Close
Close

„Skalpel” Ewy Chodakowskiej – relacja z treningu

Skip to entry content

Ci którzy obserwują mnie na facebookowym funpagu wiedzą, że od 1-go października ćwiczę z matką chrzestną wszystkich fitnesiar – Ewą Chodakowską – walcząc o silne plecy, smukłe ramiona, szczupłe nogi i brak cellulitu. Z szerokiego wachlarza zestawów treningowych Ewy z okładkami, których nie powstydziłby się szóstoklasista dopuszczony do Painta w wersji deluxe, wybrałem „Skalpel”. Raz, że to jej najpopularniejszy program, więc chciałem osobiście się przekonać o co tyle szumu, a dwa, że Ewa deklaruje iż efekty widoczne są już po 4 tygodniach. No tyle, to mogę powalczyć o jędrne pośladki.

W komentarzach pod moimi codziennymi sprawozdaniami z pola bitwy, pojawiło się sporo głosów domagających relacji z treningu, najlepiej w postaci vloga. Cóż, na wideo będziecie musieli jeszcze chwilę poczekać, mniej więcej do momentu gdy nauczę się je kręcić i montować, ale skrajne zmęczenie, agonalne rozdygotanie wszystkich mięśni i zapach potu, postaram się żebyście poczuli za pomocą słowa pisanego już dziś.

0:35 Osiągnięcie wyznaczonego celu to tylko kwestia wytrwałości i czasu, który i tak upłynie. Nie marnuj go, już najwyższa pora, żebyś zatroszczyła się o siebie.

Uff, już myślałem, że do mnie ta gadka motywacyjna, ale to na szczęście do laski za mną.

1:31 Przed nami program, który niczym bezinwazyjny skalpel wymodeluje Twoje ciało nadając mu nowy kształt, przynosząc efekty już po 4 tygodniach systematycznej pracy. Pamiętaj jednak 70% efektów to racjonalne odżywianie, a 30% to regularny trening.

No i cały misterny plan w pizdu…

2:29 Wdech. Wydech. Super!

Jej, wiedziałem, że z oddychaniem sobie poradzę!

2:50 Ramiona – góra i unosimy kolano, raz, dwa, trzy, cztery, szybciej! Wyprostuj nogę, ugnij i odstaw.

Właśnie przewróciłem się po raz pierwszy.

Dobrze! Jeszcze!

3:13 Raz, dwa, trzy, cztery. Świetnie! Nie zwalniaj!

Powiedział dyrektor programowy TVP do Jacka Kurskiego.

6:21 Robi się coraz cieplej, za moment zaczynamy.

Ej, jak to za moment zaczynamy? Ja już jestem w środku.

6:35 Pierwsze ćwiczenie przed nami. Nie proste.

Bo krzywe. HEHE.

Chcę żebyś się mocno tutaj skoncentrowała i zawalczyła o precyzję.

Ufff, cały czas mówi do laski za mną.

6:45 Duży krok do przodu, kolano tuż nad stopą, ląduj na pięcie i z pięty się odbij, do boku noga, przenieś do tyłu i do przodu.

Leżę na glebie po raz drugi.

7:40 Walczymy tutaj…

To chyba jakaś wariacja na temat „lecimy tutaj” Bonusa BGC.

…o piękne uda…

Ehe!

…o zgrabne pośladki…

O tak!

…tak naprawdę…

Nooo, nooo!

…o nowy rozmiar.

Eeej! To było zagranie poniżej pasa! 7 centymetrów to wcale nie tak mało!

9:43 Zmieniamy nogę.

Oj, mnie to by się przydało nie tylko nogę, ale tułów i kark też zmienić.

Tą całą sekwencję robimy teraz na drugą nogę. Duży krok do przodu, przód, na piętę, z pięty się odbijam, do boku i do tyłu.

Przymusowe lądowanie na posadzce po raz trzeci.

10:43 Oddech przyspiesza, wytrzymaj jeszcze chwilę. Nowe dżinsy! Nowe szorty!

