Close
Close

Jak zachęcić nastolatków do ćpania kampanią antynarkotykową?

Skip to entry content

W 1995 roku na pierwszej płycie Liroya pojawił się cytat z wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego: „ludzie mówią, że narkomania się rozprzestrzenia, mimo, że rząd z nią walczy. Nieprawda. Ona się rozprzestrzenia, bo rząd z nią walczy, a jak rząd się za coś bierze, to skutki zawsze są odwrotne od zamierzonych”. I dzisiaj, po 22 latach, to stwierdzenie jest nadal wyjątkowo aktualne.

Kilka dni temu Główny Inspektorat Sanitarny wystartował z kampanią „Melanż. Oczekiwania vs. Rzeczywistość”, która jest serią filmów na YouTube mających przestrzec młodzież przed zgubnymi skutkami zażywania używek. Głównie narkotyków. Nie będę się teraz rozwodził na tym, czemu kawa i papierosy powinny być nielegalne, skoro marihuana jest niedozwolona przez polskie prawo, bo to temat na inną dyskusję. Skupię się tylko na tym co zobaczyłem. Czyli na kampanii antynarkotykowej, która zachęca do ćpania. I ogólnie jest mizerna, jeśli chodzi o jej skuteczność.

Filmiki jak produkcje Abstrachujów

Każdy z 11 wyprodukowanych na potrzeby akcji spotów, wygląda jak urywki z produkcji Abstrachujów albo innych komediowych YouTuberów. Jest kolorowo, jest pozytywnie, jest śmiesznie. I tyle. Oglądając je odbiorca ma odczucia w stylu „spoko, nawet beka, fajne heheszki z imprezowania”, „o, to ja w piątek, po 20, hehe” albo „szkoda, że mnie nie wzięli do klipu, bo też bym sobie pośmieszkował przed kamerą”. Nie ma tu żadnej ciemnej strony, żadnej powagi, żadnego akcentu, który mógłby zmusić widza do refleksji na używkami, żadnego momentu, który wywołałby inne emocje niż pozytywne. Tylko śmiech. Śmiech powodowany scenami po zażyciu narkotyków. Tak, to na pewno będzie odstraszać.

Filmy pokazują, że ćpanie jest super

Czy materiał dotyczy amfetaminy, czy kwasów, czy grzybów, w każdym bohaterowie po zażyciu osiągają błogostan, świat nabiera barw, a rzeczywistość jest radosna i przyjazna. Oprócz tego, mają energię do życia, wszystko ich cieszy i wyglądają jakby czuli się najlepiej na świecie. I niezależnie, czy są na imprezie w klubie, czy w tramwaju, czy w obskurnym przejściu, bawią się jakby byli na karnawale w Rio. Gdybym miał teraz 16 lat, skłonności do uciekania od problemów i zobaczył, któryś z tych filmów, pierwsze co bym zrobił, to spytał na Snapie, kto ma numer do jakiegoś dilera. Albo zaczął sprawdzać w Googlach jak zrobić amfetaminę domowym sposobem. Albo wszedł na Allegro i kupił dopalacze opisane jako „zestawy kolekcjonerskie”.

Zrobiłbym bardzo dużo, żeby poczuć się jak postacie na filmach. Nie wiem, czy do końca o to chodziło twórcom.

Główny przekaz kampanii: co ludzie powiedzą?

Materiały nie pokazują, że amfetamina wyniszcza organizm, marihuana pogarsza koncentrację, a grzyby psylocybinowe mogą wywołać chorobę psychiczną. Nie. Nastolatek nie zobaczy negatywnych konsekwencji ćpania ani fizycznych, ani osobowościowych. Nie będzie obserwować, jak zdrowa, atrakcyjna osoba zmienia się we wrak człowieka. Nic z tych rzeczy. Jedyny niepozytywny skutek zażywania psychoaktywnych środków jaki pokazuje kampania, to to, że… ludzie się dziwnie patrzą. Przekaz na zasadzie „nie odstawaj od reszty, nie wyróżniaj się z tłumu, bo to niemile widziane w społeczeństwie”.  To wszystko.

Cała treść jaka płynie z tych 11 filmów sprowadza się do hasła „nie bierz, bo ktoś może na Ciebie głupio spojrzeć”. Czyli waląc po nosie możesz uzyskać ten sam efekt, co laski chodzące w podziurawionych spodniach bez skarpetek zimą. Biorąc pod uwagę ile ich jest na ulicach zdecydowanie mogę stwierdzić, że to nie działa. Działa natomiast lokowanie narkotyków w kontekście dobrej zabawy i pozytywnych emocji. Oglądając te spoty, aż sam nabrałem na nie ochoty.

