Close
Close

Gówno, które komedie romantyczne wtłaczają do głów

Skip to entry content

Przeciętny Polak chodzi do kina dwa razy w roku: na walentynki i na dzień kobiet. Ewentualnie trzeci raz na jakąś bajkę Disneya, jeśli ma dziecko. Efekt jest taki, że najpopularniejszym gatunkiem filmowym produkowanym w naszym kraju są komedie romantyczne przez co taśmowo powstają buble będące zamachem na inteligencję pokroju „Listów do M.”, czy „Planety singli”. Żeby nie było, że tylko Polska produkuje zakalce, bo po takich „Muza i meduza”, czy „Gigli” też można dostać intelektualnej zgagi.

Zmarnowany czas jednak nie jest najgorszym efektem ubocznym oglądania komedii romantycznych. Dużo bardziej brzemienne w skutkach jest gówno, które przeciętny tytuł z tego gatunku pakuje przeciętnemu widzowi do głowy. Gówno w postaci fałszywego obrazu świata, idiotycznych przekonań i szkodliwych wzorców zachowań, które negatywnie wpływają na życie i podejmowane decyzje.

Kobieta bez mężczyzny jest nic nie warta

Jak spełniona zawodowo, rodzinnie i hobbystycznie by nie była i jak bardzo nie miałaby ułożonego życia, przekaz jest zawsze jeden: jest żałosnym przegrywem bo nie ma chłopa. To nic, że ma pracę, w której przyzwoicie zarabia i ją cieszy, co z tego, że ma przyjaciół, na których może polegać i satysfakcjonująco spędzać czas, nawet to, że w pojedynkę w pełni radzi sobie z wychowywaniem potomstwa nie jest ważne. Liczy się tylko to, że nie ma faceta co z automatu czyni ją bezwartościową, więc jej nadrzędną misją życiową jest znalezienie takowego. A raczej oczekiwanie na bycie znalezioną, bo przecież, gdyby wzięła sprawy w swoje ręce i sama zaczęła aktywnie szukać partnera, byłaby przegrywem do kwadratu, bo tak robią tylko desperatki.

Mamy XXI wiek, a popkultura dalej próbuje wmówić laskom, że bez partnera są nikim i jedyne co mogą zrobić to czekać.

Prawdziwa miłość powinna wybaczać WSZYSTKO

Oszukiwał Cię przez połowę małżeństwa? To co, ważne, że mówi, że kocha. Traktował Cię jak śmiecia? No, ale w końcu przecież przeprosił i kupił bilety do Paryża. Dostałaś od niego w twarz przy znajomych? Łobuz kocha najbardziej, wiadomo. Zrobił sobie popielniczkę z Twojego serca? Ważne, że obiecał poprawę dołączając efektowny prezent. Nie ma co robić afery, w końcu prawdziwa miłość powinna wybaczać wszystko.

Seks jest idealny od pierwszego stosunku

Nie ma żadnego poznawania się, stopniowego odkrywania co każdej ze strony sprawia przyjemność i uczenia swoich ciał. Nie ma żadnych potknięć, niepowodzeń falstartów i problemów z trafieniem do właściwej dziurki. Od początku jest szał jak u Podkowińskiego, fajerwerki jak na wiankach w Krakowie i wielokrotne orgazmy jak w dobrym fantasy. Bo tak właśnie wygląda seks w prawdziwej romantycznej miłości. To znaczy, w prawdziwej komedioromantycznej miłości.

Jedyny akceptowalny partner, to idealny partner

Jakiś czas temu ukazał się cykl książek „Wystarczająco dobrze”, a jedną z nich jest „Wybieraj wystarczająco dobrze” i mam wrażenie, że myśl w niej zawarta jest rozwiązaniem większości problemów dzisiejszych ludzi. Po czasach niedoboru – komuna, stanie w kolejkach po buty od Kanyego Westa i te sprawy – żyjemy w epoce nadmiaru. Nadmiaru jedzenia, ciuchów, rozrywki, gadżetów, możliwości, a tak że potencjalnych partnerów. Co gorsza, żyjemy w atmosferze presji, że każdą z tych rzeczy musimy wybrać idealnie, co jest nie tyle męczące i czasochłonne, co niemożliwe.

No dobra, może o ile spędzając cały tydzień na wojażach po sklepach, Zalando i Allegro da się wybrać idealną sukienkę, czy buty, o tyle niemożliwe jest dokonanie wyboru perfekcyjnego partnera. Raz, że ludzie nie są opisani jak telefony w Media Markcie, aby dało się porównywać ich parametry patrząc na karteczkę ze specyfikacją, dwa, że nigdy wszyscy istniejący nie będą dostępni, a trzy, że zwyczajnie IDEAŁÓW NIE MA. Po prostu nie istnieją i u każdego prędzej czy później uwydatniają się jego wady lub coś co z pozoru wydawało nam się konieczną zaletą w praktyce okazuje się irytującym mankamentem.

