Close
Close

Negatywne skutki bycia w długoterminowym związku

Skip to entry content

Jest wiele tragedii, które mogą się zdarzyć  mężczyźnie, ale tylko 5 z nich jest w stanie odcisnąć piętno, którego nie da się pozbyć i wrócić do normalnego funkcjonowania bez wieloletniej terapii u specjalisty.

  1. Użycie innych kosmetyków do twarzy, niż wódka rozlana na stole, w którą się wpadło wbijając gwoździa.
  2. Zobaczenie swojej matki w sytuacji jednoznacznie seksualnej.
  3. Zatrucie żołądkowe w trakcie Oktoberfestu.
  4. Doznanie niemocy podczas trójkąta z dwiema biseksualistkami.
  5. Wejście w poważny długoterminowy związek.

Przy punkcie numer 5 pozostałe tracą na znaczeniu, tak samo jak jedynka z kartkówki na biologii w czwartej klasie podstawówki traci na znaczeniu przy studiowaniu europeistyki. Są porażki i są tragedie życiowe i uszanujmy te drugie, nie przyrównując do nich tych pierwszych. Jedyną gorszą rzeczą jaką można sobie zrobić jest zawarcie małżeństwa. Ale to tak jakby stopniować śmierć – nie da się być mniej lub bardziej martwym.

Gdy orientujesz się jak wyniszcza Cię trwanie w niechwilowej relacji z kobietą, zazwyczaj jest już za późno i Charon szykuje Ci łódź, dlatego jak w reklamie Rutinoscorbinu, lepiej przeciwdziałać niż leczyć. I zawczasu być świadomym jakie są negatywne skutki bycia w długoterminowym związku. Bo jest ich całkiem sporo i żadnego z nich nie należy bagatelizować, bo skończycie jak Anakin Skywalker. Bez ręki, nogi i z dławicą piersiową.

Po pierwsze, tracisz kontakt ze znajomymi

Zamiast jak co piątek pójść z kolegami na miasto, zalać się w trupa i urwać film, oglądasz jeden z nich, zasypiając i budząc się w tym samym miejscu, w dodatku nie mając problemu z jego identyfikacją. Nie szlajasz się po nocach od jednej mordowni do drugiej tancbudy, Twoje ciuchy nie śmierdzą jakbyś wyszedł z wędzarni, a następnego dnia nie drapiesz po wyświetlaczu, próbując doskrobać się do jednego zera, które zniknęło z Twojego konta.

I co najgorsze, dajesz sobie wmówić, że Ci z tym dobrze. Absurd.

Po drugie, przestajesz jeść swoje ulubione jedzenie

Gdy okazjonalne spotykanie się na mieście zamienia się w pełnoprawne bycie razem, obejmujące również konsumpcję posiłków, po których nie następują sesje zapasów łóżkowych – w sensie, że jecie nie tylko kolację razem – dowiadujesz się kilku ciekawych rzeczy. Na przykład, że żarcie burgerów 8 razy w tygodniu jest nie do końca zdrowe, żarcie mięsa z mięsem w sosie z mięsa tuż przed spaniem też średnio, a deser z połowy kilograma czekolady to już w ogóle.

Nie zdążysz wymienić w myślach wszystkich liczb pierwszych poniżej miliona, a już zaczyna się terror żywieniowy, polegający na informowaniu Cię jak bardzo ciężkostrawne są kolejne pozycje z Twojego menu. W efekcie zaczynasz się przejmować tym co jesz, ulegasz tyranii zdrowia i żegnasz się ze swoją ulubioną szamą, robiąc krzyżyki z kiełków brokułu na kanapkach śniadaniowych.

Po trzecie, przechodzisz pranie mózgu

Dla niepoznaki i zmarginalizowania problemu często nazywane dojrzewaniem lub zmianą poglądów.

Dzieląc z kimś nie tylko ciała, ale i życie, a przede wszystkim myśli i to te głębsze niż „swędzi mnie ucho”, czy „chyba będzie padać”, zestawiasz swoje przekonania i prawdy, którymi się kierujesz, z przekonaniami i prawdami tej drugiej osoby. I jeśli są one różne, to zaczynasz robić coś niebezpiecznego, co nazywa się przyjmowaniem innej perspektywy i zastanawiasz się, czy może jej pogląd na daną sprawę nie jest słuszniejszy od Twojego. Co bezpośrednio prowadzi do prania mózgu.

