Close
Close

Jak przetrwać majówkę w mieście?

Skip to entry content

Świat Cię nie kocha i gdy szukałeś wolnego miejsca parkingowego, Bóg na szybko porozdawał talony na wolną majówkę kolegom z wojska? I teraz kisisz w betonowym klocu przed kompem, gdy wszyscy Twoi znajomi wrzucają zdjęcia z piwkiem i kiełbą na leżaczku? Spoko, mam tak samo. To znaczy, mam zupełnie inaczej, bo jestem blogerem i mam jeden niekończący się urlop, ale nie chciałem żebyś czuł się sam.

Jak przetrwać majówkę w mieście? Łatwiej niż podróż InterRegio bez korzystania z toalety.

1. Zrób zapasy. Co prawda dziś 1 maja i wszystkie sklepy pozamykane, więc poległeś na starcie i będziesz jeść tynk ze ściany z Wasą, ale zapisz to sobie na przyszły rok.

2. Wyłącz Facebooka. Serio. Zablokuj na przeglądarce i odinstaluj apkę. Za każdym razem kiedy nie widzisz, co mógłbyś robić, gdybyś nie przegrał życia, poziom frustracji spada o 3 wybite okna.

3. Załatw sobie L4. Albo chociaż pracę z domu. Brak wyciągania przepustki przy wejściu do biurowca, to brak łez, gdy orientujesz się, ze nawet Pan Kanapka ma urlop.

4. Wytnij przyjaciół z kartonu. A potem pokoloruj i ubierz. Możesz z nimi jeździć samochodem, zrobić piknik na działce albo zalać się w trupa oglądając powtórki „Na wspólnej”. Co prawda, nie pomogą Ci rozpalić grilla, ani nie zrzucą się na flaszkę, ale w końcu masz kogoś, kto faktycznie Cię słucha i nie przerywa.

5. Zamów jedzenie na dowóz. Fakt, że ktoś oprócz Ciebie jednak pracuje w taką pogodę i to bez klimatyzacji, powinien poprawić Ci samopoczucie.

6. Unikaj parków i centrum miasta. Niedopite Sebixy z podpitymi Andżelami na spacerkach z Brajankami mogą zcustomizować Ci t-shirt topniejącym lodem. Albo pomylić Cię z tacką do gofra i przejść Ci po głowie.

7. Wypłać 500zł z bankomatu. Zrób sobie z nich okład na twarz, zimny kompres albo opraw w ramkę. Minimum tyle kosztowałaby Cię majówka za miastem, a teraz możesz iść z nimi nad rzekę i zostać najlepszymi przyjaciółmi.

Mam nadzieję, że pomogłem.

zdjęcie w nagłówku pochodzi z teledysku „Survivor” Destiny’s Child
(niżej jest kolejny tekst)

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Taconafide – ten moment, kiedy rozbijasz bank i ludzie dostają pierdolca

Skip to entry content

Jeśli wchodzisz na Youtube, to widzisz, że od 16 marca nie ma dnia, żeby na karcie na czasie nie było jakiegoś numeru Taconafide. Jeśli używasz Spotify, to wiesz, że na liście przebojów „Polska Top 50” pierwszych 15 pozycji, to kawałki z „Somy”. Byłoby więcej, ale płyta ma tylko 15 utworów. Jeśli ostatni miesiąc spędziłeś pod kamieniem, ewentualnie żyjesz w średniowieczu i nie masz internetu, to szybkie streszczenie.

