Close
Close

6 powodów, żeby pojechać na Tauron Nowa Muzyka Katowice

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z festiwalem Tauron Nowa Muzyka Katowice

Na pierwszy festiwal muzyczny w życiu pojechałem stosunkowo niedawno, bo zaledwie 4 lata temu, ale gdy już tylko dotarłem na miejsce i rozłożyłem namiot, od razu zacząłem żałować, że tak długo się do tego zbierałem. Czemu? Bo poza głównym, najoczywistszym powodem, dla którego się tam wybrałem, czyli muzyką, było masę innych, których wcześniej zupełnie nie byłem świadom. A okazały się równie ważne, jeśli nie ważniejsze od głównej motywacji, i gdybym tylko wiedział o ich istnieniu wcześniej, to nie zbierałbym się do tego tyle czasu.

Na początku lipca w Katowicach, dokładnie to w dniach 6-9.07, dobędzie się 12 edycja festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice. Imprezy, na której usłyszysz brzmienia z pogranicza electro, jazzu i rapu. Na ośmiu scenach wystąpią takie asy jak: The Cinematic Orchestra, RY X, Fisz i Emade, Gold Panda, Róisín Murphy, Ten Typ Mes, czy Max Cooper. Pełną listę wykonawców znajdziesz na oficjalnej stronie festiwalu, ALE nie tylko ze względu na koncerty warto wpaść na początku wakacji do Kato. Dlaczego jeszcze i co poza samą muzyką ma do zaoferowania to wydarzenie?

Poznaj 6 powodów, żeby pojechać na Tauron Nowa Muzyka Katowice!

Murale

Roa / 2012
Aryza / 2011

Jeśli wybierasz się do Katowic pociągiem, kozackie murale belgiskiego artysty Roa i hiszpańskiego Aryza, to pierwsze co widzisz wjeżdżając na dworzec. W całym mieście jest tego dużo więcej, świetnie wpisując się w industrialny klimat stolicy Śląska i zdobiąc ją jak biżuteria kobietę. I to naprawdę wysoka jakościowo biżuteria, bo wiele z tych prac to współczesne dzieła sztuki. Luki między koncertami, to dobre momenty, żeby cyknąć im fotę albo dwie.

Atmosfera!

Festiwale to trochę takie kolonie dla dorosłych. Tym się różnią od „normalnych” koncertów, że nie jesteś wyrwany ze swojej rzeczywistości i wpadasz na chwilę na imprezę, tylko na 3-4 dni przenosisz się do innego świata. Gdzie panują inne zasady, inne prawa fizyki i zasadniczo czasem dochodzi do zakrzywienia czasoprzestrzeni. Te anomalie pogodowe wynikają ze specyficznego klimatu na festiwalach, który sprawia, że zamknięci się otwierają, nieznajomi się zaprzyjaźniają, a odludki się jednoczą i wszyscy są jedną wielką rodziną.

Jestem pewien, że gdyby w każdym z państw obywatele mieli obowiązek uczestniczenia w przynajmniej jednym tego typu wydarzeniu rocznie, to na świecie nie byłoby wojen. Na Nowej Muzyce ze względu na kameralność festiwalu można to poczuć jeszcze mocniej.

Wizualizacje

Festiwalowe koncerty z pogranicza electro i techno mają to do siebie, że ich oprawa wizualna bywa naprawdę genialna i często stojąc w tłumie między ludźmi zastanawiam się, czy od słuchania samej muzyki bardziej nie jarają mnie towarzyszące jej obrazy. Komputerowe wizualizacje tętniące w rytmie bębnów potrafią wprowadzić w prawdziwy trans lepiej niż używki i pozwolić odpłynąć dalej niż na łódce. Mega miłe uczucie.

Muzeum śląskie

Tauron Nowa Muzyka Katowice ma miejsce w Strefie Kultury, która obejmuje niedawno oddane do użytku gmachy Muzeum Śląskiego. Będące jednym z fajniejszych muzeum w jakim byłem. I poznacie w nim historię regionu, i cofniecie się do szalonych lat 90-tych, i odbijecie się w największe w Polsce sali do robienia sobie makijażu. To znaczy lustrzanej. Warto. Jeśli nie w celach poznawczo-edukacyjnych, to choćby rozrywkowo-instagramowych.

