Close
Close

Jeśli nie jesteś ode mnie lepszy, to nie udzielaj mi rad!

Skip to entry content

Jest tylko jedna rzecz gorsza od obudzenia się na kacu bez wody w zasięgu wzroku. Rada, o którą nie prosiłeś, od osoby, której tylko wydaje się, że wie o czym mówi.

Kilka dni temu byłem na pizzy. W knajpie. Pizza rewelacyjna, knajpa ciut gorsza. Niby udaje, że jest modna, lanserska i jak się oznaczasz w niej na Instagramie, to penis rośnie Ci o centymetr, ale stoliki są tak blisko siebie, że jak mówisz osobie, z którą przyszedłeś, że „La La Land” był średni, to nigdy nie wiadomo, czy nie dostaniesz w ryj od laski siedzącej obok. W sensie, jakbyś chciał przeprowadzić z kimś prywatną rozmowę, to musiałbyś porozdawać wszystkim dookoła zatyczki do uszu. Albo wyjść z knajpy.

Dwie laski siedzące po mojej lewej nie wybrały żadnej z tych opcji, przez co usłyszałem rozmowę, która kończyła się mniej więcej tak:

– …i ty teraz sobie projektujesz biżuterię i podróżujesz, a ja skończyłam to pieprzone  zarządzanie, tak jak chcieli moi starzy, i nie mogę znaleźć pracy – powiedziała wkurwiona blondynka pijąca piwo przez słomkę, do próbującej się nie wkurwiać szatynki pijącej prosecco. Bez słomki.

Blondynka była piramidą z kulek żalu, które zaraz rozlecą się po podłodze, z dwóch powodów. Po pierwsze: rodzice ją oszukali. Odkąd nauczyła się mówić „nie chce mi się”, powtarzali, że studia są gwarancją sukcesu i wielkich pieniędzy, i że gdy tylko odbierze dyplom magistra Uniwersytetu Ekonomicznego, pracodawcy będą walić drzwiami i oknami jak oddział antyterrorystyczny. Po drugie: szatynka nie przytyła odkąd ostatnio się widziały. A ona tak.

Taki ze mnie dietetyk jak z Karoliny Szostak, więc odpuśćmy drugą kwestię i zajmijmy się tylko pierwszą. Przed, po, a już zwłaszcza w trakcie studiów, spotkałem naprawdę wiele osób, które nawet nie tyle wybrały kierunek pod wpływem rodziców, co zwyczajnie żyły według ich planu. Nie kwestionując, czy to na pewno dobry pomysł. Bo przecież rodzice wiedzą najlepiej.

Pomijam już aspekt decydowania o samym sobie i bycia ubezwłasnowolnionym, ale w momencie kiedy oddajemy innej osobie swój los do wykucia, to warto zwrócić uwagę, czy ten człowiek w ogóle miał kiedyś w rękach kowadło.

Jeśli Twój stary nazywa się Solorz, jest na liście „Forbesa”, otrzymał Perłę Honorową Polskiej Gospodarki albo chociaż jest prężnie rozwijającym się przedsiębiorcą, to jasne, warto posłuchać jego rad w kwestii zarabiania pieniędzy, bo chłop bez wątpienia wie o czym mówi. Jeśli jednak żaden z Twoich rodziców nie jest finansowym nindżą i może to Twoja wrodzona lub nabyta wada wzroku, ale jakoś nigdy nie widziałeś w domu przepychu i bogactwa, to co daje im prawo, by mówić Ci jak ułożyć sobie życie zawodowe? Czy to nie jest absurdem, że ludzie którzy nie grzeszą hajsem, dają Ci rady skąd go wziąć? Przecież gdyby Twoi rodzice faktycznie wiedzieli, a nie tylko im się wydawało, że wiedzą jak zbijać kokosy, to już dawno by to robili.

To działa dokładnie tak samo z innymi dziedzinami życia.

Jak kumpela, która jest notoryczną singielką i najbliżej z mężczyzną była w 501 kiedy zarzuciło autobus wchodząc zakręt na Czarnowiejskiej, może Ci dawać porady związkowe? Albo jest w związku, ale toksycznym? On traktuje ją przedmiotowo, ona ma problem z poczuciem własnej wartości i jest wniebowzięta, że w ogóle ktoś z nią jest. To tak jakby topielec prowadził kurs pływania. Kiepski autorytet, co? Podobnie matka, która spędziła cały życie przy garach, nie mając nigdy czasu dla siebie, raczej nie powinna być specjalnie wiarygodna mówiąc, że dla kobiety najważniejszy jest ślub.

Od dłuższego czasu wyznaję zasadę, że rady przyjmuję wyłącznie od lepszych ode mnie albo chociaż od osób na moim poziomie w danej dziedzinie. I to niezależnie, czy chodzi o rozwój pisarski, dobór ciuchów, czy decyzje na poziomie „znaleźć żonę i płodzić dzieci, czy pojechać na stopa dookoła świata?”.

