Close
Close

8 YouTuberów, którzy poszerzą Twoje horyzonty

Skip to entry content

YouTube, jak i cały internet, z roku na rok ewoluuje i to co na TwojejTubie można było znaleźć w 2005, w chwili powstawania portalu, a to, co jest tam dzisiaj, to niemal dwa różne światy. Mimo, że to już nie tylko stronka z śmiesznymi filmikami ze zwierzętami, a prawdziwa internetowa telewizja we współczesnym rozumieniu tego słowa, to wiele osób zatrzymało się te 11 lat temu i postrzega portal z tamtej perspektywy. Lub przez pryzmat zagrajmerów przyrośniętych do „Minecrafta”. A YouTube to tak że wiele inspirujących, edukacyjnych kanałów, otwierających oczy na świat, kulturę i nieoczywiste aspekty życia.

I to dziś chciałbym Ci pokazać, przed Tobą 8 YouTuberów, którzy poszerzą Twoje horyzonty!

Anna Szlęzak – spec od relacji damsko-męskich

Większość treści poradnikowych dotyczących związków na jakie się natknąłem w sieci, była autorstwa mężczyzn, a kwestia praktycznych porad związanych z uwodzeniem już w ogóle została niemal w 100% zdominowana przez samców. Dlatego bardzo cieszy mnie, że pojawił się ktoś taki jak Ania, kto merytorycznie i fachowo mówi o podrywaniu z perspektywy kobiety, dając innym dziewczynom rzeczowe rady odnośnie relacji damsko-męskich. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak poznać faceta, jakie są sposoby na udaną randkę, jakie są zasady atrakcyjności lub po prostu, posłuchać jak ktoś o bardzo miłej aparycji rzeczowo gada, to sprawdźcie jej kanał.

To już jutro – oswajanie przyszłości

Wiele osób zapewne kojarzy Rafała Masnego, widząc w nim śmieszka przebierającego się za kobiety z Abstrachujów, nie wiedząc, że ma też dużo poważniejsze oblicze. Które pokazuje na swoim solowym kanale „To już jutro”. Kanale o rozwoju sztucznej inteligencji, transgenetyce, nowych technologiach, projektowaniu dzieci i bocie, który został nazistą. Bardzo przystępnie podane futurystyczne wizje świata, które niebawem staną się faktem dokonanym. Obejrzyj, jeśli chcesz wiedzieć w jakiej rzeczywistości możesz się obudzić już następnego dnia.

Krzysztof Gonciarz – życie w Japonii i podróże

O Krzyśku ostatnio było tak głośno, że pisząc o nim czuję się jakbym informował o tym, który mamy aktualnie rok, ale mimo, że jego vlogi to oczywista oczywistość w kontekście YouTube, to źle bym się czuł, gdyby o tym nie wspomniał, bo oglądam je co drugi dzień do śniadania. Jeśli potrzebujesz ogólnożyciowej inspiracji, a przy okazji chcesz zobaczyć jak wygląda bardzo odległa część naszego globu, to zajrzyj do Krzycha.

Pink Candy – seks bez kontrowersji

Czy da się mówić o przedwczesnym wytrysku, seksie oralnym i spermie bez bazowania na taniej sensacji? Czy da się przeprowadzić test przyrządów pozwalającym kobietom sikać na stojąco nie wywołując u widza zażenowania? Czy można nagrać instruktaż zakładania prezerwatywy, który nie będzie pożywką dla koniobijców? Natalia Trybus z kanału Pink Candy udowadnia, że tak. Bardzo cenię jej filmy za nie uciekanie się do chwytów poniżej pasa, mówiąc dosłownie, i epatowanie golizną, byleby tylko nabić wyświetlenia. Zależy Ci na edukacji seksualnej i merytorycznych wypowiedziach? Tutaj to znajdziesz.

Arlena Witt – Twoja ulubiona nauczycielka angielskiego

Żałuję, że na którymkolwiek etapie edukacji nie trafiłem na nauczyciela, który uczyłby angielskiego na przykładach z „Przyjaciół”. Albo już nawet nie na serialach, ale z takim zaangażowaniem jak Arlena w programie „Po Cudzemu”. Może wcześniej, niż w wieku 28 lat dowiedziałbym się jak prawidłowo czytać nazwę swoje kraju w języku Szekspira.

