Close
Close

Ludzie plują na Deynn, bo nie chciała być matką dla swoich sióstr

Skip to entry content

Dla niezorientowanych w temacie, szybkie wprowadzenie: Deynn, czy też Marita Surma, to najpopularniejsza w Polsce instagramerka z ponad milionem obserwatorów na swoim profilu. Teoretycznie zajmuje się fitnessem, praktycznie odzieraniem się z prywatności w mediach społecznościowych, co wyniosła do rangi sztuki, a z pewnością wepchnęła na nowy poziom, udowadniając, że nie ma takiej rzeczy, której nie wypada pokazać na Snapchacie. Jedni ją za to kochają, drudzy nienawidzą. Ja nie popieram, choć szczerze podziwiam za wytrzymywanie presji i nietonięcie w kolejnych falach hejtu. Ten poziom nienawiści z jakim musi zmagać się Deynn, dotyka chyba tylko polityków, bo nawet partnerka Wojewódzkiego miała lżej.

Od wczoraj Marita znów żyje w zagrożeniu powodziowym, bo wybiło kolejne szambo. Jej siostra postanowiła pociągnąć temat robienia „Big Brothera” ze swojego życia i opublikowała chwytający za serce wpis, w którym próbuje przekonać opinię publiczną, że fit-instagramerka jest najgorszym człowiekiem na świecie. I udaje jej się, bo po tym jak powyciągała prywatne rozmowy z własną siostrą, i sytuacje, które powinny zostać tylko między członkami ich rodziny, ludzie życzą blogerce butów z cementu.

Dlaczego? Bo ta straszna Deynn zorganizowała przeprowadzkę swojej dorosłej siostry Klaudii i ich niepełnoletniej siostry Natalii do Warszawy, by wyciągnąć je z małej mieściny. Co poszło nie tak? Szafiarka bez serca po dwóch miesiącach nie chciała być dłużej bankomatem bez dna.

Czy Deynn jest takim potworem jak przedstawia to jej siostra Klaudia Surma?

Sprawdźmy.

Zacznę od tego, że nigdy nie miałam dobrych kontaktów z Maritą. Wyprowadzila się jak miałam 12lat i od tamtej pory widywałam ją kilka razy w ciągu  roku. Często kiedy za długo ze sobą przebywałyśmy rodziły się niepotrzebne kłotnie.  Ja sobie to tłumaczę tym, że się nie znamy. Nie bylo jej kiedy dojrzewałam, kiedy mój światopogląd zmieniał się niemal codziennie. Przez to nie możemy się dogadać, ona nie zna mojego charakteru, nie wie kiedy odpuścić. I to działa w dwie strony. Wyjazd do Warszawy miał mi otworzyć drzwi do nowego, lepszego świata. Miałam mieć super życie, Marita miała mi pomóc znaleźć super prace, miałam zacząć robić prawo jazdy, które „dała” mi na urodziny.

Ustalmy sytuację wyjściową: masz siostrę, za którą nie przepadasz, trudno Wam się ze sobą porozumieć i kiedy przebywasz z nią chwilę dłużej drzecie koty. Innymi słowy – jesteś w pełni świadoma trudności w kontaktach między Wam i tego, że raczej nie będziecie razem koni kraść. Mimo to, ta siostra wyciąga do Ciebie rękę i pomaga Ci się przenieść do stolicy…

Moja mama miała przyjechać do nas w styczniu, do tego czasu miałyśmy opiekować się Natalką razem, oczywiście ja miałam mieszkać z Nati sama na 29m w obcym mieście. Po dwóch dniach od przyjazdu wprowadziłyśmy się do „lepszego życia”. Natalka zaczęła naukę, a Marita naciskała żebym znalazła pracę. Szczerze mówiąc bałam się strasznie, obce miasto, nowa praca, dojeżdżanie na drugi koniec miasta to był dla mnie kosmos. Więc znalazłam pracę w Żabce, do której miałam 2min drogi z domu.

…a Ty na starcie masz roszczeniową postawę i oczekujesz, że wszystko spadnie Ci z nieba. „29m w obcym mieście” to jest sytuacja, o której większość osób marzy, wyprowadzając się z domu, bo zazwyczaj to jest kąt w 14-metrowym pokoju, który musisz dzielić z obcym typem, a wcześniej pomyślnie przejść casting i wyczarować hajs na kaucję i pierwszy czynsz. „Marita naciskała żebym znalazła pracę” brzmi absurdalnie. Jesteś dorosłym, 20-letnim człowiekiem, który ma obie ręce i nogi, więc na co miała naciskać? Żebyś cały dzień siedziała w domu i pozowała do selfie w lustrze?

W żabce są dwie zmiany, 6-14 lub 14-23. Na początku kiedy miałam na 14 Marita zabierała do siebie Natalkę po szkole i przywoziła ją o 21 do domu. Natalka siedziała sama do 23, ja wracałam z pracy robiłam szybko kolacje, Natalka szła się myć i spać. Mój każdy dzień wyglądał tak samo, dzień w dzień robiłam to samo.

No hej, Klaudia, tak właśnie wygląda dorosłe życie – dzień w dzień to samo, tak długo, aż nie zrobisz czegoś, żeby to zmienić. Myślisz, że u innych ludzi, których nie utrzymują rodzice to jest jakoś inaczej?

Nie miałam żadnej koleżanki, z którą mogłabym spędzić dzień wolny, więc spędzałam go tak, że pół dnia spałam.

No tak, bo nowe koleżanki poznaje się najczęściej śpiąc pół dnia. Ciekawszą pracę zdobywa się podobnie. Będąc w nowym miejscu i mając tak dużo wolnego czasu chyba zwariowałbym, siedząc cały czas w domu. Aż się prosi, żeby z niego wyjść, poznać i oswoić to obce miasto, by podróż autobusem na jego drugi koniec już nie była „kosmosem”.

Z czasem zaczęły się dziwne sytuacje. Natalka mówiła, że jak coś źle powie na porannym snapie Daniela to nagrywają jeszcze raz itp.

Uwaga, uwaga! Informacja z ostatniej chwili! Trzymajcie się stołków! Gotowi? ZDJĘCIA I FILMY NA INSTAGRAMIE TO NIE RZECZYWISTOŚĆ! SĄ REŻYSEROWANE! Szok! Po prostu, szok! Wpadlibyście na to, że to całe żarcie pod hashtagiem #foodporn jest pozowane? I że blogerki modowe tak naprawdę nie trzymają na co dzień na kołdrze płatków róż, nowego numeru „Vogue”, kurosantów na fikuśnych talerzykach i perfum Chanell? Niewiarygodne, co?

Ja starałam się robić to, o co Marita mnie poprosiła, jak chciała żebym zawiozła Natalke do szkoły to zawoziłam z odbieraniem też nie było problemu, raz poprosiła mnie żebym zawiozła Natalke do szkoły, bo oni mają ważną sprawę do załatwienia, zgodziłam się bez problemu. Poźniej weszłam na snapa gdzie zobaczyłam jak Daniel dodał „ze w koncu sie wyspali i pospali do 11”. Przykro, no cóż.

Przypomnienie nr 1: Instagram to nie rzeczywistość, to że Daniel powiedział na Snapchacie, że spał do 11, wcale nie znaczy, że musiało tak być.

Przypomnienie nr 2: dziewczyna, która śpi pół dnia, gdy nie pracuje, robi wyrzuty siostrze, która ją utrzymuje, że raz dłużej pospała.

Aha.

[zrzuty ekranu z wymianą smsów między Klaudią, a Deynn, w których Klaudia chce, żeby Deynn zajęła się Natalią, bo do niej przyjeżdża jej chłopak – Mati]

Po tych smsach nie wiedziałam co mam zrobić, bardzo mi zależało żeby Mati do mnie przyjechał, nie widziałam go od miesiąca. Wiem, że to nieodpowiedzialne, że chciałam żeby Natalka opuściła szkołe, ale to tylko 3dni, a sytuacja miała być jednorazowa. Po tych smsach zadzwoniłam do Marity i przeprosiłam ją, że tak pisałam i poprosiłam żeby wzięła Nati.

Marita wzięła Natalkę od niedzieli do czwartku. Oczywiście nie pojechała do Wrocławia, ponieważ Daniel zdychał po urodzinach.

Kiedy zawiozłam Nati do niej w niedziele dała mi 80zł za to, że zajęłam się psem (tak mi sie przynajmniej wydaje) i na tym jej pomoc finansowa się skończyła. Więcej od niej pieniędzy nie widziałam.

Mateusz miał być u mnie przez tydzień, ale między czasie wyszło, że może u mnie zostać dłużej więc został dwa tygodnie.

Nie wiem, czy tu trzeba coś dodawać – Klaudia oczekuje, że Marita będzie jej płacić za mieszkanie i dawać pieniądze na jedzenie, a ona w tym czasie zamiast zająć się swoim rozwojem i poprawą sytuacji, przez 2 tygodnie skłotuje w nieopłacanym przez siebie mieszkaniu swojego chłopaka, dziwiąc się, że jej sponsorce to nie pasuje.

Co tak naprawdę się stało, że mleko się rozlało?

Deynn, mimo słabych relacji i średniego kontaktu, postanowiła pomóc swojej dorosłej siostrze Klaudii i nieletniej Natalii, wyciągnąć je z małego Świdwina i dać ciepły start w Warszawie, organizując i opłacając przeprowadzkę i mieszkanie. Liczyła, że jej 20-letnia siostra wykorzysta szansę i rozwinie skrzydła w mieście, gdzie praca leży na ulicy. Niestety przeliczyła się, ponieważ dziewczyny nie przegadały między sobą, jak to życie w stolicy będzie wyglądać i czy ich wyobrażenia się pokrywają, a wcześniejsze problemy w komunikacji dały o sobie znać ze zdwojoną siłą.

Marita oczekiwała, że Klaudia będzie tak zdeterminowana do rozwoju jak ona i zostanie Władysławem Kozakiewiczem biznesu, natomiast Klaudia szykowała się na dłuższe wakacje spodziewając się, że Marita zostanie Mike’iem Tysonem sponsoringu. Natalia najprawdopodobniej kompletnie nie wiedziała co ma o tym myśleć, bo wszyscy uznali, że jest tylko małym dzieckiem, które powinno robić to, co mówią rodzice. Przy czym, nie ustalono kto tym rodzicem ma być. To znaczy, sorry, obserwatorzy na Instagramie zakładali, że Deynn będzie Matką Polką wszystkich dzieci, głównie nieswoich. I przy okazji Świętym Mikołajem.

W efekcie wszyscy są wkurwieni na wszystkich, bo rozminęli się w oczekiwaniach.

Siostra to siostra, a nie matka

Moja koleżanka Nishka napisała jakiś czas temu bardzo dobry tekst „Mamo, nie będę opiekunką twojego dziecka”, który pasuje do tej historii jak papieros do kawy. Portale plotkarskie, instagramerzy, youtuberzy i cały świat ma pretensje do Deynn, że nie zaopiekowała się swoimi siostrami, tak jak oni by tego oczekiwali. Tylko, czy to faktycznie było jej zadanie? Bo jeśli żyją, a żyją, to z tego co wiem, dziećmi powinni zajmować się rodzice, a nie rodzeństwo. Chyba, że są pełnoletnie, a są, wtedy odpowiadają same za siebie.

Do Marity można mieć naprawdę wiele zastrzeżeń i niejedno z nich będzie pewnie w pełni uzasadnione, ale w tym przypadku szkalowanie jej jest bezpodstawne. Rola, w którą nie powinna wchodzić ją przerosła. Zgadza się. Tyle że, abstrahując już od tego, że nie jest matką małej Natalii, a tym bardziej dorosłej Klaudii, i nie powinna ich wychowywać, to cała ta sprawa powinna zostać rozwiązana za zamkniętymi drzwiami. Drzwiami od domu rodzinnego, bo to wyłącznie sprawa rodzinna. A stała się sprawą publiczną, tylko dlatego, że Klaudia Surma zachowała się jak rozkapryszona nastolatka, odgrywając się na siostrze i próbując ją zniszczyć, bo ta nie spełniła jej oczekiwań. Ohydne.