Darmowy pokaz mody

Opublikowany przez Tauron Nowa Muzyka Katowice na 29 sierpnia 2016

Na co dzień jesteśmy osadzeni w swoich stałych środowiskach, które zazwyczaj są dość homogeniczne. W pracy najczęściej mamy z góry narzucony wąski wachlarz garderobiany, po którym możemy się poruszać, natomiast w kręgach bliskich znajomych spójność wizualna jest wdrażana niejako oddolnie, bo to naturalne, że chcemy przebywać z ludźmi podobnymi do nas. Na festiwalach muzycznych o szerokim spektrum gatunkowym sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie. Wchodząc na jego teren widzisz na ludzkich ciałach totalny kolaż styli i kanonów modowych. A w zasadzie nie widzisz. „Widzisz” to złe słowo. Możesz podziwiać, bo ludzie są tak odjechanie poubierani, że ich stylówki się po prostu podziwia.

Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia

Inauguracja i zwieńczenie imprezy ma miejsce w nowym budynku NOSPRU, który z zewnątrz jest ciekawy, ale wewnątrz jest po prostu PRZE-PIĘ-KNY! Popatrzcie tylko na tę salę, już sama możliwość bycia w niej i kontemplowania pieczołowitego wykonania na żywo jest wystarczającym powodem, by wpaść tu w lipcu. To wnętrze, to oświetlenie, te drewniane elementy, cudo! A jeszcze ma tu grać The Cinematic Orchestra!

Wygraj 2-dniowy bilet na Tauron Nowa Muzyka Katowice!

Do zobaczenia w Katowicach!

Opublikowany przez Tauron Nowa Muzyka Katowice na 8 stycznia 2017

Jeśli chcesz skorzystać ze wszystkich wyżej wymienionych atrakcji, wystarczy, że kupisz bilet na stronie festiwalu lub w kasie NOSPR, ale możliwe, że los się do Ciebie uśmiechnie i nie będziesz musiał tego robić.

Ogłaszam konkurs prosty jak przekątna w kwadracie. Już wiesz dlaczego ja chcę się wybrać na ten festiwal, ale chętnie poznam również Twoją motywację. Napisz w komentarzu pod tym tekstem albo pod udostępnieniem na Facebooku, jeden powód, dla którego Ty chcesz przyjechać na Tauron Nowa Muzyka Katowice. Czy przez konkretnego artystę, czy przez miasto, czy przez chęć oderwania się od codzienności? Tu nie ma złych odpowiedzi, każdy powód jest dobry. Na Twój komentarz czekam do środy 12-go kwietnia do północy, a następnego dnia ogłoszę, czy to właśnie Twój powód był najciekawszy / zabawniejszy / odjechany i czy jesteś jedną z 2 osób, która wygrała 2-dniowy karnet na imprezę.

(biorąc udział w konkursie jednocześnie oświadczasz, że akceptujesz jego regulamin)

3… 2… 1… start!

(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

20 komentarzy do "6 powodów, żeby pojechać na Tauron Nowa Muzyka Katowice"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marysia Szpilka
Gość

RY X. I The Cinematic Orchestra. Słyszysz folkowo-jazzowo-gitarowo-wzruszające klimaty, pomyśl „Maria”. To jak Żwirek i Muchomorek. Jak lewa skarpetka z prawą skarpetką. Jak ja i mój facet, gdyby istniał. Związek absolutnie idealny. To raz. A dwa, że mieszkam w Katowicach już od dwóch lat i w tym okresie zdążyło mnie już wywiać na festiwale do Warszawy, Trójmiasta, ba, nawet poza granicami Polski już miałam okazję przeskakiwać z nóżki na nóżkę pod sceną różnych fajnych artystów, a na żadnym festiwalu, którego matką jest mój kochany Śląsk, jeszcze nigdy, cholera, nie byłam. Chyba najwyższy czas nadrobić zaległości, co sądzisz?