Taconafide = Taco Hemingway + Quebonafide

Quebonafide = w tym momencie najpopularniejszy raper w Polsce, który przeszedł drogę od nikogo znikąd do autora platynowych płyt

Taco Hemingway = ten koleś od piosenek o Warszawie, który solowym koncertem wyprzedał Torwar

„Soma” = wspólna płyta jednego i drugiego

„Soma” + internet = broń masowego rażenia

„Szok, w milionera z kundla w rok”

To jaki sukces osiągnęli panowie na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy osobno, to się na kalkulatorze na mieści. Dzikie wyświetlenia, dzika sprzedaż płyt, dzikie rzesze fanów. Teledysk na Madagaskarze, koncert na wcześniej wspomnianym Torwarze, billboard na najwyższym budynku w centrum stolicy, pielgrzymki słuchaczy pod domem. Cytując jeden z ich singli „to już movement, a nie muzyka”. Gdyby Beatlesi byli z Polski i chodzili w dresach, to mielibyśmy nowych Beatlesów.

Co mogło wyjść z połączenia ich mocy? Kapitan Planeta? Napad na bank bez kominiarek? Głos pokolenia? Na pewno tęczowa fala miłości od fanów i burzowe gównobicie od antyfanów.

Ci drudzy rzucają kałem na lewo i prawo, wymieniając pozycje z czarnej listy zarzutów, która zaczyna się na skoku na kasę i kończy na skoku na kasę. Przy okazji przylepiając duetowi łatki „dla gimbusów”, „to nie jest prawdziwy rap” i „nie da się tego słuchać”. Gdyby to były głosy anonimowych cebulaków, nawet bym nie przerywał układania jedzenia w lodówce według dat ważności, ale gdy takie bąki puszczają osoby siedzące w popkulturze oboma pośladkami, to te serki homogenizowane muszą poczekać.

To po kolei.

Dla pieniędzy?

KAŻDA płyta Taco Hemingwaya jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. KAŻDA płyta Quebonafide jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube. Płyta Taconafide wyszła w piątek. I jest dostępna ZA DARMO na Spotify i YouTube.

Dla pieniędzy?

Gdy idę do restauracji na pizzę, nie pytam kucharza, czy śpi z drożdżami pod poduszką, śpiewa ody do mozzarelli pod prysznicem i ma wytatuowany przepis na ciasto na przegubach. Nie interesuje mnie, czy od piaskownicy marzył o kręceniu placków, czy robi to wyłącznie dlatego, że średnio jara go spanie na dworcu. Obchodzi mnie wyłącznie to, czy smakuje mi jego pizza. Motywację mam pod kością ogonową.

Taco i Quebo zrobili taki krążek, że zamówiłem dokładkę.

Dla pieniędzy?

Nie, kurwa, dla ginących gatunków zwierząt. Kultura, rozrywka, sztuka powinna powstawać wyłącznie z wewnętrznej potrzeby zmarnowania sobie życia na byciu twórcą. Dlatego Nolan reżyseruje filmy za dobre słowo, Penderecki gra koncerty co łaska, a Stephen King pisze książki, bo to oryginalny sposób na zniszczenie kręgosłupa. Ile czasu spędzasz z czyjąś tabelką w Excelu, a ile z ulubionym kawałkiem? Mimo to, nie piszesz do ludzi pracujących w korpo, że powinni uzupełniać arkusze z pasji, a nie dla pieniędzy.

Dla gimbusów?

Pomijając, że nie wiem, co złego jest w posiadaniu młodych odbiorców…

Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń

Chcieli nowy trójkąt z Taco, to nie quesadilla

Wsadzę swoich w pierwszą klasę jak Rudolf Kastner
i wybuduję nowy świat no bo, suko, stać mnie

Trudno topić smutki jak się nauczyły pływać
tak rozbita, bo zrobiłaś sobie w moim sercu biwak,
ale nie maż się dziewczyno, namalujesz to jak Frida,
chociaż obraz siebie, który zostawiłem może się rozmywać

…to osobiście złożyłbym petycję o przywrócenie gimnazjów, gdyby dzieciaki rozumiały wersy o takim poziomie skomplikowania.

Nie da się tego słuchać?

