Close
Close

Gówno, które komedie romantyczne wtłaczają do głów

Skip to entry content

Przeciętny Polak chodzi do kina dwa razy w roku: na walentynki i na dzień kobiet. Ewentualnie trzeci raz na jakąś bajkę Disneya, jeśli ma dziecko. Efekt jest taki, że najpopularniejszym gatunkiem filmowym produkowanym w naszym kraju są komedie romantyczne przez co taśmowo powstają buble będące zamachem na inteligencję pokroju „Listów do M.”, czy „Planety singli”. Żeby nie było, że tylko Polska produkuje zakalce, bo po takich „Muza i meduza”, czy „Gigli” też można dostać intelektualnej zgagi.

Zmarnowany czas jednak nie jest najgorszym efektem ubocznym oglądania komedii romantycznych. Dużo bardziej brzemienne w skutkach jest gówno, które przeciętny tytuł z tego gatunku pakuje przeciętnemu widzowi do głowy. Gówno w postaci fałszywego obrazu świata, idiotycznych przekonań i szkodliwych wzorców zachowań, które negatywnie wpływają na życie i podejmowane decyzje.

Kobieta bez mężczyzny jest nic nie warta

Jak spełniona zawodowo, rodzinnie i hobbystycznie by nie była i jak bardzo nie miałaby ułożonego życia, przekaz jest zawsze jeden: jest żałosnym przegrywem bo nie ma chłopa. To nic, że ma pracę, w której przyzwoicie zarabia i ją cieszy, co z tego, że ma przyjaciół, na których może polegać i satysfakcjonująco spędzać czas, nawet to, że w pojedynkę w pełni radzi sobie z wychowywaniem potomstwa nie jest ważne. Liczy się tylko to, że nie ma faceta co z automatu czyni ją bezwartościową, więc jej nadrzędną misją życiową jest znalezienie takowego. A raczej oczekiwanie na bycie znalezioną, bo przecież, gdyby wzięła sprawy w swoje ręce i sama zaczęła aktywnie szukać partnera, byłaby przegrywem do kwadratu, bo tak robią tylko desperatki.

Mamy XXI wiek, a popkultura dalej próbuje wmówić laskom, że bez partnera są nikim i jedyne co mogą zrobić to czekać.

Prawdziwa miłość powinna wybaczać WSZYSTKO

Oszukiwał Cię przez połowę małżeństwa? To co, ważne, że mówi, że kocha. Traktował Cię jak śmiecia? No, ale w końcu przecież przeprosił i kupił bilety do Paryża. Dostałaś od niego w twarz przy znajomych? Łobuz kocha najbardziej, wiadomo. Zrobił sobie popielniczkę z Twojego serca? Ważne, że obiecał poprawę dołączając efektowny prezent. Nie ma co robić afery, w końcu prawdziwa miłość powinna wybaczać wszystko.

Seks jest idealny od pierwszego stosunku

Nie ma żadnego poznawania się, stopniowego odkrywania co każdej ze strony sprawia przyjemność i uczenia swoich ciał. Nie ma żadnych potknięć, niepowodzeń falstartów i problemów z trafieniem do właściwej dziurki. Od początku jest szał jak u Podkowińskiego, fajerwerki jak na wiankach w Krakowie i wielokrotne orgazmy jak w dobrym fantasy. Bo tak właśnie wygląda seks w prawdziwej romantycznej miłości. To znaczy, w prawdziwej komedioromantycznej miłości.

Jedyny akceptowalny partner, to idealny partner

Jakiś czas temu ukazał się cykl książek „Wystarczająco dobrze”, a jedną z nich jest „Wybieraj wystarczająco dobrze” i mam wrażenie, że myśl w niej zawarta jest rozwiązaniem większości problemów dzisiejszych ludzi. Po czasach niedoboru – komuna, stanie w kolejkach po buty od Kanyego Westa i te sprawy – żyjemy w epoce nadmiaru. Nadmiaru jedzenia, ciuchów, rozrywki, gadżetów, możliwości, a tak że potencjalnych partnerów. Co gorsza, żyjemy w atmosferze presji, że każdą z tych rzeczy musimy wybrać idealnie, co jest nie tyle męczące i czasochłonne, co niemożliwe.

No dobra, może o ile spędzając cały tydzień na wojażach po sklepach, Zalando i Allegro da się wybrać idealną sukienkę, czy buty, o tyle niemożliwe jest dokonanie wyboru perfekcyjnego partnera. Raz, że ludzie nie są opisani jak telefony w Media Markcie, aby dało się porównywać ich parametry patrząc na karteczkę ze specyfikacją, dwa, że nigdy wszyscy istniejący nie będą dostępni, a trzy, że zwyczajnie IDEAŁÓW NIE MA. Po prostu nie istnieją i u każdego prędzej czy później uwydatniają się jego wady lub coś co z pozoru wydawało nam się konieczną zaletą w praktyce okazuje się irytującym mankamentem.

