Close
Close

„Skalpel” Ewy Chodakowskiej – relacja z treningu

Skip to entry content

Ci którzy obserwują mnie na facebookowym funpagu wiedzą, że od 1-go października ćwiczę z matką chrzestną wszystkich fitnesiar – Ewą Chodakowską – walcząc o silne plecy, smukłe ramiona, szczupłe nogi i brak cellulitu. Z szerokiego wachlarza zestawów treningowych Ewy z okładkami, których nie powstydziłby się szóstoklasista dopuszczony do Painta w wersji deluxe, wybrałem „Skalpel”. Raz, że to jej najpopularniejszy program, więc chciałem osobiście się przekonać o co tyle szumu, a dwa, że Ewa deklaruje iż efekty widoczne są już po 4 tygodniach. No tyle, to mogę powalczyć o jędrne pośladki.

W komentarzach pod moimi codziennymi sprawozdaniami z pola bitwy, pojawiło się sporo głosów domagających relacji z treningu, najlepiej w postaci vloga. Cóż, na wideo będziecie musieli jeszcze chwilę poczekać, mniej więcej do momentu gdy nauczę się je kręcić i montować, ale skrajne zmęczenie, agonalne rozdygotanie wszystkich mięśni i zapach potu, postaram się żebyście poczuli za pomocą słowa pisanego już dziś.

0:35 Osiągnięcie wyznaczonego celu to tylko kwestia wytrwałości i czasu, który i tak upłynie. Nie marnuj go, już najwyższa pora, żebyś zatroszczyła się o siebie.

Uff, już myślałem, że do mnie ta gadka motywacyjna, ale to na szczęście do laski za mną.

1:31 Przed nami program, który niczym bezinwazyjny skalpel wymodeluje Twoje ciało nadając mu nowy kształt, przynosząc efekty już po 4 tygodniach systematycznej pracy. Pamiętaj jednak 70% efektów to racjonalne odżywianie, a 30% to regularny trening.

No i cały misterny plan w pizdu…

2:29 Wdech. Wydech. Super!

Jej, wiedziałem, że z oddychaniem sobie poradzę!

2:50 Ramiona – góra i unosimy kolano, raz, dwa, trzy, cztery, szybciej! Wyprostuj nogę, ugnij i odstaw.

Właśnie przewróciłem się po raz pierwszy.

Dobrze! Jeszcze!

3:13 Raz, dwa, trzy, cztery. Świetnie! Nie zwalniaj!

Powiedział dyrektor programowy TVP do Jacka Kurskiego.

6:21 Robi się coraz cieplej, za moment zaczynamy.

Ej, jak to za moment zaczynamy? Ja już jestem w środku.

6:35 Pierwsze ćwiczenie przed nami. Nie proste.

Bo krzywe. HEHE.

Chcę żebyś się mocno tutaj skoncentrowała i zawalczyła o precyzję.

Ufff, cały czas mówi do laski za mną.

6:45 Duży krok do przodu, kolano tuż nad stopą, ląduj na pięcie i z pięty się odbij, do boku noga, przenieś do tyłu i do przodu.

Leżę na glebie po raz drugi.

7:40 Walczymy tutaj…

To chyba jakaś wariacja na temat „lecimy tutaj” Bonusa BGC.

…o piękne uda…

Ehe!

…o zgrabne pośladki…

O tak!

…tak naprawdę…

Nooo, nooo!

…o nowy rozmiar.

Eeej! To było zagranie poniżej pasa! 7 centymetrów to wcale nie tak mało!

9:43 Zmieniamy nogę.

Oj, mnie to by się przydało nie tylko nogę, ale tułów i kark też zmienić.

Tą całą sekwencję robimy teraz na drugą nogę. Duży krok do przodu, przód, na piętę, z pięty się odbijam, do boku i do tyłu.

Przymusowe lądowanie na posadzce po raz trzeci.

10:43 Oddech przyspiesza, wytrzymaj jeszcze chwilę. Nowe dżinsy! Nowe szorty!