W najlepszym przypadku możesz stać się bardziej empatyczny i wrażliwy, a w najgorszym możesz przestać postrzegać homoseksualizm jako chorobę, tak że radzę uważać.

Po czwarte, poszerza się zakres ról, w których występujesz

Nie jesteś już tylko czyimś synem, pracownikiem korporacji, właścicielem chomika i członkiem osiedlowej ligi w CSa. Nie. Jakby te 4 role społeczne były za mało angażujące i czasochłonne, to żeby do reszty wypełnić ostanie kilka wolnych godzin w dobie, okazuje się nagle, że również jesteś czyimś partnerem życiowym. Przez co zaczynasz myśleć o sobie w liczbie mnogiej, stajesz się rozsądniejszy, a w dodatku poznajesz nowych ludzi. Jakbyś nie miał co z czasem robić.

Po piąte, tracisz swoje rzeczy

Nie ma nic gorszego, niż kobieta, która dorwie się do męskiej szafy i dostanie – wymuszone, ale jednak – pozwolenie przejrzenia jej. No dobra, 40-procentowy podatek dla przedsiębiorców jest gorszy, ale my teraz nie o hajsie. Wracając do tych ciuchów, nagle okazuje się, że gdzieś w zakamarkach pawlacza masz muchę z pierwszej komunii świętej, która do niczego Ci nie pasuje, koszulę z bierzmowania, która jest na Ciebie – o dziwo – za mała i buty ze studniówki, które są w tym momencie retro. A Ty się nie ubierasz retro.

Oczywiście te kilka reliktów przeszłości, które zupełnie świadomie i celowo trzymasz w swojej szafie, to za mało, żeby dać Ci do zrozumienia, że powinieneś zrobić delikatny remanent, więc nagle pojawiają się wypłowiałe koszulki, wytarte spodnie i ciuteńkę nadgryzione zębem czasu bluzy. Czujesz, że niektórych z tych rzeczy dla własnego dobra lepiej już nie zakładać, ale bez przesady, żeby tylko z tego powodu, ktoś mówił Ci, że masz je wyrzucić.

Mimo, że to Twoje trupy w szafie i powinieneś pochować je tylko wtedy, gdy uznasz to za stosowne – czyli nigdy – grzebiesz je przed ostatecznym rozkładem. Tracąc tym samym swoje rzeczy.

***

Ze związkami jak z lekami, przed skorzystaniem warto przeczytać ulotkę, żebyś wiedział co Cię czeka.

autorem zdjęcia w nagłówku jest royalty free
---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Wiesław, Kacper M

    Jednym słowem przejebane jest miec kobiete.

  • Joasia Kamińska

    Przeczytaj sobie czym jest dławica piersiowa, bo wątpię, czy Anakin Skywalker ją miał i wyszło trochę, że używasz słów, których znaczenia nie znasz :P

    • Przeczytaj, sobie czym jest żart, bo wyszło trochę, że komentujesz wpis, którego nie rozumiesz :P
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Dowcip

      • Joasia Kamińska

        Wygląda trochę jakbyś nie potrafił przyznać, że czegoś źle użyłeś i to zmienić :) tym bardziej, że myślę że 85% osób może nie ogarnąć że dławica ma niewiele wspólnego z ciężkim oddechem, bo raczej nie jest to wiedza potrzebna i niezbędna do życia losowej osobie. No, ale… :) Wesołych świąt!

  • Bartas

    …powinieneś roastować na scenie! Pozdrawiam.

  • No to rykoszetem. Po pierwsze i po drugie – trzeba sobie wybrać odpowiednią partnerkę, a są takie – sama do nich się zaliczam :-). Po trzecie – to nie jest pranie mózgu, tylko dostosowanie się. Kobieta też musi pójść na ustępstwa. Po czwarte – to rozwój. Po piąte – tu się zgadzam :-).

  • Janek w formie! ;D

  • Borsuk

    Ale cóż zrobić, kiedy to w kontenerach PCK czasem ciuchy lepsze, niż w męskiej szafie?

  • Co do tracenia rzeczy: a co z pożyczaniem męskich bluz, swetrów i t-shirtów do spania? :D

    • Żeby tylko męskich! Ciągle mam w szafie t-shirt swojej byłej dziewczyny ;x Chyba już jej nie oddam…

  • Aleksandra Muszyńska

    Przerąbane ma ten mój chłopina. Jak tak sobie teraz pomyślę, to sądzę, że najprawdopodobniej kiedy był w wieku lat czterech i pół, jadąc trzykołowym rowerkiem na wstecznym rozjechał zbiegłą z klatki kawię domową sąsiada z domu obok i targany żalem oraz strachem zakopał truchełko za płotem drugiego sąsiada, a machając łopatką poprzysiągł sobie wieczną pokutę w postaci znalezienia baby i wejścia w stały związek.
    Tak musiało być. Przecież normalny facet sobie tego nie robi :o.

