Close
Close

Memowisko.com – encyklopedia memów

Skip to entry content

Macie czasem tak, że widzicie na Kwejku jakiś obrazek po raz 15, za każdym razem w innej przeróbce, i nie wiecie skąd się wziął? Wasi znajomi zalewają Fejsa jakimś memem, udając znawców, a tak naprawdę nie mają pojęcia co jest na tym cholernym jotpegu? Ja tak na szczęście nie mam, ale domyślam się, że komuś z was mogła trafić się taka sytuacja.

Dla wszystkich, którzy interesują się memami i internetem (ale również dla tych, którzy tylko przeglądają 9gaga) powstała strona Memowisko.com. Jest to bardzo dobre kompendium wiedzy na tematów memów. Dowiecie się z niego jakie początki miał co-ja-pacze-kot, jaka była ewolucja grymasu Obamy oraz skąd wzięły się złote myśli XVIII wiecznego arystokraty.

Nie brakuje również wnikliwych analiz polskich memów. Opisane są zarówno takie klasyki jak forfiter czy jestem-hardcorem, jak i dość nowe wirusy, na przykład bede-grał-w-gre. Z rodzimych virali, najbardziej przypadła mi do gustu dokumentacja fenomenu biało-czerwonego Wieśka a.k.a. Pana Andrzeja a.k.a. polskiego chama. Historia bogu ducha winnego policjanta z Pasłęki, który stał się hitem internetu, wzrusza niemal do łez.

Wszystkie przypadki, które znajdziemy na Memowisko.com, są opisane wyczerpująco i przede wszystkim bardzo rzetelnie. Jestem pełen podziwu dla pracy autora, który mimo trudów i licznych przeciwności losu, dociera do źródeł i początków życia każdego memu. Fajnie, że ktoś ma tyle zajawki w sobie, by przegrzebywać caaaały internet, tylko po to by zaspokoić moją ciekawość. Mnie by się nie chciało i wiem, że wam też. Jeśli chcecie bliżej poznać tego heroicznego osobnika, to zapraszam na wywiad tutaj.

(niżej jest kolejny tekst)

Kluby z Wielopola 15 – miejsca, w którym niemal doszło do masowej tragedii mają zostać  reaktywowane. Właściciel z początku zarzekał się, że nie otworzy już nigdy nowego lokalu z powodu rzekomej traumy. Był podobno przerażony faktem, że z przez jego chciwości mogło zginąć kilkadziesiąt osób (a on mógł trafić do pierdla na kilkanaście lat). Najwyraźniej już mu przeszło, albo zazdrość go zżera, że nowo otwarty Pixel zarabia hajs, a on nie.

Jak podaje MMKrakow, finałem katastrofy budowlanej w Kitschu jest mandat w wysokości 1000zł dla właściciela kamienicy (którego i tak nie przyjął). Brawa! To się nazywa sprawiedliwość! Życie 2 tysięcy osób przybywających w klubie, zostało wycenione na TYSIĄC złotych. Czyli co, po 50 groszy na osobę tak? Takie rzeczy tylko w Polsce. Właściciel klubu również traktuje ten wypadek jaka dobrą bekę i radośnie wrzuca sobie na stronę “dowcipne foty”. Tak, tak, bezczelność to jest to.

Ten sam człowiek, nie mogąc spać po nocach, ponieważ ktoś zarabia na jego “wielkim sukcesie”, wydał rozpaczliwe oświadczenie:

KITSCH nie organizuje imprez oraz “styp” po KITSCH’u , oraz nie handlujemy gadżetami i koszulkami itp. Kitsch’owymi (zawsze je rozdawaliśmy za free). Kitsch dziękuję wszystkim za okazane wsparcie i zachętę do reaktywacji klubów, to Wy tworzyliście specyficzną atmosferę Kitsch’u ,za co serdecznie dziękujemy.

Wiele klubów w Krakowie organizując imprezy, i wykorzystuje charakterystyczną specyfikę Kitsch’u , przywłaszczając sobie bez naszej zgody nazwę Kitsch’u oraz logo, ale atmosfery Kitsch’u nie mogą sobie zaskarbić , ponieważ to Wy tworzyliście ten klimat i to należy uszanować , a to że żyjemy w wolnym i demokratycznym kraju, więc wybór należy do Nas.