Chyba pomyliłem budynki, wydawało mi się, że idę na fitness, a wylądowałem na wyprzedaży w Galerii Krakowskiej.

11:47 Poczuj to, poczuj!

„Noooo, weź to poczuj!” – Onar i Lerek byliby dumni.

12:08 Skręć biodra tak, żeby były prosto.

Hmm, z prostych bioder, skrzyw się tak, żeby były prosto? To ma sens.

12:41 Przysiady, które sprawią, że Twoje pośladki będą krągłe, jędrne, takie o jakich zawsze marzyłaś.

Yyy… no dobra.

14:24 Ach, niech palą! Mają palić!

Powiedział Bob Marley do policjanta zwracającego uwagę, że jego 5-letnie dzieci rolują skręty.

15:30 Nie oglądaj tego, musisz to ćwiczyć.

A wydawało mi się, że żeby schudnąć wystarczy klikać serduszka pod zdjęciami z metamorfozami na Instagramie.

15:50 Ja poczułam, zakładam, że ty też.

Sorka, to ta wczorajsza grochówka.

16:15 Zapomnij o bólu, pomyśl o wakacjach, one prędzej, czy później się pojawią.

Taaa, jasne, a dzieci przynosi bocian, Święty Mikołaj naprawdę istnieje, a kobiety mogą mieć wielokrotny orgazm.

18:51 Ja wiem, ja wiem co czujesz.

Nikt nie wie co czuję! Nikt mnie nie rozumie! Ten świat jest okrutny! Nigdy nie zrozumiesz jak to jest mieć złamane serce, po tym jak dziewczyna zdradziła Cię z autoresponderem na służbowym mailu Twojego kolegi!

19:29 Pot zalewa oczy i tak ma być.

Powiedziała Ewa z idealnym makijażem na twarzy.

19:38 Pochwalisz się później całemu światu, co dzisiaj robiłaś!

No, może nie całemu światu, tylko 14 000 czytelników na funpagu, ale fakt, lajki się posypią jak liście z drzew jesienią.

20:44 Niech sobie mówią co chcą, damy radę!

„A ja chuj na to kładę, bo i tak damy radę!” – Sokół pozdrawia.

22:10 Zobacz, ja robię to dla ciebie, a ty dla mnie.

Nie, nie, przepraszam bardzo, ja robię to dla mamusi.

22:19 Super, super ci idzie! Wiesz, że jestem z tobą?

No jak? Przecież mówiłaś, że masz męża.

22:33 Walczymy o piękne boczki!

Nie tylko boczki! Wędliny, kotlety i udka też!

23:51 Dasz radę, twoje marzenie jest coraz bliżej!

To znaczy, jak konkretnie ćwiczenia fizyczne mają mi pomóc w napisaniu powieści?

24:25 Możesz, możesz, możesz więcej, zaufaj mi!

„Dawno temu ja też zaufałem pewnej kobiecie, wtedy dałbym sobie za nią rękę uciąć i wiesz co?” – wiecie, nie?

26:15 Nie ma przerwy, nie ma przerwy, pamiętaj!

A producenci Kit-Kata mówili co innego.

27:25 Pośladek pracuje jak szalony. Czujesz też? Ma palić!

Rozumiem, że mój tyłek to wariat, ale czemu od razu namawiać go na nikotynę?

27:39 Pamiętaj, że przyjdzie taki dzień, kiedy wszystkie ćwiczenia będziesz wykonywać z przyjemnością, tak jak ja teraz.

Masz na myśli, że ja też któregoś dnia nagram film z treningami do domu, na którym zarobię fortunę?

29:07 Przekładamy nogę przez nogę, wyciągamy ramię, dłoń przy uchu i ze skrętem.

#BobMarley

29:38 Ja wiem, że stać cię na więcej.

Odkąd wziąłem pożyczkę w Providencie, stać mnie na wszystko, bejbe.

30:44 Uwaga, trzymaj w górze nogę! Trzymaj! Rozkoszuj się tym momentem!

