Close
Close

Ognisko Kwietniowe na Zakrzówku

Skip to entry content

Zima powoli odpuszcza. Nie widać jeszcze sztuk w baletkach na mieście, ale trampy już się pojawiają. Ja osobiście czekam na wiosnę, jak na pierwszy zarost i cieszą mnie wszelkie zwiastuny jej nadejścia. Jednym z nich jest niewątpliwie zapowiedź kultowej już imprezy – Ogniska Kwietniowego na Zakrzówku. Kto nie był w zeszłym roku, ten nie wie co to dobra offowa, nielegalna impreza masowa w plenerze. Ale nic straconego, może nadrobić te zaległości w tym roku.

Ognisko Kwietniowe przy Skałkach Twardowskiego, to impreza która w zeszłym roku zgromadziła kilka tysięcy ludzi. Bez użycia mass mediów, bez nachalnego marketingu, po prostu. Wydarzenie jest na tyle ciekawe, że każdy kto nie chodzi do Frantica chciał tam być. Impreza oparta jest na radości z przebywania wśród ludzi na wolnym powietrzu. W zeszłym roku oprócz dobrej, elektronicznej muzyki były ognie, lasery, dzikie tańce i przede wszystkim świetna atmosfera. Tutaj zdjęcia. W tym roku można spodziewać się tego samego.

Tegoroczne Ognisko Kwietniowe obędzie się 21 kwietnia tutaj. Wystartuje, koło godziny 14:00, wielkim grillowaniem/mniejszymi ogniskami (co kto woli). Po dłuższej celebracji chwili i wszamaniu paru kiełbach, gdy stopniowo zaczynie się ściemniać, ruszy muzyka. Jak zwykle, na dziko, dj’e rozłożą decki, bębniarze wyciąganą bongosy i skałki przy Zakrzówku zaczyną żyć własnym życiem. Jak zapowiadają organizatorzy (którzy jak wiadomo nie organizują tej imprezy) usłyszymy jungle, d’n’b, dub, house, future bass, tekno i dubstep. Nie wyobrażam sobie, by ktoś regularnie czytający Stay Fly nie pojawił się na tym wydarzeniu. Więcej szczegółów tutaj.

Jak było w zeszłym roku? – Ognisko Kwietniowe 2011

(niżej jest kolejny tekst)

O “Wstydzie” pisałem już przy okazji zapowiedzi tegorocznych premier kinowych, było to w pompatycznie nazwanej części “kino ambitne”. Nie był to jednak przesadzony epitet. “Wstyd” faktycznie jest z tych trudniejszych, z pewnością nie do oglądania z rodziną przy niedzielnym obiedzie. Sam zwiastun daje już mocno znać o jego ciężarze gatunkowym.

Film opowiada dwie smutne historie dwojga ludzi, którzy na domiar nieszczęścia są rodzeństwem. Jak to najczęściej w rodzeństwie bywa, brat i siostra albo się nienawidzą, albo diametralnie się od siebie różnią. Najczęściej pierwsze wynika z drugiego. Brian (Michael Fassbender) jest bardzo dobrze zarabiającym gościem, który nie potrafi zapanować na swoim gigantycznym popędem seksualnym – tak zwany “człowiek sukcesu”Sissy (Carey Mulligan) – jest niedojrzałą, nieodpowiedzialną piosenkarką bez gorsza przy duszy, która rozpaczliwie szuka miłości – tak zwana “artystyczna dusza”. Co ich łączy? Tytułowe poczucie wstydu.

Brian rżnie wszystko jak leci. Nie przepuści żadnej babie z drożną pochwą. Przypadkowe laski, imprezowe laski, koleżanki z pracy, prostytutki, pasażerki metra – nie ma zmiłuj się, każdej musi włożyć. Wkłada tak bez opamiętania, jest szczery w tym co robi, żadnej nie okłamuje, jednak w pewnym momencie pojawia się poczucie wstydu. “Coś” mu mówi, że to nie porządku. Próbuje to “coś” zepchnąć do podświadomości, ale wraca.

Sissy z kolei żebrze o uczucia, błaga o krztę zainteresowania. Jest wstanie upodlić się do granic swojej wytrzymałości, byle by dostać choć trochę miłości. Gdy przekracza te granice, staje twarzą w twarz z własnym wstydem, z własnym zeszmaceniem i utratą poczucia własnej wartości. Przegrywa tę konfrontację. Porażka jest na tyle bolesna, że popycha ją do samobójstwa.

Co do gry aktorskiej, to zarówno Carey Mulligan, jak i Michael Fassbender poradzili sobie. Z tym, że ten drugi trochę lepiej. Brian przedstawia większe spectrum emocji, potrafi lepiej zbudować dramaturgię sceny. Tę pierwszą z kolei, można było ostatnio oglądać w bardzo dobrym filmie Drive. Tam, tak jak i tu, ma smutną rolę i głównie płacze. Momentami to nudne, ale tylko momentami.

Steve McQueen wyreżyserował bardzo dobry film. Za pomocą głównych bohaterów, zmusza widza do refleksji nad dwoma poważnymi problemami dzisiejszego społeczeństwa. Każe zastanowić się nad uprzedmiotowieniem seksu i emocjonalnym analfabetyzmem. Nie są to tematy łatwe i oczywiste, przez co film może być niezrozumiały, bądź trudny w odbiorze. Tak czy inaczej, polecam – “Wstyd” jak najbardziej wart obejrzenia.



[FOTO] Studenckie Mardi Gras w Pixelu

Skip to entry content

We wtorek, ostatni dzień karnawału, dzień przed Środą Popielcową, w Pixelu odbyła się impreza pod hasłem “Studenckie Mardi Gras”. Sprawdźcie jak było!

blog Kraków

Kozackie foty jak zwykle autorstwa Przemysława Matląga.