A mogła z nią po prostu porozmawiać.

zdjęcie w nagłówku pochodzi z Instagrama Deynn
---> PRZECZYTAJ KOLEJNY TEKST

79 comments

    1. Można być utrzymywanym przez rodziców po 16. roku życia i też to zrozumieć, wystarczy nie być rozkapryszonym bachorem ;)

    2. Myślę, że tacy ludzie (całe szczęście do takich należę, bo pracuję od 16 roku życia równocześnie chodząc do szkoły) czytając to wszystko co sie tutaj dzieje po prostu powstrzymują się od głosu, bo to jak grzebanie w mrowisku :)
      Trzymam mocno kciuki za Maritę i Daniela, niech wrócą naładowani nową energią i rozwalą pozytywnie system na nowo! :)

  1. Widać, że nie śledzisz tego co dzieje się u Deynn. Bo to nie jest tak, że hejt jest bezpodstawny. Gdyby Klaudia sama chciała przyjechać do Warszawy i rozpocząć nowe, lepsze życie – luz, niech robi co chce, żyje jak chce i za ile chce. Ale z Klaudią przyjechała 10letnia dziewczynka. Marita niejednokrotnie powtarzała, że chce siostrom zapewnić jak najlepszy start, że żałuje, że nie widziała jak dorastały i że MA MOŻLIWOŚCI I STAĆ JĄ na to, żeby dziewczynom było w stolicy jak najlepiej. To nie Marita mieszkała z małą Natalią, i to nie na niej spoczywał główny obowiązek opiekowania się nią. Jeżeli dobrze przeczytałeś posta Klaudii, to napisała, że pracę znalazła. Taką, na ile pozwalały jej możliwości, CV i umiejętności. I taką, aby miała blisko do domu i do siostry, żeby dzieciak jak najmniej czasu spędzał sam. Pisała wyraźnie, że szykowała małej jedzenie, że rano odprawiała ją do szkoły, że mała siedziała z nią w sklepie. I jedyne o co poprosiła Klaudia, to o 4 dni wolnego, aby mogła od tej pracy i obowiązków odpocząć z własnym chłopakiem. Bo, wszyscy tego odpoczynku potrzebujemy. Chociażby głupiego wyjścia do kina czy na zakupy. I może niekoniecznie chciała to robić ze swoją młodszą siostrą. A jedynym argumentem Deynn, która nie chodzi do pracy na 8 godzin a jedynie wozi się na siłownię i wrzuca foteczki do internetu było to, że musi jechać do dentysty do Wrocławia. Czyżby to było jedyne miejsce w Polsce, gdzie naprawią jej zęba? Nie dziwię się więc Klaudii, że była zła i rozgoryczona. Nie dziwię się również, że w końcu puściły emocje, kiedy zobaczyła, że siostra, która tylko w jednym dniu wrzuca do sieci filmik z nowymi ciuchami za ponad tysiąc zł i kosmetykami za 700 zł, jeździ po mieście Audii, wynajmuje mieszkanie za 6 tysięcy i na wakacje wybiera się jako VIP na Dominikanę, chciała od młodszej pół wypłaty „bo kończą się 2 z 3 współprac”. Ok, Marita opłaca mieszkanie, Klaudia co zarobi ma na życie. ALE JAK PRZEŻYĆ NA DWIE OSOBY ZA TYSIĄC ZŁOTYCH NA MIESIĄC? Ubrać się, nakarmić, zapewnić najmłodszej potrzebne przybory do szkoły czy chociażby zabrać ją gdzieś w weekend na miasto, żeby dzieciak też miał coś z życia. Nie zgodzę się też z Twoim twierdzeniem, że „cała ta sprawa powinna zostać rozwiązana za zamkniętymi drzwiami”. W momencie, kiedy Marita chwaliła się najmłodszą siostrą na instagramie/snapczacie, w momencie kiedy relacjonowała wszystko z jej życia i pokazywała jaka to jest dobra, to wszystko było okej, wszyscy klaskali i chwalili. A w momencie, kiedy wyszło, że jednak nie tak to kolorowo wyglądało, to Klaudia zła. Nie wspominając już o filmiku z instagrama o „obsranych majteczkach” najmłodszej, który chyba podsumowuje całą osobę Deynn.

    1. dajcie jej spokój przecież to tylko zazdrość i lans młodszej siostry, za 2 tyg Deynn wróci na salony, a ten 20 letni cymbał wróci do Świdnica na taśmę do biedronki… tak sobie narobiła PS znam sytuacje NIKT JEJ NIC NIE OBIECYWAŁ

  2. Jeżeli ktoś obiecuje cuda wianki, pod publiczkę opowiada jakiego to lepszego życia dla ciebie nie chce, a później ma cię w dupie to chyba jednak z tą osobą jest coś nie tak. Powinno się postawić jedno pytanie a mianowicie po co je tam ściągnęła skoro jak pisze nie ma na nic czasu ? Dla lepszego życia? Dobre sobie…Po prostu obecność sióstr była dla niej niewygodna. Co to za pomoc przywieźć kogoś do innego miasta a po dwóch dniach przeprowadzic do innego mieszkania i żądać znalezienia pracy wymagając jednocześnie opieki nad dzieckiem? Mogła dać im więcej czasu, a tak wyrzuciła je na głęboką wodę w której po prostu się utopiły. I skoro postanowiła sprowadzić tam Natalkę to powinna ponosić za nią odpowiedzialność i obdarzyć ją opieką, bo wątpię że matka zgodzilaby się na wyprowadzke 10-cio latki do Warszawy z Klaudia która nie miała tam ani pracy ani mieszkania.

  3. nie zgodzę się… planowanie wakacji, długie trasy i nieobecność Marity w Warszawie to zwykły przejaw tego, że przerosło ją opiekowanie się siostrami – tak opiekowanie, na to się pisałą. Świadomie postanowiła wyrwać je z małego miasta i wziąć odpowiedzialność za nie, na siebie. Szkoda tylko, że zapał był słomiany bo gdy tylko zobaczyła ile obowiązków wiążę się z pomocą tym dwóm młodym dziewczynom, zwyczajnie się zmyła, wypisując Klaudii, że Natalka to jej obowiązek. Klaudia to młoda dziewczyna i szczerze wątpię, że jadąc do Warszawy była świadoma, że Deynn pozostawi je obie, w obcym mieście całkowicie same na taki okres czasu. Nie dziwi mnie, że postanowiła wrócić do domu – to bardzo duża odpowiedzialność. Szesnastolatki w dzisiejszych czasach nie potrafią zająć się chomikiem, a co dopiero dzieckiem. Obie nieźle namieszały bo nie widzę konieczności upubliczniania tej całej historii. Koniec końców – Deynn może i miała dobre zamiary, jednak jej wygodne, beztroskie życie sprawiło, że po krótkim czasie odechciało jej się pomagać siostrom w zaczynaniu lepszego rozdziału – za dużo wyrzeczeń z jej strony. Przeliczyła swoje możliwości, a te biedne dziewczyny tylko na tym ucierpiały…

    1. A ja się nie zgodzę z Tobą, dla niej ta trasa to była praca, za którą dostała pieniążki, żeby móc później zapłacić chociażby siostrze za szkołę. Jakby mogła się mała sama zająć, to zapewne nie sciagalaby razem z nią Klaudii :) osoba odpowiedzialna przy takiej szansie dałaby sobie radę, szczególnie, praca 7 godzin dziennie w takiej sytuacji to nie praca.

      1. Nie mówię ze wina leży tylko po stronie Marity. Tutaj obie siostry nie dały z siebie 100%. Tak, Deynn pojechała w trasę żeby zarobić pieniądze. To jej praca rozumiem, ale pieniądze na niej zarobione wydała na wypoczynek na Dominikanie. Nie szkole Natalki. Koniec końców to nie Klaudia zostawiła Natalkę. Gdyby była tą niedojrzałą, spakowałaby swoje rzeczy i zostawiła siostrę Maricie. Ona spakowała je obie i zabrała siostrę ze sobą, do domu. Do domu, w którym jak to Daniel pisał, ojca nie ma na obrazku, mama natomiast ma problemy alkoholowe.

        1. Gdzie masz takie informacje że nie dała na szkołę Natalki? Właśnie tu jest ten chaczyk że Klaudia nie pisze szczegółowo. Pisze tylko o tym ze Marita chciała od niej pieniądze, że miała pracować i oddawać tysiąc zł z zarobionych dwóch i ja sobie tak myślałam że to jest niemożliwe by za jeden tysiąc ona zapłaciła za mieszkanie wyżywienie i szkołę, i teraz wyszły informacje tak jak myślałam marita oplacała szkole za 2500 i dokladala się do miezkania 1500, Klaudi zostawał tysiąc na jedzenie I głupoty. Ja się nie dziwię że je wysłała z powrotem, jakbym miała tak konfliktową siostrę tez bym nie widziała innego wyjścia niestety.

        2. To te jest trochę dziwne. Gdyby Natalia, zamiast do prywatnej szkoły za 2,5 tys. chodziła do rejonowej w Warszawie, to prawdę mówiąc obu byłoby łatwiej powiązać koniec z końcem, bo jednak uczyłaby się w rejonie i mogła wracać do domu sama.

          Mnie to wygląda na typowe problemy DDA – obie wzięły na siebie za dużo, nierealnie oceniając swoje możliwości, a potem obie próbowały się z tego wszystkiego wycofać, jedna kosztem drugiej.

    2. Nie masz pojęcia o nastolatkach w takim razie :) to że jedna to leń i nierób nie znaczy że wszystkie takie są. Wystarczy tylko być ambitnym człowiekiem i mieć jakieś cele w życiu a nie liczyć jedynie na pomoc innych.

      1. bronisz Deynn a widać że ona z z jej Danielkiem też bardzo źle ją traktowali… „Jak mozna dziecku mowic takie rzeczy jal wygadywal daniel do niej. Skoro dziewczynka mająca co najwyżej 15 lat przyjechała do Warszawy do siostry to, skoro jedna nie potrafiła się nią zająć, to druga powinna skoro nie ma matki. Tak robi rodzeństwo!!!! To też rodzina, jak matki nie ma (albo nie żyje) to najstarsze, jak jest w stanie, opiekuje się i wychowuje najmłodszych i nie mogących samemu się utrzymać. Jeśli nie zgadzasz się ze mną to współczuję twojemu rodzeństwu jak masz, nie mogą na tobie polegać.

  4. Klaudia zdecydowanie wiedziała co robi pisząc to i znała konsekwencje i to co może się wydarzyć.

    Natomiast nie zrzucala bym winy na nią. Marita podjęła własna decyzje o zabraniu dziewczyn do Warszawy i dzieleniu opieki 50/50 z siostra. Wynajęła mieszkanie – super, ale co jeśli taka była umowa między nią i jej mama ? Albo Marita będzie opłacać mieszkanie by dziewczyny miały stałe zakwaterowanie i miejsce do którego mogą wrócić i żyć w spokoju w nowym, wielkim mieście, albo nigdzie one nie jadą, bo ich mama nie chciała by Klaudia i Natalia musiały się martwić o to? Pragnę również zauważyć, ze skoro Marita tak niechętnie utrzymywała ten kontakt z siostra to, dlaczego ja ściągała do siebie ? A co, jeśli Marita doskonale wiedziała co robi i plan wyjściowy był taki by pomoc tylko Natalce, ale sama nie chciała się nią opiekowac , a opiekunka by wyszła drożej No i nie za dobrze by to wyglądało w mediach społecznościowych, ze jej młodsza siostra mieszka sama z opiekunka do dzieci to zabrała również Klaudię do której żywi zazdrość i nienawiść ? ( z mojego punktu widzenia to właśnie Marifa nie potrafi się pogodzić, ze Klaudia jest szczupła, ladna, blondynka, która w dodatku jest naturalna, ma ładne zęby, smukła twarz i żadnych nawyków jak alkohol czy narkotyki – może to właśnie ona jej zazdrości i przelewa ten cały swój gniew na nią wykorzystując ja jako piąte koło u wozu, które ma koniecznie doświadczyć tego samego bólu w okresie dojrzewania co ona, bo przecież czemu miałoby jej być łatwiej w życiu, co nie?) . Sposob w jaki Daniel się zachowywał w stosunku do Natalki to czyste znęcanie się i jak sie nie mylę jest to karalne. Znęcali się psychicznie to właściwie obydwoje nad nią. Piszesz tutaj głównie o Klaudia i Maricie, mam wrażenie, ze twój wpis trochę ma po części wybielić Marite w tej sytuacji, ale zapominasz o Natalii i o tym co Klaudia pisała. Zostawmy na chwile cała relacje M-K i skupmy sie na Natalce. Nie wiem ile wiesz o kondycji psychicznej człowieka, ale dziecko potrzebuje wsparcia psychicznego,kogoś kto pochwali, zmotywuje, podtrzyma na duchu, da poczucie bezpieczeństwa. Nie ma znaczenia, czy dojeżdżała do szkoły autobusem czy taxowka. Czy jadła sushi czy kanapki z pasztetem. Czy miała kurtkę zimowa z Zary czy lumpeksu. Nie rzeczy materialne się liczą dla dziecka tylko czas spędzony z nim. Marita zostawiła ja sama w wielkim mieście, jedynie z zapracowana siostra jak sama wyleciała na Dominikanę, urwała kontakt, nie interesowała się. Pamietajmy, ze dziecko również się martwi, może sama zamartwiala się po nocach, czy jej siostrze nic się nie stało, może chciała by Marita ja położyła do spania, zabrała do szkoły, odrobiła z nią lekcje. Natalka miała tylko Marita i Klaudię, która pracowała na dwie zmiany. Teraz – opieka miała być 50/50. W czasie wyjazdu Marity na kilka tygodni dzieckiem zajmowała się Klaudia. Nikt jej za to nie dopłacał, wzięła się w garść, pracowała na daje zmiany , gotowała i zajmowała się dzieckiem. Nie miała życia osobistego, a jeśli dodatkowo popadła w depresje czy zaburzenia lekowe ze względu na sytuacje w której się znalazła, bo miało być inaczej to fakt, ze spała dniami i nocami jest zupełnie normalny! Ludzie, którzy cierpią na rożnego typu choroby psychiczne potrafią nie wychodzić z domu dniami lub miesiącami. Wiec, jeśli Klaudia wzięła odpowiedzialność za Natalkę przez okres pobytu Marity na Dominikanie – nie zasłużyła sobie na to by odpocząć te trzy dni bodajże bez Natalki jak był u niej chłopak ? Może to była czysta forma zazdrości z Marity strony i odgrywanie się na Klaudii za bycie lepsza i dlatego robiła wszystko by tylko ta nie była szczęśliwa ?