Chyba pomyliłem budynki, wydawało mi się, że idę na fitness, a wylądowałem na wyprzedaży w Galerii Krakowskiej.

11:47 Poczuj to, poczuj!

„Noooo, weź to poczuj!” – Onar i Lerek byliby dumni.

12:08 Skręć biodra tak, żeby były prosto.

Hmm, z prostych bioder, skrzyw się tak, żeby były prosto? To ma sens.

12:41 Przysiady, które sprawią, że Twoje pośladki będą krągłe, jędrne, takie o jakich zawsze marzyłaś.

Yyy… no dobra.

14:24 Ach, niech palą! Mają palić!

Powiedział Bob Marley do policjanta zwracającego uwagę, że jego 5-letnie dzieci rolują skręty.

15:30 Nie oglądaj tego, musisz to ćwiczyć.

A wydawało mi się, że żeby schudnąć wystarczy klikać serduszka pod zdjęciami z metamorfozami na Instagramie.

15:50 Ja poczułam, zakładam, że ty też.

Sorka, to ta wczorajsza grochówka.

16:15 Zapomnij o bólu, pomyśl o wakacjach, one prędzej, czy później się pojawią.

Taaa, jasne, a dzieci przynosi bocian, Święty Mikołaj naprawdę istnieje, a kobiety mogą mieć wielokrotny orgazm.

18:51 Ja wiem, ja wiem co czujesz.

Nikt nie wie co czuję! Nikt mnie nie rozumie! Ten świat jest okrutny! Nigdy nie zrozumiesz jak to jest mieć złamane serce, po tym jak dziewczyna zdradziła Cię z autoresponderem na służbowym mailu Twojego kolegi!

19:29 Pot zalewa oczy i tak ma być.

Powiedziała Ewa z idealnym makijażem na twarzy.

19:38 Pochwalisz się później całemu światu, co dzisiaj robiłaś!

No, może nie całemu światu, tylko 14 000 czytelników na funpagu, ale fakt, lajki się posypią jak liście z drzew jesienią.

20:44 Niech sobie mówią co chcą, damy radę!

„A ja chuj na to kładę, bo i tak damy radę!” – Sokół pozdrawia.

22:10 Zobacz, ja robię to dla ciebie, a ty dla mnie.

Nie, nie, przepraszam bardzo, ja robię to dla mamusi.

22:19 Super, super ci idzie! Wiesz, że jestem z tobą?

No jak? Przecież mówiłaś, że masz męża.

22:33 Walczymy o piękne boczki!

Nie tylko boczki! Wędliny, kotlety i udka też!

23:51 Dasz radę, twoje marzenie jest coraz bliżej!

To znaczy, jak konkretnie ćwiczenia fizyczne mają mi pomóc w napisaniu powieści?

24:25 Możesz, możesz, możesz więcej, zaufaj mi!

„Dawno temu ja też zaufałem pewnej kobiecie, wtedy dałbym sobie za nią rękę uciąć i wiesz co?” – wiecie, nie?

26:15 Nie ma przerwy, nie ma przerwy, pamiętaj!

A producenci Kit-Kata mówili co innego.

27:25 Pośladek pracuje jak szalony. Czujesz też? Ma palić!

Rozumiem, że mój tyłek to wariat, ale czemu od razu namawiać go na nikotynę?

27:39 Pamiętaj, że przyjdzie taki dzień, kiedy wszystkie ćwiczenia będziesz wykonywać z przyjemnością, tak jak ja teraz.

Masz na myśli, że ja też któregoś dnia nagram film z treningami do domu, na którym zarobię fortunę?

29:07 Przekładamy nogę przez nogę, wyciągamy ramię, dłoń przy uchu i ze skrętem.

#BobMarley

29:38 Ja wiem, że stać cię na więcej.

Odkąd wziąłem pożyczkę w Providencie, stać mnie na wszystko, bejbe.

30:44 Uwaga, trzymaj w górze nogę! Trzymaj! Rozkoszuj się tym momentem!

