Close
Close

Jak zachęcić nastolatków do ćpania kampanią antynarkotykową?

Skip to entry content

W 1995 roku na pierwszej płycie Liroya pojawił się cytat z wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego: „ludzie mówią, że narkomania się rozprzestrzenia, mimo, że rząd z nią walczy. Nieprawda. Ona się rozprzestrzenia, bo rząd z nią walczy, a jak rząd się za coś bierze, to skutki zawsze są odwrotne od zamierzonych”. I dzisiaj, po 22 latach, to stwierdzenie jest nadal wyjątkowo aktualne.

Kilka dni temu Główny Inspektorat Sanitarny wystartował z kampanią „Melanż. Oczekiwania vs. Rzeczywistość”, która jest serią filmów na YouTube mających przestrzec młodzież przed zgubnymi skutkami zażywania używek. Głównie narkotyków. Nie będę się teraz rozwodził na tym, czemu kawa i papierosy powinny być nielegalne, skoro marihuana jest niedozwolona przez polskie prawo, bo to temat na inną dyskusję. Skupię się tylko na tym co zobaczyłem. Czyli na kampanii antynarkotykowej, która zachęca do ćpania. I ogólnie jest mizerna, jeśli chodzi o jej skuteczność.

Filmiki jak produkcje Abstrachujów

Każdy z 11 wyprodukowanych na potrzeby akcji spotów, wygląda jak urywki z produkcji Abstrachujów albo innych komediowych YouTuberów. Jest kolorowo, jest pozytywnie, jest śmiesznie. I tyle. Oglądając je odbiorca ma odczucia w stylu „spoko, nawet beka, fajne heheszki z imprezowania”, „o, to ja w piątek, po 20, hehe” albo „szkoda, że mnie nie wzięli do klipu, bo też bym sobie pośmieszkował przed kamerą”. Nie ma tu żadnej ciemnej strony, żadnej powagi, żadnego akcentu, który mógłby zmusić widza do refleksji na używkami, żadnego momentu, który wywołałby inne emocje niż pozytywne. Tylko śmiech. Śmiech powodowany scenami po zażyciu narkotyków. Tak, to na pewno będzie odstraszać.

Filmy pokazują, że ćpanie jest super

Czy materiał dotyczy amfetaminy, czy kwasów, czy grzybów, w każdym bohaterowie po zażyciu osiągają błogostan, świat nabiera barw, a rzeczywistość jest radosna i przyjazna. Oprócz tego, mają energię do życia, wszystko ich cieszy i wyglądają jakby czuli się najlepiej na świecie. I niezależnie, czy są na imprezie w klubie, czy w tramwaju, czy w obskurnym przejściu, bawią się jakby byli na karnawale w Rio. Gdybym miał teraz 16 lat, skłonności do uciekania od problemów i zobaczył, któryś z tych filmów, pierwsze co bym zrobił, to spytał na Snapie, kto ma numer do jakiegoś dilera. Albo zaczął sprawdzać w Googlach jak zrobić amfetaminę domowym sposobem. Albo wszedł na Allegro i kupił dopalacze opisane jako „zestawy kolekcjonerskie”.

Zrobiłbym bardzo dużo, żeby poczuć się jak postacie na filmach. Nie wiem, czy do końca o to chodziło twórcom.

Główny przekaz kampanii: co ludzie powiedzą?

Materiały nie pokazują, że amfetamina wyniszcza organizm, marihuana pogarsza koncentrację, a grzyby psylocybinowe mogą wywołać chorobę psychiczną. Nie. Nastolatek nie zobaczy negatywnych konsekwencji ćpania ani fizycznych, ani osobowościowych. Nie będzie obserwować, jak zdrowa, atrakcyjna osoba zmienia się we wrak człowieka. Nic z tych rzeczy. Jedyny niepozytywny skutek zażywania psychoaktywnych środków jaki pokazuje kampania, to to, że… ludzie się dziwnie patrzą. Przekaz na zasadzie „nie odstawaj od reszty, nie wyróżniaj się z tłumu, bo to niemile widziane w społeczeństwie”.  To wszystko.

