Close
Close

Fly Food #7 – Przystanek Pierogarnia

Skip to entry content

Ostatnio znudzeni chodzeniem do Koko i chińczyka na Basztowej, postanowiliśmy sprawdzić jakieś nowe miejsce. Wybór padł na bar mleczny niedaleko Wielopola. “Przystanek Pierogarnia” (bo o nim mowa) znajduje się na rogu Bonerowskiej i Morsztynowskiej i jest mikroskopijnych rozmiarów knajpką. Naraz mieści się w nim 8 osób, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że po pijaku rekord ten z łatwością można pobić. Miniaturowość lokalu nadaje mu specyficzny klimat i przyjazną rodzinną, atmosferę. Wystrój przypomina trochę Koko, jest sporo folklorystycznych elementów. Gdyby ktoś stronił od domowych ognisk, to zawsze może zmówić na wynos lub zjeść na zewnątrz, na ławeczce, co przy aktualnej porze roku, jest super opcją.

Kraków blog

Tak to wygląda w środku

blog Kraków

Przystanek Pierogania“, jak sama nazwa wskazuje, specjalizuje się w pierogach. Mamy pierogi na słono: z mięsem, ze szpinakiem i serem, z serem i pieczarkami, ruskie, z ziemniakami i boczkiem. Mamy pierogi na słodko: z serem i cynamonem, z truskawkami, z wiśniami i z kiwi! Mamy również barszczyk czerwony – solo i z pierogami. Jak na fakt, że są pierogi, pierogi i tylko pierogi, to wybór całkiem spory. Co do cen to też przyzwoicie – 9 sztuk pierogów kosztuje średnio 6,50zł. Połówka (5 sztuk) – 3,50zł. Żeby się najeść, ale nie przejeść, trzeba zamówić półtorej porcji, czyli równa dyszka. Plan wykonany.

bar mleczny Kraków

Pierogi ze szpinakiem i serem (i cebulką)

bary mleczne w Krakowie

Pierogi z pieczarkami i serem (i masełkiem)

pierogi Kraków

Pierogi z truskawkami (i śmietanką)

blog life style

Co do walorów smakowych, to jest bardzo pierwsza klasa. Próbowaliśmy z chłopakami prawie wszystkich wersji i nie było jakiejś, która by nas odrzuciła. Czy to na słodko, czy na słono – są pyszne. Ze słonych, moimi faworytami są ze szpinakiem i serem i Cioci Uli (z pieczarkami i serem). Podawane z masełkiem, nie mają sobie równych w żadnym innym krakowskim barze mlecznym. Bardzo dobre kombinacje, świetny smak, czuć, że wszystkie składniki są świeże. Ze słodkich, furorę zrobiły pierogi z kiwi (aczkolwiek z truskawkami w śmietance też rewelacja). Nie jadłem w życiu czegoś takiego, po prostu rozpływały się w ustach. Myślę, że będzie to hit tegorocznej wiosny.

Cena/ilość: 9/10
Jakość: 9/10
Ogółem: 9/10

blog o stylu życia

Gdzie jest “Przystanek Pierogarnia”?


Wyświetl większą mapę

life style blog

Ekipa Stay Fly, z ręką na sercu, poleca “Przystanek Pierogarnia” i deklaruje bycie stałymi klientami!


(niżej jest kolejny tekst)

Z mapy Krakowa zniknie kolejna kultowa miejscówka. Niedawno Piękny Pies, teraz Krakowskie Centrum Kinowe ARS. Poszło jak zwykle o hajs. Właściciele kamienicy stwierdzili, że trzeba podnieść czynsz (podobno o 100%), aby dostosować go do ceny rynkowej. Kino niestety nie jest w stanie spełnić tych wymagań finansowych. Już w zeszłym roku zamknęłoby budżet z minusem, gdyby nie dotacja z europejskiej organizacji Europa Cinemas.

Dyrektor kina – Andrzej Kucharczyk – podczas wczorajszej konferencji prasowej, kilkakrotnie podkreślał, że nikogo nie obarcza winą za sytuację, w której znalazło się kino. Mimo tego, że jak sam powiedział “ARS był moim życiem”, nie próbuje się odegrać na właścicielach i nie nawołuje do ataku na nich. Bardzo szlachetnie z jego strony.