Kaja Yana
Gość
Osobiście uważam, że Tauron to jeden z najlepszych festów w Polsce. Wg mnie Tauron to taki najdojrzalszy z festiwali, na których byłam: nie ma tu bójek po pijaku, nie ma tu chamskiego podrywu, ludzie nie przyjeżdżają tylko po to, żeby zrobić check-in na facebooku, ale szukają inspiracji, nowej muzyki i ulubionych artystów, no co tu dużo mówić, jest super. Dlatego atmosfera tu jest wyjątkowa i to jest powód numer jeden. Dodatkowo dalej nie udało mi się spróbować Istnych lodów na Mariackiej w czarnym rożku więc muszę się karnąć i w końcu spróbować – powód numer dwa. Powód numer trzy to… Czytaj więcej »
aga kniaź
Gość
Ej, to jest supertrudne zadanie napisać JEDEN powód, kiedy jest ich plus-minus milion! Jestem oczywiście bardzo ciekawa, jakie atrakcje tym razem przygotuje H&M (karuzela była spoko!), jaki koncert zaskoczy mnie tak, jak w zeszłym roku Fakear i, rzecz jasna, mam nadzieję, że nie będę musiała, jak dwa lata temu, korzystać z pomocy dyżurujących karetek. Nawet niekoniecznie muszę sprawdzać line-up, bo ufam organizatorom w ciemno, że będzie bardzo smacznie. Bardzo, bardzo bym chciała wpaść na TNM, ponieważ dzięki zmianie terminu będzie się dział w urodziny mojej przyjaciółki – i to będzie doskonała okazja, bo nie tylko będziemy świętować jej 26-lecie, ale… Czytaj więcej »
magdagab
Gość

Zanim przeczytałam twój post nie widziałam, że chcę jechać, ale teraz już wiem, przekonałeś mnie.

Emilia Maciejewska
Gość

Uwielbiam Róisín Murphy, a zobaczenie jej na żywo w dniu urodzin byłoby całkiem fajnym przeżyciem :)

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Gdzie zjeść ramen w Krakowie? 3 najlepsze miejsca

Skip to entry content

Gdzie zjeść dobry ramen w Krakowie? Odkąd pierwszy raz spróbowałem tej japońskiej zupy stworzonej przez chińskich imigrantów, starałem się odpowiedzieć samemu sobie na to pytanie, ale nie było łatwo. Knajpa specjalizująca się w tej potrawie, czyli Ramen Girl, została zamknięta dłuższy czas temu przy fanfarach skandalu, natomiast inne lokale oferujące kuchnię azjatycką mają w tym temacie bardzo nierówny poziom. O czym, czasem dotkliwie, musiałem się przekonywać na swoim podniebieniu. I portfelu.

Dlatego zamiast 5 propozycji, jak miało to miejsce przy zestawieniu „Gdzie zjeść burgera w Krakowie?”, polecając restauracje, w których dostaniesz egzotyczną odmianę rosołu, muszę ograniczyć się tylko do 3. Co prawda knajp w Grodzie Króla Kraka, które mają to danie w menu jest w tym momencie już kilkanaście, ale tylko za poniższe 3 ręczę. Natomiast w pozostałych mogłoby się zdarzyć, że zamawiając zupę z pływającym jajkiem i mięsem, zamiast ramenu dostalibyście żurek.

Nie przedłużając, poniżej odpowiadam gdzie można zjeść dobry ramen w Krakowie.

