Close
Close

Marek wziął ślub, a nawet się ożenił! Pojął za żonę Priscillę Chan – dziewczynę, z którą był wcześniej w wieloletnim związku. Wiem, że nius wybitnie pudelkowy, ale trudno nie odnotować tego faktu. Czemu?

Po pierwsze, to najmłodszy miliarder na świecie. Nie milioner, tylko MILIARDER (miliard ma 3 zera więcej niż milion – to dla osób, które nie zdały podstawy z matematyki)! Wikipedia podaje, że prywatny majątek tego typa szacuje się na 19 miliardów dolarów. Oznacza to mniej więcej tyle, że po przeliczeniu na złotówki, Marek mógłby kupić sobie Ukrainę albo jakiś półwysep. Fajnie, co? Domyślam się, że jego świeżo upieczona żona już ma kilka pomysłów na to co zrobić z tym hajsem.

Po drugie, w moim prywatnym rankingu koleś jest najbardziej wpływową osobą na świecie. Stworzył alternatywny, wirtualny świat, który zdominował ten rzeczywisty. Jeśli nie ma cię na Facebooku, to znaczy, że nie istniejesz, albo jesteś tak brzydka, że siedzisz na Naszej-Klasie. Jeśli twojej marki/produktu/eventu nie ma na Facebooku, to znaczy, że twoją grupą docelową są geriatrycy lub niewidomi i nigdy nie odniesiesz globalnego sukcesu. Facebook na zawsze zmienił marketing, na zawsze zmienił PR i na pewno na dłuższą chwilę zmienił relacje międzyludzkie. Podejrzewam, że po wyłączeniu Fejsa na tydzień świat zlałaby fala samobójstw.

Po trzecie, jego zmianę statusu związku na “poślubiony” polubiło ponad 1 200 000 osób!!! Chciałbym mieć choć promil z tych lajków pod każdym moim postem na Stay Fly. Życie jest niesprawiedliwe… Czy naprawdę nie mam miliona “lubię to” pod każdym wpisem, tylko dlatego, że nie wymyśliłem Facebooka?

(niżej jest kolejny tekst)

[FILM] Juwenaliowy pochód – Kraków 2012

Skip to entry content

Wczoraj mogliście przeczytać jak było na Wielkim Pochodzie Juwenaliowym i obejrzeć zdjęcia z tej epickiej imprezy. Dzisiaj parę filmików, które choć tyci tyci przybliżą wam jak było, co się działo i czemu to najważniejsze wydarzenie w całym roku akademickim. Jakość żenująca, wiem, wiem, ale wciąż nie doczekałem się porządniejszego sprzętu do filmowania.

Juwenalia Kraków 2012

Start pochodu

1

Przejście przez Aleje

2

Idziemy ulicą Czystą część I

3

Idziemy ulicą Czystą część II

4

Ostry Dyżur

5

Gołst Bastards

[FOTO] Juwenaliowy pochód – Kraków 2012

Skip to entry content

“Juwe, juwe, juwenalia, kto nie pije temu gniją genitalia” – jedno z dominujących haseł na wczorajszym pochodzie juwenaliowym. Wolałem nie sprawdzać czy to prawda i wypiłem asekuracyjnie 2 piwka. Zadziałało – nie zgniły.

Pochód jak zwykle wystartował spóźniony z okolic Miasteczka AGH/stadionu Wisły. Na początku było więcej służb porządkowych niż studentów, ale na szczęście szybko się to zmieniło. W tym roku najpopularniejsze były przebrania indywidualne. Mało było zbiorczych akcji typu Buka, 300, czy czołgi jak w zeszłym roku. Z paroosobowych ekip były M&Msy, pudła co zabił Hankę Mostowiak, Ostry Dyżur i Żółwie Ninja.

W kategorii indywidualny kostium, największe wrażenie zrobił na mnie koleś przebrany za tego typa z Piły. Na miniaturowym rowerku wyglądał bardzo bekowo i godnie reprezentował Uniwersytet Ekonomiczny. Wzruszyli mnie też panowie, którzy zajarani Hulkiem Hoganem zrobili łódź z kultowego serialu “Grom w raju”. Warto również wspomnieć o ekipie, która przebrała się za przedszkolaków. Najbardziej dopracowane przebranie z całego pochodu, nie mam pojęcia jak oni to zrobili, ale dostosowali się nawet wymiarowo (chyba poucinali sobie ręce i nogi, żeby osiągnąć odpowiedni wzrost).

Atmosfera była kozacka, nie zepsuł jej nawet Grzegorz Turnau, zamulający po raz trzy tysiące setny swoimi nostalgicznymi tekstami na rynku. Swoją drogą, czemu do cholery organizatorom od tylu lat przychodzi do głowy myśl, że  Turnau to mega-studencka opcja i wszyscy marzą, o tym żeby go posłuchać w juwenalia? Czwarty raz byłem na pochodzie i nadal nie udało mi się znaleźć osoby, która byłaby choć trochę zainteresowana tym co on tam śpiewa. Cóż, pewnie był najtańszy.

Wracając do atmosfery, to nie da się tego opisać słowami, to trzeba przeżyć. Przez te kilka godzin jesteśmy królami życia. Miasto jest nasze, główne ulice są zablokowane dla nas, możemy naginać przepisy, prawo i wydolność organizmu. O to chodzi. Po to się studiuje. To uczucie gdy kilkutysięczny tłum, ochraniany przez wszystkie dostępne służby porządkowe, wali browary, skacze, tańczy i ciśnie po UJocie. To trzeba przeżyć albo przynajmniej wrzucić na główną na Demotywatory.