu innych szczytów niż górskie, ale nie poddawali się. Przed wyjazdem zaplanowali, że odpoczną i mieli zamiar dopiąć swego, nawet, gdyby mieli się od tego zmęczyć. Postanowili skorzystać z innych niż łóżko atrakcji hotelowych, przebrali się w mięciutkie szlafroki i zjechali windą na basen.

Na basen, na którym aż roiło się od dzieci, jak od piranii w Amazonce. Skakały z brzegów, biły się piankami, rzucały piłką i pływały w kółkach. Wszędzie! Rycząc wniebogłosy w trakcie wykonywania każdej z tych czynności. I będąc w bezruchu zresztą też. Widok tego oczka wodnego w pełni opanowanego przez mikrusy między drugim, a jedenastym rokiem życia, nieprzestrzegające żadnych zasad BHP, nie mówiąc już o zwykłym pożyciu międzyludzkim, wyglądał jak plan zdjęciowy nowego horroru Hitchcocka. W momencie, gdy jeden 5-latek myśląc, że Jego noga jest dziecioprzepuszczalna, rozpędzony odbił się od niej lądując na płytkach z charakterystyczną pieśnią na ustach, którą fonetycznie można zapisać jako „łeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee”, a drugi, zapominając, że nie jest na wuefie w szkole i nie gra w zbijanego, trafił Ją mokrą piłką w głowę, Oboje stwierdzili, że przegrali tę walkę i czas na kapitulację.

Nie odpuszczali jednak wojny, wciąż wierząc, że są w stanie wygrać ten spór o odpoczynek. Było jednak zbyt późno na wycieczkę po którymś ze szlaków, a też nie po to przyjechali na łono natury, by chodzić po knajpach, więc zdecydowali się na ostatnią dostępną opcję – partyjkę bilardu. Wszak była to gra tylko dla dorosłych, ze względu na jej niebezpieczeństwo związane ze śmiercionośnymi bilami napędzanymi przez cyklopogenne kije. I fakt, że żeby dosięgnąć do stołu, trzeba mieć te metr sześćdziesiąt.

Wjechali więc na poziom z kawiarnią, którą otaczał taras widokowy i gdy tylko drzwi od windy się rozsunęły, ich oczom ukazał się batalistyczny krajobraz rodem z „300”. Chłopiec w bluzie z Kaczorem Donaldem wspinał się na stół z uzami, trzymając pod pachą kij, którym ciągle coś strącał, natomiast dziewczynka z niebieską kokardą we włosach ciągnęła go za nogę, próbując sprowadzić na ziemię. Wiedzieli, że lada moment dojdzie do rozlewu krwi, więc żeby nie być tego, świadkami wcisnęli guzik z cyfrą „3” na tablicy w windzie i wrócili do pokoju. – Jutro też jest dzień – rzucił z troską On do Niej, gdy przymierzała się do wzięcia rozpędu i uderzenia głową w ścianę, po czym poszli spać, licząc, że jutro faktycznie będzie lepiej.

Noc upłynęła spokojnie, blask księżyca wpadał im przez okno oświetlając stolik z niedopitym winem musującym, jednak poranek przyszedł wcześniej niż się spodziewali. O 6:30 w pokoju nad nimi włączyła się ta sama syrena alarmowa, która roztrzaskała w drobny mak atmosferę zbliżenia dzień wcześniej. Półprzytomni, wątpiąc, że ktoś na małoletnim tenorze wciśnie przycisk pauzy, zwlekli się z łóżka i oddali się rytuałowi porannej toalety, przy akompaniamencie tupotu małych stóp dobiegającym z korytarza.