Ewa, w tym momencie myślę tylko o tym, żeby się zwinąć w kulkę, zmumifikować kołdrą i zasnąć, udając, że mój brzuch wcale nie jest w konwulsjach, a ból w udach i łydkach nie przyprawia mnie o łzy pięcioletniej dziewczynki, więc wybacz, ale nie będę się tym rozkoszował.

32:25 „Będzie bosko” – tak sobie powtarzaj. Cały czas do siebie mów.

Ale mówił psychiatra radził, żebym jednak tego nie robił.

34:08 Moja noga drży, nie wiem jak twoja.

Moja doznała martwicy jakiś kwadrans temu.

35:02 Wierzę, że dasz radę.

Pewnie, jak chcesz mogę ci jakąś dać, na przykład: nie siedź na murku, bo dostaniesz wilka.

36:53 Za każdym razem, gdy odrywasz klatkę piersiową od maty, staraj się zwrócić dłonie ku pośladkom.

Wiesz co, w tym momencie to najbardziej skupiam się na tym, żeby nie zwrócić zawartości żołądka.

38:13 Dość.

Dość???

Już po krzyku.

W sensie koniec???

Pokonałaś swoje słabości.

TAK, TO KOOOOONIEEEEEC!!!

Pamiętaj, z każdym dniem będziesz coraz lepsza, nie poddawaj się.

JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJ!

Przechodzimy do streczingu.

Kurwa, czyli to jednak nie koniec…

38:30 Wyciągamy ramiona do przodu, siadamy na piętach i odpoczywamy.

Przepraszam bardzo, ale jak mam odpoczywać jednocześnie wyciągając ramiona?

38:33 Możesz być z siebie bardzo dumna.

A żebyś wiedziała, że jestem! I już nawet mi nie przeszkadza, że ciągle próbujesz zmienić mi płeć.

39:43 Ale dzisiaj będziesz świętować, taki sukces!

No raczej! Jak tylko stąd wyjdę idę na burgera z podwójnym bekonem i browara!

40:21 Opłacało się co?

Rzucić studia i zostać blogerem? Pewnie, że tak!

Z czasem, obiecuję ci, że te wszystkie ćwiczenia okażą się taką przyjemnością, bez której dzień wyda się takim dniem straconym.

Aaa, tobie chodziło o trening. No tak, całkiem spoko zainwestowane 3 dychy plus koszt przesyłki.

42:13 Brawo, widzimy się jutro! Do zobaczenia!

(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

29 komentarzy do "„Skalpel” Ewy Chodakowskiej – relacja z treningu"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kinga | Floating My Boat
Gość

:D spoko, na początku też nie mogłam utrzymać równowagi przy jej ćwiczeniach, wytrzymałam 7 dni i zamieniłam E. Ch. na siłownię i interwały. :V ale opis treningu przedni, powodzenia z kolejnymi dniami! ;-D

Jan Favre
Gość

Ja z ćwiczenie poza domem próbowałem, ale najczęściej znajdowałem sobie wymówkę, żeby nie pójść, a Ewa jest na miejscu co by się nie działo.

Kinga | Floating My Boat
Gość

haha no popatrz. :D to ja sobie szukałam wymówek, żeby w domu nie ćwiczyć (np. że nie mam maty i musiałabym wcześniej umyć podłogę. :D) a siłownię mam piętro nad moim biurem więc nijak nie mogę ściemnić, że mi nie po drodze. :V :D i szczerze, to ja widzę inne osoby jak cisną interwały albo trening siłowy, to w minutę mnie to motywuje.

Jan Favre
Gość

Każdemu jego porno, jak to mówią, mnie akurat lepiej ćwiczy się w domu, bo od razu mogę się umyć w swojej łazience :D

Joanna Krzak
Gość

No brawo. A ja jednak wyłączam dźwięk . I to w każdym treningu, nie tylko Ewy Chodakowskiej. Nie mogę żadnego zdzierżyć. Szczególnie , że ile razy można dokładnie te same zdania słuchać ( bo ćwiczę regularnie od lat) . A dla ciebie wciąż brawo!

