Close
Close

Fly Food #9 – Chińczyk przy Królewskiej

Skip to entry content

Poprzednio pisałem o miejscówce przy Miasteczku Studenckim AGH. Dzisiaj natomiast, parę słów o opcji na szamę niedaleko Uniwersytetu Pedagogicznego.

Mowa o Chińczyku znajdującym się na ulicy Kadeckiej pod numerem 8. Zapewne nikomu ta ulica nic nie mówi, więc macie mapkę na dole, a dla rozjaśnienia sytuacji powiem, że to lokalizacja przy ulicy Królewskiej. Chińczyk oczywiście nie jest Chińczykiem, tylko Barem Orientalnym “Phuong-Hoang” (kuchnia wietnamsko-chińska), ale czy naprawdę kogokolwiek to obchodzi? Przechodząc do meritum sprawy, żeby łatwiej wam było podjąć decyzję czy odwiedzić to miejsce czy nie, wpis podzielę na 2 części – plusy i minusy.

1

+PLUSY

Jest to najtańszy Chińczyk jakiego spotkałem. Ceny są niższe, niż w tym na Basztowej średnio o złotówkę, a niż w tym na Miodowej o 2 złote. Zastanawiacie się w czym tkwi haczyk? Podejrzewacie, że pewnie jest mało, albo z psa, albo zielone? Nic z tych rzeczy (chociaż psa nie jestem do końca pewny), porcje są duże, nawet bardzo, a jedzenie jest świeże (haczyk jest trochę dalej).

Dodatkowym, naprawdę dużym plusem jest możliwość wzięcia połówki. Albo zamawiasz z kimś i bierzecie jedno danie na pół, albo bierzesz sam połówkę i dopłacasz 3zł (nie tyczy się to jednak wszystkich pozycji w karcie). Jak na jedną osobę połówka jest w zupełności wystarczająca, no chyba, że jesteś Weroniką Grycan, to pewnie i 2 porcje by ci nie starczyły.

Kończąc wątek porcja/cena, całe danie kosztuje średnio 13zł. Jeśli bierzecie coś na pół to wychodzi wam średnio po 7zł na łeb (tanio, bardzo tanio). Jeśli sam bierzesz połówkę płacisz dychę. Zestaw sajgonki + zupa krabowa, standardowo niecałe 11zł. Jedzenie jest smaczne. Nie wyrzuca z butów, ale też nie odrzuca od talerza. Jest po prostu smaczne. Jeśli potrzebujesz się czymś zapchać między zajęciami i nie zależy ci na kontemplowaniu rzeczywistości podczas jedzenia, to jest to opcja dla ciebie.

2

-MINUSY (zaczynają się haczyki)

W lokalu zazwyczaj jest brudno i bywa, że śmierdzi. Stoły są usyfione, wszystko się lepi, a z niespodzianek na podłodze spokojnie możesz wywnioskować co było zamawiane od początku dnia. Wrażenia estetyczne – minus siedem. Dałbym minus dziesięć, ale opamiętali się i nie katują ludzi wietnamską muzyką podczas posiłku.

Drugim, ostatnim i równie wielkim minusem jak pierwszy, jest obsługa. Esencja chamówy. Pracują tam stuprocentowe tępe strzały. “Panie” przyjmujące zamówienia myślą, że skoro udało im się jakimś cudem skończyć podstawówkę i zahaczyć o gimnazjum, to są paniami świata. Pomijam nonszalancki ton i traktowanie klienta jak wrzód na tyłku. Obrażanie i krzyczenie na klientów w tym lokalu to norma. Ktoś powie “pewnie zatrudnili dresiary z Huty”, oj nie, nie, nie, dziewczyn stamtąd mają w sobie dużo więcej klasy.

Jeśli nie jesteś bardzo zdesperowany, nie jedz tam. To znaczy, nie jedz na miejscu. Na szczęście (ku chwale Chrystusa) można zamówić na wynos. Dopłaca się złotówkę, jednak korzyści wynikające z możliwości jedzenia poza lokalem kilkukrotnie przewyższają tę kwotę.

Cena/ilość: 9/10
Jakość: 6/10
Ogółem: 5/10

3

Gdzie jest Bar Orientalny “Phuong-Hoang”?


Wyświetl większą mapę

(niżej jest kolejny tekst)

Marek wziął ślub, a nawet się ożenił! Pojął za żonę Priscillę Chan – dziewczynę, z którą był wcześniej w wieloletnim związku. Wiem, że nius wybitnie pudelkowy, ale trudno nie odnotować tego faktu. Czemu?

Po pierwsze, to najmłodszy miliarder na świecie. Nie milioner, tylko MILIARDER (miliard ma 3 zera więcej niż milion – to dla osób, które nie zdały podstawy z matematyki)! Wikipedia podaje, że prywatny majątek tego typa szacuje się na 19 miliardów dolarów. Oznacza to mniej więcej tyle, że po przeliczeniu na złotówki, Marek mógłby kupić sobie Ukrainę albo jakiś półwysep. Fajnie, co? Domyślam się, że jego świeżo upieczona żona już ma kilka pomysłów na to co zrobić z tym hajsem.

Po drugie, w moim prywatnym rankingu koleś jest najbardziej wpływową osobą na świecie. Stworzył alternatywny, wirtualny świat, który zdominował ten rzeczywisty. Jeśli nie ma cię na Facebooku, to znaczy, że nie istniejesz, albo jesteś tak brzydka, że siedzisz na Naszej-Klasie. Jeśli twojej marki/produktu/eventu nie ma na Facebooku, to znaczy, że twoją grupą docelową są geriatrycy lub niewidomi i nigdy nie odniesiesz globalnego sukcesu. Facebook na zawsze zmienił marketing, na zawsze zmienił PR i na pewno na dłuższą chwilę zmienił relacje międzyludzkie. Podejrzewam, że po wyłączeniu Fejsa na tydzień świat zlałaby fala samobójstw.

Po trzecie, jego zmianę statusu związku na “poślubiony” polubiło ponad 1 200 000 osób!!! Chciałbym mieć choć promil z tych lajków pod każdym moim postem na Stay Fly. Życie jest niesprawiedliwe… Czy naprawdę nie mam miliona “lubię to” pod każdym wpisem, tylko dlatego, że nie wymyśliłem Facebooka?

[FILM] Juwenaliowy pochód – Kraków 2012

Skip to entry content

Wczoraj mogliście przeczytać jak było na Wielkim Pochodzie Juwenaliowym i obejrzeć zdjęcia z tej epickiej imprezy. Dzisiaj parę filmików, które choć tyci tyci przybliżą wam jak było, co się działo i czemu to najważniejsze wydarzenie w całym roku akademickim. Jakość żenująca, wiem, wiem, ale wciąż nie doczekałem się porządniejszego sprzętu do filmowania.

Juwenalia Kraków 2012

Start pochodu

1

Przejście przez Aleje

2

Idziemy ulicą Czystą część I

3

Idziemy ulicą Czystą część II

4

Ostry Dyżur

5

Gołst Bastards