Upadek jednego z najpopularniejszych kin studyjnych w Krakowie, Kucharczyk tłumaczy dominującą pozycją multipleksów. Niewątpliwie, kryzys kin studyjnych spowodowany jest również niewybrednym gustem konsumentów, którzy wolą pójść na kolejny “Wyjazd integracyjny” niż na “Moją łódź podwodną”. W każdym razie nie można zarzucić kierownictwu ARSu, że obiekt będzie musiał być zamknięty z powodu nieudolnego marketingu, bo kino były promowane całkiem sprawnie. Z drugiej strony, brzemienne jest także nastawienie społeczeństwa do kultury i sztuki. Większość osób woli te 12 zeta wydać na browar w klubie niż na bilet do kina, a film ściągnąć z Rapidshare. Oczywiście głęboko wierzę, że nikt z was tak nie robi i wszyscy jesteście kinomaniakami, ale tak szczerze, ile filmów w tym miesiącu obejrzeliście na kompie, a ile w ARSie? 

Tak czy inaczej, kino ma funkcjonować do 30-go kwietnia, po czym, z początkiem maja zostanie zamknięte. Dyrektor  wspominał o znalezieniu nowej lokalizacji dla ARSu, ale nie ma tu żadnych konkretów. Póki co pracownicy zastanawiają się co zrobić ze sprzętem, ponieważ centrum kinowe nie posiada żadnych sal magazynowych. Krążą natomiast pogłoski, że w aktualnej lokalizacji powstanie spożywczak, najpewniej monopolowy. Oczywiście, nic nie przynosi takich zysków jak sprzedaż alkoholu.

Jak zawsze, gdy jest ku temu okazja, ludzie sprzeciwiają się, manifestują i pikietują… na Fejsbuku. Wydarzenie “NIE dla zamknięcia Centrum Kinowego ARS w Krakowie” zgromadziło ponad 11 tysięcy osób! Twórcy wydarzenia apelują o pomoc w znalezieniu inwestorów, sponsorów, miejsca na sprzęt, zachęcają do odwiedzania kina, informują o konkursie i kolejnej konferencji, która odbędzie się 13 kwietnia. Najsensowniej byłoby, gdyby ten 11-tysięczny tłum, po prostu regularnie chodził raz w tygodniu do kina i zostawiał pieniądze w ARSie, skoro tak przeżywa jego zamknięcie, ale znając życie, skończy się na kliknięciu “lubię to/dołącz”.

zamknięcie Krakowskiego Centrum Kinowego Centrum ARS na ulicy Świętego Jana


Hiszpańska reklama Coca-Coli obraża Polaków?

Skip to entry content

Od kilku dni w sieci panuje wrzawa wokół hiszpańskiej reklamy Coca-Coli. Co w niej takiego jest, że mimo iż znajduje się na hiszpańskim kanale YouTube, to 95% komentarzy pochodzi z Polski? To co boli najbardziej – prawda.

Reklama przedstawia Jacusia. Jacuś jest typowym polskim fizolem , który wpadł na cudowny pomysł – zostawi żonę i dzieci i wyjedzie na saksy, żeby przytulić trochę papieru. Bo przecież wiadomo, że w Polsce nie ma pracy, wszyscy kradną i nikt uczciwy tu dobrze nie zarabia. Jacuś robi na budowie już 6 rok, ale nadal nie stać go na bilet do domu (najważniejsze to dobrze gospodarować swoimi pieniędzmi). Zapijając w barze smutki życia Coca-Colą, zauważa reklamę – wyślij smsa spod nakrętki, wygraj bilet na Euro 2012. Życiowa szansa, wiadomo. Wyobraźcie sobie, że niewiarygodnym zrządzeniem losu nie wygrywa tego biletu (biedny Jacuś). Na szczęście, wspaniałomyślni Hiszpanie litują się nad biednym Polaczkiem i dają mu nakrętki ze swoich butelek. Teraz Jacuś będzie mógł dłużej łudzić się, że wygra bilet.

Spot utrwala obraz Polaka, jaki jest kreowany przez nas samych za granicą – biedny, niezaradny, ale pracowity. Śmiać się czy płakać? Pozostawiam to każdemu do indywidualnego rozrachunku. Mnie filmik jakoś specjalnie nie uraził, bo tak jak napisałem we wstępie, przedstawia prawdę. Niestety, ale 3/4 Polaków wyjeżdża na zachód nie po to by obejmować stanowiska menadżerskie i zdobywać świat, lecz po to by wykonywać prace, których nie chce się podjąć miejscowa ludność. Czyli być tak zwanymi robolami. Jeśli ktoś nie chce się z tym pogodzić, to niech to zmieni zaczynając od siebie. Jedyne co w spocie można uznać za oderwane od rzeczywistości, to fakt, że Jacuś po robocie nie idzie zalać pały tanią whisky, tylko popiją sobie colę. Podejrzane.