Czyści i pachnący, z resztkami nadziei na romantyczny weekend, zjechali na poziom -1, do sali jadalnej na śniadanie, licząc, że ponakładają sobie naleśniki ze świeżymi owocami i miodem, na które w ciągu tygodnia nigdy nie mają czasu, i tym razem nie zastali bitwy Spartan pod Termopilami. Nie. To co wyświetliło im się na siatkówkach oczu było prawdziwą bitwą o Śródziemie z „Władcy Pierścieni”. Oddziały szkrabów, jak rozjuszone byki, atakowały wszystko co było w zasięgu ich głów, siejąc popłoch wśród cywili, szturmowcy, sięgający głowami ponad blaty z jedzeniem, przejmowali teren dekorując rozpaćkanymi pomidorami i Nutellą otoczenia wokół siebie, a cała ta batalia odbywała się przy gorliwym dopingu nowo narodzonych.

On i Ona wzięli w dłoń po bułce i oscypku i ewakuowali się z powrotem do windy, najszybciej jak tylko było to możliwe.

Gdy w końcu nastała niedziela, dzień wyjazdu i powrotu do normalności, pakując swoje walizki do samochodu płakali ze szczęścia, ciesząc się, że już nikt nie obudzi ich niekontrolowanym płaczem w środku nocy i przyrzekli sobie jedno: koniec z seksem. Przynajmniej dopóki nie przejdzie trauma.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Team Dalog
---> SKOMENTUJ

19 rzeczy, które warto zobaczyć w Albanii

Skip to entry content

Od zeszłego roku mam postanowienie, że przynajmniej raz na 2 miesiące wyruszę gdzieś za granicę, bo wiadomo, że nic tak nie kształci jak podróże. I Wikipedia. Wynika to z tego, że przez większość życia najdalszym miastem, do którego miałem okazję podróżować były Katowice i teraz chcę nadrobić ten czas, gdy byłem zbyt biedny, by poznawać świat. Albo chociażby Europę. W tym roku w lutym byłem we Włoszech, w kwietniu w Hiszpanii, po czym zorientowałem się, że zbliża się połowa czerwca, a ja dalej kiszę w Krakowie i nawet wstępnie nie zacząłem się zastanawiać nad kolejną podróżą, co sprowadza się do tego, że mój krajoznawczy plan wyląduje tam, gdzie Hose Arcadio Morales na początku „Killerów dwóch”.

Bardzo tego nie chciałem, bo nie po to sobie coś postanawiam, żeby później to olewać. Dlatego nie zastanawiając się dłużej niż trwa zielone światło dla pieszych przy przejściu przez aleje przy Cracovii, zacząłem przeglądać oferty last minute i wybrałem Albanię. Bo brzmiała egzotycznie i nic o niej nie wiedziałem. Sensowne kryterium, co? Dwa dni później wylądowałem w Durres i zacząłem oswajać ten kraj pełen kontrastów. Kontrastów, słońca, niedorzeczności i serdeczności.

Oto 19 rzeczy, które warto zobaczyć w Albanii.

#1 – Bunkry

bunkry (1)

bunkry (2)

Parafrazując Laskę z „Chłopaki nie płaczą”: są bunkry i jest zajebiście. Jeden z byłych premierów Albanii – Mehmet Shehu – wpadł na pomysł, żeby wybudować kilkaset tysięcy schronów na terenie kraju. Tak na wszelki wypadek. I tak porozrzucane po miastach i wsiach, jedne stają się kawiarniami, czy sklepikami z pamiątkami, a drugie tymczasowymi melinami dla bezdomnych.

#2 – Tirana

Tirana (2)

Tirana (1)

Tirana to stolica Albanii i mieszka w niej 700 000 ludzi. Nie byłoby to niczym zaskakującym, gdyby nie fakt, że cały kraj liczy 2 900 000 osób, co znaczy że stolica gromadzi ¼ jego ludności. Oprócz tego jest najbardziej europejskim i cywilizowanym miastem w cały kraju i można je porównać do zachodnich stolic. Co nie znaczy, że jego mieszkańcy mówią po angielsku.

#3 – Kebab z frytkami

kebab z frytkami

Uważasz, że powinien być podawany osobno? Podobnie jak w Bułgarii, tutejsze asy gastronomii się z Tobą nie zgodzą i podadzą Ci to razem zawinięte w ciasto. Ale nie myśl, że to źle. Wręcz przeciwnie, smakuje bardzo spoko.