Ewa, w tym momencie myślę tylko o tym, żeby się zwinąć w kulkę, zmumifikować kołdrą i zasnąć, udając, że mój brzuch wcale nie jest w konwulsjach, a ból w udach i łydkach nie przyprawia mnie o łzy pięcioletniej dziewczynki, więc wybacz, ale nie będę się tym rozkoszował.

32:25 „Będzie bosko” – tak sobie powtarzaj. Cały czas do siebie mów.

Ale mówił psychiatra radził, żebym jednak tego nie robił.

34:08 Moja noga drży, nie wiem jak twoja.

Moja doznała martwicy jakiś kwadrans temu.

35:02 Wierzę, że dasz radę.

Pewnie, jak chcesz mogę ci jakąś dać, na przykład: nie siedź na murku, bo dostaniesz wilka.

36:53 Za każdym razem, gdy odrywasz klatkę piersiową od maty, staraj się zwrócić dłonie ku pośladkom.

Wiesz co, w tym momencie to najbardziej skupiam się na tym, żeby nie zwrócić zawartości żołądka.

38:13 Dość.

Dość???

Już po krzyku.

W sensie koniec???

Pokonałaś swoje słabości.

TAK, TO KOOOOONIEEEEEC!!!

Pamiętaj, z każdym dniem będziesz coraz lepsza, nie poddawaj się.

JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJ!

Przechodzimy do streczingu.

Kurwa, czyli to jednak nie koniec…

38:30 Wyciągamy ramiona do przodu, siadamy na piętach i odpoczywamy.

Przepraszam bardzo, ale jak mam odpoczywać jednocześnie wyciągając ramiona?

38:33 Możesz być z siebie bardzo dumna.

A żebyś wiedziała, że jestem! I już nawet mi nie przeszkadza, że ciągle próbujesz zmienić mi płeć.

39:43 Ale dzisiaj będziesz świętować, taki sukces!

No raczej! Jak tylko stąd wyjdę idę na burgera z podwójnym bekonem i browara!

40:21 Opłacało się co?

Rzucić studia i zostać blogerem? Pewnie, że tak!

Z czasem, obiecuję ci, że te wszystkie ćwiczenia okażą się taką przyjemnością, bez której dzień wyda się takim dniem straconym.

Aaa, tobie chodziło o trening. No tak, całkiem spoko zainwestowane 3 dychy plus koszt przesyłki.

42:13 Brawo, widzimy się jutro! Do zobaczenia!

(niżej jest kolejny tekst)

29
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
12 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
19 Comment authors
Justyna Rolkadr_weronikasteveminionKasiaOlga Komorowska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kinga | Floating My Boat
Gość

:D spoko, na początku też nie mogłam utrzymać równowagi przy jej ćwiczeniach, wytrzymałam 7 dni i zamieniłam E. Ch. na siłownię i interwały. :V ale opis treningu przedni, powodzenia z kolejnymi dniami! ;-D

Jan Favre
Gość

Ja z ćwiczenie poza domem próbowałem, ale najczęściej znajdowałem sobie wymówkę, żeby nie pójść, a Ewa jest na miejscu co by się nie działo.

Kinga | Floating My Boat
Gość

haha no popatrz. :D to ja sobie szukałam wymówek, żeby w domu nie ćwiczyć (np. że nie mam maty i musiałabym wcześniej umyć podłogę. :D) a siłownię mam piętro nad moim biurem więc nijak nie mogę ściemnić, że mi nie po drodze. :V :D i szczerze, to ja widzę inne osoby jak cisną interwały albo trening siłowy, to w minutę mnie to motywuje.

Jan Favre
Gość

Każdemu jego porno, jak to mówią, mnie akurat lepiej ćwiczy się w domu, bo od razu mogę się umyć w swojej łazience :D

Joanna Krzak
Gość
Joanna Krzak

No brawo. A ja jednak wyłączam dźwięk . I to w każdym treningu, nie tylko Ewy Chodakowskiej. Nie mogę żadnego zdzierżyć. Szczególnie , że ile razy można dokładnie te same zdania słuchać ( bo ćwiczę regularnie od lat) . A dla ciebie wciąż brawo!