Mimo to, komedie romantyczne cały czas lansują model perfekcyjnie dopasowanego partnera, który i góry przeniesie, i dzika zagryzie, i będzie znał się na kwiatkach, i na czołgach, i przytuli, i poświntuszy po mandaryńsku, i będzie znał krav magę, i sambę, i rumbę, i mnożył w pamięci do 1000, i miał zawsze wzwód twardy jak jabłka z podwarszawskich sadów, i gotował jak jebany Gordon Ramsey. A do tego rozumiał Cię lepiej niż Ty sama i nie wkurwiał się, że musi wstrzymywać dwójkę, aż skończysz się malować. Tylko z takim typem możesz się związać.

Tylko, że tacy nie istnieją.

Poza mną.

HEHE.

Kobietę zdobywa się kupowaniem prezentów i byciem na każde jej zawołanie

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.

Nie.

Związek jest rozwiązaniem wszystkich problemów

Nie masz za co żyć, wyrzucili Cię z roboty, nie masz żadnych umiejętności poza robieniem smutnej minki, a komornik zajął ostatnie puszki po kociej karmie i oddał na skup złomu? Znajdź se chłopa! Masz raka, AIDS, chorobę dwubiegunową i niedojebanie mózgowe? Znajdź se chłopa! Nie wiesz jak odnaleźć się w bezdusznym, konsumpcjonistycznym społeczeństwie, którym rządzi pieniądz, do tego jesteś nadwrażliwa, masz egzystencjonalne rozkminy i nie wiesz jaki cel ma Twoje życie? Znajdź se chłopa, a wszystkie problemy znikną jak David Coperfield!

Chłop jest lekarstwem na wszystko! Nie wierzysz? Spytaj bohaterek komedii romantycznych.

***

 

Bleeeh. W końcu wyrzuciłem to z siebie. Teraz mogę w spokoju wrócić do oglądania „Pokojówki na Manhattanie”.

 

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Dla mnie komedie romantyczne działa jak porno, tyle że głównie wpływa na kobiety. O ile porno daje facetom (zwłaszcza w wieku gimnazjum-liceum, ale nie tylko) nierealistyczne wyobrażenie o seksie, tak komedie romantyczne powodują, że kobiety mają nierealistyczne wyobrażenie o miłości i związku…

  • Pingback: architecture essay from outside real space virtual()

  • Zwróciłeś uwagę na bardzo denerwujące zjawisko. Przynajmniej mnie bardzo denerwujące. Ten pogląd, że życie kobiety jest bezsensu, dopóki nie znajdzie sobie partnera. Ależ to totalna bzdura i przykry jest fakt, że wiele młodych, ale i starszych kobiet na podstawie tego przekonania buduje swoje życie i szczęście. W dodatku, jeśli któraś wyłamuje się ze schematu i jej całe życie nie kręci się wokół znalezienia sobie mężczyzny, patrzą na nią z politowaniem, jakoby oszukiwała sama siebie, jeśli nie cały wszechświat. Przecież na pewno jest nieszczęśliwa i tylko udaje niezależną…
    Druga sprawa, że tak jak zauważyłeś, nie ma ideałów. Ale to nie tak, że nie można dobrze wybrać. Przede wszystkim wiele osób zapomina, że ludzie z czasem zwyczajnie się zmieniają.
    „Kobietę zdobywa się kupowaniem prezentów i byciem na każde jej zawołanie” opis do tego mnie rozwalił, a wpis był świetny.

    Pozdrawiam

  • Z komediami romantycznymi mam tak, że z jednej strony uważam je za tanią rozrywkę (powielanie schematów, o których piszesz), ale z drugiej, chętnie po nie sięgam, kiedy mam dola. Myślę, że zamiłowanie do tych filmów u kobiet to pozostałość po marzeniach o księciu na białym koniu. Nawet jeśli w filmach postaci męskie są stereotypowe. Kobiece, z resztą, też.

  • Bo komedie romantyczne, to tak jak bajki, które uwielbiamy/uwielbialiśmy czytać i słuchać. Piękny książę zobaczył Śpiącą Królewnę i tak się w niej zakochał od tego pierwszego wejrzenia, że musiał ją pocałować. A ona, gdy otowrzyła oczy i spojrzała na niego, od razu oddała mu serce. A potem żyli długi i szczęśliwie (chociaż tego nikt jeszcze nie sprawdził).

  • Brawo! Nic dodać nic ująć!

  • S.