Trzecie miejsce: Musso Sushi

ul. Zwierzyniecka 23

W Musso Sushi w stałej ofercie znajdziemy tylko jeden rodzaj ramenu – z wieprzowiną, jajkiem, szpinakiem i grzybami, natomiast okazjonalnie pojawiają się z wołowiną (na focie u góry) albo kaczką. Ten podstawowy dostępny jest w cenie 25 złotych i jest bardzo przyzwoity. Co znaczy w tym wypadku „przyzwoity”? Ani rzucający na kolana, ani rozczarowujący. Po prostu dobry bulion z dobrze komponującymi się składnikami, któremu trudno zarzucić coś konkretnego. Jedyne co można mu wpisać na minus, to dość skromną porcję, bo w stosunku do tego samego typu zupy w innych lokalach, zarówno krakowskich jak i warszawskich, jest go mało i najesz się nim, tylko jeśli nie jesteś wyjątkowo głodny.

Co do samego lokalu, to jest on typowo w stylu polskich knajp z sushi. Plastikowa elegancja – trochę kiczowato, trochę biznesowo.

Drugie miejsce: Ramen People

ul. Dajwór 19

Ramen People jest najmłodszym lokalem w zestawieniu, a już zdążył się dorobić zagorzałych wyznawców. Poza tytułową zupką nie znajdziemy w knajpce w zasadzie nic więcej, co jest świetnym rozwiązaniem, bo dzięki temu na zamówienie czekamy góra 5 minut. Z rzeczy technicznych, niewątpliwym plusem jest darmowa woda w karafkach, która mogłoby być standardem w polskim gastro, ale nie zapowiada się. Z minusów, w środku jest tylko 8 miejsc siedzących. Buduje to klimat lokalu, ale w godzinach szczytu bywa, że przyprawia o niemy płacz.

Przechodząc do samej szamy, ramen w Ramen People dostępny jest w 4 wersjach – wege 28zł, drobiowy 29zł, wieprzowo-wołowy 34zł i wieprzowy 32zł – i naprawdę trudno się do czegoś dopieprzyć. Bulion jest esencjonalny, mięsko, pierożki, jajeczka, warzywka nieoszukane, makaron nierozgotowany i porcje też słuszne, a po konsumpcji podniebienie wyciąga dłoń i przybija piąteczkę brzuszkowi. Ciekawą opcją jest też indywidualne ustalanie ostrości każdego z wariantów przez dodawanie pasty miso do już gotowej zupy.

Mam w zasadzie tylko jedną uwagę: biorąc pod uwagę, że to nie restauracja do posiedzenia i rozkoszowania się, tylko bar do zjedzenia i spadania, ceny mogłyby być niższe.

Pierwsze miejsce: Tao Teppanyaki & More

ul. Józefińska 4

W Tao na malowniczym Podgórzu, tuż za Kładką Bernatka, w regularnym jadłospisie dostępne są 4 rodzaje ramenu: shio, shoyu, miso i wegetariański. Pierwsze 3 w cenie 35 złotych, ostatni za 29. Preferuję shoyu, czyli wersję na zdjęciu powyżej, z miękkimi grzybkami, szpinakiem, pysznym jajkiem na miękko, odpowiednio przypieczonymi plastrami wieprzowiny, szczypiorkiem i najlepszym z krakowskich makaronów (choć do tego ze stołecznego MODu trochę mu jeszcze brakuje). Wywar jest wyrazisty i sycący, a składniki są w stosunku do niego w takich proporcjach, żebyś nie musiał ich szukać nurkując pałeczkami w misce. I zasadniczo porcja jest słuszna, trudno mieć po nim uczucie niedosytu.

Na wyjątkową uwagę zasługuje wystrój, bo wnętrze lokalu jest przytulne, niepretensjonalne i stworzone z wyczuciem, a loggia i letni ogródek, to w ogóle poezja. Bardzo przyjemne miejsce na obiad.

Pierwsze miejsce: Namnam Noodle Bar

ul. Starowiślna 10

Namnam Noodle Bar otworzył się stosunkowo niedawno, ale zasłużenie muszę stwierdzić, że serwują tam zdecydowanie najlepszy ramen w Krakowie. W ich karcie znajdziesz 3 warianty japońskiej zupy: bezmięsny – miso, standardowy – shoyu i pikantny z szarpaną wieprzowiną – spicy. Jak nazwa miejsca wskazuje, panowie specjalizują się w makaronach, przez co serwują tylko dania na ich bazie i trudniej o jakąś wpadkę, czy ryzyko braku świeżości. Mimo, że ich ramen na zdjęciu, a zwłaszcza wieprzowina, nie wygląda jakoś spektakularnie, to jest na tyle dobry, że nie zauważasz kiedy się kończy i to absolutnie nie przez ilość. Wszystko tu się komponuje jak w symfonii Beethovena, a dobre wspomnienie po całości zostaje z Tobą również po zakończeniu spotkania. Koszt tej przyjemności to 23 zeta.

