Close
Close

Gładki jak pupcia niemowlęcia nawet w Azji, czyli golenie się w podróży

Skip to entry content



wpis jest wynikiem współpracy z marką Philips

Od jakiegoś półtora roku podróżuję ze średnią częstotliwością raz na miesiąc, bo jeśli nie nadrabiam zaległości z geografii i pojęcia o tym jak wygląda wielki świat, to akurat jadę w Polskę na jakieś branżowe spotkanie, dowiedzieć się co słychać w wielkim świecie. Nie, gazet nie czytam, odpowiadając na pytanie Freda z „Chłopaki nie płaczą”. Zazwyczaj są to wypady, krótkie, bo góra tygodniowe, więc jak stereotypowa singielka w trakcie zimy, stwierdzam, że golenie mogę sobie odpuścić.

Przed wylotem do Tajlandii, jednak sytuacja wyglądała nieco inaczej, bo raz, że cała podróż miała mi zająć 17 dni, dwa, że w azjatyckim ukropie bujanie się z brodą, byłoby dla mnie sytuacją równie komfortową, co jazda autobusem do Nowej Huty po meczu Cracovii z Wisłą, a trzy, że nie chciałem sobie dostarczać dodatkowych wrażeń przy kontroli paszportowej, w trakcie próby dopasowania gościa na fotografii do bezdomnego stojącego przed okienkiem.

Innymi słowy: wiedziałem, że będę musiał dość często golić się w trakcie podróży.

Korzystny układ planet i wrzucanie grosików do wszystkich fontann jakie odwiedziłem w trakcie 28 lat, sprawiło, że trzy tygodnie przed wyjazdem dostałem golarkę Philipsa serii 7000 do recenzji. Czy mógłbym wymyślić lepsze warunki do sprawdzenia tego sprzętu? Pewnie, że mógłbym, co nie zmienia faktu, że wycieczka po Azji to i tak zajebista okazja do przeprowadzenia takiego testu.

Dobra, to na co warto zwrócić uwagę wybierając maszynkę do golenia się w podróży?

Ile waży?

I ile zajmuje miejsca w torbie?

Niezależnie, czy przemieszczasz się pociągiem, autobusem, czy samolotem, to zawsze lepiej mieć lżejszy bagaż niż cięższy. Zwłaszcza, gdy wyczaiłeś bilety po taniości i możesz zabrać ze sobą tylko jedną torbę, więc każdy gram się liczy. Philips S7780 – bo o niej mowa – jest filigranowa, poręczna i w zestawie z ładnym futerałem, na okoliczność wyjścia z domu dalej niż do spożywczaka, i w zasadzie na tygodniowy wypad nie trzeba zabierać do niej nawet ładowarki, więc i nie obciąża bagażu, i nie zabiera miejsca na kolekcję dmuchanych kucyków, które biorę ze sobą w każdą podróż.

A, prawie bym zapomniał, i na luzie można używać jej na sucho – bez żadnych pianek – więc jak z dobrą włoską pizzą, branie dodatków jest zbędne.

Na ile wystarcza bateria?

hdr

Według najnowszych raportów amerykańskich naukowców, pytanie „na ile wystarcza bateria w [wpisz_dowolny_sprzęt_elektroniczny]?” jest częściej wklepywane w Google niż „czy Emily Ratajkowski ma chłopaka?”. A według prognoz, do 2047, gdy wszyscy będziemy mieli cybernetyczne ciała z kopią zapasową mózgu w chmurze, najpopularniejszą frazą będzie „na ile starcza bateria w Emily Ratajkowski”. Pełne naładowanie baterii w sprzęcie serii 7000 wystarcza na 50 minut, przy czym, pytanie powinno brzmieć: ile razy można się w tym czasie ogolić? Cóż, mnie, nabicie sprzętu na 2 paski z 3 wystarczyło na cały 17-dniowy wyjazd, czyli przy moich potrzebach na 7 ścięć zarostu. Całkiem przyzwoicie.

Czy nie podrażnia?