    „żyjemy w epoce nadmiaru. Nadmiaru jedzenia, ciuchów, rozrywki, gadżetów, możliwości, a tak że potencjalnych partnerów. Co gorsza, żyjemy w atmosferze presji, że każdą z tych rzeczy musimy wybrać idealnie, co jest nie tyle męczące i czasochłonne, co niemożliwe.”
    Nic dodać nic ująć.
    „Znadź se chłopa!”
    So true. :-D

  • komedie romantyczne jak komedie romantyczne, oglądają to dorośli, więc wydawaloby się, że powinni umieć trzymać jakiś dystans od tego co na ekranie, do tego co w życiu. ja się bardziej zastanawiam nad bajkami dla dzieci i tym szczególnym rodzaju bajek dla dziewczynek-dzieci – to też jest trochę zgroza.
    z drugiej strony: ja oglądałam i żyję, nie złamało mnie to. więc najwyraźniej ważne jest, kto ma co w głowie. widocznie od dziecka byłam supermądra.

    patrz jaki paradoks, że osoby, które by najwięcej skorzystały na przeczytania takiego posta – nigdy go nie przeczytają. i dalej będą się karmiły komediami 2x do roku.

    • Mnie zastanawia to, że jak w bajkach pokazywana jest przemoc czyli jeden robi krzywdę drugiemu to jest to ok, a jeżeli w bajce pokazali by scenę seksu czyli obopólną przyjemność to byłaby afera na cały kraj a producenci zostaliby zlinczowani.

  • Ruda

    Pierwszy raz tak bardzo się nie zgadzam.
    Jestem spełnioną kobietą, mam przyjaciół, fajną pracę i wystarczającą ilość pieniędzy, ale …jestem sama i naprawdę przez to nie jestem tak szczęśliwa jak powinnam być. Nikt mi nie mówi, że jestem niepełnowartościowa, sama czuję, że czegoś mi brakuje. Nie mówię wszystkim jak, że est mi tak źle, tylko robię dobrą minę do złej gry.
    Od razu uprzedzę zarzuty, że jestem wybredna albo czekam na księcia z bajki!
    Mam brać pierwszego lepszego, który nie jest zły, ale do którego nic nie czuję? Czy żyjemy w średniowieczu, że mogę sobie wmówić, że nie muszę go kochać, ważne żeby miał jakiś dorobek?
    Pragnę też odepchnąć argument, że jestem materialistką, spotykałam się z facetem, który ogólnie rzecz biorąc będzie w przyszłości miał posiadać pół kamienicy… I wiecie co? Nic. Nie spowodowało to wielkiego uczucia. Niestety bo jest to też bardzo opiekuńczy i miły kolega…., ale wolałam leżeć na łóżku i patrzeć w sufit niż spędzać czas z nim.
    Komedie romantyczne dają nadzieję, że może coś się zmieni… Jestem realistką i nie wierzę, że spodobam się facetowi wynosząc śmieci, bez makijażu i w dresach, ale wierzę, że życie jest przewrotne i nigdy nie możemy być niczego pewni, ani dobrego, ani złego.
    Komedie romantyczne są po prostu rozrywką, a że polskie komedie romantyczne są kiepskie to temat na inny post – ważne, że większość się dobrze kończy bo chociaż na ekranie możemy sobie pooglądać happy end :-)

    • czarnepistacje.blogspot.com

      Zgadzam się z komentarzem powyżej. Oczywiście trudno kwestionować stwierdzenie, że kobieta bez faceta NIE jest niepełnowartościowa oraz związki NIE są receptą na wszystkie problemy …ale związki uszczęśliwiają. :) Mówię tu oczywiście o zdrowych relacjach. Nie są jedynym gwarantem szczęścia, ale ciężko dyskutować z badaniami, które jasno pokazują, że ludzie w szczęśliwych związkach żyją dłużej. Rozwody są postrzegane jako jedne z najbardziej traumatycznych wydarzeń życiowych. Osoby porzucane przeżywają niemal fizyczny ból, istnieją badania neurobiologiczne, które tego dowodzą. Nie wynika to z tego, że komedie romantyczne/Disney/whatever wtłoczyły nam do głów jakiś bullshit. To wynika z biologii i naszego ewolucyjnego wyposażenia.

    • S.

      „Jestem realistką i nie wierzę, że spodobam się facetowi wynosząc śmieci, bez makijażu i w dresach,”

      Żebyś się nie zdziwiła, bo jak masz jakieś wypaśone dresy to może wzbudzisz w księciuniu zainteresowanie ;-) śmieci to też dobry temat, żeby zagadać!

      • Ruda

        W sumie pokaż mi swoje śmieci, a powiem Ci jakim człowiekiem jesteś :-P

        • S.

          Ja kiedyś zagadałem do dziewczyny odnośnie warzyw jakie kupiła na sałatkę. No bo fajna dziewczyna i widziałem co niesie w siatce z zakupami to i pretekst był.

          Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zagadać w sprawie śmieci choć to trochę mniej romantyczne :)

          • Ruda

            Dobra, nie będę się upierać… Może nawet facet pomyśli, że lubię porządek i będzie ze mnie dobra Pani domu ;-)

  • P.

