Close
Close

Wpis z cyklu “jak żyć będąc kawalerem?”.

Składanie koszulek nie jest jakąś czynnością wybitnie trudną, mimo to sporo moich kolegów ma z nią problem. Mnie składanie jakoś nie spędza snu z powiek, ale za to z prasowaniem jestem na bakier i odkąd wyprowadziłem się z domu mam kosę z żelazkiem.

Pewien szalony, domorosły inżynier rozkminił jak uprościć proces składania t-shirtów i zaprojektował do tego celu specjalny przyrząd. Rzecz w całości składa się z kartonu i można ją zbudować w ciągu 15 minut. Cały instruktaż macie poniżej. Używając tego cuda, mamy zawsze perfekcyjnie złożone ciuchy bez wysiłku i nerwów.

Miłej zabawy!

(niżej jest kolejny tekst)

“osiem9” – film o pokoleniu z rocznika ’89

Skip to entry content

Film opowiada historię nastolatków: Natana, Mateusza, Emila i Ani. Bohaterowie nie wiedzą za bardzo co chcą w życiu robić – zagubieni gonią za łatwymi i szybkimi przyjemnościami. Natan w pewnym momencie zaczyna kręcić film o swoich rówieśnikach – o pokoleniu 89. Na światło dzienne wychodzą głęboko skrywane tajemnice. Stąd o krok do tragedii…

Tego możemy dowiedzieć się o tajemniczo zatytułowanym filmie “osiem9” od autora. Cóż, opis jak to opis, ma zaintrygować potencjalnego odbiorcę na tyle, żeby chciało mu się sprawdzić produkt finalny. Mnie by chyba nie ruszył, ale i tak, do filmu dotarłem w inny sposób. A co w tym produkcie finalnym jest?

“osiem9” miał opowiadać o losach pierwszego pokolenia, po obaleniu komunizmu, ale wyszła z tego trochę taka “Sala Samobójców” dla ubogich. Autor przesadnie demonizuje dzisiejszy świat, hiperbolizując trudy egzystencji. Mamy głównego bohatera – Natana, który raz pozuje na niezrozumianą przez nikogo artystyczną duszę, a raz na nieczułego jebakę. Między paleniem jointów, zmienianiem polówek w paski i bawieniem się telefonem, stuka sobie koleżankę z klasy – Anię. Oczywiście bez zobowiązań, jak na wielkiego twórcę przystało. Ania natomiast, chciałaby ze zobowiązaniami, nawet bardzo (zwłaszcza, że pozwoliła sobie sfilmować cycki), ale napotyka opór materii.

W trakcie tych damsko-męskich przekomarzań, obserwujemy hardcorowe sceny z życia uczniów liceum. Są i nieodrobione prace domowe, i wagary, i używki. Pięcioma słowami – licealiści żyją jak gwiazdy rocka. Ogień. Natan – niedoceniany przez otoczenie, bananowy outsider – wszystkie te ekscesy uwiecznia swoją komóreczką lub kamerką. Jest ostatnim sprawiedliwym, który niesie prawdę o tym podłym świecie. W końcu to filmowanie przestaje się podobać jego znajomym. Dostaje oklep od kumpli za nagranie prywatnych zwierzeń, a sex-koleżanka, podążając za ideą “bez zobowiązań”, zaczyna sypiać z innymi (w różnych konfiguracjach). Biedny Natan nie może tego znieść i targany rozpaczliwym bólem istnienia, wiesza się w emo-trampkach. Beka.

Co do realizacja, to film jest dobrze poskładany, oglądanie nie męczy (w końcu to tylko 30 minut). Część zdjęć jest wykonana powiedzmy “profesjonalną taśmą”, a część aparatami w komórkach. Dało to ciekawy i w miarę oryginalny efekt. Reżyser jest zapewne byłym hip-hopowcem, ponieważ muzyka występująca w filmie to głównie rap. I to polski. I w dodatku niszowy. Fajnie, miły akcent. Jeśli chodzi o aktorów, to w większość amatorzy. Jest jeden podziemny raper – Green, a reszty nie znam. Tak czy inaczej zagrali bez rewelacji – coś jakby szkolne przedstawienie. Tak jak wcześniej pisałem, “osiem9” trwa tylko pół godziny, więc za dużo nie stracicie ze swojego życia, ale na kolana was z pewnością nie rzuci.