  • Gabriela Raczyńska

    spoko, lubie burgera! ;D narzuciłam zwyczaje żywieniowe, to fakt.;d ale mi też wmuszono pewne „nowości” tak więc, on przystaje na to, że moim ulubionym daniem jest makaron z kurczakiem + duża porcja śmietanowego sosu, a ja zaakceptowałam, że dodawanie czosnku do większości dań raczej mi nie zaszkodzi (nawet do mojego makaronu). znajomi? o jak dobrze, że ja odnalazłam się w gronie jego znajomych i wzajemnie.;d dodatkowo wyznajemy zasadę – chcesz wyjść sam/a? proszę bardzo.;d on umawia się z moją przyjaciółką w weekend, a dopiero potem mnie informuje – aaa, zapomniałem! widzimy się wieczorem z A. ;D
    najbardziej podoba mi się jednak ostatnie! chociaż też kurde średnio z tym u nas, bo jak słyszę – ej, weź zrób coś z moją szafą, ty lubisz porządki, to weź to może ogarnij? nie że mi się nie chce, ale wiem, że lubisz.;d – ale to tak po 6 latach związku.;d wcześniej faktycznie denerwowało mnie, ze ma tam jakieś antyki, ale przecież kobiety nie lepsze (która z nas nie ma sukienki/bluzki/koszuli o co najmniej rozmiar za małej? dalej łudzimy się, że kiedyś się zmieścimy) ;D

    p.s przemyślałam sprawę, bo jednak nie wyślę mu linka do wpisu – jeszcze bym jutro usłyszała, że nici z makaronu jutro.;/ ;d

  • Pssst! Janek? Bo ogólnie to biologii nie ma w czwartej klasie podstawówki, jest przyroda. Biologia to od gimnazjum. A po reformie od piątej klasy… No chyba, że to miało podkreślić nieważność jedynki :D
    A tak w ogóle, to prawie mnie przekonałeś, że dłuższe związki są bez sensu. Możesz zostać politykiem, ciemnotę przekonasz.

    • Znowu coś mi nie wyszło…

      • Konrad Norowski

        Znany bloger niewystarczająco podkreślił ironię w tekście! [ZOBACZ MEMY]

      • Nie pła.. ee.. nie… przepraszam, przejęzyczyłam się… Koniecznie idź się wypłakać. Ale najpierw mi napisz, czy to była ironia.

  • Konrad Norowski

    > nie da się być mniej lub bardziej martwym.
    Ja przepraszam bardzo a Kot Schroedingera?!

    • S.

      Czyli jak nie do końca jesteś pewien czy jesteś w małżeństwie to nie można określić zgonu dopóki fakt małżeństwa nie zostanie przyjęty do wiadomości :D

  • Na punkt drugi jest jeden sposób: pisz bloga o burgerach i mów, że to Twoja praca, którą zarabiasz na życie! :D

  • Weronika

    Uwielbiam Twoje teksty i dziś chyba po raz pierwszy się zawiodłam. Znam już Twoją twórczą stronę i przyjmuję to z dystansem, kilka razy się nawet uśmiechnęłam ( 4 pierwsze podpunkty okropnych rzeczy), jednak nie trafił do mnie ten wpis – liczyłam na jakąś puentę, że nie taki diabeł straszny jak go Staj maluje, a tu nic. Związki to nic strasznego, gdy są odpowiednio dobrane, dawkowane i gdy pierwszą rolę gra miłość. Długoterminowe związki są jeszcze wyższym levelem fajności. Nie zgadzam się z argumentami przytoczonymi we wpisie, bo u mnie wszystkie sytuacje nie mają miejsca. Dalej się ze Swoim potrafię szlajać łikendami od mordowni do mordowni, a 3 razy dziennie jeść fast fooda (nie mamy nadwagi:) ), a przyjęcie kolejnej roli – miłości czyjegoś życia – nie ma prawa boleć. Janek, nie zniechęcaj! Tworzenie długoterminowego, całożyciowego związku może być najlepszą rzeczą w naszym bycie, a wymienione przez Ciebie „straszności” potrafią nabrać uroku, gdy się kogoś kocha. Pozdrowienia!