Też nie jestem fanem auto-tune’a, też wolałbym mniej smętów o tym, kto się rozstał z dziewczyną i też męczą mnie gadki o kasie z natężeniem 100euro/minutę, ale ta płyta to jest światowym poziom. Przede wszystkim pod kątem brzmienia i tego jak to płynie. I gdyby chłopaki rapowali po angielsku, to nikt by się nawet nie zająknął, tylko chłodził przy tym łokcie w golfie dwójce.

To nie jest rap?

No z pewnością nie ten z ’98. Jakiś czas temu już wyszliśmy z jaskiń i okazało się, że bez sylabizowania przez zęby i jebania policji w każdej zwrotce, też da się rapować po polsku. Quebonafide nagrał 10 płyt, z czego 4 w zeszłym roku, zapraszając na nie zarówno królów polskiego podziemia, jak i KRS One’a. Myślę, że na 11-tej naprawdę nie musi udowadniać swojej wartości typom, którzy dzień zaczynają od opalania fifki i technicznie zatrzymali się na rymowaniu czasowników.

Soma

Soma – napój rytualny, opisywany w Wedach, sporządzany z soku rośliny o nazwie soma. Działał oszałamiająco oraz wzmagał wewnętrzny żar. Dawał moc dokonywania wielkich przedsięwzięć poprzez zwiększenie możliwości manasu, jednego ze składników psychiki ludzkiej w ujęciu religii wedyjskiej.

Tak nazywa się płyta Taconafide i taki też wywołuje efekt wśród słuchaczy. Gratuluję Panowie, dobra robota!

Przy okazji, napisałem pierwszą w Polsce powieść o hip-hopie, ukazującą drogę od zera do bożyszcza nastolatków. Więcej na jej temat dowiesz się na oficjalnej stronie – www. Lunatycy.com – lub w poniższym filmie.

Co zrobić, żeby przestać przejmować się opinią innych?

Skip to entry content

przestań przejmować się opinią innych

bądź sobą

nie słuchaj gadania ludzi

kieruj się swoim wewnętrznym głosem

rób na co masz ochotę

żyj w zgodzie z sobą

Gdyby za każdym razem, kiedy pada jedno z tych haseł powstawał metr autostrady, to od dawna mielibyśmy dwupasmówkę do Jemenu. Nie żebym podważał zasadność tych złotych myśli. Są super. No, może poza „bądź sobą”, bo jak się nie wie, kto to jest ten cały „ja”, to trochę trudno nim być. Problemem nie jest pytanie „czy warto przestać przejmować się opinią innych?”, tylko kwestia tego „jak przestać przejmować się opinią innych?”. Bo takie rady mają to do siebie, że bardzo łatwo ich udzielać, ale trudno jak cholera wcielać je w życie.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że kierowanie się mottem „rób tak, aby nikt nigdy nie pomyślał o Tobie czegoś niemiłego” jest głupotą. Bo jeszcze nie urodził się człowiek, który by zadowolił wszystkich i nawet burger z bekonem nie każdemu smakuje.

Zastanawianie się w kółko, co ktoś sobie pomyśli, gdy zaczniesz robić to, na co faktycznie masz ochotę, w prostej drodze prowadzi do życia pod czyjeś dyktando. Co jest mega ograniczające i w dłuższej perspektywie owocuje frustracją. A czasem depresją, wybuchami agresji i nienawiścią do świata. Ktoś na sali zaprzeczy? Nie? To jeśli podstawy mamy opanowane, przejdźmy do bardziej zaawansowanych ćwiczeń.

Przed Tobą kilka wskazówek, które, mam nadzieję, pomogą Ci przestać przejmować się opinią innych.

Z kim przestajesz, takim się stajesz

Powiedzenie stare jak Nokia 3310, a prawdziwe jak podatek dochodowy. Jeśli otaczasz się ludźmi o mocnym poczuciu własnej wartości, pewnymi siebie, w dodatku idącymi twardo pod prąd rzeczywistości, niezależnie, czy komuś się to podoba, czy nie, to dzieją się dwie bardzo ważne rzeczy.