Mimo to, komedie romantyczne cały czas lansują model perfekcyjnie dopasowanego partnera, który i góry przeniesie, i dzika zagryzie, i będzie znał się na kwiatkach, i na czołgach, i przytuli, i poświntuszy po mandaryńsku, i będzie znał krav magę, i sambę, i rumbę, i mnożył w pamięci do 1000, i miał zawsze wzwód twardy jak jabłka z podwarszawskich sadów, i gotował jak jebany Gordon Ramsey. A do tego rozumiał Cię lepiej niż Ty sama i nie wkurwiał się, że musi wstrzymywać dwójkę, aż skończysz się malować. Tylko z takim typem możesz się związać.

Tylko, że tacy nie istnieją.

Poza mną.

HEHE.

Kobietę zdobywa się kupowaniem prezentów i byciem na każde jej zawołanie

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.

Nie.

Związek jest rozwiązaniem wszystkich problemów

Nie masz za co żyć, wyrzucili Cię z roboty, nie masz żadnych umiejętności poza robieniem smutnej minki, a komornik zajął ostatnie puszki po kociej karmie i oddał na skup złomu? Znajdź se chłopa! Masz raka, AIDS, chorobę dwubiegunową i niedojebanie mózgowe? Znajdź se chłopa! Nie wiesz jak odnaleźć się w bezdusznym, konsumpcjonistycznym społeczeństwie, którym rządzi pieniądz, do tego jesteś nadwrażliwa, masz egzystencjonalne rozkminy i nie wiesz jaki cel ma Twoje życie? Znajdź se chłopa, a wszystkie problemy znikną jak David Coperfield!

Chłop jest lekarstwem na wszystko! Nie wierzysz? Spytaj bohaterek komedii romantycznych.

***

 

Bleeeh. W końcu wyrzuciłem to z siebie. Teraz mogę w spokoju wrócić do oglądania „Pokojówki na Manhattanie”.

 

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Pingback: architecture essay from outside real space virtual()

  • Zwróciłeś uwagę na bardzo denerwujące zjawisko. Przynajmniej mnie bardzo denerwujące. Ten pogląd, że życie kobiety jest bezsensu, dopóki nie znajdzie sobie partnera. Ależ to totalna bzdura i przykry jest fakt, że wiele młodych, ale i starszych kobiet na podstawie tego przekonania buduje swoje życie i szczęście. W dodatku, jeśli któraś wyłamuje się ze schematu i jej całe życie nie kręci się wokół znalezienia sobie mężczyzny, patrzą na nią z politowaniem, jakoby oszukiwała sama siebie, jeśli nie cały wszechświat. Przecież na pewno jest nieszczęśliwa i tylko udaje niezależną…
    Druga sprawa, że tak jak zauważyłeś, nie ma ideałów. Ale to nie tak, że nie można dobrze wybrać. Przede wszystkim wiele osób zapomina, że ludzie z czasem zwyczajnie się zmieniają.
    „Kobietę zdobywa się kupowaniem prezentów i byciem na każde jej zawołanie” opis do tego mnie rozwalił, a wpis był świetny.

    Pozdrawiam

  • Z komediami romantycznymi mam tak, że z jednej strony uważam je za tanią rozrywkę (powielanie schematów, o których piszesz), ale z drugiej, chętnie po nie sięgam, kiedy mam dola. Myślę, że zamiłowanie do tych filmów u kobiet to pozostałość po marzeniach o księciu na białym koniu. Nawet jeśli w filmach postaci męskie są stereotypowe. Kobiece, z resztą, też.

  • Bo komedie romantyczne, to tak jak bajki, które uwielbiamy/uwielbialiśmy czytać i słuchać. Piękny książę zobaczył Śpiącą Królewnę i tak się w niej zakochał od tego pierwszego wejrzenia, że musiał ją pocałować. A ona, gdy otowrzyła oczy i spojrzała na niego, od razu oddała mu serce. A potem żyli długi i szczęśliwie (chociaż tego nikt jeszcze nie sprawdził).

  • Brawo! Nic dodać nic ująć!

  • S.