    Także. Marita nie musiałaby wynajmować mieszkania, mogła zaprosić je do siebie , niestety one nie pasują do jej wyidealizowanego świata marzen.

    Także. Co wyście robili w wieku Klaudi ? Wszyscy tak psy wieszają na nią , są źli, ze takie jest życie dorosłego człowieka i powinna wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Hipokryci. W jej wieku się studiuje, pije co weekend, nie śpi po nocach, żyje za pieniądze rodziców. Osobiście jestem z niej mega dumna! Znalazła szybko prace, kiedy mogła udawać, ze nic nie ma i prosić o pieniądze rodziców lub siostrę, nie daliby? OcYsiscie, ze tak. Nikt by dzieci nie zostawił bez jedzenia.

    Także. Marita przeszła wiele w życiu. Chyba najbardziej boli mnie w tej całej sytuacji ten brak empatii z jej strony do innych. Pracowała ciężko w jakimś okresie swojego życia, wiec nie powinna być bardziej skupiona na tym by inni tego nie doświadczali ? Jeśli to bym była ja – wynajelabym mieszkanie swojemu rodzeństwu, dała pieniądze na edukacje, której sama nie miałam szans zrobić, pozwoliłabym cieszyć się zyciem, ale tak jak już pisałam wcześniej jak dla mnie to po prostu Marita jest bardzo zazdrosna o Klaudię ( która również prawdopobnie gdzieś ta zazdrość skrywa , bo zna Marita i wkurzac ja na pewno musi fakt, ze są gdzieś tam ludzie, którzy jej wierzą, ze ona to taka fajna i w ogóle, kiedy Klaudia zna prawdę i wie , ze opinia publiczna się myli ).

    Koniec końców. Marita myślała , ze wynajmując mieszkanie siostrom wszystko załatwi ( przecież nikt nie będzie interesował się tym ile razy w tygodniu zajmowała się młodsza siostra tylko fakt, ze płaci 2000zl za mieszkanie dla nich – No i widocznie miała racje ).

    Co do charakteru Marity i Daniela się nie wypowiadam, bo aż szkoda słów. Ogromna patologia, dziewczyna z małego miasta zakochała się w kolesiu z wyższym wykształceniem i wydaje jej się, ze dotyka gór, kiedy to Daniel nią manipuluje i dokładnie wie co robi, używając ja pierw do promocji swoich treningów i ‚ myśli motywacyjnych ‚ , a teraz do życia we wyższych sferach. Wie, ze bez niej by tego nigdy nie osiągnął.

    Szkoda, No szkoda….

    1. Jeszcze jedno. Napisałeś jedno zdanie o tym, ze Marite przerosła ta cała sytuacja. Sytuacja w której miała wziąć 50% za dziecko, a w tym samym czasie była na wakacjach ? Jedyne co zrobiła to przelewała komuś pieniądze raz w miesiącu na konto i załatwiła taxowke by dowoziła mała do szkoły. No i widywała się z nią, ale tylko TYLKO jak ona miała czas i ochotę ( ochotę, bo jak Klaudia wspominała zdarzyło się, ze nie wzięli jej , bo mieli inne plany ).

      Obróć ta sprawę w druga stronę. Klaudia jedzie na wakacje z chłopakiem i Marita musi zająć się Natalka…. śmieszne co? Nie dałaby rady.

      Czapki z głów dla Klaudii za podjęcie się wyzwania całodobowej pracy w nowym mieście i opieki nad dzieckiem. Niejedna matka nie jest w stanie tego osiągnąć!!

      1. Dokładnie tak! Brawo za ten komentarz. Szkoda ze autor tekstu jest zbyt ograniczony żeby zauważyć jakaś druga stronę medalu. To normalne żeby dorosła kobieta leciała na wakacje kiedy 19latka pracuje i zajmuje się 10letnim dzieckiem

  5. O wow nie sądziłem ze kiedys przeczytam na tym blogu coś aż tak chujowego. Przeczytaj może post tej dziewczyny jeszcze raz tylko tym razem ze zrozumieniem. Swoją drogą śmiesznie napisany tekst pod jedna tezę, bo to przecież normalne ściągnąć do siebie dwie młodsze siostry, kazać jednej zarabiać na obie, wyśmiewać, straszyć, krzyczeć na 10latke. Bo to ludzie maja do zarzucenia Deynn a nie jakieś mało istotne kwestie finansowe, swoją droga jeżeli tekst jest zgodny z prawda a raczej screeny o tym świadczą to dziewczyna utrzymywała się sama, a Deynn nie dość ze nie chciała jej dać nawet 50 zł to chciała zabrać polowe jej wypłaty. Także odpusc sobie prywatne dopisywanie historii. Nie obchodzi mnie ta blogerka, sam czasem obserwowałem, obchodzi mnie krzywdzenie młodszych, zależnych od niej osób. Wypowiedzi takie jak twoje szkodzą i sugeruja ze to norma bo mimo odnoszenia się ciagle do postu jej siostry ani razu nie wspomniałeś o całym clue tej sprawy. Unfollow za te chujowe wypociny

  6. A wszyscy tylko czarne, albo białe. Po mojemu to wina jest po obu stronach. Faktycznie słabo jest, kiedy ktoś obiecuje pomoc, potem nie ma czasu, a koniec końców wybiera się na wakacje. Z drugiej strony, gdyby mi ktoś tak ogarnął przeprowadzkę i mieszkanie to pewnie na więcej bym już nie liczyła. Klaudia wzięła pierwszą lepszą robotę, pół dnia spała i czego w zasadzie oczekiwała? Że tak się zaczyna „nowe, lepsze życie?”. Nie za bardzo. Nawet jeśli ta akcja była pod publikę i miała ocieplić wizerunek Deynn to faktem jest, że Klaudia dostała szansę.I jej nie wykorzystała. A swoje niepowodzenie zrzuciła na siostrę. Zwłaszcza, że z rozmów wynika że opieką nad najmłodszą siostrą się dzieliły.
    Trochę mi tu zajechało takim myśleniem „robisz chujowej robocie za grosze? PRACUJESZ! Utrzymujesz się z tego, co lubisz robić? NIE PRACUJESZ, MASZ BEZTROSKIE ŻYCIE I PEWNIE CAŁY DZIEŃ DOBIERASZ BUTY DO TOREBKI”. Obie siostry pracują, każda ma swoje obowiązki. Ciężko oczekiwać, że nagle jedna rzuci wszystko, bo tak.
    I to prawda- zabrakło zwyczajnej rozmowy.

  7. Widać, że nie śledzisz tego co dzieje się u Deynn. Bo to nie jest tak, że hejt jest bezpodstawny. Gdyby Klaudia sama chciała przyjechać do Warszawy i rozpocząć nowe, lepsze życie – luz, niech robi co chce, żyje jak chce i za ile chce. Ale z Klaudią przyjechała 10letnia dziewczynka. Marita niejednokrotnie powtarzała, że chce siostrom zapewnić jak najlepszy start, że żałuje, że nie widziała jak dorastały i że MA MOŻLIWOŚCI I STAĆ JĄ na to, żeby dziewczynom było w stolicy jak najlepiej. To nie Marita mieszkała z małą Natalią, i to nie na niej spoczywał główny obowiązek opiekowania się nią. Jeżeli dobrze przeczytałeś posta Klaudii, to napisała, że pracę znalazła. Taką, na ile pozwalały jej możliwości, CV i umiejętności. I taką, aby miała blisko do domu i do siostry, żeby dzieciak jak najmniej czasu spędzał sam. Pisała wyraźnie, że szykowała małej jedzenie, że rano odprawiała ją do szkoły, że mała siedziała z nią w sklepie. I jedyne o co poprosiła Klaudia, to o 4 dni wolnego, aby mogła od tej pracy i obowiązków odpocząć z własnym chłopakiem. Bo, wszyscy tego odpoczynku potrzebujemy. Chociażby głupiego wyjścia do kina czy na zakupy. I może niekoniecznie chciała to robić ze swoją młodszą siostrą. A jedynym argumentem Deynn, która nie chodzi do pracy na 8 godzin a jedynie wozi się na siłownię i wrzuca foteczki do internetu było to, że musi jechać do dentysty do Wrocławia. Czyżby to było jedyne miejsce w Polsce, gdzie naprawią jej zęba? Nie dziwię się więc Klaudii, że była zła i rozgoryczona. Nie dziwię się również, że w końcu puściły emocje, kiedy zobaczyła, że siostra, która tylko w jednym dniu wrzuca do sieci filmik z nowymi ciuchami za ponad tysiąc zł i kosmetykami za 700 zł, jeździ po mieście Audii, wynajmuje mieszkanie za 6 tysięcy i na wakacje wybiera się jako VIP na Dominikanę, chciała od młodszej pół wypłaty „bo kończą się 2 z 3 współprac”. Ok, Marita opłaca mieszkanie, Klaudia co zarobi ma na życie. ALE JAK PRZEŻYĆ NA DWIE OSOBY ZA TYSIĄC ZŁOTYCH NA MIESIĄC? Ubrać się, nakarmić, zapewnić najmłodszej potrzebne przybory do szkoły czy chociażby zabrać ją gdzieś w weekend na miasto, żeby dzieciak też miał coś z życia. Nie zgodzę się też z Twoim twierdzeniem, że „cała ta sprawa powinna zostać rozwiązana za zamkniętymi drzwiami”. W momencie, kiedy Marita chwaliła się najmłodszą siostrą na instagramie/snapczacie, w momencie kiedy relacjonowała wszystko z jej życia i pokazywała jaka to jest dobra, to wszystko było okej, wszyscy klaskali i chwalili. A w momencie, kiedy wyszło, że jednak nie tak to kolorowo wyglądało, to Klaudia zła. Nie wspominając już o filmiku z instagrama o „obsranych majteczkach” najmłodszej, który chyba podsumowuje całą osobę Deynn.

  8. Sami piszecie, że siostra nie powinna być matką. W takim razie dlatego, młodsza siostra, dopiero wchodząca w dorosłe życie, szukająca praca miała się zajmowałam małą Natalką, a nie starsza, która już ma ułożone życie, duże mieszkanie i dobrze zarabia?

  9. „Marita oczekiwała, że Klaudia będzie tak zdeterminowana do rozwoju jak ona” – o jakim rozwoju mówisz tak na poważnie się pytam? Oraz drugie ” Siostra to siostra, a nie matka” to dotyczy również Klaudii która de facto na stałe mieszkała z młodszą Natalia I to na niej spoczywał obowiązek codziennej opieki

  10. Ale pierdoloty. Koleś masz tyle do powiedzenia w temacie co nic . Twoja sprawa ? zmieni cos Twoje zdanie na ten temat ? Nie… No ale clickbait musi sie zgadzać. I tylko po to to robisz. Nara

  11. Taka mądra jesteś ? Czemu nie wspomniałaś o tym ze Daniel wrzeszczał na Natalię ? Czemu nie wspomniałaś o tym ze Natalia musiała wzywać Policję ?