---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST
  • Wiesław Machut

    Moim zdaniem jeśli ktoś ma brać to i tak będzie sięgał po narkotyk. Nie zmieni tego żaden rząd. Każde dziecko wie kto diluje albo zna kogoś kto ma takie znajomości. Różnica jest tylko w jakości sprzedawanego narkotyku. Dzieciaki powinno się zabierać do szpitali na OJOM gdzie o życie walczą nierzadko ich rówieśnicy. Może wtedy coś by zaskoczyło w głowach ? Zobaczyli by na własne oczy reanimacje osób po spožyciu narkotyków… Niestety branie narkotyków jest modne jak posiadanie fejsa, insta, snapa i innych nie potrzebnych portali czy apek.

  • Maciek

    Skąd oni te autobusy wzięli? Po stolicy to już z 10 lat takie nie jeżdżą. Mega nostalgia! :)

  • Karolina Kłys

    Jedyny Twój tekst, z którym się nie zgadzam! Kampania jest, w końcu, niezła. Młodych nie interesuje fakt, że za 10 lat po ćpaniu nie będą mieć mózgu. Ich interesuje tu i teraz. Wszystkie spoty wcześniejsze, zawsze były oparte na straszeniu skutkami. A młodego człowieka bardziej interesuje fakt, że może zostać ośmieszony wśród znajomych, niż zdrowie czy kalectwo, którego wszędzie pełno. Kampania jest ekstra – w końcu inna i oparta na prawidłowych założeniach. Strachem przed ośmieszeniem wśród znajomych.

  • Joasia Kamińska

    Drastyczne zdjęcia na paczkach papierosów pokazały, że dorośli nie myślą o konsekwencjach długofalowych ich palenia, a Ty oczekujesz, że nastolatki będą o tym myśleć? Lepiej już uderzyć w to, że „ćpasz? jesteś jak patola”, bo to być może do niech prędzej przemówi, bo to właśnie na opinię innych są podatni.
    Niestety, choć uważam, że kampania jest całkiem niezła, to dalej celuje ona w objawy, jakimi jest branie narkotyków, a nie szuka przyczyn po nie sięgania.

  • „(…) laski chodzące w podziurawionych spodniach bez skarpetek zimą.” Jeeezu, myślałam że jestem jakaś nienormalna, że zauważam i nie potrafię pojąć tego fenomenu.

    Tworzenie takich reklam, to jak wzmocnienie pozytywne takiego „brania”. No mnie zachęca – szczególnie jak może tak fajnie być w domu, niekoniecznie przecież w tramwaju :D Tylko czasu mało na takie wygłupy.

  • Pingback: Best Writing Service()

  • Domi Sokołowska

    Zdziwił mnie ten post i Twoja opinia. Zazwyczaj zgadzam się z większością Twoich przemyśleń i wydają mi się niezwykle trafne, ale tym razem pozwolę sobie na komentarz. Wszystkie filmy w ramach tej kampanii obejrzałam jakiś czas temu i zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Przypomniała mi się wtedy spot w podobnym klimacie chyba anglojęzyczny , krążył w sieci jakiś rok temu i sprawił że przestałam spożywać alkohol na 8 miesięcy. Również pokazywał perspektywę osoby pod wpływem oraz rzeczywistości, był jednak dużo dłuższy i obszerny. Moim zdaniem był dobry i ucieszyłam się że coś podobnego stworzono w naszym kraju. Nie zgodzę się, że w filmach jest pozytywnie i jest śmiesznie. Mi do śmiechu nie było, najbardziej poruszył mnie film z dziewczyną na przystanku, chyba o amfetaminie. Część o rzeczywistości była moim zdaniem przerażająca. Pomijając fakt że nie mam snap chata na pewno nie zapytałabym tam kto ma numer do dilera po tych filmach bo nie odebrałam ich jako dobrej zabawy, wręcz przeciwnie. Dodatkowo trochę inaczej zrozumiałam przekaz. Według mnie to bardziej pokazuje jak wygląda rzeczywistość i co się ze mną dzieje kiedy ja nie mam już wpływu na siebie i swoje ciało i moim zdaniem to jest główna myśl, a nie to co ludzie pomyślą. Materiały nie pokazują, że amfetamina wyniszcza organizm, marihuana pogarsza koncentrację, a grzyby psylocybinowe mogą wywołać chorobę psychiczną. Ale czy młodych ludzi by to interesowało? Większość ludzi niezależnie od wieku myśli, że złe rzeczy ich nie dotyczą i dotyczyć nie będą.

  • Pingback: Słabe i mocne strony kampanii społecznej „Melanż. Oczekiwania vs. rzeczywistość” | SOCIALPRESS()

  • Kampania im zdecydowanie nie wyszła. Obejrzałam wszystkie filmiki i chyba już jestem stara bo mnie już nawet nie śmieszą. Wzruszam ramionami i idę dalej. Jakby wbijały w fotel i zmuszały do refleksji to może miałyby zamierzony skutek. A koślawe tańce na chodniku to na trzeźwo i dobrym nastroju albo po Coca Coli ;)

  • Dot

    100% racji!