Pewnie nie dla wszystkich będzie to wadą, ale punkt ujemny muszę przyznać za sam bar i sposób podawania jedzenia. Mianowicie miejsca jest bardzo mało, trochę więcej niż w klaustrofobicznym Przystanku Pierogarnia, a dania dostajesz w plastikowych naczyniach i konsumujesz również plastikowymi sztućcami, w związku z czym, jest to opcja raczej na szybką szamę niż spokojne delektowanie się smakiem.

Niestety, ale Namnam Noodle Bar jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął z mapy Krakowa, stąd zmiana na miejscu pierwszym.

Poza klasyfikacją: Pod Norenami

ul. Krupnicza 6

Gdyby kogoś znudził klasyczny mięsny bulion z jajkiem i boczkiem, i chciał spróbować wegetariańskiej wariacji na ten temat, to znajdzie ją nieopodal Bagateli – w Pod Norenami. Za 25,50zł dostępne są aż cztery bezmięsne wersje ramenu: z warzywami w tempurze, z tofu, z substytutem kotleta albo z substytutem smażonej wołowiny. Wszystkie opcje są jak najbardziej smaczne i nawet najzatwardzialsi mięsożercy nie powinni dostać niestrawności, jednak trzeba to traktować w kategoriach ciekawostki. Jak gołąbki bez zawijania, pizzę bez sera i życie bez sensu.

Kończę 29 lat. Co powiedziałbym 19-letniemu sobie?

Skip to entry content

Gdy miałem 19 lat i kończyłem liceum, wiek 29 wydawał mi się tak odległy, że nie byłem przekonany, czy kiedykolwiek go dożyje. Dziś jestem po drugiej stronie, w tym tygodniu obchodzę 29-te urodziny i wracając myślami do 19-letniego siebie mam wrażenie, że cofam się niemal do poprzedniego życia. Co zmieniło się w trakcie tej dekady? Nie chcę mówić, że wszystko, bo choćby nazwisko wciąż mam to samo, ale przeszedłem sporo przeobrażeń w tym czasie, głównie mentalnych.

Czy dziś, będąc krok przed 30-tką utożsamianą w naszym społeczeństwie z pełną dojrzałością, dałbym sobie z przeszłości, młodemu szczawiowi, jakieś rady? Pewnie, że tak!

Nie przywiązuj wagi do opinii innych, oni będą stać i pieprzyć, a ty ruszysz dalej

Głowa mnie boli, gdy myślę o tym ilu rzeczy nie zrobiłem, bo bałem się jak to zostanie odebrane przez otoczenie. Lęk przed negatywnymi opiniami innych jest niewiarygodnie blokujący i kompletnie idiotyczny, przy czym o tym drugim dowiadujesz się dużo, dużo później. Gdy dziś patrzę na osoby, które na studiach szydziły z tego, że założyłem bloga, widzę, że są dokładnie w tym samym miejscu, co wtedy. Czyli nigdzie. Pracują za karę, w zawodach, których nie lubią, przeklinają poniedziałki i błogosławią piątki. Nie zrobiły nic, co dałoby im prawo do demotywowania mnie przy realizacji swoich pomysłów, a mimo to im na to pozwalałem.

Czy dziś przeżywam to, że ktoś 5 lat temu mnie wyśmiał? W ogóle. Czy byłbym dużo dalej, gdybym wcześniej „zaryzykował”, że komuś może się nie spodobać to co robię? Zapewne.