Dot
Gość
Dot

A dodatkowo w niektórych filmikach muzyka przekrzykuje słowa Ewy :/

Jan Favre
Gość

To fakt, po kilku dniach nie masz już siły słuchać tego samego w kółko.

Marek Laskowski
Gość

No to całkiem wesołe te treningi. Szczególnie dla sąsiadów z bloku na przeciwko, którzy obserwują jak z każdym dniem przesuwa Ci się granica bólu i wytrzymujesz kolejne minuty bez padnięcia na glebę :)

Dot
Gość
Dot

„efekty widoczne są już po 4 tygodniach. No tyle, to mogę powalczyć o jędrne pośladki.” :D
„wydawało mi się, że idę na fitness, a wylądowałem na wyprzedaży w Galerii Krakowskiej.” :D
„Ach, niech palą! Mają palić!
Powiedział Bob Marley do policjanta zwracającego uwagę, że jego 5-letnie dzieci rolują skręty.” hahaha xD
„Pochwalisz się później całemu światu, co dzisiaj robiłaś!
No, może nie całemu światu, tylko 14 000 czytelników na funpagu, ale fakt, lajki się posypią jak liście z drzew jesienią.” Posypią się, oj, posypią :)
„Pośladek pracuje jak szalony
Rozumiem, że mój tyłek to wariat”

Ten wpis jest GE-NIAL-NY!! Nie przestawałam się śmiać :D

Jan Favre
Gość

Dzięki, dzięki!

Arachne
Gość
Arachne

Rozsmieszyłeś mnie ☺

Karolina
Gość
Karolina

Epicki opis treningu ! :)

Jan Favre
Gość

Dzięki!

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

19 rzeczy, które można zrobić w Zakopanem, gdy pada

Skip to entry content

pod koniec wpisu znajdziesz rabat w wysokości 10zł na wciągającego ebooka 

W połowie września dostałem do testów Samsunga Galaxy A5 (2016), który – jak czytałem w opisie od producenta – miał mieć turbo mocny procesor i robić super ostre zdjęcia. Myślę sobie „zajebiście, jadę akurat do Zakopanego, to może nie zamuli, jak odpalę nawigację, Spotify, Facebooka i w międzyczasie pocykam jakieś epickie foty z górami na Instagrama za milion serduszek”. Telefon dał radę jak dobry wujek, ale Zakopane spisało się ciut gorzej. Przez cały wyjazd lało.

Czy było mi smutno? Zdecydowanie. Czy byłem zawiedziony? No raczej. Czy przekreśliłem ten wyjazd grubą, czarną kreską i zacząłem płakać w poduszkę, wizualizując jak bezpowrotnie zapadam się w łóżko? Nie! Czy mimo wszystko było spoko i bawiłem się jak Muniek Staszczyk na koncercie w Pszowie, a do Krakowa wróciłem wypoczęty i zregenerowany? Tak, bo walczę dzielnie przeciwko przeciwnościami losu, co zrobię to upadnę, wstanę, podniosę się, będę biec dalej, wszyscy dookoła będą się śmiać ze mnie i mówić, że jestem bezzwartościowy, dam radę, dobiegnę do tej mety i będę diamentem! kim jestem? jestem zwycięzcą! kim jestem? jestem zwycięzcą! kim jestem? jestem zwycięzcą!

W sensie, było całkiem git.

Co w takim razie można robić w Zakopanem, gdy pada?

1. Cieszyć się, że nie stoi się w korku

1

Nie czarujmy się, trasa do górskiej stolicy, to nie jest najbardziej przepustowa droga w Polsce. Zwłaszcza w weekend. Więc jeśli tylko jedziesz, a nie stoisz, to już jest ogromny plus, który może pozytywnie nastawić Cię na cały wyjazd.

2. Przebrać się za Teletubisia

2

Deszcz w górach daje możliwość nadrobienia niespełnionych fantazji z dzieciństwa. Po nocach śni Ci się jak wskakujesz w zestaw Dipsy’ego i paradujesz po deptaku w zielonym worku? W Zakopanem tę dewiację możesz zaspokoić bez przypału i karcącego spojrzenia przechodniów.