#4 – Woda w morzu

Albania Durres

Jest słona jak cholera i mętna jeszcze bardziej.

#5 – Kraj się buduje

buduje - Albania Durres

Większość czasu spędziłem w Durres – drugim po Tiranie, największym mieście w Albanii – które wyglądało jak jeden wielki plac budowy. Gdy wieczorem szedłem do monopolowego po rakiję, przed sklepem nie było jeszcze schodów. Gdy na drugim dzień szedłem do piekarni obok po byrka, były już i schody, i wylany przed nimi chodnik.

#6 – Kraj się burzy

niszczy - Albania Durres

Większość czasu spędziłem w Durres – drugim po Tiranie, największym mieście w Albanii – które wyglądało jakby niedawno było zbombardowane albo przynajmniej przeszedł przez nie huragan. Patrząc na to jak wyglądają ulice i budynki przy nich, nie wiesz, czy dopiero powstają i nie zostały jeszcze skończone, czy raczej już podupadają i są tak zniszczone. Brak kratek kanalizacyjnych na chodnikach wskazuje na to drugie.

#7 – Peja

Nie wiem, czy Rychu Peja ze Slums Attack zdaje sobie z tego sprawę, ale jedno z popularniejszych albańskich piw nazywa się tak jak on. I nawet można je lać w ryj. W sensie, da się wypić.

#8 – Dziwne instalacje artystyczne

dziwne instalacje artystyczne Tirana

Ale za to pozytywne. W końcu każdy z nas czasem chciałby przytulić się do drzewa.

#9 – Plastikowe ławki

platikowe ławki Durres

„Ławki” to w tym przypadku określenie umowne, bo bardziej wyglądają jak kilkudziesięciokrotnie powiększone klocki Duplo, ale, fakt, służą do siedzenia. U nas pewnie po pierwszym lepszym przegranym przez kogokolwiek meczu poszłyby z dymem, a tu się elegancko trzymają. Może Albańczycy nie znają ognia.

#10 – Pączki z parmezanem

pączki (1)

pączki (2)

Tak, dobrze przeczytałeś – z parmezanem. I wiesz co? Nie podejrzewałbym ich o to, ale to połączenie jest naprawdę dobre.

#11 – Wyławianie motorówek koparkami

wyławianie motorówek koparkami

To chyba tutaj taki narodowy sport, bo widziałem taką akcję dwukrotnie. Aż zaczęliśmy się zastanawiać, czy tubylcy nie robią tego specjalnie, żeby wzbudzić zaciekawienie turystów i nakręcić ludzi do wrzucania fot na Fejsa i relacjonowania na Snapie tego osobliwego wydarzenia.

#12 – Jeżdżenie na wszystkim

Jeżdżenie na wszystkim

Na ulicach i wzdłuż wybrzeża widziałem takie środki komunikacyjne, o których się Henry’emu Fordowi nie śniło. Jeśli do czegoś da się tylko doczepić koła i silnik, to Albańczycy na tym pojadą. A jeśli nie da się doczepić silnika, to zaprzęgną do tego konia. W trakcie wycieczki do Beratu, widziałem zarówno jak nastolatek powoził koniem siedząc w samochodowej przyczepie, jak i kobietę jadącą na większej taczce przyspawanej do motoroweru. Przodu motoroweru. „Top Gear” może się schować.

#13 – Mikroherbaty

mikroherbata

Nie wiem, czy Albańczycy nie lubią herbaty, czy co, ale zauważyłem, że mają tendencję do podawania jej w nieco większych filiżankach do espresso. I to wypełnionych do 2/3. Jeden większy łyk i cała znika.

#14 – Spacery z niedźwiedziem

Spacery z niedźwiedziem (2)

Spacery z niedźwiedziem (1)

Widząc tubylca prowadzącego nieco jaśniejszego Misia Yogi, zacząłem się zastanawiać, czy nie pomyliłem samolotów i przypadkiem nie doleciałem do jakiegoś nowo otwartego lotniska w Zakopanem albo od razu do Parku Yellowstone. Ale nie. Okazuje się, że to taka lokalna atrakcja i tak jak nad polskim morzem można sobie zrobić zdjęcie z niczym, tak nad albańskim można cyknąć foto z niedźwiedziem.

