Close
Close

Dziś piątek, a więc drugi odcinek naszej weekendowej listy przebojów. Poprzednio było sporo muzyki elektronicznej i jeden polski akcent. Dzisiaj nieco inne klimaty, ale polski numer też się znalazł. Przy wyborze kawałków, jak tydzień temu, pomagała mi Sylwia i Maciek (dzięki!).

lista

lista

#1 – Jamal – “Defto” – ostatni singiel Jamala, krajowa perełka, typowy wiosenno-letnio-wakacyjny numer.

lista

#2 – Chipmunk – “Chip diddy chip” – młody raper z UK, mimo, że jest czarny, to bardziej Professor Green niż Sway, warto sprawdzić.

lista

#3 –  Bert On Beats feat. Anbuley – “Suomo” – mocna bujanka w afrykańskich klimatach, szkoda, że Kelis nie nagrywa takich sztosów.

lista

#4 – Foreign Beggars i Noisa – “Contact” – znów rap i znów UK. Najbardziej znany numer Foreign Beggars, przy przejściu do dubstepu wymiękają wszystkie wiertarki.

lista

#5 – Party Harders vs. The Subs – “The pope of dope” – ten tytuł powinien mówić sam za siebie, jeśli nie, sprawdźcie sobie co znaczy w amerykańskim slangu “dope”.

lista
Tak jak poprzednio, zachęcam was do wrzucania swoich typów na przyszły tydzień w komentarze. Niech “High Five” będzie naszą wspólną wysoką piątką!

(niżej jest kolejny tekst)

Jakiś czas temu było bardzo głośno na temat katalogu z nową kolekcją H&M. Modelki w nim miały komputerowo wygenerowane ciała i poprzyczepiane twarze (możliwe, ze prawdziwe). Podniosły się głosy, że jak tak można, że nie wolno, że to nienaturalne i że w katalogu z ubraniami dla ludzi powinni być ludzie. Coś w tym jest.

Przy okazji najnowszej kampanii promującej stroje kąpielowe oburzenie zza monitora nie wystarczyło, ktoś poszedł dalej. Ale po kolei.  Tym razem poszło o to, że modelka  na billboardzie (Isabeli Fontana) jest za bardzo opalona. Na pewno widzieliście tę rozleniwioną czekoladkę w różowym bikini, która pręży się na słońcu. Dziewczyna jest zjarana jakby przez kwartał codziennie wylegiwała się w 40-stopniowym słońcu, albo przynajmniej miała starego Turka. Tak czy inaczej (jeśli weźmiemy pod uwagę jej naturalną karnację) wygląda nienaturalnie.

H&M znalazł się pod ostrzałem fundacji, które próbują zwiększyć świadomość opinii publicznej na temat zachorowań na raka skóry. Najgłośniej darła się fundacja Swedish Cancer Society, natomiast pewien typ z Niemiec stwierdził, że krzyk tu nic nie pomoże i przeszedł od słów do czynów. Dogłębnie poruszony przesadną fotoszopiryną na ciele modelki, zaczął doklejać pasek narzędzi z Photoshopa do plakatów. Świetny pomysł, wygląda to co najmniej śmiesznie. Myślę, że skutecznie podniósł na duchu wszystkie laski, które nie mogą dobrnąć do ideału piękna promowanego w mediach i poprawił humor zwykłym przechodniom. Dobra robota!

Fly Food #9 – Chińczyk przy Królewskiej

Skip to entry content

Poprzednio pisałem o miejscówce przy Miasteczku Studenckim AGH. Dzisiaj natomiast, parę słów o opcji na szamę niedaleko Uniwersytetu Pedagogicznego.

Mowa o Chińczyku znajdującym się na ulicy Kadeckiej pod numerem 8. Zapewne nikomu ta ulica nic nie mówi, więc macie mapkę na dole, a dla rozjaśnienia sytuacji powiem, że to lokalizacja przy ulicy Królewskiej. Chińczyk oczywiście nie jest Chińczykiem, tylko Barem Orientalnym “Phuong-Hoang” (kuchnia wietnamsko-chińska), ale czy naprawdę kogokolwiek to obchodzi? Przechodząc do meritum sprawy, żeby łatwiej wam było podjąć decyzję czy odwiedzić to miejsce czy nie, wpis podzielę na 2 części – plusy i minusy.

1

+PLUSY

Jest to najtańszy Chińczyk jakiego spotkałem. Ceny są niższe, niż w tym na Basztowej średnio o złotówkę, a niż w tym na Miodowej o 2 złote. Zastanawiacie się w czym tkwi haczyk? Podejrzewacie, że pewnie jest mało, albo z psa, albo zielone? Nic z tych rzeczy (chociaż psa nie jestem do końca pewny), porcje są duże, nawet bardzo, a jedzenie jest świeże (haczyk jest trochę dalej).

Dodatkowym, naprawdę dużym plusem jest możliwość wzięcia połówki. Albo zamawiasz z kimś i bierzecie jedno danie na pół, albo bierzesz sam połówkę i dopłacasz 3zł (nie tyczy się to jednak wszystkich pozycji w karcie). Jak na jedną osobę połówka jest w zupełności wystarczająca, no chyba, że jesteś Weroniką Grycan, to pewnie i 2 porcje by ci nie starczyły.

Kończąc wątek porcja/cena, całe danie kosztuje średnio 13zł. Jeśli bierzecie coś na pół to wychodzi wam średnio po 7zł na łeb (tanio, bardzo tanio). Jeśli sam bierzesz połówkę płacisz dychę. Zestaw sajgonki + zupa krabowa, standardowo niecałe 11zł. Jedzenie jest smaczne. Nie wyrzuca z butów, ale też nie odrzuca od talerza. Jest po prostu smaczne. Jeśli potrzebujesz się czymś zapchać między zajęciami i nie zależy ci na kontemplowaniu rzeczywistości podczas jedzenia, to jest to opcja dla ciebie.

2

-MINUSY (zaczynają się haczyki)

W lokalu zazwyczaj jest brudno i bywa, że śmierdzi. Stoły są usyfione, wszystko się lepi, a z niespodzianek na podłodze spokojnie możesz wywnioskować co było zamawiane od początku dnia. Wrażenia estetyczne – minus siedem. Dałbym minus dziesięć, ale opamiętali się i nie katują ludzi wietnamską muzyką podczas posiłku.

Drugim, ostatnim i równie wielkim minusem jak pierwszy, jest obsługa. Esencja chamówy. Pracują tam stuprocentowe tępe strzały. “Panie” przyjmujące zamówienia myślą, że skoro udało im się jakimś cudem skończyć podstawówkę i zahaczyć o gimnazjum, to są paniami świata. Pomijam nonszalancki ton i traktowanie klienta jak wrzód na tyłku. Obrażanie i krzyczenie na klientów w tym lokalu to norma. Ktoś powie “pewnie zatrudnili dresiary z Huty”, oj nie, nie, nie, dziewczyn stamtąd mają w sobie dużo więcej klasy.

Jeśli nie jesteś bardzo zdesperowany, nie jedz tam. To znaczy, nie jedz na miejscu. Na szczęście (ku chwale Chrystusa) można zamówić na wynos. Dopłaca się złotówkę, jednak korzyści wynikające z możliwości jedzenia poza lokalem kilkukrotnie przewyższają tę kwotę.

Cena/ilość: 9/10
Jakość: 6/10
Ogółem: 5/10

3

Gdzie jest Bar Orientalny “Phuong-Hoang”?


Wyświetl większą mapę