Close
Close

20m2 Łukasza – internetowy talk-show

Skip to entry content

Piszą o nim “nowy król polskiego Internetu”.  Jego talk show “20 m2 Łukasza” to odpowiedź na blichtr wywiadów i sesji, gdzie problemy znikają a rzeczywistość staje się gładka i piękna. 29-letniŁukasz Jakóbiak zaprasza gwiazdy do 20-metrowej kawalerki, w której sam mieszka. Tam, w intymnej atmosferze, bez świateł, dżingli, publiczności i Wodzianki toczą się prawdziwe rozmowy z prawdziwymi ludźmy. Goście, zamiast na wygodnej kanapie, siadają na plastikowym krzesełku. Spotkanie przypomina trochę sesję u psychoterapeuty, ale właśnie ze względu na taką formę wypada niezwykle naturalnie.

To fragment tekstu, który pojawił się w serwisie Kimono. Robią z tego prawie 30-letniego absolwenta dziennikarstwa strasznego męczennika, bo musi mieszkać na 20-metrach kwadratowych. Biedaczek. Order Virtuti Militari mu za to. Ja obecnie mieszkam z 2 ziomkami w 15-metrowym pokoju i nie robimy z tego tragedii życiowej. Ot, zwykła codzienność ludzi bez kasy. Jak się nie ma na salony, to się śpi na łóżku piętrowym – jak powiedziała pewien filozof.

Pomijając już to ile osób zmieści się w Maluchu, Kimono robi z Łukasza gwiazdę internetu. Halo, halo, jaką gwiazdę? Ktokolwiek z was go kojarzy? Słyszeliście wcześniej hasło “20m2 Łukasza’? Widzieliście choć jeden odcinek lub zapowiedź? Wiem, że nie, bo niby skąd? Jego najpopularniejszy filmik ma nieco ponad 11 tysięcy wyświetleń na YouTubie. Sorry, ale więcej mają zwykli studenci jak nagrają zamawianie pizzy po pijaku. Póki co jest nołnejmem z Wawki, który ma modny fryz i najbardziej wyhajpowany telefon na rynku. Myślę jednak, że to się zmieni, bo…

…oprócz tego, że lansuje się iPhonem 4 i ciśnie ckliwą gadkę o kawalerce, to ma bardzo fajny program. Zaprasza do siebie na hawir gwiazdy szołbiznesu i rozmawia z nimi. Podkreślam, rozmawia. W odróżnieniu od Wojewódzkiego, nie zadaje tylko pytań, ale również pozwala udzielać odpowiedzi. Genialna koncepcja. Gada z gośćmi o sprawach raczej kontrowersyjnych. Z Jacykowa wyciągnął, że ten uprawia zagraniczną seks-turystykę i jest w otwartym związku, z Madoxa, że jego rodzina rozpadła się gdy był mały, a z Iloną Felicjańską przeprowadził niemal terapeutyczną rozmowę. Ciekawe pytania, ciekawe odpowiedzi, dobrze się słucha. Jedyny minus, to to, że producent/realizator jednak pozazdrościł telewizyjnym talk-showom i chcąc uatrakcyjnić program zmienia ujęcia, jakby się nawciągał. Epilepsji dostać można. Poza tym, nie mam zastrzeżeń. Warto sprawdzić.

0

Odcinek 1 – Tomasz Jacyków

1

 Odcinek 2 – Ilona Felicjańska

2

Odcinek 3 – Madox

3

Odcinek 4 – Natalia Lesz
(niżej jest kolejny tekst)

High Five #3 – Uwolnij Muzykę i wygraj słuchawki Philipsa!

Skip to entry content

Jak wiecie w ramach akcji “Uwolnij Muzykę!” współpracuję z Philipsem i testuje ich stacje dokujące do smartfonów. W środę mogliście przeczytać jak sprawuje się stacja dokująca do Androida, a dziś możecie wygrać kozackie słuchawki, dzięki którym uwolnicie muzykę również poza swoim domem. Mowa o Philips SHL 8800, które widzicie poniżej. Szczegóły konkursu na dole, a tymczasem sprawdźcie pierwszoczerwcową playlistę.