#15 – Owoce morza

owoce morza

Zdziwiłem się i to srogo, ale podali je nawet w naszej, niestety, podłej stołówce hotelowej i nie dość, że w formie szwedzkiego stołu, to jeszcze bardzo przyzwoicie przyrządzone. Mniam!

#16 – Rowerki wodne porzucone między blokami

rowerki wodne

Próbowałem popłynąć po trawie, ale nie dało rady.

#17 – Rakija

rakija

Być w Albanii i nie napić się rakii, to jak być w Polsce i nie napić się wódki. Można, ale po przyjeździe i tak wszyscy będą Cię pytać głównie o to. W zależności, czy pijesz sklepową, czy pędzony bimber w przydrożnej knajpie, może mieć od 40% do nieskończoności, ale jest całkiem smaczna i małymi łykami wchodzi bez przepity.

#18 – Niecodzienne widoki

Niecodzienne widok (2)

Niecodzienne widok (1)

Z jednej strony góry, z drugiej morze, z trzeciej wyschnięte rzeki, z czwartej piętrzące się domki, z piątej dzika roślinność. W momencie kiedy wyjedzie się poza miasto (jedno z dwóch w całym kraju), widoki zza szyby zachwycają i dają poczucie, że jest się w wyjątkowym miejscu.

#19 – Serdeczni ludzie

Processed with VSCO with f2 preset

Nie przesadzę, jeśli powiem, że tutaj prawie nikt nie zna angielskiego. W Albanii nawet obsługa hotelowa nastawiona na zajmowanie się zagranicznymi gośćmi ma duży problem z posługiwaniem się tym językiem. Nie przeszkadza to jednak ludziom być serdecznym, otwartym i nastawionym na bezinteresowną pomoc. Nikt nie ma z tym problemu, że nie mówisz po ichniemu, a oni nie mówią po Twojemu. Będą gestykulować, pokazywać na migi albo rysować na kartce, byleby się z Tobą porozumieć, a wszystko to z szczerym, szerokim uśmiechem.

Choćby dla tego pozytywnego podejścia do życia warto odwiedzić Albanię. A nuż się udzieli.

---> SKOMENTUJ

Jak poprawnie wymawiać zagraniczne nazwy?

Skip to entry content

Pamiętam jak w pierwszej klasie gimnazjum, będąc już bardzo poważnym – a przede wszystkim poważnie przyodzianym – hip-hopowcem, przyszedłem do szkoły w czapce marki Smith’s, na co kumpel – równie wczuty w klimat – zareagował: „masz czapę ze Szmita, szacun!”. Mimo otrzymanego szacunu, czułem że jednak coś jest nie tak i że tę nazwę czyta się inaczej, jednak nietaktem byłoby kwestionować wypowiedź ziomka, który tak ciepło publicznie wyrażał się na mój temat. Więc oczywiście nie zwróciłem uwagi na niepoprawną wymowę i sam zacząłem mówić „Szmit”. Lata później, gdy do kin wszedł film z parą kolekcjonującą dzieci z całego świata – „Pan i Pani Smith” – dotarło do mnie, że to zagraniczne nazwisko czyta się „Smyf”. I że przez cały ten czas robiłem sobie siarę, źle wymawiając słowo, które miałem na czole.

Żebyście Wy nie narobili sobie tego zbędnego przypału, postanowiłem zebrać najpopularniejsze zagraniczne marki i nazwy własne, których wymowa nie jest oczywista i napisać, jak to powinno brzmieć poprawnie.

Viceroy – tanie, ale w miarę przyzwoite fajki, które – gdy je podpalałem mając naście lat i chowając się przed dorosłymi – kosztowały 3,85zł i zwane były Wicerojami. Właściwa wymowa, to „Wajsroj”.

Acer – producent monitorów, laptopów, tabletów i telefonów, często czytany, jakby był polską nazwą, w rzeczywistości jest tajwańską firmą, którą czyta się „Eiser”.