    PS Drobne literówki:
    „narkomania się rozprzestrzenia, mimo, że rząd z nią walczy” przed ‚że’ w ‚mimo że’ nie powinno być przecinka
    ” Nie będę się teraz rozwodził na tym, czemu kawa i papierosy powinny być nielegalne” *rozwodził nad

  • Aleksandra Muszyńska

    W zasadzie trudno jest zrobić dobrą kampanię zniechęcającą do jakiegokolwiek nałogu. Jakkolwiek ta omawiana przez Ciebie we wpisie jest fatalna, bo rzeczywiście nie pokazuje zagrożenia i bardzo smutnych konsekwencji ćpania, to z drugiej strony – czy od zdjęć ziejącej dziury po operacji nowotworu krtani na paczce fajek ktoś kiedyś rzucił palenie…? No właśnie.

  • Rakshata

    Wróciłeś <3

  • W punkt. To już chyba „taki mamy klimat” z dopalaczami było lepsze. Poza tym co to za cel kampanii, „co ludzie powiedzą?” – a może ktoś ma to gdzieś? :D

    • To jest totalnie idiotyczne, bo równie dobrze tę kampanię można by podpiąć pod balet, bodypainting albo inną nietuzinkową pasję, bo „co ludzie powiedzą”?

      • W ogóle pod życie „poza schematem”, bo ludzie z reguły nie lubią tego, że inni robią coś, co im nie pasuje do znanych ram. Blogi, aktorstwo, modeling, taniec, pisanie książek – no bo nie haruje się 8 godzin od 8 do 16 więc to „nie jest prawdziwa praca”.

  • Tasty Way of Life

    Nie znałem kampanii, obejrzałem. Zgadzam się z Twoją diagnozą w 100%. Mój odbiór przekazu: „Skoro rzeczywistość jest tak ch…a, to lepiej się naćpać”. A swoją drogą to zastanawiam się, jak naprawdę trafić do młodych ludzi i czy są inne sposoby niż przez strach czy wstyd. Tomasz

    • Gdy ja byłem nastolatkiem, mieliśmy w szkole spotkanie z byłymi narkomanami, którzy swoim językiem bez ugrzecznień opowiadali co zrobił z nimi nałóg i jak złamało im to życiorysy. Było to mocne i naprawdę robiące wrażenie, a przede wszystkim pokazywało, że negatywne skutki są realne, a nie tylko w bajkach rodziców.

      • Tomasz | Tasty Way of Life

        Też pamiętam takie spotkania. Pytanie, czy ten klimat realnego świadectwa da się przenieść na 30-sekundowy spot. Może tak, ale pewnie jest to trudne.
        Być może szkoda tej kasy wywalonej w filmy. Z drugiej strony możemy sobie oceniać i gdybać w pojedynkę, ale nie znamy badań skuteczności tych reklam. Tak czy inaczej dobry temat do refleksji i dyskusji.

  • Jakby to co powiedzą o Tobie inni miało dla nastolatków znaczenie… Ehhh… Faktycznie porażka.

  • Asia

    Takie info na przyszłość, Korwin-Mikke się nie odmienia, ani pierwszy, ani drugi człon nazwiska.

    • kat

      ponieważ?

    • kat

      nazwisko zostało poprawnie odmienione, mozna napisac także ‚Korwina-Mikkego’.
      tak na przyszłość.

    • Takie info na przyszłość, nie wprowadzaj ludzi w błąd, jeśli kompletnie nie masz pojęcia o czym mówisz.

    • Eve S

      Na tyle, na ile mi świta z zajęć z języka polskiego praktycznego to nazwiska nie trzeba odmieniać. Nie jest to żaden obowiązek, można powiedzieć że nie ma „ministra Macierewicz”. Ale nawet nazwiska obce (choć ani Korwin ani Mikke nie są obce) mają zasady odmiany i można odmieniać. Także chyba oboje macie rację

      • Asia

        Nie chce mi się już o to kłócić, ale to nazwisko pochodzi z Niemiec.

      • Dot

        „można powiedzieć że nie ma „ministra Macierewicz”” Co Ty opowiadasz! Wszystkie nazwiska w Polsce są odmieniane.

  • Można przypuszczać, że twórcy – jeśli mieli w życiu jakikolwiek kontakt z narkotykami – najbardziej dotkliwie odczuli spojrzenia innych ludzi. Czyli, że jeśli cpać, to w samotności?

  • okmanek

    Dzieci z Dworca ZOO też nie odstraszą, bo nijak ma się branie heroiny przez prostytuujących się nastolatków do okazjonalnego brania lżejszych (nawet jeśli już mocnych) narkotyków.

    • Pominąłeś fakt, że oni wszyscy zaczęli od okazjonalnego palenia haszyszu. Z resztą, może być jakakolwiek podobna książka, to nie reklama, nie tylko ta jest idealna, a cała reszta fe.

      • okmanek

        Jak dużo ludzi próbowało haszysz czy jakieś inne lżejsze narkotyki, i przeżyło całe życie nie próbując heroiny? Podejrzewam że zdecydowana większość.