1

#1 Lovebirds – This Feelin’ – nie wiem jaki to jest typ muzyki, house? funk? ktoś to sklasyfikuje? co by to nie było, płynie bardzo przyjemnie i spokojnie wprowadza w dobry nastrój.  

2

# 2 Lykke Li – Dance Dance Dance – choć numer zatytułowany jest “Tańczyć Tańczyć Tańczyć”, to dalej pozostajemy w strefie chilloutu. Mimo, że bardziej energiczne, to wciąż łagodne brzmienia.  
3

#3 La Roux – Bulletproof – synthpopowa gwiazda z UK mówi, że tym razem będzie kuloodporna, a ja myślę, że przy tym numerze można strzelić już kilka shotów.

4

# 4 Pezet / Małolat – Dziś w moim mieście feat. Grizzlee – delikatna bujanka, dobra na trasę między mieszkaniem, a klubem. Tekst mimo, że poważny to nie przytłaczający.

5

#5 Miike Snow – Animal (Punks Jump Up Remix) – kawałek na wejście do klubu i start właściwego melanżu. Jest elektronika, ale nie ma wiertarek i betoniarek.

6

Konkurs – Uwolnij Muzykę i wygraj słuchawki Philipsa!

Co zrobić, aby wygrać słuchawki Philips SHL 8800, które widzie wyżej?

1. Polubić Stay Fly na Fejsie.

2. Udostępnić ten artykuł na Fejsie.

3. Zostawić w komentarzu poniżej link do YouTube’a ze swoją propozycją kawałka na przyszły tydzień.

Każdy może wziąć udział dowolną ilość razy w konkursie, aczkolwiek wygrać można tylko raz, bo mam tylko jedne słuchawki. Czas macie do końca przyszłego czwartku, czyli 7 czerwca. Wyniki poznacie przy następnej odsłonie High Five (czyli planowo 8 czerwca). Wygra osoba, która zostawi w komentarzu najfajniejszy/najciekawszy/najoryginalniejszy kawałek.

Let’s play the game!

Philips Fidelio AS351 – stacja dokująca do Androida

Skip to entry content

Philips w ramach akcji “Uwolnij Muzykę”, wysłał mi dwie stacje dokujące do smartfonów. Jedną do urządzeń wyposażonych w Androida, drugą do produktów Apple. Dziś przeczytacie jak mi się używało pierwszej z nich.

Na początek słówko o samym pojęciu “stacja dokująca do smartfona”, bo pewnie wielu z was się zastanawia, co to do cholery jest. To takie urządzenie, które zarazem pełni funkcję ładowarki, jak i głośnika. Oznacza to w skrócie tyle, że po podłączeniu telefonu do stacji możemy puszczać z niego muzykę przez głośnik (dzięki czemu mamy mini Hi-Fi) i jednocześnie ładuje nam się bateria. Fajnie, co? Dla mnie bardzo, zwłaszcza jeśli ktoś nie ma “normalnego” sprzętu grającego.

1

Co mówi ulotka?

Stacja dokująca Philips Fidelio AS351:
– przeznaczona jest dla urządzeń wyposażonych w Androida od wersji 2.1 wzwyż
– przeznaczona jest dla urządzeń wyposażonych w Bluetootha od wersji 2.1 wzwyż (przy czym maksymalny zasięg zdalnej współpracy to 10 metrów)
– posiada złącze micro USB
– gra muzykę o natężeniu 10 watt
– może być zasilana 4 bateriami AA

2

Co mówi Grzeczny Chłopiec?

Sporym problemem przy teście sprzętu był fakt, że mój ultra-hi-techowy Samsung 533 Wave nie ma Androida, tylko jakąś Badę. Mogłem o tym pomyśleć, jak go kupowałem, wiem, wiem, ale wtedy się nie znałem (a teraz już się znam). Na szczęście mój niezawodny przyjaciel-współlokator Maciek, ma bardziej wykozaczonego  smartfona ode mnie (Samsung Galaxy Ace)  i użyczył mi go na potrzeby tej oto recenzji.

