Close
Close

“Moja łódź podwodna” – recenzja

Skip to entry content

W zeszły wtorek odbyłem randkę kinową, podczas której udało mi się obejrzeć “Moją łódź podwodną”. O dziwo, nie jest to film wojenny o potyczkach militarnych amerykańskiej floty. Póki co, jest to najlepsza komedia (a w zasadzie komedio-dramat) tego roku. No może trochę przesadziłem. Najlepsza zaraz po “Rzezi”.

“Moja łódź podwodna” oficjalną premierę miała we wrześniu 2010 roku, jednak jako, że jesteśmy 40 lat za Ukraińcami, to do naszych kin weszła dopiero w przedostatni piątek. Cóż widać, że oprócz dystansu geograficznego, z Wielką Brytanią dzielni nas również spory dystans kulturowy i najzwyczajniej w świecie Polska musiała “dojrzeć mentalnie”, aby móc obejrzeć ten film.

To tyle tytułem wstępu. Przechodząc do konkretów – na przykładzie tego filmu świetnie widać, jak bardzo filmy brytyjskie różnią się od amerykańskich. Zaczynając od fabuły, przechodząc przez dialogi, na grze aktorskiej kończąc. “Moja łódź podwodna” opowiada historię pierwszej miłości w sposób jakiego jeszcze nie widzieliście. Forma przyjęta przez reżysera jest nietypowa, jak na nasze polskie warunki, ale również sama miłość należy do dość osobliwych.

Główny bohater – Olivier Tate (grany przez Craiga Robertsa) – to taki współczesny Harry Potter. Jest zciotowanym outsiderem z dziwnymi rozkminami, który pomiędzy zgłębianiem sensu egzystencji, a drugim śniadaniem, chciałby w końcu zaliczyć jakąś pannę. Mimo wątłej postury i braku pewności siebie, nie jest na szczęście klasowym popychadłem. Co więcej, urokliwa introwersja pozwala mu w końcu wyrwać laskę – Jordanę (graną przez Yasmin Paigę). Co prawda, znikomo kobiecą, ale zawsze.

Oglądając damsko-męskie podchody tej osobliwej pary, naprawdę trudno się nie wzruszyć. Jest pożądanie, jest zakłopotanie, są wielkie nadzieje i jest rozczarowanie. Wszystkie składniki przepisu na pierwszą miłość. Mimo, iż dziś sam jestem dziadkiem, to film bezbłędnie przeniósł mnie do czasów, gdy miałem 16 lat i bałem się dotknąć dziewczyny powyżej nadgarstka.

Oprócz uroczy szczeniackich uniesień, w “Mojej Łodzi Podwodnej” są też momenty smutne, takie jak rozpad małżeństwa, brak miłości w domu czy widmo zbliżającej się śmierci. Nie stanowią one jednak zamulających rozczulaczy. Raczej zmuszają do refleksji nad tym, jak duży wpływ na psychikę dziecka (sorry, nastolatka) mają wszystkie bodźce wysyłane przez rodziców. Także rodzice – bądźcie odpowiedzialni! A tak ogólnie, to bardzo fajny film i polecam go wszystkim parom, które wybierają się na walentynki do kina.

(niżej jest kolejny tekst)

Alko-lokalizator – “Gdzie mam kurwa iść coś wypić?”

Skip to entry content

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez CBOS, OBOP, Gemius, Instytut Socjologii UJ i Wróżbitę Macieja, 75% czytających mnie osób to studenci, a pozostała jedna czwarta, też pije. Zaskakujące wyniki zostały już przekazane premierowi, ale ja nie o tym.

Ile razy zdarzyło wam się, że byliście w jakieś dziurze, nieznanej dzielnicy, nowym mieście i chcieliście iść się napić, ale nie wiedzieliście gdzie? Gdzie iść, gdzie jest jakaś knajpa, gdzie sprzedają alko? Mimo, że nie piję od 1410, to sam miałem z dwa razy taką sytuację, a podejrzewam, że wy mogliście mieć nawet z trzy.