3. Zjeść oscypka

oscypek-2

Oscypki są dobre na wszystko i dobre ze wszystkim: z żurawiną, z chlebem, z pizzą, z grillem, z patelnią, z nudów. A te z owczego mleka, to już w ogóle jak baranek, który gładzi grzechy świata.

4. Poszukać ciepłych skarpet

4

Zima w Polsce trwa pół roku, więc warto przygotować się na nią już jesienią. Zwłaszcza, gdy jest się w górach, gdzie jesień trwa drugie pół. Poza tym, nie zapominajmy o Instagramie, foto takich skarp z góralskimi motywami nie obejdzie się bez fali serduszek.

5. Stwierdzić, że jednak nie jest źle i ruszyć w Tatry

5

Bo po to tu przyjechaliśmy, co nie? Więc piersiówka za pazuchę, czapa na uszy, foliowa peleryna do plecaka i ciśniemy w góry! Czy tam, w dolinki, bo jednak nieco bliżej nam do Typowego Kowalskiego niż do Marka Kamińskiego.

6. Znaleźć się na planie kolejnej części „Blair Witch Project”

6

Bez uprzedniego uzgodnienia z reżyserem jaką dokładnie rolę gramy. I czy to aby nie dokument, w którym jeden z głównych bohaterów ginie we mgle.

7. Znaleźć baranią głowę

7

W sensie, grzyba, szmaciaka gałęzistego, który potocznie się tak nazywa. Choć w sumie widzisz go na żywo pierwszy raz w życiu i nie wiesz, czy to nie szmaciak krótkotrzonowy. Tak, tak, wiem, te nazwy brzmią genialnie i już myślisz o tym, żeby wytatuować je sobie na przedramieniu.

8. Przypomnieć sobie, że jednak pada

8

A Ty w końcu nie wziąłeś tej czapki.

9. Iść dalej w nadziei, że schronisko jest już blisko

9

I za chwilę wzmocnisz się herbatą po góralsku i szarlotką. Oczywiście, jeśli tylko będzie można płacić kartą. Bo jeśli nie, to zostaje Ci odbicie schroniskowej pieczątki na dłoni i klacie, i grzanie się sławą, chwałą i splendorem jaki dostaniesz po powrocie do miasta. Choć może być to grzanie się uznaniem tylko u Twojej mamy, bo w dobie odznak na Foursquarze zielona, rozmazana smuga na skórze po wizycie na Kalatówkach, może na nikim więcej nie zrobić wrażenia.

10. Spotkać robaczka po drodze

10-1

10-2

I zobaczyć go dopiero na zdjęciu, na którym ostrość była ustawiona na początek drzewa, będąc pod wrażeniem, jak dobre zdjęcia z bliska robi Galaxy A5 (2016). Serio, no weźcie to obczajcie, Timon i Pumba by się oblizali.

11. I strumyczek

Który płynie z wolna, chociaż ziół nie rozsiewa maj, bo to już jesień, ale wpatrywanie się w niego, a przede wszystkim wsłuchiwanie w szum wody, uspokaja jak paczka Nervosolu.

12. Dotrzeć do schroniska

12

I kolejny raz być pod wrażeniem aparatu w telefonie, bo mimo, że wewnątrz było tyle światła, co szynki w kanapkach na lotniskach, to zdjęcie wyszło przyzwoicie i można zobaczyć na nim coś więcej, niż Jerzy Stuhr w „Seksmisji”. Co prawda w jadłospisie nie było herbaty z prądem, ale ta z brusznicą też dość przyzwoicie pokrzepiła.

13. Zauważyć, że ma się zaparowane okulary

13

Niby wydaje się, że co to jest przejść się dolinką, a jednak to coś więcej niż spacer po Plantach, czy zrobienie kółka wokół Błoń. Trochę w górę, trochę w dół i człowiek czuje się jak po treningu z Chodakowską. No dobra, jak po rozgrzewce z Chodakowską. Po treningu na szkłach nie miałbym pary, tylko wielkie krople potu. Nie mniej, ogarnijcie jak szeroką samojebkę można sobie zrobić tym sprzętem. I to jedną ręką.