    Bardzo podoba mi się twój post. W wolnej chwili proszę przeczytajcie mój blog. http://www.zbiormyslii.blogspot.com

  • Aleksandra Muszyńska

    Ja też zauważyłam, że często w produkcjach kinematograficznych z tego gatunku facet, który szaleje za babą i ostatecznie zajeżdża pod jej okno na gniadym rumaku – często po początkowym pozostawaniu na dyskretnym uboczu- jest takim ciaputkiem. A to za bardzo nieśmiały, żeby zagadać, a to jakiś taki pierdołowaty w całokształcie, najlepiej jeszcze nonszalancko wymięty i z koszulą na wpół wystającą z gaci. Koniecznie nieco przeintelektualizowany.
    W takich kreacjach przodował swego czasu, mimo całego swojego uroku, zazwyczaj Hugh Grant. Ale dość pierdołowaty jest też Maciej Stuhr w „Listach do M.”
    Jeśli chodzi o ostatni akapit – oczywiście, że związek nie rozstrzygnie wszystkich twoich dylematów, nie zapłaci za twoje licytowane przez komornika mieszanie (chyba,że twoja druga połowa okazuje się być obleśnie bogata) i nie zastąpi psychoterapii – ale mimo wszystko nieporównywalnie łatwiej jest borykać się ze wszystkimi problemami wtedy, gdy masz obok siebie kogoś,kto cię kocha. Ja bez swojego chłopa zwariowałabym już jakieś osiemset tysięcy razy przez problemy małe i duże, ale dzięki niemu potrafię jakoś wszystko naprostować czy też po prostu spojrzeć na to inaczej.
    I owszem, niejednokrotnie pomógł mi również na „egzystencjalne rozkminy”. A ja jemu. I tak się kulamy razem przez życie.
    Może takie jest sedno przekazu w tej akurat materii ;).

  • ❤!

  • Kręcisz kolego. Przecież komedie mówią prawdę, a ten nienawistny post jest podyktowany przez Twoją zazdrość, bo jesteś chłopakiem i nie możesz rozwiązać wszystkich swoich problemów znajdując chłopa.

    HEHE.

    • S.

      Brawo ciotka! ;-)

  • O_l_l_i_e

    I że wierność jest fe. Nieważne, że obydwoje jesteście w związkach, jeśli na boku wzdychasz do/sypiasz z kimś innym, albo przynajmniej snujesz plany o domku z białym płotem i gromadce dzieci, to nieważne, NIE – WAŻ – NE, albowiem powszechnie wiadomo, że prawdziwa miłość zdrady się nie boi i jeśli byliście sobie przeznaczeni w gwiazdach, to wszyscy zdradzani partnerzy jeszcze Wam powinni pobłogosławić.

  • Milena

    cudne.. idealne :)

  • Z każdym tekstem kocham Cię coraz bardziej. Nie wiem skąd bierzesz porównania, ale są genialne. A tekst. Sama prawda. Czasem szkoda mi kobiet, które swoje szczęście warunkują posiadaniem faceta. Które wiążą się z draniami i kretynami „bo misiaczek się zmieni”. W filmach się zmieniają.

    Agata Róża

  • Dodałabym jeszcze to, że ciąża w każdej komedii romantycznej wygląda tak samo – kobieta już na drugi dzień po stosunku wymiotuje w łazience. I jeszcze przeżywanie niepozwodzeń z facetami w jedyny możliwy sposób, tj. zjadanie litra lodów przed TV :-)

    • Zajadanie lodów, oglądanie romatycznych filmów i słuchanie smętnych kawałków, że on ją kocha, że ojej. Na pewno pomoże.

      Agata Róza

  • J.

    Nie zapomnij dodać, że większość bohaterek (nie oszukujmy się, głównymi postaciami są kobiety) jest rozdarta między – co najmniej – dwoma mężczyznami. Ach te problemy!

    • O kurcze. Jak ja tego motywu nie znoszę. Kiedyś miałam w planach sięgnąć po książkę, która traktowała o wojnie na ukrainie. Z przepięknymi zdjęciami tejże. Tylko okazało się, że facet zamiast reportażu napisał powieść. Z czworokątem miłosnym. CZWOROKĄTEM!

      Agata Róża.

  • laura

    wzwód twardy jak jabłka spod warszawskich sadów <3

  • Konrad Norowski

    Wybaczyć można dużo, ale wybaczenie nie jest równoznaczne z kontynuowaniem związku. No chyba że w takich filmach. Zresztą nie tylko komedie romantyczne psują ludzi w ten sposób – na facebooku jest na przykład urocza stronka „Disney jest odpowiedzialny za moje wysokie wymagania co do mężczyzn : )”.

    Ciekawe skąd (poza rodziną i znajomymi) ludzie czerpaliby wzorce relacji gdyby nie powstawały takie durne filmy?

    • Z książek i baśni ludowych, pamiętaj, że jak się nie do końca rozumiecie w związku to najlepiej targnąć się na życie #romeoijulia.

      • Konrad Norowski

        Można też się nie certolić i wysadzić zamek! #zobaczŁęckaconarobiłaś

wpis jest wynikiem współpracy z marką STR8

Czemu pierwszy raz jest taki ekscytujący?