Jan Favre
Gość

To fakt, po kilku dniach nie masz już siły słuchać tego samego w kółko.

Dot
Gość

A dodatkowo w niektórych filmikach muzyka przekrzykuje słowa Ewy :/

Marek Laskowski
Gość

No to całkiem wesołe te treningi. Szczególnie dla sąsiadów z bloku na przeciwko, którzy obserwują jak z każdym dniem przesuwa Ci się granica bólu i wytrzymujesz kolejne minuty bez padnięcia na glebę :)

Dot
Gość

„efekty widoczne są już po 4 tygodniach. No tyle, to mogę powalczyć o jędrne pośladki.” :D
„wydawało mi się, że idę na fitness, a wylądowałem na wyprzedaży w Galerii Krakowskiej.” :D
„Ach, niech palą! Mają palić!
Powiedział Bob Marley do policjanta zwracającego uwagę, że jego 5-letnie dzieci rolują skręty.” hahaha xD
„Pochwalisz się później całemu światu, co dzisiaj robiłaś!
No, może nie całemu światu, tylko 14 000 czytelników na funpagu, ale fakt, lajki się posypią jak liście z drzew jesienią.” Posypią się, oj, posypią :)
„Pośladek pracuje jak szalony
Rozumiem, że mój tyłek to wariat”

Ten wpis jest GE-NIAL-NY!! Nie przestawałam się śmiać :D

Jan Favre
Gość

Dzięki, dzięki!

Arachne
Gość

Rozsmieszyłeś mnie ☺

Karolina
Gość

Epicki opis treningu ! :)

Jan Favre
Gość

Dzięki!

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

19 rzeczy, które można zrobić w Zakopanem, gdy pada

Skip to entry content



wpis jest wynikiem współpracy z marką Samsung

W połowie września dostałem do testów Samsunga Galaxy A5 (2016), który – jak czytałem w opisie od producenta – miał mieć turbo mocny procesor i robić super ostre zdjęcia. Myślę sobie „zajebiście, jadę akurat do Zakopanego, to może nie zamuli, jak odpalę nawigację, Spotify, Facebooka i w międzyczasie pocykam jakieś epickie foty z górami na Instagrama za milion serduszek”. Telefon dał radę jak dobry wujek, ale Zakopane spisało się ciut gorzej. Przez cały wyjazd lało.

Czy było mi smutno? Zdecydowanie. Czy byłem zawiedziony? No raczej. Czy przekreśliłem ten wyjazd grubą, czarną kreską i zacząłem płakać w poduszkę, wizualizując jak bezpowrotnie zapadam się w łóżko? Nie! Czy mimo wszystko było spoko i bawiłem się jak Muniek Staszczyk na koncercie w Pszowie, a do Krakowa wróciłem wypoczęty i zregenerowany? Tak, bo walczę dzielnie przeciwko przeciwnościami losu, co zrobię to upadnę, wstanę, podniosę się, będę biec dalej, wszyscy dookoła będą się śmiać ze mnie i mówić, że jestem bezzwartościowy, dam radę, dobiegnę do tej mety i będę diamentem! kim jestem? jestem zwycięzcą! kim jestem? jestem zwycięzcą! kim jestem? jestem zwycięzcą!

W sensie, było całkiem git.

Co w takim razie można robić w Zakopanem, gdy pada?

1. Cieszyć się, że nie stoi się w korku

1

Nie czarujmy się, trasa do górskiej stolicy, to nie jest najbardziej przepustowa droga w Polsce. Zwłaszcza w weekend. Więc jeśli tylko jedziesz, a nie stoisz, to już jest ogromny plus, który może pozytywnie nastawić Cię na cały wyjazd.

2. Przebrać się za Teletubisia

2

Deszcz w górach daje możliwość nadrobienia niespełnionych fantazji z dzieciństwa. Po nocach śni Ci się jak wskakujesz w zestaw Dipsy’ego i paradujesz po deptaku w zielonym worku? W Zakopanem tę dewiację możesz zaspokoić bez przypału i karcącego spojrzenia przechodniów.