Ichabod – przewodnik po świecie superbohaterów

Lubisz solidne, głębokie analizy filmowe, w trakcie których autor filetuje tytuł wyciągając z niego wszystkie bebechy, nie bojąc się przy tym rzucić przerywnikiem, który byłby wypikany w radiu, a w dodatku kręcą Cię komiksy? W takim razie Ichabod to kanał stworzony dla Ciebie. Łukasz Stelmach potrafi i konkretnie, i z humorem wytłumaczyć dlaczego „Batman v Superman” jest kupą, a „Avengers: Civil War” przyzwoitą rozrywką, wyłapując przy tym dziesiątki nawiązań i tłumacząc wszystkie odniesienia. A i żeby nie było, że gada tylko o kolesiach z majtkami na spodniach, to po innych zakątkach popkultury przewodzi również całkiem sprawnie.

SciFun – Twój ulubiony nauczyciel fizyki

No dobra, nie tylko fizyki, bo jego najlepszy film – w moim mniemaniu rzecz jasna – dotyczy analizowania informacji, którymi jesteśmy bombardowani każdego dnia, błędów poznawczych i odróżniania faktów od mitów. Materiał trwa ponad półtorej godziny, co na YouTube’owe standardy jest rokiem świetlnym, jednak jest tak wartościowy i pożyteczny, że gorąco zachęcam absolutnie każdego do obejrzenia go i nie przesadzę, jeśli powiem, że naprawdę może zmienić Twój sposób patrzenia na świat. A jeśli weryfikowanie informacji podawanych przez media Cię nie interesuje, to zawsze możesz popatrzeć na wybuchające butelki Coli po wrzuceniu do nich Mentosów, słuchając naukowego wytłumaczenia, czemu tak się dzieje.

Weronika Truszczyńska – codzienne życie w Chinach

Na ten kanał trafiłem dość nie typową drogą, bo… z komentarzy Weroniki na swoim blogu. Ale nie z komentarzy typu „Fajny pościk, zajrzyj do mnie”, „Świetna stylizacja! Pozdrawiam www.youtube/nazwakanału”, czy „Nie zgadzam się z tym co napisałeś, ale zapraszam do siebie [KLIK-KLIK]”. Weronika po prostu, gdy faktycznie miała coś do powiedzenia na dany temat, komentowała moje teksty i z ciekawości postanowiłem sprawdzić kim jest. I okazało się, że jest 22-latką, która od jakiegoś czasu mieszka w Szanghaju i nagrywa o tym vlogi. Vlogi, na których pokazuje chińskie jedzenie, w tym regionalnego zielonego burgera w McDonald’s, mówi o chińskich zwyczajach i tłumaczy, jak poprawnie wymawiać chińskie nazwy, na przykład „feng shui”. I do tego ma wściekle różowe włosy i lekkie ADHD. Mnie przekonało.

To z pewnością nie wszyscy YouTuberzy, którzy poszerzają horyzonty swoimi materiałami, edukują, czy inspirują, bo pisałem tylko o swoich ulubionych twórcach, których śledzę na bieżąco, więc jeśli chcecie kogoś dopisać w komentarzach, to śmiało.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Przemysław Pawliński

    Jeszcze można dodać Radosław Kotarski Polimaty, Dawid Myśliwiec Naukowy Bełkot i Krzysztof Woźniak Wideoprezentacje

  • Poznałam kilka ciekawych osób, dzięki!! :) poleciały subskrypcje.

  • Chętnie zajrzę do tych osób jakoś wcześniej się nie interesowałam ich działalnością :)

  • muszę sprawdzić te różowe włosy <3 :)

  • Arald

    Osobiście dodałbym do tej listy Ościstą Rybę. Jest to kanał o Biblii. Wielu ludzi nie wie zbyt wiele o tej bardzo wartościowej książce. Można polemizować z stwierdzeniem, że istnieje Bóg w rozumieniu Chrześcijańskim, ale i tym ppolemizującym polecam zajrzeć na ten kanał. Choćby po to, aby zrozumieć trochę lepiej Chrześcijaństwo.

  • Weronika jest genialna! Dzięki Janek :)

  • Chyba nikogo nie dodam, ale chciałam powiedzieć, że miałam nauczyciela, który uczył mnie angielskiego właśnie na Friends. Puszczał nam odcinki, potem analizowaliśmy scenariusz i odgrywaliśmy role. Przypomniałeś mi o tym :)

  • No i mam już co robić przez kolejne 4 godziny pracy:) Dzięki! :)

  • Lubię Ichaboda, ale w liście zastąpiłbym go W. Markowiczem i K. Paciorkiem.

  • Toxin

    Oglądam z nich sporą część i pewnie teraz zerknę też do reszty.