        Są książki, które odstraszają, ale i takie które zachęcają („Drzwi Percepcji” chociażby). Zauważ że obie są oparte na faktach, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Moim zdaniem dobrą drogą nie jest straszenie – to już było przez wiele lat i nie działa, a rzetelne informowanie (jak choćby na ostatnio powstałym kanale „Drug’s lab” na youtubie).

        • Aleksandra Muszyńska

          Uzależnienie od „haszyszu i lżejszych narkotyków” to też nie jest bajka, uwierz mi. Nawet jeśli nie prowadzi do szprycowania się kompotem to jednak ma fatalne skutki.

          • okmanek

            „to też nie jest bajka, uwierz mi.”
            ok, wierzę xD

    • W takim ICD-10 nie ma czegoś takiego jak „lżejsze narkotyki”, to jest jakiś dziwne określenie mowy potocznej. Zapraszam pod „F10‐F19 Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem substancji psychoaktywnych”, gdzie wymienione są też te rzekome „lekkie” narkotyki… Nie trzeba brać heroiny, żeby nabawić się problemów.

      • okmanek

        Nie ufałbym za bardzo WHO, patrząc na ilość ich wątpliwych decyzji:
        https://en.wikipedia.org/wiki/World_Health_Organization#Controversies

        Co ciekawe, nawet przytoczone F12 mówi że dopiero „Excessive use of marijuana with associated psychological symptoms and impairment in social or occupational functioning.” – czyli de facto nawet oni zgadzają się, że marihuana w odpowiednich ilościach nie szkodzi. Także rządy niektórych krajów dopuszczają użycie medyczne (i nie tylko) – kolejny argument za „miękkimi” narkotykami. Na podział na narkotyki „twarde” i „miękkie” możesz znaleźć m. in. na stronach rządowych: https://www.government.nl/topics/drugs/contents/difference-between-hard-and-soft-drugs
        Więc twierdzenie że „nie ma czegoś takiego jak „lżejsze narkotyki”, to jest jakiś dziwne określenie mowy potocznej” jest dużym nadużyciem.

        Ale podejrzewam że ile argumentów bym nie dał, i tak nie przekonam więc już nie tracę czasu.

        • Nie ufałbyś… Ale na tym (też) opiera się klasyfikacja chorób, którą się używa i stosuje, więc tak trochę nie rozumiem tego braku zaufania do realnego narzędzia obowiązującego w Polsce. Cokolwiek masz na myśli mówiąc o wątpliwych decyzjach przytaczając mi Wikipedię – tak jak każda klasyfikacja, ICD „pracuje” i obecnie są prowadzone rozmowy odnośnie tworzenia ICD-11. Jak na międzynarodową klasyfikację przystało, nie jest zmieniania co tydzień (chociaż de facto powinna być nieco częściej). Także tak – wiele jest już zarzutów co do pewnych punktów (!), aczkolwiek wynikają one w tym momencie z tego, że świat się zmienia i zmienia się postrzeganie niektórych rzeczy jako zaburzenia, bądź nie. I tyczy się to pewnych klasyfikacji – nie wszystkich.

          Jeśli z powyższego cytatu wywnioskowałeś, że zgadzają się że marihuana „w odpowiednich ilościach nie szkodzi” to jestem pod wrażeniem – dla mnie to gruba nadinterpretacja. Niemniej, nie bardzo wiem skąd go (cytat) wziąłeś, ciężko mi się bardziej określić. Polecam po prostu zaznajomić się z krótką stroną http://stat.gov.pl/Klasyfikacje/doc/icd10/pdf/ICD10TomI.pdf strona 213 na ten temat, bo temu miał służyć mój wcześniejszy komentarz – to co nazywasz „lekkimi narkotykami” też ma skutki uboczne, a w międzynarodowej klasyfikacji nie ma wzmianki o tym, jakoby uzależnień i efektów niepożądanych po zażywaniu takich środków nie było. Clue sprawy.

          Nie chcę dyskutować nt. słuszności legalizacji marihuany i odnosić się do klasyfikacji stworzonej przez kraj w którym jest ona legalna (bo to bez sensu, szczególnie pod takim postem), ale porównywanie „jarania” do ewentualnego medycznego zastosowania chyba jednak jest nietrafne :)

          • okmanek

            Akurat kontrowersje przytoczone w artykule nie mają związku z za rzadką aktualizacją i nie warto ich przemilczać.

            Odnośnie szkodliwości:
            Moim zdaniem źle na to patrzysz. Icd-10 mówi o tym co MOŻE stać się po zażyciu określonych substancji. Nie precyzuje (z tego co widziałem, popraw jeśli się mylę) dawek ani reszty warunków związanych z przyjmowaniem.

            Czy ten dokument jest podstawą do krytyki narkotyków i w jakim stopniu? Podam analogię. Mogę napisać dokument w którym wypiszę wszystkie urazy, jakich mogę doznać jeżdżąc za szybko samochodem. „Zapomnę” napisać, że by rzeczywiście doszło do tych urazów, muszę notorycznie przekraczać prędkość i jeździć po pijaku by w końcu doszło do wypadku. Czy taki dokument byłby podstawą do krytyki jazdy samochodem jako-takiej czy tylko tej nierozważnej?