14. Pofantazjować o zjechaniu na dół terenówką TOPRu

15

Jak byłem dzieciakiem nigdy nie wyobrażałem sobie, że sunę z Davidem Hasselhoffem jeepem po plaży i ratujemy niewiasty na potrzebę kolejnego odcinka „Słonecznego patrolu”. Jak już miałem jakieś fantazje motoryzacyjne, to bardziej związane z pokonywaniem dzikich gór terenówką Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

W sumie dalej tak mi zostało, umie ktoś odpalać z kabla?

15. Schodząc zauważyć grzyba rosnącego na drzewie

17

Którego laik przede mną nazwał rydzem, żeby zaimponować dziewczynie. Serio? Rydz rosnący na drzewie? Koleżanko, jeśli to czytasz, to nie jest chłopak dla Ciebie.

16. Zjeść placek po zbójnicku

18

Nie wyobrażam sobie wizyty w Zakopanem – niezależnie, czy z nieba leje się deszcz, czy żar, czy schodzi lawina, czy jest trzęsienie ziemi – bez zjedzenia placka po zbójnicku. Znanego w reszcie Polski, jako placek po węgiersku, czy też po prostu, placek z gulaszem wołowym. Nie jest to jakieś ultra wykwintne danie na miarę zwycięzcy „MasterChefa”, ale jest pycha! „Must have”, jakby to powiedziała szafiarka.

17. Pograć w „Mortal Kombat”

21

Dobra, to można zrobić wszędzie i zawsze, i nie jest to jakoś wyjątkowo powiązane z Podhalem, ale jak jesteś poza miejscem zamieszkania, ciutkę przemoczony i zmęczony, a na zewnątrz powoli się ściemnia, to taka rundka urywania głowy i łamania kręgosłupów pasuje jak ulał. Do „Mortal Kombat” mam ogromny sentyment, bo – jakkolwiek to zabrzmi – to jedna z gier mojego dzieciństwa, przy której spędziliśmy godziny ucząc się na pamięć kombinacji fatality. I o ile nie ma nic dziwnego w tym, że kolejna część wyszła na PS3, o tyle, gdy zobaczyłem, że ten sam tytuł jest dostępny na Androida, byłem bardziej w szoku niż Marysia, a już najbardziej, gdy zobaczyłem, że zajmuje 1,9GB.

Czy gra mająca prawie 2 giga może płynnie chodzić na telefonie? Przypominam, nie na komputerze, nie na konsoli. Na telefonie. Wszystkie znaki na ziemi i niebie, i kręgi na wodzie i w zbożu, mówiły, że nie, a okazało się że jednak tak. Ten kolos, który zarżnąłby moją stacjonarkę, nie mówiąc już o netbooku, na Samsung Galaxy A5 (2016) śmiga zupełnie bez cięć, nie blokując przy tym pozostałych aplikacji, a ucinanie kończyn cieszy jak w podstawówce.

18. Znowu wypić herbatę

19-1

Zakopiec w kwestii knajp kojarzy się albo z mega regionalnymi miejscami utrzymanymi w duchu przeszłości albo z tandetnym syfem pod turystów, a ma też takie knajpiane perełki jak hipsterska kawiarnia STRH. Oprócz tego, że wnętrze i wystrój jest bardzo pierwsza klasa – chciałbym mieć taki strych – to podają tam najlepszą herbatę z cytrusami, miodem i imbirem, jaką w życiu piłem. „Poezja!” – jakby to powiedział prozaik.

19. Możesz przeczytać wciągającego ebooka!

Pod koniec zeszłego roku wydałem swoją debiutancką powieść – „Lunatycy” – bezkompromisowo i dosadnie opowiadającą o ciemnej stronie sukcesu. Główny bohater, wychowywany przez samotną matkę w szarym bloku na jednym z osiedli Polski B, żyje nadzieją, że jego wielki sen się spełni. Będzie nagrywał płyty i grał koncerty, a hip-hop będzie płacić mu rachunki. Odurza się tą myślą, tracąc kontakt z rzeczywistością, aż życzenie staje się faktem. A on przekonuje się na własnej skórze, co znaczy amerykańskie „be careful what you wish for”.

