Close
Close

Jeśli nie byliście jeszcze w Bunkrze Sztuki na World Press Photo 11, to ogarnijcie się, bo jutro ostatni dzień wystawy! Żeby nie było niedomówień, ja byłem na niej dopiero dzisiaj. Razem ze mną było duuużo ludzi, którzy jakimś dziwnym trafem, zorientowali się, że 28. października to już jutro.

Co do samych zdjęć, to jak widać po głównej focie, promującej wystawę, były dość tendencyjne. Główne nagrody to martwi ludzie, pół-martwi ludzi, umierający ludzie, zdeformowani ludzie, zdeformowane dzieci, umierające dzieci, głodne dzieci. Podsumowując – to co rok temu tylko w innych kadrach.

Wiem, że ludzie umierają. Wiem, że ludzie zabijają się. Wiem, że ludzie również mierzą się z kataklizmami, najgorszym syfem na tym świecie, a połowa populacji, niemieszkająca w miastach, ma piekło na ziemi. Ale czy naprawdę ten sam temat trzeba powielać w identycznych formach po raz jedenasty? Ja naprawdę całe zło tego świata mam na Szewskiej, ewentualnie idąc na 50-tkę w przejściu przy Galerii Krakowskiej. Jak ktoś nie ma, to zapraszam, dotknie WPP’11 własnymi ręcami.

Pomijając reportaż, reszta prac była przyzwoita. W kategorii portret byłem pod wrażeniem irlandzkich galerianek (zdjęcie nr 9). Widać, że dziewczyny są fanami Roberta Burneik i szamią stejki z rana a nie jakieś kanapeczki. W kategorii sport, również nie było tak przewidywalnie jak można by się było spodziewać. Bardzo fajne zdjęcie chłopaków skaczących przez płotek do kałuży, z dodającym kunsztu logiem Najeczki na pierwszym planie. I w tym temacie jeszcze, obowiązkowo trzeba zobaczyć miły dla oka kop na twarz z przewrotki – coś co tygryski lubią najbardziej.

Jak zwykle najbardziej rozczuliły mnie zdjęcia przyrodnicze. Łabędzie w jeziorze, łabędzie na lodzie, łabędzie na trawie. Kochane. Gdybym nie był studentem, to sam zostałbym łabędziem. Będąc przy zwierzątkach, nie mógłbym nie wspomnieć też o najbardziej dramatycznej focie całej wystawy – torreadorze, któremu byk przebija gardło (zdjęcia nr 15). Z tego co można było wyczytać przy opisie zdjęcia, główny bohater nie dość, że przeżył cały wypadek i może normalnie jeść i oddychać, to jeszcze wrócił do zawodu! Kłaniam się w pas przed tym panem. Ja bym chyba jednak zmienił pracę, albo wziął L4 do końca życia.

Na koniec polecam zdjęcia z Love Parade, tudzież Parady Miłości (zdjęcia nr 10). Jak wiemy na imprezie było tyle miłości, że 21 osób nie żyje, a 500 zostało rannych. Popatrzeć można, ale nie próbujcie tego w domu.


(niżej jest kolejny tekst)

Otwarcie Factory Outlet Kraków – jak było?

Skip to entry content

Na otwarcie tego outletu czekałem jak na pierwszą gwiazdkę w wigilijny wieczór. Za oknem jesień, w nogi zimno, a dziewczyny już dawno przestały lecieć na moje poczucie humoru. W takich sytuacjach nic nie pomaga bardziej niż  nowe buty. (więcej…)

Czego można się spodziewać po autorze takich klasyków jak “Nic śmiesznego”, “Dzień świra” czy “Wszyscy jesteśmy Chrystusami”? Pewnie również klasyka. Chyba, że weźmiemy pod uwagę, iż jest on ojcem również takich pół-wybuchów jak “Ajlawju” czy “Porno” oraz fakt, że kino drogi to wciąż wielka biała plama na polskiej mapie kinematografii.

Każdy kto to czyta zapewne widział trailer, więc wie, że głównych bohaterów mamy dwóch i jadą oni furą. Jadą tą furą i jadą, nie wiadomo skąd, po co, ani dokąd. Jadą i gadają, żeby nie zasnąć za kółkiem, a bardziej po to, by skorzystać z okazji do wylania od dawna kipiącej w nich frustracji. Owa frustracja, której podłożem rzekomo są  tytułowe baby, wylewa się i wylewa. A jak się czegoś tak dużo wyleje, to można się poślizgnąć i załamać nogę albo co gorsza utopić się w tym.

Panowie reprezentują dwie skrajne warstwy społeczne: chama-robola i inteligenta -wrażliwca. Obaj są strudzeni przez życie. Wycieńczeni udręka bycia z drugą osobą, która o dziwo, różni się o nich. Na przykładzie Pucia i Miauczyńskiego (tak, tak kolejny raz pojawia się nieśmiertelny Adaś) Koterski ukazuje nieporadność mężczyzn. Odziera płeć męską z atrybutów, chroniących ją przed rzeczywistością. Przemienia dorosłych mężczyzn w małych chłopców, których przeraża świat i najchętniej schowaliby się za spódnicą mamy.

Co do samych dialogów – moi koledzy mówią, że mocne. Podczas seansu ludzie na sali parskali śmiechem średnio co 7 minut. W moim przypadku był to śmiech przez łzy. Jest dużo trafnych point, dużo surowych historii miłosnych i parę niezły żartów. Jest za dużo wulgaryzmów. Zdecydowanie za dużo. Wymieniając irytujące elementy, nie mógłbym nie wspomnieć również o sposobienia mówienia głównych bohaterów. W “Baby są jakieś inne” pojawia się zabieg zastosowany wcześniej w “Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, mianowicie złamanie składni zdania i powtarzanie wyrazów na jego końcu, oraz wielokrotna odmiana czasowników. O ile w poprzednim filmie to śmieszyło i ukazywało kunszt reżysera, o tyle tu jest strasznie męczące i zupełnie niepotrzebne. Wiem, że Koterski nie zacznie nagle przeredagowywać wszystkich dialogów ze względu na moje utyskiwania, ale gdzieś musiałem to z siebie wyrzucić :)

Ostatnia kwestia na którą z pewnością czekali wszyscy licealiści i początkujące hipsterki: nie, Misiek Koterski nie rozniósł tego filmu w drobny pył swoją dwuzdaniową rolą.