3. Zjeść oscypka

oscypek-2

Oscypki są dobre na wszystko i dobre ze wszystkim: z żurawiną, z chlebem, z pizzą, z grillem, z patelnią, z nudów. A te z owczego mleka, to już w ogóle jak baranek, który gładzi grzechy świata.

4. Poszukać ciepłych skarpet

4

Zima w Polsce trwa pół roku, więc warto przygotować się na nią już jesienią. Zwłaszcza, gdy jest się w górach, gdzie jesień trwa drugie pół. Poza tym, nie zapominajmy o Instagramie, foto takich skarp z góralskimi motywami nie obejdzie się bez fali serduszek.

5. Stwierdzić, że jednak nie jest źle i ruszyć w Tatry

5

Bo po to tu przyjechaliśmy, co nie? Więc piersiówka za pazuchę, czapa na uszy, foliowa peleryna do plecaka i ciśniemy w góry! Czy tam, w dolinki, bo jednak nieco bliżej nam do Typowego Kowalskiego niż do Marka Kamińskiego.

6. Znaleźć się na planie kolejnej części „Blair Witch Project”

6

Bez uprzedniego uzgodnienia z reżyserem jaką dokładnie rolę gramy. I czy to aby nie dokument, w którym jeden z głównych bohaterów ginie we mgle.

7. Znaleźć baranią głowę

7

W sensie, grzyba, szmaciaka gałęzistego, który potocznie się tak nazywa. Choć w sumie widzisz go na żywo pierwszy raz w życiu i nie wiesz, czy to nie szmaciak krótkotrzonowy. Tak, tak, wiem, te nazwy brzmią genialnie i już myślisz o tym, żeby wytatuować je sobie na przedramieniu.

8. Przypomnieć sobie, że jednak pada

8

A Ty w końcu nie wziąłeś tej czapki.

9. Iść dalej w nadziei, że schronisko jest już blisko

9

I za chwilę wzmocnisz się herbatą po góralsku i szarlotką. Oczywiście, jeśli tylko będzie można płacić kartą. Bo jeśli nie, to zostaje Ci odbicie schroniskowej pieczątki na dłoni i klacie, i grzanie się sławą, chwałą i splendorem jaki dostaniesz po powrocie do miasta. Choć może być to grzanie się uznaniem tylko u Twojej mamy, bo w dobie odznak na Foursquarze zielona, rozmazana smuga na skórze po wizycie na Kalatówkach, może na nikim więcej nie zrobić wrażenia.

10. Spotkać robaczka po drodze

10-1

10-2

I zobaczyć go dopiero na zdjęciu, na którym ostrość była ustawiona na początek drzewa, będąc pod wrażeniem, jak dobre zdjęcia z bliska robi Galaxy A5 (2016). Serio, no weźcie to obczajcie, Timon i Pumba by się oblizali.

11. I strumyczek

Który płynie z wolna, chociaż ziół nie rozsiewa maj, bo to już jesień, ale wpatrywanie się w niego, a przede wszystkim wsłuchiwanie w szum wody, uspokaja jak paczka Nervosolu.

12. Dotrzeć do schroniska

12

I kolejny raz być pod wrażeniem aparatu w telefonie, bo mimo, że wewnątrz było tyle światła, co szynki w kanapkach na lotniskach, to zdjęcie wyszło przyzwoicie i można zobaczyć na nim coś więcej, niż Jerzy Stuhr w „Seksmisji”. Co prawda w jadłospisie nie było herbaty z prądem, ale ta z brusznicą też dość przyzwoicie pokrzepiła.

13. Zauważyć, że ma się zaparowane okulary

13

Niby wydaje się, że co to jest przejść się dolinką, a jednak to coś więcej niż spacer po Plantach, czy zrobienie kółka wokół Błoń. Trochę w górę, trochę w dół i człowiek czuje się jak po treningu z Chodakowską. No dobra, jak po rozgrzewce z Chodakowską. Po treningu na szkłach nie miałbym pary, tylko wielkie krople potu. Nie mniej, ogarnijcie jak szeroką samojebkę można sobie zrobić tym sprzętem. I to jedną ręką.