Pierwsza: mając bliski kontakt z osobami nie emocjonującymi się, co babcia powie przy rodzinnym obiedzie, przejmujesz ich nastawienie i sam przestajesz reagować nerwową potliwością myśląc o ocenie innych.

Druga: gdy Twoje najbliższe otoczenie zajmuje się wystawianiem spektakli opartych na afrykańskim tańcu w etnicznych strojach ludowych, nie martwisz się jak odbierze informację, że chcesz robić to samo.

Ludzie mają Cię w dupie częściej, niż Ci się wydaje

Często skupiamy się na sobie aż do przesady, próbując sobie wmówić, że inni robią to samo. Nie jest tak. Naprawdę, są ciekawsze tematy na świecie niż Ty.

Ludzie zaczynając dzień nie zastanawiają się, czy to dobrze, że tańczysz na rurze. Ani nie idą spać rozważając, czy to wypada, żebyś mieszkała z chłopakiem bez ślubu. Nie dyskutują też na przerwie w pracy, czy to dobry pomysł, żebyś zrobił sobie tatuaż. Serio, myślisz, że ludzie, którzy nie reagują, gdy bezdomny robi z autobusu ToiToia będą przeżywać Twój wygląd? Nawet gdybyś była gwiazdą z głównych stron portali plotkarskich, zainteresowanie Twoją osobą nie trwałoby dłużej niż ziewnięcie.

Większość ludzi, których znasz ani o Tobie nie rozmawia, ani nawet nie myśli w wolnym czasie. Nie jesteś prawem do aborcji, żeby ktoś się Tobą tak ekscytował.

Umocnij poczucie własnej wartości

Czemu Quebonafide nie ma oporów przed malowaniem włosów na zielono? Czemu Katarzyna Nosowska nie ma problemów z występowaniem bez makijażu? Czemu Robert Biedroń nie boi się otwarcie mówić o tym, że jest homoseksualistą? Bo każdy z nich wie, że ich wartość zależy od tego co robią, a nie jak odbierają ich ludzie. I to, czy wiatr opinii publicznej wieje im akurat w żagiel, czy w twarz, nie podważa ich samooceny.

Jak umocnić poczucie własnej wartości i zneutralizować wpływ oceny otoczenia?

Wypisz na kartce, a potem powieś w widoczny miejscu:
a) w czym jesteś dobry
b) z których swoich działań jesteś dumny
c) trudne sytuacje, w których sobie poradziłeś

Im częściej będziesz na to patrzył, tym mniejszy wpływ będą miały na Ciebie opinie z zewnątrz. Im większą masz świadomość swoich zasług i dokonań, tym większą masz pewność, że to Ty sam decydujesz o tym, jakim człowiekiem jesteś, a nie postronni komentatorzy.

Co jeśli jutro byłby koniec świata?

Urodziłem się w roku 1988 i zdążyłem przeżyć już dwa końce świata zapowiadane przez proroków – w 2000 i 2012 – i kilka osobistych – matura, rozpad związku i pierwsze samodzielne opłacenie składki do ZUSu. W obliczu namacalnej apokalipsy, nie zastanawiałem się, czy zalanie się łzami na środku ulicy, to coś co wypada robić czy też nie. Kiedy masz duże problemy, te małe chowają się pod poduszkę, bo głupio im zawracać Ci dupę.

Myślisz, że ludzie idący 11 września do pracy w World Trade Center spodziewali się, że to będzie ich koniec? Nie chcę wprowadzać klimatu psychozy, ale życie jest naprawdę nieprzewidywalne i nigdy nie masz stuprocentowego wpływu na to, kiedy się skończy. Jeśli więc miało to by być jutro, chyba głupio byłoby odkładać karierę muzyczną na później wyłącznie z obawy przed reakcją znajomych, co? Nigdy nie jest za wcześniej na to by zacząć żyć po swojemu. Memento mori.