Żeby uruchomić całą machinerię potrzebujesz trzech rzeczy: pierwsza – aplikacja do czytania QR kodów, druga – aplikacja Fidelio, trzecia – Songbird. Oczywiście wszystkie są bezpłatne. Chwilę musisz się naściągać, na szczęście całość idzie sprawnie i bezproblemowo. Gdy już cały soft masz ściągnięty, możesz po prostu włożyć telefon do stacji, mocując go na gnieździe  micro USB lub łączyć się ze stacją bezprzewodowo za pomocą bluetootha. Najpierw zajmiemy się tym drugim przypadkiem, bo jest ciekawszy.

3

Granie bezprzewodowe przez bluetootha

Sama możliwości zdalnego puszczania muzyki z telefonu przez głośnik jest dla mnie mega opcją. Nie ograniczają cię żadne cholerne kable, nic ci się nie przeciera, nie urywasz sobie żadnych wtyczek ani gniazdek (co zdarzyło mi się kilkukrotnie). Po prostu siadasz sobie w fotelu na drugim końcu pokoju z telefonem i puszczasz muzę. Albo leżysz sobie na antresoli i puszczasz muzę (bez obaw o to czy pilot złapie zasięg). Albo idziesz do kibla porozmyślać nad sensem bytu i puszczasz muzę (najlepsza kombinacja w moim rankingu). To jest po prostu świetne. W zależności od tego jak grube masz ściany, łączność bluetoothowa ma zasięg od 8 do 10 metrów. Wystarczająco. No chyba, że mieszkasz w kamienicy i masz 150-metrowe mieszkanie. Jeśli tak jest to zaproś mnie na domówkę.

Muzę możesz puszczać z dysku/karty telefonu lub z YouTuba. Bardzo, bardzo fajna sprawa. Kolejny plus to budzik. Wielu moich znajomych (a raczej znajomych) zasypia z telefonem pod poduszką i mimo to budzik z nimi przegrywa. Bo za słabo, bo za cicho, bo poduszka za gruba i nic nie słychać. Używając Philips Fidelio możesz sobie ustawić na budziku sygnał alarmu, piosenkę, wycie krowy cokolwiek, a budzić cię to będzie przez głośnik. 10 wattowy głośnik. Niezależnie czy telefon jest podłączony przez USB do stacji, czy zasnęłaś z nim pod poduszką, czy leży pod stertą ciuchów.

Były plusiki, to teraz minusik – bezprzewodowe używanie stacji obciąża baterię. Sporo. Nie samo puszczanie muzyki tak rozładowuje telefon, ale ciągła łączność i wymiana danych przez bluetootha. Cóż, za komfort się płaci – albo zero kabli, albo częste ładowanie.

1

Granie przewodowe z podłączeniem do stacji

Wpięcie smartfona do stacji już nie zapiera tchu w piersiach. Jest zwyczajnie fajną opcją, dzięki której możemy naraz słuchać muzyki przez głośnik i ładować telefon. Też możemy puszczać muzykę z dysku telefonu przez Songbirda albo słuchać radia. I też możemy ustawić budzik, który nas obudzi przez głośnik. Informacje dla osób takich jak ja (nie posiadających telefonu z Androidem), do zestawu dołączany jest też kabel dzięki któremu pod stację podepniemy każde urządzenie przez zwykłego “dżeka”. Jednak w tym przypadku (puszczanie muzyki po kablu), kupno tego urządzenia zupełnie mija się z celem. I to chyba tyle.

1

Ogólne wrażenia z grania

Głośnik gra całkiem głośno, biorąc pod uwagę jego wymiary, to jest okej. Nie jest to sprzęt do rozkręcania domówek w dwupiętrowym domu, ale do pokoju w akademiku nadaje się jak znalazł. Słychać w nim bas i to całkiem nieźle. Stacja dokująca Fidelio AS351, jest przyjemny sprzętem dla osób, które nie mają potrzeby każdorazowego niepokojenia sąsiadów podczas puszczania muzyki. Gdybym nie miał od dawien dawna mocnego sprzętu Hi-Fi (a miał telefon z Androidem) pewni kupiłbym sobie tę stację.