14. Pofantazjować o zjechaniu na dół terenówką TOPRu

15

Jak byłem dzieciakiem nigdy nie wyobrażałem sobie, że sunę z Davidem Hasselhoffem jeepem po plaży i ratujemy niewiasty na potrzebę kolejnego odcinka „Słonecznego patrolu”. Jak już miałem jakieś fantazje motoryzacyjne, to bardziej związane z pokonywaniem dzikich gór terenówką Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

W sumie dalej tak mi zostało, umie ktoś odpalać z kabla?

15. Schodząc zauważyć grzyba rosnącego na drzewie

17

Którego laik przede mną nazwał rydzem, żeby zaimponować dziewczynie. Serio? Rydz rosnący na drzewie? Koleżanko, jeśli to czytasz, to nie jest chłopak dla Ciebie.

16. Zjeść placek po zbójnicku

18

Nie wyobrażam sobie wizyty w Zakopanem – niezależnie, czy z nieba leje się deszcz, czy żar, czy schodzi lawina, czy jest trzęsienie ziemi – bez zjedzenia placka po zbójnicku. Znanego w reszcie Polski, jako placek po węgiersku, czy też po prostu, placek z gulaszem wołowym. Nie jest to jakieś ultra wykwintne danie na miarę zwycięzcy „MasterChefa”, ale jest pycha! „Must have”, jakby to powiedziała szafiarka.

17. Pograć w „Mortal Kombat”

21

Dobra, to można zrobić wszędzie i zawsze, i nie jest to jakoś wyjątkowo powiązane z Podhalem, ale jak jesteś poza miejscem zamieszkania, ciutkę przemoczony i zmęczony, a na zewnątrz powoli się ściemnia, to taka rundka urywania głowy i łamania kręgosłupów pasuje jak ulał. Do „Mortal Kombat” mam ogromny sentyment, bo – jakkolwiek to zabrzmi – to jedna z gier mojego dzieciństwa, przy której spędziliśmy godziny ucząc się na pamięć kombinacji fatality. I o ile nie ma nic dziwnego w tym, że kolejna część wyszła na PS3, o tyle, gdy zobaczyłem, że ten sam tytuł jest dostępny na Androida, byłem bardziej w szoku niż Marysia, a już najbardziej, gdy zobaczyłem, że zajmuje 1,9GB.

Czy gra mająca prawie 2 giga może płynnie chodzić na telefonie? Przypominam, nie na komputerze, nie na konsoli. Na telefonie. Wszystkie znaki na ziemi i niebie, i kręgi na wodzie i w zbożu, mówiły, że nie, a okazało się że jednak tak. Ten kolos, który zarżnąłby moją stacjonarkę, nie mówiąc już o netbooku, na Samsung Galaxy A5 (2016) śmiga zupełnie bez cięć, nie blokując przy tym pozostałych aplikacji, a ucinanie kończyn cieszy jak w podstawówce.

18. Znowu wypić herbatę

19-1

Zakopiec w kwestii knajp kojarzy się albo z mega regionalnymi miejscami utrzymanymi w duchu przeszłości albo z tandetnym syfem pod turystów, a ma też takie knajpiane perełki jak hipsterska kawiarnia STRH. Oprócz tego, że wnętrze i wystrój jest bardzo pierwsza klasa – chciałbym mieć taki strych – to podają tam najlepszą herbatę z cytrusami, miodem i imbirem, jaką w życiu piłem. „Poezja!” – jakby to powiedział prozaik.

19. Pobawić się nowym telefonem

telefon

Jak Samsung Galaxy A5 (2016) sprawdza się w praktyce? Na ile deklaracje producenta pokrywają się z rzeczywistością? I czy telefon oprócz funkcji dzwonienia, smsowania i zastępowania lusterka, ma też opcję przyrządzania kwaśnicy albo chociaż podgrzewania pierogów ruskich? Niestety na jedno z tych pytań muszę odpowiedzieć „nie”.