            Lepsze jest sensowne porównanie szkodliwości dragów:
            http://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(07)60464-4/fulltext
            Niż na wypisywaniu możliwych skutków ich zażywania, bez żadnego wartościowania ze względu na ilość czy potencjał uzależniający.

            Odnośnie prawa:
            Dyskusja rozbija się o ogólny światopogląd. Prawo większości krajów w skrócie mówi to, co ujęte zostało w tym memie: http://i.imgur.com/N2VnNCP.jpg

          • Moja wiedza nt. kontrowersji ICD-10 jest taka, że są organizacje i państwa które uważają, że pewne punkty z ICD-10 powinny być wycięte, niektóre dodane (na ten temat obecnie toczą się dyskusje na poziomie międzynarodowym). Rozumiem, że chodziło Ci o kontrowersje dotyczące samej w sobie organizacji (tu się nie zrozumieliśmy). Uważam że niektóre są dyskusyjne, ale to by gadać i gadać na ten temat :)

            Fakt, dyskusja odbiegła znacząco od tematu. Zakończę, powtarzając jeszcze raz co chciałam przekazać na początku, a gdzieś się może rozminęłam/minęliśmy – branie jakichkolwiek narkotyków wiąże się z pewnymi następstwami. Oczywiście, ich ilość, jakość, częstotliwość ma znaczenie, ale nie upoważnia do stawiania wyroków odnośnie ich nieszkodliwości.

            A z Twoich wypowiedzi jednak wynika, jakoby „okazjonalne” ćpanie „lekkich narkotyków” nie niosło ze sobą żadnych konsekwencji. A no niosą. Albo: mogą nieść. Never know.

  • Czasem zachowuję się tak po Coca Coli. A czasem jeszcze przed śniadaniem…

    • Ale jak „oczekiwania”, czy jak „rzeczywistość”? Tak czy inaczej opiekun powinien Ci zrobić test na stężenie cukru we krwi.

  • Czyli nie tylko ja odniosłem takie wrażenie…

    No i trochę widać, że autorzy spotów nie mieli do czynienia z niektórymi używkami i stworzyli obraz osoby ćpających dany narkotyk na podstawie tego, co gdzieś przeczytali lub zobaczyli.

    • Też miałem takie wrażenie, że bazowali na sieciowych, niesprawdzonych stereotypach.

Kocha się za coś. „Pomimo czegoś”, to można z kimś być

Skip to entry content

„Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś” – słyszałeś kiedyś to powiedzenie? Założę się o dużą paczkę lodowych Oreo, że słyszałeś. Przynajmniej 47 razy. A w zasadzie słyszałaś. Bo powiedzenie to dotyczy głównie kobiet. Kobiet, które są z obiektywnie beznadziejnymi facetami, ale subiektywnie nie aż tak strasznymi, żeby się z nimi rozstać. Na przykład niepociągającymi i nudnymi, ale wiernymi i godnymi zaufania. Kiedy myśl o tym, że nie pasujecie do siebie już nie jest tylko luźną myślą, wypowiedzianą do przyjaciółki po jednym kieliszku prosecco za dużo, ale faktem namacalnym jak drzazga w palcu, z pomocą przychodzi ludowa mądrość. Kocha się pomimo czegoś, a nie za coś.

Tyle, że to gówno prawda.

Zawsze kocha się za coś

Ile razy zakochałaś się w żebrzącym alkoholiku? W kimś kto absolutnie Cię nie pociągał? W człowieku, który zupełnie nie był w Twoim typie? Nie odpowiadaj, pozwól mi zgadnąć. Hmm, czyżby 0? Gdyby kochało się pomimo czegoś, a nie za coś, zakochiwałabyś się nieustanie. Co sekundę. I to nie w unikatowych, spotykanych rzadziej niż czterolistna koniczna jednostkach, tylko we wszystkich. Wszystkich jak leci. Bez wyjątku. Kochać każdego, nie oszczędzać nikogo, bo przecież każdy ma coś co Ci w nim nie pasuje.

Jeśli to powiedzenie byłoby prawdziwe, z facetami działoby się tak samo. Też nie braliby jeńców, tylko padali na jedno kolano z małymi, otwieranymi w połowie pudełeczkami, przed pierwszą lepszą niewiastą napotkaną na ulicy. Niezależnie, czy byłaby brzydka, pryszczata, gruba, z dredami, uważała, że szczepionki powodują autyzm, czy nie jadła mięsa. Mimo wszystko, z moich obserwacji wynika, że jednak tak nie jest. Wbrew hasłom z demotywatorów, mężczyźni zakochują się w kobietach ze względu na jakieś cechy. Zmysłowy uśmiech, niewiarygodnie zgrabne nogi, poczucie humoru, empatię i wewnętrzne ciepło, czy po prostu zajebiste cycki.

