Close
Close

Czemu publiczne karmienie piersią może przeszkadzać?

Skip to entry content

W 2014 roku pewien kelner w pewnej sopockiej knajpie poprosił pewną klientkę, która zaczęła rozpinać bluzkę, żeby nakarmić dziecko, aby nie robiła tego na stali przy stoliku. Tylko w ustronnym miejscu. Bo takie są zalecenia kierownictwa, które uważa, że gościom restauracji nie podoba się publiczne karmienie piersią. Owa klientka się zirytowała, opuściła lokal, a po powrocie wytoczyła jego właścicielowi proces sądowy o dyskryminację. Rozprawa odbyła się w zeszłą środę i od tego momentu w sieci toczyła się wojna o publiczne karmienie piersią, po czym po weekendzie – jak każda internetowa afera, która trafiła na nieprzyjazny piątek, sobotę i niedzielę – zdechła.

Wojna wyjątkowo jednostronna, dodajmy, bo zadeklarowanych przeciwników karmienia piersią, głośno wyrażających swój sprzeciw była raptem garstka. Góra 7. Mimo, że grupa ta była tak nieliczna, chciałbym poświęcić jej chwilę uwagi, bo chyba wiem o co tak naprawdę mogło im chodzić, a co nie do końca byli w stanie wyartykułować. Ale to za moment.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem nagości w miejscach publicznych, które nie są plażami, basenami, miejscami rekreacyjno-sportowymi, ani klubami ze striptizem. Bardzo nie podoba mi się posunięty do granic absurdu trend na obnażanie się i wmawianie wszystkim wokół, że prawie gołe kobiety na miejskich deptakach są ubrane. To co dzisiejsze nastolatki nazywają letnimi szortami – pomijając, że jest krótsze niż majtki moich rówieśniczek w czasach, gdy sam byłem nastolatkiem – wulgarnie odsłania pośladki, czyniąc je niemal nagie, ale wszyscy udajemy, że tak nie jest. Podobnie jest z leginsami ukazującymi kształt warg sromowych właścicielki, czy dekoltami po pępek, które niedługo zostaną sprowadzone do formy nasutników, bo przecież dopóki nie widać sutka nic się nie dzieje i wszyscy są ubrani, prawda?

Uprzedzając kontrgłosy, nagie męskie torsy też mnie rażą poza plażą, sauną, basenem, czy siłownią. Zasadniczo, mierzi mnie szczucie nagością bez względu na płeć. Tyczy się to również internetu i wszechobecnej golizny wykorzystywanej na potrzeby marketingu. Od banerków hurtowni wędliniarskich, przez youtuberki udające, że prowadzą kanały edukacyjne, po reklamy kosmetyków. Rzygam tą ciągłą próbą sprzedawania WSZYSTKIEGO seksem i żebraniem o moją uwagę za pomocą sterczących cycków, czy prężących się odwłoków. Od jakiegoś czasu czuję się wręcz napastowany. I im dłużej mam kontakt z mediami, tym bardziej jestem zaszczuty erotyką i intymnością, które powinny mieć miejsce w sypialni, a nie być główną tubą reklamową.

I tak przechodzimy do meritum. Uważam, że piersi, tak jak pośladki i wzgórek łonowy, to intymna część ciała, dlatego nie chcę oglądać ich nagich w miejscach publicznych, ponieważ mnie to krępuje i zniesmacza. Tak, wiem, że główną funkcją piersi nie jest bycie obiektem seksualnym, a dostarczanie pożywienia potomkowi i do tego je stworzyła natura. Tyle, że to argument logiczny, a sam ich widok odwołuje się do sfery emocjonalnej, w której kulturowo mamy zakodowane co innego.

Nie mniej, absolutnie nic nie mam do karmienia piersią w miejscach publicznych. Rozumiem, że dziecko to nie dorosły człowiek, któremu można zaplanować śniadanie, obiad i kolację, a potem wymagać od niego przestrzegania godzin poszczególnych posiłków. Nie mam własnego ani nawet cudzego dzieciaka, ale łapię, że to tak nie działa. Tym bardziej nie uważam, że mamy, dopóki dziecko nie skończy liceum, powinny siedzieć w domach i być wyłączone z życia w społeczeństwie. Jestem jak najbardziej za tym, żeby były aktywne i robiły to, na co mają ochotę, nie dając się wtłoczyć w archaiczne ramy.

Jedyne, co może mnie razić, to ostentacyjne epatowanie nagością podczas publicznego karmienia.

Co zdarza się incydentalnie. W ciągu 28 lat zdarzyło mi się widzieć góra jakieś 4-5 razy, jak kobieta z zaspokajania głodu malucha robiła prawie że prowokacyjne przedstawienie, wystawiając nagą pierś i utrzymując ją w takim stanie w trakcie karmienia, więc zdecydowanie jest to marginalne zjawisko, z którego głupio nawet robić aferę. Bezapelacyjnie większość, czy niemal wszystkie kobiety karmiące dzieci własnym mlekiem, które dane było mi zaobserwować, robiły to w taki sposób, że musiałbym się mocno postarać, aby cokolwiek zobaczyć i gdyby nie zawiniątko na rękach, nawet nie miałbym pojęcia, że taka rzecz właśnie się dokonuje. Bo jestem prawie pewien, że dla drugiej strony, czyli matek, to też nie jest turbo komfortowa sytuacja, w której czują się gwiazdami estrady, chcącymi skupić na sobie spojrzenia wszystkich wokół. Piszę jednak o tym, bo w tych kilku przypadkach, gdy owa pierś była zupełnie naga, czułem się skrępowany i średnio komfortowo, ponieważ dla mnie to widok związany ze sferą intymną.

I wydaje mi się, że o to tak naprawdę może chodzić ludziom, którzy są przeciwni publicznemu karmieniu. O intymność.

W dyskusjach na ten temat, na które do tej pory się natknąłem, wiele osób często dość agresywnie broniło w pełni nagiego karmienia piersią, używając jednego z poniższych argumentów:

– „jak ci przeszkadzają gołe piersi, to co z ciebie za facet?” – cóż, uważam, że o byciu prawdziwym, bądź nieprawdziwym facetem decyduje jednak coś innego, niż gotowość do oglądania piersi losowej przedstawicielki płci przeciwnej, niezależnie od sytuacji społecznej, a przede wszystkim niezależnie od tego, czy się na to ma ochotę, czy nie.

– „jak ci przeszkadzają gołe piersi, to się nie patrz” – stwierdzenie w takiej sytuacji „to nie patrz” i oczekiwanie, że rozwiąże to sytuację i usunie dyskomfort, to tak samo jak powiedzenie „nie myśl teraz o różowym słoniu z kwiatami w trąbie”. Nie działa.

– „karmienie piersią to naturalna czynność” – człowiek w swoim życiu naturalnych czynności wykonuje całe spektrum, niektóre codziennie, bądź kilka razy dziennie, jednak sam fakt, że są one naturalne nie sprawia, że powinny być wykonywane publicznie, czy ostentacyjnie. Choćby takie całowanie. Gdy jesteś w restauracji, podejrzewam, że nie masz nic przeciwko temu, by dziewczyna siedząca stolik obok Ciebie okazała uczucia swojemu chłopakowi, dając mu buziaka. Jeśli jednak konsumujesz posiłek tuż przy parze, która za punktu honoru postanowiła pobić rekord w sprawdzaniu sobie nawzajem stanu migdałków językiem, to będzie Ci niekomfortowo jak cholera, bo nie przyszedłeś tam na spektakl intymności, a na obiad. Mimo, że to też naturalne. Z głośnym śmiechem, przesadną gestykulacją, czy każdym innym zachowaniem, które jest nachalne, będzie tak samo.