Cała treść jaka płynie z tych 11 filmów sprowadza się do hasła „nie bierz, bo ktoś może na Ciebie głupio spojrzeć”. Czyli waląc po nosie możesz uzyskać ten sam efekt, co laski chodzące w podziurawionych spodniach bez skarpetek zimą. Biorąc pod uwagę ile ich jest na ulicach zdecydowanie mogę stwierdzić, że to nie działa. Działa natomiast lokowanie narkotyków w kontekście dobrej zabawy i pozytywnych emocji. Oglądając te spoty, aż sam nabrałem na nie ochoty.

(niżej jest kolejny tekst)

42
Dodaj komentarz

avatar
20 Comment threads
22 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
Wiesław MachutMaciekKarolina KłysJoasia KamińskaKinga | Jeść czy nie jeść? Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciej Blatkiewicz
Gość

Czyli nie tylko ja odniosłem takie wrażenie…

No i trochę widać, że autorzy spotów nie mieli do czynienia z niektórymi używkami i stworzyli obraz osoby ćpających dany narkotyk na podstawie tego, co gdzieś przeczytali lub zobaczyli.

Jan Favre
Gość

Też miałem takie wrażenie, że bazowali na sieciowych, niesprawdzonych stereotypach.

Riennahera
Gość

Czasem zachowuję się tak po Coca Coli. A czasem jeszcze przed śniadaniem…

Jan Favre
Gość

Ale jak „oczekiwania”, czy jak „rzeczywistość”? Tak czy inaczej opiekun powinien Ci zrobić test na stężenie cukru we krwi.

okmanek
Gość
okmanek

Dzieci z Dworca ZOO też nie odstraszą, bo nijak ma się branie heroiny przez prostytuujących się nastolatków do okazjonalnego brania lżejszych (nawet jeśli już mocnych) narkotyków.

Kinga | Jeść czy nie jeść?
Gość

W takim ICD-10 nie ma czegoś takiego jak „lżejsze narkotyki”, to jest jakiś dziwne określenie mowy potocznej. Zapraszam pod „F10‐F19 Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem substancji psychoaktywnych”, gdzie wymienione są też te rzekome „lekkie” narkotyki… Nie trzeba brać heroiny, żeby nabawić się problemów.

okmanek
Gość
okmanek

Nie ufałbym za bardzo WHO, patrząc na ilość ich wątpliwych decyzji: https://en.wikipedia.org/wiki/World_Health_Organization#Controversies Co ciekawe, nawet przytoczone F12 mówi że dopiero „Excessive use of marijuana with associated psychological symptoms and impairment in social or occupational functioning.” – czyli de facto nawet oni zgadzają się, że marihuana w odpowiednich ilościach nie szkodzi. Także rządy niektórych krajów dopuszczają użycie medyczne (i nie tylko) – kolejny argument za „miękkimi” narkotykami. Na podział na narkotyki „twarde” i „miękkie” możesz znaleźć m. in. na stronach rządowych: https://www.government.nl/topics/drugs/contents/difference-between-hard-and-soft-drugs Więc twierdzenie że „nie ma czegoś takiego jak „lżejsze narkotyki”, to jest jakiś dziwne określenie mowy potocznej” jest dużym… Czytaj więcej »