Zawsze jest coś, to „coś” może być fizyczne, może być częścią osobowości, może być pojedyncze, może być mnogie, może być mniej lub bardziej trudne do zdefiniowania, ale musi występować, żeby wystąpiło przyciąganie. Gdy tego czegoś nie ma, wewnętrzne magnesy układają się w drugą stronę i dochodzi do odpychania. Które nijak nie ma nic wspólnego z miłością. W przeciwnym wypadku Donald Trump już dawno byłby w związku z Hilary Clinton. A Janusz Korwin-Mikke z Kazimierą Szczuką. I jak dotąd jeszcze nigdy nie byłem kobietą, ale śmiem twierdzić, że to działa również w drugą stronę. Jeśli nie zakochasz się w jego piwnych oczach i kruczoczarnych włosach, w jego spontaniczności i ciekawości świata, albo innym elemencie jego osoby, który sprawi, że Twój mózg zacznie produkować oksytocynę, to się nie zakochasz i już. Dziękuję, do widzenia.

Bo zawsze kocha się kogoś za coś i miłość ta trwa, tak długo, aż to coś nie przeminie. Aż ona przestanie być już tak zabawna, on przestanie jej dawać poczucie bezpieczeństwa, ona przestanie dbać o siebie, on się zapuści. I gdy to się stanie, gdy ten kluczowy element wyparuje, to nie będzie „miłości pomimo czegoś”. Po prostu się skończy i w najlepszym przypadku zostanie sentyment i przyzwyczajenie.

Można być z kimś pomimo czegoś

Jest wiele sytuacji, w których można być z kimś pomimo czegoś, ale tylko w jednym przypadku ma to sens. Tym wyjątkiem niepotwierdzającym reguły jest wariant, gdy dwójka ludzi się kocha, a tym „pomimo” są czynniki zewnętrzne nie wpływające negatywnie na ich relację.

W sensie, jesteście ze sobą, pomimo, że jedno z Was wychowało się z kulturze żydowskiej, a drugie nie. Jesteście ze sobą pomimo, że on jest cukrzykiem albo ma inne problemy natury zdrowotnej. Jesteście ze sobą pomimo, że póki co dzieli Was odległość. Jesteście ze sobą pomimo, że Wasze rodziny tego nie akceptują. Jesteście ze sobą pomimo większej różnicy wieku. Jesteście ze sobą pomimo, że ty jesteś ekstra, a on intrawertykiem. Jesteście ze sobą pomimo, że słuchasz Natalii Nykiel. Choć jeśli robisz to przy nim zbyt często, to faktycznie związek wkrótce może się rozpaść. W każdym razie dopóki to „pomimo” nie sprowadza się do tego, że jesteś z nim, pomimo, że czasem Cię uderzy jak za bardzo się napije, albo, że jest z Tobą pomimo, że masz manię kontroli i sprawdzasz go na każdym kroku, to wszystko spoko. „Pomimo” jest tylko trzeciorzędną, nieistotną pierdołą.

Można oczywiście również być z kimś, gdy „pomimo” jest pierwszoplanowym problemem, powracającym jak poniedziałek po niedzieli, albo gdy miłość występuje tylko jednostronnie, albo gdy w ogóle jej nie ma i nie zapowiada się, żeby była, tylko wtedy pojawia się pytanie: po co? Po co być ze sobą i tkwić w czymś, co jest bardziej logicznym układem, niż wzajemnym emocjonalnym przyciąganiem? Jest kilka całkiem niezłych odpowiedzi na to pytanie. Jedna: bo we dwójkę życie mniej boli. Prawda. Druga: bo lepiej uprawiać seks z zaufanym stałym partnerem, niż ze zmieniającymi się przypadkowymi. Też prawda. Trzecia: bo w ogóle lepiej uprawiać seks niż nie. Prawda jak cholera. Czwarta: bo ekonomiczniej wydatki dzielić na pół. Kolejny raz, trudno się nie zgodzić.

Tyle, że to wszystko sprowadza się do jednego: to tylko strata czasu. Czasu kiedy mógłbyś kochać kogoś za coś z wzajemnością, a nie być z kimś pomimo czegoś.

---> SKOMENTUJ

Gówno, które komedie romantyczne wtłaczają do głów

Skip to entry content

Przeciętny Polak chodzi do kina dwa razy w roku: na walentynki i na dzień kobiet. Ewentualnie trzeci raz na jakąś bajkę Disneya, jeśli ma dziecko. Efekt jest taki, że najpopularniejszym gatunkiem filmowym produkowanym w naszym kraju są komedie romantyczne przez co taśmowo powstają buble będące zamachem na inteligencję pokroju „Listów do M.”, czy „Planety singli”. Żeby nie było, że tylko Polska produkuje zakalce, bo po takich „Muza i meduza”, czy „Gigli” też można dostać intelektualnej zgagi.