Czytając o A5 przed testami trafiłem na zdanie „z 8-rdzeniowym procesorem nie czekasz już na telefon, to telefon czeka na ciebie” i spodziewałem się, że to tylko ładnie brzmiące hasło. Okazało się jednak, że to faktycznie prawdziwy kombajn i ile aplikacji nie miałbym otwartych w tle, to wszystko płynnie hula. Nieźle. Dalej czytałem o ostrych i wyraźnych zdjęciach, ale to możecie ocenić sami, bo wszystkie foty jakie znajdziecie w tym wpisie zostały wykonane A Piątką bez użycia żadnych filtrów, czy innej obróbki (no, poza zdjęciami, na których jest ów telefon, bo sfocenie go nim samym byłoby dość trudne). Biorąc pod uwagę warunki pogodowe, a konkretnie to, że ciągle lało i była mgła, to uważam, że aparat poradził sobie naprawdę bardzo dobrze.

Z mojej perspektywy, czyli osoby traktującej komórkę jako główne narzędzie pracy, niezamulanie i jakość zdjęć są kluczowymi kwestiami, jednak z innych aspektów istotna jest też możliwość obsługi jedną ręką (w sensie, że nie jest zbyt wielki) i opcja włożenia karty SD rozszerzającej pamięć o 128 giga, co przy wbudowanych 12GB sprawia, że trzeba się postarać, aby to zapchać. A, i w tym modelu jest też sprytnie ogarnięta sprawa ładowania, bo pół godziny starczy, żeby nabić baterię od 0 do 50%.

Jeśli miałbym znaleźć jakiś istotny minus, który faktycznie odczułem, to jest nim gniazdo słuchawkowe.  W Galaxy A5 (2016) jest na dole, a ja jestem przyzwyczajony, że zawsze jest u góry i jakoś trudno było mi się przestawić chowając go do kieszeni w trakcie słuchania muzyki. Gdyby jednak ktoś mnie zapytał (a zapytał), czy mogę polecić ten telefon, to ze względu na niewieszanie się i naprawdę dobry aparat (a zwłaszcza opcję robienia panoramicznego selfie, która wciąż jest dość niszowa), odpowiedziałbym „tak”. I też tak odpowiadam, wybaczając wpadkę z kwaśnicą.

Nikt nie ma tylu przerw w pracy co palacz

Skip to entry content

Mój kumpel w zeszłym tygodniu zaczął pierwszą pracę. To znaczy pierwszą poważną pracę, bo mimo, że wcześniej mieszał łokciem cement w betoniarce i nawet mu za to płacili, nie traktował tego jakoś wyjątkowo poważnie. Udzielania korków z francuskiego – dosłownie, nie metaforycznie – też nie. W sumie to ten typ człowieka, który raczej do wszystkiego podchodzi z dystansem, dyplomatycznie rzecz ujmując, i spóźnił się na własną maturę, bo nie nastawił budzika. Ale pierwszą, jak już mam nadzieję wyraźnie to zaznaczyłem, poważną pracę, potraktował bardzo poważnie i nie dość, że był punktualny, to nawet włożył czyste buty i użył dezodorantu przed wyjściem. Pełna profeska. Ale nie ma się co dziwić, w końcu to posada w uznanej korporacji, której nazwy nie mogę zdradzić, ale powiem tylko, że zaczyna się na „C” i kończy na „apgemini”.

Widzieliśmy się wczoraj na piwku, czy tam dwóch i pytam go jak wrażenia.

Zaaklimatyzowałeś się już? Masz swoją paprotkę i zestaw figurek na monitorze? – zagaiłem, kojarząc wygląd biurek w korpo jedynie z jakiegoś przedwojennego filmu z Whoopie Goldberg.

Co do klimy, to trochę za mocno chodzi, ale poza tym spoko – błyskotliwie odpowiedział Wojtek, chyba jednak myśląc, że pytam o klimatyzację.

Masz już kolegę z ławki? – kontynuowałem wątek licząc na jakieś głębsze zwierzenia.