Wujków Dobra Rada jest od groma wśród znajomych, w rodzinie, a zwłaszcza w sieci, gdzie każdy ma zdanie na każdy temat i w dodatku jest w tym ekspertem. Wiadomo. Nie wiadomo tylko, po co miałbym słuchać kogoś, kto ma takie pojęcie o tym co robię, jak Jarosław Kaczyński o marihuanie. Odkąd założyłem bloga, regularnie dostaję wskazówki o czym powinienem pisać. I super, że ktoś tak bardzo chce mi, biednemu i zagubionemu, pomóc znaleźć światło w tunelu. Problem jest tylko taki, że z nieproszoną pomocą nie przychodzi Volant, czy Janina Daily, tylko Mietek98 z nikąd.

To trochę jakby do trenera FC Barcelony przyszedł typ wyrabiający 8-godzinny etat pierdzenia w stołek i mówił mu jak powinien szkolić piłkarzy.

I oczywiście tak jest. Po każdym meczu sieć zalewa powódź komentarzy z radami jak powinni grać, jak nie grać i którą stroną noża rozsmarowywać masło na chlebie. I nikt z osób, do których kierowane są te uwagi nie bierze ich na serio, bo jak brać na serio uwagi od kogoś, kto ostatni raz kopał piłkę w szkole średniej?

Nie wiem skąd to się bierze, ale naprawdę, jeśli zaczynam swoją przygodę z rysowaniem, a Ty nie jesteś zajebistym ilustratorem, to czemu wydaje Ci się, że Twoje uwagi są radami, a nie tylko subiektywnym wrażeniem laika, który nie ma pojęcia o temacie, na który się wypowiada? Przecież to, że nie podoba Ci się moja praca, zupełnie nie oznacza, że jest słaba, czy niejakościowa, znaczy to dokładnie tyle, że Ci się nie podoba. Nie trafia w gust JEDNEJ osoby. Tylko tyle. A z gustem jest jak powodzeniem u kobiet – wielu chciałoby go mieć, ale większości tylko się wydaje, że go ma.

Ja wiem, że modnie być otwartym na dialog i w ogóle, przyjmowanie krytyki to super sprawa w kwestii budowania wizerunku. Tylko, że takie podejście to zamach na własny rozwój i najprostsza droga do zrobienia sobie wody z mózgu. Konkretnie to wody z kibla.

Na pewno kojarzysz Jessicę Mercedes – najpopularniejszą w Polsce blogerkę modową. Ma prawie milionową armię fanek i całkiem spory oddział anty-fanek. Te pierwszą ją kochają, te drugie, gdyby mogły dodałyby jej kminku do chleba. Skala oceny jej osoby i tego co robi waha się do bogini, do podczłowieka. Gdyby miała przyjmować do siebie wszystkie „rady” od osób, które wypowiadają się na jej temat i analizować, które z nich mają sens, to dawno wylądowałaby w psychiatryku. A już na pewno nie zaszła tak wysoko w świecie mody. I biznesu.

Czasem przeglądam dyskusje pod jej zdjęciami i widzę komentarze typu:

– Niepotrzebnie ubierałaś tak wysokie obcasy, nie pasują do tych spodni.

– Źle dobrałaś cienie do powiek, poszerzają ci twarz.

– Naucz się pozować, bo stoisz jak pokraka.

To nie są uwagi ani od Karla Lagerfelda ani od Joanny Przetakiewicz. To widzimisię przypadkowego przechodnia.

Z takich rad nie tyle nie powinno się, co nie wolno korzystać, bo są szkodliwe.

Jeśli nie jesteś ode mnie lepszy, to nie udzielaj mi rad. Christopher Nolan nie tworzy oscarowych filmów, bo czyta na Filmwebie uwagi od osób, które w życiu nie widziały kamery na oczy.

autorem zdjęcia w nagłówku jest clement127

(niżej jest kolejny tekst)

39
Dodaj komentarz

avatar
24 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
job-choice.netการ์ตูน pdfผ้าอ้อม goon ซื้อ 1 แถม 1ผ้าอ้อม goon ซื้อ 1 แถม 1Dot Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
JSK
Gość
JSK