„Lunatycy” zostali uznani za najlepszą powieść polskiego blogera, a swój egzemplarz nabył już blisko 1000 czytelników, opisując wrażenia z lektury takimi słowami:

  • Ta książka jest pełna emocji, niejednokrotnie wzrusza i pokazuje siłę relacji międzyludzkich. I co ciekawe nie dlatego, że ktoś stał się sławny- ludzie chcą pomagać sami z siebie. Lunatycy to wartościowa książka, pełna gorzkiego życia, błędów, ale także przyjaźni i miłości. – Kasia Pinkowicz
  • Książka Jana Favre jest niesamowicie obrazowa – dosłownie przeniosłam się myślami do małego mieszkania w bloku, gdzie wraz z matką mieszkał główny bohater. Język powieści jest giętki, plastyczny, miejscami bardzo zabawny mimo mrocznej tematyki – to główna zaleta książki, którą dzięki takiemu prowadzeniu czyta się niezwykle lekko. – Agata
  • Zacznijmy od tego, że książka jest na pewno niesamowicie czytalna – po trzech dniach od dostania jej w ręce przerzuciłem ostatnia kartkę. Myślę, że w głównej mierze jest to zasługa stylu pisania autora, przy czym podkreślmy, że to własnie intrygujący i żywy język jest tą cechą, którą brałem za pewnik, gdy dokonywałem zakupu – zupełnie się nie zawiodłem. – Grzesiek Skupiewski

Więcej na temat mojej książki znajdziesz na oficjalnej stronie – www.Lunatycy.com – ja jednak jestem pewny już w tym momencie, że uprzyjemni Ci kiepską pogodę w Zakopanem. Ebooka możesz zamówić i znaleźć na swoim telefonie, tablecie lub laptopie w ciągu 5 minut, to naprawdę banalnie proste. Jeśli jednak w trakcie zamawiania – w miejscu na kod rabatowy – wpiszesz hasło „ZAKOPANE”, zapłacisz 10zł mniej. Taki mały prezent ode mnie, żeby wyjazd w polskie Tatry jednak był udany.



I jak, lepiej, co?

Nikt nie ma tylu przerw w pracy co palacz

Skip to entry content

Mój kumpel w zeszłym tygodniu zaczął pierwszą pracę. To znaczy pierwszą poważną pracę, bo mimo, że wcześniej mieszał łokciem cement w betoniarce i nawet mu za to płacili, nie traktował tego jakoś wyjątkowo poważnie. Udzielania korków z francuskiego – dosłownie, nie metaforycznie – też nie. W sumie to ten typ człowieka, który raczej do wszystkiego podchodzi z dystansem, dyplomatycznie rzecz ujmując, i spóźnił się na własną maturę, bo nie nastawił budzika. Ale pierwszą, jak już mam nadzieję wyraźnie to zaznaczyłem, poważną pracę, potraktował bardzo poważnie i nie dość, że był punktualny, to nawet włożył czyste buty i użył dezodorantu przed wyjściem. Pełna profeska. Ale nie ma się co dziwić, w końcu to posada w uznanej korporacji, której nazwy nie mogę zdradzić, ale powiem tylko, że zaczyna się na „C” i kończy na „apgemini”.

Widzieliśmy się wczoraj na piwku, czy tam dwóch i pytam go jak wrażenia.

Zaaklimatyzowałeś się już? Masz swoją paprotkę i zestaw figurek na monitorze? – zagaiłem, kojarząc wygląd biurek w korpo jedynie z jakiegoś przedwojennego filmu z Whoopie Goldberg.

Co do klimy, to trochę za mocno chodzi, ale poza tym spoko – błyskotliwie odpowiedział Wojtek, chyba jednak myśląc, że pytam o klimatyzację.

Masz już kolegę z ławki? – kontynuowałem wątek licząc na jakieś głębsze zwierzenia.