    • Zapraszam do zapoznania się ze słowem „ironia” i przeczytania jeszcze raz tego wpisu.

    • Grechuta

      Bez obrazy Weronika, ale ten post naprawdę nie był trudny do zrozumienia, czy Jan naprawdę miał wielkimi literami napisać iż to co wymienił to w rzeczywistości zalety długotrwałych związków?

9 rzeczy o związkach, których uczy „Ciemniejsza strona Grey’a”

Skip to entry content

„Ciemniejsza strona Grey’a”, film, na który nie czekał nikt, kto nie je sushi z kiełbasą i nie ma Zenka Martyniuka na dzwonku w telefonie. W sensie nie czekał na serio, bo wiele osób po gównianych „50 twarzach Grey’a”, wyczekiwało kontynuacji, żeby znów móc ze znajomymi zrobić roasta, komentując drewnianą grę aktorską głównych bohaterów i próbujący przebić się przed dno od spodu scenariusz. Jedną z tych osób oczywiście byłem ja, więc jeśli w trakcie czwartkowego seansu w jednym z warszawskich kin słyszałeś śmiech przypominający kaszel gruźlika podczas ssania kulek gejszy, to nie ma za co.

To, że obcujemy z materiałem na kompost nie ulegało wątpliwości odkąd ogłoszono, że film w ogóle powstaje, dlatego nie będę pisał czemu nie warto go sprawdzać. Już sam fakt, że jedyną postacią, na którą da się patrzeć bez uczucia zbliżającego się wylewu, jest popowa wokalistka stworzona w tabelce w Excelu, powinien być wystarczający. Zrobię coś, czegoś nikt z gustem choć ciut lepszym niż białe skarpety do czarnego garnituru nie zrobi. Powiem Ci dlaczego warto iść na ten film. A warto, bo to tytuł wyjątkowo edukacyjny i wychowawczy, dzięki któremu dowiesz się zaskakujących rzeczy o świecie i przede wszystkim kompleksowo doedukujesz się w relacjach między kobietami, a mężczyznami.

Oto 9 rzeczy o związkach, których uczy „Ciemniejsza strona Grey’a”.

1. Seks najlepiej uprawiać nie ściągając spodni. W czterech z sześciu bardzo króciutkich scen seksu, drewniany klocek – na potrzeby filmu nazywany Christianem Greyem – jest w spodniach. Nie wiem, czy zbyt często omijał dzień nóg na siłowni i wstydzi się pokazywać wychudzone patyczki, czy to po prostu kwestia umowy ze sponsorem na lokowanie odzieży męskiej, ale gość rucha przez portki, jakby zapomniał, że już nie jest na planie „Na wspólnej”.

2. Kobiety lubią, gdy się ich nie szanuje. Im bardziej przedmiotowo traktujesz dziewczynę, na przykład jak figurkę z jajka niespodzianki, którą i możesz pochwalić się przed kolegami i udekorować nią pokój, tym bardziej ją to cieszy. Chcesz mieć pewność, że między wami do czegoś dojdzie? Wystarczy, że nie będziesz słuchał tego, co do Ciebie mówi i ciągle jej przypominał, że jest dla ciebie tylko chodzącą waginą.

3. Mycie się po seksie jest przereklamowane. Po co marnować czas, mydło i słodką wodę, skoro zaraz po stosunku można założyć na siebie z powrotem eleganckie ubrania i zejść na bankiet z wonią płynów ustrojowych na ciele?

4. Prostytucja jest spoko. I nie ma nic dziwnego w tym, że mężczyzna po seksie płaci kobiecie pieniędzmi albo sprzętem Apple’a.

5. Makijaż nie jest po to, żeby go zmywać. Dlatego fantom do ćwiczenia resustytacji – na potrzeby filmu nazywany Anastasią Steel – za każdym razem kładzie się spać z zaprawą murarską na twarzy.

6. Moc Jedi istnieje naprawdę. Jeśli chcesz, żeby kobieta była Ci posłuszna i wykonywała Twoje polecenia, wystarczy, że wyciągniesz przed nią otwartą dłoń i wypowiesz jakieś rozkazujące zdanie tonem Lorda Vadera.