O właśnie! Ja całe życie słyszę, że gdybym posłuchał „rad”, to „byłbym kimś”. Kim kurwa bym był? Pracuję w jednej z najlepiej dochodowych branż w tym kraju, kocham to co robię. Może i nie kupiłem sobie fury za pół bańki, ani 100m apartamentu na nadwiślańskiej… Od zawsze słyszałem od babci, matki: byłbyś kimś gdybyś… Mama – ksiegowa, własne M2 w małym mieście, babcia nauczyciel rosyjskiego. A ja marny projektant aplikacji enterprise. Cale zycie niezadowolone, bo wojna, bo PRL, bo ojciec, bo sąsiad. Nie poszedłem do wojska jak dziadek, nie poszedłem na ekonomię. Poszedłem do pracy, a studia zrobiłem w wieku… Czytaj więcej »

job-choice.net
Gość

Spytałeś się kiedyś kto to jest ten „ktoś”? :) Często tak postawione pytanie ucina temat lub zmusza do refleksji wypowiedzianych słów. Każdy jest wypadkową spełnienia swoich ambicji i konsekwencji w dążeniu do obranego celu, oczywiście z całym ogonem przeszkadzaczy w różnej formie. Jeśli ty jesteś zadowolony to naszym zdaniem muzyka gra :)

magda K
Gość
magda K

Moja mama podobnie komentowala to ze moj brat od dzieciaka wkrecil sie w komputery I spedzal na grach ale tez tworzeniu stron I portali internetowych kazda wolna chwile. Tylko ze moja mama widziala gry, ja widzialam ze mlody sam z siebie nauczyl sie programowania w php i z kumplami w gimnazjum &technikum. Kiedys poswiecilam troche czasu na wutlumaczenie jej ze to jak nauczyc sie po prostu nowego jezyka obcego od podstaw, ze jest cholernie zdolny I ze jestem z niego bardzo dumna I Sama zaluje ze nie mam smykalki do programowanie jak on. Ja po studiach za granicy pracujac w… Czytaj więcej »

job-choice.net
Gość

Świetnie! Świetna postawa!

Jan Favre
Gość

Bardzo współczuję i trzymam kciuki żeby jednak nie było tak źle.

IOS Game Cheat Rules of Survival
Gość

My programmer is trying to convince me to move to .net from PHP.I have always disliked the idea because of the expenses.But he’s tryiong none the less.I’ve been using Movable-type on numerous websites for about a year and am concerned about switching to another platform.I have heard very good things about blogengine.net.Is there a way I can transfer all my wordpress posts into it? Any help would be really appreciated! IOS Game Cheat Rules of Survival

Rules of Survival Unlimited Gems
Gość

I have been browsing online more than three hours today, yet I never found any interesting article like yours.It’s pretty worth enough for me.Personally, if all web owners and bloggers made good content as you did, the internet will be much more useful than ever before. Rules of Survival Unlimited Gems

heroes evolved
Gość

Useful information.Fortunate me I found your web site unintentionally, and I am surprised why this accident didn’t happened in advance! I bookmarked it. heroes evolved

ราคาแพมเพิ ส goon
Gość

My brother suggested I might like this web site.He was totally right.This post actually made my day.You cann’t imagine simply how much time I had spent for this information! Thanks! ราคาแพมเพิ ส goon

Shit-test – co to jest, jak go przejść i czemu kobiety robią je facetom?

Skip to entry content

Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak shit-test pamiętam dość dobrze. Prawie tak dobrze, jak moment, w którym zorientowałem się, że jeśli stanę na łączeniu płyt chodnikowych, to ulica nie wybuchnie. Też dotarło do mnie, że to co robiłem wcześniej było zupełnie bez sensu, a świat zaczął wyglądać nieco inaczej. Gotowy na połknięcie czerwonej pigułki i wyjście poza Matrixa? To jedziemy!

Co to jest shit-test?

Shit-test pochodzi ze slangu trenerów uwodzenia i profesjonalnych podrywaczy i można tłumaczyć go na polski dosłownie: to test, którym kobieta sprawdza, czy nie wciskasz jej gówna. Mniej dosłownie: niewinne zdanie lub pytanie, na podstawie którego dziewczyna błyskawicznie klasyfikuje jakim typem faceta jesteś. Za jego pomocą weryfikuje, czy wersja siebie, którą próbujesz jej sprzedać, to tylko przyjęta przez Ciebie poza na potrzeby podrywu, czy faktycznie taki jesteś.

W skrócie: shit-test, to błyskawiczny sprawdzian Twojej osobowości.

Po co kobiety robią shit-testy?

Żeby bez wysiłku odsiać ziarno od plew.

Nieco ponadprzeciętnej urody dziewczyna niestroniąca od imprez, zwłaszcza w klubach, słyszy średnio co trzy piosenki, że ma ładne oczy i co cztery, że z taką jak ona, to można by ołówki z IKEI kraść. Że jej cielęcinkę, to jak Reksio szynkę, nawet nie trzeba mówić, bo mokra intencja spływa adoratorowi po twarzy razem z potem. Innymi słowy: ma branie. I najczęściej wśród typów, z którymi nie chciałaby się wymienić nawet spojrzeniem. Skutkuje to tym, że nawet, gdy nie podbijasz z tekstem, że jej stary to na bank jest złodziejem, bo ukradł gwiazdy i wsadził jej w oczy, to ona i tak odruchowo zakłada, że:

a) chcesz wyłącznie dobrać jej się do majtek (więc sprawdza shit-testem, czy zależy Ci na czymś więcej niż seksie)

b) jesteś za cienki w uszach, żeby do niej startować (więc sprawdza shit-testem, czy jesteś z jej ligi i nie zrobi błędu dając Ci szansę)