Mój team jest całkiem spoko, team leader też. Ogólnie spoko – ale się przeliczyłem.

To spoko – więc nie kontynuowałem, myśląc, że może miały tam miejsce jakieś drastyczne wydarzenia i lepiej nie wymuszać takich wyznań. To jak z dokładką na obiedzie u babci – będzie chciał, to sam powie.

No, tylko będę musiał zacząć palić – czyli jednak, jakieś dantejskie sceny siadły mu na psychę.

Czemu? – zapytałem autentycznie zaniepokojony, bo Wojtek nawet heroiny nie chciał palić, a co dopiero papierosów.

Bo jak nie palisz, to masz jedną przerwę na obiad i nara, a jak jarasz, to bez przypału co godzinę możesz sobie wyjść na fajkę. 8 godzin razy 10 minut fajka, to jest 80, prawie 100, czyli na dobrą sprawę godzinę wolnego ekstra. To co mam nie wykorzystać? – zawsze imponował mi swoimi zdolnościami matematycznymi, ale trudno się nie zgodzić.

Tak dawno nie pracowałem na etacie – ponad 2 lata – że już zupełnie zapomniałem, jak to było i że faktycznie od zawsze palacze pracowali zdecydowanie mniej. Bo mieli te, niewytłumaczalne w logiczny sposób, cogodzinne przerwy na papierosa, podczas gdy osoby niepalące miały przerwę na obiad i ewentualnie, przy dobrych wiatrach, wcześniejszą na drugie śniadanie. I nikt, ale to kompletnie nikt się nie czepiał wychodzenia co chwilę na fajkę, mimo, że dla pracodawcy/firmy/zakładu była to ewidentna strata finansowa.

Co ciekawe, to przyzwolenie do dodatkowych przerw dotyczyło nie tylko prac fizycznych – gdzie można to jakoś wytłumaczyć, bo na takiej budowie, czy w warsztacie samochodowym, panują zdecydowanie inne zasady, niż w biurze rachunkowym – ale i miejsc opartych wyłącznie o pracę umysłową. Więcej, w pracy o charakterze biurowym, jak w szkole, na fajkę wychodzili ci najfajniejsi i na wspólnym papierosie z kimś z innego działu, byłeś w stanie załatwić dużo więcej niż „oficjalną” drogą. Nie mówiąc już o tym, że byłeś bardziej na bieżąco niż menadżer z tym, co się dzieje w firmie.

Wtedy mnie to dziwiło i dzisiaj też mnie to dziwi, bo z logicznego punktu widzenia, to premiowanie nałogu przez pracodawców i marnowanie kasy.

Nie krytykuję tutaj palenia papierosów jako takiego, bo sam – zdecydowanie nienałogowo, ale jednak – palę, tylko zastanawia mnie przekaz jaki płynie z góry. Mianowicie: uzależnij się od nikotyny, a będziesz mógł pracować mniej niż inni. Brzmi absurdalnie, ale tak jest. Fenomen ten pogłębia fakt, że gdyby ktoś po prostu chciał sobie co godzinę wyjść i postać przed budynkiem, bo lubi się pogapić w niebo, byłby ganiony za takie zachowanie. Wiem, bo próbowałem. A gdyby co te 60 minut wychodził przebiec się dookoła parkingu, bo mu się stawy zastały, byłby odbierany jako lekki wariat. Wiem, bo kolega próbował. Nie mówiąc już o tym, co by się działo, gdyby osoba niepaląca chciała sobie odebrać ten czas, który inni dostają na jaranie szlugów i na przykład codziennie wychodzić z pracy pół godziny wcześniej. Albo zamiast kaweczki i fajeczki, strzelać sobie pięćdziesiąteczkę wódeczki. W końcu alkoholizm to też nałóg.

Mimo, że sam palę, uważam, że wyróżnianie palaczy dodatkowymi przerwami jest niesprawiedliwe wobec osób niepalących i całkowicie irracjonalne. Bo jaki pracodawca ma w tym interes, żeby nagradzać bycie uzależnionym?