Kinga | Jeść czy nie jeść?
Gość

Nie ufałbyś… Ale na tym (też) opiera się klasyfikacja chorób, którą się używa i stosuje, więc tak trochę nie rozumiem tego braku zaufania do realnego narzędzia obowiązującego w Polsce. Cokolwiek masz na myśli mówiąc o wątpliwych decyzjach przytaczając mi Wikipedię – tak jak każda klasyfikacja, ICD „pracuje” i obecnie są prowadzone rozmowy odnośnie tworzenia ICD-11. Jak na międzynarodową klasyfikację przystało, nie jest zmieniania co tydzień (chociaż de facto powinna być nieco częściej). Także tak – wiele jest już zarzutów co do pewnych punktów (!), aczkolwiek wynikają one w tym momencie z tego, że świat się zmienia i zmienia się postrzeganie… Czytaj więcej »

okmanek
Gość
okmanek

Akurat kontrowersje przytoczone w artykule nie mają związku z za rzadką aktualizacją i nie warto ich przemilczać. Odnośnie szkodliwości: Moim zdaniem źle na to patrzysz. Icd-10 mówi o tym co MOŻE stać się po zażyciu określonych substancji. Nie precyzuje (z tego co widziałem, popraw jeśli się mylę) dawek ani reszty warunków związanych z przyjmowaniem. Czy ten dokument jest podstawą do krytyki narkotyków i w jakim stopniu? Podam analogię. Mogę napisać dokument w którym wypiszę wszystkie urazy, jakich mogę doznać jeżdżąc za szybko samochodem. „Zapomnę” napisać, że by rzeczywiście doszło do tych urazów, muszę notorycznie przekraczać prędkość i jeździć po pijaku… Czytaj więcej »

Kinga | Jeść czy nie jeść?
Gość

Moja wiedza nt. kontrowersji ICD-10 jest taka, że są organizacje i państwa które uważają, że pewne punkty z ICD-10 powinny być wycięte, niektóre dodane (na ten temat obecnie toczą się dyskusje na poziomie międzynarodowym). Rozumiem, że chodziło Ci o kontrowersje dotyczące samej w sobie organizacji (tu się nie zrozumieliśmy). Uważam że niektóre są dyskusyjne, ale to by gadać i gadać na ten temat :) Fakt, dyskusja odbiegła znacząco od tematu. Zakończę, powtarzając jeszcze raz co chciałam przekazać na początku, a gdzieś się może rozminęłam/minęliśmy – branie jakichkolwiek narkotyków wiąże się z pewnymi następstwami. Oczywiście, ich ilość, jakość, częstotliwość ma znaczenie,… Czytaj więcej »

Natalia
Gość

Pominąłeś fakt, że oni wszyscy zaczęli od okazjonalnego palenia haszyszu. Z resztą, może być jakakolwiek podobna książka, to nie reklama, nie tylko ta jest idealna, a cała reszta fe.

okmanek
Gość
okmanek

Jak dużo ludzi próbowało haszysz czy jakieś inne lżejsze narkotyki, i przeżyło całe życie nie próbując heroiny? Podejrzewam że zdecydowana większość.

Są książki, które odstraszają, ale i takie które zachęcają („Drzwi Percepcji” chociażby). Zauważ że obie są oparte na faktach, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Moim zdaniem dobrą drogą nie jest straszenie – to już było przez wiele lat i nie działa, a rzetelne informowanie (jak choćby na ostatnio powstałym kanale „Drug’s lab” na youtubie).

Aleksandra Muszyńska
Gość
Aleksandra Muszyńska

Uzależnienie od „haszyszu i lżejszych narkotyków” to też nie jest bajka, uwierz mi. Nawet jeśli nie prowadzi do szprycowania się kompotem to jednak ma fatalne skutki.

okmanek
Gość
okmanek

„to też nie jest bajka, uwierz mi.”
ok, wierzę xD

Anna Bartnik | simplyanna.pl
Gość

Można przypuszczać, że twórcy – jeśli mieli w życiu jakikolwiek kontakt z narkotykami – najbardziej dotkliwie odczuli spojrzenia innych ludzi. Czyli, że jeśli cpać, to w samotności?

Asia
Gość
Asia

Takie info na przyszłość, Korwin-Mikke się nie odmienia, ani pierwszy, ani drugi człon nazwiska.