Czasem pojawia się jeszcze jedna motywacja:

c) jest nauczona, że relacja damsko-męska to wojna, a ona nie wie, gdzie masz granice (więc sprawdza shit-testem na ile może sobie pozwolić)

jeśli jednak zdarza się to na zaawansowanym etapie znajomości i na tyle często, by to zauważyć, to lepiej uciekać od takiej. Zdrowi ludzie nie sprawdzają w kółko, czy mogą Ci stanąć butami na głowie. Po prostu tego nie robią, bo to pojebane.

Jak wyglądają shit-testy?

Czyli, w którym momencie flirt zamienia się w egzamin, stwierdzający, czy jesteś godzin jej uwagi, numeru telefonu i kontaktu z florą bakteryjną? W każdym. Ale najczęściej, gdy w trakcie podrywu słyszysz jeden z poniższych tekstów.

– Postawisz mi drinka? – sprawdza, czy uważasz, że musisz kupować sobie jej uwagę, czy w swoim mniemaniu jesteś na tyle interesujący, że będzie z Tobą rozmawiać nawet, gdy odmówisz

– Musisz się bardziej postarać – sprawdza, czy może Cię zdominować i sprowadzić do roli maskotki

– Mówisz to wszystkim dziewczynom? – sprawdza, czy jesteś masowym podrywaczem i bierzesz co się nawinie, czy chcesz spędzić wieczór stricte z nią

– Nie daję swojego numer nieznajomym – sprawdza, czy nie jesteś desperatem, który zacznie ją błagać o numer albo wariatem-stalkerem

– Jesteś dla mnie za niski/wysoki – sprawdza, czy kwestia Twojego wzrostu jest tak naprawdę problemem dla Ciebie

– Pójdziesz do szatni po mój płaszcz? – sprawdza jak bardzo jesteś uległy i czy będziesz posłusznym pieskiem wykonującym polecenia

– Któraś się złapała na ten bajer? – sprawdza, czy wystarczy prosty przytyk do sposobu w jaki podrywasz, żebyś odpuścił, czy masz jaja, żeby grać z nią dalej

– Dzięki, ale mam chłopaka/jestem lesbijką – oczywiście może być tak jak mówi, ale w większości przypadków, to po prostu filtr odsiewający płotki i sprawdzający poziom Twojej determinacji

Jak przejść shit-test?

Jak już ustaliliśmy, shit-test jest egzaminem, który musisz zdać lub też piłeczką, którą musisz odbić, jeśli chcesz posunąć się do przodu w relacji ze stosującą go kobietą. Poprawnych odpowiedzi na szczęście jest więcej niż na maturze i wcale nie trzeba uczyć się ich na pamięć, żeby wpasować się w klucz. Są 3 głownie strategie rozwiązywania tego typu quizów, jednak niezależnie, którą z nich wybierzesz, musisz pamiętać o najważniejszej kwestii: nigdy, przenigdy, nawet pod groźbą wazektomii, NIE TŁUMACZ SIĘ!

Niestety w tej grze jest permanentne domniemanie winności, a jej naczelna zasada to, że winny się tłumaczy. Jeśli więc zaczniesz racjonalnie ją przekonywać, że nie uważasz, żebyś był niski albo, że wcale nie jesteś podrywaczem i przyszedłeś do klubu po prostu się pobawić, to przegrałeś. Serio, tłumaczenia pozostaw na rozprawy sądowe, a jeśli chcesz przejść gówno-sprawdzian, to wykorzystaj któryś z poniższych wariantów.

1. Zbycie absurdalnym żartem.

– Mówisz to wszystkim dziewczynom?
– Tylko tym, których imię kończy się na „a”.

– Dzięki, ale mam chłopaka.
– Ja też, ciągle nie mogę go nauczyć, żeby nie sikał na deskę.

– Z iloma dziewczynami spałeś przede mną?
– Za kogo ty mnie masz? Seks dopiero po pierwszym dziecku.

Niezależnie, czy chcesz kogoś poderwać, czy sprzedać mu zestaw garnków za 5 koła, gdy poznajesz nową osobę Ty jesteś na jednym brzegu, a ona na drugim. Wskoczenie w ciuchach do rzeki jest pomysłem z puli tych mniej przybliżających Cię do niej. Potrzebujesz wybudować most między Wami, a śmiech jest świetnym stelażem, po którym można się poruszać i nakładać kolejne warstwy. Jeśli nie wiesz jak wybrnąć z jakiejś sytuacji w trakcie podrywu – rzuć żartem. W najgorszym wypadku tylko jedno z Was zakończy spotkanie w dobrym humorze. Ty.