    „żyjemy w epoce nadmiaru. Nadmiaru jedzenia, ciuchów, rozrywki, gadżetów, możliwości, a tak że potencjalnych partnerów. Co gorsza, żyjemy w atmosferze presji, że każdą z tych rzeczy musimy wybrać idealnie, co jest nie tyle męczące i czasochłonne, co niemożliwe.”
    Nic dodać nic ująć.
    „Znadź se chłopa!”
    So true. :-D

  • komedie romantyczne jak komedie romantyczne, oglądają to dorośli, więc wydawaloby się, że powinni umieć trzymać jakiś dystans od tego co na ekranie, do tego co w życiu. ja się bardziej zastanawiam nad bajkami dla dzieci i tym szczególnym rodzaju bajek dla dziewczynek-dzieci – to też jest trochę zgroza.
    z drugiej strony: ja oglądałam i żyję, nie złamało mnie to. więc najwyraźniej ważne jest, kto ma co w głowie. widocznie od dziecka byłam supermądra.

    patrz jaki paradoks, że osoby, które by najwięcej skorzystały na przeczytania takiego posta – nigdy go nie przeczytają. i dalej będą się karmiły komediami 2x do roku.

    • Mnie zastanawia to, że jak w bajkach pokazywana jest przemoc czyli jeden robi krzywdę drugiemu to jest to ok, a jeżeli w bajce pokazali by scenę seksu czyli obopólną przyjemność to byłaby afera na cały kraj a producenci zostaliby zlinczowani.

  • Ruda

    Pierwszy raz tak bardzo się nie zgadzam.
    Jestem spełnioną kobietą, mam przyjaciół, fajną pracę i wystarczającą ilość pieniędzy, ale …jestem sama i naprawdę przez to nie jestem tak szczęśliwa jak powinnam być. Nikt mi nie mówi, że jestem niepełnowartościowa, sama czuję, że czegoś mi brakuje. Nie mówię wszystkim jak, że est mi tak źle, tylko robię dobrą minę do złej gry.
    Od razu uprzedzę zarzuty, że jestem wybredna albo czekam na księcia z bajki!
    Mam brać pierwszego lepszego, który nie jest zły, ale do którego nic nie czuję? Czy żyjemy w średniowieczu, że mogę sobie wmówić, że nie muszę go kochać, ważne żeby miał jakiś dorobek?
    Pragnę też odepchnąć argument, że jestem materialistką, spotykałam się z facetem, który ogólnie rzecz biorąc będzie w przyszłości miał posiadać pół kamienicy… I wiecie co? Nic. Nie spowodowało to wielkiego uczucia. Niestety bo jest to też bardzo opiekuńczy i miły kolega…., ale wolałam leżeć na łóżku i patrzeć w sufit niż spędzać czas z nim.
    Komedie romantyczne dają nadzieję, że może coś się zmieni… Jestem realistką i nie wierzę, że spodobam się facetowi wynosząc śmieci, bez makijażu i w dresach, ale wierzę, że życie jest przewrotne i nigdy nie możemy być niczego pewni, ani dobrego, ani złego.
    Komedie romantyczne są po prostu rozrywką, a że polskie komedie romantyczne są kiepskie to temat na inny post – ważne, że większość się dobrze kończy bo chociaż na ekranie możemy sobie pooglądać happy end :-)

    • czarnepistacje.blogspot.com

      Zgadzam się z komentarzem powyżej. Oczywiście trudno kwestionować stwierdzenie, że kobieta bez faceta NIE jest niepełnowartościowa oraz związki NIE są receptą na wszystkie problemy …ale związki uszczęśliwiają. :) Mówię tu oczywiście o zdrowych relacjach. Nie są jedynym gwarantem szczęścia, ale ciężko dyskutować z badaniami, które jasno pokazują, że ludzie w szczęśliwych związkach żyją dłużej. Rozwody są postrzegane jako jedne z najbardziej traumatycznych wydarzeń życiowych. Osoby porzucane przeżywają niemal fizyczny ból, istnieją badania neurobiologiczne, które tego dowodzą. Nie wynika to z tego, że komedie romantyczne/Disney/whatever wtłoczyły nam do głów jakiś bullshit. To wynika z biologii i naszego ewolucyjnego wyposażenia.

    • S.

      „Jestem realistką i nie wierzę, że spodobam się facetowi wynosząc śmieci, bez makijażu i w dresach,”

      Żebyś się nie zdziwiła, bo jak masz jakieś wypaśone dresy to może wzbudzisz w księciuniu zainteresowanie ;-) śmieci to też dobry temat, żeby zagadać!

      • Ruda

        W sumie pokaż mi swoje śmieci, a powiem Ci jakim człowiekiem jesteś :-P

        • S.

          Ja kiedyś zagadałem do dziewczyny odnośnie warzyw jakie kupiła na sałatkę. No bo fajna dziewczyna i widziałem co niesie w siatce z zakupami to i pretekst był.

          Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zagadać w sprawie śmieci choć to trochę mniej romantyczne :)

          • Ruda

            Dobra, nie będę się upierać… Może nawet facet pomyśli, że lubię porządek i będzie ze mnie dobra Pani domu ;-)

  • P.