Eve S
Gość
Eve S

Na tyle, na ile mi świta z zajęć z języka polskiego praktycznego to nazwiska nie trzeba odmieniać. Nie jest to żaden obowiązek, można powiedzieć że nie ma „ministra Macierewicz”. Ale nawet nazwiska obce (choć ani Korwin ani Mikke nie są obce) mają zasady odmiany i można odmieniać. Także chyba oboje macie rację

Dot
Gość
Dot

„można powiedzieć że nie ma „ministra Macierewicz”” Co Ty opowiadasz! Wszystkie nazwiska w Polsce są odmieniane.

Asia
Gość
Asia

Nie chce mi się już o to kłócić, ale to nazwisko pochodzi z Niemiec.

Jan Favre
Gość

Takie info na przyszłość, nie wprowadzaj ludzi w błąd, jeśli kompletnie nie masz pojęcia o czym mówisz.

kat
Gość
kat

nazwisko zostało poprawnie odmienione, mozna napisac także ‚Korwina-Mikkego’.
tak na przyszłość.

kat
Gość
kat

ponieważ?

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

Gówno, które komedie romantyczne wtłaczają do głów

Skip to entry content

Przeciętny Polak chodzi do kina dwa razy w roku: na walentynki i na dzień kobiet. Ewentualnie trzeci raz na jakąś bajkę Disneya, jeśli ma dziecko. Efekt jest taki, że najpopularniejszym gatunkiem filmowym produkowanym w naszym kraju są komedie romantyczne przez co taśmowo powstają buble pokroju „Idealny facet dla mojej dziewczyny”, czy „Planeta singli”, będące zamachem na inteligencję. Żeby nie było, że tylko Polska produkuje zakalce, bo po takich „Muza i meduza”, czy „Gigli” też można dostać intelektualnej zgagi.

Zmarnowany czas jednak nie jest najgorszym efektem ubocznym oglądania komedii romantycznych. Dużo bardziej brzemienne w skutkach jest gówno, które przeciętny tytuł z tego gatunku pakuje przeciętnemu widzowi do głowy. Gówno w postaci fałszywego obrazu świata, idiotycznych przekonań i szkodliwych wzorców zachowań, które negatywnie wpływają na życie i podejmowane decyzje.

Kobieta bez mężczyzny jest nic nie warta

Jak spełniona zawodowo, rodzinnie i hobbystycznie by nie była, i jak bardzo nie miałaby ułożonego życia, przekaz jest zawsze jeden: jest żałosnym przegrywem bo nie ma chłopa. To nic, że ma pracę, w której przyzwoicie zarabia i ją cieszy. Co z tego, że ma przyjaciół, na których może polegać i satysfakcjonująco spędzać czas? Nawet to, że w pojedynkę w pełni radzi sobie z wychowywaniem potomstwa nie jest ważne. Liczy się tylko to, że nie ma faceta co z automatu czyni ją bezwartościową, więc jej nadrzędną misją życiową jest znalezienie takowego. A raczej oczekiwanie na bycie znalezioną, bo przecież, gdyby wzięła sprawy w swoje ręce i sama zaczęła aktywnie szukać partnera, byłaby przegrywem do kwadratu, bo tak robią tylko desperatki.

Mamy XXI wiek, a popkultura dalej próbuje wmówić laskom, że bez partnera są nikim i jedyne co mogą zrobić to czekać.

Prawdziwa miłość powinna wybaczać WSZYSTKO

Oszukiwał Cię przez połowę małżeństwa? To co, ważne, że mówi, że kocha. Traktował Cię jak śmiecia? No, ale w końcu przecież przeprosił i kupił bilety do Paryża. Dostałaś od niego w twarz przy znajomych? Łobuz kocha najbardziej, wiadomo. Zrobił sobie popielniczkę z Twojego serca? Ważne, że obiecał poprawę dołączając efektowny prezent. Nie ma co robić afery, w końcu prawdziwa miłość powinna wybaczać wszystko. Zawsze.