Znajdź sobie akceptowalny społecznie pretekst

Chcesz zacząć nagrywać filmy na YouTube, ale boisz się, że w Twoim wieku to siara? I w ogóle tak wyjść z kamerę na ulicę między obcych ludzi, to trochę nie teges? Jasne, rozumiem, ja za pierwszym razem też byłem spięty jak kartki w segregatorze. Za drugim, trzecim i czwartym zresztą też.

Weź głęboki oddech i pomyśl, co by było, gdyby Twój przełożony kazał Ci nagrać film o Twoim zespole, takie wewnątrzfirmowe wideo, żeby pokazać współpracownikom na drugim końcu świata jak zajebiści jesteście. Pewnie byś to zrobił, bo w końcu to pracowniczy projekt, za który jesteś odpowiedzialny i szef Cię z niego rozliczy. Może nie klaskałbyś uszami ze szczęścia, ale zrelatywizowałbyś sobie, że takie zadanie dostałeś i robotę trzeba wykonać. A co by było, gdybyś na stałe pracował w domu produkcyjnym na bieżąco zajmującym się realizacją takich materiałów? Nawet przez myśl by Ci nie przeszło, że to przypał tak biegać z kamerą po ulicy, to byłaby Twoja codzienność, zwykły obowiązek do wykonania.

A co stoi na przeszkodzie, żebyś do każdego działania, które w Twoim przekonaniu wystawia Cię na ocenę otoczenia, znalazł pretekst, który w pełni je usprawiedliwia? Na początku będzie Ci z nim łatwiej, a z czasem zauważysz, że zupełnie go nie potrzebujesz.

Przestań wyrażać negatywne opinie o innych

Często u innych osób irytują nas cechy, które wiemy, że sami gdzieś tam głęboko mamy i bardzo chcielibyśmy się ich pozbyć. Z lękiem o bycie wyśmianym z powodu naszego wyglądu, poglądów, czy hobby bywa podobnie. Jeśli zdarza nam się, nawet sporadycznie, być buldożerem równającym z ziemią ludzi, to nic dziwnego, że boimy się iż spotka nas to samo.

Inna sprawa, że gdy jesteśmy tęczową oazą akceptacji i zrozumienia, to innym też jakoś głupio nas atakować.

Podróżuj, poznawaj ludzi, poszerzaj horyzonty

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a to co jest dobrze widziane zależy od tego w jakim jesteś stanie. I mam na myśli terytorium, a nie stopień odurzenia.

W trakcie rejsu po Ha Long – zatoce w Wietnamie – siedziałem przy stole z chińską parą. Gdy tylko wjechało jedzenie zaczęli siorbać i bekać. I to nie, że gdzieś tam ukradkiem, zasłaniając usta, czy coś, normalnie na legalu bez żadnej krępacji. To co u nas jest uznawane za chamówę i pokrewieństwo z trzodą chlewną, to w Kraju Kwitnących Podróbek jest świadectwem tego, że Ci smakuje.

Nie przytaczam tej historii, żeby zachęcić Cię do bekania przy stole, tylko pokazać, że rzeczywistość jest kontekstowa. To co u nas może wydawać się dziwne, po zmianie szerokości geograficznej może być zupełnie normalne. Wszystko zależy od konwencji przyjętej w danym miejscu, a im częściej będziesz podróżował i odkrywał świat, tym bardziej umocni się w Tobie przekonanie, że zawsze znajdzie się kraj na świecie, w którym ktoś będzie patrzył spode łba na to, co robisz.

Będziesz przejmował się całym światem, czy raczej olejesz wszystkich?

Boisz się oceny innych, najczęściej, gdy przekraczasz swoje granice

I jeśli nie masz żadnego ciała w bagażniku, ani nie robisz nic innego niezgodnego z prawem, to znaczy, że się rozwijasz. To dobry znak.

