Close
Close

W drugiej odsłonie cyklu “Fly Food“, bierzemy na warsztat najlepszą jadłodajnię jaką można znaleźć w obrębie Rynku Głównego. Gospoda Koko – oprócz tego, że jest ulubioną miejscówką studentów UJotu, to też nie ma sobie równych w kwestii zróżnicowania i jakości szamy. Kwestie ekonomiczne, czyli cena-ilość, również są jak najbardziej do przyjęcia.

Przy rynku, oprócz “u Stasi” i “Gruzińskiego Chaczapuri” na Świętej Anny, trudno znaleźć miejsce, gdzie można zjeść obiad w granicach 10 zeta. Zapiekanka czy kebab, to nie obiad, a McDonald’s i KFC pomimo tego, że dobre, to jednak chemiczne, syfne żarcie. Poza tym biorąc zestaw, to i tak wychodzi koło 2 dych.

Koko znajduje się na Gołębiej, czyli jakieś półtorej minuty od Sukiennic. Knajpa ma fajny wystrój, a wszystkie elementy identyfikacji wizualnej (menu, karteczki informacyjne, podpisy) są pomyślane i “z głową” – jak to mówią Ślązacy. Przechodząc do najważniejszego, jedzenie jest tam naprawdę dobre. Nie “dobre” w sensie “da się zjeść i zapchać”, tylko dobre w sensie “jakie to pyszne”. Najlepiej o tym świadczą dzikie tłumy, walące do knajpy drzwiami i oknami między 13 a 17.

Cały zestaw obiady, czyli zupa + drugie danie (mięso + frytki/ryż/ziemniaki/kasza + surówki/warzywa) kosztuje 14zł, natomiast połówka 9,50zł. Przy czym zaznaczyć trzeba, że cała porcja jest albo dla chłopa z góry, albo dla kogoś kto nie jadł nic od rana, albo dla skacowanego melanżownika. Reasumując, jest naprawdę duża. Natomiast pół porcji, to normalna porcja obiadowa dla kogoś, kto jadł wcześniej śniadanie i nie przymiera głodem.

Wybór jest naprawdę spory. Na dole możecie zobaczyć przykładowe menu. Z zup, nie ma do której się przyczepić. Wszystkie gotowane są z sercem, nie że sama woda i makaron, a rosołek to już w ogóle taki jak u mamusi. Drugie dania oprócz pierogów (których nie ma sensu tam zamawiać), też pierwsza klasa. Smakują zarówno klasyczne schabowe, jak i wymyślne przekładańce czy żeberka. Mój ulubiony zestaw to grzybowa z podgrzybków (a nie z pieczarek, jak gdzie indziej), łopatka w serze (niebo w gębie, uwielbiam), sałata ze śmietaną, marchewka i fryty. Polecam!

Cena/ilość: 8/10
Jakość: 9/10
Ogółem: 9/10

blog Kraków

Gdzie jest Gospoda Koko?

Wyświetl większą mapę



(niżej jest kolejny tekst)

Nocny flash mob Eksperyment MP3 – jak było?

Skip to entry content

W sobotę na  Rynku Głównym miał miejsce nietypowy flash mob. Nie dość, że był to tak zwany “Eksperyment MP3“, to rzecz działa się w-nocy/po-ciemku/po-zmroku. Na stronie wydarzenia swoją obecność zadeklarowało ponad 2000 osób, w tym rektor mojej uczelni i Prezydent Miasta Kraków. Moi koledzy będący obserwatorami poprzednich edycji, przy tej czekali na dzikie harce na rynku i walki na miecze świetlne. Jak było, czy wszystkich ogarnął niekontrolowany szał ciał?

Pod pomnikiem Adama Mickiewicza stawiliśmy się punktualnie, choć wiele przeciwności losu chciało nam uniemożliwić wzięcie udziału w wydarzeniu. Po pokonaniu problemów ze znikającym internetem i pogubionymi słuchawkami, dotarliśmy pod Adasia, sądząc, że w obrębie 100 metrów od pomnika, nie będzie skrawka wolnego miejsca. Okazało się, że miejsca jest dużo, nawet bardzo dużo. Na moje krótkowzroczne oko oprócz nas, było maksymalnie z 300 osób, jednak (jak mawiają studenci pod koniec miesiąc) liczy się jakość a nie ilość.

Kierowany tym uniwersalnym mottem, po wybiciu przez zegar na Wieży Mariackiej godziny 18:00, włączyłem empetrójkę z listą poleceń. Całość możecie odsłuchać tutaj. Nie ujmując nic organizatorom, szczerze mówiąc liczyłem na większe szaleństwa w kwestii wykonywanych zadań. Zabawa była przednia, tu nie ma żadnych wątpliwości. Paru osobom w trakcie wydarzenia padła bateria w odtwarzaczu, jednak nie była to żadna przeszkoda i dalej uczestniczyli w flash mobie, bawiąc się “na sucho”. Niektórzy postronni przechodnie, nie wiedząc za bardzo o co chodzi, pod wpływem pozytywnej energii dołączali do flashmobowców, powtarzając za nimi kolejne czynności. Ludzie, zarówno ci uczestniczący jak obserwujących, cieszyli się, śmiali, klaskali i czekali na więcej.

Właśnie, na więcej. O ile osoby, które pierwszy raz brały udział w “Eksperymencie MP3”, były zszokowane/podniecone/zdziwione/zaskoczone, o tyle na uczestnikach poprzednich edycji, przebieg eventu nie robił już takiego wrażenia. Brakło czegoś naprawdę oryginalnego, co na ludziach obeznanych z tematem zrobiłoby faktycznie jakieś wrażenie. Za dużo było elementów podobnych do poprzednich flash mobów, a za mało zupełnie nowych. Szacunek dla organizatorów za podjęcie wyzwania i przeprowadzenie akcji w nocy, jednak można było zrobić to lepiej.

Pożegnanie Krzysztoforów – jak było?

Skip to entry content

Zamknięcie Krzyśków stało się faktem. Żegnaliśmy ten lokal z wielkim żalem i morzem łez wylanych do kieliszków. Trębacz z Wieży Mariackiej na znak protestu nie trąbił przez północy, a Smok Wawelski zaczął pluć wodą.

Nasza ekipa w lokalu pojawiła się przed pierwszą. Impreza już hulała na dobre, a ludzi zarówno przed wejściem, na półpiętrze, na parkiecie, jak i przed barem było sporo. Co do muzyki, to nie była tak ciężka jak zazwyczaj. Całą noc królowały elektroniczne brzmienia, ale w nieco lżejszym wydaniu, ortodoksyjni fani Krzysztoforów mogli poczuć się zawiedzeni.

Suma sumarum, ekipa Podaj Kabel, rozkręciła bardzo pozytywną atmosferę. Ludzie (nie tylko ci wypici) bawili się dobrze i trudno byłoby szukać jakiś negatywów tej nocy. No dobra, może jeden  – szatnia za 2zł to naprawdę lekka przesada, biorąc pod uwagę, że i tak wstęp był płatny. Tak czy inaczej, kto w Krzyśkach bywał, a w ten piątek go nie było, niech żałuje.

Kończąc słodzenie, życzę tylko wam i sobie, żeby po zrewitalizowaniu kamienicy, piwnica pod Pałacem Krzysztofory również odżyła.