  • xyz123

    Zdecydowanie brakuje tu Astrofazy :)

  • Andrzej

    Lista okej, wyrzucił bym z niej tylko Gonciarza.

    • Co jest nie tak z Gonciarzem? Jego materialy to jedne z najlepszych jakosciowo filmów na polskim YT.

  • O Arlenie dowiedziałam się od Ciebie, z któregoś z wpisów Przeglądu Internetu. Dzięki niej dowiedziałam się właśnie jak poprawnie wymawiać Poland i że akcent naprawdę ma znaczenie. Teraz nie przegapiam ani jednego odcinka.

  • Mateusz Wojtkiewicz

    Zdecydowanie zabrakło mi tu kanału Architecture is a Good Idea.

  • Zdecydowanie Paulina Mikuła ze swoim „Mówiąc inaczej” ;)

  • Oglądam Weronikę niemal od początku i daję jej dużego lajka! :D

  • Nie ma mojego, więc nie propsuje.

    A tak serio, to mówiąc o oczywistościach kanał zdupy. Może to wydaje się nierealne, ale tak. Są osoby które go nie znają. A horyzonty poszerza, również w strony w których nie wszyscy chcieliby się znaleźć.

    • Bardzo lubię Z Dupy i przyznam ze boli mnie to ze Maciek jest kwalifikowany do kategorii „dla gimbusów”. Ja wiem ze ludzie z podstawówki tez go oglądają bo „hehe koles przeklina” ale on do swoich programów pod plaszczykiem wulgarnej konwencji przemyca naprawdę wartosciowe tresci.

  • Call

    Co prawda w obcym języku, ale Crash Course prowadzone przez pisarza YA Johna Greena i jego brata robią cudowne kursy na wiele tematów – w przystępny sposób mówią o chemii, biologii, historii, psychologii czy literaturze.
    Z obcojęzycznej oferty świetny jest też ASAPscience :)

  • Ja dorzuciłabym jeszcze Pawła Opydo za Złe książki, Sfilmowanych i moje najnowsze odkrycie, czyli Vrooobelka. I jedenastka idealna!

  • steveminion

    Do tej listy zdecydowanie dorzuciłbym „Uwaga! Naukowy bełkot” https://www.youtube.com/c/uwaganaukowybelkot/videos

    • Pamiętam materiał o świadomych snach, bardzo dobry.

    • Domi

      UNB – zdecydowanie mój ulubiony i jeden z najlepszych! :) a do tego Emce ^2 :)

  • Aleksandra Muszyńska

    Też dokopałam się do Weroniki po komentarzach u Ciebie. To był bardzo dobry kierunek. No i te włosy <3.

  • Moto Doradca – Waldek chyba jako jedyny motoryzacyjny YouTuber lubi rowerzystów. A o autach opowiada świetnie.

    Na gałęzi – super kanał o kinie od kuchni.

    Rowerowe Porady ;) próbuje coś wartościowego przekazać.

    • A właśnie, zapomniałem sprawdzić kanał Waldka po konferencji w Poznaniu, dzięki za przypomnienie.

  • Stary dzięki! Poszukiwałem dzisiaj trochę wartość na YT i Krzyśka znam, Weronikę znam, Sci Funa znam oraz Arlene, ale reszta mi się przyda do obejrzenia, bo też ostatnio atakuję YT. I dobrze, że jest ktoś taki jak Pink Candy, a nie ta Wieś Masterka! Dobrego wieczoru.

    • Natalię gorąco polecam, bo bardzo elegancko opowiada o jednak nieprostym temacie.

  • Pytlik

    dorzuciłabym Mówiąc inaczej(:

  • Znam 5, więc dziś spędzę wieczór z trójką nieznajomych :D

  • Dosłownie kilka dni temu trafiłam na kanał Anny Szlęzak. I rzeczywiście, kobieta z klasą, robi dobrą robotę :)

7 grillowych sztuczek, które warto znać!

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z piwem Tyskie i przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich

Jest kilka nierozłącznych par na tym świecie: Tom i Jerry, kawa i papierosy, Charles Xavier i Magneto, orzechówka i mleko, sandały i skarpety, piwo i grill. Z racji aktualnej pory roku, dziś zajmiemy się tą ostatnią, bo biesiada w plenerze, to coś co tygryski lubią najbardziej. Do tytułu MasterChefa mi jeszcze trochę brakuje, ale znam kilka grillowych sztuczek, które ułatwią Wam pichcenie mięska i relaks. Z warzywami w trosce o własne zdrowie wolałem nie próbować, ale podobno też działa.