    Bardzo podoba mi się twój post. W wolnej chwili proszę przeczytajcie mój blog. http://www.zbiormyslii.blogspot.com

  • Aleksandra Muszyńska

    Ja też zauważyłam, że często w produkcjach kinematograficznych z tego gatunku facet, który szaleje za babą i ostatecznie zajeżdża pod jej okno na gniadym rumaku – często po początkowym pozostawaniu na dyskretnym uboczu- jest takim ciaputkiem. A to za bardzo nieśmiały, żeby zagadać, a to jakiś taki pierdołowaty w całokształcie, najlepiej jeszcze nonszalancko wymięty i z koszulą na wpół wystającą z gaci. Koniecznie nieco przeintelektualizowany.
    W takich kreacjach przodował swego czasu, mimo całego swojego uroku, zazwyczaj Hugh Grant. Ale dość pierdołowaty jest też Maciej Stuhr w „Listach do M.”
    Jeśli chodzi o ostatni akapit – oczywiście, że związek nie rozstrzygnie wszystkich twoich dylematów, nie zapłaci za twoje licytowane przez komornika mieszanie (chyba,że twoja druga połowa okazuje się być obleśnie bogata) i nie zastąpi psychoterapii – ale mimo wszystko nieporównywalnie łatwiej jest borykać się ze wszystkimi problemami wtedy, gdy masz obok siebie kogoś,kto cię kocha. Ja bez swojego chłopa zwariowałabym już jakieś osiemset tysięcy razy przez problemy małe i duże, ale dzięki niemu potrafię jakoś wszystko naprostować czy też po prostu spojrzeć na to inaczej.
    I owszem, niejednokrotnie pomógł mi również na „egzystencjalne rozkminy”. A ja jemu. I tak się kulamy razem przez życie.
    Może takie jest sedno przekazu w tej akurat materii ;).

  • ❤!

  • Kręcisz kolego. Przecież komedie mówią prawdę, a ten nienawistny post jest podyktowany przez Twoją zazdrość, bo jesteś chłopakiem i nie możesz rozwiązać wszystkich swoich problemów znajdując chłopa.

    HEHE.

    • S.

      Brawo ciotka! ;-)

  • O_l_l_i_e

    I że wierność jest fe. Nieważne, że obydwoje jesteście w związkach, jeśli na boku wzdychasz do/sypiasz z kimś innym, albo przynajmniej snujesz plany o domku z białym płotem i gromadce dzieci, to nieważne, NIE – WAŻ – NE, albowiem powszechnie wiadomo, że prawdziwa miłość zdrady się nie boi i jeśli byliście sobie przeznaczeni w gwiazdach, to wszyscy zdradzani partnerzy jeszcze Wam powinni pobłogosławić.

  • Milena

    cudne.. idealne :)

  • Z każdym tekstem kocham Cię coraz bardziej. Nie wiem skąd bierzesz porównania, ale są genialne. A tekst. Sama prawda. Czasem szkoda mi kobiet, które swoje szczęście warunkują posiadaniem faceta. Które wiążą się z draniami i kretynami „bo misiaczek się zmieni”. W filmach się zmieniają.

    Agata Róża

  • Dodałabym jeszcze to, że ciąża w każdej komedii romantycznej wygląda tak samo – kobieta już na drugi dzień po stosunku wymiotuje w łazience. I jeszcze przeżywanie niepozwodzeń z facetami w jedyny możliwy sposób, tj. zjadanie litra lodów przed TV :-)

    • Zajadanie lodów, oglądanie romatycznych filmów i słuchanie smętnych kawałków, że on ją kocha, że ojej. Na pewno pomoże.

      Agata Róza

  • J.

    Nie zapomnij dodać, że większość bohaterek (nie oszukujmy się, głównymi postaciami są kobiety) jest rozdarta między – co najmniej – dwoma mężczyznami. Ach te problemy!

    • O kurcze. Jak ja tego motywu nie znoszę. Kiedyś miałam w planach sięgnąć po książkę, która traktowała o wojnie na ukrainie. Z przepięknymi zdjęciami tejże. Tylko okazało się, że facet zamiast reportażu napisał powieść. Z czworokątem miłosnym. CZWOROKĄTEM!

      Agata Róża.

  • laura

    wzwód twardy jak jabłka spod warszawskich sadów <3

  • Konrad Norowski

    Wybaczyć można dużo, ale wybaczenie nie jest równoznaczne z kontynuowaniem związku. No chyba że w takich filmach. Zresztą nie tylko komedie romantyczne psują ludzi w ten sposób – na facebooku jest na przykład urocza stronka „Disney jest odpowiedzialny za moje wysokie wymagania co do mężczyzn : )”.

    Ciekawe skąd (poza rodziną i znajomymi) ludzie czerpaliby wzorce relacji gdyby nie powstawały takie durne filmy?