Nie rezygnuj z porannej gimnastyki

Ani żadnych innych pozytywnych nawyków, które masz. Bo to jak ze sprzątaniem. Dużo łatwiej jest utrzymywać mieszkanie w czystości, pucując je co tydzień, niż zebrać się w raz w miesiącu, żeby je odgruzować z kurzu i brudnych naczyń.

Kiedyś codziennie rano ćwiczyłem przez 10 minut i nie kosztowało mnie to specjalnie dużo wysiłku, bo był to stały element dnia. Któregoś razu zrobiłem sobie tygodniową przerwę. Która rozciągnęła się na 1,5 roku. Powrót do tego nawyku dzisiaj jest nieporównywalnie trudniejszy, niż niezaprzepaszczanie go przerwą wtedy.

Każdy wybór, którego dokonujesz jest dobry, bo jest twój

Na przestrzeni lat podejmowałem wiele trudnych decyzji, które ciągnęły za sobą poważne, często nieodwracalne konsekwencje. Stając w ich obliczu wielokrotnie się bałem, bazując tylko na intuicji i nie mając pojęcia, czy dobrze robię. Szczęście w nieszczęściu, że nie miałem kogoś kto mógłby narzucić mi co jest właściwe i dokonać tego wyboru za mnie. Zresztą, byłem na tyle niepokorny, że i tak bym go nie posłuchał. Cześć z tych decyzji było nieodpowiedzialnych, lekkomyślnych i czasami po prostu głupich, ale patrząc na nie z perspektywy dzisiejszego punkt widzenia i tak ich nie żałuję.

Czemu?

Bo każda z nich była moja. Bo wiem, że przez te 10 lat byłem jedyną osobą, która kierowała moim życiem. Bo nie mam wrażenia, że biernie odgrywałem scenariusz napisany przez rodzinę, czy otoczenie.

Próbuj nowych rzeczy

Dokładnie tylu, do ilu tylko czujesz pociąg. Nigdy nie wiesz kiedy pozornie nieprzydatne umiejętności staną się kluczowe dla twojego rozwoju i twojej kariery.

Nie bądź tak zapatrzony w swoich idoli z młodości

Oczywiście, jeśli nie chcesz zostać wrakiem.

Od końca podstawówki byłem zafascynowany rapem, ta muzyka była całym moim życiem, a raperzy bożkami, w których byłem ślepo zapatrzony. Z kolegami godzinami analizowaliśmy ich teksty, przerzucaliśmy się plotkami na ich temat i chcieliśmy robić wszystko to, co oni. Niezależnie jak zdemoralizowane i destrukcyjne by to było. Gdy dziś patrzę na dawnych idoli, których z szacunku za dawne dokonania nie wymienię, widzę wraki zarówno fizyczne, jak i emocjonalne. Nie potrafią ani funkcjonować w społeczeństwie jako dorośli ludzie, ani w rodzinach jako mężowie, nie mówiąc już o parodii ojcostwa. Są teraz karykaturami samych siebie, którzy żyją w nadziei, że jeśli tylko wystarczająco mocno zamkną oczy, to czas się zatrzyma.

Gdybym się cofnął o te 10 lat, pokazałbym sobie co dzieje się z Piotrusiami Panami, gdy opuszczają Nibylandię. Bo zbyt długo byłem pewien, że taka sytuacja nie będzie mieć miejsca, traktując ich jak autorytety, a ich słowa jak drogowskazy.

Nigdy nie jest za późno na zmianę

Zawsze jest jeszcze czas, żeby zacząć wszystko od początku. Zawsze jest jeszcze czas, żeby wywrócić całe swoje życie do góry nogami. Zawsze jest jeszcze czas, żeby spróbować czegoś zupełnie nowego od zera. Może być trudniej, może być więcej przeszkód, może to zająć więcej czasu, ale nigdy nie jest za późno, żeby ułożyć rzeczywistość wokół siebie tak jak to sobie wymyśliłeś.

Tę radę kieruję zarówno w przeszłość, jak i przyszłość, żebym nigdy o niej nie zapomniał.

autorem zdjęcia w nagłówku jest Nenad Popović