Close
Close

Fly Food #1 – Bar mleczny Górnik

Skip to entry content

Tym wpisem zaczynamy cykl „Fly Food”, czyli kategorię w której będziemy opisywać krakowskie jadłodajnie*.

*jadłodajnia – w naszym rozumieniu miejsce gdzie dają jadło, czyli bary mleczne, stołówki studenckie, chińczyki, restauracje, itp.

Fly Food

Zjeść tanio, dużo a jak da radę to jeszcze smacznie.  Ta maksyma od dłuższego czasu przyświeca mnie oraz większości moich znajomych. W poszukiwaniu spełnienia studenckiego snu – o konkretnej porcji ciepłej strawy za mniej niż 10 zeta –  za namową koleżanek i kolegów z pracy, udałem się do Baru Mlecznego Górnik.

Obskurna kamienica nie sprawia najlepszego wrażenia z zewnątrz, ale spoko, mama mówiła: „nie oceniaj po opakowaniu”. Niestety w tym przypadku to się nie sprawdziło, bo wnętrze nie powala wystrojem ani zapachem. Szczególnie zapachem co poniektórych klientów, którzy zrzucają się na jedną zupę we dwóch. Są to jednak tylko wyjątki, bo większość stołujących się jest z higieną „na ty”. Ilość wolnych miejsc siedzących jest przeważnie równa ilości miejsca w 601 po drugiej w nocy. Rotacja klientów jest jednak duża, więc nie trzeba długo czekać żeby zjeść na siedząco.

Przechodząc do meritum – jedzenie jest jak najbardziej przystępne, w cenach nie robiących spustoszenia w portfelach. Można wybierać wśród pierogów, bigosu, fasolki, gulaszu naleśników i jeszcze kilku innych typowo polskich dań. Wśród mięsa królują potrawy z drobiu, ale dla tradycjonalistów znajdzie się i schabowy i mielony.

Ceny są niewygórowane. Dla przykładu porcja (spora) pierogów ruskich poniżej 4 zł. Podwójna fasolka 4,40 zł, a też można sobie nią pojeść. Co do jakości podawanego jedzenia, to nie ma tragedii. Od stycznia tego roku jem tam często  i tylko raz w krótkim odstępie czasu od posiłku, musiałem zwizytować toaletę w pobliskim Auditorium Maximum.

Cena/ilość: 9/10
Jakość: 6/10
Ogółem: 7/10

Kraków blog

Gdzie jest bar mleczny Górnik?


Wyświetl większą mapę


(niżej jest kolejny tekst)

Polski Czerwony Krzyż nigdy nie był przodownikiem w kwestii komunikacji. Nie był też liderem w kwestii promocji, a tym bardziej specem od marketingu wirusowego. Aż do dziś. PCK podjął się trudnego/drażliwego/nieprzyjemnego/bliskiego-każdemu-studentowi tematu chorób przenoszonych drogą płciową. Zrobił to w sposób adekwatny do naszych czasów.

Jak poważną sprawą jest AIDS myślę, że wie każdy z was (mam nadzieję, że nie z własnego doświadczenia) i nie muszę tu głosić moralizatorskich kazań. Jednak mimo ogólnospołecznej świadomości zagrożenia, choroba ta wciąż się rozprzestrzenia. Każdy jest odpowiedzialny, ma swój rozum, łeb na karku i takie tam. Wiadomo. No chyba, że wypije jedną banie za dużo, połknie nie tę piksę co trzeba, albo spali mocniejszego jointa niż zwykle. Nie ma co się wyrzekać, każdemu przynajmniej raz na semestr zdarza się przeholować. Jak dotrzeć do tych którzy częściej są na melanżu niż na wykładzie?

Przez Facebooka. Agencja interaktywna na zlecenie PCK puściła po sieci viral zatytułowany “zaproszenie do znajomych”. Co w nim się znajduje zobaczycie poniżej. Oprócz tego na Fejsie pojawiło się konto bohaterki filmiku, które zapewne będzie służyło do dalszych działań promocyjnych i wciągnięcia odbiorców do otwartej dyskusji. Bardzo spodobała mi się puenta filmu – “Życie to nie Facebook. Nie przyjmuj zaproszenia od nieznajomych.” – która powinna być mottem życiowym dla wszystkich kolekcjonerów znajomych.

Cała akcja jest pomysłem jak najbardziej zasługującym na uznanie, którego z pewnością nie spodziewałbym się po PCK, ani po żadnej państwowej instytucji.

[+18] PonyXpress – mocna erotyka czy niesmaczne porno?

Skip to entry content

Na wstępie muszę uprzedzić, że dzisiejszy wpis przeznaczony jest tylko dla osób dorosłych! Jeśli jesteś więc niestrawionym traumą widoku nagich kobiet nastolatkiem, uciekaj stąd czym prędzej lub po prostu zasłoń oczy. Wielu z was po przeczytaniu artykułu “Zrób sobie dziecko z Japonką” myślało, że nic już mocniejszego nie wrzucimy, że japońskie dziwactwa to wszystko na co nas stać. Otóż nie, myliliście się, stać nas na dużo więcej :-)

PonyXpress – brzmi niewinnie, a jest winne jak cholera. To blog przedstawiający – najdelikatniej ujmując – niekończącą się wariację na temat kobiecego ciała. Płeć piękna jest tu przedstawiona jako mistyczny obiekt kultu. Jako nieodgadnięta tajemnica, którą autor chce za wszelką cenę zgłębić. Jako piękno samo w sobie, które nie potrzebuje atrybutów by być interesujące. Tu wszystkie dodatki, którymi można opakować damskie ciało, w postaci ubrań, biżuterii, makijażu, to zgodnie z definicją, tylko dodatki.

fot. Silvia Matteini

Mamy tu kobiece ciała. Ciała młode, stare, chude, grube, jędrne, obwisłe, atrakcyjne i te zupełnie odrzucające z perspektywy naszej kultury. Autor w kolejnych wpisach prezentuje pełne spektrum piersi, pośladków, warg sromowych, owłosień łonowych, bioder, talii – wszystkich elementów, które tak mocno charakteryzują kobiety. Każdy z nich przedstawiony jest w sposób niebanalny, spójnie grający z otoczeniem nieraz naturalnym, a innym razem zupełnie wyimaginowanym.

STUART MITCHELL – Hattie Watson

Na każdej z prac – niezależnie czy to film czy zdjęcie – obserwujemy grę kobiecym ciałem. Traktowane jest ono jak najbardziej plastyczny materiał, który może przybrać dowolną formę, dowolny kształt. Mnogość pozycji, w które się układa, środowisk, w które może zostać zakomponowane, nadaje mu wymiar metafizyczny. Blog PonyXpress jest jednym wielkim hołdem dla ciała kobiety. Jako, że sam jestem jego wielkim fanem, to dokładam również swoją cegiełkę w budowaniu jego internetowego pomnika.