Podsumowując, w sporze o publiczne karmienie piersią, wydaje mi się, że garstce przeciwników jedyne co może przeszkadzać, to karmienie nagą piersią. Które w rzeczywistości występuje mega sporadycznie, pokazując, że cały konflikt jest w dużej mierze wydumany.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Ciekawy jest zawsze w takich sprawach męski punkt widzenia :-). Jak sam napisałeś, przeciwnikom może przeszkadzać naga pierś, ale z drugiej strony kobiety karmią swoje dziecko zachowując dyskrecję. Staniki mają nawet mały trójkącik, który się odpina. A że ktoś zobaczy stanik? Na plaży jest ich pełno. Teraz siedzę przy stole, patrzę przez okno i co widzę? Duży baner reklamowy z kobietą skromnie ubraną. I jakoś ludziom to nie przeszkadza. Dziś oglądałam film. I była reklama środka poprawiającego higienę dróg intymnych. Też to jakoś nikomu nie przeszkadza. Mnie się wydaje, że pierś kojarzy się z seksem, z erotyką. I nagle okazuje się, że służy do czegoś innego. Dlatego ktoś może poczuć się zniesmaczony.

  • Pingback: Warte uwagi – sierpień 2016 | pazurempisany()

  • Nie no nie mogę jak czytam te komentarze w stylu ” czy tak trudno wziąć chustę?! Czy tak trudno się zakryć?!”
    Yyyy – TAK TRUDNO! kurczę, wyjście z domu z niemowlęciem to pól godziny pakowania pieluch, chusteczek, ceratek, innych akcesoriów, ubierania bobasa, siebie, karmienia przed drogą itp itd jednym słowem wielkie przedsięwzięcie logistyczne. W tym wszystkim nie jest oczywiste „aaa jeszcze wezmę szal, bo a nuż ktos będzie miał problem z moim karmieniem” – to raz.
    Dwa – powodzenia jak ma się bobasa który w spokoju je a nie wkurza go zakrycie mu glowy i ograniczony doplyw tlenu… Mój dziecko podczas karmienia wymachuje szalami niczym flagą ;)
    Kurczę, naprawdę wydaje mi się ze jakby babki karmiły na każdym kroku to wszyscy byliby przyzwyczajeni i nie byloby tylu bezsensownych dyskusji. Kiedys szokowaly odkryte kostki czy kobiety w spodniach a dzis jakos z tym widokiem sobie radzimy. Mysle że to jak wszystko kwestia zdrowego rozsadku tzn nikt o zdrowych zmysłach nie będzie wymachiwał biustem na prawo i lewo tak jak normalny człowiek nie będzie namiętnie całować swojej ukochanej przez 15min na widoku w restauracji wsadzając jej rękę do majtek. Ale to ze ktos tak robi nie powinno być przyczynkiem do generalizowania i zabierania ludziom prawa do okazywania sobie czułości.
    Nie zgadzam się z porównywanie karmienia do przewijania no błagam. Podczas karmienia nic nie śmierdzi, nie ma zagrożenia upaprania sie substancja biologiczna, nie odslania sie narządów plciowych. Normalne kobiety starają się zminimalizować obszar nagiego ciała który odslaniaja ale serio zazwyczaj strategiczne miejsca zasłania głowa malucha.
    I jeszcze taka kwestia: Przy karmieniu w koncu można pogadać lub czegoś posłuchać bo dziecko jest spokojne. Matka niemowlaka nie ma zbyt wielu takich okazji. Dlatego kurczę! niech siedzi przy stole, w kawiarni, restauracji gdziekolwiek, pobędzie troche z ludźmi. Gwarantuje ze każdy kto troche sie oswoi z karmieniem piersią szybko przestanie na to zwracać uwagę. A jak go to strasznie oburza to niech dobrze przemysli czemu. Czy to racjonalne czy to po prostu rzadki widok. Niech przemysli zanim sam/sama będzie miec swoje dziecko i z powodu własnych przekonań zamknie siebie/partnerkę w domu.
    Ja karmię swobodnie wszędzie, dzięki temu jadłam w restauracjach grałam w planszówki, wyjeżdżałam, robiłam pełno rzeczy z moją córką od pierwszych jej dni i nie zwariowałam.

  • S.

    Jak ktoś lubi się obnażać to niech to robi. Jak kobieta chce się zakryć przy karmieniu dziecka to ok. Jak nie chce i świeci biustem to też ok. Jej biust jej sprawa.

    Jak ktoś lubi chodzić w skąpym ubraniu jego sprawa. W czym mi niby mają przeszkadzać za krótkie szorty lub koleś bez koszulki? Nie jest to może zbyt elegancki sposób bycia ale nie wiem na jakiej podstawie mam komuś mówić co ma robić a czego nie.

    Przestańmy mówić innym co mają robić.

    • esca

      Masz rację, przestańmy mówić innym co mają robić. Przestańmy zabraniać ekshibicjonistom obnażania się w miejscach publicznych, przestańmy zabraniać pedofilom gwałcić dzieci, przestańmy zabraniać mordercom zabijać. Żyjmy w anarchii! Na pewno będziesz wtedy szczęśliwsza/y?

      • S.

        To Cię poniosła fantazja. Ekshibicjonista to raczej powód do śmiechu niż do karania. Każdy ma prawo robić to co chce jeżeli nie wyrządza przy tym krzywdy innej osobie (to o mordercach i pedofilach). A gdzie ekshibicjonista robi komuś krzywdę ? Tylko mi nie mów o krzywdzie moralnej i o tym, że ktoś może poczuć się zgorszony bo to zakrawa o kabaret.

  • ka

    gdy zaczyna się dyskusja jak ta, aby się ustosunkować, zawsze czekam na to, co na ten temat napisze konrad kruczkowski albo ty. bo każdy z was w typowy dla siebie sposób, ale bardzo opiniotwórczy i przede wszystkim zdroworozsądkowy, wskazuje mi tory, którymi moje myśli i poglądy powinny się toczyć.

  • Bardzo dobry tekst!
    Ja co prawda widziałam matkę karmiącą dziecko publicznie tylko dwa razy w swoim życiu. Panie robiły to na tyle dyskretnie, że nigdy w życiu nie pomyślałabym, że karmią właśnie dziecko. Dopiero po dłuższej chwili człowiek zorientował się, że ta matka jednak nie przytula dziecka, a je karmi. Poza tym uważam, że tak jak owe dwie matki, które widziałam, można dyskretnie karmić piersią, jedna z nich po prostu przykryła pierś i główkę dziecka apaszką i po problemie, druga miała bardziej zwiewny, obszerny sweter, którym też okryła dziecko. Można? Można!

  • No i spoko, całkiem sensownie to ująłeś :)

  • Aleksandra Muszyńska

    Zgadzam się. Naprawdę wystarczy zakryć strefę akcji jakąś lekką chustą i już jest po zgorszeniu i po zawodach. Gdybym sobie chciała pooglądać biust innej kobiety (a co, cele porównawcze też się liczą) to wybrałabym zgoła inne źródła wizualne – i zrobiłabym to z własnej woli.
    Tymczasem ostatnio na plaży jakaś pani bez żenówy wyjęła była cyc i rozpoczęła karmienie dziecka, nie przerywając dialogu ze znajomymi i poluzowując sobie górę od stroju, żeby i drugi cyc mógł sobie spojrzeć na piękno otaczającego świata.
    To był w ogóle dzień pełen wrażeń, bo chwilę wcześniej jakaś staruszka (na oko późna trójka z przodu w numerze PESEL) na moich oczach w sposób ostentacyjny nie uszanowała zakazu opalania się topless, spacerując w zamyśleniu po plaży. Może dlatego matka karmiąca w sumie po mnie spłynęła – po TAKIEJ zaprawie nic by na mnie chyba nie zrobiło wrażenia. No może tylko karmiąca staruszka topless.

  • Magdalena

    dawno się tak z tobą nie zgadzałam – 100% w punkt!