2. Zignorowanie.

Opcja dla chłopaków mocniej zaprawionych w bojach, ewentualnie z silniejszym poczuciem własnej wartości. Jeśli słyszy pytanie, czy postawisz jej drinka albo popilnujesz torebki, gdy będzie tańczyć z koleżanką na parkiecie, zachowuj się, jakby Twoja kilkuletnia siostra spytała, czy dłubiesz w nosie. Zignoruj to i zrób minę, jakby to było tak niepoważne, że tylko z grzeczności nie będziesz odpowiadał.

3. Konfrontacja.

– Postawisz mi piwo?
– Chcesz, żebym cię kupił, czy upił?

– Jesteś dla mnie za niski.
– A ty dla mnie zbyt wymalowana, ale chyba nie ma sensu oceniać książki po okładce?

– Musisz się bardziej postarać.
– Zawsze masz takie roszczeniowe podejście, czy tylko gdy ktoś próbuje Cię poznać?

Tu już wchodzimy z drzwiami. Chce grać w wojnę? Potrzebuje dowodu, że nie dajesz sobie wchodzić na głowę? To proszę bardzo. Zagranie ryzykowne, przy czym całe ryzyko sprowadza się do tego, czy odbijesz greps wystarczająco przekonująco. Wyczuje w Tobie moment zawahania i leżysz. O ile przy ignorowaniu było wyrównywanie siły i ustawianie się w pozycji równowagi, o tyle tu jest przechylanie szali dominacji na Twoją stronę.

Czy w ogóle warto przechodzić shit-testy?

Pytanie, od którego tak naprawdę powinniśmy zacząć.

Część kobiet stosuje shit-testy z pełną premedytacją w wyniku uczenia się zarządzania relacjami, część zupełnie nieświadomie, kopiując te zachowania od koleżanek lub matek. Cześć z nich ma zawyżoną samoocenę i musi sprawdzić, czy aby na pewno jesteś ich wart. A część nie zadziera nosa, ale trafiła na pluton ruchaczy w przebraniach mężczyzn szukających związku i instynkt samozachowawczy każe im się przed nimi bronić.

Warto wiedzieć jak przechodzić shit-testy dla tych ostatnich.

idiota – w slangu notorycznych singielek, najczęściej oznacza mężczyznę, którego nie interesuje trwały związek, lecz jednorazowy seks, ewentualnie wielorazowy, ale bez zobowiązań

Po kolejnej znajomości, która skończyła się szybciej niż się zaczęła, stajesz na środku pustego placu w deszczową noc, rozkładasz ręce, unosisz twarz ku niebu i krzycząc, pytasz czemu trafiasz na samych idiotów? Bo znowu trafiłaś na dupka i to jeszcze większego, niż ten poprzedni? A wiesz ile jest 2+2? Jaka zupa wyjdzie po dolaniu śmietany do żuru? Jak zareaguje 6-latek, gdy wręczysz mu nowy zestaw Lego, a potem powiesz, że ma iść spać? Jaki kolor uzyskasz kiedy zmieszasz niebieski z żółtym? I przede wszystkim, co się stanie, kiedy włożysz rękę w środek ogniska?

Wiesz?

Nie kłam.

Gdyby te zależności były dla Ciebie oczywiste, to nie pytałabyś czemu trafiasz na samych idiotów.

Trafiasz na samych idiotów, bo prawdopodobnie widziałaś ich w dzieciństwie

Nie żebym znał Twoich rodziców, a tym bardziej miał coś do nich, ale kobiety bardzo często wybierają partnerów podobnych do swoich ojców. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez Glenn Geher, przez Chrisa Fraleya, przez studentów z Uniwersytetu Wrocławskiego, przez amerykańskich naukowców i przez moją znajomą z licencjatu, która sprawdziła tę tezę empirycznie na grupie 27 swoich byłych.

Patrząc przez lata dzieciństwa na swoich rodziców, którzy w tym okresie są wzorcami kobiety, mężczyzny i związku, w dorosłym życiu naśladujemy ich. Nieważne, że zdroworozsądkowo nie ma nic fajnego w facecie, który Cię nie szanuje, traktuje przedmiotowo albo zdradza. Ważne, że małżeństwo Twoich rodziców tak wyglądało i obserwując ich przez naście albo dzieścia lat, zakodowałaś sobie, że tak właśnie powinna wyglądać relacja między kobietą, a mężczyzną.

I mimo, że w rozmowach z koleżankami mówisz „nigdy w życiu”, to podświadomie ciągnie Cię do kogoś takiego.