    • Z książek i baśni ludowych, pamiętaj, że jak się nie do końca rozumiecie w związku to najlepiej targnąć się na życie #romeoijulia.

      • Konrad Norowski

        Można też się nie certolić i wysadzić zamek! #zobaczŁęckaconarobiłaś

Najgorsze co możesz zrobić, to żyć „chujowo, ale stabilnie”

Skip to entry content

Gdy ktoś pytał „co słychać?” i za bardzo nie wiadomo było co odpowiedzieć, żeby nie rozpoczynać litanii krzywd, w pokoleniu moich rodziców zbywało się rozmówcę hasłem „stara bida”, w moim pokoleniu natomiast powiedzenie to przeszło metamorfozę i brzmi „jest chujowo, ale stabilnie”.

– Jak w pracy?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

– Jak ci się układa z Krystyną?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

– Jak mieszkanie z teściami?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

– Jak życie?

– Jest chujowo, ale stabilnie.

Uniwersalna odpowiedź na wszelkie drażliwe pytania, które wywołują w pytanym dyskomfort i przypominają jak źle jest mu w danej kwestii. Gdy wiesz, że praca, którą wykonujesz zupełnie Cię nie satysfakcjonuje i nie rozwija, związek, w który wpadłeś to ciepłe bagienko, a Twoje życie nie może wydostać się z zamkniętego rozdziału, rzucasz zabawne hasełko podłapane gdzieś w sieci i po sprawie. Mam wrażenie, że niektórzy obrali je sobie za ponadczasowe motto, bo mimo zmiany dat w kalendarzu, kursu dolara i sytuacji geopolitycznej, ich odpowiedź na pytanie „co słychać?” cały czas brzmi tak samo. I nie jest to „super!”.

Jeśli jesteś jedną z osób, która kieruje się zasadą, że nie ma nic złego w tkwieniu w gównie, jeśli tylko to gówno jest Ci znane i przewidywalne, to ten tekst jest dla Ciebie.

Stabilizacja w długiej perspektywie nie istnieje

stabilizacja – stan równowagi; utrwalenie jakiegoś stanu, położenia, zjawiska

Pamiętam jak w 2013 byłem na jakiejś domówce i paląc fajkę na balkonie, gość, od którego wziąłem ognia, spytał mnie czym się zajmuję. Gdy powiedziałem, że piszę bloga spojrzał na mnie jak nauczyciel na uczniaka, i spytał retorycznie „no fajnie, fajnie, ale co ty będziesz robił za 5 lat, jak moda na blogi się skończy?”. Ta jego pseudo troska zdradzająca poczucie wyższości była o tyle zabawna, że on sam zajmował się montowaniem anten satelitarnych. Do telewizorów. Czyli w dobie Netflixa, HBO GO, serwisów z wideo na żądanie i szalonego rozwoju smartfonów, zajmował się montowaniem prehistorycznych urządzeń do reliktów przeszłości. Przez swoje zadufanie zupełnie nie zauważając jak świat się zmienia.

Bo świat się zmienia. Każdego dnia. Przez co nie ma czegoś takiego jak stabilizacja.

W czasach młodości mojej babci szewc to był pewny, solidny zawód. Dziś trudno mi sobie przypomnieć, czy w ciągu ostatnich 10 lat choć raz byłem u szewca. Podobnie jak nie korzysta się już z usług osób wykonujących takie profesje jak latarnik, szczurołap, mleczarz, czy telefonistka, mimo, że każdy z nich z pewnością czuł, że ma trwały fach w ręku. Galopujący postęp technologiczny sprawia, że każdego roku kolejne zawody odchodzą w zapomnienie, bo albo taniej, albo łatwiej, albo lepiej, albo szybciej jest daną pracę zlecić maszynie.

Bo wszystko się zmienia. Bo jedyną stałą jest zmiana.

Czy to w kwestii pracy, czy związków, czy polityki globalnej stabilizacja jest możliwa tylko w krótkim okresie, bo nikt z nas nie żyje w układzie izolowanym, zamkniętym na czynniki zewnętrzne. Nawet kamienna góra ulega zmianom, bo wietrzeje, jest drążona przez wodę lub przez zmiany wewnątrz naszej planety. Czy jeszcze 4 lata temu ktoś na poważnie brałby pod uwagę, że Donalnd Trump zostanie najważniejszym człowiekiem na świecie, Snapchat pozwoli twórcom zarabiać dziesiątki tysięcy złotych, a co piąty mieszkaniec dużego miasta będzie miał uczulenie na gluten?

To co się wydaje ucementowane dzisiaj, jutro jest już tylko liściem targanym na wietrze. „Panta rhei” – wszystko płynie, więc jak naiwnym trzeba być, żeby wierzyć w jakąkolwiek długoterminową stabilność?