Pamiętasz swój pierwszy raz? Założę się o mój login i hasło do Facebooka, że tak. Takich rzeczy się nie zapomina, mimo że tego typu wspomnieniom raczej daleko do poprawiających samopoczucie. Nie, nie tylko Twój pierwszy stosunek płciowy był beznadziejny. Jak donosi Instytut Badania Opinii Publicznej Na Podstawie Rzutu Kośćmi, 11 na 10 Polaków czuje zażenowanie i wstyd przywołując w myślach swoją inicjację seksualną. Łatwiej znaleźć niewypłacalnego dłużnika mafii ze wszystkimi palcami, niż osobę, która szczerze stwierdzi, że jej pierwszy seks był udany i podobało jej się.

Większość, jeśli nie każdy, z nas czuł się w tym momencie skrępowany, niepewny, czy zwyczajnie przerażony, a sam akt przebiegał jak pilotowanie samolotu bez przejścia kursu pilotażu. Tu coś wciskasz, tam za coś ciągniesz, próbujesz utrzymać w rękach stery i modlisz się, żeby lot nie skończył się przed czasem. Mimo to, nie znam osoby, która by nie czekała w napięciu na ten pierwszy raz albo chciała cofnąć czas i żyć w celibacie, żeby uniknąć dyskomfortu.

Czemu więc towarzyszyła temu taka ekscytacja? Bo wszystkiemu co nowe i nieznane, a pobudzające zmysły i emocje, towarzyszy podniecenie. Mimo świadomości, że może skończyć się inaczej, niż byśmy to sobie wyobrażali.

Rutyna zabija związki

Popadanie w schematy często bywa korzystne w pracy i w sporcie, ale rzadko kiedy poza nimi.

Czy wyjście w piątek wieczorem do kina jest spoko? No jest. Można odetchnąć po całym tygodniu i spędzić razem czas – dobra zabawa. Czy wychodzenie co piątek wieczorem do kina przez 5 lat, na seans o 19:15 jest spoko? No mniej. Nie ma w tym nic zaskakującego i na dobrą sprawę zamienia się to w kolejny obowiązek do odhaczenia – brak dobrej zabawy. Czy uprawiane seksu na jeźdźca jest spoko? No jasne. Czy uprawianie seksu tylko i wyłącznie na jeźdźca, za każdym razem na tej samej kanapie przy zgaszonym świetle jest spoko? No nie za bardzo.

Czemu mężczyźni zdradzają kobiety? Bo się nudzą, bo potrzebują nowych bodźców, bo dawny ogień namiętności zgasł na wietrze powszedniości. Czemu kobiety zdradzają mężczyzn? Bo ten koleś w barze, który zrobił jej i jej koleżance „test najlepszej przyjaciółki”, a potem odgadł liczbę, którą zapisała na serwetce był inny. Inny niż ten, który odkąd się poznali w kółko zabiera ją na randki do tego samego miejsca. Ten jest ciągle taki sam.

Powodów w obu przypadkach jest oczywiście więcej, ale zrutynizowanie wspólnego życia jest najniebezpieczniejsze. Bo rutyna wkrada się niepostrzeżenie.

Monotonia zabija radość z życia

Uwielbiam burgery, ale gdy zbierałem materiał do rankingu krakowskich burgerowni i musiałem jeść je dzień po dniu, żeby rzetelnie ocenić serwujące je miejscówki, zaczęły śnić mi się po nocach wegetariańskie sałatki. Z zestawieniem najlepszych ramenów było podobnie. I nie inaczej jest ze słuchaniem w kółko jednego utworu. Ile razy miałeś tak, że pojawiał singiel Twojego ulubionego wykonawcy, zapętlałeś go jak szalony w oczekiwaniu na resztę płyty, a gdy już ukazał album, musiałeś pomijać ten utwór słuchając całości, bo wychodził Ci nosem? Albo po powrocie z wakacji ustawiałeś na budzik w telefonie turbo szlagier, przy którym byłeś conocnym królem parkietu. A po miesiącu wracałeś do domyślnego alarmu wgranego przez producenta, bo po pierwszych taktach letniego hitu zaczynało Cię mdlić?

Każda czynność ma skończoną liczbę powtórzeń, po wykonaniu których bez żadnej przerwy z przyjemności zamienia się w mękę. Każda.

Od poniedziałku do piątku kursujemy między dwoma punktami – pracą i domem, ewentualnie uczelnią i domem albo, przy opcji triathlonowej – uczelnią, pracą i domem. Zwłaszcza jesienią i zimą, gdy każde wyjście z domu zaczyna być postrzegane w kategoriach wyczynu, w codzienność wkrada się monotonia, zakładając nam klapki na oczy jak koniowi. Klapki, przez które nie widzimy piękna otaczającego nas świata i ciągle rozwijających się pąków możliwości, tylko betonową drogę, którą znamy na pamięć, prowadzącą do miejsca przyprawiającego nas o ziewanie, a nie zachwyt. Z czasem dopada to każdego, również mnie, choć mogłoby się wydawać, że w przypadku pracy opartej na pasji to niemożliwe. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, gdy Twoja trasa do pracy polega na przebyciu drogi między łóżkiem a biurkiem, a liczba interakcji z ludźmi w jej trakcie wynosi 0. Tak jak jej zmienność.