Nie przedłużając, ruszamy z koksem, jak to zwykł mawiać Pablo Escobar!

Chłodzenie piwa

Jeśli spadła na nas gwiazdka z nieba i nie dość, że mamy dom to jeszcze ogródek przy tym domu, i nie dość, że mamy ogródek, to jeszcze basen w tym ogródku, to powinniśmy złożyć pączki z adwokatem w ofierze, a zaraz potem wstawić do basenu piwa przyniesione przez gości, bo na 99% nie zmieszczą się w lodówce, a picie ciepłego to jak jedzenie frytek bez soli. Może powodować powikłania.

Jeśli świat kocha nas trochę mniej i nie mamy tego basenu, to w radzeniu sobie z oziębianiem trunków pomaga wanna zalana zimną wodą, a jeśli świat kocha nas jeszcze mniej i nie mamy nawet tej wanny, to zawsze zostaje miska.

Jeśli natomiast robimy grilla w plenerze, to pobliskie jeziorko/strumyk, będzie w sam raz do zadania, a jeśli świat nie kocha nas w ogóle jak Skaza Simby i nieopodal nie ma żadnej wody, to przewijamy do następnego punktu.

Rozkładanie węgla

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale siatki foliowe poza pękaniem w najmniej oczekiwanym momencie mają jeszcze jedno zastosowanie: można ich użyć jako jednorazowe rękawiczki. Rozkładanie węgla na grillu ma to do siebie, że jak byś się nie starał i jak turbo precyzyjnie nie trząsłbyś opakowaniem, w którym jest, to i tak w pewnym momencie będziesz musiał go dotknąć łapą, bo w końcu przypomina Ci się, że musisz położyć pod niego rozpałkę.

Jak to zrobić, żeby nie wyglądać jak górnik po pracy? Założyć na dłoń jednorazówkę, w której przyniosłeś jedzenie.

Rozpalanie grilla

Tę grillową sztuczkę pokazał mi kumpel z Opola w trakcie jakichś prehistorycznych juwenaliów. Bierzesz zwykły długopis za 50 groszy, rozkręcasz go, wyciągasz wkład i dmuchasz w stronę węgielków, które chcesz rozpalić. Brzmi głupio? No brzmi i nawet tak wygląda, ale działa! Przez to, że dmuchasz wąskim strumieniem, a nie szeroko na całe otoczenie, powietrze trafia dokładnie tam gdzie ma trafić i momentalnie rozpala żar do poziomu płomieni. Minuta, góra dwie i grill rozpalony!

Aluminiowe tacki

Nie wiąże się z nimi żadna zajebista historia, ale dzięki temu, że ich używasz, jedzenie tak szybko się nie pali i nie musisz zdrapywać czarnej skorupy, gdy na moment odejdziesz od grilla, a akurat buchnie ogień, bo na węgle ściekł tłuszcz.

Znaczenie jedzenia keczupem

Ona chciała ten chudszy, on ten grubszy, a Monika to w ogóle słabo przypieczony i weź tu teraz ogarnij te kawałki bez pamięci fotogenicznej. Albo która kiełbaska jest czyja. Jest na to sposób, wystarczy powiedzieć, że jesteś śmiertelnie chory i jeśli sam natychmiast nie zjesz wszystkiego, to zaraz będzie trzeba dzwonić po karetkę. Ewentualnie wyprosić wszystkich do domów. Ostatecznie można namazać keczupem pierwszą literę imienia osoby, która rezerwuje dane mięso, ale nie wiem, czy poprzednie rozwiązania nie są lepsze.

Otwieranie piwa bez otwieracza

Otwieranie piwa bez otwieracza to umiejętność, którą nabywa się zazwyczaj w połowie pierwszego roku studiów, jednak wiele osób opuszcza te zajęcia, stąd kilka przykładów jak można to zrobić, nie urywając szyjki butelki.

Technika numer 1: puszką

Jedną dłonią obejmujesz butelkę, tak by palec wskazujący był zaciśnięty tuż przy kapslu, drugą łapiesz pełną puszkę i wciskasz jej krawędź między ów palec i ów kapsel, następnie dynamicznym ruchem naciskasz na nią jakby była dźwignią i gotowe. Wraz z czasem, gdy nabierzesz wprawy będziesz w stanie tym sposobem otwierać piwo jak szampana i strzelać kapslami w gości podjadających Twoje mięso.