7. Po wypadku lotniczym najlepsze jest szybkie ruchanko. Zresztą szybkie ruchnako jest dobre na wszystko, niezależnie, czy rozbiłeś się helikopterem nie dając nikomu znaku życia przez 2 dni, czy właśnie zwierzyłeś się, że Twoja matka była uzależniona od heroiny, zmarła gdy miałeś 4 lata, a znajoma Twojej matki zastępczej wykorzystywała Cię seksualnie.

8. Kobietki są głupiutkim podgatunkiem i nie potrafią rozwiązywać problemów. Na szczęście są wspaniali mężczyźni, którzy i pokażą jak używać telefonu, i wyciągną z tarapatów w pracy.

9. Kobietki są głupiutkim podgatunkiem i nie wiedzą czego chcą. Na szczęście są wspaniali mężczyźni, którzy podejmują wszystkie decyzje za nie.

***

„Ciemniejsza strona Grey’a”, film o tym, że nic tak nie cieszy kobiet jak patriarchat. Fuuuuj.

---> SKOMENTUJ

Kilka szokujących liczb, które zmienią Twoje myślenie

Skip to entry content

Kilka dni temu wyemitowany został ostatni odcinek „Westworld” – genialnego serialu HBO z Anthonym Hopkinsem o ultranowoczesnym parku rozrywki stylizowanym na western, w którym główną atrakcją są roboty do złudzenia przypominające ludzi. Goście odwiedzający wesołe miasteczko przyszłości mogą uwolnić hamowane na co dzień popędy i ziścić skrywane na dnie moralności dzikie fantazje, strzelając do nich, gwałcąc je lub podbijając dziki zachód. Roboty po każdym dniu są czyszczone, naprawiane, pozbawiane wspomnień z mijającego dnia i podstawiane na swoje miejsce, aby mogły odegrać – jak jest to nazwane w serialu – swoją pętlę fabularną.

Mimo, że jest to turbo rozwinięta sztuczna inteligencja, to roboty nie zdają sobie sprawy z tego, że są tylko przedmiotem dostarczającym rozrywki ludziom, lecz są przekonane, że naprawdę żyją w drugiej połowie XIX wieku i są mieszkańcami miejscowości na zachodzie Stanów Zjednoczonych. Mimo, że każdego są mordowane przez gości parku, nie są w stanie tego dostrzec, ponieważ żyją w swoich sztywnych, narzucających postrzeganie rzeczywistości pętlach, niepozwalających dostrzec im realnego obrazu sytuacji.

Z ludźmi jest tak samo.

Rzeczywistość wpycha nas w koleiny, którymi mozolnie idziemy, nie dostrzegając co jest poza nimi. Jesteśmy wtłaczani w schematy: wstań, umyj się, zjedz śniadanie, jedź do pracy, pracuj, wróć do domu, zjedz kolację, umyj się, idź spać, powtórz. Powtórz, powtórz, powtórz. Jesteśmy w pętlach codzienności, zupełnie jak roboty w „Westworld”, myśląc, że jest to jedyna możliwa droga i nie mając pojęcia o szablonie, który odrysowujemy na kalendarzu każdego dnia.

Roboty, żeby zyskać świadomość, zauważyć role, które odgrywają i zorientować się, że są robotami potrzebowały zmiany w kodzie, która uruchomiła efekt domina. Ludzie też potrzebują aktualizacji oprogramowania, aby wywołać taki efekt. Przed Wami kilka liczb, które mam nadzieję zmienią Wasze myślenie i pozwolą wyrwać się z pętli, w których tkwicie.

100% – tylu z nas na pewno umrze

1:1 000 000 – takie jest prawdopodobieństwo, że Twoje życie się zmieni, jeśli nic w nim nie zmienisz

50% – dorosły człowiek minimum tyle czasu, w którym nie śpi poświęca na pracę

5 – tyle lat miał Mozart, gdy skomponował pierwszy utwór

11 – a tyle, gdy skomponował pierwszą operę

0% – taki odsetek osób spotkał odpowiedniego partnera tworząc z nim szczęśliwy związek, czekając w domu, aż sam zapuka do ich drzwi

193 – tyle jest państw na świecie, w których mógłbyś mieszkać, daj +1 jeśli bierzesz pod uwagę też Watykan

0 – tyle razy średnio powtarza się niewykorzystana okazja

3 – tyle lat potrzebował Michał Szafrański, żeby zarobić milion złotych na blogu

1:13 983 816 – dokładnie tyle wynosi szansa trafienia 6 w Lotto

5,4 doby – statystycznie każdego miesiąca Polacy spędzają przed telewizorem

0,000001% – tyle wynosi ryzyko, że zjawiskowa dziewczyna, którą mijasz na ulicy da Ci w twarz, jeśli nawiążesz z nią kontakt