Żeby codzienność nie stała się linijką, która bije Cię po palcach, gdy chcesz brać z życia garściami, trzeba coś zmienić. Wpleść w nią coś nowego.

Co daje próbowanie nowych rzeczy?

W przeciwieństwie do większości chłopców, jakoś nigdy ani w przedszkolu, ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani nawet w liceum nie ciągnęło mnie do motoryzacji i zupełnie nie kumałem tych wczutych gadek o furach i ciśnienia na zdawanie prawka. Aż nie skończyłem 22 lat i nie pomyślałem, że przy staraniu się o kolejną pracę taki dokument może się przydać. Zapisałem się na kurs, cudem nie umarłem z nudów na wykładach, wsiadłem do samochodu po stronie kierowcy i poczułem się jak Neo z „Matrixa”, kiedy wybrał czerwoną pigułkę.

W momencie kiedy wcisnąłem pedał gazu, usłyszałem ryk silnika i poczułem jak auto przyśpiesza, wszystko stało się dla mnie jasne. Nagle zrozumiałem skąd u tylu facetów taka fascynacja samochodami, a przede wszystkim kompletnie zmieniłem perspektywę postrzegania poruszania się po mieście i ruchu ulicznego. Na rzeczywistość został nałożony filtr, który ukazywał ją z innej, nowej strony. Podobnie było, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem. I kiedy pierwszy raz występowałem na scenie prowadząc prezentację dla tłumu ludzi. I kiedy pierwszy raz wpadł mi w ręce koktajler i odkryłem, że szpinak łączy się z bananem i można to wypić.

Za każdym razem, gdy próbujesz czegoś czego nie próbowałeś nigdy wcześniej, gdy jesz, robisz albo jesteś w jakimś miejscu po raz pierwszy, zmienia się Twoje dotychczasowe postrzeganie. Patrzysz na, wydawałoby się, znane Ci rzeczy z nieznanej wcześniej perspektywy, przez co znów zaczynają być interesujące. Gdy codziennie pokonywaną drogę z domu na przystanek możesz obserwować lecąc nad nią balonem, rzeczywistość poszerza się o kolejny wymiar, a płaska monotonia nabiera kształtów.

Próbowanie nowych rzeczy, to odkrywanie świata na nowo.

Tydzień pierwszych razy!

Żeby nie być zakładnikiem codzienności i przypomnieć sobie na wiosnę, że świat wciąż jest nieprzeczytaną książką, podjąłem wyzwanie. Wyzwanie pod tytułem „Tydzień pierwszych razy!”. W ramach akcji #BeTheHeroYouAre, razem z marką STR8 przez 7 dni codziennie próbowałem czegoś po raz pierwszy, żeby przełamać rutynę, zainspirować się, rozbawić, przerazić, zmieszać i przede wszystkim wnieść coś nowego do prozy życia. Jak konkretnie wyglądał mój plan?

Dzień pierwszy: popłynę kajakiem po Wiśle
Dzień drugi: nadrobię puszczanie latawców
Dzień trzeci: oderwę się od ziemi w parku trampolin
Dzień czwarty: postaram się nie przewrócić na tandemie
Dzień piąty: wydostanę się z escape roomu
Dzień szósty: zobaczę jak jeździ się w kabriolecie
Dzień siódmy: sprawdzę jak smakują bycze jądra

Jak wyszło? Zobacz na filmie poniżej, a jeśli chcesz podjąć swoje wyzwanie wpadaj na https://www.str8betheheroyouare.com/poland

---> SKOMENTUJ

7 zwierząt, które wychodzą na zdjęciach lepiej niż Ty

Skip to entry content

Przeczytałeś tytuł i zrobiło Ci się przykro? Otrzyj łzy upokorzenia i zagryź ołówek, bo najgorsze dopiero przed Tobą. Te zwierzęta nie dość, że są fotogeniczniejsze od Ciebie, to do tego mają ciekawsze życie niż Ty. Poznaj szopa, jeża, papugę i cztery psy, które popularnością i predyspozycjami do występu przed obiektywem biją na głowę każdą gwiazdę „Klanu”, „Na Wspólnej” i „Plebanii”.

Aspen – górski pies

aspen-th-mountain-pup

Golden retriver globtroter, chodzi po górach, przepływa jeziora, włóczy się po lasach, a w czapce Świętego Mikołaja wygląda lepiej niż grubasek z Coca-Coli. Oprócz tego, że Aspen zwiedza miejsca i ma przygody, których autentycznie mu zazdroszczę, w zasadzie każde z jego zdjęć mogłoby być ilustracją kalendarzową albo samodzielnym plakatem. I jak tu nie nienawidzić zwierząt?