  12. Wow niewiem kto ten artykuł napisał Ale polecam czytać że zrozumieniem autorowi teks Klaudii pierwsza wypłatę masz po miesiącu utrzymanie dwóch osób w Wawie kosztuje a jak ktoś ci oferuje pomoc to mówienie później naprawdę??? Chcesz tej pomocy? Jest poniżej krytyki 2msc to nie dwa lata!!!! Deynn wam zapłaciła za To??? Jeszcze napiszcie że Majewski zabił jaszczurki Ale jaszczurki jest dużo więc co tam jedna…..fuuuuj nie ladnie

  13. Dokładnie też tak uważam, jest to sprawa która powinna zostać za zamkniętymi drzwiami. Szkoda tylko, że wiekszosc ludzi nie widzi nic złego w zachowaniu Klaudii, która wywołała gownównoburzę i nie pomyślała nawet jakie będą tego konsekwencje. Skrzywdziła swoją siostrę tylko dlatego, że nie potrafiła sie odnaleźć w dorosłym życiu. Powstało jedno wielkie nieporozumienie i wiele przykrości. Niestety Marita nie zasłużyła na tą całą fale pomyj, która jest teraz na nią wylewana, bo jest ku temu dobry powód. Kij ma dwa końce!

  14. Klaudia tez nie jest matka Natalki i uwazam że cala sytuacja przerosla obie siostry. Wulgarna deyn ktora wrecz domagala sie wdziecznosci. Troche slabe.Mnie jednak osobiscie najbardziej zszokowal filmik w ktorym dwoje doroslych ludzi robi posmiewisko na cała Polske z małej dziewczynki dla lajkow.

    1. Filmik na snapchat dodali jakieś pół roku temu i nikt nawet nie zwrócił na to uwagi, nikt nie robił dramatu, nie pisał w komentarzach, jacy oni okrutni :) Jak dla mnie to deynnps osmieszyli Natalke wykorzystując to nagranie żeby zniszczyć delme i majoneza.

  15. Zgadzam sie ze wszystkim co tu napisalas. Maricie na pewno mozna zarzucić wiele i sama ona ma tego świadomość jednak w tej sprawie jestem po jej stronie. Jej mlodsza siostra zachowała sie jak totalna gowniara. I wrzucając swoj post do internetu dobrze wiedziala ze zniszczy tym Marite. Czego ona miala dosc? Ze Deynn nie bedzie dłużej utrzymywać jej? Wystarczyło rozegrać to rodzinnie a nie wystawiając to do oceny publicznej. Klaudii sie udało, osiągnęła to co chciala, ale mysle ze w głowie ma totalne gowno, niszcząc własnej siostrze karierę (a osiągnęła ja sama, w dupie mam czy ciezko czy przyszło jej to szybko) a Natalkę narażając na opiekę społeczna czy inne rzeczy.

    1. Ale jaką ona karierę osiągnela? To że mówią o niej? Juz na pewno się rzucą firmy i będą prosić ją o współpracę o_o Jak dla mnie, to tylko wstydu sobie narobila, a nie karierę.. obie strony są winne. Dejna swoje za uszami ma, a Klaudia postąpiła źle wywlekajac brudy w taki sposób…

  16. nie ma co się dziwic, ze ludzie tak reagują. musimy zrozumieć, ze dużo obserwatorow Marity i Majewskiego sa po prostu za młodzi i za przeproszeniem tepi żeby takia sprawę zrozumieć. do tego mysle, ze osoby w młodszym wieku które wspierają Marite maja na prawde wielkie serce i potrafią myslec w dwie strony. zacznijmy od tego, ze Klaudia powinna okazac przynajmniej trochę wdziecznosci za to co tak na prawde dostala od siostry i jakie szczęście miała, ze ktoś mogl jej z tym wszystkim pomoc. Marita nie musiala tak szczerze robic nic. Skoro klaudia nie widziala siostry przez tak dlugi czas i twierdzi, ze Marita jej nie zna to dla czego chociaż nie probowala ze swojej strony ocieplić stosunki ze starsza siostra? Marita chociaż sprobowala ale jak widać bez skutku bo siostra najwyraźniej nie zobaczyla co tak na prawde zyskala po przyjeździe do warszawy. tak po za tym to jaka normalna osoba mogla by nie czuc się dziwnie mieszkając i zywic się za czesc pieniędzy od kogos innego? Skoro już zdecydowala się na przeprowadzke do warszawy musiala stanac twarza w twarz z faktem ze musi ponieść odpowiedzialność za siebie i swoja mlodsza siostrę jeśli chcą tam zostać na dluzej. Klaudii nikt nie kazal isc pracować w zabce. mogla isc gdziekolwiek poszukać lepszej pracy która tak na prawde mogla by być na wyciagniecie jej reki- bo to warszawa, potężne miasto gdzie możliwości bynajmniej pracy sa po uszy. jest dorosla i pelnoletnia wiec niech tak się tez zachwouje. Marita na pewno pomogla by jej bo ma ogromne serducho i nie mogla by na takie cos patrzeć. Po za tym Majewski także wiele tutaj zrobil. Mogl mieć młodsze siostry Deynn gdzies ale jednak nie miał. z reszta widać po wiadomościach, ze staral się bardzo pomoc dziewczyna. na prawde nie wierze w ludzi, którzy lykna wszystko i, ze widza tylko jedna strone medalu. polski internet oszalal po tym wszystkim. ale to ucichnie. i tak konczac jaka normalna osoba publikuje rodzinne sprawy w internecie? Klaudia na prawde pomyslec o wszystkich możliwych konsekwencjach przed publikacja i wierze w to, ze zmadrzeje i zobaczy jak skrzywdzila pewne osoby. pozdrawiam cieplutko.

    1. „Klaudia powinna okazac przynajmniej trochę wdziecznosci za to co tak na prawde dostala od siostry i jakie szczęście miała, ze ktoś mogl jej z tym wszystkim pomoc.” – przecież Marita nie robiła tego dla Klaudii. Marita z Danielem przyznali się, że liczy się dla nich tylko Natalka i tylko dlatego załapała się też Klaudia. dawali pieniądze Klaudii mówiąc żeby wydała tylko na zachcianki Natalki, opłacali mieszkanie połowicznie, czyli również za samą Natalkę. swoją część rachunków i swoje zachcianki Klaudia sama miała pokrywać. opieka nad Natalką powinna być sprawowana również po równo między Klaudią a Maritą, jednak niekoniecznie tak bywało.

      „Marita na pewno pomogla by jej bo ma ogromne serducho i nie mogla by na takie cos patrzeć.” – po tym zdaniu widać, że nie oceniasz sytuacji obiektywnie, tylko ufasz swojemu instynktowi i masz swoje przekonanie na temat Marity, które góruje w tej wypowiedzi.

  17. O tuż to. To są sprawy rodzinne i nikt oprócz nich nie powinni się wcinać. Rodziny się nie rusza. Nie rozumiem po co ludzie się wcinają, niech zajmią się swoimi sprawami. Co komu do domu.

  18. Dokładnie – jak czytałam fragment po fragmencie tego wpisu, to miałam wrażenie, że spotkałam się oko w oko z rozżaloną nastolatką, która chciałaby mieć święty spokój, a bezczelny ktoś śmie od niej wymagać ogarnięcia. Szczególnie jak Deynn prosiła się o jej CV, no luuuudzieee. Szkoda, że w tym wszystkim dziewczyna nie wpadła na to, że przez jej wpis najmłodszą siostrą może zainteresować się opieka społeczna albo inna instytucja, do czego mam nadzieję nie dojdzie.
    A najsmutniejsze jest to, że ludzie są tak zawistni, że życzą śmierci i kamienuja osobę, której nawet nie znają na żywo, no ale jak ktoś powiedział, że jest zła, to przecież musi być.

  19. Zgadzam się w 100 %. O ile nie jestem wielką fanką Deyn o tyle uważam, że to co ją spotkało jest po prostu ohydne. Myślę, że Marity grupą docelową – obserwatorami są młodzi ludzie, którzy nie mają pojęcia na czym polega odpowiedzialne, dorosłe życie i stąd taki odzew. Jako dorosła kobieta wiem ile mnie kosztowało osiągnięcie tego co mam dziś i gdyby moja starsza siostra zapewniła mi taki start w obcym mieście to nosilabym jej codziennie obiady w podzięce. Dodatkowo może Klaudia jest takim typem człowieka, który do końca życia za swoje niepowodzenia będzie winić innych. Nic nie poradzisz, a Marita chciała dobrze

    1. Skoro dziewczynka mająca co najwyżej 15 lat przyjechała do Warszawy do siostry to, skoro jedna nie potrafiła się nią zająć, to druga powinna skoro nie matki. Tak robi rodzeństwo!!!! To też rodzina, jak matki nie ma (albo nie żyje) to, jak najstarsze jest w stanie, opiekuje się i wychowuje najmłodszych i nie mogących samemu się utrzymać. A jak widać ją też z danielem bardzo źle traktowali.

    2. Większość osób, które stanęły po stronie Klaudii i hejtują Deynn w 100% mieszkają jeszcze z rodzicami i nic nie wiedzą o prawdziwym życiu. Nie wiem na co liczyła Klaudia przeprowadzając się do Warszawy. Że fajną pracę znajdzie 100m od mieszkania? Ja jestem z wioski i mam kilka znajomych, którzy do pracy muszą dojeżdżać nawet 100km ;) (ja na szczęście muszę dojeżdżać tylko 30) Wstają codziennie rano o 6, samochód zostawiają przy dworcu i jadą pociągiem do Wrocławia :) w domu są dopiero o godzinie 19 ;) dodatkowo niektórzy już mają dzieci :) i te dzieci też muszą do szkoły wysłać. A dla Klaudii to kosmos dojeżdżać na drugi koniec Warszawy, naprawdę straszne. Żeby dobrze zarabiać i mieć fajne życie trzeba się trochę poświęcić, no niestety :) ona chyba myślała, że siostra będzie jej wszystko sponsorować. Nie dość, że kazała jej płacić TYLKO 1000 zł za mieszkanie to tej jeszcze źle. Niektórzy płacą kilka razy więcej i nie narzekają :) Wielu ludzi którzy przeprowadza się do nowego miasta przez kilka miesięcy znajomych znaleźć nie mogą, więc nie wiem na co ona liczyła, dodatkowo nic z tym nie robiła, zamiast wyjść na miasto jak Daniel i Marita brali Natalkę to ta spała. no k****. Głupia gówniara i tyle :)

  20. Boże widzisz i nie grzmisz. Jakim prawem w ogóle obrażacie te dziewczyny. Czy rodzice nie nauczyli Was szacunku do drugiego człowieka? Jak możecie pisać że to na Klaudii spoczywal obowiązek opiekowania się siostra??? To jak Wasza matka zachoruje to tylko jedna corka/syn ma przy niej być bo jest z nią najbliżej? Siostry są dwie i powinny podzielić obowiązek, a nie obarczac jedna strone. Jeżeli Marita zaoferowała pomoc to wiedziała chyba na co się pisze. Szkoda tylko tej małej dziewczynki. A Marita powinna głęboko przemyśleć chęć posiadania dzieci bo to nie zabawka, która można podrzucić

  21. Ale wiocha …mysle sobie jaka afera o co kamn ktos umarl ktos jest w ciazy ktos kogos zostawil… a tu wielkie problemy rodzinne… to niby ta wassza wielka afera? Ale wiocha Oo

  22. Miliony ludzi wyjeżdża do innych miast opuszczając rodziny, nie mając „grosza przy duszy”. Tak było i ze mną, kiedy wyprowadziłam się do Berlina. 700 euro pożyczone od przyjaciółki, które miało starczyć na wynajęty pokój i życie, dopóki nie znalazłam pracy. Kilka miesięcy pracy codziennie po 12, a nie raz 14 godzin dziennie, bez pomocy, rodziny i znajomych. Ale poradziłam sobie, zacisnęłam zęby i po roku czasu mam wszystko, o czym zawsze marzyłam. Dobra praca, super paczka znajomych i zawsze kilka stów euro w kieszeni. Najwidoczniej K. myślała, że wszystko będzie miała wyłożone na tacy, że ominie ją cała ta walka z dorosłym życiem. Deynn zapewne chciała dać jej „trening życia”, który miał ją zmobilozować do samodzielności. Niestety wyszło, jak wyszło. Sama nie byłam i nie jestem wielką fanką Majewskich, ale szczerze współczuję i życzę z całego serca wyjścia z tego gówna. Przecież mogła i nadal może (pfff, odpukać) stać się komuś krzywda… trzymajcie się!