1

Film “osiem9”

Do osób, które będą się czepiać, że wyciągnąłem jakieś truchło sprzed 2 lat – o filmie dowiedziałem się stosunkowo niedawno, przy  promocji nowego projektu “Moje 89+ pokolenie”. Akcja polega na tym, że ludzie z roczników ’89 wzwyż, wysyłają amatorsko nagrane fragmenty swojego życia, a pan reżyser złoży to w jeden “film o pokoleniu”. Brzmi ciekawie, aczkolwiek zapowiada się na heroiczną robotę. Jest szansa, że wyjdzie autentyczniej niż poprzedni film. Akcję promuje Mes, więc chąc nie chcąc, musiałem to sprawdzić.

2

Ten Typ Mes promuje projekt “Moje 89+ pokolenie”

Restauracja “Morela” na Stolarskiej

Skip to entry content

Od tego momentu oficjalnie ruszam na blogu z kategorią “Fly Food +”. Jak wiecie/domyślacie się/pamiętacie, jest to cykl poświęcony knajpom w okolicach rynku, w których można zjeść obiad za 15-20zł. Przy czym muszę zaznaczyć, że 20 złotych jest granicą nieprzekraczalną, w której musi się zmieścić zupa, drugie danie i kompot (lub coś innego do picia). Po 10 wpisach zrobimy głosowanie na najlepszą knajpę, a potem zestawienie wyników, żeby dowiedzieć się gdzie waszym (i moim) zdaniem najlepiej się je.

Tym razem na warsztat bierzemy restaurację Morela, zlokalizowaną nieopodal Małego Rynku, konkretnie przy ulicy Stolarskiej 13. Stolarska ma fajny klimat, wzdłuż same ambasady i najważniejsza z nich – Ambasada Śledzia. Bardzo lubię tę ulicę, często tam przesiaduję. Co do samej Moreli, to ma miły ogródek przed wejściem i w studni kamienicy. Jest w nim duuużo spokojniej niż na Rynku Głównym, ale to już co kto lubi. My akurat siedzieliśmy wewnątrz lokalu, bo chcieliśmy się schować przed żarem z nieba.

Od poniedziałku do piątku, od godziny 11:00 do 18:00, mają promocyjne zestawy obiadowe. 15 złotych za zupę i drugie danie. Doliczając do tego 3 złote za napój, mamy w sumie 18 złotych za cały obiad. Z zup do wyboru jest rosół, żurek i pomidorowa. Z drugich dań – schabowy, szaszłyk z kurczakiem, filet drobiowy z pieczarkami i mintaj. Fajnie, że w ogóle jest jakiś wybór.

1

Zupa – żurek

Ja zamówiłem żurek, natomiast Kasia, z którą miałem przyjemność jeść (i która zaprowadziła mnie do tego miejsca) wzięła rosół. Moja zupka była niczego sobie. Trochę zdziwiły mnie pieczarki w żurku, ale ładnie się komponowały z kiełbaską. Wielkość porcji – standardowa. Smakowało mi i nie miałem za bardzo na co narzekać. Kasia też chwaliła sobie rosołek, więc chyba mogę polecić.

2

Drugie danie – schabowy z ćwiartkami ziemniaków

Schabowy ma to do siebie, że trudno go spieprzyć. Żeby nie nadawał się do jedzenie trzeba go spalić albo przesolić. Na szczęście nie trafiłem na żadną z tych dwóch opcji. Był dobry – tradycyjny polski kotlet. Epopeje na jego temat nie są tu potrzebne. Za to ćwiartki ziemniaków muszę pochwalić. Dobrze dopieczone, dobrze doprawione, bardzo pierwsza klasa. Co do surówek/sałatek spełniły najważniejszy wymóg, a więc były świeże. Całość była smaczna, wszamałem to z uśmiechem na ustach i nie dostałem niestrawności. Całkiem nieźle. Kasia zamówiła filet drobiowy z pieczarkami, również nie narzekała.

3

Picie – lemoniada

Lemoniada nie smakowała lemoniada. Smakowała jak… cholera, nie mam pojęcia jak co. Nie było czuć ani cytryny, ani cukru, ale było bardzo dobre. Następnym razem muszę spytać z czego ją robią. Fajne szklanki, jeszcze takich nie widziałem.

Z ogólnych, okołojedzeniowych spraw, to w lokalu jest schludnie, czysto i przyjemnie, panuje miła atmosfera, a obsługa nie jest obrażona na cały świat, że musi pracować. Na jedzenie nie czeka się pół dnia i przychodzi ciepłe. Co ważnie, nie ma w nim składników nie zawartych w menu, typu włosy, paznokcie, etc. Reasumując, zupełne przeciwieństwo Pergaminu.