Technika numer 2: drugą butelką

Mimo, że ta technika jest bliźniaczko podobna do poprzedniej, to poziom skomplikowania rośnie, ponieważ osobom niezaprawionym w bojach zdarza się źle ułożyć butelki i otworzyć inną niż się planowało. Aby do tego nie dopuścić i nie zafundować trawie i swoim butom kąpieli w piwie, należy zwrócić szczególną uwagę na butelkę, która służy nam za otwieracz i jej kapsel, mianowicie, jego ząbki nie mogą zahaczać o ząbki kapsla, którego chcemy się pozbyć. Jeśli ten warunek jest spełniony, to tak jak wcześniej, wystarczy zrobić dźwignię i wypatrywać tęczy na niebie.

Technika numer 3: kluczem

Wariant dla osób, które wolą otwierać trunki bez wystrzałów. Bierzemy klucz z ząbkami, Gerda i ten od samochodu odpada, podkładamy go od dołu i odginamy ząbki kapsla, obracając drugą ręką butelkę. Mniej więcej tak jak byśmy otwierali konserwę. Mniej efektowne, ale nie trzeba potem szukać kapsla z wykrywaczem metali w trawie.

Owijanie jedzenia folią

Sztuczka ostatnia, ale chyba najważniejsza z całej listy, bo pozwalająca zachować obłędną grillową stylówkę w stanie nienaruszonym. Jeśli nie mamy talerzy, a nie mamy, jeśli nie mamy śliniaków, a nie mamy tym bardziej, jeśli nie mamy tacek, a nawet jak mamy, to to i tak nic nie daje, to żeby nie uświnić się tłuszczem kapiącym z mięska, wystarczy uprzednio opakować je w bułę i całość owinąć folią aluminiową. Działa z kebabem, działa też w przypadku karkówki i pozwala zachować czyste dłonie, koszulkę i spodnie. Z sumieniem bywa gorzej.

To tyle z moich grillowych sztuczek na zostanie plenerowym MacGyverem, jak macie jakieś swoje, to śmiało podrzucajcie do komentarzy!

---> SKOMENTUJ

Beka ze spotów promujących program 500+

Skip to entry content

Na tyle, na ile to możliwe staram się nie poruszać tematów politycznych na blogu, bo raz, że nurkowanie w szambie nie należy do rzeczy przyjemnych, a dwa, że smród zawsze przyciąga rój much, od których potem trudno się odgonić. Ale są takie tematy obok których trudno przejść obojętnie, licząc, że piekło zamarznie, kiedy się zamknie oczy. Jednym z nich jest właśnie wyjątkowo populistyczny i w dużej mierze demagogiczny program społeczny 500+. Program, który ma zachęcić Polaków do… no właśnie, miał zachęcać do zakładania rodziny i pomagać dzieciom z rodzin w potrzebie, a sprowadza się do tego, że zachęca do rozmnażania się, oferując 500zł za spłodzenie drugiego i kolejnego dziecka.

Złote rozdanie trwa już kilka miesięcy, więc obecny rząd postanowił się pochwalić sukcesami w wyciąganiu hajsu z bezdennej torby Świętego Mikołaja i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zrealizowało spoty promujące 500+. Spoty niezamierzenie bekowe.

„Dzięki programowi 500+ nasze życie się zmieniło, przestaliśmy kupować na zeszyt, na wszystko nas stać: na jedzenie, na ubrania, na bieżące wydatki” – mówi zadowolony, wyglądający na całkiem sprawnego, mężczyzna, członek – łącznie z nim – pięcioosobowej rodziny. To gratuluję podjęcia się spłodzenia trójki dzieci, nie mając środków, aby móc zapewnić im jedzenie i podstawowe aspekty życia. Bardzo odpowiedzialnie. Teraz przy czwartym, już nawet przez myśl mu nie przejdzie, czy będą mieli za co się utrzymać, bo przecież po co zdroworozsądkowo pochodzić do kwestii zapewnienia sobie bytu, skoro państwo da?

„Po raz pierwszy wybierzemy się na wakacje, pojedziemy wszyscy razem nad morze” – wakacje? Super! Pomijam kwestię, że ta kasa miała być na podstawowe potrzeby dzieci, ale biorąc pod uwagę, że rodzina z filmu od rządu dostaje 1000zł, to bardzo chciałbym się dowiedzieć, gdzie jest takie morze nad które można dojechać i spędzić nad nim wakacje w 5 osób za tysiaka. Ktoś, coś?

„Nigdy się nie spodziewaliśmy, że co miesiąc będziemy otrzymywać pieniądze” – hmm, warto by spróbować pracy, podobno tam to tak działa. No chyba, że gość był wcześniej w Anglii i dostawał tygodniówki, i stąd to zaskoczenie, że pieniądze mogą być co miesiąc.