  23. Słabiutki tekst, opisujący tylko połowę wpisu młodszej siostry, jak już coś robić to do końca. Ale pewnie byłoby ciężko wytłumaczyć ” zaraz Danielek wpadnie i kolega out z mieszkania „

    1. Z tego co mi wiadomo to Daniel nie wyrzucił Mateusza, masz nie świeże info. Poprosił Klaudię żeby to zrobiła bo miał być tydzień a był 2. Mi tez nie podobałoby się to ze „umawiałam się” ze Natalka + Klaudia w kawalerce ( za która częściowo płace ) maja mieszkać a tu BAM! Przyjeżdża jej chłopak i bóg wie co robią… To nie warunki dla nieletniej, dobrze ze była wtedy u Majewskich. Bo NAPEWNO się TYLKO całowali przez 2 tygodnie ;)

  24. Dorosly i inteligentny czlowiek zrouzmie cala sytuacje. Nie rozumiem skad ten caly hejt na Marite . Chciala pomoc siostrze ale niestety dasz palec urwa ci reke. Siostrzyczka oczekiwala sponsoringu z kazdej strony a tu zonk , trzeba za siebie placic. Zazdrosc i jescze raz zazdrosc. Dzieki Bogu nie mam siostry heh

  25. W sedno! Przynajmniej jedną osobą napisała obiektywnie cały artykuł. Zamiast oskarżeń, są objaśnienia. Z resztą te objaśnienia widać gołym okiem jak czyta się wpis Klaudii i jej SMS. Myślala, że jak będzie mieć Warszawę, to Marita z Danielem się zaopiekuja w 100% Natalka, zapłacą za mieszkanie, dadzą jeść a ona będzie z facetem na mieszkaniu siedzieć i nic nie robić. Spać do południa. Wiecie co różni te dwie siostry? To, że Marita wyprowadziła się z domu i na wszystko zapracowala sama, poradziła sobie w internecie jako blogerka i tym dorabiala. A Klaudia się poprostu nic nie chce. Przynies, wynies i podstaw pod nos, na złotej tacy odrazu..

  26. Zgadzam się z tekstem. Musiała iść do pracy, faktycznie, okropność! W dodatku poszła do Żabki, bo najbliżej. Śmiech na sali, męczennica z niej straszna. A najgorsze, że w skruchy w niej żadnej.

  27. Zaraz po przeczytaniu wpisu siostry Deyn zasnowila mnie tylko JEDNA rzecz. Gdzie rodzice sióstr?? Matka? Ojciec? Albo nawet dziadkowie? O co tam chodzi z jej rodziną i czemu o tym się nie mówi? Przecież 10letnie dziecko wychowują rodzice

  28. Dokładnie :) Klaudia już na początku mówi, że nie dogaduje się z siostra, a wiadomość ‚zawsze można zrobić screena’ powinna dać ludziom do myślenia! Każdy kij ma dwa końce. Tak, tak Marita nie dała i jest zła, Jak piszą to 15latki ok, Ale dorośli ludzie? Ilu z was dostalo wszystko na tacy.. Co mają powiedziec osoby, które wyprowadziły się z domu w wieku 19 lat, chodzą do pracy.. Baaaa nawet na studia i utrzymują się sami. Straszna drama bo przecież każdy ma bogatych rodziców, którzy sponosoruja przynajmniej do 25 roku życia :(( zachęcam wszystkich do samodzielnego myślenia bo krzyczycie żeby nie dać sobą manipulować, a sami słuchacie gwiazd insta, gdzie większość wykorzystuje ta sytuację tylko po to żeby było więcej follow ‚wypowiem się bo deynnps udostępni i wszyscy przyjdą posłuchać’ xd Nie ma lajkow nie ma hejtu, bo jakie to super pocisnąć i dostać 100 serduszek! Jestem za pokazaniem obłudy, fałszu, kłamstwa DEYNN, Ale to co się teraz dzieje to jest samosad i publiczny lincz, co nie powinno mieć miejsca! Przykre jest to, że wszyscy w komentarzach piszą o wartościach, rodzinie o tym, że karma wraca hahah do was też wróci za ta całą nienawiść, przekleństwa w jej stronę, których używacie z uśmiechem na twarzy✌

  29. Stary, nie podjąłeś nic tematu Natalii i tego co się z nią działo, bronisz Deynn a widać że ona z z jej Danielkiem też bardzo źle ją traktowali… Puknij ty się w łeb skoro ich bronisz….

  30. Obiektywne rozłożenie wypocin Klaudii, ale problem jest już z tytułem. Nie chciała być matką – cóż, ktoś musi. Z tego co rozumiem, ojciec porzucił rodzinę, a matka jest niezdolna do opieki przez zaawansowany alkoholizm. W samym centrum jest 10-letni dzieciak zostawiony sam sobie. Czy to naprawdę takie irracjonalne, żeby uważać że lepiej zajmie się nim 27-latka ustawiona w życiu, z wysokimi dochodami, mieszkaniem i narzeczonym niż gówniara bez pracy?

    Niestety, w patologicznych rodzinach rodzeństwo często bierze na siebie obowiązki opiekuńcze. Ale jasne, nie musi. Opcje są takie:

    1. Oddać dziecko do domu dziecka / rodziny zastępczej
    2. Adoptować
    3. Zostawić pod opieką 20-latki bez pracy, wykształcenia czy perspektyw

    Na opcje 1 Deynn nie może sobie pozwolić wizerunkowo, 2 wymaga za duzo roboty i obciążenie na najbliższe 8 lat. Więc wybierają opcje nr 3 i liczą właśnie na takie głosy – ze to nie ich problem i obowiązek.

    PS. Jak ta Klaudia ma mieć zdrowy stosunek do pracy, jak z jednej strony matka pijaczka, a z drugiej siostra, która kupuje jej telefon „żeby mogła sobie dorobić na Instagramie”? Do dziecka tez Daniel pisze, że jak skończy 18 lat to pójdzie na studia albo zostanie blogerka. Nie ma etosu nauki i pracy w rodzinie, w której jedyna osoba pracująca to instagrammerka bez matury, sorry

  31. Pięknie napisane! Aż mam ciary! Brawo! popieram w 100%. Bardzo się cieszę, że ktoś inteligentnie i przejrzyście na to spojrzał wszystko analizując a nie rzucając głupiego oszczerstwa z góry.

  32. ja, mając 19 lat i podejmując się pierwszej pracy oraz wszystkich kolejnych, zderzyłam się z rzeczywistością. moje wyobrażenia na temat dorosłego życia były inne. następnie przeprowadziłam się, nie zmieniając miasta.
    teraz – czyli 3 lata później – trochę w tym jestem obyta, ale też mam świadomość, że jeszcze długa droga mnie czeka zanim ustabilizuję się. różnica między mną, a Klaudią jest taka, że ja jestem sama. czyli nie mam dodatkowego obowiązku opiekowania się i wychowywania dziecka. i nikt nie obiecywał mi pomocy, sama w to weszłam (mając inny, wygodniejszy wybór) i wiedziałam, że mogę liczyć tylko na siebie.
    start mojego wchodzenia w dorosłość wiązał się między innymi z lekkim zaskoczeniem, czasem rozczarowaniem. zgaduję, że u Klaudii mogło być podobnie. dodatkowo, brak obiecanego wsparcia oraz opieka nad młodszą siostrą, na pewno miały jakieś znaczenie. a to, w jaki sposób zostało to rozegrane, nie moja sprawa. ale nie sądzę, że czułabym więź rodzinną z osobami, które zachowali się w dany sposób. groźby i dyktatura ze strony Marity i Daniela mogły jak najbardziej sprowokować Klaudię do takiego zachowania.
    a pełnoletność nie oznacza automatycznie dorosłości, tak jak wspomniałeś w artykule.
    amen

    1. A miałaś małe dziecko na głowie? Sorry dla mnie zachowanie Marity jest skrajnie nieodpowiedzialne. Po pierwsze chciała poszpanować dobrym sercem, a prawda jest taka, ze wzięła Klaudię jako etatowa nianke, bo przecież wygodnego życia dziecko nie moze zaburzyć. Kto jako nastolatek nie miał pod opieka dziecka niech sie nie wypiwiada. To wielkie obciążenie, stres i nowe miejsce nie pomaga. Wiem co czuła Klaudia, bo znalazłam sie dokładnie w takiej samej sytuacji najpierw jako nastolatka zastępując bratu rodziców, a pare lat pózniej przenosząc sie do obcego miejsca z małym dzieckiem. Różnica polega na tym, ze jestem dorosłym człowiekiem a nie nabuzowana hormonami nastolatka. Ten wpis to krzyk rozgoryczenia. Współczuje dziewczynie. Wina leży po środku, ale marita i ten jej osiłek pokazali swoje „wartości”. Myśle, ze taki wybuch musi być podbudowany ilością sytuacji o których Klaudia nawet nie wspomniała, a szklane domy, które jej obiecała siostra okazały sie być totalna ściema. Niestety gdyby Klaudia była mniej naiwna wiedziałaby jaki tego będzie final i tak naprawdę tym zawiniła – uwierzyła, ze będzie miała czas rozwinąć skrzydła. Okazuje sie, ze Klaudia ma więcej rozumu niż jej starsza siostra. Życie zorganizowane pod młodsza siostrę, praca pod domem. Przy dziecku optymalizuje sie wszystko. Śle najwiecej do powiedzenia maja ci co guzik o tym wiedza. Jak widać z Marita i jej tłukiem na czeke

  33. Matko, nie da się tego wszystkiego czytać.
    Teraz najeżdżacie na Klaudię, że jest niezaradna, że mogła znaleźć lepszą pracę, że mogła się rozwijać w Warszawie itd. Porównujecie Klaudię do Marity, gdy była w jej wieku.
    Ale to jest błąd.
    Klaudia nie mogła się rozwijać, nie mogła myśleć tylko o sobie, bo miała „kulę” u nogi w postaci młodszej siostry. Tak, wiem, jak surowo to brzmi. Ale taka jest prawda.
    Może i mogła znaleźć inną pracę, ale musiała mieć też na uwadze dobro Natalii. Jakby pracowała dalej od miejsca zamieszkania, to Natalia musiałaby po szkole siedzieć sama w domu. A tak w każdym momencie mogła zejść na dół do siostry, do Żabki. Klaudia pracując w tej Żabce była blisko Natalii. Jakby się coś działo to mogłaby szybko zareagować. Ah, no tak, już o tym pewnie nie pomyśleliście.
    Druga kwestia to taka, że Marita nie musiała posyłać Natalki do prywatnej szkoły, za którą płacili 2,5 tysiąca, Mogła spokojnie zapisać ją do publicznej szkoły, blisko domu.
    Po co 10- latka miała się uczyć chińskiego? Czy to było jej naprawdę potrzebne? Ja uważam, że skoro nie było Maritę stać na to, by pomóc siostrom, to bezsensu płaciła tyle za szkołę Natalki. Mogła po prostu opłacać dziewczynom mieszkanie. I już nie wymagać od tej biednej Klaudii dokładania się do opłaty za wynajem.
    Klaudia miała płacić połowę za mieszkanie, utrzymywać siebie i jeszcze Natalię?
    A z jakiej przepraszam racji? Dlaczego 19- latka niedość, że musiała opiekować się tym dzieckiem praktycznie cały czas, to jeszcze ponosić takie koszty?
    Ludzie, naprawdę zastanówcie się. Bo piszecie o Klaudii i o tym, że powinna ona wiedzieć, jak wygląda dorosłe życie. Okej, tak wygląda dorosłe życie. Biorąc odpowiedzialność tylko za siebie, można tym życiem kierować tak, jak się chce. Ale z jednej strony musiała Klaudia stać się matką młodej, utrzymać ją i siebie za 1000 zł w wielkim mieście :), a z drugiej strony miała Maritkę i Danielka, którzy tak mieli jej pomagać, a w rzeczywisości swoją pomoc okazali jedynie na początku. Potem olali sprawę i zostawili Klaudię sama, w obcym mieści na tyle czasu. Bo musieli koniecznie jechać na 3 tygodnie na wakacje.
    I naprawdę, jakby tak chcieli pomóc dziewczynom, to wzięliby Natalię do siebie. Klaudia miałaby większe możliwości, mogłaby sobie wynająć pokój i się rozwijać.
    Myślę, że ta dziewczyna dałaby radę, tak jak jej starsza siostra, szybko się usamodzielnić i znaleźć pracę za przyzwoite pieniadze. Gdy Marita i Daniel mieliby jakieś ważne wyjazdy, kontrakty i po prostu musieliby być poza domem to mogliby przekazać opiekę nad Natalką Klaudii.
    Czy wy po prostu nie rozumiecie, że Marita jako najstarsza siostra powinna przejąć odpowiedzialność nad tą rodziną? A tymczasem ona obarczyła wszystkim Klaudię.
    Może i Marita chciała rzeczywiście pomóc, ale jest zbyt wygodna i zbyt leniwa, żeby zrobić tak jak ja to wcześniej napisałam.
    Wolała iść najłatwiejszą drogą, niby wynająć im mieszkanie, za które i tak będzie kazała się Klaudii dokładać i mieć czyste sumienie, że jest taka świetna oraz wspaniałomyślna.
    W dodatku to, jak Daniel i Marita odzywali się do Klaudii przechodzi ludzkie pojęcie. Nie dziwię się, że Klaudii puściły nerwy, nikt na dłuższą metę nie pozwoliłby sobie na traktowanie jak popychadło.
    Strasznie szkoda mi tej rodziny. Nawet szkoda mi Marity i Daniela. Bo to, na co pracowali dłuższy czas, niestety zostało zniszczone jednego wieczoru.
    Ale mogliby mniej myśleć o sobie, przestać mieć tak wysokie mniemanie o sobie.
    Ja i tak bardzo podziwiam i Maritę i Klaudię.
    Maritę za to, że w tak wczesnym wieku wyszła z domu i jakoś sobie poradziła.
    A Klaudię za to, że pewnie większość swojego życie musi pilnować Natalki oraz matki, która ma problemy z alkoholem. Dla takiej młodej dziewczyny to jest naprawdę koszmar. Myślę, że gdyby ona nie była taka wrażliwa i zaczęła myśleć tylko o sobie to też mogłaby spakować rzeczy z rodzinnego domu i się wynieść. A jednak tego nie zrobi, bo kocha swoją matkę, kocha młodszą siostrę i nie zostawi ich, tak jak zrobiła to Marita oraz nie zajmie się rozwijaniem siebie i swojego życia.
    Takim powinno się być człowiekiem. Klaudia, nie znam Cię, ale ogromny szacun, że tak to ogarniasz. Trzymam serdecznie kciuki za to, żeby mama wyszła z nałogu i zajęła się należycie Natalią. A tobie szczerze życzę, abyś mogła w końcu zająć się sobą i planowaniem swojego lepszego życia.
    Pozdro!