0,000000001% – tyle wynosi szansa, że jeśli teraz jej nie zaczepisz, to spotkasz ją drugi raz w życiu

6 – tyle kontaktów dzieli Cię od dowolnego człowieka na świecie, w tym Baracka Obamy i Krzysztofa Krawczyka

0 – o tyle centrumetrów będziesz bliżej realizacji swojego jutro, jeśli nie zaczniesz realizować go już dziś

40 – tyle lat miał założyciel KFC, gdy rozpoczął sprzedaż opiekanych kurczaków w panierce przy stacji benzynowej

10n – tyle masz możliwości na przeżycie swojego życia

1 – a tyle osób ponosi odpowiedzialność za to, którą z tych możliwości wybierzesz

autorem zdjęcia w nagłówku jest Emilio Garcia
---> SKOMENTUJ

Najlepsze uliczne historie: jesień

Skip to entry content
W zasadzie to te uliczne historie powinny mieć podtytuł „zima”, bo od jakiegoś czasu mamy dwie pory roku – ciepłą i zimną. A w zasadzie to zajebistą i chujową. Co by się jednak nie działo za oknem i ilu stopni Celsjusza by nie wskazywał termometr, miejskie dialogi nie zawodzą i zawsze trafi się coś wartego zanotowania. Nie inaczej było tej – kalendarzowej – jesieni, przed Wami złota dziesiątka podsłuchanych rozmów, w sam raz na niezłotą polską jesień.

#1 Zdezorientowany cenami wody w spożywczaku przy Rynku, mimowolnie przysłuchuję się rozmowie ekspedientek.

– A ty co dzisiaj robisz?
– Świętuję, brat mi się postarzał.
– Impreska urodzinowa. Fajno.
– No, tylko mógłby sobie w końcu jakąś babę znaleźć.
– A ile ma lat?
– Kończy już 22.
– Eee, to jeszcze ma czas.
– No, ale jakby miał babę, to by się ogarnął i nie musiałabym mu gotować i prać.
– No, ta.

Niestety, ale obawiam się, że jeśli 22-letni mężczyzna nie potrafi sam o siebie zadbać, bo matka i siostra nauczyły go, że jego rączki są zbyt delikatne, żeby zajmować się tak niegodnym zajęciem jak pranie i gotowanie, to znalezienie sobie „baby” raczej nie pomoże mu się ogarnąć. Sprawi tylko, że to ona przejmie obowiązki robota sprzątająco-kuchennego.

#2 Jadę sobie pociągiem do Warszawy, oczywiście spóźnionym, bo w końcu niepunktualność jest już wpisana w DNA marki PKP, i przychodzi pani z kontrolą biletów.

– Dzień dobry, kontrola biletów.
– Dzień dobry, proszę.
– A legitymacja?
– Ale to nie jest ulgowy.
– Ach faktycznie, bo pan tak młodo wygląda, że myślałam, że w liceum jeszcze.

Cholera, wzięła mnie sposobem. Jak ja teraz mogę złościć się o to spóźnienie, jak tu mnie odmładzają o 10 lat?

#3 Mówi się, że sytuacja ekonomiczna w Polsce jest coraz lepsza, że rośnie płaca minimalna, spada bezrobocie i z roku na rok jest lepiej.

Ale to kłamstwo. Kłamstwo, które próbują wmówić nam media.

Wystarczy wyjść na ulice, żeby zobaczyć jak to wygląda naprawdę i jak mróz zbiera sine żniwo z tych, którym powodzi się gorzej i nie stać ich na podstawowe produkty. Każdego dnia chodząc po mieście widzę dziesiątki kobiet w zniszczonych spodniach przetartych ze starości na kolanach i w za krótkich, skurczonych zapewne przez wielokrotne pranie, skarpetkach wystawiających ich skórę na starcie z arktycznym powietrzem. Te kobiety, najczęściej młode i jeszcze niewinne, trzęsą się z zimna i są o krok od zamarznięcia, bo nie stać je na nowe, niezniszczone spodnie i nieprzykrótkie skarpetki.

One nie zasłużyły na swój los, ale właśnie tak działa system – wyciska do ostatniej kropli jak wspólną cytrynę w pracowniczej kantynie te najsłabsze ogniwa, którym poszczęściło się trochę mniej. A są ich tysiące, setki tysięcy.