„Z programu 500+ zakupiłam dzieciom swoim roczne bilety do zoo” – może wyjdę na czepialskiego, ale ROCZNE BILETY DO ZOO? Nie zagłębiając się już w kwestię, czy bilety do zoo to podstawowy wydatek, czy nie, to nie wiem jak wystrzelony w kosmos musi być to ogród zoologiczny, żeby ktokolwiek chciał tam chodzić regularnie co miesiąc przez rok.

„Nie musimy już zastanawiać się, czy zapłacić rachunki, czy też kupić dzieciom jakieś nowe potrzebne rzeczy” – zasadniczo, to odkąd rząd przejął odpowiedzialność za podejmowane przez nas decyzje, nie musimy już zastanawiać się nad niczym.

„To naprawdę bardzo ciekawy program, który pomoże realizować marzenia dzieci” – ucząc je, że pieniądze spadają z nieba i gdy mają ochotę kupić sobie roczny bilet do zoo, to nie muszą się zastanawiać, czy to rozsądny wybór. W końcu nie oni za to płacą, tylko Święty Mikołaj.

„Dzięki programowi 500+ dużo spokojniej patrzę w przyszłość mojej rodziny” – bo dzięki darmowemu tysiaczkowi co miesiąc, jestem ustawiony do końca życia. To zaskakujące, że ludzie nie planują przyszłości w oparciu o swoje umiejętności, aktualną sytuację zawodową i predyspozycje, tylko bazując na programie rządowym, który za 3 lata może się skończyć. Czy my zrobiliśmy już powrót do komuny i jednostka jest w pełni zależna od państwa?

„Będę mógł spokojnie zaplanować wakacje dla mojej rodziny” – cały czas czekam na info, gdzie za 1000zł da się pojechać w 5 osób, bo nawet ITAKA nie ma tak wyżyłowanych last minute.

„Będę mógł kupić instrument mojemu synowi, żeby mógł dalej się uczyć gry w szkole muzycznej” – wszelkie działania mające na celu rozwijanie pasji i talentów są jak najbardziej godne pochwały. Szkoda tylko, że ojciec jest tak zaangażowany w rozwój muzyczny syna, że nie jest w stanie nawet powiedzieć na jakim instrumencie gra.

„Nie będę musiał zostawać dłużej w pracy i dorabiać” po czym pada „i rachunki mamy wszystkie zapłacone” – czy tylko mnie to brzmi jakby znaleźli nowy model finansowania swoich wydatków? Przypominam, że 500+ miało być dla dzieci na podstawowe potrzeby i rozwój, a nie dla rodziców, żeby nie musieli chodzić do pracy. Ale może coś źle zrozumiałem albo mam za mało pasożytniczych skłonności.

Nie wiem za bardzo w jakim celu powstały te spoty. Żeby pokazać samotnym matkom z jednym dzieckiem jak pełne rodziny z trójką dzieci cieszą się z wakacji? Żeby pokazać pracującym, jak niepracujący bawią się za hajs z ich podatków? Żeby pokazać wszystkim zastanawiającym się nad założeniem rodziny, że reprodukcja jest najlepszą drogą do dochodu pasywnego? Żeby pokazać na żywy przykładzie jak zadłuża się kraj?

To nie jest tak, że jestem ultra korwinistą modlącym się przed snem do niewidzialnej ręki wolnego rynku, ale chyba nikt z dorosłych osób nie myśli, że te 500 złotych na sfinansowanie rocznych karnetów do zoo spada z nieba. Albo, że Szydło idzie do mennicy i dodrukowuje stuzłotówki, żeby móc rzucać tymi banknotami jak Lil Wayne na klipie do „Make it rain”. W tym momencie dług publiczny Polski wynosi 900 miliardów złotych, to jest tak duża liczba, że trudno mi ją objąć wzrokiem, więc żeby było łatwiej, powiem, że każdy z nas – Ty, ten za Tobą, ten po prawej, ten po lewej i każdy w zasięgu Twojego wzroku – jest zadłużony przez państwo na 25 953 złotych. Sporo, co? To pomyśl, co będzie po roku finansowania 500+.