5

Na palcach ręki niewypłacalnego dłużnika mafii można policzyć zdjęcia, na których mam brodę zgoloną na zero. Poza lenistwem, wynika to z tego, że jakich kosmetyków bym nie używał, po ścięciu zarostu do gołej skóry, zawsze wyskakiwało mi podrażnienia. W postaci wysypki czerwonych krost, przez co wyglądałem jakbym zaplątał twarz w lampki choinkowe i stwierdził, że na mnie będą wyglądały lepiej niż na bożonarodzeniowym drzewku. Nie muszę Was chyba przekonywać, że to mylne stwierdzenie, co?

Jak w kontekście tych przykrych wydarzeń wypada S7780? Zajebiście!

Mimo mojej ultra wrażliwej skóry i braku stosowania jakiejkolwiek pianki, czy żelu, ścinając włosy do gołych policzków, nie zamieniłem się w gościa potrzebującego Clearasilu. W sensie, nie zaczęły wyskakiwać mi krosty na twarzy. Ani nic mnie nie szczypało. Ani nie piekło. Ani nie musiałem okładać polików zsiadłym mlekiem. Ani nie czułem żadnego innego dyskomfortu związanego z tym, że pozbyłem się owłosienia z facjaty. Naprawdę, bardzo, bardzo pierwsza klasa.

Czy łatwo się czyści?

img_20161117_092933

W trakcie zwiedzania nowego miasta/kraju/kontynentu/planety są zdecydowanie ciekawsze zajęcia niż czyszczenie golarki, choćby przybieranie na wadze podczas próbowania lokalnych specjałów, dlatego spoko, jeśli można tę czynność ograniczyć do minimum. Na przykład kilku sekund. W modelu, który wziąłem ze sobą do Azji, faktycznie tak jest, bo głowice DynamicFlex wystarczy po prostu przepłukać pod bieżącą wodą. I na dobrą sprawę w ogóle nie trzeba o tym pamiętać, bo sprzęt sam da nam o tym znać, wyświetlając informację na pasku powiadomień.

Jak się jej używa?

Czyli, czy jest tak kozacka jak się wydaje?

2

Hmm… jest.

Po pierwsze, ma i końcówkę do golenia na zero, i z trymerem – tylko do przycinania owłosienia – i ze szczoteczką do oczyszczania skóry. Po drugie, sam zabieg pozbywania się owłosienia jest bezproblemowy i prostszy niż powiedzenie „kajak” od tyłu. Po trzecie, jesteś po nim gładki jak pupcia niemowlęcia, bez skutków ubocznych gwarantujących przymusową wstrzemięźliwość seksualną. Po czwarte bateria trzyma jak bania na weselu. Po piąte, jest ładna. Do wcześniej wspomnianej Emily ciut jej brakuje, ale jest całkiem nieźle.

Innymi słowy: tak, jest tak kozacka jak się wydaje.

Czy wyglądasz z nią na zdjęciach jak z okładki „Men’s Health”?

Kryterium podstawowe, z przekory na samym końcu.

8

No, mam nadzieję, że tak.

(niżej jest kolejny tekst)

15
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
E-milKarolina W | urudej.plDawidAndrzej BaliśBlogierka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Alicja Ziółkowska
Gość

„Trzyma jak bania na weselu” <3

Grechuta
Gość
Grechuta

Zarąbiste zdjęcia!

Zaciesz
Gość

Takie fajne rzeczy robią, a ja nie mam brody, a na nogi się nada?

Jan Favre
Gość

Eeej, nie podpuszczaj mnie!

E-mil
Gość
E-mil

Masz brodę, tylko w innym miejscu. Ale czy taka maszynka TAM się nada??? Nie wiem, bo nie próbowałem na mojej dziewczynie.

Król Czasu
Gość

Fajny bajer rozwiązujący problem w podróży i nie tylko.

