Close
Close

High Five #3 – Uwolnij Muzykę i wygraj słuchawki Philipsa!

Skip to entry content

Jak wiecie w ramach akcji “Uwolnij Muzykę!” współpracuję z Philipsem i testuje ich stacje dokujące do smartfonów. W środę mogliście przeczytać jak sprawuje się stacja dokująca do Androida, a dziś możecie wygrać kozackie słuchawki, dzięki którym uwolnicie muzykę również poza swoim domem. Mowa o Philips SHL 8800, które widzicie poniżej. Szczegóły konkursu na dole, a tymczasem sprawdźcie pierwszoczerwcową playlistę.

1

#1 Lovebirds – This Feelin’ – nie wiem jaki to jest typ muzyki, house? funk? ktoś to sklasyfikuje? co by to nie było, płynie bardzo przyjemnie i spokojnie wprowadza w dobry nastrój.  

2

# 2 Lykke Li – Dance Dance Dance – choć numer zatytułowany jest “Tańczyć Tańczyć Tańczyć”, to dalej pozostajemy w strefie chilloutu. Mimo, że bardziej energiczne, to wciąż łagodne brzmienia.  
3

#3 La Roux – Bulletproof – synthpopowa gwiazda z UK mówi, że tym razem będzie kuloodporna, a ja myślę, że przy tym numerze można strzelić już kilka shotów.

4

# 4 Pezet / Małolat – Dziś w moim mieście feat. Grizzlee – delikatna bujanka, dobra na trasę między mieszkaniem, a klubem. Tekst mimo, że poważny to nie przytłaczający.

5

#5 Miike Snow – Animal (Punks Jump Up Remix) – kawałek na wejście do klubu i start właściwego melanżu. Jest elektronika, ale nie ma wiertarek i betoniarek.

6

Konkurs – Uwolnij Muzykę i wygraj słuchawki Philipsa!

Co zrobić, aby wygrać słuchawki Philips SHL 8800, które widzie wyżej?

1. Polubić Stay Fly na Fejsie.

2. Udostępnić ten artykuł na Fejsie.

3. Zostawić w komentarzu poniżej link do YouTube’a ze swoją propozycją kawałka na przyszły tydzień.

Każdy może wziąć udział dowolną ilość razy w konkursie, aczkolwiek wygrać można tylko raz, bo mam tylko jedne słuchawki. Czas macie do końca przyszłego czwartku, czyli 7 czerwca. Wyniki poznacie przy następnej odsłonie High Five (czyli planowo 8 czerwca). Wygra osoba, która zostawi w komentarzu najfajniejszy/najciekawszy/najoryginalniejszy kawałek.

Let’s play the game!

(niżej jest kolejny tekst)

Philips Fidelio AS351 – stacja dokująca do Androida

Skip to entry content

Philips w ramach akcji “Uwolnij Muzykę”, wysłał mi dwie stacje dokujące do smartfonów. Jedną do urządzeń wyposażonych w Androida, drugą do produktów Apple. Dziś przeczytacie jak mi się używało pierwszej z nich.

Na początek słówko o samym pojęciu “stacja dokująca do smartfona”, bo pewnie wielu z was się zastanawia, co to do cholery jest. To takie urządzenie, które zarazem pełni funkcję ładowarki, jak i głośnika. Oznacza to w skrócie tyle, że po podłączeniu telefonu do stacji możemy puszczać z niego muzykę przez głośnik (dzięki czemu mamy mini Hi-Fi) i jednocześnie ładuje nam się bateria. Fajnie, co? Dla mnie bardzo, zwłaszcza jeśli ktoś nie ma “normalnego” sprzętu grającego.

1

Co mówi ulotka?

Stacja dokująca Philips Fidelio AS351:
– przeznaczona jest dla urządzeń wyposażonych w Androida od wersji 2.1 wzwyż
– przeznaczona jest dla urządzeń wyposażonych w Bluetootha od wersji 2.1 wzwyż (przy czym maksymalny zasięg zdalnej współpracy to 10 metrów)
– posiada złącze micro USB
– gra muzykę o natężeniu 10 watt
– może być zasilana 4 bateriami AA

2

Co mówi Grzeczny Chłopiec?

Sporym problemem przy teście sprzętu był fakt, że mój ultra-hi-techowy Samsung 533 Wave nie ma Androida, tylko jakąś Badę. Mogłem o tym pomyśleć, jak go kupowałem, wiem, wiem, ale wtedy się nie znałem (a teraz już się znam). Na szczęście mój niezawodny przyjaciel-współlokator Maciek, ma bardziej wykozaczonego  smartfona ode mnie (Samsung Galaxy Ace)  i użyczył mi go na potrzeby tej oto recenzji.

Żeby uruchomić całą machinerię potrzebujesz trzech rzeczy: pierwsza – aplikacja do czytania QR kodów, druga – aplikacja Fidelio, trzecia – Songbird. Oczywiście wszystkie są bezpłatne. Chwilę musisz się naściągać, na szczęście całość idzie sprawnie i bezproblemowo. Gdy już cały soft masz ściągnięty, możesz po prostu włożyć telefon do stacji, mocując go na gnieździe  micro USB lub łączyć się ze stacją bezprzewodowo za pomocą bluetootha. Najpierw zajmiemy się tym drugim przypadkiem, bo jest ciekawszy.