To nie jest tak, że jestem przeciwny pomocy potrzebującym. Jestem jak najbardziej za pomaganiem, ale robieniem to w sposób mądry. Znasz to powiedzenie, żeby nie dawać biedakowi ryby, tylko wędkę i nauczyć go łowić? To super, szkoda, że rządzący politycy nie znają. Rodzinom, które mają krucho z kasą przede wszystkim przydałaby się edukacja seksualna, bo dziwnym trafem te żyjące na skraju ubóstwa to w największej mierze te wielodzietne, i edukacja finansowa, żeby wiedzieli jak gospodarować pieniędzmi, bo zupełnie tego nie potrafią. Takie działania byłyby z długotrwałą korzyścią dla wszystkich, a w tym momencie tylko robi się im krzywdę, łudząc ich, że nie muszą rozwiązywać swoich problemów, bo przyjdzie dobry wujek w postaci państwa i wyjmie parę baniek z portfela zawsze gdy będzie potrzeba.

Uczenie  dorosłych ludzi, że nie muszą się martwić o swoje życie, bo ktoś to zrobi za nich jest skrajnie złe. A właśnie do tego sprowadzają się spoty promujące 500+.

 

---> SKOMENTUJ

Najlepsze uliczne historie: czerwiec

Skip to entry content

Myślałem, że wyjazd do Albanii zaowocuje sałatką barwnych dialogów, ale najwięcej rozmów na Bałkanach odbyłem na migi. A te nieco trudno spisać w postaci wymiany zdań. Ale nie ma te tragedii, te które dane było mi usłyszeć, lub być współautorem, w najbardziej uduchowionym mieście w Polsce, też powinny Was rozgrzać nie mniej niż pogoda za oknem. No, może jeden Was nieco zmrozi.

 

#1 Mała dziewczynka podbiega do osiedlowego placu zabaw, na co mama:

– Kasiu, ale nie idziemy na huśtawki, tylko do domu.
– Mama, ale ja tam już byłam.
– To będziesz jeszcze raz, chodź.
– Ale ja wolę tu być.
– Ale to nie jest twój dom, chodź, idziemy.
– A jak mi tata tu zniesie łóżko, to będzie mój dom?
– Twój tata nie potrafi znieść nawet śmieci. Idziemy.

 

#2 Esencja patologii ulicznych rozmów. Dwudziestokilkuletnia dziewczyna do typa przed pięćdziesiątką w nocnym z Dworca Głównego:

– Wiesz co, ostatnio tak myślałam, że jesteśmy na takim etapie, że mógłbyś się rozwieść z żoną.
– Rozwiodę się jak skończysz studia, żebyś miała motywację.

 

#3 Słyszę dość intensywne pukanie, a niestety w tym mieszkaniu nie mam wizjera i możliwości zobaczenia kto stoi za drzwiami, więc po prostu je otwieram.

A tu dwóch policjantów. I pies. Myślę sobie: kurde, pewnie dowiedzieli się, że 12 lipca 2002 roku jechałem bez biletu linią 805 i teraz pójdę do więzienia. A może chodzi o ten odcinek „Klanu”, który musiałem ściągać z torrentów, bo przeoczyłem w telewizji? Nie, to chyba nie to. Chyba chodzi o coś znacznie gorszego. Chyba chodzi o ten straszny tekst, w którym napisałem, że jechałem na rowerze z prędkością światła, a przecież w terenie zabudowanym jest ograniczenie do 50km/h.

Trudno, niech się dzieje co chce, zasłużyłem. Zasłużyłem na więzienie. Trzeba być mężczyzną i przyjąć to na klatę.

– Dzień dobry.
– Dzień dobry, czy zamierza pan przyjmować pielgrzymów na Światowe Dni Młodzieży?

 

#4 Czekam na tramwaj przy Galerii Krakowskiej, podchodzi chłopak do dziewczyny i daje jej coś na kształt kwiatka. Szczelnie zapakowane w papier. Dziewczyna odbiera to od chłopaka, rzuca standardowe „nie trzeba było”, i uśmiechając się idzie z nim w stronę plant. Cały czas mając coś na kształt kwiatka szczelnie zapakowane w papier.

Bardzo, bardzo, ale to bardzo chciałbym zobaczyć jej minę, gdyby się okazało, że to jednak kiełbasa.

 

#5 Wracam z Małego Rynku chwilę po północy i taka piękna rozmowa mimochodem się trafia przy jednym ze stolików:

– No i co u ciebie przez te wszystkie lata, bo tyle się nie widzieliśmy?
– No wiesz, trochę podróżowałam, trochę nie podróżowałam, trochę się zmieniłam, trochę nie zmieniłam, trochę byłam z facetem, trochę nie byłam. Wiesz, jak to kobieta.
– Czyli nie masz nikogo?
– Trochę nie mam.
– Aha.