Seks jest idealny od pierwszego stosunku

Nie ma żadnego poznawania się, stopniowego odkrywania co każdej ze strony sprawia przyjemność i uczenia swoich ciał. Nie ma żadnych potknięć, niepowodzeń falstartów i problemów z trafieniem do właściwej dziurki. Od początku jest szał jak u Podkowińskiego, fajerwerki jak na wiankach w Krakowie i wielokrotne orgazmy jak w dobrym fantasy. Bo tak właśnie wygląda seks w prawdziwej romantycznej miłości. To znaczy, w prawdziwej komedioromantycznej miłości.

Jedyny akceptowalny partner, to idealny partner

Jakiś czas temu ukazał się cykl książek „Wystarczająco dobrze”, a jedną z nich jest „Wybieraj wystarczająco dobrze” i mam wrażenie, że myśl w niej zawarta jest rozwiązaniem większości problemów dzisiejszych ludzi. Po czasach niedoboru – komuna, stanie w kolejkach po buty od Kanyego Westa i te sprawy – żyjemy w epoce nadmiaru. Nadmiaru jedzenia, ciuchów, rozrywki, gadżetów, możliwości, a także potencjalnych partnerów. Co gorsza, żyjemy w atmosferze presji, że każdą z tych rzeczy musimy wybrać idealnie, co jest nie tyle męczące i czasochłonne, co niemożliwe.

No dobra, może o ile spędzając cały tydzień na wojażach po sklepach, Zalando i Allegro da się wybrać idealną sukienkę, czy buty, o tyle niemożliwe jest dokonanie wyboru perfekcyjnego partnera. Raz, że ludzie nie są opisani jak telefony w Media Markcie, aby dało się porównywać ich parametry patrząc na karteczkę ze specyfikacją, dwa, że nigdy wszyscy istniejący nie będą dostępni, a trzy, że zwyczajnie IDEAŁÓW NIE MA. Po prostu nie istnieją i u każdego prędzej czy później uwydatniają się jego wady lub coś, co z pozoru wydawało nam się konieczną zaletą, w praktyce okazuje się irytującym mankamentem.

Mimo to, komedie romantyczne cały czas lansują model perfekcyjnie dopasowanego partnera, który i góry przeniesie, i dzika zagryzie, i będzie znał się na kwiatkach, i na czołgach, i przytuli, i poświntuszy po mandaryńsku, i będzie znał krav magę, i sambę, i rumbę, i mnożył w pamięci do 1000, i miał zawsze wzwód twardy jak jabłka z podwarszawskich sadów, i gotował jak jebany Gordon Ramsey. A do tego rozumiał Cię lepiej niż Ty sama i nie wkurwiał się, że musi wstrzymywać dwójkę, aż skończysz się malować. Tylko z takim typem możesz się związać.

Tylko, że tacy nie istnieją.

Poza mną.

HEHE.

Kobietę zdobywa się kupowaniem prezentów i byciem na każde jej zawołanie

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.

Nie.

To jedno z najstraszniejszych kłamstw, w które wierzą chłopcy. I niestety bardzo często również mężczyźni.

Związek jest rozwiązaniem wszystkich problemów

Nie masz za co żyć, wyrzucili Cię z roboty, nie masz żadnych umiejętności poza robieniem smutnej minki, a komornik zajął ostatnie puszki po kociej karmie i oddał na skup złomu? Znajdź se chłopa! Masz raka, AIDS, chorobę dwubiegunową i niedojebanie mózgowe? Znajdź se chłopa! Nie wiesz jak odnaleźć się w bezdusznym, konsumpcjonistycznym społeczeństwie, którym rządzi pieniądz, do tego jesteś nadwrażliwa, masz egzystencjonalne rozkminy i nie wiesz jaki cel ma Twoje życie? Znajdź se chłopa, a wszystkie problemy znikną jak David Coperfield!

Chłop jest lekarstwem na wszystko! Nie wierzysz? Spytaj bohaterek komedii romantycznych.