Dzisiaj spotkałem jedną z nich, młodą, prawie szczupłą, bogu ducha winną niewiastę o oczach błękitnych jak pięćdziesięciozłotówka, policzkach rumianych jak rumianek i skórze sinej jak lewy górny róg logotypu Instagrama. Stała na przystanku z gołymi kolanami i nieokrytymi kostkami, sama, odrzucona tylko dlatego, że nie stać ją na nowe ubrania, maskując społeczny ostracyzm patrzeniem w telefon, zmarznięta jak Hibernatus, konając z zimna. Jej urywany oddech, wraz z utratą ciepła zamieniający się w coraz mniejsze kłębki pary, niemo krzyczał „pomóż mi! błagam! opatul mnie!” i widząc to serce zaczęło mi się kroić jak polędwica na tatara, bo wiedziałem, że nawet jeśli dam jej nowe skarpety i niepocerowane spodnie, to nie będę w stanie dotrzeć do wszystkich potrzebujących opatulenia…

Niestety.

#4 Byłem wczoraj z kolegą w Banialuce, bo Banialuka to jest właśnie takie miejsce, żeby pójść z kolegą i się napić, a w zasadzie upić, i widziałem dwójkę ludzi, którzy byli tam zdecydowanie na randce. Pójście na randkę do Banialuki to trochę jak pójście na ustawkę kibicowską, żeby porozmawiać o poezji. Albo jak pójście do rzeźni po ciecierzycę. Albo jak pójście do Galerii Krakowskiej po cokolwiek. Ogólnie słabe dopasowanie miejsca do sytuacji. No ale, różni ludzie lubią różne rzeczy, to też oddałem się zajęciu, które lubię ja, mianowicie obserwacji.

Z obserwacji wynikało, że koleżanka, która brała udział w spotkaniu jednoznacznie damsko-męskim, przygotowywała się raczej na jakieś modne, lansiarskie miejsce na Dolnych Młynów, co sugerowało ubranie wysokich czarnych szpilek, eleganckiej czarnej sukienki i ogólnie odstawienie się jak na studniówkę, a – jak już wiemy – wylądowała w spelunce, gdzie grzańca podają w stołówkowych szklankach na kompot. Dalsza obserwacja zaowocowała sceną, w której kolega uczestniczący w randce zaproponował zmianę stolika na taki, z którego widać telewizor, bo wczoraj – uwaga, uwaga, bądźcie gotowi na zaskoczenie – leciał jakiś mecz. Mecz którym wszyscy zebrani w lokalu byli bardzo rozemocjonowani i najwyraźniej ów kolega nie chciał by owa ekscytacja go ominęła. Ku memu zdziwieniu, koleżanka nie oponowała przeciw takiemu uatrakcyjnieniu randki, co więcej, nie oponowała nawet kiedy przypadkowe osoby, bardzo zaangażowane wokalnie w widowisko sportowe, postanowiły się dosiąść do randkującej pary. Ani jedna brew nie uniosła się by ściągnąć pioruny, ani jeden grymas nie splamił pogodnych polików w celu wyrażenia głębokiego niezadowolenia trawiącego dobre samopoczucie od środka. Żadna z tych reakcji nie miała miejsca.

Obserwację zakończyłem na refleksji, że to musiała być miłość. Miłość do sportu oczywiście.

#5 Idę do biblioteki i mijam rozmawiające ze sobą dwie starsze panie:

– Cześć Marysiu…
– Cześć Małgosiu.
– …z zakupów?
– Nie, dzisiaj nie.
– To skąd?
– Aaa, byłam w bibliotece, poczytać sobie.
– Pewnie jakieś romansidła?
– No troszkę [wstydliwy rumieniec 5-latka]. Tylko nie wygadaj się przed Henrykiem, bo powiedziałam mu, że idę na cmentarz.

Rozumiem ją, ja w podstawówce też mówiłem babci, że idę na cmentarz, a szedłem pograć na Pegazusie u kumpla.

#6 Siedzę w poczekalni do laryngologa (już 3 miesiące nie byłem chory, tak że najwyższy czas, co nie?), a obok mnie siedzi mama z dzieckiem. Chłopczyk (nie znam się na dzieciach, ale na pewno niepełnoletni) kilkukrotnie podjeżdża pod moją czapkę zabawkową koparką i próbuje ją nabrać na łyżkę (w sensie na to coś, co w koparce służy do nabierania ziemi).