Profil na Instagramie: aspenthemountainpup

Jacek Koktajlowiec

jack-the-cockatiel

Jacucha ceni sobie minimalizm, dlatego wszystkie jego portrety są na tym samym tle, a zmieniają się tylko rekwizyty, które mają go zabawiać. Raz pożongluje piłką, raz pośmiga na desce, raz wcieli się we florystę, a raz w bosmana kapitanującego łajbie. W życiu Jacusia nie brakuje też typowo męskich rozrywek jak poker, gra w kości, czy chlanie do nieprzytomności herbaty z gwinta.

Profil na Instagramie: jackthecockatiel

Piggy i Polly

piggy-and-polly

Życie dwóch buldogów francuskich oscyluje głównie wokół robienia znudzonych min w różnych pozach i spania. Czyli tak jak większości polskich celebrytek, tyle, że Piggy i Polly nie muszą robić sobie operacji plastycznych, żeby wzbudzić zainteresowanie.

Profil na Instagramie:  piggyandpolly

 

Szop Niepracz

pumpkin-the-racoon

Al Bundy odrodził się na Instagramie pod postacią najlepszego przyjaciela Pocahontas. Robi to co w poprzednim wcieleniu – leży na kanapie i ma wyjebane z przerwą na jedzenie, a i tak zgarnia dziesiątki tysięcy serduszek. Oprócz tego wydaje mu się, że jest psem.

Profil na Instagramie: pumpkintheraccoon

Feszyn Dog

menswear-dog

Gość ma 4 łapy, ogon, sika w krzakach, jada z ziemi, w chwilach zwątpienia liże się po jajkach, a i tak jest lepiej ubrany niż każdy z Twoich byłych i przyszłych facetów. W ostatnim plebiscycie „Vogue’a” na najlepiej ubranego mężczyznę zdetronizował George’a Clooneya i Brada Pitta, a Satorialist regularnie wysyła mu błagalne prośby o ustawkę na sesję.

Profil na Instagramie: mensweardog

Pan Jeż

mr-pokee

Pan Jeż jest dowodem na lansowaną przez Azjatów tezę, że wielkość nie ma znaczenia. Cały mieści się w jednej dłoni, w bicku ma mniej niż w uszach, wzrostem budzi postrach jedynie wśród mrówek, a mimo to wyrwał mega sztukę, która nosi go na rękach. Ale trudno się dziwić, bo nienachalna uroda i chroniczna nieśmiałość, czyni z Pana Kolczastego największego słodziaka w internecie, przy którym trudno nie mieć odruchu przytulnego.

Profil na Instagramie: Mr.Pokee

***

Jak znacie inne zwierzątka na Insta warte obserwowania, to dajcie znać.

---> SKOMENTUJ

Negatywne skutki bycia w długoterminowym związku

Skip to entry content

Jest wiele tragedii, które mogą się zdarzyć  mężczyźnie, ale tylko 5 z nich jest w stanie odcisnąć piętno, którego nie da się pozbyć i wrócić do normalnego funkcjonowania bez wieloletniej terapii u specjalisty.

  1. Użycie innych kosmetyków do twarzy, niż wódka rozlana na stole, w którą się wpadło wbijając gwoździa.
  2. Zobaczenie swojej matki w sytuacji jednoznacznie seksualnej.
  3. Zatrucie żołądkowe w trakcie Oktoberfestu.
  4. Doznanie niemocy podczas trójkąta z dwiema biseksualistkami.
  5. Wejście w poważny długoterminowy związek.

Przy punkcie numer 5 pozostałe tracą na znaczeniu, tak samo jak jedynka z kartkówki na biologii w czwartej klasie podstawówki traci na znaczeniu przy studiowaniu europeistyki. Są porażki i są tragedie życiowe i uszanujmy te drugie, nie przyrównując do nich tych pierwszych. Jedyną gorszą rzeczą jaką można sobie zrobić jest zawarcie małżeństwa. Ale to tak jakby stopniować śmierć – nie da się być mniej lub bardziej martwym.

Gdy orientujesz się jak wyniszcza Cię trwanie w niechwilowej relacji z kobietą, zazwyczaj jest już za późno i Charon szykuje Ci łódź, dlatego jak w reklamie Rutinoscorbinu, lepiej przeciwdziałać niż leczyć. I zawczasu być świadomym jakie są negatywne skutki bycia w długoterminowym związku. Bo jest ich całkiem sporo i żadnego z nich nie należy bagatelizować, bo skończycie jak Anakin Skywalker. Bez ręki, nogi i z dławicą piersiową.