  34. To jest przykład jak sytuacja rodzinna może być trampoliną, albo kulą u nogi. Dla przykładu: Ojciec alkoholik ma dwóch synów: 1 dochodzi do ogromnej fortuny, bo miał ojca alkoholika i wiedział jak nie chce żyć, drugi został alkoholikiem, bo… miał ojca alkoholika… Klaudia wróciła do szamba, bo nie chce z niego wyjść a Marita na siłę jej nie uszczęśliwi skoro gówniara tego nie chce i liczyła tylko na drapane. Jeśli ktoś uważnie przeczytał wpis Klaudii to już po 1/3 tekstu zorientował się, że ma do czynienia z niedojrzałą i niezbyt bystrą osobą. Wątek o przyjeździe ,,Matiego” i pretensje do Marity, że nie zabrała Natalki, żeby ona mogła się zabawić jest tak żałosny, że brak słów… Dziwi mnie, że tak wiele osób nie zrozumiało tego wpisu. Ja Marity nawet nie obserwuje na insta, nie miałam o niej żadnego zdania, ale kiedy przeczytałam wpis jej siostry pomyślałam : ,, Kurcze, nie głupia z niej dziewczyna. Bardzo zaradna.”. Szczególnie, że motywowała siostrę, aby zrobiła CV i poszukała lepszej pracy. Problem tkwił jednak w tym, że ona nie chciała lepszej pracy. Ona w ogóle nie chciała pracy… Cieszę się, że w końcu ktoś opisał tą sytuacje w internecie dokładnie tak jak ja to widzę, bo zaczęłam się zastanawiać czy to cały internet na czele z ,,gwiazdami” jest CHORY czy to ja zwariowałam… podejrzewam, ze większość pseudo gwiazd wie, ze wpis Klaudii nie przedstawia Marity w złym swietle, jednak podchwycili temat by ją zniszczyć. Potracone kontrakty? To jakiś absurd.. niby za co? Za to, że ma siostrę idiotkę? A menadżer, który podkula ogon i zwija interes, gdy pojawia się problem nie jest warty złamanego grosza.

  35. Kurwa jak słysze „pojechała w trasę bo to jej praca…” to mnie kurwa krew zalewa. Ona ma tyle wspólnego z pracą co gimbusy z myśleniem. Nie wybielajcie tej tępej cipy na siłę bo skoro zdecydowała ze tak „wspaniałomyślnie” wyciągnie swoje siostry z zadupia a potem zostawiła młodszą siostre na głowie 20 latki w mieście gdzie życie jest droższe to oznaka ze deynn zamiast mózgu ma powietrze.

  36. Tak, już widzę jak te wszystkie 20 łatki zajmują się 10 latkami po pracy. Jak nie wychodzą ze znajomymi tylko z młodsza siostrą i pomagają jej w lekcjach i jak wszystkie czuja się jak ryba w wodzie w obcym mieście. Jak zamiast spac z chłopakiem w łóżku wolą spac w łóżku z siostrą, bo przecież płacą tylko polowe czynszu, za historie która wymyśliła Marita. Skoro tamta chciała być matką Polką, to powinna stanąć na wysokości żądani a nie oczekiwać ze 20 latka która ma ostro w głowie nagle stanie się odpowiedzialną opiekunką. Serio ludzie, nie wiem jakim cudem wyciągacie takie wnioski.

  37. Okej, wszystko ladnie pięknie tylko po grzyba Marita brała Natalke do Wawy skoro nie zamierzala jej matkowac? Siostra Marita to nie matka ale siostra Klaudia jak najbardziej powinna matkowac małej. Halo! Daniel wyczuł Klaudie od razu, Marita zdawala sobie sprawe ze nie ma dobrych kontaktow z Klaudia, to bylo mega nieodpowiedzialne, pozwolic żyć 10letniej Natalii zludzeniami… Co to znaczy przeroslo? Marita podejmując decyzje o sprowadzeniu Natali do Wawy powinna wziąć na siebie odpowiedzialnosc za Natalke i nie ma tu zmaczenia ze Klaudia sie nie popisala i zawiodla. Ludzie, dziecko to nie mebel. Dla dziecka czlowiek musi sie poświęcić i niestety ZMIENIĆ SWÓJ STYL ŻYCIA.

  38. Okej, wszystko ladnie pięknie tylko po grzyba Marita brała Natalke do Wawy skoro nie zamierzala jej matkowac? Siostra Marita to nie matka ale siostra Klaudia jak najbardziej powinna matkowac małej.Daniel wyczuł Klaudie od razu, Marita zdawala sobie sprawe ze nie ma dobrych kontaktow z Klaudia, to bylo mega nieodpowiedzialne, pozwolic żyć 10letniej Natalii zludzeniami. Co to znaczy przeroslo? Marita podejmując decyzje o sprowadzeniu Natali do Wawy powinna wziąć na siebie odpowiedzialnosc za Natalke i nie ma tu zmaczenia ze Klaudia sie nie popisala i zawiodla. Ludzie, dziecko to nie mebel. Dla dziecka czlowiek musi sie poświęcić i niestety ZMIENIĆ SWÓJ STYL ŻYCIA.

  39. Po grzyba Marita brała Natalke do Wawy skoro nie zamierzala jej matkowac? Siostra Marita to nie matka ale siostra Klaudia jak najbardziej powinna matkowac małej.Daniel wyczuł Klaudie od razu, Marita zdawala sobie sprawe ze nie ma dobrych kontaktow z Klaudia, to bylo nieodpowiedzialne, pozwolic żyć 10letniej Natalii zludzeniami. Marita podejmując decyzje o sprowadzeniu Natali do Wawy powinna wziąć na siebie odpowiedzialnosc za Natalke i nie ma tu zmaczenia ze Klaudia sie nie popisala i zawiodla. Ludzie, dziecko to nie mebel. Dla dziecka czlowiek musi sie poświęcić i niestety ZMIENIĆ SWÓJ STYL ŻYCIA.

  40. Tak i nie. Pominąłeś tu dwie kluczowe informacje, które jakoś niedawno wypłynęły w mediach:
    – Matka dziewczyn była w tym czasie na odwyku
    – Matka nie wiedziała, że Natalia i Klaudia są w Warszawie.
    Czyli, wychodzi na to, że 10-letnia Natalia została pod opieką siostry – Klaudii w tej wsi, z której pochodzą, na czas, gdy ich mama trafiła na odwyk – odwyk odbywa poza domem.

    Tu dopiero pojawia się clue problemu. Marita proponuje pomoce Klaudii i Natalii – wynajmie im mieszkanie w Warszawie, a one się tu przeprowadzą. 10-letnia Natalia zostaje w trakcie roku szkolnego zabrana ze swojej szkoły i swojego środowiska, przez dwie starsze siostry, w związku z odwykiem mamy.

    I teraz pytanie – gdzie był nadzór kuratorski, gdy matkę zabrano na odwyk, a dwie starsze siostry podjęły taką decyzję? Czy matka ma ograniczone prawa rodzicielskie, skoro nie wiedziała o tej całej sytuacji? Na ile obie siostry były gotowe, aby przejąć opiekę nad młodszą i to na takich warunkach? Klaudia nie wygląda – i z resztą trudno jej się dziwić – pojechała do pracy do obcego miasta, najwyraźniej bez jakichkolwiek celów i planów oraz oszczędności, ale z a to z bagażem w postaci małej siostrzyczki pod opieką. Odważna decyzja… Tym niemniej starała się jakoś z tego wyjść i poszła do pracy. Starsza również chciała się wywiązać, ale najwyraźniej wydawało jej się, że opieka nad 10-latką polega głownie na płaceniu za mieszkanie (za co siostra miała jej zwracać i, wychodzi na to, ze w końcu zwracała) i co jakiś czas, gdy jej pasuje, bierze ją do siebie na popołudnie… A gdy Klaudia doszła do wniosku, że ściągnie ze sobą chłopaka, który jej pomoże (2 osoby przy dziecku to jednak lepiej niż jedna, prawda?!), to Deynn doszła do wniosku, że nie będzie płacić za jego mieszkanie i nie wyraziła na to zgody (pytanie czemu? Może powinien po prostu dorzucić się do opłat…?!). Najwyraźniej Klaudia nie chciała prowadzić zaplanowanego przez Deynn życia (how suprising, przecież ta praca w Żabce i opieka nad siostrą to szczyt marzeń każdej 20-latki) a Deynn nie chciała odciążać siostry z obowiązków opiekuńczych na tyle, aby ta w obcym mieście miała szansę poczuć się komfortowo (też trudno jej się dziwić, aczkolwiek znowu pytanie – kto tu jest opiekunem prawnym?!).

    No i ostatnie pytanie – co one planowały zrobić, gdy opiekun prawny wróci z odwyku?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jestem dorosły, a miałem być nieśmiertelny

Skip to entry content

Sylwester 2005: nie jestem dorosły

Jest północ, stoimy na ulicy, śnieg pada nam na twarze, ale nie czujemy jego chłodu. Jesteśmy pijani, młodzi i, od całej minuty, rocznikowo już pełnoletni. Drzemy się w niebo, drzemy się do siebie, drzemy się do wszystkiego. Jest zajebiście. Pijemy szampana i oblewamy nim ziemię, jakbyśmy oblewali cały świat. Bo cały świat jest nasz.

W naszych głowach rzeczywistość nie ma granic. Nie ma rzeczy, których nie możemy zrobić, nie ma miejsc, do których nie moglibyśmy pójść, nie ma pomysłów, których nie moglibyśmy zrealizować. Przyszłość to pusty zeszyt w linie, a my mamy od chuja długopisów.

– Jak będę miał syna,wiecie, kiedyś – zaczyna mówić M. z grubą warstwą mgły na oczach – to jak go lekarz już wyciągnie i klepnie w tyłek, to nabiję szkło z czyściocha i chuchnę mu w twarz.

– Żeby się zbakał? –upewniam się, czy przypadkiem nie połączyłem trzech różnych myśli, swojej, M. i kogoś z 50 osób, które nas otaczają, w jedną.

– Nooo! I to będzie pierwsze dziecko na świecie, które po porodzie będzie się śmiać, a nie płakać! – potwierdza M.

– Łooo, grubo! – klepie go po plecach R., wyciąga mu z ręki zieloną butelkę, bierze łyka i zaczyna tańczyć zataczając łuki rękami, z balkonu nad nami ktoś puścił „Stopione słońce” Natural Mystic – Jak kiedyś umrę, to to poleci na moim pogrzebie! –przekrzykuje petardy, race i strzelające korki.

Kiedyś. Kiedyś mój przyjaciel ma odurzać swoje nowonarodzone dziecko marihuaną, kiedyś mój przyjaciel ma zostać zakopany pod ziemią przy akompaniamencie polskiego reggae. „Kiedyś” ma nigdy nie nadejść, bo cały czas jest „teraz”, bo „kiedyś” jest osadzone w dorosłości. A my nie jesteśmy dorośli. I nie zamierzamy być.

Wakacje 2006: nie jestem nieśmiertelny

 

Pracuję w największej fabryce w mieście, a może nawet i w całym regionie, i maluję lakierem deski, żeby zarobić na wyjazd do Zakopanego. Z kumplami. Na tygodniową najebkę. Żar leje się z nieba, pot ze mnie. Odór z miksu ludzkich wydzielin i parującego kleju na hali produkcyjnej kłuje w nozdrza jeszcze mocniej niż na co dzień. Cieszę się, że  mogę pracować na zewnątrz.