– Stasiu, co ty robisz? Tak nie wolno, przeproś pana – mama upomina chłopca.
– Przepraszam – kaja się młody operator maszyn budowlanych.
– Nie szkodzi, nic się nie stało – odpowiadam zgodnie z prawdą.
– Wie pan – zagaja mama – on tak wszędzie chodzi z tą koparką, bo on chce być budowniczym i budować pira… – mama nie zdąża dokończyć zdania.
– Lepszą Polskę – dopowiada Stasiu.

No ładnie, jest nadzieja w narodzie.

#7 Lubię chodzić sam do knajp, bo wtedy mogę w spokoju poobserwować ludzi i powyłapywać ich osobliwe zachowania. Dzisiaj na przykład siedziałem obok chłopaka i dziewczyny, którzy wyglądali jakby byli na jednej z pierwszych randek – jemu oczy się świeciły jak lampki choinkowe, gdy na nią patrzył, a ona śmiała się z jego nieśmiesznych żartów i to takich naprawdę o lotności martwej przepiórki. W pewnym momencie on wyszedł do toalety, a jej zadzwonił telefon, który odebrała dopiero po konspiracyjnym zlustrowaniu otoczenia, więc domyśliłem się, że warto nadstawić ucha.

– Blablabla blablabla, jestem na obiedzie z takim chłopaczkiem z uczelni, blablabla blablabla, no, jemu się wydaje, że to jest randka, blablabla blablabla, no i co, że będzie robił sobie nadzieję, ważne, że za mnie zapłaci, blablabla blablabla.

Jaki z tego wniosek? Lepiej nie umawiać się ze studentką w restauracji, bo nigdy nie wiesz, czy nie spotyka się z Tobą tylko dlatego, że jest głodna.

#8 Przechodzę obok Bagateli, wpadają na siebie dwie dziewczyny:

– Marcela?!?!
– Cześć, Klaudia.
– Ja cię! Ja nie mogę! Ale super włosy! Bosko wyglądasz, zupełnie jak nie ty!

Zakamuflowany pojazd od koleżanki zawsze spoko.

#9 Kupiłem bilet na pociąg z miejscem w wagonie bezprzedziałowym, przychodzę na peron, okazuje się, że kolejarzom coś się ciutkę pomyliło i nie ma takiego. Całe PKP. No nic, wsiadam, siadam, a na przeciwko mnie dwie ameby pretendujące do tytułu miss osiedla.

– Zobacz, zobacz, co mi wysłał, hihihi, hihihi!
– Hihihi, hihihi!
– Hihihi, hihihi!
– I co mu odpiszesz, hihihi, hihihi?
– Nie wiem, hihihi, hihihi. Chyba wyślę mu to, hihihi, hihihi.
– Pojebana jesteś, hihihi, hihihi. Weź mu tego nie wysyłaj, hihihi, hihihi.
– Wyślę mu, hihihi, hihihi. Zobaczymy co odpisze, hihihi, hihihi!
– No co ty, Gocha, nie wysyłaj mu tego, hihihi, hihihi!

I tak przez całą drogę.

#10 Wczoraj na obiedzie stolik obok mojego siedziała dwójka seniorów, którzy byli na randce, co było wyjątkowo wzruszające.

Wiele osób w ich wieku, jest samych i samotnych, nie myśląc nawet o tym, że może być inaczej, ba! masę osób w moim wieku tak uważa, a oni nie zważając na datę w metryce, wielkość bagażu doświadczeń i liczbę zmarszczek na czole, mają siłę by szukać. Patrzenie na starszych ludzi, którzy walczą o swoje szczęście i nie poddają się uznając, że co miało się wydarzyć w ich życiu to już się wydarzyło, a teraz można już tylko odliczać dni do śmierci, łapie za serce mocniej niż tysiąc słodkich kotków na Facebooku. Obserwowanie ich nawiązywania relacji było jednym z najbardziej emocjonujących przeżyć w tym roku.

Odbijając jednak od tego patetycznego tonu, w pewnym momencie ich rozmowa zeszła na tematy okołobożonarodzeniowe:

– I jak przygotowania do świąt?
– Jakoś sobie radzę…
– To świetnie!
– …kupiłam wczoraj nowa spódnicę na promocji.

Jak widać, niektóre rzeczy pozostają niezmienne.

***

Tradycją ulicznych historii jest, że po obśmianiu moich heheszkujemy z Waszych, tak że wiecie co z tym zrobić.

autorem zdjęcia w nagłówku jest gato-gato-gato
---> SKOMENTUJ