***

 

Bleeeh. W końcu wyrzuciłem to z siebie. Teraz mogę w spokoju wrócić do oglądania „Pokojówki na Manhattanie”.

 

7 zwierząt, które wychodzą na zdjęciach lepiej niż Ty

Skip to entry content

Przeczytałeś tytuł i zrobiło Ci się przykro? Otrzyj łzy upokorzenia i zagryź ołówek, bo najgorsze dopiero przed Tobą. Te zwierzęta nie dość, że są fotogeniczniejsze od Ciebie, to do tego mają ciekawsze życie niż Ty. Poznaj szopa, jeża, papugę i cztery psy, które popularnością i predyspozycjami do występu przed obiektywem biją na głowę każdą gwiazdę „Klanu”, „Na Wspólnej” i „Plebanii”.

Aspen – górski pies

aspen-th-mountain-pup

Golden retriver globtroter, chodzi po górach, przepływa jeziora, włóczy się po lasach, a w czapce Świętego Mikołaja wygląda lepiej niż grubasek z Coca-Coli. Oprócz tego, że Aspen zwiedza miejsca i ma przygody, których autentycznie mu zazdroszczę, w zasadzie każde z jego zdjęć mogłoby być ilustracją kalendarzową albo samodzielnym plakatem. I jak tu nie nienawidzić zwierząt?

Profil na Instagramie: aspenthemountainpup

Jacek Koktajlowiec

jack-the-cockatiel

Jacucha ceni sobie minimalizm, dlatego wszystkie jego portrety są na tym samym tle, a zmieniają się tylko rekwizyty, które mają go zabawiać. Raz pożongluje piłką, raz pośmiga na desce, raz wcieli się we florystę, a raz w bosmana kapitanującego łajbie. W życiu Jacusia nie brakuje też typowo męskich rozrywek jak poker, gra w kości, czy chlanie do nieprzytomności herbaty z gwinta.

Profil na Instagramie: jackthecockatiel

Piggy i Polly

piggy-and-polly

Życie dwóch buldogów francuskich oscyluje głównie wokół robienia znudzonych min w różnych pozach i spania. Czyli tak jak większości polskich celebrytek, tyle, że Piggy i Polly nie muszą robić sobie operacji plastycznych, żeby wzbudzić zainteresowanie.

Profil na Instagramie:  piggyandpolly

 

Szop Niepracz

pumpkin-the-racoon

Al Bundy odrodził się na Instagramie pod postacią najlepszego przyjaciela Pocahontas. Robi to co w poprzednim wcieleniu – leży na kanapie i ma wyjebane z przerwą na jedzenie, a i tak zgarnia dziesiątki tysięcy serduszek. Oprócz tego wydaje mu się, że jest psem.

Profil na Instagramie: pumpkintheraccoon

Feszyn Dog

menswear-dog

Gość ma 4 łapy, ogon, sika w krzakach, jada z ziemi, w chwilach zwątpienia liże się po jajkach, a i tak jest lepiej ubrany niż każdy z Twoich byłych i przyszłych facetów. W ostatnim plebiscycie „Vogue’a” na najlepiej ubranego mężczyznę zdetronizował George’a Clooneya i Brada Pitta, a Satorialist regularnie wysyła mu błagalne prośby o ustawkę na sesję.

Profil na Instagramie: mensweardog

Pan Jeż

mr-pokee

Pan Jeż jest dowodem na lansowaną przez Azjatów tezę, że wielkość nie ma znaczenia. Cały mieści się w jednej dłoni, w bicku ma mniej niż w uszach, wzrostem budzi postrach jedynie wśród mrówek, a mimo to wyrwał mega sztukę, która nosi go na rękach. Ale trudno się dziwić, bo nienachalna uroda i chroniczna nieśmiałość, czyni z Pana Kolczastego największego słodziaka w internecie, przy którym trudno nie mieć odruchu przytulnego.

Profil na Instagramie: Mr.Pokee

***

Jak znacie inne zwierzątka na Insta warte obserwowania, to dajcie znać.