Jan Favre
Gość

Tak, tak, żeby nie było, w domu też działa :D

Wojciech Dojlido
Gość
Wojciech Dojlido

dobre porównania ;D

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

23 rzeczy, które zaskoczą Cię w Tajlandii

Skip to entry content

Moja największa jak dotąd przygoda podróżnicza dobiegła końca i wymęczony, upocony i niewsypany, ale przede wszystkim szczęśliwy i pełen nowych obserwacji, wróciłem z Tajlandii do domu. Po pogodzeniu się z szokiem termicznym, cały czas próbuję się otrząsnąć z szoku kulturowego, bo kraj będący podtytułem drugiej części „Kac Vegas” i ojczyzna wódki i kiełbasy, to nie tylko dwa różne kontynenty, ale zdecydowanie dwa różne światy. Po ledwo kilkunastodniowej wizycie trudno wyrokować, który z tych światów jest lepszy, a który gorszy – choć fakt, że nie zostałem w Azji na stałe, tylko wróciłem do Polski, już coś o tym mówi – ale to, że się różnią nie ulega wątpliwości.

Czym konkretnie? Oto 23 rzeczy, które zaskoczą Cię w Tajlandii, jeśli wybierasz się w te strony pierwszy raz!

1. Smród

tajlandia-bangkok-7

Pierwsze co czujesz wychodząc z lotniska w Bangkoku, to gwałtem wdzierająca się do nozdrzy woń sprawiająca wrażenie, że znalazłeś się pomiędzy fermentującymi z gorąca śmieciami i otwartą na oścież, pracującą pełną parą kuchnią. Po dłuższej chwili orientujesz się, że to nie wrażenie, tylko faktyczny stan i zapach tego miasta.

2. Metro jest na żetony

tajlandia-bangkok-34

Kolejka zresztą też.

3. Dzikie ilości wiszących kabli

tajlandia-bangkok-kable

Dodajmy, że wiszących tuż nad Twoją głową, a jeśli masz powyżej 190 cm, to zahaczających o Twoją głowę. Obok hotelu, w którym mieszkaliśmy na Phuket, tych przewodów było tak dużo, że wydzielane przez nie sprzężenie momentami zagłuszało muzykę w barze. Samo zdrowie.

4. Dorosłe kobiety wyglądają jak dziewczynki

I momentami, żeby odróżnić córkę od matki, obu musisz zajrzeć w datę urodzenia na legitymacji szkolnej.

5. Zamiast noży dają łyżki

tajlandia-bangkok-30

Nie mam pojęcia czemu.

6. Wszędzie są koty

tajlandia-bangkok-koty

Niezależnie, czy to stolica, czy wyspa, czy imprezowa ulica, czy zaułek, WSZĘDZIE są koty. W szałaso-chatkach, w których spaliśmy na Krabi, na werandzie pomieszkiwała sobie piątka kiciusiów, a ja przyprowadziłem im szóstego kolegę, który po nocy błąkał się po nieoświetlonej ulicy i nie mógł znaleźć matki.

7. Jedzenie robi się na ulicy

tajlandia-bangkok-38

Masz butlę gazową, trochę blachy przypominającej kocioł, stolik z trzech desek i krzesła z ogródka? To masz typową tajską knajpę! Tajowie zajmujący się gastronomią szamę gotują między spacerującymi przechodniami, a przebijającymi się przez korki skuterami i mimo, że polski sanepid z miejsca by ich pozamykał, to jest i smacznie, i bez rewelacji żołądkowych.

8. Nikt nie daje paragonów

tajlandia-bangkok-31

Jedyne miejsce, gdzie możesz się spodziewać otrzymania rachunku za zakupy albo usługi, to zachodnia sieciówka. We wszystkich innych „biznesach” otwarcie rucha się ichniejszą skarbówkę.

9. Toalety ze spłukiwaczem i prysznice bez zasłonki

tajlandia-bangkok-2

O ile z brakiem przekonania do używania papieru toaletowego już się spotkałem, o tyle z prysznicami bez kabiny prysznicowej jeszcze nie, a w Tajlandii to standard, że myjąc się, lejesz wodą po całej łazience.