Zmarnowany czas jednak nie jest najgorszym efektem ubocznym oglądania komedii romantycznych. Dużo bardziej brzemienne w skutkach jest gówno, które przeciętny tytuł z tego gatunku pakuje przeciętnemu widzowi do głowy. Gówno w postaci fałszywego obrazu świata, idiotycznych przekonań i szkodliwych wzorców zachowań, które negatywnie wpływają na życie i podejmowane decyzje.

Kobieta bez mężczyzny jest nic nie warta

Jak spełniona zawodowo, rodzinnie i hobbystycznie by nie była i jak bardzo nie miałaby ułożonego życia, przekaz jest zawsze jeden: jest żałosnym przegrywem bo nie ma chłopa. To nic, że ma pracę, w której przyzwoicie zarabia i ją cieszy, co z tego, że ma przyjaciół, na których może polegać i satysfakcjonująco spędzać czas, nawet to, że w pojedynkę w pełni radzi sobie z wychowywaniem potomstwa nie jest ważne. Liczy się tylko to, że nie ma faceta co z automatu czyni ją bezwartościową, więc jej nadrzędną misją życiową jest znalezienie takowego. A raczej oczekiwanie na bycie znalezioną, bo przecież, gdyby wzięła sprawy w swoje ręce i sama zaczęła aktywnie szukać partnera, byłaby przegrywem do kwadratu, bo tak robią tylko desperatki.

Mamy XXI wiek, a popkultura dalej próbuje wmówić laskom, że bez partnera są nikim i jedyne co mogą zrobić to czekać.

Prawdziwa miłość powinna wybaczać WSZYSTKO

Oszukiwał Cię przez połowę małżeństwa? To co, ważne, że mówi, że kocha. Traktował Cię jak śmiecia? No, ale w końcu przecież przeprosił i kupił bilety do Paryża. Dostałaś od niego w twarz przy znajomych? Łobuz kocha najbardziej, wiadomo. Zrobił sobie popielniczkę z Twojego serca? Ważne, że obiecał poprawę dołączając efektowny prezent. Nie ma co robić afery, w końcu prawdziwa miłość powinna wybaczać wszystko.

Seks jest idealny od pierwszego stosunku

Nie ma żadnego poznawania się, stopniowego odkrywania co każdej ze strony sprawia przyjemność i uczenia swoich ciał. Nie ma żadnych potknięć, niepowodzeń falstartów i problemów z trafieniem do właściwej dziurki. Od początku jest szał jak u Podkowińskiego, fajerwerki jak na wiankach w Krakowie i wielokrotne orgazmy jak w dobrym fantasy. Bo tak właśnie wygląda seks w prawdziwej romantycznej miłości. To znaczy, w prawdziwej komedioromantycznej miłości.

Jedyny akceptowalny partner, to idealny partner

Jakiś czas temu ukazał się cykl książek „Wystarczająco dobrze”, a jedną z nich jest „Wybieraj wystarczająco dobrze” i mam wrażenie, że myśl w niej zawarta jest rozwiązaniem większości problemów dzisiejszych ludzi. Po czasach niedoboru – komuna, stanie w kolejkach po buty od Kanyego Westa i te sprawy – żyjemy w epoce nadmiaru. Nadmiaru jedzenia, ciuchów, rozrywki, gadżetów, możliwości, a tak że potencjalnych partnerów. Co gorsza, żyjemy w atmosferze presji, że każdą z tych rzeczy musimy wybrać idealnie, co jest nie tyle męczące i czasochłonne, co niemożliwe.

No dobra, może o ile spędzając cały tydzień na wojażach po sklepach, Zalando i Allegro da się wybrać idealną sukienkę, czy buty, o tyle niemożliwe jest dokonanie wyboru perfekcyjnego partnera. Raz, że ludzie nie są opisani jak telefony w Media Markcie, aby dało się porównywać ich parametry patrząc na karteczkę ze specyfikacją, dwa, że nigdy wszyscy istniejący nie będą dostępni, a trzy, że zwyczajnie IDEAŁÓW NIE MA. Po prostu nie istnieją i u każdego prędzej czy później uwydatniają się jego wady lub coś co z pozoru wydawało nam się konieczną zaletą w praktyce okazuje się irytującym mankamentem.

Mimo to, komedie romantyczne cały czas lansują model perfekcyjnie dopasowanego partnera, który i góry przeniesie, i dzika zagryzie, i będzie znał się na kwiatkach, i na czołgach, i przytuli, i poświntuszy po mandaryńsku, i będzie znał krav magę, i sambę, i rumbę, i mnożył w pamięci do 1000, i miał zawsze wzwód twardy jak jabłka z podwarszawskich sadów, i gotował jak jebany Gordon Ramsey. A do tego rozumiał Cię lepiej niż Ty sama i nie wkurwiał się, że musi wstrzymywać dwójkę, aż skończysz się malować. Tylko z takim typem możesz się związać.

Tylko, że tacy nie istnieją.

Poza mną.

HEHE.

Kobietę zdobywa się kupowaniem prezentów i byciem na każde jej zawołanie

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.