Mój team jest całkiem spoko, team leader też. Ogólnie spoko – ale się przeliczyłem.

To spoko – więc nie kontynuowałem, myśląc, że może miały tam miejsce jakieś drastyczne wydarzenia i lepiej nie wymuszać takich wyznań. To jak z dokładką na obiedzie u babci – będzie chciał, to sam powie.

No, tylko będę musiał zacząć palić – czyli jednak, jakieś dantejskie sceny siadły mu na psychę.

Czemu? – zapytałem autentycznie zaniepokojony, bo Wojtek nawet heroiny nie chciał palić, a co dopiero papierosów.

Bo jak nie palisz, to masz jedną przerwę na obiad i nara, a jak jarasz, to bez przypału co godzinę możesz sobie wyjść na fajkę. 8 godzin razy 10 minut fajka, to jest 80, prawie 100, czyli na dobrą sprawę godzinę wolnego ekstra. To co mam nie wykorzystać? – zawsze imponował mi swoimi zdolnościami matematycznymi, ale trudno się nie zgodzić.

Tak dawno nie pracowałem na etacie – ponad 2 lata – że już zupełnie zapomniałem, jak to było i że faktycznie od zawsze palacze pracowali zdecydowanie mniej. Bo mieli te, niewytłumaczalne w logiczny sposób, cogodzinne przerwy na papierosa, podczas gdy osoby niepalące miały przerwę na obiad i ewentualnie, przy dobrych wiatrach, wcześniejszą na drugie śniadanie. I nikt, ale to kompletnie nikt się nie czepiał wychodzenia co chwilę na fajkę, mimo, że dla pracodawcy/firmy/zakładu była to ewidentna strata finansowa.

Co ciekawe, to przyzwolenie do dodatkowych przerw dotyczyło nie tylko prac fizycznych – gdzie można to jakoś wytłumaczyć, bo na takiej budowie, czy w warsztacie samochodowym, panują zdecydowanie inne zasady, niż w biurze rachunkowym – ale i miejsc opartych wyłącznie o pracę umysłową. Więcej, w pracy o charakterze biurowym, jak w szkole, na fajkę wychodzili ci najfajniejsi i na wspólnym papierosie z kimś z innego działu, byłeś w stanie załatwić dużo więcej niż „oficjalną” drogą. Nie mówiąc już o tym, że byłeś bardziej na bieżąco niż menadżer z tym, co się dzieje w firmie.

Wtedy mnie to dziwiło i dzisiaj też mnie to dziwi, bo z logicznego punktu widzenia, to premiowanie nałogu przez pracodawców i marnowanie kasy.

Nie krytykuję tutaj palenia papierosów jako takiego, bo sam – zdecydowanie nienałogowo, ale jednak – palę, tylko zastanawia mnie przekaz jaki płynie z góry. Mianowicie: uzależnij się od nikotyny, a będziesz mógł pracować mniej niż inni. Brzmi absurdalnie, ale tak jest. Fenomen ten pogłębia fakt, że gdyby ktoś po prostu chciał sobie co godzinę wyjść i postać przed budynkiem, bo lubi się pogapić w niebo, byłby ganiony za takie zachowanie. Wiem, bo próbowałem. A gdyby co te 60 minut wychodził przebiec się dookoła parkingu, bo mu się stawy zastały, byłby odbierany jako lekki wariat. Wiem, bo kolega próbował. Nie mówiąc już o tym, co by się działo, gdyby osoba niepaląca chciała sobie odebrać ten czas, który inni dostają na jaranie szlugów i na przykład codziennie wychodzić z pracy pół godziny wcześniej. Albo zamiast kaweczki i fajeczki, strzelać sobie pięćdziesiąteczkę wódeczki. W końcu alkoholizm to też nałóg.

Mimo, że sam palę, uważam, że wyróżnianie palaczy dodatkowymi przerwami jest niesprawiedliwe wobec osób niepalących i całkowicie irracjonalne. Bo jaki pracodawca ma w tym interes, żeby nagradzać bycie uzależnionym?