10. Wszyscy kochają króla!

tajlandia-bangkok-smierc-krola

Gdy przed przyjazdem czytałem, że żałoba po zmarłym królu będzie trwała rok, myślałem, że to żart, gdy poszedłem na pierwszy spacer po Bangkoku, nie miałem wątpliwości, że to na serio. I w istotnych punktach miasta, i w knajpach, i w sklepach, i w autobusach, i w zupełnie prywatnych przybytkach obywatele tworzą kapliczki, czy wręcz ołtarze, poświęcone królowi i żarliwie go opłakują. Często zajmując główne place i blokując miasto w godzinach szczytu. W zgodzie, miłości i pełnym szacunku.

U nas wyglądało to nieco inaczej po śmierci głowy państwa.

11. Cuda w McDonald’sie

tajlandia-bangkok-mcdonald

Podwójny BigMac? No jaha!

12. Ból może być przyjemny

Na pierwszy tajski masaż poszedłem razem z Tomkiem Tomczykiem, który zachęcił mnie słowami „kobieta będzie ci wkładać kolano między żebra i łamać kręgosłup, ale będzie ci się podobało”. I faktycznie, po tym co zrobiono ze mną w salonie, normalnie zgłaszałbym zawiadomienie o pobiciu,  ale nie tym razem. Ból w trakcie tajskiego masażu jest tak przyjemny, że chcesz jeszcze, i jeszcze, i jeszcze.

13. Drastyczne opakowania papierosów

tajlandia-bangkok-papierosy

Które naprawdę zniechęcają do palenia.

14. Najładniejsze laski na Tinderze to transseksualistki

tajlandia-bangkok-tinder

I to nie kwestia tego, że heteroseksualne Tajki są brzydkie – jeśli już to, że są kalekami fotograficznymi i nie potrafią zrobić ostrej samojebki – bo tamtejsi ladyboy’e deklasują nawet polskie dziewczyny.

15. Każdy kręci jakiś biznes

tajlandia-kokosy

Albo sprzedaje kokosy, albo robi soki owocowe, albo grilluje kurczaki, albo handluje schłodzoną wodą, albo jeździ tuk-tukiem, przez co praktycznie nie ma żebraków, a gdy się pojawiają, to tylko w turbo turystycznych miejscach, gdzie wiadomo, że żebrzą z wyboru, a nie konieczności, bo zwęszyli w tym biznes.

16. Kraj MacGyverów

tajlandia-bangkok-komunikacja

Mieszkańcy tego kraju potrafią zrobić wszystko ze wszystkiego: siedzenie w autobusie z odwróconego wiadra, uchwyt w metrze z siatki foliowej i znak drogowy z posklejanych plastikowych butelek. Szacunken.

17. Zajebiste szpitale

tajlandia-bangkok-szpital

Wczoraj byłem w tajskim szpitalu i cały czas nie mogę dojść do siebie po tym, co tam się wydarzyło.

Zacznijmy od tego, że personel mówił po angielsku i byłem w stanie się porozumieć z pielęgniarkami bez znajomości ich języka, zarejestrowanie się w czymś na kształt naszej izby przyjęć trwało niecałe 10 minut, łącznie z zakładaniem karty i wszystkimi formalnościami, i zakończmy tę część nieoczekiwanym zwrotem akcji, w trakcie którego zorientowałem się, że jak ostatnia oferma zapomniałem paszportu, ale wystarczyło, że przesłałem do rejestracji mailem zdjęcie tego dokumentu, które miałem na telefonie.

Gdyby ktoś nie wyłapał, to wyszczególniam to jeszcze raz: W TAJSKIM SZPITALU ZNAJĄ TAKIE FUTURYSTYCZNE NARZĘDZIE JAK E-MAIL I POTRAFIĄ Z NIEGO KORZYSTAĆ.

Przechodząc do części właściwej, czyli kontaktu z lekarzem, to, pomijając że oczywiście również mówił po angielsku, na wizytę nie czekałem pół dnia, tylko niecałe 17 sekund. Więcej, pani doktor, która mnie przyjmowała, nie dość, że nie epatowała obrażeniem na cały świat i permanentnym fochem, to autentycznie była miła i sama z siebie wytłumaczyła co mi dolega, skąd to się wzięło i co mam robić. A na koniec jeszcze dostałem siatkę lekarstw.