Każdy dzień dłużej w bylejakości, to krok dalej od możliwości zmiany

Jest takie powiedzenie, że im więcej świeczek na torcie, tym trudniej cokolwiek zmienić. I jest w tym dużo prawdy.

Gdy masz 19 lat i mieszkasz z rodzicami, możesz całą swoją rzeczywistość wywracać do góry nogami pstrykając palcami. Z dnia na dzień. Bez obaw, bez konsekwencji bez wyrzutów moralnych. Gdy masz 27 lat i żyjesz na własny rachunek, łańcuchy rzeczywistości powoli zaczynają się zaciskać na Twoich nadgarstkach i coraz trudniej jest Ci wprowadzać gruntowne zmiany. Rzucenie pracy pod wpływem impulsu, już nie jest takie proste, bo rachunki same się nie zapłacą, a głodu nie zaspokoisz poczuciem bycia rebeliantem. Podobnie ze związkiem, masz dużo więcej oporów, żeby go zakończyć nawet jeśli nie jesteś z niego zadowolony, bo widzisz, że możliwości na poznanie kogoś nowego jest nieporównywalnie mniej. I przede wszystkim coraz mniej masz na to czasu. Gdy masz 35 lat czujesz się jak więzień codzienności, zniewolony przez obowiązki, więzi rodzinne, kredyty i inne, ciągle mnożące się zobowiązania. Zostawisz żonę, żeby w końcu znaleźć miłość swojego życia? Przecież macie razem dziecko. Skażesz je na wychowywanie się w rozbitej rodzinie? Pieprzniesz w cholerę tą odmóżdżającą robotą i otworzysz foodtrucka z tostami, o którym zawsze marzyłeś? A co jak nie wypali? Z czego będziesz spłacał mieszkanie? I płacił za przedszkole córki?

Stwierdzasz, że jest chujowo, ale stabilnie i patrzysz jak pociąg z lepszym życiem bezpowrotnie odjeżdża znikając we mgle.

Każdy dzień dłużej w bylejakości, to dzień krócej w zajebistości

Im dłużej tkwisz w życiu, którego nie chcesz, tym mniej masz czasu na życie, o którym śnisz.

Do momentu, w którym nie będziemy mieli cybernetycznych ciał, w pełni naprawialnych i wymienialnych, jak bohaterowie „Ghost in the shell”, a dusza nie będzie w stanie przemieszczać się między zewnętrznymi powłokami, do tego momentu czas jest jedynym nieodnawialnym dobrem na świecie. Godzin, dni, lat, gdy jesteś w relacji, sytuacji, czy zawodzie, który jest dla Ciebie niezadowalający, niesatysfakcjonujący, który Cię nie cieszy, który Ci nie odpowiada, nikt nie cofnie. Ten czas mija bezpowrotnie. BEZ-PO-WRO-TNIE. Nawet jeśli w wieku 40 lat, stwierdzisz, że rzucasz wszystko w pizdu i układasz świat wokół siebie tak jak miałeś na to ochotę od liceum, to nikt, powtarzam, NIKT nie zwróci Ci tych miesięcy, gdy żyłeś byle jak, w sprzeczności z samym sobą.

Życie chujowo, ale stabilnie, to skazywanie się na nieszczęście

Bo każdy dzień, gdy nie jesteś szczęśliwy, to jeden dzień mniej w Twoim życiu, gdy mógłbyś być szczęśliwy w pełni, a pozorna stabilność jest pozorna, do momentu kiedy staje się jawnym bagnem.

---> SKOMENTUJ

7 zwierząt, które wychodzą na zdjęciach lepiej niż Ty

Skip to entry content

Przeczytałeś tytuł i zrobiło Ci się przykro? Otrzyj łzy upokorzenia i zagryź ołówek, bo najgorsze dopiero przed Tobą. Te zwierzęta nie dość, że są fotogeniczniejsze od Ciebie, to do tego mają ciekawsze życie niż Ty. Poznaj szopa, jeża, papugę i cztery psy, które popularnością i predyspozycjami do występu przed obiektywem biją na głowę każdą gwiazdę „Klanu”, „Na Wspólnej” i „Plebanii”.

Aspen – górski pies

aspen-th-mountain-pup

Golden retriver globtroter, chodzi po górach, przepływa jeziora, włóczy się po lasach, a w czapce Świętego Mikołaja wygląda lepiej niż grubasek z Coca-Coli. Oprócz tego, że Aspen zwiedza miejsca i ma przygody, których autentycznie mu zazdroszczę, w zasadzie każde z jego zdjęć mogłoby być ilustracją kalendarzową albo samodzielnym plakatem. I jak tu nie nienawidzić zwierząt?