Nie.

Związek jest rozwiązaniem wszystkich problemów

Nie masz za co żyć, wyrzucili Cię z roboty, nie masz żadnych umiejętności poza robieniem smutnej minki, a komornik zajął ostatnie puszki po kociej karmie i oddał na skup złomu? Znajdź se chłopa! Masz raka, AIDS, chorobę dwubiegunową i niedojebanie mózgowe? Znajdź se chłopa! Nie wiesz jak odnaleźć się w bezdusznym, konsumpcjonistycznym społeczeństwie, którym rządzi pieniądz, do tego jesteś nadwrażliwa, masz egzystencjonalne rozkminy i nie wiesz jaki cel ma Twoje życie? Znajdź se chłopa, a wszystkie problemy znikną jak David Coperfield!

Chłop jest lekarstwem na wszystko! Nie wierzysz? Spytaj bohaterek komedii romantycznych.

***

 

Bleeeh. W końcu wyrzuciłem to z siebie. Teraz mogę w spokoju wrócić do oglądania „Pokojówki na Manhattanie”.

 

---> SKOMENTUJ

7 zwierząt, które wychodzą na zdjęciach lepiej niż Ty

Skip to entry content

Przeczytałeś tytuł i zrobiło Ci się przykro? Otrzyj łzy upokorzenia i zagryź ołówek, bo najgorsze dopiero przed Tobą. Te zwierzęta nie dość, że są fotogeniczniejsze od Ciebie, to do tego mają ciekawsze życie niż Ty. Poznaj szopa, jeża, papugę i cztery psy, które popularnością i predyspozycjami do występu przed obiektywem biją na głowę każdą gwiazdę „Klanu”, „Na Wspólnej” i „Plebanii”.

Aspen – górski pies

aspen-th-mountain-pup

Golden retriver globtroter, chodzi po górach, przepływa jeziora, włóczy się po lasach, a w czapce Świętego Mikołaja wygląda lepiej niż grubasek z Coca-Coli. Oprócz tego, że Aspen zwiedza miejsca i ma przygody, których autentycznie mu zazdroszczę, w zasadzie każde z jego zdjęć mogłoby być ilustracją kalendarzową albo samodzielnym plakatem. I jak tu nie nienawidzić zwierząt?

Profil na Instagramie: aspenthemountainpup

Jacek Koktajlowiec

jack-the-cockatiel

Jacucha ceni sobie minimalizm, dlatego wszystkie jego portrety są na tym samym tle, a zmieniają się tylko rekwizyty, które mają go zabawiać. Raz pożongluje piłką, raz pośmiga na desce, raz wcieli się we florystę, a raz w bosmana kapitanującego łajbie. W życiu Jacusia nie brakuje też typowo męskich rozrywek jak poker, gra w kości, czy chlanie do nieprzytomności herbaty z gwinta.

Profil na Instagramie: jackthecockatiel

Piggy i Polly

piggy-and-polly

Życie dwóch buldogów francuskich oscyluje głównie wokół robienia znudzonych min w różnych pozach i spania. Czyli tak jak większości polskich celebrytek, tyle, że Piggy i Polly nie muszą robić sobie operacji plastycznych, żeby wzbudzić zainteresowanie.

Profil na Instagramie:  piggyandpolly

 

Szop Niepracz

pumpkin-the-racoon

Al Bundy odrodził się na Instagramie pod postacią najlepszego przyjaciela Pocahontas. Robi to co w poprzednim wcieleniu – leży na kanapie i ma wyjebane z przerwą na jedzenie, a i tak zgarnia dziesiątki tysięcy serduszek. Oprócz tego wydaje mu się, że jest psem.

Profil na Instagramie: pumpkintheraccoon

Feszyn Dog

menswear-dog

Gość ma 4 łapy, ogon, sika w krzakach, jada z ziemi, w chwilach zwątpienia liże się po jajkach, a i tak jest lepiej ubrany niż każdy z Twoich byłych i przyszłych facetów. W ostatnim plebiscycie „Vogue’a” na najlepiej ubranego mężczyznę zdetronizował George’a Clooneya i Brada Pitta, a Satorialist regularnie wysyła mu błagalne prośby o ustawkę na sesję.

Profil na Instagramie: mensweardog

Pan Jeż

mr-pokee

Pan Jeż jest dowodem na lansowaną przez Azjatów tezę, że wielkość nie ma znaczenia. Cały mieści się w jednej dłoni, w bicku ma mniej niż w uszach, wzrostem budzi postrach jedynie wśród mrówek, a mimo to wyrwał mega sztukę, która nosi go na rękach. Ale trudno się dziwić, bo nienachalna uroda i chroniczna nieśmiałość, czyni z Pana Kolczastego największego słodziaka w internecie, przy którym trudno nie mieć odruchu przytulnego.

Profil na Instagramie: Mr.Pokee

***

Jak znacie inne zwierzątka na Insta warte obserwowania, to dajcie znać.

---> SKOMENTUJ