Trafiasz na samych idiotów, bo chodzisz do miejsc, gdzie najłatwiej ich znaleźć

Ja wiem, że prawdziwą miłość można znaleźć wszędzie. Serio. Kiedyś mój kumpel zagadał dziewczynę w kolejce do toalety w Maku, a dzisiaj mają wspólny kredyt na M3. Mam też znajomą, która poznała obecnego męża w chórze kościelnym, i znam parę, która została parą, bo ona, cofając pod Carrefourem, wgniotła mu zderzak i zostawiła swój numer telefonu za wycieraczką. Da się? Da się.

Da się też z Ruczaju dojechać do Nowej Huty na zaciągniętym ręcznym, ale mimo wszystko łatwiej to zrobić spuszczając hamulec.

Tak jak na Allegro da się kupić niepodrabiane Air Maxy w dobrej cenie, tak w klubie da się znaleźć kogoś, kto nie przyszedł tam tylko po seks. Jednak dziwić się, że facet poznany na dyskotece nie chce się wiązać po szybkim numerku, to jak być zaskoczonym, że pies szczeka, a kaktus kłuje. Chodząc do miejsc, w których głównym celem jest zabawa, hedonizm i  zabawa, naprawdę trudno oczekiwać, żeby poznani tam mężczyźni nagle chcieli zakładać rodziny i wybierać razem tapetę w Castoramie.

Dla Ciebie gość, który przestał się odzywać po tym jak poznałaś go w klubie, a później poszliście do łóżka, jest idiotą. Spoko. Ale w rzeczywistości to Ty poszłaś do sieciówki z koszulkami, które kurczą się po pierwszym praniu, licząc, że znajdziesz taką, która starczy Ci na całe życie.

Trafiasz na samych idiotów, bo ich znasz i wiesz jak z nimi postępować

Pamiętasz „Rejs”? Ten stary czarno-biały film ze Stanisławem Tymem i Janem Himilsbachem? Nie? Luz, ja też średnio, bo za bardzo mnie nie śmieszy, jednak pada tam jedna wypowiedź, na którą naprawdę warto zwrócić uwagę. Przy ustalaniu treści piosenki dla kapitana, Zdzisław Maklakiewicz mówi tak:

Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę?

I nie dość, że faktycznie tak jest, to jeszcze ma to przełożenie na inne dziedziny życia.

Na imprezie ludzie bawią się najlepiej przy kawałkach, które najlepiej znają. W przemyśle filmowym najbardziej opłaca się robić kontynuacje i kolejne części tytułów, które już się sprawdziły. Ludzie chodzą na nie najchętniej, bo wiedzą czego się spodziewać i nad portfelem nie wisi widmo rozczarowującego zaskoczenia. Stąd ekshumacja „Gwiezdnych wojen”,„Rocky 14”, „Szybcy i wściekli 57” i kolejne świąteczne komedie z Karolakiem. To samo działa w przypadku książek. I jedzenia. I partnerów.

Lubimy to, co już znamy.

Gość może być stuprocentowym dupkiem, ale Ty w kwestii postępowania z dupkami masz już doktorat, więc, paradoksalnie, taki wybór Ci odpowiada, bo jest bezpieczny. Wiesz jak nawiązać znajomość z dupkiem, jak się z nim obchodzić, jak podtrzymywać zainteresowanie swoją osobą i przede wszystkim: na co go stać.

A co by było, gdybyś zaczęła umawiać się z nie-dupkiem? Stara, przerąbane, jak to mawiają iluzjoniści po nieudanej sztuczce z siekierą. Musiałabyś wszystkiego uczyć się od początku, całej instrukcji obsługi i serwisowania, i nie byłabyś w stanie przewidzieć jego kolejnego kroku. A gdyby przewidywalność była walutą, to w dorosłym życiu miałaby wyższy kurs niż bitcoin.

Trafiasz na samych idiotów, bo nie zauważasz normalnych facetów

Nie ma ludzi, którym przydarzają się tylko i wyłącznie złe rzeczy. Jest za to sporo osób, które tak sądzą. Podobnie, nie ma ludzi, którym przydarzają się tylko i wyłącznie rzeczy dobre. Przekonanych o tym natomiast jest sporo mniej, niż tych pierwszych, jednak obie te grupy mają trochę racji. Bo to kwestia filtru jaki nakładasz na swoją świadomość.

Jest taki gość, który nazywa się Joseph Murphy i napisał światowy bestseller: „Potęga podświadomości”. Zasadniczo, całą tę książkę można by zamknąć w dwóch stronach maszynopisu, bo kolejne rozdziały są niekończącą się parafrazą jednego zdania: Twoje myśli się materializują.

Jeśli w kółko powtarzasz sobie, że świat jest polem minowym i jedyne co ma Ci do zaoferowania, to kop w dupę, to tak jest. Skupiasz się wyłącznie na negatywach i zupełnie nie dopuszczasz siebie pozytywów. Każde zdarzenie nieprzystające do Twojej wewnętrznej narracji wypierasz ze świadomości. Więcej, przez nakręcanie się, że wszystko jest źle, prowokujesz sytuacje, które potwierdzają Twoją tezę, żebyś mogła powiedzieć „oho! a nie mówiłam?”.