Koniec końców, żeby w znów przytulić trochę grosza, na Facebooku pojawiły się różne konta, które trąbią o reaktywacji Kitschu, Carycy i Łubu Dubu. Oczywiście ani nie ma podanej konkretnej daty, ani miejsca, ani żadnych innych sensownych szczegółów. Wiadomo tylko, że będzie zajebiście, że to dla nas i że będzie można otrzymać kawałek zawalonych schodów “za free”. No szczyt marketingu, aż dziwne, że nie uczą o tym w szkołach.

Kluby z Wielopola podobno mają się reaktywować przed wakacjami. Podobno mają mieć odwzorowany oryginalny wystrój wnętrz. Również podobno mają powrócić osoby, które wcześniej tam pracowały (ja bym się bał) i nie mniej podobno ma zostać otwarta galeria (ale chyba nie sztuki). O wszystkim właściciel będzie informował na stronie, która przed katastrofą ostatni raz była aktualizowana rok temu. Polecam wszelkie niusy i informacje prasowe – dawno nie widziałem tylu literówek i błędów gramatycznych w oficjalnych wiadomościach.

Kraków Wielopole 15


W zeszłą sobotę, byłem ze swoją lubą na spektaklu “Jebudu”, w Teatrze KTO. Już sam tytuł wzbudził moją ciekawość, bo nie często zdarza się, że przedstawienia mają onomatopeje w nazwach. Nie mniej obojętny byłem wobec faktu, że był to “program wyłącznie dla widzów dorosłych”. Miało być o seksie i ostro, czyli w sam raz dla takiego Grzecznego Chłopca jak ja. Na wstępie muszę jeszcze dodać, że autorami “Jebudu” jest Kabaret PUK – znana i lubiana krakowska grupa komiczna.

Przechodząc już do samego przedstawienia, to zaczęło się ono od wypicia kieliszka wódki z jednym z widzów, co miało podkreślić, że występ faktycznie przeznaczony jest dla widowni +18. Po tym miłym akcencie, rozpoczęła się przeplatanka skeczy. Liczyłem wprawdzie na jednolitą, zwartą opowieść, ale taka forma też nie była zła. Skecze były średniej długości (5-10 minut), nie na tyle krótkie by ich nie zauważyć i nie na tyle długie by się nimi zmęczyć.

Mimo zapowiedzi, treść materiału nie była specjalnie hardcorowa i nie kipiała seksem. Powiedziałbym, że pojawiały się tematy “ogólnożyciowe”. Były wątki damsko-męskie i było ich całkiem sporo, jednak ukazane zostały w taki sposób, że nie zgorszyłyby ani mojej mamy, ani nastoletniego kuzyna. Ot, zwyczajne, normalne sytuacje wynikające między ludźmi przeciwnej płci. Było wesoło, nawet bardzo. Aktorzy spisali się na pięć z plusem, potrafili zaskoczyć i poruszyć widownię. Śmiałem się częściej niż mam to w zwyczaju.

Najfajniej wypadały skecze, w których w interakcję wciągana była publiczność. Fakt, że ktoś z oglądających może nagle być częścią przedstawienia, bardzo elektryzował widzów. Wypadało to nad wyraz dobrze. Nawet ja sam raz dostąpiłem tego zaszczytu i zaliczyłem epizod w jednej scence.

O dziwo, podobały mi się także piosenki. Były odpowiednio wykonane, bez zbędnych przerysowań i głupkowania, jakie ma miejsce w większości kabaretów. Najlepszym numerem był kawałek Karola Bulskiego, który śpiewał o wschodzącej gwieździe rocka. Świetnie zaaranżowany występ, dziewczyny piszczały w niebogłosy.

“Jebudu” mimo, że nie jest tak bardzo “tylko dla dorosłych” jak chciałoby być, to cały czas jest świetnym przedstawieniem. Nie żałowałem ani jednej minuty z niemal dwugodzinnego występu. Dodam, że nie tylko mnie się podobało. Moja kumpela również była rozentuzjazmowana, a kabaret PUK dostał tyle braw od publiczności, że bisował dwukrotnie.