 

#6 Jestem na Mostowej na winie i, chcąc nie chcąc, słucham, jak jedna trzydziecha drugiej żarliwie opowiada historię francuskiego buldoga:

– …i oni z tym buldogiem pojechali na wieś, do moich znajomych i ja tam byłam, co nie. A wiesz, a oni też tam mają psa, tylko takiego innego, wiesz, dużego. I wiesz, i nagle taki pisk straszny, jakby ktoś piszczał tak głośno bardzo, a ten koleś nic, to mu mówię: „ty, weź się zainteresuj, bo to twój pies tak piszczy, a ty nic”. Bo wiesz ten pies tak piszczał, a on nic. I wiesz, on wychodzi, a temu jemu psu, nie temu moich znajomych, tylko temu buldogowi francuskiemu, co nie, oko normalnie wypływa i tak piszczy, ale tak bardzo głośno, że normalnie masakra. I wiesz, próbują mu to oko włożyć, ale nic, no nie da się, próbują pół godziny i zero, to dzwonią do jakiegoś weterynarza, a to wiesz, 11 w nocy, ale w końcu jakiś się znajduje, jadą do tej kliniki i ten weterynarz tam wkłada mu to oko przez pół nocy i zakłada opaskę, taką żeby wiesz, nie wypadło znowu. I co się okazało? Była jakaś komplikacja, coś się temu psu uroiło i jak mu włożyli to oko, to przestał na drugie potem widzieć, czujesz? I pomyśl, że wydali 5 koła na ślepego psa. 5 koła, Gośka, czujesz?

– Bez sensu. To już mogli lepiej samochód kupić.
– No. Albo zmywarkę.

 

#7 Plusy poruszania się po mieście na rowerze: nie musisz czekać ani na nocy, ani na taksę, ani nie grzęzniesz w korkach, wsiadasz i jedziesz.

Minusy przemieszczania się po mieście na rowerze: jak wjedziesz w kałużę, to masz ją całą na sobie, a jak przy wsiadaniu za wysoko podniesiesz nogę, mogą popruć Ci się spodnie i masz dodatkowy wywietrznik w kroku.

Biorąc pod uwagę, że tego dnia w Krakowie nie padało, zgadnijcie, który z minusów odkryłem.

 

#8 Dotarliśmy do hotelu (gwiazdki w Albanii są jeszcze bardziej umowne, niż te w Egipcie), poszliśmy na plażę i wyszła grupka seniorów. Próbują zrobić sobie zdjęcie, proponuję, że ja im zrobię (lata trzaskania samojebek w końcu na coś się przydadzą). Seniorzy stoją w rządku, ale są jacyś niemrawi, więc mówię, żeby się uśmiechnęli, to fota lepiej wyjdzie, na co starsza pani: to na trzy, czte-ry, wszyscy mówimy SEEEX!

Czuję się jak emeryt, bo chciałem im powiedzieć, żeby powiedzieli „ser”.

 

#9 Myślałem, że zaszalałem na pierwszego czerwca, bo zjadłem dwie pizze, duże lody z malinami i pół opakowania śmietanki w proszku. Po czym minąłem starszego pana, który pod Sukiennicami tańczył twista do „Kolorowych snów” Just5 puszczonych z kasprzaka. Seniorzy to wiedzą, jak powinno się obchodzić dzień dziecka.

 

#10 Siedzę sobie na Plantach i kontempluję jak pot spływa mi po czole. Kilka metrów przed sobą widzę dwie dziewczyny z czego jedna nad wyraz często zezuje w moją stronę. W głębi ducha przekonuję się, że wcale nie chodzi tę kroplę na czole. Gdy są na wysokości mojej ławki macha mi i mówi „czeeeść!”, więc odpowiadam tym samym, bo obstawiam, że to na 90% ktoś kogo poznałem na jakiejś konferencji, tylko chwilowo nie mam zielonego pojęcia kto to.

Gdy już mnie mijają ta druga mówi do niej:

– Kto to jest?
– Stay Fly, taki znany krakowski bloger.
– Znany? Ja go wcale nie znam.
– Ale ty przecież w ogóle nie czytasz.
– Filmów też nie oglądam, a Celine Dion znam. Jakby był znany, to bym go znała.

Zderzenie z rzeczywistością jeszcze nigdy nie było tak bolesne.

 

To teraz piłeczka po Waszej stronie – słyszeliście w ostatnim miesiącu jakiś dialog, który zapadł Wam w pamięć albo chociaż zmarszczył Wam czoło? Monologi też się liczą.

---> SKOMENTUJ