  • Napiszę jako matka karmiąca:
    Karmię w miejscach publicznych. Okrywam się pieluszką albo szalem. Ot i cyca nie widać, wyglądam jak kobieta okryta czymś i trzymająca dziecko – koniec tematu. Jeśli ktoś w takiej sytuacji jest zgorszony, naprawdę musi być idiotą. Nigdy nie spotkałam się z kobietami, które epatują nagością podczas kamienia, częściej widuję te wspomiane we wpisie za krótkie szorty. ;)

    • Joanna Wu

      Brawo Ty! I czy to na prawde takie trudne miec ze soba pieluszke/chuste/szal? Zakladam, ze takie rzeczy, a przynajmniej pieluszke ma ze soba kazda matka. Czy to na prawde taki problem sie okryc? Ja niestety spotkalam sie kilkakrotnie z matkami epatujacymi naga piersia. Az chce sie podejsc i zapytac czy gdyby nie karmila to tez siedziałaby z wywalonym cycem. Czy karmienie usprawiedliwia wystawiania swoich jakby nie bylo miejsc intymnych na widok publiczny? I zeby nie bylo, jestem jak najbardziej za karmieniem piersia i wiem, ze swoje dziecko chcialabym karmic w ten sposob, jednak dla mnie karmienie piersia w miejscu publicznym, bez wczesniejszego okrycia sie chusta, byloby niekomfortowe. I moze jest w tym pewien paradoks, bo równie chętnie jak karmilabym dziecko piersia, chodze na plaze dla nudystow. I dlaczego tego nie krytykuje? Ano moze dlatego, ze sa to miejsca specjalnie do tego przeznaczone, gdzie z zasady jestesmy nadzy i nikomu to nie przeszkadza. W normalnym zyciu zasady sa takie, ze sie ubieramy i zakrywamy nasze miejsca intymne. I ani moda ani karmienie piersia nie usprawiedliwia epatowania nagoscia. Dodam jeszcze, ze zupelnie nie rozumiem dlaczego rodzice pozwalaja by ich malenkie dzieci biegaly nago przebywajac nad woda. Tak samo jak nie rozumiem malutkich staniczkow i majteczek, ktorych niejednokrotnie w wiekszym rozmiarze nie powstydziłaby sie dorosla kobieta. Sorry ale takie zachowanie podnosi ”atrakcyjnosc” ich dziecka dla potencjalnego pedofila.

    • Piąteczka, robię dokładnie tak samo i nie mam pojęcia o co takie halo.
      Mimo osłonięcia i dyskrecji zdarzyło mi się jednak dostać spojrzenia – gromy od ludzi w knajpie (żeby nie było – nie żadnej full wypas restauracji na randki, zwykłej knajpie gdzie pełno dzieciaków biegało) i uważam że to jednak chamstwo, że przydałoby się społeczeństwu odrobinę edukacji na temat karmienia piersią i akceptacji tego stanu. Zresztą.. matki zawsze mają przesrane, kiedyś karmiłam 3-tygodniowego malucha butelką w parku. Też zostałam skrytykowana, że taki mały i już butelka. WTF? Zamknijmy się najlepiej w domach, poczekajmy aż dzieci skończą 18 lat, bo nasze dysfunkcyjne społeczeństwo jest zbyt wrażliwe by oglądać matki z dziećmi. Taka prawda :)

  • Parę lat temu siedziałam z koleżankami w Galerii Krakowskiej na pierwszym piętrze i jadlyśmy coś w jednym z miejsc serwujących szybkie dania. Po chwili zauważyłysmy nietypową scenę: otóż parę stolików dalej siedziała trzyosobowa rodzinka: rodzice z około 3 letnim chłopcem. Jakież było moje zdziwienie gdy nagle mama zaczęła rozpinać spodnie chłopcu, wyciągnęła jego siusiaka i chłopiec nasikał do przezroczystego kubka. Nie wspomnę, że dookoła ludzie spożywali jedzenie a Galeria Krakowska to nie dżungla, są tam toalety, nawet czynne.

    • Aleksandra Muszyńska

      Chyba bym podeszła i rzygnęła im do tego kubeczka, skoro już lubią kolekcjonować substancje fizjologiczne.

  • Bacha_we_mgle

    Cóż, jestem bezdzietna, więc może nie powinnam się wypowiadać…Do tego większość tego co myślę i czuję na ten temat wyraził już Janek doskonale. Dla mnie po prostu byłoby idealnie, gdyby w restauracjach może był zaaranżowany mały, przytulny kącik dla kobiet, które przyszły z dzieckiem i które właśnie to dziecko muszą nakarmić. Z tego co obserwowałam, to takie karmienie nie zabiera jakoś mnóstwo czasu, więc kobieta karmiąca na taką chwilę mogłaby skorzystać z intymności – i absolutnie nie mówię tu o karmieniu w toalecie – chodzi mi raczej o miejsce, w którym bez przesadnej gimnastyki ze strony matki mogłaby ona nakarmić dziecko bez narażania się na karcący wzrok inny gości. W zasadzie każde inne miejsce publiczne moim zdaniem nadaje się do karmienia w dyskretny sposób. Tylko te restauracje nieszczęsne…
    Nie chcę zabrzmieć jak jakaś nadwrażliwa panienka, ale mi może nawet trochę bardziej niż widok (bo na ogół kobiety jednak dbają o intymność, pomijam te, które wywalają cały biust na wierzch) przeszkadzają odgłosy…nie wiem czy każde dziecko tak je, ale na zawsze mi zostanie w pamięci odgłos ciamkania, sapania i nie wiem czego jeszcze, jaki towarzyszył karmieniu dziecka mojej koleżanki. I na koniec beknięcie. Wieeem, wieeem – to dziecko, to pewnie tak ma być, to naturalne. Ale mi w restauracji właśnie ten aspekt karmienia dziecka przeszkadza (jak łatwo się domyślić – odeszłam trochę od piersi, bo takie atrakcje zapewnia też butelka). Nigdy nie zwróciłam i pewnie nie zwróciłabym uwagi kobiecie, która karmi dziecko w restauracji, ale zwyczajnie odrobinę odbiera mi to apetyt.

  • ja się spotykam z ostentacyjnym karmieniem piersią. Raz na jakiś czas zdarzy się matka, która potrafi wywalić na wierzch cały biust. O zgrozo, zdarza się to najczęściej w kawiarniach i restauracjach. Podkreślam, raz na jakiś czas, nie nagminnie. Wydaje mi się, że takie pozbawione intymności karmienie, jest tylko jednym z zachowań, które składają się na Niekulturalną Matkę-Polkę, która co jakiś czas objawia się postronnym ludziom, w jakże irytujący sposób- i to jest główny problem. Podczas studiów pracowałam w sklepie z odzieżą i kilkukrotnie zdarzyło mi się widzieć, jak matka przewija swoje dziecko na stole z ubraniami. Dosłownie kilka razy. Stosunek liczby matek, które zachowywały się kulturalnie do tych, które nie miały nic przeciwko położeniu brudnej pieluszki na stół, na którym leżały ciuchy, które później ktoś przymierzy, albo wyda na nie pieniąchy i zabierze do domu, był nieporównywalnie większy. Jednak to te drugie zapadają w pamięć. Niestety. Mam też dziwne wrażenie, że akcje typu Karmiące Cyce Na Ulice (dżizas. karmiące. CYCE. na. ulice.) tylko potęgują ten stereotyp. Podobnie jak matki, które rzucają się do gardeł ludziom, którzy wyrażą swoją dezaprobatę ostentacyjnym karmieniem piersią, udając, że kompletnie nie rozumieją, że taka osoba jest przeciwna tylko i wyłącznie NIEDYSKRETNEMU karmieniu. Pamiętam wpis Konrada z Moja Dziewczyna Czyta Blogi, który w bardziej dosadny sposób opisał taką sytuację, ale dzięki temu, że użył takich sformułowań jak, bodajże, ,,rzucanie sutem” przesłanie powinno być jasne. Widocznie nie było to takie oczywiste, patrząc na komentarze pod tym tekstem.
    Jeżeli ktoś uważa, że takie zachowania (nie mówię tylko o publicznym przewijaniu dziecka, czy wywalaniu całej piersi, ale o całym kompleksie zachowań ,,URODZIŁAM< WIĘC MOGĘ WSZYSTKO"), są aż tak marginalne, przypomnę tylko wydarzenie na facebooku, które wzbudziło ogromne emocje: ,,nie zostanę ojcem/matką w 2016". Dla mnie wydarzenie, równie beznadziejne jak milion innych, mówiące o tym, że ktoś nie zamierza się rozmnożyć w danym roku. ALE… Tyle kurew i życzeń śmierci, które poleciały w stronę ludzi którzy (no błagam), nie chcą się rozmnożyć w 2016, nie poszło nawet z usty Talibów, plujących na flagę USA. ja sama, jak zapytałam na jakimś forum, o polecenie hotelu, w którym przyjmują tylko gości od 18 roku życia (bo chciałam spędzić wakacje w spokoju, anie dlatego, że z całego serce nienawidzę wszystkich dzieci), zostałam totalnie zbluzgana, przez kilku użytkowników forum. Zaznaczam, że słowo ,,suka" przy tych epitetach, było jak puchaty kotek rzucony w stado dobermanów.