Podobnie jest z relacjami damsko-męskimi. Jeśli w kółko wmawiasz sobie, że trafiasz na samych idiotów i że normalnych, wolnych facetów już nie ma, to tak się dzieje. To znaczy, ci nie-idioci byli, są i będą, ale Ty zwyczajnie ich nie zauważasz. Twój filtr pod tytułem „porządni faceci wyginęli, dlatego jestem skazana na dupków” nie zarejestruje nie-idioty, nawet gdybyś wpadła mu w ramiona potykając się o krawężnik.

Jesteś zaprogramowana przez siebie samą, że takich mężczyzn nie ma lub że nie zasługujesz na nich, dlatego ich nie dostrzegasz.

Trafiasz na samych idiotów, bo…

…przyciągasz ich do siebie.

Zrobiłem sobie test na HIV. Jak to wygląda i dlaczego warto?

Skip to entry content

wpis jest elementem kampanii społecznej #mamczasrozmawiac

Mam to niewątpliwe szczęście, że seks w moim domu nigdy nie był tematem tabu i żeby dowiedzieć się skąd się biorą dzieci, nie musiałem czekać do lekcji biologii w czwartej klasie podstawówki, w międzyczasie polując z lornetką na bociany. Zresztą, nikt mi nie opowiadał takich głupot i jedząc gołąbki nie miewałem napadów paniki, że coś twardego między liśćmi kapusty, to nie ziarnko piasku, tylko jednak noworodek.

Zawsze mogłem porozmawiać o tym z mamą, a w zasadzie to ona rozmawiała o tym ze mną.

To od niej dostałem pierwszego „Playboya”, żeby z kobiecego ciała nie robić jakiejś tajemnicy poliszynela. Od niej też usłyszałem, że kiedy dojdę do etapu, w którym będę chciał z kimś pójść do łóżka, to powinienem mieć prezerwatywę. I ta rozmowa miała miejsce długo zanim przeżyłem swój pierwszy raz, a nie tak jak w wielu przypadkach, rok albo dwa lata po. Albo wcale. Podobnie było z tłumaczeniem, że kondomy zabezpieczają nie tylko przed staniem się rodzicem, w momencie kiedy zupełnie nie jest się na to gotowym, ale również przed chorobami.

Na przykład przed HIV.

Czym jest HIV, czym nie jest i co o nim wiemy?

HIV to ludzki wirus upośledzenia odporności. Innymi słowy: skomplikowane cząsteczki organiczne, które mogą spowodować, że Twój organizm będzie miał odporność na tak niskim poziomie, że zapalenie płuc może Cię zabić.

Czy HIV można się zakazić przez pocałunek albo dotyk? Nie. HIV można się zakazić tylko trzema drogami: przez krew (w sensie kontakt z krwią osoby zakażonej), przez seks (także oralny) lub przez poród (od matki).

Czy HIV można się zakazić korzystając z tych samych sztućców? Nie.

A z tego samego prysznica? Też nie.

A z tego samego basenu? Również nie.

A od ukąszenia komara? Także nie. Jak podają badania z 1989, nie ma możliwości, żeby owady przenosiły HIV.

Czym HIV różni się od AIDS?  HIV to wirus, natomiast AIDS to choroba, którą ten wirus wywołuje. Możesz być zakażony HIV nawet przez kilkanaście lat i o tym nie wiedzieć, bo sam wirus nie daje żadnych odczuwalnych oznak. Dopiero, gdy przechodzi w AIDS, daje o sobie znać, bo wtedy złapanie zwykłego przeziębienia staje się walką o życie.

Czy z HIV da się żyć? Jak najbardziej i dodatni wynik na teście wcale nie jest wyrokiem. Przy poziomie dzisiejszej medycyny, dzięki lekarstwom, z HIV da się funkcjonować zawodowo, społecznie, a także związkowo.

Czy jeśli uprawiam seks z jednym i tym samym facetem, i jest on moim pierwszym, to nie ma szans, żebym miała HIV? Dopóki się nie zbadasz, nigdy nie możesz być pewna, bo po pierwsze: mogłaś się zakazić w inny sposób, niż przez seks, po drugie: skąd wiesz, że on nie jest zakażony?

Czy problem HIV dotyczy tylko narkomanów? Nie. Wśród osób zarejestrowanych w 2016 roku, tylko 3% z nich zakaziło się wirusem przy okazji wstrzykiwania narkotyków. Co ciekawe, największą grupą wiekową, której dotyczy zakażenie, nie są – jak mogłoby się wydawać – szalone, nieodpowiedzialne małolaty, tylko ludzie między 30 a 39 rokiem życia. Dorośli.