Po pierwsze, tracisz kontakt ze znajomymi

Zamiast jak co piątek pójść z kolegami na miasto, zalać się w trupa i urwać film, oglądasz jeden z nich, zasypiając i budząc się w tym samym miejscu, w dodatku nie mając problemu z jego identyfikacją. Nie szlajasz się po nocach od jednej mordowni do drugiej tancbudy, Twoje ciuchy nie śmierdzą jakbyś wyszedł z wędzarni, a następnego dnia nie drapiesz po wyświetlaczu, próbując doskrobać się do jednego zera, które zniknęło z Twojego konta.

I co najgorsze, dajesz sobie wmówić, że Ci z tym dobrze. Absurd.

Po drugie, przestajesz jeść swoje ulubione jedzenie

Gdy okazjonalne spotykanie się na mieście zamienia się w pełnoprawne bycie razem, obejmujące również konsumpcję posiłków, po których nie następują sesje zapasów łóżkowych – w sensie, że jecie nie tylko kolację razem – dowiadujesz się kilku ciekawych rzeczy. Na przykład, że żarcie burgerów 8 razy w tygodniu jest nie do końca zdrowe, żarcie mięsa z mięsem w sosie z mięsa tuż przed spaniem też średnio, a deser z połowy kilograma czekolady to już w ogóle.

Nie zdążysz wymienić w myślach wszystkich liczb pierwszych poniżej miliona, a już zaczyna się terror żywieniowy, polegający na informowaniu Cię jak bardzo ciężkostrawne są kolejne pozycje z Twojego menu. W efekcie zaczynasz się przejmować tym co jesz, ulegasz tyranii zdrowia i żegnasz się ze swoją ulubioną szamą, robiąc krzyżyki z kiełków brokułu na kanapkach śniadaniowych.

Po trzecie, przechodzisz pranie mózgu

Dla niepoznaki i zmarginalizowania problemu często nazywane dojrzewaniem lub zmianą poglądów.

Dzieląc z kimś nie tylko ciała, ale i życie, a przede wszystkim myśli i to te głębsze niż „swędzi mnie ucho”, czy „chyba będzie padać”, zestawiasz swoje przekonania i prawdy, którymi się kierujesz, z przekonaniami i prawdami tej drugiej osoby. I jeśli są one różne, to zaczynasz robić coś niebezpiecznego, co nazywa się przyjmowaniem innej perspektywy i zastanawiasz się, czy może jej pogląd na daną sprawę nie jest słuszniejszy od Twojego. Co bezpośrednio prowadzi do prania mózgu.

W najlepszym przypadku możesz stać się bardziej empatyczny i wrażliwy, a w najgorszym możesz przestać postrzegać homoseksualizm jako chorobę, tak że radzę uważać.

Po czwarte, poszerza się zakres ról, w których występujesz

Nie jesteś już tylko czyimś synem, pracownikiem korporacji, właścicielem chomika i członkiem osiedlowej ligi w CSa. Nie. Jakby te 4 role społeczne były za mało angażujące i czasochłonne, to żeby do reszty wypełnić ostanie kilka wolnych godzin w dobie, okazuje się nagle, że również jesteś czyimś partnerem życiowym. Przez co zaczynasz myśleć o sobie w liczbie mnogiej, stajesz się rozsądniejszy, a w dodatku poznajesz nowych ludzi. Jakbyś nie miał co z czasem robić.

Po piąte, tracisz swoje rzeczy

Nie ma nic gorszego, niż kobieta, która dorwie się do męskiej szafy i dostanie – wymuszone, ale jednak – pozwolenie przejrzenia jej. No dobra, 40-procentowy podatek dla przedsiębiorców jest gorszy, ale my teraz nie o hajsie. Wracając do tych ciuchów, nagle okazuje się, że gdzieś w zakamarkach pawlacza masz muchę z pierwszej komunii świętej, która do niczego Ci nie pasuje, koszulę z bierzmowania, która jest na Ciebie – o dziwo – za mała i buty ze studniówki, które są w tym momencie retro. A Ty się nie ubierasz retro.

Oczywiście te kilka reliktów przeszłości, które zupełnie świadomie i celowo trzymasz w swojej szafie, to za mało, żeby dać Ci do zrozumienia, że powinieneś zrobić delikatny remanent, więc nagle pojawiają się wypłowiałe koszulki, wytarte spodnie i ciuteńkę nadgryzione zębem czasu bluzy. Czujesz, że niektórych z tych rzeczy dla własnego dobra lepiej już nie zakładać, ale bez przesady, żeby tylko z tego powodu, ktoś mówił Ci, że masz je wyrzucić.

Mimo, że to Twoje trupy w szafie i powinieneś pochować je tylko wtedy, gdy uznasz to za stosowne – czyli nigdy – grzebiesz je przed ostatecznym rozkładem. Tracąc tym samym swoje rzeczy.

***

Ze związkami jak z lekami, przed skorzystaniem warto przeczytać ulotkę, żebyś wiedział co Cię czeka.

autorem zdjęcia w nagłówku jest royalty free
---> SKOMENTUJ