  • Pełna zgodność z Tobą!
    Swoją drogą trochę mnie śmieszy i dziwi zarazem, że argument o piersiach, których przeznaczeniem jest karmienie, a nie zaspokajanie walorów estetycznych jest tu używany. Głównym przeznaczeniem innych części ciała (dokładnie tych!) jest załatwianie potrzeb fizjologicznych, co nie znaczy, że powinniśmy sobie z gołymi tyłkami chodzić po ulicach albo dziwić się, że ktoś może mieć z tym problem.

  • Możliwe, że byłabym wrogiem nr 1 każdej matki. Sama jestem kobietą i choć nie mam dzieci, rozumiem trochę ich punkt widzenia. Ale tylko trochę. Prawdę mówiąc nie chciałabym jeść obiadu z przyjaciółmi, ukochanym czy rodziną, kiedy przy stoliku obok jest karmione piersią dziecko. Naprawdę rozumiem, że teraz ze wszystkim można iść do sądu, a SM uginają się od afer tego typu, ale kurczę, nie narzucajmy innym widoków, które nie są normalne przy jedzeniu. Ok, może w domu pani karmi dziecko i je z rodziną jednocześnie, ale warto też zastanowić się nad innymi przebywającymi w lokalu. Kelner zrobił to, o co poprosili go prawdopodobnie inni, albo sam poczuł, że tak nie przystoi. Ludzie idą do restauracji, aby wyrwać się od codzienności, świętować coś lub pobyć sami. Po co narzucać im widoki, od których może uciekają choć na chwilę? Mnie taki widok przeszkadza. Kilkakrotnie widziałam, jak w pubie czy innym lokalu, a nawet w markecie, matka karmiła dziecko piersią i to jest dla mnie nie do przejścia. Szanujmy się wzajemnie, dziecko ok, nie poczeka, ale to matka ma głowę od tego, żeby w tej sytuacji myśleć też za dziecko. Szanujmy się wzajemnie i tyle. Można znaleźć ustronne miejsce albo zapytać kelnera, na pewno by pomogli.

    • Jasne, z tym, że kelner zaproponował tej pani kibel, więc o jakim szacunku mowa. Niestety jest to dość częste zjawisko,że matkom karmiącym proponuje się toaletę.
      Myślę, że dyskretna, zasłonięta chustą pierś przy stoliku nie zmniejszyłaby komfortu jedzenia postronnych. Siedzenie na sedesie podczas posiłku dziecka (bo wiele osób zapomina, że chodzi właśnie o to – o posiłek małego człowieka) zdecydowanie zmniejsza jego komfort jedzenia.
      Karmię już trzecie dziecko, publicznie robię to tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne i wierz mi, że jest to dla mnie absolutnie niekomfortowa sytuacja, staram się szukać miejsc ustronnych, z tym, że niestety nie zawsze w danej chwili się da. Natomiast w kiblu karmić nie mam zamiaru, podobnie jak inni goście restauracji również nie chodzą tam jeść. To chyba jasne!

      Myślę, że wszyscy szczujący teraz matki karmiące w knajpach, powodujący, że jeszcze trudniej im będzie poruszać się w i tak niezbyt przyjaznej matkom i rodzinom przestrzeni publicznej, ci ludzie powinni znaleźć sobie jakiś nowy cel do ataków – nie wiem.. facetów sikających po murach, albo łażących bez koszulek po mieście. Plakaty bielizny z biustem niemal całym na wierzchu.. Ludzi, którzy głośno przeklinają w miejscach publicznych.. cokolwiek! Większość matek naprawdę nie chce by postronni oglądali ich biusty i zasłania się jak może,dlatego absolutnie nie rozumiem tej niechęci, która przewala się przez komentarze w mediach.

      • Może to właśnie natura ludzka, która sprawia, że nie każdemu pasuje to samo i nasze prawo do wypowiadania swoich opinii bez konieczności ich zmieniania. Ok, może gdyby pojawiła się jakaś chusta czy cokolwiek, to by było w porządku. Ja niestety nie miałam tyle szczęścia :( Ludzie szczują nie tylko matki karmiące, ale też dzieci biegające po knajpach bez opieki. Ale szczują też zwolenników PiS czy osoby chodzące w dresach. Z niczym nie wygrasz, bo ile ludzi, tyle poglądów, a każdy chce być najmądrzejszy :)

  • wykarmilam 3 dziewczyny( najmlodszą jeszcze karmię) i nigdy , ale to nigdy nie spotkałam się z agresją i niechęcią, wręcz przeciwnie, gdy ktoś zauważył,że karmię, to się sympatycznie usmiechnął i szedł dalej, tudzieź zajmował własnymi sprawami. raz w parku jakiś staruszek skomentował bardzo przychylnie.. ( karmiłam nawet w sushi barze). Jesli kobieta robi to ostentacyjnie tzn,że chce szokować, ja takich nie spotkałam.. tak samo jak nieuprzejmych urzędniczek. chyba żyję w innym matrixie

  • Napisałam dokładnie to samo u siebie. Nie razi mnie karmienie piersią, a robienie striptizu w miejscu publicznym (tak, za krótkich spódniczek i nagich torsów też to się tyczy). Konrad Kruczkowski bardzo ładnie w dyskusji na ten temat u siebie napisał, że rozmawiać nie powinniśmy o tym czy wolno karmić piersią w miejscu publicznym, ale o tym jak to robić kulturalnie, tak, by nie naruszać strefy komfortu otoczenia, a także samej matki i dziecka.

  • Ja się zastanawiam, o co ten cały spór i krzyk i czy może żyję w jakimś innym świecie…? Bo chyba nigdy nie spotkałam na swojej drodze mamy, która z karmienia dziecka robiłaby wielkie przedstawienie. Widuję je raczej w zacisznych miejscach w parkach, ewentualnie w galeriach handlowych, a piersi podczas karmienia mają zazwyczaj zakryte. Tak jak piszesz, Janku, epatowanie nagością to incydentalne przypadki. Zwykle taki widok nie zniesmacza, wręcz przeciwnie – u mnie powoduje uśmiech na twarzy i to raczej nie z powodu niezaspokojonego instynktu macierzyńskiego. Po prostu widzę miłość. :)

  • Ewa Kędziora

    To trochę jak z tą głośną sprawą przewijania dziecka w zatłoczonym tramwaju, gdzie temperatura wewnątrz sięgała tej w saunie. Generalnie dla mnie sprawa była jasna – umówiliśmy się gdzieś, kiedyś na etapie budowania cywilizacji, że pewne rzeczy załatwiamy w intymności i nie zmuszamy innych do bycia świadkami. Udało nam się nawet stworzyć toalety. A jednak, okazało się, że było mnóstwo ludzi, którzy uznali, że rozwijanie pieluchy z odchodami i zabijanie innych w środku lata tym smrodem było normalne, a reakcja motorniczego barbarzyńska i prostacka. Być może dlatego, że nie musieli wtedy jechać tym tramwajem, z którego ludzie zaczęli masowo wysiadać. Pewnie dlatego, że wzruszyła ich ta całkowita naturalność i poszli się rozmnażać. Nie dziwi więc szczucie zwolenników karmienia piersią.