Profil na Instagramie: aspenthemountainpup

Jacek Koktajlowiec

jack-the-cockatiel

Jacucha ceni sobie minimalizm, dlatego wszystkie jego portrety są na tym samym tle, a zmieniają się tylko rekwizyty, które mają go zabawiać. Raz pożongluje piłką, raz pośmiga na desce, raz wcieli się we florystę, a raz w bosmana kapitanującego łajbie. W życiu Jacusia nie brakuje też typowo męskich rozrywek jak poker, gra w kości, czy chlanie do nieprzytomności herbaty z gwinta.

Profil na Instagramie: jackthecockatiel

Piggy i Polly

piggy-and-polly

Życie dwóch buldogów francuskich oscyluje głównie wokół robienia znudzonych min w różnych pozach i spania. Czyli tak jak większości polskich celebrytek, tyle, że Piggy i Polly nie muszą robić sobie operacji plastycznych, żeby wzbudzić zainteresowanie.

Profil na Instagramie:  piggyandpolly

 

Szop Niepracz

pumpkin-the-racoon

Al Bundy odrodził się na Instagramie pod postacią najlepszego przyjaciela Pocahontas. Robi to co w poprzednim wcieleniu – leży na kanapie i ma wyjebane z przerwą na jedzenie, a i tak zgarnia dziesiątki tysięcy serduszek. Oprócz tego wydaje mu się, że jest psem.

Profil na Instagramie: pumpkintheraccoon

Feszyn Dog

menswear-dog

Gość ma 4 łapy, ogon, sika w krzakach, jada z ziemi, w chwilach zwątpienia liże się po jajkach, a i tak jest lepiej ubrany niż każdy z Twoich byłych i przyszłych facetów. W ostatnim plebiscycie „Vogue’a” na najlepiej ubranego mężczyznę zdetronizował George’a Clooneya i Brada Pitta, a Satorialist regularnie wysyła mu błagalne prośby o ustawkę na sesję.

Profil na Instagramie: mensweardog

Pan Jeż

mr-pokee

Pan Jeż jest dowodem na lansowaną przez Azjatów tezę, że wielkość nie ma znaczenia. Cały mieści się w jednej dłoni, w bicku ma mniej niż w uszach, wzrostem budzi postrach jedynie wśród mrówek, a mimo to wyrwał mega sztukę, która nosi go na rękach. Ale trudno się dziwić, bo nienachalna uroda i chroniczna nieśmiałość, czyni z Pana Kolczastego największego słodziaka w internecie, przy którym trudno nie mieć odruchu przytulnego.

Profil na Instagramie: Mr.Pokee

***

Jak znacie inne zwierzątka na Insta warte obserwowania, to dajcie znać.

---> SKOMENTUJ

Negatywne skutki bycia w długoterminowym związku

Skip to entry content

Jest wiele tragedii, które mogą się zdarzyć  mężczyźnie, ale tylko 5 z nich jest w stanie odcisnąć piętno, którego nie da się pozbyć i wrócić do normalnego funkcjonowania bez wieloletniej terapii u specjalisty.

  1. Użycie innych kosmetyków do twarzy, niż wódka rozlana na stole, w którą się wpadło wbijając gwoździa.
  2. Zobaczenie swojej matki w sytuacji jednoznacznie seksualnej.
  3. Zatrucie żołądkowe w trakcie Oktoberfestu.
  4. Doznanie niemocy podczas trójkąta z dwiema biseksualistkami.
  5. Wejście w poważny długoterminowy związek.

Przy punkcie numer 5 pozostałe tracą na znaczeniu, tak samo jak jedynka z kartkówki na biologii w czwartej klasie podstawówki traci na znaczeniu przy studiowaniu europeistyki. Są porażki i są tragedie życiowe i uszanujmy te drugie, nie przyrównując do nich tych pierwszych. Jedyną gorszą rzeczą jaką można sobie zrobić jest zawarcie małżeństwa. Ale to tak jakby stopniować śmierć – nie da się być mniej lub bardziej martwym.

Gdy orientujesz się jak wyniszcza Cię trwanie w niechwilowej relacji z kobietą, zazwyczaj jest już za późno i Charon szykuje Ci łódź, dlatego jak w reklamie Rutinoscorbinu, lepiej przeciwdziałać niż leczyć. I zawczasu być świadomym jakie są negatywne skutki bycia w długoterminowym związku. Bo jest ich całkiem sporo i żadnego z nich nie należy bagatelizować, bo skończycie jak Anakin Skywalker. Bez ręki, nogi i z dławicą piersiową.

Po pierwsze, tracisz kontakt ze znajomymi

Zamiast jak co piątek pójść z kolegami na miasto, zalać się w trupa i urwać film, oglądasz jeden z nich, zasypiając i budząc się w tym samym miejscu, w dodatku nie mając problemu z jego identyfikacją. Nie szlajasz się po nocach od jednej mordowni do drugiej tancbudy, Twoje ciuchy nie śmierdzą jakbyś wyszedł z wędzarni, a następnego dnia nie drapiesz po wyświetlaczu, próbując doskrobać się do jednego zera, które zniknęło z Twojego konta.