3

Granie bezprzewodowe przez bluetootha

Sama możliwości zdalnego puszczania muzyki z telefonu przez głośnik jest dla mnie mega opcją. Nie ograniczają cię żadne cholerne kable, nic ci się nie przeciera, nie urywasz sobie żadnych wtyczek ani gniazdek (co zdarzyło mi się kilkukrotnie). Po prostu siadasz sobie w fotelu na drugim końcu pokoju z telefonem i puszczasz muzę. Albo leżysz sobie na antresoli i puszczasz muzę (bez obaw o to czy pilot złapie zasięg). Albo idziesz do kibla porozmyślać nad sensem bytu i puszczasz muzę (najlepsza kombinacja w moim rankingu). To jest po prostu świetne. W zależności od tego jak grube masz ściany, łączność bluetoothowa ma zasięg od 8 do 10 metrów. Wystarczająco. No chyba, że mieszkasz w kamienicy i masz 150-metrowe mieszkanie. Jeśli tak jest to zaproś mnie na domówkę.

Muzę możesz puszczać z dysku/karty telefonu lub z YouTuba. Bardzo, bardzo fajna sprawa. Kolejny plus to budzik. Wielu moich znajomych (a raczej znajomych) zasypia z telefonem pod poduszką i mimo to budzik z nimi przegrywa. Bo za słabo, bo za cicho, bo poduszka za gruba i nic nie słychać. Używając Philips Fidelio możesz sobie ustawić na budziku sygnał alarmu, piosenkę, wycie krowy cokolwiek, a budzić cię to będzie przez głośnik. 10 wattowy głośnik. Niezależnie czy telefon jest podłączony przez USB do stacji, czy zasnęłaś z nim pod poduszką, czy leży pod stertą ciuchów.

Były plusiki, to teraz minusik – bezprzewodowe używanie stacji obciąża baterię. Sporo. Nie samo puszczanie muzyki tak rozładowuje telefon, ale ciągła łączność i wymiana danych przez bluetootha. Cóż, za komfort się płaci – albo zero kabli, albo częste ładowanie.

1

Granie przewodowe z podłączeniem do stacji

Wpięcie smartfona do stacji już nie zapiera tchu w piersiach. Jest zwyczajnie fajną opcją, dzięki której możemy naraz słuchać muzyki przez głośnik i ładować telefon. Też możemy puszczać muzykę z dysku telefonu przez Songbirda albo słuchać radia. I też możemy ustawić budzik, który nas obudzi przez głośnik. Informacje dla osób takich jak ja (nie posiadających telefonu z Androidem), do zestawu dołączany jest też kabel dzięki któremu pod stację podepniemy każde urządzenie przez zwykłego “dżeka”. Jednak w tym przypadku (puszczanie muzyki po kablu), kupno tego urządzenia zupełnie mija się z celem. I to chyba tyle.

1

Ogólne wrażenia z grania

Głośnik gra całkiem głośno, biorąc pod uwagę jego wymiary, to jest okej. Nie jest to sprzęt do rozkręcania domówek w dwupiętrowym domu, ale do pokoju w akademiku nadaje się jak znalazł. Słychać w nim bas i to całkiem nieźle. Stacja dokująca Fidelio AS351, jest przyjemny sprzętem dla osób, które nie mają potrzeby każdorazowego niepokojenia sąsiadów podczas puszczania muzyki. Gdybym nie miał od dawien dawna mocnego sprzętu Hi-Fi (a miał telefon z Androidem) pewni kupiłbym sobie tę stację.

Graj w pokera, podjeżdżaj po zasiłek Porsche

Skip to entry content

W Polsce nie ma pracy, to wiadomo nie od dziś. Jest bieda i łapówkarstwo, tylko nieuczciwi ludzie pracują, a to i tak wyłącznie dlatego, że załatwili sobie robotę po znajomości. Każdy kto ma pieniądze albo kradnie, albo jest synem Kulczyka, przy czym najczęściej A wynika z B. Jak żyć panie premierze, w kraju gdzie benzyna kosztuje 6zł za litr, a najważniejszym publicznym tematem jest mama Madzi? Poker, już tylko poker.

Paweł z Lublina jest 26-letnim absolwentem prawa. Jako uczciwy człowiek stwierdził, że nie będzie prawnikiem, bo to brudny zawód i tylko ludzie o wątłym kręgosłupie moralnym parają się tym zajęciem. Poza tym, żeby dostać się na aplikację trzeba by dać w łapę (bo normalnie nie przyjmują), a to wbrew kodeksowi harcerza. Paweł postanowił, że zajmie się czymś przyjemniejszym – pokerem. Tak, Paweł zawodowo gra w karty. Ba! Nie dość, że gra, to jeszcze wygrywa i to sporo – tyle, że stać go na wygodne życie i bujanie się Porsche.  Jako, że fizycznie turnieje pokerowe są w Polsce zabronione, Paweł żeby pójść do tyrki nie wychodzi nawet z domu. Dzięki serwisom typu Party Poker, pracuje przy komputerze, online. Wstaje, o której chce, je śniadanie o której, pracuje ile chce, idzie spać o której chce.

Ale, ale, pieniądze szczęścia nie dają. Do pełnego hajlajfu potrzeba opłaconego ZUSu. Paweł z pokorą przyjmuje fakt, że poker w naszym kraju jest zabroniony i nie może legalnie zarejestrować przychodów z gry w karty. Żeby mieć odprowadzone wszystkie składki zdrowotne i emerytalne (emerytura najważniejsza!), zarejestrował się jako bezrobotny w powiatowym Urzędzie Pracy. Dzięki temu może spokojnie podjechać swoim Porsche po zasiłek i być beneficjentem wszystkich świadczeń. Brawo Paweł! Tak można żyć panie premierze! Polak versus Państwo Polskie – 1:0.