    • Paulina

      Całkowicie się zgadzam! :)

    • Mam za sobą wątpliwą przyjemność przewijania pieluch (jak również przed sobą, bo potomstwo w drodze) i w życiu nie przyszłoby mi do głowy, robić TO w tramwaju, gdzie ledwo sama stoję, cudem trzymam wózek (jeśli takowego używam) i modlę się, żeby czym prędzej dojechać i wysiąść. Pomijając oczywiste względy estetyczne – jeśli ktokolwiek potrafi przewijać w tym czasie cokolwiek i komukolwiek, podziwiam za wyczynowość ;)

      • Joanna Wu

        No widzisz, bo niektórzy znają granice, a inni w myśl tego owczego pędu ku promowaniu naturalności nie potrafią powstrzymać sie od epatowania nagością. Ciekawa jestem ile z takich osób zastanowi sie choc przez chwile czy w pobliżu nie ma np. pedofila?

      • Ewa Kędziora

        Swoją drogą, to naprawdę zabawne, że ludzie uważają publiczne karmienie piersią za super naturalne, cudowne i radosne, ale wciąż musimy pokazywać w reklamach podpasek elfią krew koloru niebieskiego, żeby nikomu nie zaburzyć estetyki podczas obiadu.

        • Jednak jemy przy stole, załatwiamy się na osobnosci, taki rozdział służy społeczeństwu. Nie rozumiem ani karmienia piersią przy stole (nigdy tego nie robiłam, dla własnego komfortu) ani w toalecie – bo to niegodne jeść w takich warunkach, a mały to człowiek pełną parą. To zwyczajnie kwestia przewidywania, przecież małe dziecko nie je non stop, można nakarmić przed albo po posiłku, to da się załatwić :)

    • Agnieszka S.

      Co do zmiany pieluch w miejscu publicznym, to gdy pracowałam w sklepie ( duże centrum hadlowe w Warszawie) miałam taka sytuację, że jedna z matek postanowiła przesunąć ubrania, które leżały na stole i zmienić pieluchę na nim. Po czym zostawiła brudnego pampersa przy manekinie, który stał nieopodal. Duże CH, które jest wyposażone w łazienki z przewijakami, ale po co wychodzić ze sklepu do łazienki, skoro można to zrobić na miejscu?

Zrobiłem sobie test na HIV. Jak to wygląda i dlaczego warto?

Skip to entry content

wpis jest elementem kampanii społecznej #mamczasrozmawiac

Mam to niewątpliwe szczęście, że seks w moim domu nigdy nie był tematem tabu i żeby dowiedzieć się skąd się biorą dzieci, nie musiałem czekać do lekcji biologii w czwartej klasie podstawówki, w międzyczasie polując z lornetką na bociany. Zresztą, nikt mi nie opowiadał takich głupot i jedząc gołąbki nie miewałem napadów paniki, że coś twardego między liśćmi kapusty, to nie ziarnko piasku, tylko jednak noworodek.

Zawsze mogłem porozmawiać o tym z mamą, a w zasadzie to ona rozmawiała o tym ze mną.

To od niej dostałem pierwszego „Playboya”, żeby z kobiecego ciała nie robić jakiejś tajemnicy poliszynela. Od niej też usłyszałem, że kiedy dojdę do etapu, w którym będę chciał z kimś pójść do łóżka, to powinienem mieć prezerwatywę. I ta rozmowa miała miejsce długo zanim przeżyłem swój pierwszy raz, a nie tak jak w wielu przypadkach, rok albo dwa lata po. Albo wcale. Podobnie było z tłumaczeniem, że kondomy zabezpieczają nie tylko przed staniem się rodzicem, w momencie kiedy zupełnie nie jest się na to gotowym, ale również przed chorobami.

Na przykład przed HIV.

Czym jest HIV, czym nie jest i co o nim wiemy?

HIV to ludzki wirus upośledzenia odporności. Innymi słowy: skomplikowane cząsteczki organiczne, które mogą spowodować, że Twój organizm będzie miał odporność na tak niskim poziomie, że zapalenie płuc może Cię zabić.

Czy HIV można się zakazić przez pocałunek albo dotyk? Nie. HIV można się zakazić tylko trzema drogami: przez krew (w sensie kontakt z krwią osoby zakażonej), przez seks (także oralny) lub przez poród (od matki).

Czy HIV można się zakazić korzystając z tych samych sztućców? Nie.

A z tego samego prysznica? Też nie.

A z tego samego basenu? Również nie.

A od ukąszenia komara? Także nie. Jak podają badania z 1989, nie ma możliwości, żeby owady przenosiły HIV.

Czym HIV różni się od AIDS?  HIV to wirus, natomiast AIDS to choroba, którą ten wirus wywołuje. Możesz być zakażony HIV nawet przez kilkanaście lat i o tym nie wiedzieć, bo sam wirus nie daje żadnych odczuwalnych oznak. Dopiero, gdy przechodzi w AIDS, daje o sobie znać, bo wtedy złapanie zwykłego przeziębienia staje się walką o życie.

Czy z HIV da się żyć? Jak najbardziej i dodatni wynik na teście wcale nie jest wyrokiem. Przy poziomie dzisiejszej medycyny, dzięki lekarstwom, z HIV da się funkcjonować zawodowo, społecznie, a także związkowo.

Czy jeśli uprawiam seks z jednym i tym samym facetem, i jest on moim pierwszym, to nie ma szans, żebym miała HIV? Dopóki się nie zbadasz, nigdy nie możesz być pewna, bo po pierwsze: mogłaś się zakazić w inny sposób, niż przez seks, po drugie: skąd wiesz, że on nie jest zakażony?

Czy problem HIV dotyczy tylko narkomanów? Nie. Wśród osób zarejestrowanych w 2016 roku, tylko 3% z nich zakaziło się wirusem przy okazji wstrzykiwania narkotyków. Co ciekawe, największą grupą wiekową, której dotyczy zakażenie, nie są – jak mogłoby się wydawać – szalone, nieodpowiedzialne małolaty, tylko ludzie między 30 a 39 rokiem życia. Dorośli.

Czy jeśli używam prezerwatyw, to nie muszę zwracać uwagi na to z kim sypiam i nic mi się nie stanie? Byłoby pięknie, ale nie jest tak do końca. Cytując WHO:

Używanie prezerwatyw chroni przed 80% do 95% zakażeń wirusem HIV, które pojawiłyby się, gdyby prezerwatywy nie zostałyby użyte (nie znaczy to, jednak że 5% do 20% użytkowników prezerwatyw zakazi się HIV).

Tak że, jeśli nie kochasz się z osobą, która się zbadała i wyszedł jej ujemny wyniki, to jakieś ryzyko – niewielkie, ale jednak – istnieje zawsze.

Jak wygląda test na HIV?

W każdym województwie w Polsce są miejsca, gdzie możesz zrobić BEZPŁATNIE i ANONIMOWO test na obecność wirusa HIV. Ja swój robiłem w Zakładzie Mikrobiologii na drugim piętrze Szpitala Uniwersyteckiego na ulicy Mikołaja Kopernika 19, ale jeśli nie mieszkasz w Krakowie, to bliższy siebie punkt możesz sprawdzić na mapce.