W myślach liczę minuty, które zostały do końca dniówki i pieniądze, które, po odliczeniu biletów na pociąg, zostaną na imprezowanie. Wybija 16:00, podmywam pachy, chowam robocze ciuchy do plecaka i idę na autobus do domu.

Leżę na kanapie i gapię się w telewizor, czuję się jakoś dziwnie, słabo mi, próbuję wstać, zataczam się. Jakbym był pijany. Tylko, że nic nie piłem. Mama dotyka mojego czoła i każe mi zmierzyć temperaturę, termometr pokazuje jakieś 40 stopni. Jedziemy do szpitala.

W izbie przyjęć dowiaduję się, że dostałem udaru słonecznego, bo spędziłem 8 godzin na otwartym słońcu bez czapki, i że zatrułem się oparami z farby. Bo je wdychałem.

– To znaczy, że muszę zostać w szpitalu? – dopytuję, bo nie wierzę. Mam 18 lat, to nie jest wiek, w którym idziesz do szpitala, gdy coś Cię boli. W tym wieku jesteś z tytanu, niezniszczalny, jak złamiesz nogę, to pijesz browara, idziesz spać i na drugi dzień jest zrośnięta. W ostateczności łykasz APAP, ale nie idziesz, kurwa, do szpitala.

– Musi, to na Rusi, w Polsce jak kto chce – odpowiada gość w już dawno nie białym, przepoconym kitlu, nie odrywając wzroku, ani długopisu od kartki z moim imieniem i nazwiskiem – ale jak już jesteś, to szkoda, żeby za godzinę karetka specjalnie po ciebie jechała – dodaje podając popisany świstek.

Kolejne dwa tygodnie spędzam w pożółkłej sali bez zasłon z mężczyznami po wylewach i zawałach. Są starzy, bo dużo starsi ode mnie, ich ciała są rozlanymi galaretami, twarze napęczniałymi kiełbasami, penisy wysuszonymi ogórkami. Te ostatnie widzę, gdy są przewijani, bo ich stan nie pozwala im na sikanie w toalecie. Sranie zresztą też nie. W nocy nie mogę spać, słucham ich sapania, kaszlu, walki z demonami.

Ostatniej nocy, pół doby przed moim wypisem, ten na łóżku naprzeciwko mnie umiera. Jakieś trzy metry ode mnie. Ten sam lekarz, którego pytałem, czy muszę tu być, przychodzi stwierdzić zgon. Wywożą go. Przestaję być nieśmiertelny.

Początek lipca 2017: to już?

Mam na sobie garnitur. Czarną marynarkę, która dopina się na mnie na styk, a jeszcze jakiś czas temu była luźna, i czarne spodnie, które nie są od kompletu, bo do tych, które były od kompletu, to mogę się teraz tylko pomodlić o lepszą przemianę materii, ale na pewno nie zmieścić. Mam na sobie ten garnitur, koszulę i buty z Ryłko i cieszę się, że to tylko na chwilę, że to nie na co dzień.

– Obrączki – mówi kobieta z orłem zawieszonym na szyi. Wstaję, wyciągam kwadratowe pudełko z kieszeni i podaję.

Z P. znamy się od podstawówki, dokładnie od czwartej klasy. Od czasów kiedy procesory w komputerach taktowane były w megahercach, a telefony komórkowe służyły do dzwonienia, smsowania i gry w węża. Od bardzo dawna. Jeszcze wczoraj jadłem u jego babci podgrzewaną w mikrofali pizzę Riggę z szynką. Jeszcze kilka dni temu moja babcia pytała go, czy nie chce zalewajki. Jeszcze pamiętam jak po wuefie zrzucaliśmy się po 35 groszy na oranżadę w budce za szkołą, jak strącaliśmy śnieżkami sople z dachów.

– Jakie nazwisko będą nosić państwa dzieci? –urzędniczka pyta patrząc na P., a potem na [dziwnie mi z tym, to słowo jest strasznie obce w odniesieniu do ludzi, z którymi siedziałem w ławce i odrabiałem lekcje, nie pasuje do nich] jego żonę.

– Łączone – odpowiadają razem. Kobieta z trwałą kończy ceremonię. Ogłasza ich mężem i żoną.

To już?

Koniec lipca 2017: to już

Kończę ostatnie poprawki, chucham na tę powieść jakby była noworodkiem i mam tyle rzeczy do ogarnięcia przed wydaniem, że ze stresu nie mogę spać, ale i tak nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie tu dziś nie być. Dziś powinni być wszyscy. Jest sporo osób, nie wiem dokładnie ile, ale naprawdę sporo, ledwo mieszczą się przed kaplicą. Większości nie widziałem od matury. 10 lat. Wszyscy na czarno. Niektórych poznaję dopiero, gdy się przyjrzę, niektórzy są jak wycięci ze szkolnej fotografii, może z dwie zmarszczki im przybyły.

Patrzę się w sznurowadła tych samych butów z Rykło, w których trzy tygodnie temu wznosiłem toast za parę młodą, i zastanawiam jak to się stało. To nie tak miało być, nie powinniśmy się spotykać, nie w takich okolicznościach. Nie mamy jeszcze nawet 30 lat. Wciąż, na zewnątrz nie, ale w środku, głęboko, jesteśmy tymi dzieciakami, które tańczyły na ulicy z ruskim szampanem w dłoni. Dzieciakami traktującymi życie jak grę, którą można zasave’ować i zacząć od checkpointa, gdy coś pójdzie nie tak. To jest przecież za wcześnie. Za wcześnie o dekady, o całą jebaną wieczność, to w ogóle nie powinno mieć miejsca, przecież cały czas jest „teraz”, a nie „kiedyś”.

Gość prowadzący ceremonię mówi coś co ma uśmierzyć bólu, być szwami, taśmą klejącą, która owinie poszatkowane mięso i nie pozwoli mu się rozlecieć, pomoże się zrosnąć. Nie działa. Nie wiem jak u innych, bo ich nie widzę, deszcz na powiekach rozmywa mi otoczenie, kapie na dłonie, na czarne spodnie do garnituru nie od kompletu, na buty. Gadanie nie działa. Mieliśmy w tym zeszycie w linie narysować graffiti, projekt wrzutu na 10 pięter, mural jakiś, a R. odrysował w nim swoje kontury.

Zostaje nas już tylko kilku, stoimy w ciszy w jednej linii, patrzymy jak czterech spoconych chłopa bez koszulek podnosi płytę nagrobną i wstawia do środka urnę. G. wyciąga telefon i puszcza Natural Mistic. „Stopione słońce”.

Kurwa, to już.

---> SKOMENTUJ

11 błędów w Twoim CV, przez które nie możesz dostać pracy

Skip to entry content

wpis jest wynikiem współpracy z drukarnią internetową Chroma

Opowiadałem Wam, że zanim zająłem się blogowaniem pracowałem w kilkunastu różnych miejscach? Chłopiec na posyłki w fabryce, osiedlowy roznosiciel ulotek, sprzedawca gazet nad morzem, kelner w Dominium, układacz  ciuchów w Housie, przygotowywacz jedzenia w McDonald’s, fotograf w biurze nieruchomości, jakieś dziesięć innych zajęć pod drodze, i w końcu copywriter w agencji reklamowej.

Żeby biegać sobie po plaży w Niechorzu z plecakiem wypełnionym Gazetą Wyborczą, wystarczyło po prostu pojechać do ich ówczesnego biura na Sokolskiej w Katowicach i powiedzieć, że ma się taką fantazję. Żeby dostać się na praktyki do Onetu, a potem na płatny staż do Interii trzeba było jednak zrobić coś więcej. To enigmatyczne „więcej” materializowało się w postaci dobrego CV. Niby banał, ale ile zależy od dobrze napisanego i przyjaźnie zaprezentowanego życiorysu, przekonałem się dopiero wtedy, kiedy to ja byłem po drugiej stronie biurka na rozmowie rekrutacyjnej. I dostawałem na swoją skrzynkę mailową wypadki przy pracy, które powinny zostać wysłane do PZU jako materiał dowodowy przy podaniu o rentę, a nie dokumenty aplikacyjne na stanowisko wymagające myślenia.

Przechodząc do konkretów: oto najczęstsze błędy w CV, przez które Twoja aplikacja może zostać odrzucona.

1. CV w formacie *.QTAZ

Możesz być nieślubnym dzieckiem Steve’a Jobsa i Stephena Hawkinga z ogarnianiem wielozadaniowości na poziomie matki trójki dzieci, ale jeśli wysyłasz curriculum vitae w formacie, który jesteś w stanie otworzyć tylko Ty, to zgadnij co. Nikt się o tym nie dowie. Nie wszystkie firmy mają najnowszego Worda, nie wszystkie firmy – często z powodów bezpieczeństwa – mogą otwierać niszowe rozszerzenia plików, ale wszystkie mogą wyświetlić dokument przesłany w PDFie. Pilnuj Dobrego Formatu – PDF.

2. Co wiersz inny rodzaj fontu, ramki i podkreślenia

Poza kilkoma procent zawodów, w których naprawdę istotna jest kreatywność, dużo bardziej liczy się coś innego – sumienność. I to, czy Twoje CV da się przeczytać bez ataku epilepsji. I bardziej niż na wodotryskach i milionach wyróżników treści, osobom filtrującym aplikacje zależy na czytelności. Żeby mogły dotrzeć do istotnych informacji bez półgodzinnego studiowania legendy oznaczeń.

3. Plik podpisany „CV”

Albo bardziej finezyjnie – „curriculum vitae”.

Przy rekrutacji na półroczne praktyki z konserwacji powierzchni płaskich dostaje się po kilkanaście zgłoszeń. Na stanowisko, gdzie płacą miską ryżu, kilkadziesiąt. Teraz wyobraź sobie, że to Ty jesteś tym kimś, kto ma wybrać człowieka do obsługi ekspresu w kantynie i dostałeś osiem zgłoszeń podpisanych identycznym akronimem „CV”. Będziesz się męczył z edycją nazwy pliku, żeby przepisać tam ich nazwiska i móc się połapać czyje jest czyje, czy wciśniesz CTRL + A, a potem DELETE?

No właśnie.

4. Pisanie, że jesteś „kreatywny i komunikatywny”

Rekruterzy widząc tę formułkę dostają alergii III stopnia i lądują na OIOMie, czekając na domięśniowe podanie odczulaczy. Za każdym razem, kiedy przeklejasz z gotowca jakiś banał typu „znajomość pakietu MS Office i środowiska Windows 98” umiera jedna osoba z działu HR. Powstrzymaj się od używania tego typu oklepanych frazesów, bo nie będzie miał kto odpowiedzieć na Twoje zgłoszenie, a lekarze znów będą strajkować z nadmiaru pacjentów.

5. Przejawy gimbusiarstwa

Nie uwierzyłbym, że ludzie to robią, jeśli nie byłbym tego naocznym świadkiem.

Wklejanie do curriculum vitae zdjęcia z plażingu w Mielnie albo imprezy na działce, to naprawdę nie jest coś, co pomaga dostać pracę, która polega na używaniu mózgu, a nie ciała. Podobnie jak podawanie w danych kontaktowych maila z początkiem „weedlover” albo „sweetkocia” w domenie „buziaczek.pl”. Bądź pro, poświęć te 30 sekund na założenie maila imię.nazwisko@gmail.com i kwadrans na zrobienie sobie zdjęcia w koszuli na tle białej ściany.

6. Opis stanowiska: praca biurowa

Gdy kupujesz telefon chcesz wiedzieć ile trzyma bateria i jakiej rozdzielczość ma aprat, tak? Podobnie z komputerem, samochodem i masażerem osobistym, zgadza się? Nie wystarczy Ci informacja, że „jest sporych rozmiarów” i „wystarczy na dłuższe spotkanie”, bo dla każdego „sporo” i „długo” znaczy co innego, a Ty chcesz wiedzieć konkretnie: ile?

Z opisywaniem swojej dotychczasowej kariery jest dokładnie tak samo. Przyszłemu pracodawcy nic nie mówi, że „wykonywałeś zadania biurowe” albo „pracowałeś z komputerem”. Chce wiedzieć jakie dokładnie były Twoje obowiązki – czy byłeś przyciskiem do papieru, czy osobą odpisującą na zapytania ofertowe klientów.

Konkret, konkret, konkret.