Hyundai – bardzo, bardzo, bardzo, ale to naprawdę bardzo długo byłem przekonany, że wymawiając to „Hjundaj” nie popełniam błędu. Aż nie znalazłem się na jakiejś konferencji, gdzie ktoś przeczytał to jako „Handej” i cały świat legł mi w gruzach.

Jalapeño – to akurat nie marka, a nazwa papryki – kurewsko ostrej, dodajmy – i gdy chcesz ją przekląć, powinieneś powiedzieć „cholerne halapenio!”.

Leroy Merlin – ta francuska sieć hipermarketów budowlanych nie ma nic wspólnego ani z naszym polskim Liroyem, ani z czarodziejskim Merlinem, bo pochodzi od nazwisk założycieli i brzmi „Lerła Merlę”.

Levi’s – nie „Lewis”, a „Liwajs”, choć nie znam ani jednej osoby, która tak by to czytała.

Ballantines – na równi z Jackiem Daniel’sem i Johnym Walkerem najpopularniejsza whisky w naszym kraju, co nie przeszkadza wielu osobom czytać wprost, tak jak się pisze, zamiast tak jak się powinno, czyli „Balantajns”.

Peugeot„peżo”. Bez „t” na końcu.

Mojito – jest ktoś kto nie zna hasła „dwa modżajto dla mojej świni”? Nie ma? A każdy wie, że to żart i tego drinka w rzeczywistości czyta się „mohito”? Nie? No, to teraz już wie.

Louboutin – w kółko powtarzałem „Lubotin, Lubotin” jak bym był na pierwszym dniu wyprzedaży poświątecznej w Londynie, a aż jedna znajoma szafiarka zwróciła mi uwagę, że te buty to „Lubutę”, odzierając mnie z resztek złudzeń, że mam jakiekolwiek pojęcie o modzie.

Quechua – logo, którym zalane są pola namiotowe na festiwalach i nie ma się co dziwić, bo namioty, które sygnuje rozkłada się ultra ławo. Składa też do przeżycia. Mimo, iż instynkt podpowiada, że to „Kaczucha”, poprawna wymowa, to „Keczła”.

Tumblr – kiedyś była mocna moda na wywalanie samogłosek z nazw własnych – „Reebok” był „Rbk”, „Misbehave” było „MSBHV” – i tak mniej więcej powstała nazwa platformy blogowej, sprowadzającej się głównie do kradzieży grafik, która brzmi „Tambler”. Tak jak „Flickr” brzmi „Fliker”.

Croissant – dla beki czasem mówię „kurosant”, ale poprawnie ten francuski rogalik to „krłasą”.

Auchan – był pierwszym hipermarketem z prawdziwego zdarzenia, który powstał w moim mieście, ale jego zapis był tak abstrakcyjny, że żeby nie połamać sobie języka, pieszczotliwie nazwaliśmy go „Oszołomem”. Zupełnie ignorując, że to „Oszą”.

Huawei – to chyba najtrudniejsza w wymowie marka technologiczna, co do której nikt nie ma pewności, jak to tak w zasadzie powinno brzmieć. Od osób pracujących w firmie słyszałem, że „Łałej”, od jej ambasadorów, że „Hłałej”. Jeśli czyta mnie właściciel-założyciel, to proszę o kontakt, bo nie wiem, czy nie mam piwa do odbioru w wygranym zakładzie.

Gnocchi„niokki”. Przypomina trochę gaworzenie do małego dziecka.

Stay Fly – mój blog był już i czytany dosłownie po polsku z przeciągniętym „y” na końcach członów, i pojawiał się w radiu jako „Sty Flay”. i Pudelek przemianował go na „Star Fly”, i znajomi kręcili bekę, że to kiełki „Stir Fry”. A to po prostu „Stej Flaj”, jak w refrenie kawałka Three 6 Mafia. Bo dokładnie stamtąd pochodzi jego nazwa.

autorem zdjęcia w nagłówku jest lookcatalog

 

---> SKOMENTUJ