  • Nie musisz się wcześniej zapisywać, rejestrować, ani w inny sposób planować badania z wyprzedzeniem. Po prostu przychodzisz i stajesz w kolejce.
  • Nie musisz być ubezpieczony, żeby wykonać badanie. Test jest w pełni anonimowy, w związku z czym, nikt nie pobiera od Ciebie żadnych danych.
  • Nie musisz się przejmować tym „co ludzie o Tobie pomyślą”. Na badania do punktów konsultacyjno-diagnostycznych wszyscy przychodzą w tym samym celu, a w kolejce spotkasz zarówno osoby młodsze od Ciebie, starsze, kobiety, mężczyzn oraz pary.
  • Nie musisz się przejmować tym „co lekarz o Tobie pomyśli”. Osoby pracujące w punktach wykonujących anonimowe testy na HIV są specjalistami, którzy chcą pomagać innym. Są bardzo serdeczni i nie ma mowy, abyś odczuł, że w jakiś sposób Cię oceniają.

Zanim zostanie Ci pobrana krew, rozmawia z Tobą konsultant, tłumacząc jak naprawdę działa HIV, ponieważ sporo osób nie ma świadomości tych mechanizmów. A część, googlując objawy swoich problemów zdrowotnych, sama się diagnozuje, wyczytując na forach internetowych, że osłabienie i ból mięśni to na pewno HIV. Najczęściej, na szczęście, to tylko przeziębienie, stres albo grypa.

Po spokojnej rozmowie idziesz na pobranie krwi, podajesz hasło na jakie będą Ci wydane wyniki badań (tak zaskoczyło mnie to pytanie o hasło, że podałem pierwsze słowo, które mi przyszło do głowy: „pizza”) i po tygodniu przychodzisz po ich odbiór.

Gdy masz się dowiedzieć, czy Twój wyniki jest negatywny, czy pozytywny, również nie jesteś pozostawiony sam sobie, tylko – jak na pierwszym etapie – rozmawia z Tobą konsultant. W moim przypadku potwierdziło się, że nie jestem zakażony, w związku z czym, rozmowa ograniczała się do informacji, co zrobić aby tak pozostało. I sugestii, aby ewentualna partnerka – niezależnie czy stała, czy tymczasowa – również się przebadała.

Bo dopóki nie wykonasz testu, nigdy nie możesz być pewien. Dlatego ja zrobiłem swój.

#mamczasrozmawiac

Z każdym rokiem, w dyskusjach publicznych, seks coraz bardziej przestaje być krępującym tematem, jednak wciąż jest wiele rodzin, gdzie stosunek płciowy określa się „robienie tych rzeczy”, „wchodzeniem pod kołderkę”, „ciupkaniem” lub w inny enigmatyczny sposób, a kwestia chorób przenoszonych drogą płciową jest zupełnie pomijana. Wciąż jest wiele osób, które nie wiedzą jak się zabezpieczać, żeby się nie zakazić HIV, bo nie dowiedzieli się tego ani od rodziców, ani od nauczycieli. Bo każdy z nich bał się o tym rozmawiać. Bo nie wiedział jak to zrobić.

Dlatego cieszę się, że powstają takie kampanie jak #mamczasrozmawiac (organizowana przez Krajowe Centrum ds. AIDS), bo oczywiście uświadamiają co, jak, z czym i dlaczego, ale przede wszystkim pokazują, że o seksie można i powinno się rozmawiać. Publicznie, w związku i w rodzinie. I że tych rozmów nie trzeba się bać.

Więcej informacji znajdziesz na http://mamczasrozmawiac.aids.gov.pl

---> SKOMENTUJ

Sytuacje, w których warto mówić wprost

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z marką tołpa

Wiele osób, nawet poproszonych o wyrażenie swojej subiektywnej opinii, ma problem z mówieniem wprost, postrzegając to jako sposób na sprawienie komuś przykrości. Jakoś tak się przyjęło, że bezpośrednie odmawianie komuś, przekazywanie jednoznacznie krytycznych uwag, bądź wypowiadanie się w niezawoalowany sposób nie po myśli drugiej strony, to coś złego. Oczywiście osobiście, w kontakcie jeden na jeden. Bo w internecie, w komunikacji jeden do wielu, sprawa wygląda już nieco inaczej.

Czy faktycznie mówienie wprost, to działanie, którym można zrobić komuś krzywdę? Uważam, że wręcz przeciwnie, a oto kilka sytuacji, które to potwierdzają.

Praca

Z pracy zostałem zwolniony jeden jedyny raz w życiu. Dokładnie 8 lat temu, na samym początku życia w Krakowie, gdy łapałem się każdego zajęcia, byleby tylko zdobyć pieniądze na opłacenie połowy pokoju w obskurnej kamienicy. Zawód, który wówczas wykonywałem, był połączeniem akrobatyki z księgowością i elementami aktorstwa. Chodzi oczywiście o bycie kelnerem. Biorąc pod uwagę, że moje miejsce pracy nie było ani Wierzynkiem, ani restauracją w Hotelu Starym, tylko sieciową pizzerią w Galerii Krakowskiej, wydawało mi się, że moje umiejętności są wystarczające, aby zapisać na kartce zamówienie, a później przynieść talerz. Ku memu zaskoczeniu okazało się, że nie i po tygodniu zostałem zwolniony.

Zastanawiacie się dlaczego? Ja też, jednak po usilnych prośbach o podanie powodu, usłyszałem, że „nie pasuję do zespołu”.

Z takim argumentem trudno polemizować, a jeszcze trudniej wyciągnąć z niego jakąś lekcję. Wydawało mi się, że współpracownicy mnie lubią, nikt nigdy nie zrobił mi kocówy w szatni i też nie byliśmy grupą naukowców wysłaną w kosmos w celu kolonizacji nowych planet, tylko osobami podającymi pizzę, więc kompletnie nie wiedziałem, o co tak naprawdę mogło chodzić. Gdybym usłyszał, że powodem było notoryczne mylenie zamówień, nieposkromiona niezdarność, przejawiający się wystającą słomą z butów totalny brak kultury, albo chociaż seks na zapleczu z narzeczoną menadżera w trakcie godzin pracy, mógłbym to poprawić. Albo chociaż wyciągnąć z tego naukę na przyszłość. Gdy jednak zostałem zbyty mało wyrafinowaną ściemą, nie przyniosło to pożytku żadnej ze stron.

W późniejszej pracy – czy to w biurze nieruchomości, czy w portalu internetowym, czy w agencji reklamowej – gdy słyszałem zachowawcze i nieinwazyjne „wiesz, ten tekst, który mi podesłałeś mógłby być lepszy”, zawsze prosiłem o krytykę wprost, co konkretnie jest źle lub czy może całość jest beznadziejna, a jeśli tak to dlaczego. Tylko w taki sposób mogłem faktycznie poprawić to, nad czym pracowałem, a druga osoba być z tego zadowolona. Inaczej błądziłbym po omacku i oboje tracilibyśmy czas.

Związek

– Jesteś zła?
– Nie.
– O co ci chodzi?
– O nic.
– To czemu zachowujesz się jakbyś była obrażona?
– Domyśl się.

Gdyby faceci dostawali dychę za każdym razem kiedy słyszą od kobiet „nic” lub „domyśl” się, mogliby przestać chodzić do pracy. Z kolei, gdyby kobiety dostawały stówę za każdym razem, gdy faceci naburmuszają się i gapią w ekran, zamiast jakkolwiek zwerbalizować to, co siedzi im w głowie, w ogóle nie musiałyby rozpoczynać kariery zawodowej. Umiejętność mówienia wprost o swoich emocjach i potrzebach to podstawa zdrowego związku, mimo to wiele osób jej nie posiada lub nie chce używać, wymagając od partnera aby był jasnowidzem. Nie chcę nikogo martwić, ale do Wyroczni Delfickiej jest jednak kawałek, Maciej Wróżbita też jest tylko jeden, a wróżenie z fusów też jest mocno zawodne, więc postawiłbym jednak na rozmowę. Otwartą rozmowę. Czyli bez zdań w postaci monosylab.