Czy jeśli używam prezerwatyw, to nie muszę zwracać uwagi na to z kim sypiam i nic mi się nie stanie? Byłoby pięknie, ale nie jest tak do końca. Cytując WHO:

Używanie prezerwatyw chroni przed 80% do 95% zakażeń wirusem HIV, które pojawiłyby się, gdyby prezerwatywy nie zostałyby użyte (nie znaczy to, jednak że 5% do 20% użytkowników prezerwatyw zakazi się HIV).

Tak że, jeśli nie kochasz się z osobą, która się zbadała i wyszedł jej ujemny wyniki, to jakieś ryzyko – niewielkie, ale jednak – istnieje zawsze.

Jak wygląda test na HIV?

W każdym województwie w Polsce są miejsca, gdzie możesz zrobić BEZPŁATNIE i ANONIMOWO test na obecność wirusa HIV. Ja swój robiłem w Zakładzie Mikrobiologii na drugim piętrze Szpitala Uniwersyteckiego na ulicy Mikołaja Kopernika 19, ale jeśli nie mieszkasz w Krakowie, to bliższy siebie punkt możesz sprawdzić na mapce.

  • Nie musisz się wcześniej zapisywać, rejestrować, ani w inny sposób planować badania z wyprzedzeniem. Po prostu przychodzisz i stajesz w kolejce.
  • Nie musisz być ubezpieczony, żeby wykonać badanie. Test jest w pełni anonimowy, w związku z czym, nikt nie pobiera od Ciebie żadnych danych.
  • Nie musisz się przejmować tym „co ludzie o Tobie pomyślą”. Na badania do punktów konsultacyjno-diagnostycznych wszyscy przychodzą w tym samym celu, a w kolejce spotkasz zarówno osoby młodsze od Ciebie, starsze, kobiety, mężczyzn oraz pary.
  • Nie musisz się przejmować tym „co lekarz o Tobie pomyśli”. Osoby pracujące w punktach wykonujących anonimowe testy na HIV są specjalistami, którzy chcą pomagać innym. Są bardzo serdeczni i nie ma mowy, abyś odczuł, że w jakiś sposób Cię oceniają.

Zanim zostanie Ci pobrana krew, rozmawia z Tobą konsultant, tłumacząc jak naprawdę działa HIV, ponieważ sporo osób nie ma świadomości tych mechanizmów. A część, googlując objawy swoich problemów zdrowotnych, sama się diagnozuje, wyczytując na forach internetowych, że osłabienie i ból mięśni to na pewno HIV. Najczęściej, na szczęście, to tylko przeziębienie, stres albo grypa.

Po spokojnej rozmowie idziesz na pobranie krwi, podajesz hasło na jakie będą Ci wydane wyniki badań (tak zaskoczyło mnie to pytanie o hasło, że podałem pierwsze słowo, które mi przyszło do głowy: „pizza”) i po tygodniu przychodzisz po ich odbiór.

Gdy masz się dowiedzieć, czy Twój wyniki jest negatywny, czy pozytywny, również nie jesteś pozostawiony sam sobie, tylko – jak na pierwszym etapie – rozmawia z Tobą konsultant. W moim przypadku potwierdziło się, że nie jestem zakażony, w związku z czym, rozmowa ograniczała się do informacji, co zrobić aby tak pozostało. I sugestii, aby ewentualna partnerka – niezależnie czy stała, czy tymczasowa – również się przebadała.

Bo dopóki nie wykonasz testu, nigdy nie możesz być pewien. Dlatego ja zrobiłem swój.

#mamczasrozmawiac

Z każdym rokiem, w dyskusjach publicznych, seks coraz bardziej przestaje być krępującym tematem, jednak wciąż jest wiele rodzin, gdzie stosunek płciowy określa się „robienie tych rzeczy”, „wchodzeniem pod kołderkę”, „ciupkaniem” lub w inny enigmatyczny sposób, a kwestia chorób przenoszonych drogą płciową jest zupełnie pomijana. Wciąż jest wiele osób, które nie wiedzą jak się zabezpieczać, żeby się nie zakazić HIV, bo nie dowiedzieli się tego ani od rodziców, ani od nauczycieli. Bo każdy z nich bał się o tym rozmawiać. Bo nie wiedział jak to zrobić.

Dlatego cieszę się, że powstają takie kampanie jak #mamczasrozmawiac (organizowana przez Krajowe Centrum ds. AIDS), bo oczywiście uświadamiają co, jak, z czym i dlaczego, ale przede wszystkim pokazują, że o seksie można i powinno się rozmawiać. Publicznie, w związku i w rodzinie. I że tych rozmów nie trzeba się bać.

Więcej informacji znajdziesz na http://mamczasrozmawiac.aids.gov.pl