I co najgorsze, dajesz sobie wmówić, że Ci z tym dobrze. Absurd.

Po drugie, przestajesz jeść swoje ulubione jedzenie

Gdy okazjonalne spotykanie się na mieście zamienia się w pełnoprawne bycie razem, obejmujące również konsumpcję posiłków, po których nie następują sesje zapasów łóżkowych – w sensie, że jecie nie tylko kolację razem – dowiadujesz się kilku ciekawych rzeczy. Na przykład, że żarcie burgerów 8 razy w tygodniu jest nie do końca zdrowe, żarcie mięsa z mięsem w sosie z mięsa tuż przed spaniem też średnio, a deser z połowy kilograma czekolady to już w ogóle.

Nie zdążysz wymienić w myślach wszystkich liczb pierwszych poniżej miliona, a już zaczyna się terror żywieniowy, polegający na informowaniu Cię jak bardzo ciężkostrawne są kolejne pozycje z Twojego menu. W efekcie zaczynasz się przejmować tym co jesz, ulegasz tyranii zdrowia i żegnasz się ze swoją ulubioną szamą, robiąc krzyżyki z kiełków brokułu na kanapkach śniadaniowych.

Po trzecie, przechodzisz pranie mózgu

Dla niepoznaki i zmarginalizowania problemu często nazywane dojrzewaniem lub zmianą poglądów.

Dzieląc z kimś nie tylko ciała, ale i życie, a przede wszystkim myśli i to te głębsze niż „swędzi mnie ucho”, czy „chyba będzie padać”, zestawiasz swoje przekonania i prawdy, którymi się kierujesz, z przekonaniami i prawdami tej drugiej osoby. I jeśli są one różne, to zaczynasz robić coś niebezpiecznego, co nazywa się przyjmowaniem innej perspektywy i zastanawiasz się, czy może jej pogląd na daną sprawę nie jest słuszniejszy od Twojego. Co bezpośrednio prowadzi do prania mózgu.

W najlepszym przypadku możesz stać się bardziej empatyczny i wrażliwy, a w najgorszym możesz przestać postrzegać homoseksualizm jako chorobę, tak że radzę uważać.

Po czwarte, poszerza się zakres ról, w których występujesz

Nie jesteś już tylko czyimś synem, pracownikiem korporacji, właścicielem chomika i członkiem osiedlowej ligi w CSa. Nie. Jakby te 4 role społeczne były za mało angażujące i czasochłonne, to żeby do reszty wypełnić ostanie kilka wolnych godzin w dobie, okazuje się nagle, że również jesteś czyimś partnerem życiowym. Przez co zaczynasz myśleć o sobie w liczbie mnogiej, stajesz się rozsądniejszy, a w dodatku poznajesz nowych ludzi. Jakbyś nie miał co z czasem robić.

Po piąte, tracisz swoje rzeczy

Nie ma nic gorszego, niż kobieta, która dorwie się do męskiej szafy i dostanie – wymuszone, ale jednak – pozwolenie przejrzenia jej. No dobra, 40-procentowy podatek dla przedsiębiorców jest gorszy, ale my teraz nie o hajsie. Wracając do tych ciuchów, nagle okazuje się, że gdzieś w zakamarkach pawlacza masz muchę z pierwszej komunii świętej, która do niczego Ci nie pasuje, koszulę z bierzmowania, która jest na Ciebie – o dziwo – za mała i buty ze studniówki, które są w tym momencie retro. A Ty się nie ubierasz retro.

Oczywiście te kilka reliktów przeszłości, które zupełnie świadomie i celowo trzymasz w swojej szafie, to za mało, żeby dać Ci do zrozumienia, że powinieneś zrobić delikatny remanent, więc nagle pojawiają się wypłowiałe koszulki, wytarte spodnie i ciuteńkę nadgryzione zębem czasu bluzy. Czujesz, że niektórych z tych rzeczy dla własnego dobra lepiej już nie zakładać, ale bez przesady, żeby tylko z tego powodu, ktoś mówił Ci, że masz je wyrzucić.

Mimo, że to Twoje trupy w szafie i powinieneś pochować je tylko wtedy, gdy uznasz to za stosowne – czyli nigdy – grzebiesz je przed ostatecznym rozkładem. Tracąc tym samym swoje rzeczy.

***

Ze związkami jak z lekami, przed skorzystaniem warto przeczytać ulotkę, żebyś wiedział co Cię czeka.

autorem zdjęcia w nagłówku jest royalty free
---> SKOMENTUJ