ZA DARMO (w sensie w ramach ubezpieczenia).

Mając w pamięci moje ostanie wizyty w krakowskich szpitalach, nie mogę przestać się szczypać w policzek, bo jestem przekonany, że to sen. Zapomniałem wspomnieć – po zarejestrowaniu się dostałem opaskę z QR kodem, po zeskanowaniu której pani doktor wiedziała jak się nazywam i z jakimi objawami przychodzę, przez co nie musiałem nosić ze sobą żadnych teczek z papierologią, ani rozszyfrowywać niczyich hieroglifów.

Może mnie ktoś obudzić? Bo zaraz przeszczypię sobie policzek na wylot.

18. Tajowie są bardzo mili

tajlandia-bangkok-22

Serdeczni, przyjaźni, nie chcą Cię oszukać i, co najbardziej mnie ujęło, ZAWSZE odwzajemniają uśmiech! W Polsce to nie do pomyślenia, że uśmiechasz się na ulicy do obcego mężczyzny, samemu będąc mężczyzną, a ten nie rzuca Ci spojrzenia typu „wyrwę ci język przez odbyt”, tylko odwzajemnia reakcję i kiwa głową na przywitanie. I to nawet jeśli jest policjantem. ŁOUŁ!

19. Dostępność i podejście do prostytucji

tajlandia-bangkok-8

Tajskie prostytutki w odróżnieniu od polskich są bardzo proaktywne i na maksa bezpośrednie – gdy idziesz ulicą, łapią Cię za rękę i próbują zaciągnąć do lokalu oferując seks oralny. Szczególnie zaskakujące jest to na wyspach, gdzie kilka razy dziennie mijasz panie zajmujące się wykonywaniem masaży, po czym po zmroku okazuje się, że te same kobiety wykonują podobną usługę, tyle że – jak to same określają – ze „szczęśliwym finałem”.

20. Tajowie kochają kicz

tajlandia-bangkok-kicz

Wszystko co związane z Buddą jest pozłacane najtańszym lakierem do paznokci, przez co wygląda ultra kiczowato, jednak nikomu to nie przeszkadza.

21. Świetna jakość tanich linii lotniczych

tajlandia-bangkok-14

Standardowy lot samolotem na terenie Tajlandii, to koszt około 100zł bez kupowania biletów z półrocznym wyprzedzeniem, do tego w cenie masz bagaż rejestrowany do 15kg i podręczny do 7kg, a w trakcie lotu wodę i przekąskę. Spoko, co?

22. Ołtarz z penisów

railay-beach

W grocie skalnej na Plaży Railay.

23. Mnisi są najważniejsi

tajlandia-bangkok-mnisi

Dlatego w komunikacji miejskiej na miejscach siedzących mają pierwszeństwo przed starcami, kobietami w ciąży i inwalidami.

Na ten moment czekałem długo, a dokładnie to 4 lata i 7 miesięcy, bo dokładnie 02.04.2012. Jamal opublikował klip do utworu „Defto”, który był kręcony w Tajlandii i gdy tylko go zobaczyłem, obiecałem sobie, że pewnego dnia tam polecę i na własne oczy zobaczę te wszystkie egzotyczne miejsca pojawiające się w teledysku.

Dziś jest ten dzień!

Właśnie wsiedliśmy z Dominikiem do samolotu i lecimy Bangkoku (z przesiadką w Dubaju), gdzie spędzimy kilka dni jedząc najdziwniejsze uliczne żarcie i szukając Buddy po świątyniach, a potem zwiedzamy tajskie wyspy śpiąc w szałasach i piorąc w rzece.

Innymi słowy: RUSZAMY W WIELKI ŚWIAT!

Nie spodziewajcie się żadnych nowy tekstów na blogu, bo takowe w ciągu najbliższych 2-3 tygodni się nie pojawią, ale jeśli chcecie śledzić naszą podróż, to wpadajcie na Instagrama, gdzie na bieżąco będą się pojawiać lokalne zwierzątka, palmy i nasze lica.

PRZYGODA, PRZYGODA!