7. Wpisywanie hobby, tylko po to, żeby wpisać

Jeśli w rubryce „zainteresowania” wpisujesz „muzyka”, bo jadąc samochodem lubisz sobie włączyć Eskę, to lepiej pozostaw to pole puste, bo w trakcie rozmowy błyskawicznie wyjdzie, że to wcale nie jest Twoją pasją. Jeśli faktycznie chcesz się pochwalić swoimi zainteresowaniami wpisz szczegółowo – „kuchnia wschodnioazjatycka”, a nie „gotowanie”. Jednak zdradzę Ci pewną tajemnicę: w większości branż ważniejsze od tego, co robisz po pracy, jest ważniejsze to, co robisz w pracy. I nic się nie stanie, jeśli wywalisz sekcję „hobby”.

8. Nieistniejące miejsca pracy i stanowiska

Innymi słowy – fałszywe wpisy w curriculum vitae, żeby podnieść jego atrakcyjność.

Ja wiem, że początki są najtrudniejsze i ruszanie z miejsca z niczym jest na maksa zniechęcające, ale nie ma innej drogi. Jeśli nie jesteś zawodowym aktorem – a jestem pewien, że nie jesteś, bo gdybyś był, nie czytałbyś tego wpisu – to na rozmowie rekrutacyjnej nie zagrasz kogoś, kto pełnił kierownicze stanowisko, bo nie będziesz nawet wiedział z jakimi obowiązkami wiąże się tego typu funkcja. I kłamstwo wyjdzie szybciej, niż gdy miałeś 5 lat i próbowałeś przekonać mamę, że to nie Ty zostawiłeś błoto w przedpokoju. Przekreślając tym samym Twoje szanse na jakąkolwiek pracę w tej firmie.

Żeby nie było, testowane empirycznie. Jedno i drugie.

9. Nikogo nie interesuje, gdzie chodziłeś do podstawówki

„Mniej znaczy więcej”, jak to mawiają sportowe świry na redukcji, więc warto się zastanowić, czy wszystkie informacje, które umieściliśmy w naszym zawodowym życiorysie są potrzebne. Wykształcenie poniżej średniego, stan cywilny, czy dyplom z osiedlowej biblioteki za wypożyczenie największej liczby książek w lutym, nie jest tym przez co rekruterzy lubią przebijać się najbardziej.

Upewnij się, że nie przepompowałeś swojej aplikacji zbędną treścią.

10. To samo CV na kelnera, menagera i copywritera

Większość osób, które szuka pracy, rozważa różne możliwości, branże i stanowiska. I na każde z nich wysyła jedno i to samo CV. A to naprawdę nie jest tak, że te same informacje, które pomogłyby Ci zdobyć posadę pracownika działu kadr, pomogą Ci też zostać przedstawicielem handlowym. Wręcz przeciwnie.

11. Grzegrz Nowwak

Wiesz co jest gorsze, niż przebijanie się przez setkę plików podpisanych „CV” w czterdziestu wersjach Worda, podczas, gdy Ty masz OpenOfice’a? Literówki w danych kontaktowych. Znajdujesz w końcu tą jedną, jedyną osobę, która spełnia wymagania podane w ogłoszeniu – i nie wysłała swojej cefałki na Senior Executive Officera, gdy jej doświadczenie to „barman, barman, barman, barman, pomoc barmańska” – i nie możesz się do niej dodzwonić, bo podając swój numer telefonu wcisnęła „0” zamiast ”9”.

***

Warto swój numer telefonu i adres e-mail sprawdzić więcej niż raz zwłaszcza wysyłając swoje zgłoszenie do Najpozytywniejszej Pracy Świata. Internetowa drukarnia Chroma szuka pracownika do działu kontroli jakości, oferując 1 miesiąc pracy, 11 miesięcy urlopu i 60 000 złotych wynagrodzenia. Zbyt piękne, żeby było prawdziwe? Dobra, powiem od razu, że jest jeden mały haczyk: żeby dostać taką fuchę życia, trzeba spełnić bardzo restrykcyjne wymagania.

Kwalifikacje, którymi musi się charakteryzować kandydat to:
– duże doświadczenie w byciu pozytywnym
– energia i dobry humor
– dyspozycyjność przez miesiąc
– znajomość słowa TAK w 11 językach

I do tego jeszcze to skomplikowane zadanie rekrutacyjne wyrwane na żywca z wnętrzności korporacyjnej machiny: „Przedstaw się jako najbardziej pozytywna osoba na świecie. Dołącz zdjęcie lub video, na którym jesteś na TAK!”.

Mimo tych nieludzkich wymogów, sam chętnie podjąłbym rękawicę i wysłał swoje zgłoszenie, ale nie mogę, bo biorę udział w akcji promującej tę rekrutację, więc pozostaje mi tylko zachęcić Cię, żebyś Ty to zrobił, a potem mi opowiedział jak było.

---> SKOMENTUJ

8 typów ludzi, których warto usunąć ze znajomych na Facebooku

Skip to entry content

Zwykło się mówić, że internet to wirtualna rzeczywistość, sugerując, że to co się w nim dzieje, nie jest prawdziwe. Pod koniec lat 90-tych, przynajmniej w Polsce, sieć faktycznie była ciekawostką, którą mało kto traktował serio. Modemy brzmiące jak spieprzone radio i czas ładowania pojedynczej strony trwający tyle, co reklamy na TVNie. Dzisiejsza codzienność nie ma już nic wspólnego z ówczesnym przywożeniem internetu taczkami i czekaniem na tańszy transfer jak na deszcz w Ugandzie.

Dziś sieć jest wszędzie, dla wszystkich, i jeśli kogoś w niej nie ma, to znaczy, że nie istnieje. A świat, w którym emocje wyrażasz za pomocą żółtej buźki, ma taki sam wpływ na Twoje życie, jak ten w którym musisz napiąć mięśnie mimiczne, żeby pokazać, że się śmiejesz. Jeśli nie większy.

Według badań przeprowadzonych przez portal AdWeek.com, przeciętny człowiek – czyli średnia z cyfrowego analfabety i komputerowego ćpuna – spędza codziennie na Facebooku 35 minut. W sumie, we wszystkich mediach społecznościowych, ponad 2 godziny. To ponad 30 dni rocznie. Miesiąc. Wątpię, żeby ktokolwiek z czytających, kto zakończył już edukację, spędzał tyle czasu w ciągu roku ze swoim przyjacielem. Albo rodzicami.

Tak jak w świecie namacalnym selekcjonujesz ludzi, którym poświęcasz bezpowrotnie mijające minuty, tak w świecie cyfrowym, powinieneś robić dokładnie to samo. I nie czytać na swojej tablicy, budzących w Tobie negatywne emocje, wypocin człowieka, z którym dwa razy w życiu jechałeś autobusem. Zresztą, takiego z którym przez całe wojsko spałeś na jednej pryczy też nie. Nikogo, kto najzwyczajniej w świecie Cię wkurwia.

Życie jest za krótkie, żeby oglądać polskie komedie romantyczne i mieć kontakt z ludźmi, którzy źle na Ciebie wpływają. Dlatego, jeśli nie z rzeczywistości, to powinieneś ich usunąć, chociaż ze znajomych na Facebooku.

Kogo konkretnie?

Konkursowicz – dzień bez żebrania o głosy w konkursie, w którym może wygrać pół kostki margaryny i zestaw ołówków z IKEA, to dzień stracony. Nie złoży Ci życzeń na urodziny, ale przypomni, że potrzebuje jeszcze tylko 3278 klików, żeby przejść do kolejnego etapu. Czytając wiadomości od niego masz wrażenie, że pomyliłeś Messengera z pocztą na O2, brakuje tylko nagłówków „Większy penis już w 24h!”, ale ilość spamu się zgadza.

Policja językowa – szybkie pytanie: co robisz, gdy widzisz, że Twojej kumpeli poszło oczko w rajstopach? Opcja A: mówisz jej na ucho, że ma nogi jak stąd do raju podatkowego, ale coś nie halo z jej rajtkami? Opcja B: drzesz się na całe pomieszczenie, tak żeby wszyscy w zasięgu Twoich strun głosowych zwrócili uwagę, że Olka ma dziurę w ubraniu?

Jeśli komuś faktycznie zależy, żeby pomóc Ci w niepopełnianiu błędów, a nie tylko na tym, żeby zdobyć poklask za wyciągnięcie wpadki, zwróci Ci uwagę prywatnie. Nie publicznie. Innymi słowy, jeśli ktoś notorycznie poprawia Cię pod statusami na Facebooku, a nie pisze Ci o pomyłce na Messengerze, to wcale nie zależy mu na Twojej poprawności językowej. Zależy mu na lajkach pod jego uwagami.

Oznaczarka – taguje częściej niż początkujący graficiarz. Znajdujesz swoje imię i nazwisko na losowych grafikach, śmiesznych filmikach i statusach tekstowych, które mają tyle z Tobą wspólnego, co pierogi ruskie z Rosją.

Czarna dziura – myślisz, że miałeś ciężki dzień? Gówno wiesz, on miał cięższy. Wczoraj, dzisiaj i jutro. Zawsze. Świat jest zły, życie niesprawiedliwe, w rządzie są sami złodzieje, a kanapki spadają masłem do dołu. Zima jest za zimna, lato za gorące, woda za mokra, a zupa za słona. Co konkretnie dzieje się w jego życiu, że 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu jest wulkanem negatywnej energii? Nie pytaj, i tak nie rozumiesz.

Nikt nie zrozumie, bo nikt nie ma tak ciężko jak on. Dlatego podaruj sobie jego aktywność na swojej tablicy, zanim ten ciężar pociągnie Cię za sobą na dno dobrego samopoczucia.

Mistrz marketingu – ostatni raz rozmawialiście w 1410, co nie przeszkadza mu osiem razy w tygodniu wysyłać Ci zaproszeń na imprezy w klubie, w którym pracuje. Nie zależy mu na Waszej znajomości, tylko na +1 przy liczbie osób w wydarzeniu. Gdyby ktoś Ci płacił złotówkę za każdym razem kiedy musisz odklikać „nie jestem zainteresowany”, to dzisiaj miałbyś pół kawalerki na Ruczaju.

Tajny agent – nigdy nie daje „lubię to”, gdy zmieniasz profilówkę, nie udostępnia Twoich próśb o udostępnienie, gdy szukasz dla matki dawcy szpiku kostnego, ani nie komentuje, gdy pytasz, czy Twój drugi syn powinien mieć na imię „Alojzy”, czy „Leopold”, bo „Brajan” poszło już dla pierworodnego. Już dawno pomyślałbyś, że nie żyje, a przynajmniej, że Cię nie obserwuje, gdyby nie jeden szczegół.

Wystarczy, że napiszesz „rok świetlny” w kontekście miary czasu, a nie odległości i już tajny agent wychodzi z ukrycia, aby Cię poprawić. I tak za każdym razem, gdy tylko ma szansę publicznie udowodnić, że się mylisz. To jego życiowa misja. Gdybyś dostał się na listę „Wprostu” nawet nie dałby kciuka w górę, ale gdy tylko może się przyjebać, nigdy nie marnuje okazji.

Homofob-seksista – chciałem napisać „wyznawca PiSu”, ale zdałem sobie sprawę, że osobom niezadeklarowanym politycznie, też zdarza się uważać, że kobiety i geje to podludzie. I tym pierwszym powinno odebrać się możliwość decydowania o sobie, a tych drugich warto byłoby ukamienować. Żeby przypadkiem, przez podanie ręki, nie zarazili swoją chorobą turbo samców alfa. Jedna rasa, męska rasa.

W rozmowie przez sieć nie przekonasz takiego, że kobieta umiejętności gotowania nie wysysa z mlekiem matki, a homoseksualizm jest częścią natury. Stracisz tylko nerwy i czas.

Jeden z dziesięciu – ma odpowiedzi na wszystkie pytania. Również te, których nie zadałeś.

Wrzuciłeś zdjęcie z suto zastawionym stołem? Zaraz poznasz skład chemiczny wszystkich produktów, które się na nim znajdują. Sugestie, czego absolutnie nie powinieneś już nigdy więcej jeść – gratis. Oznaczyłeś się w drodze na Filipiny? Malaria, kiła, mogiła i drogo. Bagry lepsze. Straciłeś telefon i oko w dniu meczu Wisły z Cracovią? Trzeba było nie wychodzić z domu, najwyraźniej sam prosiłeś się o problemy. Chcesz kupić nowego iPhone’a? Bez sensu, lepiej Alcatela. Albo poczekać 15 lat, aż stanieje.

***

Jim Rohn – amerykański przedsiębiorca – powiedział kiedyś, że „każdy z nas jest wypadkową 5 osób, z którymi spędza najwięcej czasu”. W dobie mediów społecznościowych i permanentnego życia w sieci, można by tę cyfrę podnieść do potęgi i powiedzieć, że „każdy z nas jest wypadkową 25 osób, z którymi ma najwięcej interakcji na Facebooku”.

Warto zadbać o to, by nie być wypadkową złości, irytacji i złych intencji.

---> SKOMENTUJ