Jesteś stary, jeśli nikt nie oblał Cię w lany poniedziałek

Skip to entry content

Gdy byłem dzieckiem, w lany poniedziałek najważniejszy zawsze był początek dnia. To jako który obudziłeś się w domu, decydowało o tym, czy byłeś polującym, czy upolowanym. Pamiętam jak w któreś Święta Wielkanocne zaspałem i z cieplutkiego snu wybudził mnie zimny strumień wody opadający mi na twarz. To moja mama, zrewanżowała się za poprzednie śmingusy-dyngusy, kiedy to ona była wyrywana ze snu przy pomocy gumowej psikawki imitującej jajko. Babcię oblewałem zazwyczaj, gdy już była na nogach, choć i tu trzeba było obrać odpowiednią taktykę, bo zdarzyło się, że pozorując zajęcia kucharsko-kuchenne, tylko czekała aż się zbliżę i zaatakowała pierwsza z przezroczystej żaby z wodą. Jak na swoje lata miała lepszą celność, niż niejeden wytrawny gracz w Counter Strike’a.

Wraz z wiekiem wodny oręż ewoluował.

Od wcześniej wspomnianych psikawek, które miały skandalicznie małą pojemność i koszmarnie żaden zasięg, przez pistolety i strzykawki wystrzeliwujące wodę ciutkę dalej, po opakowania po Ludwiku mieszczące całkiem przyzwoitą ilość amunicji i strzykawki laryngologiczne mające zasięg od schodów klatki aż po trzepak, kończąc na 5-litrowych baniakach i wiadrach. Które przy dobrym zamachu wyrzucały wodę do połowy podwórka. Niestety, mimo imponującego zasięgu rażenia, miały naprawdę sporą niedogodność – po dwóch atakach trzeba było wrócić do domu po przeładowanie. Co było równoznaczne z tym, że będąc na terytorium wroga, bardzo szybko stawałeś się bezbronny.

„Bezbronny” z kolei równało się „mokry”, a „terytorium wroga” równało się „każde miejsce poza domem”.

W lany poniedziałek osiedle przypominało klimatem „Gangi Nowego Jorku”. Tyle, że bez krwi. Choć z dwa razy się zdarzyło, że ktoś przymierzając się do ataku z wiadra, nie zauważył, że ma swojego krok od siebie i zamachując się z „całej pety przyłożył mu w kinola”. Że już tak podwórkowym slangiem polecę. Cóż, to była wojna. I to wojna, która nie bierze jeńców. Nie było tłumaczenia, że to ostatnia sucha koszulka, że właśnie idziesz na obiad do dziadków, że to koszulka z Najki, czy Adasia i starzy Cię zabiją, albo, że rodzice wyszli z domu i będziesz mógł się przebrać dopiero popołudniu. Tu było prawo wody: płyń z nią albo spływaj. Jeśli oczywiście zdążysz uciec.

Ekipy walczyły między sobą o strefy wpływów w bezlitosnych starciach, napędzając się widokiem pokonanych i piskiem uciekających przed mimowolnym udziałem w konkursie mokrego podkoszulka. Kto chciał uniknąć przymusowej kąpieli, wiedział, że jedynym wyjściem jest pozostanie w domu aż do zmroku. Wszelkie inne próby przesmyczenia się bocznymi alejkami, wybrania okrężnej drogi, czy zamaskowania się nie do poznania, kończyły się w ten sam sposób. Mokro. Ten bój miał tylko jedną, święta zasadę: nie lejemy dorosłych. Dorosłych, czyli tych starych ludzi, którymi nigdy nie będziemy.

Dzisiaj wyszedłem z domu do Żabki po sok, a dzieciaki z pistoletami na wodę minęły mnie szerokim łukiem. Jak smutne jest to?

autorem zdjęcia w nagłówku jest Dean Hochman