W końcu jak macie być szczęśliwi, skoro nie powiecie sobie wprost, czego Wam do tego szczęścia potrzeba?

Sprawy domowe

Kto kiedykolwiek mieszkał ze współlokatorami, ten wie jak irytuje zlew zawalony brudnymi naczyniami, worki ze śmieciami piętrzące się pod drzwiami, czy włosy zapychające odpływ pod prysznicem. Z kolei osoby, które doprowadzają do takich sytuacji często kompletnie nie zdają sobie z tego sprawy, dopóki im się o tym nie powie. I to nie za pomocą aluzji godnych asów dyplomacji, czy metafor na miarę mistrzów retoryki, bo te, w takich przypadkach, niestety nie działają. Jeśli zachowanie osoby, z którą mieszkasz doprowadza Cię do szału, niezależnie, czy to kwestia sprzątania, niegaszenia światła, czy stosunków płciowych o natężeniu dźwięku przekraczającym Twoją granicę komfortu, to najprościej będzie jej powiedzieć o tym.

Komunikowanie się z drugim człowiekiem w sytuacji konfliktowej zawsze jest lepsze, niż jego brak, a w 95% tego typu przypadków, samo poinformowanie o problemie wystarcza aby go rozwiązać.

Seks

Jedyny szczyt jaki jesteś w stanie osiągnąć ze swoim partnerem to Giewont? Z uniesień zostało Ci już tylko uniesienie brwi? Łóżko kojarzy Ci się jedynie ze snem, bo to, co tam robicie bardziej Cię usypia niż podnieca? Zamiast gry wstępnej wolałbyś już pograć w Pokemony? Pod kołdrą jesteście jak dwie równoległe, które nigdy się nie przetną? Nie wiesz po cholerę Wam ta kołdra? Warto o tym porozmawiać nazywając rzeczy po imieniu, bo ze zmowy milczenia jeszcze żaden seks dekady nie wyszedł.

Twórczość

Kiedy zaczynałem zabawę słowem, pierwsze teksty dawałem do oceny przyjaciołom i zaufanym znajomym, żeby powiedzieli mi, co o tym myślą. Wolałem od nich usłyszeć, czy da się to czytać, czy raczej oczy krwawią od gwałtu na języku polskim, niż bez takiego sygnału ostrzegawczego wystawić się na publiczną ocenę i spalić w ogniu krytyki obcych osób. Jeśli byłbym przekonany, że jestem reinkarnacją Barry’ego White, a w rzeczywistości wyłbym jak Enrique Iglesias bez playbacku, to oczekiwałbym, że przyjaciele powiedzą mi o tym, a nie będą udawać, że mam złoty głos, byleby tylko mnie nie urazić, wprowadzając tym samym w błąd. I ładując na minę.

Marki

Od dawna mamy na rynku więcej produktów niż potrzebujemy, dlatego od jakiegoś czasu nie kupujemy butów, telefonu, czy kawy samej w sobie, tylko emocje jakie wzbudza w nas dana rzecz. A raczej jej logo. Ucieczka od tego jest raczej niemożliwa i też nie wiem, czy konieczna, bo cały sęk w tym, by robić to świadomie. Świadomie wybierać produkty i dokonywać zakupów. Trudno jednak to zrobić w momencie, gdy nie wiemy do czego dana rzecz tak naprawdę jest i po co, z użytecznego punktu widzenia, mielibyśmy ją w ogóle kupować.

„Po co?”, „o co cho?” i „dlaczego?” pytam się sam siebie, widząc większość męskich kosmetyków, a czytając ich opisy, czuję się jak stereotypowa kobieta w jeszcze bardziej stereotypowej komedii, gdy mąż robi do niej podchody w nadziei na kopulację. Dostaję migreny. Dlatego autentycznie cieszę się, że jest taka marka jak tołpa, która stoi po drugiej stronie barykady, wprost informując na co i dla kogo jest dany krem, bez specjalnego owijania w bawełnę. Ich produkty mają prosty, czytelny dizajn, jasne, przejrzyste etykiety i jednoznaczne, niewymagające doktoratu z zakresu dermatologii, opisy. I to naprawdę zajebiście ułatwia sprawę.

…nasze kosmetyki i ich opisy są dla mężczyzn. A nie odwrotnie. Dla mężczyzn, którzy używają słowa „metro”, gdy mają na myśli środek komunikacji w dużym mieście. I tyle. Którzy chcą myśleć o sobie jako „nowoczesnych, dobrze wyglądających facetach”. I myślą.

To fragment z oficjalnej strony z zakładki mówiącej „dla kogo jesteśmy?”. Chciałbym, żeby każda marka była w stanie tak bezpośrednio odpowiedzieć na to pytanie.

Konkurs – 30 zestawów kosmetyków!

…ktoś mógłby powiedzieć, że wygląd zewnętrzny nie jest najważniejszą rzeczą na świecie. Ale my uważamy, że to, jak czujemy się każdego dnia, wpływa na całe nasze życie. Zadowolenie to suma drobnych, ale przemyślanych decyzji.

my to nazywamy małą wielką pielęgnacją.

To z kolei fragment manifestu tołpy, pod którym mógłbym się podpisać obiema rękami, gdybym tylko posiadał taką moc w lewej dłoni. Jeśli również zgadzacie się z tym mottem, to jest opcja, że zgodzicie się jeszcze mocniej, jeśli przekonacie się czym jest „mała wielka pielęgnacja” na własnej skórze. Mówiąc dosłownie. tołpa ma dla Was 30 zestawów swoich kosmetyków z linii green, każdy o wartości 120zł, które możecie zgarnąć w konkursie. Co trzeba zrobić?

green nawilzanie oczyszczanie men

Zadanie jest banalnie proste, wystarczy, że podacie swój przykład życiowej sytuacji, w której warto mówić wprost, wraz z krótkim uzasadnieniem, dlaczego.

Swoje odpowiedzi możecie zamieszczać w komentarzach pod tym tekstem albo w komentarzach na Fejsie, gdzie Wam wygodniej. Czas na wpisanie komentarza ze swoją propozycją (co jest równoznaczne z akceptacją regulaminu) i zgarnięcie zestawu macie do 11.08. do godziny 23:59. Następnego dnia, w tym tekście, pojawią się wyniki zabawy, a zwycięzców wybiorę oczywiście na podstawie swojego widzimisię, aczkolwiek jak zwykle najwyżej punktowana będzie kreatywność i humor. W międzyczasie możecie zajrzeć na stronę tołpa:off, gdzie znajdziecie sporo inspiracji odnośnie wyłączania się z dzikiego pędu i wrzucania na luz.

To jak, w jakich jeszcze sytuacjach warto mówić wprost?

autorem zdjęcia w nagłówku jest Toms Baugis
---> SKOMENTUJ

Jak naprawdę było na Światowych Dniach Młodzieży?

Skip to entry content

Powiedzieć, że jestem zdystansowany do religii, to jak II wojnę światową nazwać nieporozumieniem kilku narodów. Równie ciepłe uczucia żywię do większości polskich księży, nie wzdrygając się, gdy słyszę określenie „czarna mafia”. Biorąc pod uwagę powyższe i nagonkę jaką media zrobiły zapowiadając Światowe Dni Młodzieży, szerząc tym samym popłoch, byłem bardzo negatywnie nastawiony do tego wydarzenia i (tak jak większość mieszkańców Krakowa) przymierzałem się od ucieczki na czas trwania kościelnego spędu. Summa summarum na wakacje poleciałem jednak tydzień wcześniej i okazało się, że będę na miejscu przez cały okres trwania imprezy, więc stwierdziłem, że schowam instynkt samozachowawczy do kieszeni i zrelacjonuję Wam tę szumnie zapowiadaną apokalipsę wchodząc w sam jej środek.