Strona o wdzięczny tytule Gdziemamkurwaisccoswypic.pl, przynosi ulgę wszystkim szalonym melanżownikom, którzy włóczą się po mieście w poszukiwaniu miejscówki do picia. Sprawa jest prosta – podajesz swoją lokalizację, a aplikacja (używając Google Maps) znajduje ci najkrótszą trasę do miejsca gdzie można się napić. Miły dizajn, sensownie opisane buttony i unikalne funkcjonalności muszą zaskarbić sobie waszą przychylność.


“Filozofia w buduarze” w Tatrze Nowym

Skip to entry content


W zeszłym tygodniu Pan Bóg się do mnie uśmiechnął i wygrałem
Radiofonii podwójne zaproszenie do teatru. Z racji tego, że jako przeciętny Polak ostatni raz w teatrze byłem w podstawówce, bardzo się ucieszyłem. Zaproszenie było biletami na sztukę “Filozofia w buduarze” w Teatrze Nowym. Jako, że ani o spektaklu, ani o samym Teatrze Nowym nigdy wcześniej nie słyszałem, to też nie miałem żadnych oczekiwań z nim związanych.

Co do samego teatru, to znajduje się na Kazimierzu w pomieszczeniu, które wcześniej pewnie było klubem albo garażem. Jedno z dwóch jest pewne. Teatr Nowy jest nieduży (z nastawieniem na mały), na widowni mieści się 100 osób i należy raczej do tych z kategorii offowych/alternatywnych. Tutaj nieco więcej o jego misji, charakterze itd.:

Teatr w Krakowie, założony przez Piotra Siekluckiego w 2006 r. jako stowarzyszenie non-profit, które wszystkie wypracowane środki przeznacza na bieżącą działalność i cele statutowe, m.in. promocję nowej dramaturgii, promocję młodych artystów, działania edukacyjne z dziedziny sztuki, przeciwdziałanie wykluczeniom. W gronie założycieli Teatru są: Dana Bień, Tomasz Kireńczuk, Łukasz Błażejewski, Dominik Nowak i Marek Kutnik. Mecenasem stałego miejsca Janusz Marchwiński. Teatr Nowy w Krakowie jest programowo finansowany ze źródeł Gminy Miejskiej Kraków, a także Urzędu Województwa Małopolskiego oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Przechodząc do clue sprawy, “Filozofia w buduarze” jest sztuką kontrowersyjną, która będzie wzbudzać skrajne emocje. Fabuła oparta jest czterech aktorach – bracie i siostrze, którzy ze sobą sypiają, przyjacielu brata, który z nim sypia i przyjaciółce siostry, którą pozostała trójka chce wspólnymi siłami rozdziewiczyć i zdemoralizować. Ot, taki zwyczajny dzień z życia studentów UJotu.

Sztuka, przedstawiając ginekologiczne opisy scen łóżkowych, zadaje pytanie o granice, a przede wszystkim zasadność i sens moralności. Drastycznymi aranżacjami seksu oralnego, próbuje wzbudzić w widzu podniecenie i zmusić go do zredefinowania pojęcia przyzwoitości. Czwórka bohaterów, przez cały czas trwania spektaklu, ma związane ręce i wije się po scenie niczym zakładnicy. Zakładnicy własnej przyzwoitości, jakimi wszyscy jesteśmy.

Katarzyna Misiewicz-Żurek, Gracja Niedźwiedź, Jakub Falkowski i Dominik Nowak, oprócz kwestii związanych z zaspokajaniem własnych popędów, poruszają tematy religijne i ogólno-egzystencjalne. Nie jest to co prawda “Hamlet”, ale też trudno przejść obok tego z pełną obojętnością. Z tego typu sztuki można wyjść z poczuciem olśnienia, bądź głębokiego niesmaku. Moja k była zażenowana, dla mnie było do zniesienia.