Jak naprawdę wyglądały Światowe Dni Młodzieży? Czy faktycznie był to koniec świata? Czy Kraków został zdewastowany jak Warszawa w trakcie wojny? I najważniejsze, czy pomnik Adama Mickiewicza na płycie Rynku Głównego został zastąpiony pomnikiem Stanisława Dziwisza? Zapraszam do lektury.

Czy miasto było totalnie sparaliżowane?

Światowe Dni Młodzieży

Wszyscy spodziewali się kompletnej blokady ulic i uniemożliwienia poruszania się komunikacją miejską, przez co wracając do Krakowa z lotniska w Pyrzowicach myślałem, że nie będę w stanie nawet wjechać do miasta. W rzeczywistości wjazd i wyjazd z Krakowa odbywał się nie tyle bez większych, co w ogóle bez, problemów, a jedyne faktyczne utrudnienia w ruchu drogowym były w okolicach Błoń, gdzie miała miejsce główna część imprezy i na starym mieście, gdzie były koncerty. Dla osób, które jadąc do pracy musiały przebić się przez Aleje Trzech Wieszczy, Straszewskiego, Zwierzyniecką, Focha, czy Kościuszki, było to z pewnością irytujące (no chyba, że jechały na rowerze, to zero zmartwień), jednak w pozostałych częściach miasta na ulicach był totalny luz i poruszano się po nich sprawniej, niż w „normalne” dni.

Tak było poza niedzielą. W niedzielę ulewa, wybrzuszenie się szyny na Basztowej i dzika ilość pielgrzymów chcąca wydostać się z Krakowa rzeczywiście niemal sparaliżowała miasto. Choć i tak nie było takiej tragedii jak w Kostrzynie nad Odrą w ostatni dzień Woodstocku.

Zero spokoju, ciągła wrzawa?

Światowe Dni Młodzieży 1

Jeśli ktoś mieszka w okolicach Rynku Głównego, czy Błoń, to hałas związany z modłami uczestników mógł go wkurzać. Tyle, że jeśli ktoś mieszka w okolicach Rynku Głównego, czy Błoń, nie powinien wyjątkowo oburzać się na Światowe Dni Młodzieży, bo w tych rejonach zawsze się coś dzieje. Takie uroki posiada lokum w środku turystyczno-imprezowego miasta. Poza ścisłym centrum jedyne nietypowe dźwięki jakie dało się zaobserwować, to śmigła helikopterów i sygnały karetek, w częstotliwości średnio raz na godzinę, ale głównie w ciągu dnia. Nic co by było w stanie realnie utrudniać „normalne” funkcjonowanie.

Czy Toitoie zniszczyły wizerunek miasta?

Światowe Dni Młodzieży 2

Biorąc pod uwagę, że są rozmieszczone średnio co kilometr i wyglądają tak jak wyglądają, to nie wpływają wyjątkowo pozytywnie na estetykę miasta, ale nie jest też tak, że go doszczętnie szpecą. Przypał na poziomie plakatów wyborczych, a przynajmniej można się wysikać.

Czy Kraków zamienił się w miasto policyjne?

Światowe Dni Młodzieży 3

Służb porządkowych na ulicach było całkiem sporo i to nie tylko policjantów i strażaków miejskich, ale i żołnierzy. Mimo wszystko nie dawali się we znaki bardziej niż zwykle i skupiali się na tym co potrafią najlepiej, czyli na sprawianiu wrażenia, że panują nad sytuacją.

Czy Kraków zamienił się w miasto kościelne?

Światowe Dni Młodzieży 4

Biorąc pod uwagę ile w byłej stolicy przypada kościołów na metr kwadratowy, to nie wiem, czy mogłaby być jeszcze bardziej kościelna niż jest na co dzień. Jeśli jednak chodzi o obowiązek żegnania się przed przejściem przez ulicę, czy odmawianie zdrowaśki po każdej bani, to nic takiego nie miało miejsca. W mieście nie została wprowadzona prohibicja, a strony startowe w przeglądarkach nie pozmieniały się automatycznie ani na Deon, ani na Opokę, a tym bardziej na Frondę. Ba, nawet za współżycie przedmałżeńskie nie zaczęto zamykać ludzi w więzieniach.

Czy pielgrzymi przyjechali tylko się nachlać?

Światowe Dni Młodzieży 5

Po opowieściach na temat tego, co się dzieje na pielgrzymkach do Częstochowy, dopuszczałem możliwość, że ci wszyscy ludzie pod przykrywką modłów zebrali się tylko po to, żeby walić dynks i wstrzykiwać marihunaen dla niepoznaki zwane Marią. Niestety, pielgrzymi rozczarowali mnie jak długo wyczekiwany pierwszy stosunek płciowy i ani razu nie widziałem, żeby przeprowadzali jakąś libację alkoholową, czy spali w rowie. Albo zażywali jakiś mocniejszy narkotyk, niż ciało Chrystusa. Nawet na koncertach bawili się bez używek. Nie wiem, czy krakowski smog ich tak porobił, ale wszystko wskazuje na to, że te kilkaset tysięcy ludzi z najdalszych zakątków globu naprawdę przyjechało w związku z wiarą, a nie okazją do melanżu po bandzie.

Imponujące.

To jak było naprawdę?

Światowe Dni Młodzieży 6

Tak naprawdę, to było zajebiście! Serio!

Kraków na co dzień zdecydowanie nie jest wymarłą noclegownią, ale przez ten tydzień jeszcze bardziej tętnił życiem i pozytywną energią, wszędzie było widać uśmiechniętych ludzi każdej rasy, wieku i wzrostu w kolorowych pelerynach i ten nastrój udzielał się innym. Podchodziłem do Światowych Dni Młodzieży spodziewając się najgorszego, wizualizując bombardowanie, zamach albo przynajmniej wzajemne zadeptywanie się przez wybuch paniki w tłumie, ale żadna z tych rzeczy na szczęście nie miała miejsca. Nawet tak ostentacyjne manifestowanie katolicyzmu, do którego jestem tak negatywnie nastawiony, nie wyprowadzało mnie z równowagi.

Powiem więcej, widząc rozśpiewanych, wesołych, serdecznych pielgrzymów, sam czułem się lepiej i miałem więcej siły do działania. A zdając sobie sprawę z tego, że część z nich przyleciała tu z takich końców świata jak choćby Wybrzeże Kości Słoniowej, czy z terenów opanowanych przez wojnę, czułem się mocno zmotywowany do nieopieprzania się przy realizacji swoich celów.

Żeby nie było, że to jakiś palec boży mnie dotknął, czy coś. Po prostu, mając dookoła siebie rozentuzjazmowanych, szczęśliwych ludzi, sam zaczynasz się tak czuć.

Druga sprawa, że papież Franciszek jest bardzo w porządku gościem i z wieloma rzeczami, o których mówił w swoich wystąpieniach w pełni mogę się zgodzić. Na przykład z tym, że młodzi ludzie zachowują się jak emeryci i zamiast żyć życiem są wycofani i zblokowani, a jedyny moment, gdy doświadczają czegoś więcej, to chwila, gdy biorą używki. Poza tym, trudno nie lubić gościa, który na swój występ przed ponad półmilionowym tłumem wjeżdża tramwajem.

Przez ten tydzień czułem się jak na festiwalu muzycznym, tylko bez spożywania alkoholu i spania w namiocie. Było bardzo pierwsza klasa i nie miałbym nic przeciwko, gdyby takie Światowe Dni Młodzieży odbywały się w Krakowie co rok.

---> SKOMENTUJ